Reklama

Z pomocą na co dzień

Niedziela Ogólnopolska 7/2006, str. 11

Ks. inf. Ireneusz Skubiś: - Praca Caritas należy do zasadniczej działalności Kościoła na świecie. W Polsce Caritas zaczęła swobodnie działać od czasu, gdy odzyskaliśmy prawdziwą wolność, i odniosła już duże sukcesy. Odsłania ona pewne zakamarki duszy człowieka, czyli ofiarność, miłość bliźniego, otwarcie na drugiego. „Niedziela” zawsze będzie wspomagała pracę Caritas przez informowanie o jej działalności i formację wiernych.

Ks. dr Adam Dereń: - Wyrażamy Księdzu Infułatowi, całej redakcji Niedzieli i innym redakcjom w całej Polsce ogromną wdzięczność, bo dzięki Wam możemy docierać do ludzi z naszym przesłaniem, z informacjami o tym, co robimy, czym koniecznie trzeba się zająć i jak się zająć. Dzięki Wam możemy też mówić o efektach naszej pracy. Dziękujemy za promocję Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom, Programu „Skrzydła”, za kolonie dla dzieci, za akcję wielkanocną. Niedziela zawsze nas wspiera, informuje o pracy Caritas. Dla naszej działalności bardzo pomocne jest posiadanie takiego partnera, który tę działalność promuje i jest jej siłą napędową.

O. dr Zdzisław Świniarski: - Tym bardziej, że zawsze powinniśmy pokazywać pracę Caritas, bo dzięki temu pozyskujemy do naszych akcji pomocowych wciąż nowe osoby. Media, również Niedziela, są więc jakby przedłużeniem tego, co czynimy. Dzięki apelom, informowaniu o naszej pracy serca rodaków otwierają się bardziej i możemy nieść pomoc tym, którzy jej najbardziej potrzebują.

Ks. dr Adam Dereń: - Oczywiście, jako instytucja katolicka, kościelna, w udzielaniu pomocy wyznajemy zasadę, o której mówił Pan Jezus: „niech nie wie prawica, co czyni lewica” (por. Mt 6, 3). Niemniej jednak zdajemy sobie sprawę, że żyjemy w świecie mediów i bez ich wsparcia nasza działalność nie byłaby tak dobrze odbierana, a przede wszystkim wspierana.

- Caritas Polska to dziś wielki sukces Kościoła. Jak Ksiądz Dyrektor opisałby ten sukces?

Ks. dr Adam Dereń: - W tej formie Caritas działa zaledwie 15 lat. Jak wiemy, zaczęła ona działać zaraz po wojnie, w 1946 r., ale już w 1950 r. jej majątek został znacjonalizowany. Niemniej już wtedy ta instytucja zatrudniała duży zastęp ludzi, angażowała wielu wolontariuszy i prowadziła ponad tysiąc placówek. Dzisiejsza Caritas ma bardzo krótką historię, bo reaktywowana została w 1989 r., a Caritas Polska - w 1990 r. Mimo to nasza akcja charytatywna bardzo mocno rozwija się. Obecnie Caritas nie tylko udziela pomocy, ale jest jednym z ważniejszych miejsc pracy w Polsce, zatrudnia ponad 4,5 tys. ludzi na pełnych etatach, którzy niejako zawodowo czynią miłosierdzie. Naszą działalność wspiera ponad 60 tys. wolontariuszy, uczestniczących w poszczególnych akcjach.
Pod koniec ubiegłego roku sporządziliśmy zestawienia, z których wynikało, że jako środki pomocowe przeszło przez nasze ręce ponad 200 mln zł. Jest to tylko pomoc finansowa, nie mówimy o innych rzeczach, jak np. ubrania, żywność, sprzęt rehabilitacyjny, sprzęt medyczny, pozyskiwany często z zagranicy. Nie wyceniamy też pracy wolontariuszy, a mówi się, że godzina pracy wolontariusza to ponad 11 zł (taka kwota przyjmowana jest w instytucjach unijnych). Gdybyśmy więc chcieli to wszystko przełożyć na język finansowy, kwota ta byłaby znacznie większa.

O. dr Zdzisław Świniarski: - Caritas z roku na rok rozwija możliwości pomocy. Staramy się rozszerzać pole naszej działalności, otwieramy też nowe instytucje. Zależy nam szczególnie na zaangażowaniu młodzieży - rozwijają się szkolne koła Caritas, w wielu diecezjach organizowane są parafialne zespoły Caritas. Cały czas mam nadzieję, że ta działalność będzie coraz szersza, bo potrzeby naszych rodaków - społeczeństwa w ogromnym zakresie biednego - są wielkie. Dzięki ludziom dobrej woli - tym, którzy nas wspierają, ale i dzięki wolontariuszom, możemy nieść tę pomoc.

- To ogromna satysfakcja móc czynić coś dobrego...

Ks. dr Adam Dereń: - Tak, to daje zadowolenie. Myślę, że nie tylko nam, naszym pracownikom, wolontariuszom i ludziom, którzy w różny sposób uczestniczą w naszych akcjach. Jest cały zastęp darczyńców, osób prywatnych i instytucji, które wspierają tę działalność już od 15 lat. Do naszych programów przystępują coraz to nowe instytucje. Wielu z nas odczuwa też wielką satysfakcję, bo oprócz możliwości niesienia pomocy człowiekowi może się także realizować zawodowo. Często powtarzamy to naszym pracownikom, że praca w Caritas ma szerszy wymiar: daje podstawy bytowe, realizację zawodową, a jednocześnie daje poczucie, jak chyba w żadnym innym zawodzie, że można tu przyjść z konkretną pomocą człowiekowi, dotknąć biedy ludzkiej i zaradzić jej.
Przeżywamy wiele radości. Chociażby z powodu ostatniej inicjatywy: od 4 miesięcy prowadzimy ogólnopolski Program „Skrzydła” - program pomocy najbiedniejszym dzieciom, tym szczególnie, które często idą do szkoły bez śniadania, które nie mają zeszytów, książek czy ubrania. Mimo że czas akcji jest krótki, to w tej chwili naszą pomocą jest już objętych ponad 600 dzieci. W tym programie „dajemy dzieciom skrzydła”, a jednocześnie - jak to usłyszeliśmy na niedawnej konferencji prasowej - przez możliwość pomocy dostaje też skrzydeł człowiek, który pomaga. Są to skrzydła radości i satysfakcji z konkretnego dobra, które dane mu było uczynić i które mobilizuje go do dalszego podobnego działania. To jeden z przykładów także naszej radości i satysfakcji.

- Skąd czerpiecie pomysły do swoich akcji pomocowych, których jest tak wiele?

Ks. dr Adam Dereń: - Instytucja ma już spore doświadczenie, ale korzystamy też z doświadczeń naszych kolegów, księży, sióstr zakonnych, pracujących w Caritas, a także ludzi świeckich, którzy są fachowcami w różnych dziedzinach, także takich jak marketing, reklama, public relations. Te pomysły powstają w diecezjach i w Caritas. Staramy się nadać im konkretną formę i odpowiednio je nagłośnić. Pomysły najbardziej uniwersalne, mogące skutecznie zaradzić potrzebom szerszej grupy biednych czy poszkodowanych, są wynoszone na poziom ogólnopolski i szerzej naświetlane.

O. dr Zdzisław Świniarski: - Pomysły są w głowach ludzi nastawionych na niesienie dobra. W Caritas zaangażowana jest rzesza młodych kapłanów, którzy mają wiele sił i pomysłów, które staramy się realizować. My też mamy od czasu do czasu jakieś zwariowane, wydawałoby się czasem, pomysły, jesteśmy młodzi i pomysły szybko przychodzą do głowy, ale przede wszystkim jest większa możliwość ich realizowania. Jeżeli widzimy, że one są dobre, a powstają w diecezji - jak chociażby Program „Skrzydła”, który powstawał w diecezji łódzkiej - staramy się, by została nimi objęta cała Polska.

Ks. dr Adam Dereń: - Korzystamy również z rozwiązań, które wcześniej sprawdziły się w pracy Caritas niemieckiej, francuskiej, włoskiej. Caritas Polska należy do Federacji Caritas Europa, a z drugiej strony to jest Caritas Internationalis. Również wyjeżdżając w związku z różnymi projektami pomocowymi, np. do Indii czy Afryki, przywozimy stamtąd nieraz bardzo ciekawe rozwiązania. W krajach bowiem, gdzie taka pomoc jest niezbędna, są już wypracowane pewne schematy, które później i my możemy zastosować do naszej sytuacji.

- Jak „Niedziela” mogłaby jeszcze bardziej uczestniczyć w pracach Caritas Polska?

Ks. dr Adam Dereń: - Niedziela już od wielu lat uczestniczy w naszych pracach i bardzo dzielnie nas wspiera, jeśli chodzi o promowanie akcji, a także informowanie o tym, co robimy. Jest to dla nas, nie ukrywamy, bardzo wiarygodne medium, które zawsze podaje informacje sprawdzone i potwierdzone. I to jest dla nas bardzo ważne, byśmy nasze społeczeństwo mogli informować dokładnie i rzetelnie.

O. dr Zdzisław Świniarski: - Jesteśmy wdzięczni wszystkim mediom katolickim, że pokazują naszą działalność, bo - jak Ksiądz Infułat wspomniał na początku - jest to dzieło Kościoła, który poprzez swoje działanie daje świadectwo miłości Boga. Abp Józef Michalik - przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, kiedy spotyka nas w Sekretariacie Episkopatu, mówi często: - Czyńcie to dzieło miłosierdzia, bo to jest Piąta Ewangelia. Niedziela również ukazuje działalność Caritas i znacząco wspiera to dzieło. Ksiądz Redaktor zawsze był dla wszystkich akcji Caritas niezwykle otwarty, np. patronem medialnym Programu „Skrzydła”, który tak pięknie się rozwija - jest właśnie Niedziela. W dużym stopniu jest to zasługa Tygodnika. Myślimy, że Niedziela będzie w ten sposób uczestniczyła w wielu podobnych programach.

Ks. dr Adam Dereń: - Bardzo się cieszymy, że za pośrednictwem Niedzieli możemy informować mieszkańców Polski, zwłaszcza osoby wierzące, w jaki sposób mogą się włączać w naszą działalność. Ludzie często sami dzwonią, pytają, ale te pojedyncze telefony nie rozwiązują problemu. Niedziela jest tygodnikiem, który dociera w różne części kraju, a także poza jego granice, i przez jej pośrednictwo wiele osób może spotkać się z naszymi propozycjami pomocy drugiemu człowiekowi.

- Jesteśmy otwarci na współpracę z Caritas. Dziękuję za rozmowę i życzę owocnej pracy dla Kościoła i dla wszystkich, którzy potrzebują pomocy. To nie tylko biedni czy ubodzy. Pomocy potrzebują często także ludzie bogaci. I przez to, że mogą włączyć się w dzieła miłosierdzia prowadzone przez Caritas, otrzymują pomoc, której potrzebują - pomoc dla duszy. Jedno i drugie czyni Caritas Polska.

Rozmowę przeprowadzono 26 stycznia 2006 r., czyli dwa dni przed tragedią w hali Międzynarodowych Targów Katowickich.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Patronka Warszawy i strażniczka Polski jednoczy wszystkich

Papież Franciszek otrzymał w prezencie od Andrzeja Dudy obraz Matki Bożej Łaskawej, patronki Warszawy. W 1652 r. Polacy modlili się do Matki Bożej Łaskawej o ustanie epidemii. Po ustaniu zarazy ogłoszono Matkę Bożą Łaskawą patronką Warszawy.

- Matka Boża Łaskawa jednoczy wszystkich w modlitwie - podkreśla ks. Krzysztof Ziółkowski, kustosz powstającego sanktuarium św. Jana Pawła II w Radzyminie, przy którym stanie pomnik będący wotum za pomoc Matki Bożej w obronie Warszawy w 1920 roku.

Duchowny opowiada, w jaki sposób do radzymińskiej parafii trafił obraz Matki Bożej Łaskawej. - Nieznana nam pani przekazała nam obraz Matki Bożej Łaskawej, który pierwotnie miał być feretronem. Obraz oprawiony był w bogato zdobione złote ramy. Okazał się jednak zbyt ciężki, żeby nosić go w procesjach. Miesiąc później biskup Romuald Kamiński wyszedł z inicjatywą, aby przy powstającym Sanktuarium postawić figurę Matki Bożej Łaskawej, a obraz umieścić w głównym ołtarzu - mówi ks. Ziółkowski.

Szczegółowe informacje na temat wsparcia budowy pomnika Matki Bożej Łaskawej można znaleźć tutaj.

Od początku pandemii w diecezji warszawsko-praskiej każdego wieczora prowadzona jest modlitwa różańcowa przed obrazem Matki Bożej Łaskawej, który towarzyszy męskim wspólnotom na Starym Mieście podczas publicznego różańca w pierwsze soboty miesiąca. Biskupi warszawsko-prascy, którzy zainicjowali tę modlitwę, słowami Jana Pawła II zawierzyli przed obliczem Łaskawej Pani Warszawę i Polskę.

Przed Jej wizerunkiem modlili się wierni stolicy w XVII w. podczas panującej wtedy zarazy, a Rada Miasta ogłosiła Matkę Bożą Łaskawą patronką stolicy. Maryja zasłynęła z interwencji podczas „Cudu nad Wisłą” i dwukrotnego pojawienia się w 1920 r. na polach Bitwy Warszawskiej, między Radzyminem a Ossowem.

24 marca 1651 r. obraz został koronowany (była to pierwsza koronacja w Polsce maryjnego obrazu), a Matka Boża Łaskawa stała się nie tylko patronką stolicy, ale i Strażniczką Polski.

Dziś w Radzyminie dzięki licznym darczyńcom powstaje sanktuarium św. Jana Pawła II jako wotum wdzięczności za Cud nad Wisłą. Parafia chce zdążyć z ukończeniem prac związanych z budową świątyni przed 100. rocznicą „Cudu nad Wisłą”. Budowę sanktuarium można wspierać poprzez przekazywanie datków.

W XVII wieku na Mazowszu nie było niemal domu bez malowanego czy drukowanego obrazka wybawicielki od zarazy i wszelkiego utrapienia. „Trudno byłoby, nie tylko w czasie zarazy, znaleźć kogoś, kto by nie miał medalika Madonny od zarazy. Nosili je wszyscy, nie tylko katolicy, lecz także innowiercy! Panowało powszechne przekonanie, że Najłaskawsza temu, kto prosi, opieki nie odmawia, nie patrząc na wyznanie petenta!” – pisze Ewa J. P. Storożyńska w książce „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą”.

Autorka wznowionego wydania publikacji przypomina, że „do Madonny o Łaskawym Obliczu coraz liczniej przyjeżdżali wierni z innych miast, by się pokłonić i wzywać Jej protekcji”. Współautor książki, ks. Józef Bartnik wskazuje: „Do Maryi, naszej Mamy możemy mieć pełne zaufanie i pewność, że powierzonymi osobami, sprawami się zaopiekuje, trudnościom zaradzi, problemy rozwiąże”. Duchowny zachęca do zawierzenia Matce Bożej swoich problemów, bolączek, oczekiwań czy niespełnionych marzeń. „Maryja nie tylko Was wysłucha, ale miejcie pewność, że wszystkie powierzone Jej problemy sama rozwiąże” - zaznacza kapłan, który otrzymał liczne świadectwa osób wskazujących na szczególne wstawiennictwo Matki Bożej w sytuacjach po ludzku beznadziejnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję