Biedni są ludzie, co nie wierzą w Aniołów... Odbierają sobie czyjąś uważną, serdeczną i błogosławiącą Obecność... A czy taką można wzgardzić? Błogosławieni są więc ci, co nie tracą odczucia pięknych, wyrazistych i troskliwych oczu koło siebie... Takich rozpacz-wariatka nie ogłupi ani nie oślepi...
POWRÓT ANIOŁÓW? - Tak jakoś jest, że kiedy Bóg zapala Światło na drodze do siebie, diabeł zaraz uruchamia produkcję zwodniczych światełek. Kiedy Bóg ukazuje Prawdę o sobie, diabeł produkuje fatamorgany i namiastki bogów. Kiedy Bóg daje ludziom potężnych Posłańców i Przewodników, to diabeł staje na ogonie, by pomniejszyć ich na kiczowatych obrazkach i wmówić ludziom, że niewiele się oni różnią od baśniowych skrzatów. Zresztą, sam człowiek taki już jest, że to, co go przerasta i przeraża, zaraz to chce po swojemu oswoić i urobić na swoją miarę. A Aniołowie znacznie przerastają nasze o nich wyobrażenia. W średniowieczu nie usiłowano ich umniejszyć - ani w teologii, ani w sztuce. Bo jeśli Bóg wtedy był wielki i potężny, to również Jego Wysłańcy. To później, gdy w dziwnie pojmowanej wielkości rósł człowiek i ziemia, to malało jakby niebo i jego mieszkańcy. Protestanci dokonali swoistej eksmisji Aniołów ze swojego nauczania, chcąc się obejść bez tych mitycznych czy symbolicznych postaci. Sztuka baroku obsypała niby-Aniołami kościoły, obrazy i ołtarze, ale to już przestają być potężne, poważne, piękne męskie postacie, a przeważać zaczynają „aniołki” - rozkoszne putta czy rodzaje amorków. Pojawiają się anioły jeszcze w poezji i w literaturze, ale chwilami trudno odnaleźć w tworach fantazji Blake’a czy Miltona ich biblijną tożsamość. Potem blakną ich postacie, gdy jaśnieje wyniesione ponad wszystko Światło Rozumu. Pozostają w wierze Kościoła, ludzi prostych i dzieci, jakoś szczególnie przez nich otaczane opieką. Wielu chyba zwątpiło w ich istnienie i opiekę, gdy rozszalały się demony wojen i łagrów, choć nie ustała ich dyskretna krzątanina i posługa, zwłaszcza wokół tych, co nie tracili wiary.
Na ziemi jałowej ateizmu i materializmu początku drugiej połowy XX wieku zaczęło się rodzić zainteresowanie duchowością, transcendencją, życiem pozagrobowym… Ale jednocześnie i magią, okultyzmem, mistyką typu instant. Człowiek „nowoczesny”, dotąd prawie jednowymiarowy, odcinający siebie od wieczności, od świata ducha i od zaświatów, nagle chce doświadczyć i przeżyć to, czym niedawno gardził lub nie wierzył w istnienie tegoż. I tak rozwija się New Age, Spisek Wodnika, który synkretycznie równocześnie sięga po Eony, Awatary, Elfy, jak i Aniołów, niewiele się od nich różniących. Potrzeba tego duchowego świata, pragnienie kontaktu z nim były tak duże, że rzadko kto chciał zgłębiać objawione i podane do wierzenia przez Kościół prawdy - również o Aniołach. Wybuchło ogromne nimi zainteresowanie, ale i chęć „zagospodarowania” tych postaci i motywów w filmie i innych popkulturowych rodzajach twórczości. Masowa kultura, zwana też jarmarczną, wszystko musi zrównać (raczej do dołu), uprościć, urubasznić, umagicznić, by dobrze to sprzedać. I tak zabiera się również do sfery sacrum, do niepojmowalnych prawd i tajemnic z innych wymiarów. Mistykę miesza z halucynacjami, zbawienie - z nirwaną, Boga - z duchem przyrody, a Aniołów - z nadludźmi czy demonami. Dlatego popkulturowym aniołom nie tylko bardzo daleko do biblijnych, ale częstokroć są one ich żałosną parodią lub dokładnym przeciwieństwem, choć nazwa pozostaje ta sama.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
