Reklama

Ojcze Święty, bądź nadal blisko!

Z abp. Mieczysławem Mokrzyckim - arcybiskupem koadiutorem archidiecezji lwowskiej - rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 31/2007, str. 4-5


Abp Mieczysław Mokrzycki i ks. inf. Ireneusz Skubiś
GRAZIAKO

Ks. inf. Ireneusz Skubiś: - Księże Arcybiskupie, został Ksiądz mianowany arcybiskupem koadiutorem dla wiernych obrządku łacińskiego archidiecezji lwowskiej. Jest to dla nas wszystkich wielkie wydarzenie, zwłaszcza że poznaliśmy już Księdza przy posłudze zarówno wielkiemu Janowi Pawłowi II, jak i obecnemu papieżowi Benedyktowi XVI. Ksiądz Arcybiskup jest jednym z najważniejszych świadków pontyfikatu Jana Pawła II, teraz natomiast jest jednym z najbliższych polskich świadków pontyfikatu Benedykta XVI. Rozmawiam więc ze świadkiem dwóch pontyfikatów. Co dzisiaj odczuwa Ksiądz Arcybiskup, tak niedawno przebywający u boku Jana Pawła II?

Abp Mieczysław Mokrzycki: - Myślę, że jakiś wewnętrzny pokój, którym Ojciec Święty nas umacniał. Nominacja do Lwowa jest przede wszystkim ważnym wydarzeniem w moim życiu. Patrząc po ludzku, mógłby mi towarzyszyć w związku z tym niepokój. Jestem jednak przekonany, że wszystkie sprawy są w ręku Boga i ta ufność, której doświadczałem przez ponad dziewięć lat u boku Jana Pawła II i ponad dwa lata u obecnego Ojca Świętego, jest właśnie źródłem pokoju. Rodzi się we mnie refleksja, iż doświadczenie obecności u boku obu papieży było dla mnie wielką łaską, niezasłużoną, i że tym bardziej powinienem w swoim życiu wywdzięczyć się za to Panu Bogu przez wierną służbę, starając się dawać świadectwo tego zawierzenia, jakiego przykładem był Jan Paweł II i jakim odznacza się Benedykt XVI.

- Jesteśmy w okresie przygotowania do kanonizacji i beatyfikacji sługi Bożego Jana Pawła II. Jak Ksiądz Arcybiskup doświadczał jego świętości?

- W Piśmie Świętym czytamy, że ludzie chcieli choć dotknąć szat Jezusa, a pierwsi chrześcijanie w Jerozolimie pragnęli, aby przynajmniej padł na nich cień św. Piotra. Podobnie każdy z nas, nie tylko zwykły pielgrzym, który przybywał do Rzymu, chciał przynajmniej dotknąć czy zobaczyć Ojca Świętego Jana Pawła II, fizycznie doświadczyć jego obecności. Ja każdego dnia, mając możliwość spotkania, napełniałem się wewnętrzną radością, pokojem. On przemieniał każdego z nas, również mnie. Przemieniał swoją postawą, modlitwą, zachowaniem, słowem, każdym gestem. Promieniowała od niego jakaś radość, pokój, charyzma. Każdy po spotkaniu z Ojcem Świętym odchodził przemieniony, napełniony wewnętrzną łaską, która płynęła od Pana Boga przez Ojca Świętego. Po prostu przemieniał ludzi. W jego obecności wszyscy czuli się lepsi i gotowi do dobrego. To chyba jest najlepsze świadectwo świętości.

- O Papieżu mówi się jako o mocarzu ducha. To określenie jest bardzo trafne. Prawie każdego dnia do Ojca Świętego - oprócz dobrych wiadomości, ludzkiej serdeczności, różnych darów, kwiatów - docierały sprawy trudne dotyczące całego świata, bolesne ciernie. Ksiądz Arcybiskup był tego świadkiem. Jak Ojciec Święty znosił uderzenia w Kościół, w najważniejsze wartości, a również - co się zdarzało - w niego osobiście?

- Patrząc tak po ludzku, bardzo to przeżywał, ale z drugiej strony był człowiekiem głębokiej wiary, wielkiej miłości i bezgranicznego zaufania Panu Bogu. Te trudne sprawy szybko powierzał w modlitwie Jemu. Oddawał całkowicie siebie i wszystkie sprawy Opatrzności Bożej. Zawsze polegał na Bogu, z przekonaniem, że On najlepiej wszystko rozwiąże. Wszytko, co trudne, a właściwie w ogóle wszystko, zawierzał Bogu. Jako Namiestnik Chrystusa musiał odczuwać boleśnie próby marginalizacji Kościoła i moralności chrześcijańskiej, ponieważ wiedział, że nie ma dla człowieka lepszych propozycji życia niż Jezusowe, ewangeliczne. Uderzała jednak u niego niezwykła ufność, że przecież prawda musi się przebić - nie tylko obronić, ale zwyciężyć, bo w przeciwnym razie człowiek dojdzie do absurdu, zaneguje samego siebie. To trwanie przy prawdzie i życie według niej, przekonanie, że jego zadaniem jest dawać jej świadectwo tak jak Pan Jezus, pozwalało na znajdywanie właściwej perspektywy: liczy się prawda, nic, co jest poza nią, nie liczy się.

- Ksiądz Arcybiskup przez ten czas doświadczał powszechności Kościoła, patrzył na Ojca Świętego jako na Pasterza powszechnego. Jak od tej strony Ekscelencja dźwiga to wielkie, piękne i wspaniałe doświadczenie powszechności Kościoła, które będzie teraz niósł do Lwowa jako również wielkie doświadczenie osobiste?

- Jako kapłan archidiecezji lwowskiej, jeszcze na terenie Polski, nie miałem tak szerokich możliwości kontaktu z Kościołem powszechnym, przez skupienie się bardziej na posłudze w diecezji. Będąc w Rzymie na studiach, a potem przy boku Ojca Świętego, doświadczyłem, można rzec - namacalnie, że Kościół katolicki to jedna wielka rodzina, że wszyscy jesteśmy dla siebie braćmi. Kapłani pochodzący z innych krajów są nam bardzo bliscy. I odczuwało się tę bliskość, nie było barier mimo różnych języków, ras czy narodów. Wiara jest ogromną siłą jednoczącą poprzez miłość, i to doświadczenie stanowi zawsze źródło niezwykłego entuzjazmu: oto są inni, bardzo wielu takich, którzy myślą, czują podobnie jak my i tego samego pragną. Świadomość, że wszyscy mamy jeden cel - Boga, do którego wszystko zmierza, jest źródłem poczucia uniwersalności naszej posługi - tego, że każdy z nas wpisuje się w ten jeden wielki oddech Kościoła powszechnego.

- Pogrzeb Ojca Świętego pokazał, jak bardzo kapłani wszystkich ras i narodów kochali Jana Pawła II.

- Tak, to było niezwykłe - nie tylko dla Kościoła, ale i dla całego świata - wielkie świadectwo o wielkiej mocy i świętości Jana Pawła II, który podczas swojego pontyfikatu potrafił zjednać narody i przygarnął rzesze ludzi do Pana Boga.

- Kiedy został Ksiądz Arcybiskup sekretarzem Benedykta XVI, ucieszyliśmy się bardzo wszyscy w Polsce, bo widzieliśmy ten nowy pontyfikat jako kontynuację wielkiej pracy ewangelizacyjnej Jana Pawła II. Wydawało się wtedy, że Polacy nawet bardziej serdecznie przyjęli nowego papieża niż Niemcy. Ważne było dla nas, że w Watykanie pozostają bliscy nam polscy kapłani. Co chciałby Ekscelencja powiedzieć teraz Benedyktowi XVI?

- Benedykt XVI to również bardzo dobry i kochany Ojciec Święty. Jest człowiekiem skromnym, pokornym, a jednocześnie - na swój sposób - twardym. Inaczej, ale w istocie podobnie jak Jan Paweł II. Jego niechęć do eksponowania siebie wiąże się z pewną powściągliwością w gestach, ale jest on człowiekiem głębokiego serca i widzę, że Polaków bardzo ukochał. Myślę też, iż odczuwa sentyment do Polaków nie tylko przez pamięć o Ojcu Świętym Janie Pawle II, ale tak w ogóle nasz naród jest mu bardzo bliski i chciałby dla Polaków zrobić jak najwięcej. Przejawia się to nie tylko w tym, że przemawia po polsku, ale również w tym, iż stara się jak najwięcej mówić i pozdrawiać Polaków w ich ojczystym języku. Widać też, że sprawy polskie są mu bardzo bliskie i wyraźnie leżą na sercu. Cóż mógłbym powiedzieć? Dziękuję! Dziękuję za dobroć, której doświadczałem od pierwszej chwili, za zaufanie, jakim mnie obdarzył, za pogodę ducha, którą wnosi…

- Czy Benedykt XVI pokłada nadzieję w narodzie polskim, w wierze tego narodu i w Kościele polskim?

- Ojciec Święty zna dobrze historię Kościoła polskiego, historię naszego narodu i wie, że byliśmy zawsze narodem, który bronił swojej niepodległości, ale zarazem i godności ludzkiej w wymiarze uniwersalnym, w przekonaniu, iż godność ta osiąga swój najdoskonalszy wyraz w wierze, w Ewangelii. Zna postacie wielkich pasterzy naszego Kościoła i narodu. Znał osobiście prymasa Stefana Wyszyńskiego, kard. Karola Wojtyłę. Ufa też, że Polska będzie miała wielki wkład w dawanie świadectwa chrześcijańskiej wiary i zachowanie wszystkich jej zasad także w Unii Europejskiej. Zresztą można się spotkać z takim oczekiwaniem u wielu ludzi na zachodzie Europy.

- Z pewnością ważny jest fakt, że obecny Papież to wielki teolog i intelektualista, autor wielu dzieł teologicznych. Ksiądz Arcybiskup osobiście doświadczył oddziaływania duchowego oraz intelektualnego Benedykta XVI...

- Ojciec Święty już jako kardynał i prefekt Kongregacji Nauki Wiary miał wielki autorytet, słynął z jasnych i głębokich wypowiedzi. Kocha teologię i w dalszym ciągu wiele czasu poświęca na pisanie książek, czytanie, przygotowywanie homilii. Myślę, że w tej chwili ma jeszcze większą możliwość przekazać całemu światu swoją wiedzę i duchowość.

- Co Ksiądz Arcybiskup chciałby powiedzieć temu Papieżowi, który uczynił Księdza Mieczysława - jak mówimy jeszcze powszechnie - najpierw swoim sekretarzem, a teraz arcybiskupem koadiutorem archidiecezji lwowskiej?

- Jestem Ojcu Świętemu bardzo wdzięczny za ten wielki gest zaufania, za to wyróżnienie nie tylko wobec mnie, bo jest to jednocześnie wielki dar i wyraz zaufania wobec Ojca Świętego Jana Pawła II, Kościoła w Polsce i Kościoła na Ukrainie.

- Niedawno rozmawiałem z kard. Marianem Jaworskim we Lwowie. Promieniował radością z powodu nominacji arcybiskupa koadiutora w osobie Ekscelencji...

- Cieszę się tym i w pewnym sensie nie dziwię, gdyż Ksiądz Kardynał traktuje mnie jak swojego syna, a ja traktuję go jak ojca. Z jego rąk przyjąłem święcenia kapłańskie, wcześniej (przez cztery lata) byłem klerykiem w Seminarium Archidiecezji Lwowskiej w Lublinie, on też udzielił mi święceń diakonatu. Byłem również jego kapelanem. To właśnie kard. Jaworski skierował mnie na studia do Rzymu. Potem pragnął, abym zajął się sprawą beatyfikacji sługi Bożego Józefa Bilczewskiego, ale Ojciec Święty Jan Paweł II wezwał mnie jako sekretarza. Ksiądz Kardynał śledził moje życie, dalsze kroki. Ja natomiast starałem się zawsze odpowiedzieć na jego oczekiwania względem mojej osoby. Moje relacje z kard. Jaworskim były zawsze bliskie i szczere, dlatego jestem szczęśliwy, iż mogę mu służyć swoją pomocą w dalszym jego posługiwaniu w archidiecezji lwowskiej.

- Jakie studia odbył Ksiądz Arcybiskup w Rzymie?

- Kard. Jaworski skierował mnie na studia na Angelicum. Na tym papieskim uniwersytecie skończyłem teologię duchowości. Tam obroniłem licencjat, a potem doktorat, z zadaniem powrotu jako ojciec duchowny do Seminarium Archidiecezji Lwowskiej już we Lwowie. Temat mojej pracy doktorskiej brzmiał: „Formacja kapłańska w archidiecezji lwowskiej w sytuacji dzisiejszej w świetle dokumentów posoborowych”.

- Co Ksiądz Arcybiskup chciałby powiedzieć teraz słudze Bożemu Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II?

- Posłał mnie Pan Bóg do archidiecezji bardzo bliskiej i drogiej Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II - do archidiecezji lwowskiej, z którą był związany ks. Karol Wojtyła przez księdza arcybiskupa Eugeniusza Baziaka. Z jego rąk bowiem otrzymał święcenia biskupie i miał możliwość wspólnego z nim posługiwania w Kościele.
Stając wobec tego nowego zadania, czuję, że jestem bardzo swobodny w powiedzeniu czegoś naszemu umiłowanemu Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, dlatego że był on człowiekiem bardzo serdecznym, bardzo bliskim, nie stwarzał żadnych barier w kontakcie osobistym. Mogę więc to mówić, jakby był obecny tutaj. Widzę go bardzo pogodnego, radosnego i chciałbym mu podziękować za te wszystkie chwile spędzone razem z nim, za to, że dał mi tę wielką łaskę bycia blisko niego - Namiestnika Chrystusowego i Piotra naszych czasów. Chciałbym mu podziękować za jego wielkie świadectwo wiary, za jego człowieczeństwo, za to, że pokazał, nie tylko mnie, jak być przede wszystkim człowiekiem. Uczył mnie, jak traktować drugiego człowieka, jak z nim rozmawiać. Nauczył i pokazał, że powinniśmy być pokorni, a jednocześnie umieć słuchać drugiego człowieka.
Pragnę mu podziękować za wielkie świadectwo apostolstwa i umiłowanie Kościoła powszechnego. Dla Jana Pawła II nie było barier, granic, różnic ras czy narodów. Dla niego wszyscy byli braćmi, jednakowo poważnie i bez różnic traktował każdego człowieka. Bardzo dużo mogłem nauczyć się od niego. Dziękuję za to wyjątkowe świadectwo życia religijnego, życia duchowego, życia wewnętrznego. To była dla mnie najwyższa i najgłębsza szkoła życia duchowego. Mogłem, będąc przy nim, formować swoją osobowość, pogłębiać swoje życie duchowe, życie religijne. Uczyłem się, jak powinno się sprawować Najświętszą Ofiarę, jak się modlić razem z innymi, jak się modlić prywatnie. To była dla mnie najlepsza szkoła życia.
Cóż! Chciałbym powiedzieć: Ojcze Święty, bądź nadal blisko, spoglądaj swoim czułym, troskliwym okiem, pełnym pokoju i dobroci - jak zawsze z uśmiechem, abyśmy mogli mieć poczucie bezpieczeństwa i tej siły, dzięki której stajemy się lepsi.

Według Słowa

2019-12-04 07:07

O. Stanisław Jarosz OSPPE
Niedziela Ogólnopolska 49/2019, str. 25

wikipedia.org

Teksty czytań mszalnych dzisiejszej niedzieli mówią o mnie i o tobie. To ja jestem Adamem, to ja jestem Ewą, to jest nasza historia. Kościół, nasza matka, podaje nam te teksty „dla naszego pouczenia”, jak mówi drugie czytanie.

Nie jest tak, że nasi pierworodni rodzice zgrzeszyli, a my tylko nosimy tego konsekwencje; owszem, jeżeli dziadek przepił młyn, to wnuki go nie odziedziczą. Grzech pierworodny jest „matrycą” każdego grzechu. Każdy z nas przez swój grzech uczestniczy czynnie w grzechu Ewy i Adama. Słuchamy upadłego anioła, który prowokuje: Czy to prawda, że Bóg wam wszystkiego zabrania? Nie możecie jeść ze wszystkich drzew tego ogrodu? Jakby was Bóg kochał, pozwoliłby wam na wszystko. Bóg ciebie nie kocha, ponieważ ci czegoś zabrania. Drugi element tej pokusy jest taki: Ty zadecydujesz, co dla ciebie będzie dobre. Dlaczego masz słuchać Boga, który będzie decydował o tym, co dobre jest dla ciebie? Ty stań w miejscu Boga, ty decyduj, jak będzie wyglądało twoje życie, co przyniesie ci szczęście, co będzie dla ciebie dobre. Przecież liczysz się tylko ty i twoje szczęście.

Efekt grzechu, który polega na odłączeniu się od Boga, powoduje lęk i samotność. Człowiek ucieka i kryje się. Bóg nie przestał go kochać i szuka go. Odłączenie się od Boga powoduje też rozdział między ludźmi. Zaczynają się nawzajem oskarżać, obwiniać, zostaje zburzona jedność i miłość.

Maryja – Nowa Ewa w scenie Zwiastowania daje nam inne pouczenie. To Boga trzeba słuchać bardziej niż wszystkich innych, bardziej niż siebie samego. Bóg kocha mnie najmocniej i On wie, co dla mnie będzie dobre. Ja chcę dobrze, a wychodzi źle. Czynię to, czego nie chcę. Pragnę dobra, a czynię zło, którego nie chcę (por. Rz 7, 19). Maryja uwierzyła Bogu, Jemu zaufała, Jemu była posłuszna. Na słowo posłańca Boga odpowiedziała: „Niech mi się stanie według twego słowa”. Dzięki wierze Maryi Bóg sprawił cud poczęcia naszego Zbawiciela. W Jezusie Chrystusie spełniła się obietnica: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”. Chrystus zwyciężył szatana, zmartwychwstał. Maryja i jej potomstwo zmiażdży łeb węża, którym jest diabeł.

Potomstwem Maryi jest lud Boży, Kościół, a więc my wszyscy ochrzczeni i trwający z Jezusem przez modlitwę i życie w łasce uświęcającej mocą przyjmowanych sakramentów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem, pamiętam, czuwam – dziś 66. rocznica Apelu Jasnogórskiego

2019-12-08 13:46

it / Częstochowa (KAI)

Dziś przypada 66. rocznica Apelu Jasnogórskiego. W tej formie jako wieczorna modlitwa kierowana do Maryi, Królowej Polski i Matki Kościoła w intencji Ojczyzny i Kościoła rozpoczęła się 8 grudnia 1953 r. Dziś to jedna z najbardziej znanych jasnogórskich modlitw, gromadząca każdego wieczoru o godz. 21.00 tysiące pielgrzymów w Kaplicy Matki Bożej i kolejne tysiące dzięki transmisji na cały świat.

Marcin Mazur/episkopat.pl

Genezy Apelu jasnogórskiego można dopatrywać się w wydarzeniach z 4 listopada 1918 r. kiedy polscy żołnierze z 22. Pułku Piechoty, dowodzeni przez podporucznika Artura Wiśniewskiego, wyzwolili Jasną Górę spod okupacji austriackiej i o godz. 21.15 stanęli, wraz z paulinami przed Cudownym Obrazem Królowej Polski, dziękując za odzyskaną wolność po 123 latach niewoli narodowej i zaborów.

Inny przekaz mówi o kapitanie Władysławie Polesińskim, pilocie zmarłym w 1939 r., trochę „wadzącym się z Bogiem”, który podczas próbnego lotu usłyszał nagle jakby wewnętrzny rozkaz: „zniż lot, ląduj!” Wylądował szczęśliwie. Po opuszczeniu samolotu nastąpiła jego eksplozja. Była godzina 21.00.

Gdy po powrocie do domu opowiedział swojej żonie o tym wydarzeniu, ona zapytała go, którego to było dnia i o której godzinie to się stało? Okazało się, że właśnie tego dnia o godz. 21.00 polecała go Matce Bożej. Kapitan stanął „na baczność”, zasalutował i zwrócił się do Matki Bożej Jasnogórskiej, meldując się Jej jako swemu Dowódcy, od którego otrzymał ten wewnętrzny nakaz ratujący go od śmierci. Odtąd czynił to codziennie.

Kapitan Władysław Polesiński nawrócił się, zmienił życie i założył wśród oficerów polskich katolicką organizację - „Krzyż i Miecz”. Członkowie tej organizacji mieli w zwyczaju codziennie o godzinie 21.00 meldować się na apel przed Matką Bożą Częstochowską.

Podczas okupacji hitlerowskiej ks. Leon Cieślak, pallotyn, szerzył tę praktykę w Warszawie wśród młodzieży akademickiej na tajnych kompletach i w sodalicjach mariańskich. O godzinie 21.00 młodzież modliła się do Matki Bożej Jasnogórskiej i odmawiała akt zawierzenia się Maryi.

W tym samym czasie na Jasnej Górze o. Polikarp Sawicki, paulin, gromadził różne grupy akademickie, najczęściej członków sodalicji mariańskiej, na wieczorową modlitwę przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej.

Po otrzymaniu wiadomości o internowaniu kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski w późnych godzinach nocnych 25 września 1953 r., paulini na Jasnej Górze podjęli z pielgrzymami specjalne modlitwy o jego rychłe uwolnienie.

Prymas podczas swego internowania w Stoczku Warmińskim – w okresie stalinowskiego terroru – postanowił dokonać osobistego Aktu oddania się w niewolę miłości Matce Bożej, zawierzając Jej całkowicie swój los. Oddał się Maryi w uroczystość Jej Niepokalanego Poczęcia 8 grudnia 1953 r. W tym samym dniu rozpoczęto na Jasnej Górze wieczorową modlitwę, zwaną Apelem, w jego intencji o godz. 21.00.

Papież Pius XII w tym czasie ogłosił początek Maryjnego Roku Jubileuszowego.

Na Jasnej Górze z tej okazji ks. biskup Zdzisław Goliński, ordynariusz częstochowski, w otoczeniu kapituły katedralnej, paulinów i licznie zgromadzonych wiernych celebrował Mszę św. pontyfikalną 8 grudnia 1953 r. wieczorem - w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Podczas tej Mszy św. kazanie wygłosił przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński, w którym między innymi zapowiedział: „Staniemy dziś wszyscy na jasnogórski apel. Co to jest? Nic trudnego! Codziennie o godz. 9.00 wieczorem przeniesiemy się myślą i modlitwą na Jasną Górę, do cudownej kaplicy. Są rodziny, które o tej porze przerywają rozmowę, pracę i stają w milczeniu albo na czele ze swym ojcem odmawiają dziesiątkę różańca. Są całe zastępy polskiej młodzieży akademickiej, które to czynią. Gdy powiedziano o tym Księdzu Prymasowi Kardynałowi Wyszyńskiemu, odniósł się życzliwie do tego, potem jednak, kiedy przemyślał tę sprawę, powiedział parę miesięcy temu, że codziennie o godzinie 9 wieczorem przenoszę się myślą na Jasną Górę, modlę się i błogosławię całemu Narodowi. Wszyscy, jak nas jest przeszło 30 milionów na całym świecie; wszyscy o jednej godzinie, gdziekolwiek będziemy, czy w pracy, czy na ulicy, czy w kinie, czy na zabawie; wszyscy zbratani jedną myślą, jednym polskim sercem, staniemy przy naszej Pani i Królowej, przy Matce i Pocieszycielce, aby prosić i żebrać za Polskę, za Naród...”.

Zgodnie z tą zapowiedzią i pod jego przewodnictwem zgromadziła się w kaplicy Matki Bożej o tej wieczornej porze grupka osób, w tym paulini – o. Teofil Krauze, o. Aleksander Rumiński oraz kilka pań z Instytutu Prymasowskiego z Marią Okońską na czele, by polecić szczególnej opiece Maryi internowanego Prymasa Polski. Postanowili zbierać się codziennie o godzinie 21.00, by odmawiać modlitwy do Matki Bożej przed zasłoniętym Cudownym Obrazem.

To było oficjalne zapoczątkowanie jasnogórskiego Apelu. Paulini wzywali rodaków, by sercem, myślą i modlitwą stawać przed Obliczem Jasnogórskiej Pani o godz. 21.00 i modlić się o uwolnienie Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Nowe impulsy dla apelu jako wieczornego nabożeństwa maryjnego dały Jasnogórskie Śluby Narodu złożone 26 sierpnia 1956 r., zawierające program religijno-moralnej odnowy życia narodowego. Odtąd Apel jasnogórski stał się modlitwą wieczorną w intencji Narodu. Prymas Wyszyński o godz. 21.00 błogosławił całej Polsce, a za jego przykładem czynili to inni biskupi, a zwłaszcza ks. biskup Lucjan Biernacki, biskup pomocniczy prymasowskiej archidiecezji gnieźnieńskiej, który za wierność współpracy z kard. Wyszyńskim został usunięty przez władze komunistyczne z Gniezna i przebywał na wygnaniu na Jasnej Górze.

Do upowszechnienia praktyki Apelu jasnogórskiego przyczyniła się przede wszystkim peregrynacja kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej (od 1957 r.). We wszystkich parafiach, gdzie był Obraz Nawiedzenia, utrwalała się praktyka Apelu jasnogórskiego o godzinie 21.00. Paulini, prowadzący misje przed nawiedzeniem kopii Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w Człuchowie i okolicy, zaczęli wprowadzać już w 1961 r. praktykę jasnogórskiego apelu każdego wieczora. Spotkało się to z ogromnym zainteresowaniem, bo wierni wypełniali świątynie po brzegi. Niektórzy z nich urozmaicali apel przeźroczami o tematyce jasnogórskiej.

Apel jasnogórski miał różne melodie i był śpiewany w różnych wersjach. Autorem najbardziej znanej i rozpowszechnionej melodii jest ks. Stanisław Ormiński, salezjanin, który skomponował ją w 1956 r.

W późniejszych latach melodię do apelu skomponował także ks. Marian Michalec CM. Młodzież zwykle śpiewa swój własny apel, nawiązujący w swej treści do jej zadań na nowe Tysiąclecie i wyrażający prośbę uświęcenia siebie i rodziny.

Jak wynika z zapisów kronikarskich, Apel wszedł już na stałe do programu nabożeństw maryjnych na Jasnej Górze, zwłaszcza w uroczystości odpustowe - od 1960 r.

Z okazji rozpoczęcia tzw. „Czuwań soborowych” w 1962 r. ówczesny przeor Jasnej Góry o. Anzelm Radwański podjął decyzję, aby tę praktykę wieczorowego spotkania z Królową Polski jeszcze bardziej ożywić i pogłębić. Postanowiono więc na tę szczególną chwilę spotkania z Maryją odsłaniać Cudowny Obraz i nadać temu nabożeństwu bogatszą oprawę. Najczęściej od Apelu zaczynały się czuwania modlitewne wiernych w intencji prac ojców Soboru Watykańskiego II. Tak pomyślana i zaplanowana modlitwa maryjna zaczęła gromadzić nie tylko pielgrzymów przybyłych na „Czuwania soborowe”, ale także mieszkańców Częstochowy.

Po powrocie kard. Stefana Wyszyńskiego na stolicę prymasowską (28 X 1956 r.), Apel wzbogacił się o specjalne modlitewne rozważania i intencje. Odtąd Prymas Polski błogosławił o godz. 21.00 całej Polsce, a także Polonii rozsianej po wszystkich kontynentach.

Do spopularyzowania modlitwy Apelu jasnogórskiego przyczynił się przede wszystkim kard. Wyszyński. Prymas Polski, który nie tylko na Jasnej Górze, ilekroć był obecny, ale wszędzie, nawet w swojej prywatnej kaplicy, gromadził domowników na to wieczorne spotkanie z Matką Bożą, Królową Polski i osobiście prowadził rozważania i modlitwy apelu. Wiele z nich zostało nagranych na taśmę magnetofonową i stanowi dziś bogaty zbiór modlitw w intencji aktualnych spraw Kościoła i Ojczyzny. Te modlitwy i rozważania ks. Prymasa pogłębiły znaczenie i wartość apelu. Przypomniał on, że Maryja, Królowa Polski, jest nam dana jako skuteczna pomoc i obrona dla naszego Narodu. Kard. Wyszyński wciąż zaświadczał, że wszystko postawił na Maryję. Apel jasnogórski - w ujęciu Prymasa - to modlitwa zawierzenia się w opiekę macierzyńską Maryi. Jego rozważania nawiązują do najbardziej aktualnych problemów społecznych w Polsce, do potrzeb Narodu zagrożonego w swej wierze i suwerenności, a także do zwykłych, codziennych spraw ludzkich. Ich treść wyrastała przede wszystkim z Jasnogórskich Ślubów Narodu, z duchowych mocy Wielkiej Nowenny, z owoców nawiedzenia kopii Obrazu Jasnogórskiego, a w następnych latach z Milenijnego Aktu Oddania w macierzyńską niewolę Maryi, z przeżyć Tysiąclecia Chrztu, „Społecznej Krucjaty Miłości” i przygotowań do jubileuszu 600-lecia Jasnej Góry.

Kard. Stefan Wyszyński rozmiłował się w tej maryjnej modlitwie, nadał jej właściwy charakter i treść oraz stał się jej szczególnym propagatorem. On pozostawił pewien model rozważania modlitewnego przy Apelu. - Jest to godzina czuwania przy Pani Jasnogórskiej, godzina rachunku sumienia i składania u Jej królewskich stóp naszego dorobku. Jest to godzina modlitwy, zjednoczenia przez miłość i błogosławieństwo – mówił podczas jednego z Apeli kard. Wyszyński.

Wzorując się na przykładzie kard. Stefana Wyszyńskiego i jego sposobie prowadzenia Apelu, przeor jasnogórski o. Józef Płatek wprowadził od 1975 r. krótkie rozważania modlitewne - spontaniczną modlitwę do Królowej i Matki Polaków, nawiązując do aktualnych potrzeb Ojczyzny. Następnie od 28 marca 1978 r. jako generał zakonu, przez kolejne 12 lat osobiście prowadząc Apel, utrwalił już na stałe taki styl prowadzenia jasnogórskiego Apelu, nadając mu przez to charakter serdeczny i zarazem rodzinny. Podobnie jak w dobrej rodzime wszyscy wieczorem gromadzą się wokół matki, tak samo czciciele Maryi stają po dziś dzień przed Nią jako Matką i Królową.

Największym promotorem i animatorem Apelu jasnogórskiego stał się św. Jan Paweł II. On bowiem ukazał najgłębszą treść ewangeliczną i zarazem narodową, zwłaszcza podczas swych pielgrzymek na Jasną Górę, ale i także podczas swych spotkań z Polakami. Chętnie śpiewał Apel ze swymi rodakami i nawiązywał do jego zobowiązującej treści. Wskazywał na historyczny i rycerski charakter Apelu i jednocześnie ukazał, że śpiewając czy odmawiając go, stajemy jakby „na baczność”, meldując się Maryi z oświadczeniem swego oddania: jestem cały Twój i do Twej dyspozycji! Jest to więc spotkanie z Maryją ubogacające i zarazem zobowiązujące.

Wielką zasługą papieża z Polski pozostanie na zawsze to, że jasnogórskiemu Apelowi VI Światowego Dnia Młodzieży na Jasnej Górze nadał charakter uniwersalny i zarazem eklezjalny. Jak podkreśla o. Józef Płatek, paulin „nie była to próba jakiejś polonizacji, ale raczej chrześcijańska postawa dzielenia się tym, co nasze z innymi w ich własnym języku i kulturze”. Papież w swym przemówieniu (14 sierpnia 1991 r.) zwrócił uwagę młodzieży na trzy słowa: jestem – pamiętam – czuwam. Są to kluczowe słowa apelu, które stały się programem życia dla młodego pokolenia całego świata. Dzięki inspiracji wypływającej z Ewangelii apel nabrał charakteru międzynarodowego, światowego i uniwersalnego i stał się nie tylko programem, ale i modlitwą do Maryi Matki Kościoła i Królowej świata.

Po Światowym Dniu Młodzieży z udziałem Jana Pawła II na Jasnej Górze, w dniach 14-15 sierpnia 1991 r., swą działalność rozpoczęło archidiecezjalne częstochowskie Radio „Fiat”. Ono pierwsze podjęło transmisję Apelu z Kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej.

Od 25 marca 1995 r. przekazuje Apel już na stałe i codziennie Radio „Jasna Góra”.

Radio „Maryja” podjęła początkowo transmisję we wszystkie soboty od adwentu 1996 r. Na mocy umowy tej rozgłośni z Radiem „Jasna Góra”, od 2 lutego 1997 r. Radio „Maryja” transmituje codziennie Apel na całą Polskę i poza jej granice bezpośrednio z kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej.

Od 5 grudnia 1997 r.- dzięki „Radiu Jasna Góra” - tysiące osób może w godzinie Apelu jasnogórskiego przekazywać swoje intencje kierowane do Jasnogórskiej Bogarodzicy Maryi. Jedni czynią to za pomocą telefonu (w godz. 20.30-21.00), a inni przesyłają swoje intencje drogą mailową, sms-ową lub pocztową.

W specjalnej księdze, którą nazwano „księgą modlitwy apelowej”, są zapisywane prośby i podziękowania. Księga ta jest też po części obrazem religijności Polaków, którzy bezgraniczną ufność pokładają w przemożnym wstawiennictwie Maryi i pragną się łączyć w modlitwie Apelu, stając duchowo przed obliczem Jasnogórskiej Królowej Polski. Tę księgę modlitwy apelowej składa się w czasie Apelu na ołtarzu. Księga pozostanie dla potomnych świadectwem miłości naszych rodaków z Polski i zagranicy – do swojej Matki i Orędowniczki.

Na to niepowtarzalne spotkanie modlitewne z Królową Polski składają się: pradawna pieśń „Bogurodzica Dziewica”; trzykrotnie śpiewany hejnał: Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!; modlitewne rozważanie na tle tajemnic życia Maryi, Jej udziału w misterium Chrystusa, Kościoła i Narodu; dziesiątka różańca; antyfona „Pod Twoją obronę”; wezwania: „Królowo Polski, módl się za nami!”; błogosławieństwo, którego udziela prowadzący rozważanie, albo któryś z dostojników kościelnych; pieśń do Matki Bożej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem