Reklama

Tars - miasto św. Pawła

Niedziela Ogólnopolska 25/2008, str. 14-15

Anna Przewoźnik

Ze wszystkich postaci Nowego Testamentu św. Paweł jest po Jezusie postacią najbardziej żywą, najpełniejszą, której rysy widzimy najwyraźniej. Problemy, z którymi boleśnie się ścierał, są naszymi problemami, wywołującymi nasze odwieczne rozterki. Nawet w najbłahszych jego słowach wyczuwamy ton niezapomnianego zwierzenia, który osiągnąć mogli jedynie ci, którzy zaryzykowali wszystko.
Henri Daniel-Rops, „Kościół pierwszych wieków”

Islamską kulturę widać i słychać w całej Turcji, ale myślę, że coraz więcej ludzi odkrywa ważną rolę, jaką kraj ten odegrał w historii chrześcijaństwa. Mnie pomogła w tym pielgrzymka, jaką miałam możliwość odbyć - śladami św. Pawła. Ważne miasta w tym kraju, związane z Apostołem Narodów, to Efez, Milet, Perge, Ikonium, Antiochia i położony w pobliżu Tars, gdzie zaczęło się jego życie.
Duże wrażenie wywiera już sama droga z Kapadocji - wspaniałego terenu rozwoju chrześcijaństwa - do Tarsu. Autostrada, którą przemierzaliśmy, przechodzi przez tzw. Wrota Cylicyjskie, które przecinają góry Taurus - od czasów starożytności jest to jedyny przejezdny szlak. Patrząc na góry pokryte zielenią, łąki, na których i dzisiaj pasterze wypasają owce i kozy, trudno nie przeżywać tego, że docieramy do ziemi, gdzie urodził się św. Paweł. Zapewne w tych okolicach, po tej ziemi stąpał ten wielki podróżnik, który przemierzył w swoim życiu tysiące kilometrów. Podróż jego śladami to wielkie przeżycie, a docieranie do miejsca, gdzie się urodził, było powrotem do źródeł, do korzeni człowieka, który wywarł tak ogromny wpływ na chrześcijaństwo i naszą wiarę, który nie jest jedynie postacią historyczną, ale ma wpływ na nasze przeżywanie chrześcijaństwa. Może ta świadomość i ciekawość Tarsu sprawiła, że jechaliśmy tam z dużymi emocjami, pokonywaliśmy drogę z bijącym sercem i pytaniem, co dziś zastaniemy w mieście Apostoła...

W kierunku studni Pawłowej

Reklama

Powoli dojeżdżamy do Tarsu. W starożytności było to bardzo duże miasto, szacuje się, że w czasach św. Pawła liczyło prawie pół miliona mieszkańców. Dziś mieszka tu ok. 200 tys. ludzi. Kiedy mijamy tablicę z napisem: „Tarsus”, ukazują się nam peryferie miasta przypominające wioskę. Zatrzymujemy się nad rzeką Kydnos i wodospadem, przekonani, że przesiadywał tu św. Paweł. Staramy się wszystko utrwalić aparatem fotograficznym, niemal każdego przechodnia, jest w nas pragnienie zatrzymania życia, które - jak się wydaje - toczy się w zwolnionym tempie i w którym odczuwa się obecność Apostoła. Miasto Pawłowe wita nas słońcem i dużą życzliwością mieszkańców. Dojeżdżamy do rynku. Dobiega nas głośna muzyka, bijące bębny i flet. Ich dźwięki prowadzą w ciasne, zaniedbane uliczki miasta. Widzę zgromadzenie miejscowych ludzi - gapiów i zaangażowanych w przeprowadzkę. Jak się później okazuje, to rytuał przeprowadzki pani młodej do domu jej męża.
Od pierwszego momentu przybycia do Tarsu u miejscowych ludzi zauważa się wielką życzliwość, mimo że wszyscy są muzułmanami. Odczuwa się, że św. Pawła uważają za swojego, że jest jednym z nich, że to ich krajan, wielki syn tej ziemi, choć jest przecież czołową postacią chrześcijaństwa. Przyznawanie się do św. Pawła dało się odczuć chociażby w rozmowie z młodym Turkiem, którą prowadził ks. Mirosław Mejzner, nasz duchowy przewodnik. Turek zaprosił nas na herbatę do pobliskiej kawiarni i pomógł trafić do miejsc ściśle związanych z Apostołem.
Na początek docieramy do studni z czasów św. Pawła. Obszar ten w starożytności był zamieszkiwany przez wspólnotę żydowską, a następnie osiedlili się tu chrześcijanie armeńscy. Przypuszcza się, że właśnie w tej okolicy mieszkał św. Paweł. Ponieważ jego rodzina była zamożna, studnia była jej własnością. Szaweł-Paweł spędził tu pierwsze lata swego życia. Obok studni znajdujemy pozostałości domu. Udajemy się dalej w głąb Tarsu. Przemierzamy uliczki miasta, na których toczy się zwykłe życie. Roznosi się zapach świeżego pieczywa. Nie zauważamy jednak żadnych straganów czy sklepików przygotowanych specjalnie dla turystów. To, co nas pozytywnie zaskakuje, to oznaczenia kierunków prowadzących do miejsc Pawłowych. Jest to dowód na to, że punkty te są ważne również dla samych mieszkańców Tarsu i że św. Paweł jest obecny w ich świadomości.

Zamknięte chrześcijaństwo

Naszym oczom ukazuje się po chwili kościół Pawłowy - drugie miejsce w tym mieście w sposób szczególny związane z Apostołem Narodów. To starożytny kościół ormiański z XVIII wieku. Wewnątrz zachował się fresk z Chrystusem w otoczeniu czterech Ewangelistów: Mateusza, Łukasza, Marka i Jana, poza tym - puste wnętrze. Znajdujemy jedynie ikonę św. Pawła, ale to już obraz z czasów współczesnych. Choć bryła budynku wskazuje na świątynię, obecnie jest to muzeum. By wejść do środka, musimy kupić bilety. W dawnym kościele spotykamy trzy włoskie siostry ze Zgromadzenia Służebniczek Kościoła. Jak się później okazuje, przybyły tu w 1993 r., by apostołować przez opiekę nad tym miejscem. Nie mogą głosić Ewangelii, pracować w tym mieście; mimo że mieszkają obok kościoła, nie mają nad tym obiektem żadnej władzy. Obecnie w Tarsie nie ma innych chrześcijan poza nimi. Jak wspomniała s. Agnieszka, chrześcijaństwo ma tutaj charakter pierwotnego chrześcijaństwa, gdzie nie ma wolności kultu, posługa ma charakter zamknięty, duchowy, oparty na wierze. - A jednak tam, gdzie dwóch lub trzech jest zebranych w imię Chrystusa, tam On jest obecny - podkreśla siostra.
Jest to jedyny kościół katolicki w Tarsie. Chociaż zamieniony na muzeum, od niedawna jest tu możliwość sprawowania Eucharystii przez przybywających katolików. Takie szczęście mamy i my. Dołączamy do pielgrzymów z Włoch, którzy w tym czasie tu docierają. To dla nas chwila bardzo szczególna, niespodziewana i opatrznościowa, jak twierdzi ks. Mirosław. - Dziękuję Bogu, że mieliśmy to szczęście spotkać włoskich pielgrzymów wraz z księdzem biskupem i że znaleźliśmy się tu w tym samym momencie, by wspólnie sprawować Eucharystię - mówi.
Z czasów św. Pawła pozostało niewiele zabytków. Odnajdujemy jeszcze dawną rzymską drogę, skąd miejscowy przewodnik kieruje nas do Grobu Proroka Daniela. Dla nas to duże zaskoczenie, nie wiedzieliśmy o jego istnieniu w tym mieście. Docieramy jeszcze do słynnej Bramy Kleopatry, gdzie - według tradycji - Kleopatra miała się spotkać z Antoniuszem. Stąd właśnie nazwa tej bramy.
Podsumowaniem pielgrzymowania do Tarsu niech będą słowa naszego duchowego przewodnika: - Bolesny jest dla mnie fakt, że na terenach, gdzie chrześcijaństwo pierwszych wieków było tak bardzo kwitnące, pozostało tak niewiele jego śladów, a jeśli już, to w bardzo zrujnowanej formie. To ból chrześcijanina i kapłana, że w zetknięciu kultur chrześcijańskiej i islamskiej nastąpiło zniszczenie, a nie poszanowanie odmienności. Osobiście jestem wdzięczny Panu Bogu, że w tym roku dane mi było być w miejscu narodzin św. Pawła. Pobyt w Tarsie pozwala w sposób szczególny wsłuchać się w jego słowa, które są wciąż tak żywe i aktualne. Listy Pawłowe to wielkie wyzwanie do odnowy w sobie charyzmatu - powiedział ks. Mirosław.
Doświadczenie pielgrzymowania zmienia patrzenie na teksty, które czytamy, a które mogą wydawać się odległe i teoretyczne. Teraz stają się realne i bardzo konkretne. I to zupełnie zmienia wymiar naszej wiary.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Franciszek: wiara to historia miłosna

2020-11-29 11:10

[ TEMATY ]

Franciszek

youtube.com/vaticannews

Wiara to nie woda, która gasi, to palący ogień; to nie środek uspokajający dla tych, którzy są zestresowani, to historia miłosna dla tych, którzy są zakochani w Bogu – powiedział dziś papież Franciszek podczas Mszy św. w I Niedzielę Adwentu, jaką odprawił w bazylice św. Piotra w Watykanie wraz z 11 spośród 13 nowo mianowanych dzień wcześniej kardynałów.

„Bóg jest blisko nas”, a „Jezus w Ewangelii wzywa nas do czuwania w oczekiwaniu na Niego”. - Adwent to czas, aby przypomnieć sobie o bliskości Boga, który do nas zstąpił – stwierdził papież.

Wskazał, że „pierwszym krokiem wiary jest powiedzenie Panu, że Go potrzebujemy, że potrzebujemy Jego bliskości”. On chce „przyjść blisko nas, ale siebie proponuje a nie narzuca; to od nas zależy, czy będziemy niestrudzenie Mu mówili: «Przyjdź!»”.

- Adwent przypomina nam, że Jezus przyszedł między nas i ponownie przyjdzie u kresu czasu. Ale zastanawiamy się, czemu służą te przyjścia, skoro nie przychodzi dzisiaj w naszym życiu? Zaprośmy go. Niech w naszych ustach zabrzmią słowa typowego wezwania adwentowego: „Przyjdź, Panie Jezu”. Możemy je wypowiedzieć na początku każdego dnia i powtarzać często, przed spotkaniami, nauką, pracą i decyzjami, które trzeba podjąć, w chwilach ważnych i w momentach próby: Przyjdź, Panie Jezu – zachęcił Franciszek.

Zaznaczył, że „w ten sposób, błagając o Jego bliskość, będziemy się ćwiczyć w naszej czujności”. Zachowanie czujności jest ważne, „ponieważ jednym z błędów w życiu jest zatracenie się w tysiącach rzeczy i niezauważenie Boga”. - Gdy jesteśmy pociągnięci naszymi pożytkami i rozproszeni wieloma próżnościami, grozi nam zatracenie tego, co istotne. Dlatego dzisiaj Pan powtarza „do wszystkich, czuwajcie!” – wskazał Ojciec Święty.

Wyjaśnił, że czuwać to „nie dać się opanować zniechęceniu, to żyć w nadziei”. - Tak jak zanim się urodziliśmy, byliśmy oczekiwani przez tych, którzy nas kochali, tak teraz jesteśmy oczekiwani przez Uosobioną Miłość. A skoro jesteśmy oczekiwani w niebie, to po co żyć roszczeniami doczesnymi? Po co uganiać się za odrobiną pieniędzy, sławy, sukcesu, wszystkich tych rzeczy, które przemijają? Po co marnować czas, by narzekać na noc, podczas gdy czeka nas światło dnia? – pytał retorycznie papież.

Przypomniał, że „bez porywów umiłowania Boga, bez oczekiwania na Jego nowość, stajemy się miernymi, letnimi, światowymi”. - I to niszczy wiarę, bo wiara jest przeciwieństwem przeciętności: jest żarliwym pragnieniem Boga, jest nieustanną śmiałością nawracania się, jest odwagą miłowania, jest zawsze pójściem do przodu. Wiara to nie woda, która gasi, to palący ogień; to nie środek uspokajający dla tych, którzy są zestresowani, to historia miłosna dla tych, którzy są zakochani! Dlatego też Jezus nienawidzi letniości bardziej niż czegokolwiek innego – przekonywał Franciszek.

Tłumaczył, że możemy przebudzić się ze snu miernoty poprzez modlitwę. - Modlitwa budzi nas ze zobojętnienia życia horyzontalnego, podnosi nasze spojrzenie ku górze i dostraja nas do Pana. Modlitwa pozwala Bogu, by był blisko nas; wyzwala nas zatem od samotności i daje nadzieję. Modlitwa daje życiu tlen: tak jak nie można żyć bez oddychania, tak też nie można być chrześcijaninem bez modlitwy. I bardzo potrzeba chrześcijan, którzy czuwaliby nad tymi, którzy śpią, ludzi adorujących, orędowników, którzy dzień i noc zanosiliby przed Jezusa będącego światłem świata, mroki historii – podkreślił Ojciec Święty.

Przestrzegł przed obojętnością, gdyż ludzi obojętnych nie obchodzi człowiek znajdujący się blisko nich. - Kiedy obracamy się jedynie wokół siebie i naszych potrzeb, obojętni na potrzeby innych, do naszego serca zstępuje noc. Szybko zaczynamy narzekać na wszystko, potem czujemy się ofiarami wszystkich, a w końcu wszędzie szukamy spisków. Dziś ta noc zdaje się spadać na wielu, którzy wymagają dla siebie a nie interesują się innymi – analizował papież.

Na pytanie, jak przebudzić się ze „snu obojętności”, odpowiedział, że poprzez czujność miłości. - Miłość jest siłą napędową chrześcijanina: tak jak nie można żyć bez bicia serca, tak też nie można być chrześcijaninem bez miłości – zaznaczył papież.

- Niektórym ludziom wydaje się, że okazywanie współczucia, pomoc, służba to coś dla frajerów! W gruncie rzeczy to jedyne, co zwycięża, ponieważ jest już skierowane ku przyszłości, na dzień Pana, kiedy wszystko przeminie a tylko miłość pozostanie. To właśnie poprzez uczynki miłosierdzia zbliżamy się do Pana – podkreślił Franciszek.

Swe kazanie zakończył modlitwą: „Przyjdź, Panie Jezu, spraw, aby nasze roztargnione serca stały się czujne: spraw, abyśmy poczuli pragnienie modlitwy i potrzebę miłowania”.

CZYTAJ DALEJ

W jarosławskiej Kolegiacie

2020-11-30 10:58

Henryk Grymuza

Przedstawiciele parafii witają Abp. Szala

Przedstawiciele parafii witają Abp. Szala

Jarosławianie z wielką empatią i radością podejmują w swoim środowisku wizyty przemyskich biskupów. W pierwszą niedzielę adwentu, 29 listopada, Kolegiata Bożego Ciała gościła Metropolitę Przemyskiego. Dostojny gość został powitany przez proboszcza Ks. Mariana Bocho i przedstawicieli rady parafialnej. Ksiądz arcybiskup razem z proboszczem koncelebrował uroczystą Eucharystię.

- „Twoja obecność pośród nas jest dla nas wielkim świętem -powiedzieli przedstawiciele środowiska parafialnego. - Przybyłeś mimo pandemii i trudnego dla nas doświadczenia. Ekscelencjo dziękujemy za obecność i życzymy z głębi serca „Szczęść Boże”.

Ks. prałat Marian Bocho w trakcie powitania przypomniał najważniejsze fakty z dziejów tej jarosławskiej parafii podkreślając między innymi, że ona jedną z najstarszych w archidiecezji. W roku 2023 obchodzona będzie 700 rocznica jej założenia. - Ta parafia to prawdziwa matka wielu dzieł, z której wykształciło się na przestrzeni dziejów 23 parafie – powiedział ks. Marian Bocho. Przypomniał najważniejsze przedsięwzięcia. Należy do nich zaliczyć przede wszystkim fakt, że kościół kolegiacki budowany był latach 1582 – 1593. Szczególną ikoną tego miejsca jest koronowany obraz Matki Bożej Śnieżnej – Patronki Rodzin ofiarowany jarosławskim jezuitom przez świętego Franciszka Borgiasza. Wizerunek został koronowany 2 sierpnia 2014 roku koronami poświęconymi przez papieża Franciszka. Aktualnie do wspólnoty parafialnej należy 2500 rodzin. Działa w parafii Bożego Ciała 18 grup parafialnych, a także Towarzystwo Przyjaciół Anny Jenke, Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej, Stowarzyszenia Kulturalno-Wychowawcze, które prowadzi świetlicę dla dzieci, a także Towarzystwo św. Brata Alberta.

Ostatnie lata upłynęły pod znakiem nowych przedsięwzięć. Zaliczyć należy do nich imponujący Ogród Różańcowy, zabytkowe i odrestaurowane niedawno organy. Na terenie parafii działają także: Dom dla Niepełnosprawnej Młodzieży, Ośrodek Formacji i Kultury Chrześcijańskiej, Fundacja „Wzrastanie”, szkoły podstawowe i średnie itp. Najmłodszym dziełem powstałym dla uczczenia stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości jest Katolickie Liceum Ogólnokształcące.

Wsparcie w parafii otrzymują liczne stowarzyszenia regionalne, turystyczne i oświatowe.

W homilii ks. abp. Adam Szal nawiązał do rozpoczynającego się adwentu. Po Mszy św. Metropolita wraz z innym zaproszonymi osobami zwiedził miejsce pod Kolegiatą, gdzie powstanie Muzeum Parafialne. Znajdą w nim swoje miejsce między innym wspaniałe rzeźby figuralne Tomasza Huttera.

CZYTAJ DALEJ
NIE PRZEGAP
#NiezbednikAdwentowy

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję