Reklama

Chopin jeszcze gra...

Mickiewicz wyjechał przed chwilą, Kościuszko zaraz powróci, Chopin jeszcze gra... Pod jej piórem przeszłość nie jest tylko „trochę dalej”, lecz zupełnie blisko - pisał o Barbarze Wachowicz ksiądz poeta Janusz Pasierb

Niedziela Ogólnopolska 46/2006, str. 16-17


Archiwum „Niedzieli w Warszawie”

<br>Archiwum „Niedzieli w Warszawie”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jest niestrudzoną propagatorką narodowej kultury, tradycji, cała jej twórczość to po prostu „tchnienie Ojczyzny”. To piastunka szańców narodowej pamięci i tradycji. Piastunka tego, co w sercu każdego Polaka winno zajmować pierwsze miejsce - powiedział kiedyś o Barbarze Wachowicz prezes „Kultury Polskiej” Rafał Skąpski.
Gdy na spotkaniach z czytelnikami pani Barbara zaczyna opowiadanie, wypełniona sala milknie. A ona mówi, mówi, mówi... o wielkiej miłości Adama Mickiewicza - Maryli Wereszczakównie, „migotliwej jak mgła nad jeziorem Świteź”, albo o ukochanej Zygmunta Krasińskiego Delfinie Potockiej, która była „wielkim romansem jego życia”, podczas gdy żona Eliza Krasińska - tylko „zwykłą śmiertelniczką cierpiącą męki niekochanej żony”. I widać, że mogłaby tak w nieskończoność. Przywołuje atmosferę tamtych dni, losy bohaterów. A czytelnik odnosi wrażenie, że wkroczył w świat wielkich pisarzy. - Ona ma wielki dar - uważa Ryszard Przybylski, krytyk literacki - bo czuje istotę pejzażu historycznego i dzięki temu nasi wielcy zmarli wkraczają w nasze życie. Mówią do nas tak, jak gdyby byli tuż obok.
Dlatego chyba spotkanie z nią zawsze jest wydarzeniem dla szkoły czy miasta, które odwiedza. I dlatego tak chętnie z Barbarą Wachowicz spotyka się młodzież, która potem zasypuje ją listami.

Razem z pacierzem uczyła się Inwokacji

Reklama

Miłość Barbary Wachowicz do literatury sięga czasów dzieciństwa, spędzonego na ukochanym Podlasiu. Tam wzrastała, czytając piękne strofy o Soplicowie, razem z pacierzem uczyła się Inwokacji „Pana Tadeusza”, solidaryzowała się z bohaterami III cz. „Dziadów”, wywożonymi w kibitkach na Sybir, śledziła losy bohaterów „Trylogii”. Historia była dla niej na wyciągnięcie dłoni. „Najmądrzejszy przyjaciel - babunia Anna” prowadziła ją, gdzie ziemia wołała głosem tych, którzy w niej spoczęli. - Babcia zabrała kiedyś mnie i brata na wyprawę do lasu. Nagle zobaczyliśmy polanę, a na niej ogromny, drewniany krzyż z napisem: „Na cześć braci poległych za Ojczyznę w 1794 roku”. Babcia kazała nam uklęknąć i pocałować ziemię pod krzyżem. Pamiętam, że ziemia była ciepła, nagrzana słońcem, pachnąca. Było to miejsce pod krzyżem w Maciejowicach. Kozacy zranili tam Tadeusza Kościuszkę - opowiadała.
O babci Annie z Kuleszów Barbara Wachowicz mówi: - Ona mnie wychowała, tak że mogę powtórzyć za Słowackim: „Czuję się oskrzydlona przez miłość Twoją, a jeśli mam jakąś poezję w sercu, to od Ciebie wziętą”. Gdy odchodziła, przeżywszy 99 lat i 9 miesięcy, do końca pełna jasności umysłu i serca, jeszcze pytała o los mej książki poświęconej Kościuszce...
Babci zadedykowała książkę o Sienkiewiczu.
W świat bohaterów narodowych, ale także narodowej historii od małego wprowadzał pisarkę również dziadek po mieczu - Konstanty Wachowicz. Wieczorami zasiadał do fortepianu. - W migocącym płomieniu kominka otaczali go chłopcy w wysokich oficerkach i furażerkach z orzełkami. Płynęły pieśni: „Hej, strzelcy, wraz, nad nami orzeł biały...” albo „Bywaj, dziewczę, zdrowe”.
Dom rodzinny nauczył ją, że wielka myśl romantyczna nie jest tylko szalona, powstańcza, mroczna czy tragiczna. Ale bardzo ważna także dzisiaj. - Czyż nie są gorzko aktualne słowa Mickiewicza: „Cóż znaczy zdradzić? Zdradzić jest to opuścić ideę trudną do zrealizowania, to porzucić żmudny obowiązek dla korzyści namacalnych, widocznych i łatwo uchwytnych”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przypomina o godności i honorze

Reklama

Pamięć o poprzednich pokoleniach uważa za niezbędną. Opowiada: - Kardynał Wyszyński w 1981 r. podczas jednego ze spotkań mówił, jak wnukowi sławnego polskiego lekarza ofiarował Pismo Święte z dedykacją przywołującą postać dziadka. Chłopiec się zdziwił, bo nigdy nie słyszał o dziadku. Prymas powiedział: „Przekaz historyczny dziejów młodemu pokoleniu jest nakazem moralnym”. Te słowa zapamiętałam do dziś - mówi pani Barbara.
Jerzy Zelnik mówi o niej: - Basia ma pasję badacza, swą pracę traktuje jak misję, oddaje się całkowicie temu, co w danej chwili robi.
Prof. Stanisław Makowski z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego jest zdania, że pisarka niestrudzenie przypomina o istnieniu dziedzictwa narodowego, godności, honorze, a zatem o wartościach, które kształtują naszą tożsamość narodową, a które w czasach globalizmu traktowane są jako staroświecki, zaściankowy przeżytek.
Gdy została laureatką „Vox populi” w konkursie Mistrz Mowy Polskiej, przywołała słowa Jana Pawła II: „Jeśli Ojczyzna jest domem naszym, język jest dachem ów dom osłaniającym”. W dziedzinie nieskazitelnej polszczyzny Barbara Wachowicz została też odznaczona najwyższą nagrodą słuchaczy I Programu Polskiego Radia - Złotoustym Chryzostomem. Otrzymała rekordową liczbę - 50 procent - wszystkich głosów przekazanych do studia z Polski i ze świata.
Swoją twórczość rozpoczęła jako dziennikarka w „Życiu Warszawy” reportażem „Dzień dzisiejszy Lipiec Reymontowskich”. Potem stworzyła cykl dokumentujący historię filmu polskiego, na podstawie relacji Mieczysławy Ćwiklińskiej, Jadwigi Smosarskiej, Elżbiety Barszczewskiej. Ma za sobą kilkadziesiąt scenariuszy filmowych. Stworzyła cykl telewizyjny: „Kobiety ich życia” - o miłościach Mickiewicza, Norwida, Krasińskiego, Słowackiego, Kasprowicza, Sienkiewicza. Potem zaczęła pisać książki. Najsłynniejsze to: „Malwy na lewadach”, „Marie jego życia”, „Ty jesteś jak zdrowie”, „Dom Sienkiewicza”. Za pielęgnowanie w nich tradycji narodowej w 1993 r. otrzymała „Srebrnego Asa” - nagrodę Polish Promotion Corporation. Jest absolwentką Wydziału Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz Studium Historii i Teorii Filmu PWSTiF w Łodzi.

Tropami wielkich Polaków

Barbara Wachowicz uważa, że kto chce poznać poetę, musi pójść jego śladami. Udało jej się przewędrować wileński, nowogródzki szlak Mickiewicza, krzemieniecki - Słowackiego i kielecko-sandomiersko-podlaski - Żeromskiego. - Ten pejzaż - mówi pisarka - pozostał jeszcze w całych enklawach nieskażony: można stanąć nad Świtezią i na jezioro popatrzeć oczyma poety. Dlatego chyba lata tamtych wędrówek uważa za jedne z najpiękniejszych w życiu. Poznała chłopów, nauczycieli, lekarzy, rybaków nadbużańskich, młodzież ze wsi Kielecczyzny i Podlasia. Na drogach Mickiewicza, Słowackiego, Orzeszkowej spotkała wszystkie generacje Polaków znad Niemna i Wilii. Stąd na kartach jej książek przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Bo przecież - jak twierdzi - współbohaterami są ci, którzy „dziś żyją na ziemiach tych wielkich, których tropami wędruję”.
Miejsce wyjątkowe w podróżach Barbary Wachowicz zajmuje rekordowa dotychczas podróż szlakiem Kościuszki w Stanach Zjednoczonych - 20 tys. km. Jej rezultat to ponad 500-stronicowa książka „Nazwę Cię Kościuszko”. Wszędzie jeździ z aparatem fotograficznym. Mówi, że bez zdjęć jej książki byłyby kalekie. Dzięki zdjęciom, które robiła podczas każdej podróży, stworzyła wystawy fotograficzne poświęcone wielkim Polakom. Jej dziełem jest wystawa: „Kamyk na szańcu - opowieść o druhu Aleksandrze Kamińskim i jego bohaterach”. Słynie zresztą z przyjaźni z harcerzami. W życiu pani Barbary bywały takie chwile, że miłość do harcerzy pochłaniała ją bez reszty i właśnie im poświęcała cały swój czas. Wśród jej znajomych krąży o tym anegdota: Zadzwonił telefon, ktoś poprosił Barbarę Wachowicz, a jej mąż odpowiedział: „Poprosić żonę? Ja nie mam żony. Moją żonę mają harcerze”.
Jej mąż, znany scenograf Józef Napiórkowski, dziś już nie żyje. Przeżyli razem trzydzieści lat. Ta miłość, jak mówi pani Wachowicz, była przyjaźnią, zaufaniem, wzajemnym zrozumieniem. I obecnością. - Czasem wydaje mi się, że on po prostu wyjechał i zaraz wróci... - wyznaje. Teraz mężczyźni jej życia to wyłącznie: Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Żeromski, Sienkiewicz. To w ich otoczeniu pani Barbara mieszka teraz w Warszawie. Jej małe mieszkanko, jak ona sama, całe jest w fioletach: kwiaty, wazony, ramki do zdjęć, obrazy, serwetki, długopisy. Czarna kawa, którą pijemy, także podana jest w fioletowych filiżankach. Nawet lody są fioletowe. Bo fiolet to ulubiony kolor Barbary Wachowicz. Nazywana „Fiołkową Damą”, od zawsze kojarzona jest właśnie z fioletami, które stanowią wyróżnik jej stroju.
Jerzy Waldorff ujął to kiedyś w ten sposób: „Pani Basiu, kiedy Panią czytam, myślę sobie: toż to jakiś zasuszony mól książkowy, który żywot spędza w bibliotekach i archiwach. Aliści gdy na Panią patrzę, to powiadam: ta dziewczyna chyba nie wychodzi od fryzjera, kosmetyczki i krawcowej. Cała w fioletach, suknie, woale, boa, rękawiczki, tylko włosy złote...”.
- Fiolet to symbol pokory i wierności - mówi Wachowicz.
Pod jej piórem - pisał ks. Janusz Pasierb - przeszłość nie jest tylko „trochę dalej”, lecz zupełnie blisko: Mickiewicz wyjechał przed chwilą, Kościuszko zaraz powróci, Chopin jeszcze gra...

„Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie...”

- to pierwsza zasłyszana przez nią w dzieciństwie baśń. Barbara Wachowicz dom rodzinny utraciła bardzo wcześnie. „Domu mój, schylam się, całuję twój nabijany podkowami próg” - przywołuje w pamięci słowa Kazimierza Wierzyńskiego. I dodaje za Żeromskim: „wszystko przeminęło w czasie, grunt tylko ten sam zielenił się do słońca”. Ale czyż nie można odzyskać świata, który się najbardziej kochało, z którego się wyrosło? Gdziekolwiek przyjdzie nam żyć, zawsze będziemy się czuli integralną cząstką kraju lat dziecinnych.

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy otwieram się na Bożą łaskę? Czy ją przyjmuję? Czy pozwalam, aby we mnie wzrastała?

2026-07-09 11:40

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Siewcą jest przede wszystkim Bóg. On rozsiewa hojnie dobro. Udziela obficie swoich łask. Nikomu niczego nie szczędzi. Każdy człowiek jest obdarowany Jego darami. Nikt nie może więc powiedzieć, że ominęła go Boża łaska. Każdy ma jej tyle, ile potrzebuje.

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!» Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na grunt skalisty oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane wreszcie na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny».
CZYTAJ DALEJ

Proboszcz z La Guaira: Nie przestawajcie modlić się za Wenezuelę

2026-07-12 08:30

[ TEMATY ]

proboszcz

La Guaira

módlcie się

za Wenezuelę

Vatican Media

24 czerwca Wenezuelę nawiedziło katastrofalne w skutkach trzęsienie ziemi

24 czerwca Wenezuelę nawiedziło katastrofalne w skutkach trzęsienie ziemi

Po katastrofalnym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło Wenezuelę 24 czerwca, ks. Antonio Rella, proboszcz parafii Niepokalanego Serca Maryi w La Guaira, opisuje rzeczywistość naznaczoną cierpieniem, niepewnością i solidarnością. Jego parafia stała się centrum zbiórki i dystrybucji pomocy dla najbardziej poszkodowanych terenów. Kapłan podkreśla, że odbudowa ta materialna, i ta duchowa będzie wymagała czasu, wytrwałości i modlitwy - informuje Vatican News.

Między zawalonymi budynkami, rodzinami wciąż oczekującymi wiadomości o swoich bliskich i całymi wspólnotami próbującymi podnieść się po tragedii Kościół w La Guaira nie przestaje towarzyszyć mieszkańcom dotkniętym przez dwa silne trzęsienia ziemi, które nawiedziły Wenezuelę w środę 24 czerwca.
CZYTAJ DALEJ

754 serca w pielgrzymce do Matki

2026-07-12 18:00

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Joanna Popławska

157. Piesza Piotrkowska Pielgrzymka na Jasną Górę

157. Piesza Piotrkowska Pielgrzymka na Jasną Górę

Myślę, że najważniejsza podczas pielgrzymki jest modlitwa i intencja, z którą idziemy. Wszystko jest dla Pana Boga, żeby całkowicie Mu się powierzyć – mówi Milena, studentka z Częstochowy, która po raz pierwszy wyruszyła w Pieszej Piotrkowskiej Pielgrzymce na Jasną Górę.

754 pielgrzymów, z których najmłodszy ma 8 miesięcy a najstarszy 78 lat, wyruszyło z Piotrkowa Trybunalskiego na Jasną Górę w 157. Pieszej Piotrkowskiej Pielgrzymce. Tegoroczne hasło „Matka Wiernego Ludu” prowadzi pątników nie tylko ku sanktuarium, ale przede wszystkim ku głębszemu spotkaniu z Bogiem. Każdy niesie własne intencje, troski i nadzieje, a pokonywane codziennie kilometry stają się drogą modlitwy, pokuty i duchowej przemiany.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję