Reklama

Biskup to sługa

Niedziela Ogólnopolska 7/2006, str. 17


Kacper Radzki

<br>Kacper Radzki

Agnieszka Bugała: - Księże Biskupie, czy nominacja biskupia to awans w Kościele? Czy w seminarium młody ksiądz marzy, aby zostać biskupem?

Bp Andrzej Siemieniewski: - Seminarium kończy się po to, aby być kapłanem, a kapłan ma jakąś konkretną posługę. Zwykle najpierw zostaje wikarym - i tak też było u mnie przez dwa lata. Wikarym jest przez kilkanaście lat, potem zostaje proboszczem. Istnieją jednocześnie takie paralelne funkcje kapłańskie, jak wykłady w seminarium, na Fakultecie Teologicznym, itp. I te były w zasięgu moich myśli. Ale na pewno powołanie mnie na biskupa pomocniczego to nie jest kategoria „spełnienie marzeń”, tylko zaszczyt i wielkie wydarzenie w życiu.

- A jak przyjęła tę wieść rodzina?

- Rodzina z jednej strony reagowała radością, ale z drugiej strony zapewnieniem o modlitwie. Rodzina - mama, bo tato nie żyje - no i rodzina dalsza, także różni znajomi, zapewniali o modlitwie w tej posłudze. I to dobry znak, że słowo „biskup” kojarzy im się ze słowem „służba”. Sługa, czyli ktoś, za kogo trzeba się modlić. Bardzo sobie cenię, że to wydarzenie budziło u ludzi pragnienie modlitwy.

- Modlitwy, na którą współczesnemu człowiekowi brakuje czasu...

- To prawda, że czasu na modlitwę brakuje. Tylko, że gdybyśmy jako powód do modlenia przyjęli wolny czas, którym dysponujemy, to zawsze nam wyjdzie, że po prostu nie ma tego czasu, bo jest zajęty. Dlatego absolutną koniecznością dla człowieka, który chce się modlić, jest przyjęcie stałej pory i stałego czasu modlitwy. Ja wiem, że dzisiaj nad wyraz ceni się spontaniczność czasu, spontaniczność słów, to też jest dobre - natomiast podstawowa musi być systematyczność modlitwy. W tym sensie, że ma ona swoją porę, ma swoje teksty.

- Czy któreś z tekstów szczególnie Ksiądz lubi?

- Zawsze bardzo ceniłem modlitwę Liturgią Godzin. W tę modlitwę wprowadzał mnie, jeszcze jako studenta Politechniki, ks. Stanisław Orzechowski. Pamiętam, że rozpoczynaliśmy spotkania w małej grupie, korzystając z uproszczonego wydania Psałterza. Ksiądz zachęcał, żeby w domu też tak próbować - modlić się jednym psalmem. I to mi zostało do dziś. A potem przez czasy seminaryjne, aż do teraz - Liturgia Godzin, modlitwa, którą bardzo sobie cenię jako modlitwę Pismem Świętym, Żywym Słowem. Ważne jest, że ta modlitwa jest przygotowana. Jestem pewien, że gdybym był skazany na spontaniczność w modlitwie Słowem Bożym, to tego Słowa byłoby 10, 20 razy mniej. Oczywiście, spontaniczne sięganie do Pisma Świętego też jest, ale jednak wyrywkowo.

- Mówimy o uporządkowanej modlitwie Słowem Bożym, a przecież Ksiądz Biskup uchodzi za eksperta od problemów związanych z Odnową w Duchu Świętym, która raczej nie kojarzy się z brewiarzem. Jak Ksiądz Biskup łączy te dwa sposoby spotykania Boga podczas modlitwy?

- Odnowa w Duchu Świętym ma jako początek spontaniczne doświadczenie i przeżycie - i to dobrze. Ale cały problem w tym, co się z tym początkowym, bardzo spontanicznym przeżyciem stanie. Jeżeli to przeżycie przemieni się w kolejne, tylko spontaniczne, i tylko przeżycie, to praktyka wskazuje, że odnowa charyzmatyczna jest krótkotrwała, że trwa w człowieku kilka miesięcy, najwyżej 2-3 lata. Tymczasem natura człowieka jest taka, że zakochanie na poziomie emocji jest bardzo wartościowe i piękne, ale ono ma do czegoś prowadzić! Ono prowadzi do wejścia w zobowiązania, które są zadeklarowane, a nawet ślubowane! Czy małżeństwo jest czymś mniejszym od zakochania narzeczonych? Nie, jest czymś większym, choć na pewno mniej emocjonalnym. Odnowa charyzmatyczna powinna mieć dynamikę dążenia ku czemuś większemu.
I dlatego Wspólnota „Hallelu Jah”, której jeszcze jestem asystentem, ma deklaracje uczestnictwa, gdzie ludzie zobowiązują się na rok do uczestnictwa. I normalną drogą jest zapisanie się do konkretnej diakonii. Członek Wspólnoty musi się zadeklarować. Tę dynamikę widzę tak: przejście od czegoś pięknego, wartościowego, do czegoś jeszcze większego.

- Wracając do Wspólnoty „Hallelu Jah” Od 11 lat jest Ksiądz Biskup jej kościelnym asystentem. Proszę nam powiedzieć o najważniejszych refleksjach z tego okresu?

- Posługa we Wspólnocie jest jednocześnie „byciem” we Wspólnocie. To jest uczestnictwo we Mszach św. niedzielnych, w środowych spotkaniach, wyjazdach na rekolekcje latem, na tydzień, gdzieś daleko, w wyjazdach ewangelizacyjnych: do zakładu poprawczego, na parafie, do schroniska dla bezdomnych - bardzo wiele jest takich okazji. I też to się robi dwustronne, to się robi obopólne. Posługa we Wspólnocie, ale też budowanie się wiarą ludzi we Wspólnocie, którzy są w różnych sytuacjach życiowych, wiara ludzi w małżeństwie, którzy mają dzieci, którzy ciężko pracują, mało zarabiają, może są bezrobotni, z różnych powodów samotni.
Są to ludzie w bardzo różnym wieku - począwszy od przedszkolaków, a skończywszy na emerytach. To wszystko jest budujące właśnie przez codzienny kontakt, przez modlitwę i przez służbę. Sam fakt przebywania w gronie ludzi głęboko wierzących, dających dużo innym ze swojego życia, jest budujące.

- Jest Ksiądz Biskup wykładowcą teologii duchowości. Czy dziś mamy do czynienia z kryzysem duchowości?

- Wśród tych studentów, z którymi ja miałem kontakt, to jest raczej problem poszukiwania duchowości, bo to są studenci teologii. I tu nie jako brak, ale rzeczywiste poszukiwanie - bardzo owocne zresztą.

- Zewnętrznym znakiem biskupiej posługi jest hasło i herb. Wiem, że tym hasłem jest tytuł pierwszej encykliki Benedykta XVI „Deus caritas est”…

- To jest z jednej strony cytat z Listu św. Jana, ale z drugiej strony powodem, dla którego chcę to, a nie inne hasło przyjąć, jest rzeczywiście encyklika Benedykta XVI, która została zapowiedziana na 25 stycznia, czyli na czas moich rekolekcji przed święceniami. I myślę, że skoro Kościół daje w tym czasie taki, a nie inny fragment Pisma Świętego, to jest to ważny znak, żeby te słowa przyjąć. Chciałbym, aby w herbie znalazła się otwarta Księga Pisma Świętego i gołębica, symbol Ducha Świętego. Posługa Pasterza polega na tym, żeby wyczytywać z Pisma i głosić, i czynić. Wydaje mi się, że otwarta Księga jest jakby wszystkim, ponieważ tam czytamy o Kościele, o sakramentach, o tym wszystkim, co Kościół buduje.

- A co nowy Biskup Wrocławski robi w wolnych chwilach?

- Do tej pory był czas na rower. Wrocław ma rewelacyjne okolice, do których można dotrzeć od centrum w kwadrans. Mało kto o nich wie, no, może właśnie rowerzyści. Trochę czytam - ostatnio przypomniałem sobie np. Opowieści z Narnii, jako że Lewisa bardzo sobie cenię.

- Czyli na film Ekscelencja wybierze się?

- Już byłem, w pierwszym dniu pokazu we Wrocławiu! Film jest wiernym odzwierciedleniem książki, a zamysł książki jest nie tylko dobry, ale chrześcijański, jest przygotowywaniem chrześcijańskiej wyobraźni, więc dzieci, w odpowiednim wieku, powinny go zobaczyć.

- Serdecznie dziękuję za rozmowę. W imieniu Redakcji „Niedzieli” życzę wszelkich łask Bożych potrzebnych do pełnienia pasterskiej posługi.

Archidiecezja wrocławska leży w południowo-zachodniej części Polski. Graniczy z archidiecezją poznańską i diecezjami: kaliską, opolską, legnicką i świdnicką. Terytorialnie podzielona jest na 33 dekanaty i 293 parafie (w tym 38 parafii zakonnych). Archidiecezja posiada 537 kościołów (w tym 287 parafialnych, 207 filialnych, 38 pomocniczych, 3 rektoralne i 2 garnizonowe), 309 kaplic oraz 15 sanktuariów. W roku 2000 archidiecezja obchodziła 1000-lecie powstania biskupstwa wrocławskiego. 25 marca 2004 r. 13 dekanatów archidiecezji wrocławskiej zostało włączonych do nowo powstałej diecezji świdnickiej. Na czele archidiecezji stoi abp Marian Gołębiewski - metropolita wrocławski. Wspomagają go biskupi: Edward Janiak - wikariusz generalny oraz seniorzy: kard. Henryk Gulbinowicz i bp Józef Pazdur. Na terenie archidiecezji znajduje się 19 zgromadzeń zakonnych męskich w 45 domach zakonnych oraz 34 zgromadzenia zakonne żeńskie w 82 domach zakonnych. W Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym przygotowuje się do kapłaństwa 202 alumnów.
Patronem archidiecezji jest św. Jan Chrzciciel, współpatronami: św. Jadwiga Śląska i bł. Czesław, dominikanin.

(www.opoka.org.pl)

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Zagra pierwszy organista katedry oliwskiej

2020-09-25 22:52

plakat organizatorów

We wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, dziewicy i doktora Kościoła oraz patronki misji, 1 października, krakowscy Karmelici Bosi zapraszają na uroczystą Mszę św. pod przewodnictwem bp. Jana Zająca. Eucharystia rozpocznie się o godz. 18.00, a po jej zakończeniu wybrzmi koncert misyjny.

Jest to kolejne wydarzenie z cyklu „Karmelitańskie Spotkania z Muzyką Organową”. Jak informuje Tomasz Soczek, organista i pomysłodawca cyklicznych spotkań z muzyką, tym razem wystąpi słynny polski organista, prof. Roman Perucki z Gdańska, pierwszy organista katedry oliwskiej. Zaznacza: „Karmelitańskie organy rozebrzmią niewątpliwie w pełnej krasie, ponieważ artysta zaprezentuje szereg słynnych wirtuozowskich utworów, a wśród nich: Preludium i fugę potrójną Es-dur Jana Sebastiana Bacha, toccatę Tu es Petra Henri Muleta, czy Carillon de Westminster Louisa Vierne’a. W programie pojawi się też akcent stricte krakowski – Preludia maryjne Juliusza Łuciuka.”.

Wstęp na koncert tradycyjnie wolny, a bezpośrednio po nim - jak zawsze odbędzie się spotkanie z zaproszonym artystą w Sali św. Anny. Patronat honorowy nad „Karmelitańskimi Spotkaniami z Muzyką Organową” objął abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski. „Niedziela Małopolska” sprawuje patronat medialny nad wydarzeniem. Tegoroczny cykl finansowany jest ze środków Województwa Małopolskiego jako zadanie realizowane w ramach IV edycji Budżetu Obywatelskiej Województwa Małopolskiego.

„Karmelitańskie Spotkania z Muzyką Organową” to druga edycja całorocznego cyklu koncertów odbywający się w kościele oo. Karmelitów Bosych w Krakowie, przy ul. Rakowickiej 18. Kolejne wydarzenia muzyczne nawiązują treścią do porządku roku liturgicznego i przypadających w terminach koncertów uroczystości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję