Reklama

Roztoczańskie zamyślenia

Historia pisana Życiem (3)

ks. Czesław Galek
Edycja zamojsko-lubaczowska 42/2002

Po szczęśliwym ocaleniu rodziny Zamoyskich w Petersburgu, matka z dziećmi wyjechała do Finlandii, następnie do Szwecji, Norwegii, Szkocji, Anglii, by zamieszkać w Paryżu, gdzie przebywał ojciec. W 1918 r. Jan wraz ze starszym rodzeństwem rozpoczął regularną naukę, której udzielał im francuski nauczyciel domowy Gaube, który tak się związał z rodziną, że po kilku latach przyjechał na stałe do Polski. Kiedy Maurycy Zamoyski został posłem odrodzonej Polski we Francji, mieszkanie stało się miejscem spotkań dyplomatycznych, stąd matka wraz siódemką dzieci przeniosła się na wieś niedaleko od Paryża, gdzie prowadzili niewielkie gospodarstwo. Dzieci opiekowały się zwierzętami domowymi oraz spełniały inne obowiązki. Praca fizyczna była traktowana jako ważny czynnik wychowawczy. Rodzice w wychowaniu dzieci posługiwali się raczej perswazją, a nie karami. Od najmłodszych lat uczyli je szacunku do innych ludzi, zwłaszcza starszych. Dzieci były wychowywane w duchu religijnym. Z początku katechizmu uczyła je matka, a następnie ksiądz. Był zwyczaj wspólnej modlitwy wieczornej i krótkiej porannej. W każdą niedzielę wszyscy chodzili na Mszę św. do pobliskiego miasteczka.
Mimo że Janowi miała przypaść rola ordynata, to jednak ojciec nie wyróżniał go spośród pozostałego rodzeństwa. Traktował go na równi z innymi dziećmi. Przez dom państwa Zamoyskich w Paryżu przewinęły się takie postacie, jak marszałek Józef Piłsudski, premier rządu RP Ignacy Paderewski, Roman Dmowski. Dzisiejszym dygnitarzom warto przypomnieć, że Maurycy Zamoyski, jako poseł Rzeczypospolitej we Francji, nie tylko nie pobierał żadnych poborów, ale z prywatnych dochodów zakupił lokal ambasady i utrzymywał go. Podczas wakacji w 1923 r. Jan Zamoyski jako jedenastoletni chłopiec przyjechał do Klemensowa. Ponieważ we Francji zajmowali skromne mieszkanie, co mu często złośliwie wytykali jego francuscy rówieśnicy, uważając go za "biedaka", zafascynowała go wielkość rezydencji. Zapamiętał też napis na rogatce Szczebrzeszyna: "Miasto Szczebrzeszyn - 5400 mieszkańców, w tym 830 dusz". Matka wytłumaczyła mu, że zgodnie z rosyjskimi przepisami prawnymi z czasów zaborów, "duszami" określano chrześcijan różnych wyznań, natomiast pozostałymi byli Żydzi....
Ostatecznie rodzina Zamoyskich wróciła do Polski w 1924 r., gdy Maurycy został ministrem spraw zagranicznych. Matka wraz z dziećmi zamieszkała w Klemensowie. Ojciec zajęty sprawami publicznymi mieszkał w Warszawie, do Klemensowa przyjeżdżał tylko od czasu do czasu. Jan został wysłany na dalszą naukę do gimnazjum w Pszczynie na Śląsku. Swoją niezwykle wychowawczą decyzję Maurycy wyjaśnił synowi następująco: "W Zamościu byłbyś w szczególnej sytuacji, za blisko Ordynacji i wszystkiego tego, co wynika z naszego nazwiska i pozycji, a to by ci nie pomogło w stworzeniu właściwej atmosfery, koniecznej do spokojnej nauki". Przypomnijmy, że Zamoyscy posiadali w Warszawie Pałac Błękitny. Jednak Maurycy Zamoyski chciał, by jego syn dzielił los innych dzieci, stąd posłał syna na naukę na daleką prowincję, na której spędził siedem lat! Jest to cenna wskazówka pedagogiczna dla zamożnych rodziców, którzy nieraz wszystko robią, by odseparować swoje dziecko od "pospólstwa".
Gimnazjalista zamieszkał w prywatnym internacie w skromnych, jak na możliwości finansowe rodziny, warunkach. Mieszkał z innymi chłopcami w dwu- i trzyosobowych pokojach. Podobnie jak jego koledzy, bywał czasami głodny i pożywienie musiał zdobywać przy pomocy różnych forteli! Gimnazjaliści pochodzący z rodzin chłopskich czy robotniczych, zasadniczo nie wiedzieli, że ich kolega Jan jest synem wielkiego męża stanu Maurycego, dlatego traktowali go bez respektu. Również nauczyciele w niczym go nie wyróżniali, wręcz przeciwnie, stawiali mu wyższe wymagania, zwłaszcza jeśli chodzi o zachowanie, w myśl zasady: "szlachectwo zobowiązuje". Niewątpliwie wielu współczesnych rodziców w takiej sytuacji wykorzystałoby swoje pieniądze i wpływy, a pociechy dobrze zalazłyby za skórę swoim nauczycielom... Gimnazjalista pobierający nauki na głuchej prowincji nieraz zazdrościł rówieśnikom, którzy uczyli się w Krakowie czy Warszawie. Bywał w domach swoich kolegów, stąd miał okazję poznać trudne warunki życia chłopów i górników oraz patriotyzm Ślązaków i ich pracowitość. W 1930 r. zdał maturę i jak wszyscy młodzi mężczyźni został powołany do wojska. Ojcu nawet do głowy nie przyszło, by starać się o uwolnienie syna od służby wojskowej, jak to czynią nieraz rodzice. Uważał, że wojsko jest szkołą patriotyzmu i kształtowania charakteru.

Reklama

Świątynia Opatrzności Bożej: Msza św. w intencji Ojczyzny

2019-11-11 09:48

tk, lk, kos / Warszawa (KAI)

Prezydent, przedstawiciele rządu i parlamentarzyści, nuncjusz apostolski i przedstawiciele Episkopatu uczestniczyli we Mszy św. sprawowanej w Świątyni Opatrzności Bożej w 101. rocznicę odzyskania niepodległości. Homilię wygłosił biskup polowy Józef Guzdek, który apelował, aby przyszłość narodu budować na prawdzie i zaufaniu. W południe przy Grobie Nieznanego Żołnierza odbędzie się uroczysta zmiana warty.

Łukasz Krzystofka/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Msza św. w intencji Ojczyzny

Na początku Mszy św. odśpiewano hymn narodowy. – Wolność została wywalczona, ale też przez Pana Boga została Polakom dana i zadana – powiedział kard. Kazimierz Nycz rozpoczynając liturgię. Metropolita warszawski podkreślił, że uczestnicząc w Eucharystii chcemy „dziękować za sukcesy i modlić się o jej szczęśliwą przyszłość”. Przypomniał, że podczas Eucharystii zapłonie Świeca Niepodległości ofiarowana Warszawie przez Piusa IX w 1867 r. z życzeniem, by zapalono ją dopiero wówczas, gdy Polska będzie już wolna. – Ta świeca będzie przypominać to, co wydarzyło się w 1918 ale też ma uświadamiać Polakom, że wolność została wywalczona, ale została Polakom przez Pana Boga dana i zadana – powiedział, dodając: „Jesteśmy pokoleniem troski o niepodległość”.

W 1920 r. kard. Edmund Dalbor wraz z arcybiskupem metropolitą warszawskim kard. Aleksandrem Kakowskim, przywieźli świecę z Watykanu do archikatedry warszawskiej, gdzie podczas uroczystej Eucharystii zapalił ją marszałek Sejmu Ustawodawczego Wojciech Trąmpczyński na znak tego, że Ojczyzna odzyskała wolność. Ten historyczny moment przerodził się już w tradycję zapalania świecy w czasie Święta Niepodległości. Jest ona symbolem spełnienia marzeń wielu poprzedzających nas pokoleń, które w czasach zaborów przechowały w sercach ideę wolnej Ojczyzny i tej idei poświęcały swe wysiłki, a nieraz także życie.

Homilię wygłosił biskup polowy Józef Guzdek, który podkreślił, że wśród licznych przyczyn, które umożliwiły odzyskanie przez Polskę niepodległości było wzajemne zaufanie. – Polacy z trzech zaborów, o różnych przekonaniach politycznych, wierzący i niewierzący, katolicy, prawosławni i ewangelicy oraz wyznawcy innych religii wznieśli się ponad wszelkie podziały. Stanęli w jednym szeregu. Odzyskanie niepodległości oraz służbę odradzającej się Rzeczpospolitej uznali za cel, który wszystkich zjednoczył – powiedział.

Przypomniał, że w „polskiej armii walczyli żołnierze z różnych zaborów, a dowodzili nimi oficerowie, którzy kończyli wojskowe szkoły w Petersburgu, Wiedniu i w Berlinie”. – Zaufali sobie wzajemnie. Razem odnosili sukcesy poszerzając granice Rzeczpospolitej, a zwłaszcza odnosząc spektakularne zwycięstwo w wojnie polsko-bolszewickiej – powiedział.

Biskup Guzdek podkreślił, że gdy w historii narodu panowały „zgoda, współpraca i wzajemne zaufanie oraz poszanowanie godności i podstawowych praw mieszkańców kraju, Polska rozwijała się i umacniała swoją pozycję międzynarodową a Polakom żyło się dostatniej”. – Gdy zaufanie zostało zdominowane przez podejrzliwość, budziły się demony fałszywych oskarżeń, zapełniały się więzienia, wobec niewinnych wykonywano karę śmierci – powiedział. Zwrócił uwagę, że w powojennej Polsce na liście podejrzanych znaleźli się m.in. członkowie Polskiego Państwa Podziemnego, żołnierze Armii Krajowej oraz wracający z emigracji żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. – Na tej liście znalazł się także Kościół katolicki, o czym świadczy uwięzienie kard. Stefana Wyszyńskiego Prymasa Polski i innych biskupów oraz pokazowe procesy, kary więzienia i brutalne mordy dokonane na wielu kapłanach – powiedział.

Ordynariusz Wojskowy podkreślił, że zaufanie Bogu jest fundamentem, „na którym wznosi się gmach naszej wiary”. – Zaufanie drugiemu człowiekowi jest warunkiem niezbędnym udanego życia w małżeństwie i rodzinie oraz wychowania młodego pokolenia – powiedział.

Zdaniem bp. Guzdka w Narodowe Święto Niepodległości „trzeba z całą mocą powiedzieć, że również w życiu naszego narodu bardzo potrzeba zgody i wzajemnego zaufania”. – Jedności nie zbudujemy krótkowzrocznym i lekkomyślnym „zapomnieniem” lub „grą w przebaczenie”. Nie wolno bagatelizować win, ale też należy odrzucić ducha zemsty. Pamięć – tak, ale nigdy pamiętliwość. Trzeba mozolnie dążyć do prawdy, wszak rozmycie granicy pomiędzy dobrem i złem prowadzi do pozornej jedności – powiedział.

Biskup Guzdek zwrócił uwagę, że „na drodze budowania wzajemnego zaufania w naszej Ojczyźnie mamy wielu wspaniałych przewodników”. Przypomniał osoby kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia oraz św. Jana Pawła II. – Przed czterema laty ważne słowa o współpracy, zaufaniu i służbie narodowi padły z sejmowej mównicy. Ówczesny Marszałek Senior apelował: „Mamy obowiązek mówić wspólnym głosem. Mamy obowiązek, spierając się, dochodzić do porozumienia i służyć Polsce, służyć wszystkim obywatelom. To nasza wielka odpowiedzialność i nasze wyzwanie” – przypomniał słowa Kornela Morawieckiego bp Guzdek.

Ordynariusz Wojskowy powiedział, że „każde z tych przesłań zostało przyjęte ze zrozumieniem i nagrodzone głośnymi brawami”. – Dziś trzeba zapytać: Czy potrafimy słowa proroków naszych czasów zamieniać w czyn? Na ile posiane ziarno wydało plon większego zaufania, wzajemnego szacunku i współpracy dla dobra umiłowanej Ojczyzny? – zachęcał do refleksji bp Guzdek.

Hierarcha zaapelował, aby „powstrzymali się od wszelkich działań i zamilkną głosy tych, którzy mówią: »Jeśli Polska ma być urządzona nie według moich myśli, lepiej żeby jej nie było«. Oby w naszej Ojczyźnie już bezpowrotnie zaprzestano rzucać kamieniami w tych, którzy mają inne pomysły na zagospodarowanie przestrzeni wolności. Potrzebne są dialog, bliskość i zaufanie – zachęcał. Dodał, że misją Kościoła „jest budowanie mostów porozumienia i wzajemnego zaufania”. – Zatem widząc zdradę Ewangelii, brak zaufania i poszanowania drugiego człowieka, Kościół ma prawo powtarzać do córek i synów katolickiej wspólnoty skargę Jezusa: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie” (Mt 15,8) – powiedział.

Na koniec podkreślił, że od zaufania zbudowanego na prawdzie zależy przyszłość naszej Ojczyzny. – Pamiętajmy, że ponad sto lat temu wzajemne zaufanie stało się dźwignią odrodzenia Niepodległej. Nie wolno nam o tym zapomnieć! Dlatego „Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu”. Zaufaj mu! Od zaufania zbudowanego na prawdzie zależy bowiem przyszłość naszej Ojczyzny. Niech nam Bóg błogosławi! – zakończył.

Po homilii odbył się akt zapalenia przez prezydenta RP Andrzeja Dudę świecy Piusa IX. Eucharystię koncelebrowali abp Salvatore Pennacchio, nuncjusz apostolski w Polsce, biskupi obydwu diecezji warszawskich, kapelani Ordynariatu Polowego oraz archidiecezji warszawskiej. Uczestnikami liturgii Eucharystii byli prezydent Andrzej Duda z małżonką, marszałkowie Sejmu i Senatu Elżbieta Witek i i Stanisław Karczewski, członkowie rządu, a także licznie zgromadzeni parlamentarzyści, duchowni i wierni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Syria: dwóch księży zamordowanych przez bojówki Państwa Islamskiego

2019-11-11 20:31

st (KAI/la Repubblica) / Damaszek

Dwóch księży katolickich obrządku ormiańskiego zostało dziś zabitych przez bojówki Państwa Islamskiego w północno-wschodniej Syrii w wiosce Zar, w dystrykcie Busayra, na wschód od Dar ar-Zor.

Unsplash/pixabay.com

Ofiarami terrorystów padło dwóch księży 43-letni Hovsep Petoyan i jego ojciec, także kapłan 71-letni A. Petoyan (w Kościele obrządku ormiańskiego nie obowiązuje duchownych celibat). Według niektórych źródeł, obydwaj, w towarzystwie diakona, mieli zweryfikować stan prac konserwatorskich ormiańskiego kościoła katolickiego w okolicy, kiedy znaleźli się w zasadzce na drodze łączącej Hasakeh z Dar ar-Zor. Uzbrojeni ludzie otworzyli ogień, zabijając starszego na miejscu, a młodszy z księży zmarł wkrótce na skutek odniesionych obrażeń. Ranny został również diakon.

Według agencji prasowej Sana chodzi o „akt terroryzmu”, który ma miejsce w szczególnie trudnym momencie dla prowincji Hasakah, ponieważ Turcja rozpoczęła szeroko zakrojoną ofensywę w celu wyeliminowania obecności bojowników kurdyjskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem