Czy sąsiadujące ze sobą miasta i gminy, zamiast wdawać się w niepotrzebną rywalizację, mogłyby się uzupełniać i współpracować? O tym mówi projekt rządowej ustawy o metropoliach, przewidujący powstanie
siedmiu metropolii: górnośląskiej, łódzkiej, warszawskiej, pomorskiej, krakowskiej, wrocławskiej i poznańskiej. Obecnie o metropolię walczą również mniejsze miasta, m.in. Rzeszów, Kielce, Opole, Olsztyn,
Rybnik, Częstochowa… obawiając się, że jeszcze bardziej stracą dystans do dużych ośrodków.
Czy to mądry pomysł, aby znowu dzielić Polskę? Przypomnę, że związek metropolitalny to - według projektu ustawy - luźna federacja przyległych miast i gmin, które w oparciu o konkretne
ramy prawne będą mogły wspólnie kształtować politykę przestrzenną, komunikacyjną, drogową, dotyczącą ochrony środowiska, gospodarki odpadami... Związki będą wspólnie inwestować zarobione pieniądze, a
przede wszystkim mają razem walczyć o europejskie fundusze. Metropolią będzie kierował szef, wybrany w konkursie na czteroletnią kadencję, razem z radą złożoną z prezydentów, burmistrzów i wójtów. Warunki
utworzenia metropolii są dosyć wymagające, m.in. związek metropolitalny powinien liczyć ok. dwóch milionów mieszkańców na terenie zwartej zabudowy, musi być zgoda wszystkich zainteresowanych samorządów,
mapę metropolii zatwierdza rząd itd.
Od razu dodam, że ten rządowy projekt ustawy wzbudza liczne kontrowersje, ponieważ bardzo poważnie decentralizuje państwo, wzmacniając samorządy. Nie jestem bynajmniej przeciw samorządom, ale wkrótce
może się okazać, że metropolie staną się samorządami wyższej kategorii, z silniejszą pozycją, aniżeli ma obecnie sejmik wojewódzki. Jeśli nawet ustawa nie uzna metropolii za nowy szczebel samorządu, to
faktycznie będą one czymś pośrednim między miastem na prawach powiatu a województwem samorządowym. Przede wszystkim jednak nastąpi jeszcze większe skoncentrowanie gospodarki w wielkich ośrodkach miejskich,
czyli w efekcie wzmocnione zostaną te województwa, które już są silne. A co z ideą zrównoważonego rozwoju kraju - o czym tak głośno mówiła Platforma Obywatelska?
Mając na uwadze wspólne inwestowanie i zdobywanie środków z Unii Europejskiej, nie trzeba do tego powoływać metropolii. Takie porozumienia gmin czy powiatów do wykonywania określonych zadań można
zawierać już dzisiaj. Co ważne: jeśli dany samorząd nie widzi potrzeby zawierania takiego porozumienia, to do niego nie wchodzi, a do metropolii będzie musiał!
W istocie ta reforma oznacza dalsze ograniczenie roli wojewody, a w konsekwencji osłabia i tak już ograniczoną kontrolę państwa nad majątkiem narodowym. Jak wspomniałem, nie jestem przeciw samorządom,
ale w obecnych warunkach metropolie będą sprzyjać umacnianiu się lokalnych sitw, układów, grup interesów, co grozi dalszym wzrostem korupcji. To będą kolejne tysiące urzędników, których trzeba będzie
odpowiednio wysoko opłacać. Skoro już teraz skarżymy się na układy panujące w gminach i powiatach, to te układy w metropoliach ulegną wzmocnieniu.
Co więcej, samorządom zamierza się przekazać regionalne radio publiczne i TVP 3. Oznacza to podporządkowywanie radiostacji czy telewizji publicznej na szczeblu lokalnym miejscowym władzom. Czyli samorządy
oprócz majątku narodowego w postaci szpitali, lotnisk, zakładów pracy, mieszkań… dostaną jeszcze środki przekazu. Tak silna władza w terenie - to należy podkreślić - będzie także niezwykle
silna wobec obywatela. Jeśli już coś zmieniać, to utwórzmy kilka nowych województw, np. środkowopomorskie lub częstochowskie.
Jest jeszcze jeden ważny problem, na który zwrócił uwagę prezes PiS Jarosław Kaczyński, który nazwał ten projekt „landyzacją Polski tylnymi drzwiami”. Z tego punktu widzenia ustawa o metropoliach
w dużym stopniu zagraża unitarnemu charakterowi państwa. Każda bowiem metropolia uzyska dużą samodzielność w ramach Unii Europejskiej, czego konsekwencje nietrudno przewidzieć. Ważniejsze niż stolica
w Warszawie staną się inne stolice w Europie.
Także prezydent Lech Kaczyński, odnosząc się do tworzenia metropolii, powiedział, że atutem Polski w UE jest m.in. to, że nasze państwo jest „w miarę jednolite i jest w miarę sterowalne”.
Jak dodał, „kto chce tę zasadę podważyć, ten w istocie podważa naszą szansę na szybki rozwój”. Krótko mówiąc, proponowane zmiany idą zbyt daleko. Samorządy powinny się rozwijać, należy przekazywać
im nowe kompetencje, ale musi się to dokonywać w sposób roztropny, za obowiązkami powinny iść budżetowe pieniądze oraz kontrola państwa nad tym. Obecnie, w sytuacji, kiedy rządowi nie za bardzo wychodzi
reformowanie służby zdrowia czy oświaty, nie należy decentralizować państwa, wprowadzać chaosu decyzyjnego, mnożyć konfliktów między samorządami. Wkrótce nie będzie wiadomo, co komu podlega. Kto wie,
czy nie o to chodzi.
Coś mi się wydaje, że pomysł na metropolie to jedynie kolejny temat zastępczy, który ma przesłonić brak pomysłów PO na rządzenie. Jeśli na tym ma polegać dokończenie reformy samorządowej rozpoczętej
w 1998 r., to nie mam złudzeń, że i ta ustawa pójdzie do kosza. Nie ma w niej niczego, co sprzyjałoby polepszeniu współpracy między sąsiadującymi ze sobą miastami i gminami, jest natomiast podporządkowanie
mniejszych większemu - dokładnie tak, jak to zostało wypracowane w Traktacie Lizbońskim dotyczącym współpracy państw-członków Unii Europejskiej. Trudno bowiem wskazać jakąś korzyść np. dla Jarosławia,
gdy znajdzie się w związku metropolitalnym z Rzeszowem. Duży, oczywiście, może więcej - dla siebie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu