Reklama

Powołania wyprosili wierni

Z ks. dr. Wacławem Madejem rozmawiał Piotr Chmieliński
Edycja warszawska (st.) 42/2002

100 kleryków przygotowuje się do święceń kapłańskich w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Warszawsko-Praskiej w Tarchominie. O formacji seminaryjnej rozmawiamy z rektorem ks. dr. Wacławem Madejem.

PIOTR CHMIELIŃSKI: - W tym roku na pierwszy kurs wstąpiło 31 kandydatów. To dużo więcej niż w poprzednich latach. Z czego wynika tegoroczny wzrost powołań?

KS. DR WACŁAW MADEJ: - Jestem przekonany, że łaska powołań została wyproszona u Pana Boga przez wiernych naszej diecezji. Duża w tym zasługa naszego duchowieństwa, które w większości jest bardzo zainteresowane rozpropagowaniem spraw związanych z seminarium. Należy im się za to ogromna wdzięczność. Natomiast w wymiarze czysto ludzkim myślę, że panująca w naszym domu chyba całkiem niezła atmosfera sprawia, iż zgłaszają się do nas często młodzi koledzy starszych alumnów, także spoza naszej diecezji. Może dowiadują się oni od naszych kleryków, że właśnie u nas warto studiować? W każdym razie rzeczywiście tegoroczny I kurs jest dosyć liczny. Liczba alumnów I roku dorównuje ilości kleryków rozpoczynających swoją formację w seminariach Krakowa, Przemyśla czy Poznania. Nareszcie liczba powołań w naszej diecezji odpowiada jej liczebności. Oby tak było dalej.

- Nie odnosi Ksiądz wrażenia, że dziś klerycy są słabsi psychicznie niż kiedyś?

- Są tacy jak społeczeństwo, jak ludzie, z których "zostali wzięci". A dzisiejszy człowiek w swoim życiu mniej kieruje się rozumem, wolą, a bardziej emocjami, uczuciami. Dotyczy to całego społeczeństwa, ale szczególnie jego młodej części, która jest jeszcze nie uformowana. Także i wśród kleryków są tacy ludzie. Na zewnątrz przejawia się to silnym pragnieniem miłości, bycia akceptowanym, ale też i wielką, może niekiedy nazbyt wielką wrażliwością.

- Jak tę wrażliwość wykorzystać w formacji seminaryjnej? Jak wychować kleryków do dojrzałego przeżywania swoich uczuć?

- Niewątpliwie może ona być wykorzystana pozytywnie. W istocie stanowi realną szansę np. na taki właśnie pozytywny bunt przeciwko rutynie, szarzyźnie i temu wszystkiemu, co w kontakcie z Panem Bogiem może spowszednieć, a nie powinno. I rzeczywiście, z podziwem patrzę na bardzo gorliwą modlitwę większości kleryków. Oni modlą się pobożniej od nas, kiedy byliśmy w seminarium. Także w sensie zewnętrznym: złożone ręce, żadnych rozmów na Mszy św. czy adoracji. Co się za tym kryje, wiedzą tylko oni sami i pewnie ich kierownicy duchowi. Przełożeni zewnętrzni, czyli rektor, wicerektor czy prefekt, mogą to poznać tylko i wyłącznie po owocach. I myślę, że takie owoce są. Dlatego jeśli pyta pan o formowanie kleryków w kierunku dojrzałego przeżywania własnych uczuć, czy szerzej dojrzałości w ogóle, to trzeba powiedzieć, że na tym polu ogromną pracę wykonują spowiednicy i właśnie ojcowie duchowni.
Co do przełożonych zewnętrznych, mają oni oddziaływać na alumnów nie tylko słowem, ale i postawą, niemniej osobiście nie mam zwyczaju "pochylać się z miłością" nad każdą emocjonalną potrzebą alumna. Brzmi to może trochę sarkastycznie, ale rzeczywiście, obce mi jest obdarowywanie kleryka taką miłością, która podtrzymuje w nim lub wprost sprowadza go do roli dziecka, osoby niedojrzałej, a więc w małym stopniu odpowiedzialnej za siebie i innych. Mówię to w kontekście poruszanej kondycji młodego pokolenia, ale też fatalnych niekiedy, współczesnych metod wychowawczych, przynajmniej w ich stronie praktycznej, a które to młodego człowieka bądź ubezwłasnowolniają, bądź wychowują bezstresowo. Poza tym, nie motywujemy alumnów do uczciwej pracy niczym innym jak szczerym, pełnym wdzięczności, a niekiedy - jeśli przysłużyli się oni całej wspólnocie - publicznym "dziękuję", przypominając jednocześnie pouczenie Pana Jezusa: "sługami nieużytecznymi jesteście". Dla przyszłego kapłana nauczenie się dziękowania i przyjmowania słów wdzięczności, bez jednoczesnego obnoszenia się z sobą i swym "dziełem", jest jak myślę bardzo ważne.
Pozytywnie, staramy się dbać o to, aby - wierzę, że w sposób wolny - alumni podejmowali i realizowali wszystkie obowiązki, wynikające z ich stanu oraz celu, do jakiego zmierzają. Wszystko to po to, aby nie tylko zachować seminarium uporządkowanym miejscem formacji do kapłaństwa, ale przede wszystkim, aby ukształtować w klerykach postawę wierność Bogu "w rzeczach małych", szarych i nauczyć pełnej odpowiedzialności za nie. Dotyczy to zarówno spraw duchowych, jak i czysto ludzkich.

- Każdego roku kilku kleryków zostaje usuniętych z seminarium. Inni opuszczają je na własną prośbę. Jakie są powody tego, że prosi się kleryka o opuszczenie seminarium?

- Ogólnie przyczyny mogą być dwie. Pierwsza jest dyscyplinarna. Chodzi tu o wszystkie takie zachowania, które są niezgodne z regulaminem, a w ostateczności sprzeczne z głównym celem pobytu w seminarium. A tym celem jest uformowanie człowieka, który byłby rozumnie posłuszny, czysty w sercu, miłujący Boga i Kościół, bezinteresowny i otwarty na ludzi. Jeżeli jakieś istotne zachowania alumna są wyraźnie sprzeczne z powyższymi wymaganiami i nie rokuje on nadziei na poprawę w najbliższej przyszłości, to prosi się go o odejście lub pójście na urlop. Dla opuszczających seminarium nie oznacza to, że odchodzą z wilczym biletem. Zawsze mogą oni starać się o ponowne przyjęcie do innego seminarium lub o powrót do tego samego.
Drugim powodem usunięcia z seminarium, niekiedy bardziej bolesnym dla alumna, gdyż często dla niego niezrozumiałym, jest sytuacja jakiegoś permanentnego zatrzymania się w rozwoju. Zewnętrznie niby wszystko jest w porządku, ale przy dokładniejszej obserwacji widać, że człowiek gdzieś się zatrzymał, nie idzie do przodu, ma ciągle mentalność niewolnika, który, owszem, wypełnia polecenia i podporządkowuje się strukturom seminaryjnym, ale wszystko to robi z musu, na siłę albo bezwiednie, z przyzwyczajenia. Trudno sobie wyobrazić, aby ktoś taki mądrze, odpowiedzialnie i ochotnie podchodził kiedyś do wszystkich obowiązków kapłańskich, prowadził innych ludzi, sprawował sakramenty. W takim stanie ten ktoś nie mógłby być dopuszczony go do święceń, a ponieważ jak się wydaje rzeczywistość seminaryjna nic w nim już nie jest w stanie zmienić, musi się zmienić sama rzeczywistość go otaczająca. I to dla jego dobra. Nie dla wszystkich jest to zrozumiałe, przynajmniej nie od razu.

- Ale są także przypadki, że to kleryk sam decyduje się na opuszczenie seminarium.

- Oczywiście. Seminarium jest także i po to, aby do końca rozeznać swoje powołanie. Tutaj też pierwszoplanową rolę odgrywają ojcowie duchowni i spowiednicy. Odbywają oni regularne rozmowy duchowe z alumnami, gdzie autentyczność powołania tychże jest nieustannie wyświetlana i rozeznawana. Ale nawet i dla przełożonych zewnętrznych takie rzeczy z czasem stają się bardzo czytelne. 6 lat to jest jednak długi okres czasu. Tej "czytelności" sprzyja także fakt, że seminarium jest uczelnią zamkniętą, o powoli zmieniającej się strukturze osobowej. W takich warunkach weryfikacja zachowania zgodnego lub nie z powołaniem do kapłaństwa jest właściwie czytelna dla wszystkich. Jeśli więc ktoś po rozmowie z ojcem duchowym uważa, że się pomylił i chce odejść, to bardzo dobrze robi. I mieliśmy już takie sytuacje, kiedy odejście z seminarium było dla człowieka w pewnym sensie wielkim wyzwoleniem. Nie z "kajdan" seminaryjnych, ale z jego własnej, błędnej wizji przyszłości, którą sam sobie narzucił albo ktoś mu narzucił. Człowiek niekiedy bardzo boi się przyznać sam przed sobą do tego, że ten "garnitur", który włożył na siebie przychodząc do seminarium, jest nie na jego miarę. Boi się tego tym bardziej, gdy sądzi, iż po powrocie do świata, nie będzie w stanie znaleźć innego "ubrania". Jeśli ten strach pokonuje, dobrze to o nim świadczy.

- Czy nie uważa Ksiądz, że przez 6 lat formacji seminaryjnej zbytni akcent położony jest na przygotowanie intelektualne, a zbyt mały na duchowe?

- Tak bym nie powiedział, tym bardziej w kontekście coraz większych wymagań, jakie stawia się księdzu. Formacja intelektualna jest być może najbardziej widoczna. To prawda, że czasu na naukę jest dużo: do południa wykłady, po południu obowiązkowe studium. Niemniej jeżeli zmierzyć czas, jaki alumni mają do dyspozycji na modlitwę, czy szerzej formację duchową, to jest tego naprawdę bardzo dużo.

- Pełni Ksiądz jedną z najważniejszych funkcji w diecezji. Czy nie przytłacza Księdza brzemię odpowiedzialności?

- Nie. Istnieje coś takiego jak łaska stanu, której Bóg nie skąpi, czuję się więc bezpieczny. Nigdy w życiu nie przypuszczałem, że będę kiedyś rektorem seminarium. Kiedy nim zostałem, to nie snułem żadnych wizji, planów. Wziąłem dokumenty Kościoła, statuty i zacząłem patrzeć, jak Kościół wyobraża sobie formację alumnów. Przy tym wiedziałem, że nie zostanę sam. I rzeczywiście, zawsze mogę liczyć na pomoc wielu ludzi, począwszy od pozostałych seminaryjnych przełożonych. Poza tym, ja się z tym dziełem i ludźmi utożsamiam, ale ono i oni nie są "moi". Są Pana Jezusa. To poczucie Chrystusowej bliskości i "Boży realizm" pomaga udźwignąć każdy krzyż, także rektorski.

- Jak wyglądają kontakty seminarium z parafiami?

- Nieustannie przypominamy księżom proboszczom, że jesteśmy gotowi do niedzielnych odwiedzin w parafiach, w ramach tzw. "niedziel seminaryjnych". Przyjeżdża wtedy jeden z przełożonych wraz z grupą kleryków i razem "obsługują" wszystkie Msze św. danego dnia w parafii. Tzn. przełożony głosi kazania, a klerycy asystują przy liturgii, śpiewają, grają. Istnieje także możliwość rozmowy z nimi. Oczywiście decyzja o zorganizowaniu w parafii "niedzieli seminaryjnej" należy do księdza proboszcza.
Z drugiej strony działa również w diecezji Towarzystwo Przyjaciół Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej. I tutaj również zachęcamy duszpasterzy do zakładania w parafiach kół tego Towarzystwa, a wiernych do wstępowania do nich. Jest dla nas rzeczą pierwszej wagi systematyczne wspieranie seminarium, przede wszystkim modlitwą, ale także, jeżeli ktoś może, ofiarą pieniężną. Utrzymujemy się przecież z ofiar wiernych.

- Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Romuald Lipko prosi o modlitwę

2019-07-11 08:31

Romuald Lipko, jeden z najważniejszych twórców Polskiej muzyki rozrywkowej ostatniego półwiecza, kreator drogi muzycznej Budki Suflera, nasz przyjaciel, walczy z chorobą nowotworową - brzmi treść oświadczenia na profilu zespołu.

Archiwum Zespołu

Kilka tygodni temu postawiono wstępną diagnozę. Następnie Romek przebywał w warszawskim szpitalu przy Banacha, a ostatnie dwa tygodnie w klinice w Magdeburgu. To jedyne miejsce na świecie, gdzie podejmuje się walkę z tego typu nowotworami. W Lublinie, Kazimierzu, Warszawie i Magdeburgu byliśmy z nim w stałym kontakcie. Przedwczoraj wróciliśmy z niemieckiej kliniki. Nie nam muzykom relacjonować działania medycyny na najwyższym poziomie, ale zrozumieliśmy jedno. Jest realna szansa zwycięstwa w tej jakże trudnej walce, a stan ducha naszego kolegi jest czynnikiem niezwykle ważnym.

Jeśli Jego rozmowa z kimś z nas była lub jest możliwa, to Romek najchętniej mówi o nowych piosenkach, jesiennych koncertach i nowoczesnych aranżacjach. Mając świadomość swojej dolegliwości planuje i marzy…

Zwracamy się z prośbą do wszystkich, którym piosenki Romka sprawiły kiedykolwiek radość o choćby malutki, ale szczery gest wsparcia, o króciutką, życzliwą myśl, o pełne uśmiechu wspomnienie samego siebie słuchającego Jego muzyki… - proszą przyjaciele z zespołu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Marek Jędraszewski: To Duch Święty, który działa w Kościele umacnia wszystko to, co dobre w naszych sercach

2019-07-17 13:28

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

Publikujemy zaproszenie abpa Marka Jędraszewskiego na 39. Pieszą Pielgrzymkę Krakowską na Jasną Górę, która odbywać się będzie pod hasłem: „W mocy Bożego Ducha” w dniach od 6 do 11 sierpnia 2019 r.

Archiwum Archidiecezji Krakowskiej

Wakacje to czas dany człowiekowi przez Boga po to, aby zregenerował on wyczerpany pracą organizm, aby zebrał myśli i dał chwile wytchnienia swojemu umysłowi. Wielu z Was wyruszy w świat, aby poznawać i odkrywać miejsca i krajobrazy, które będą dosłownie zapierać dech w piersiach, pozostaną na długo w pamięci i które pomogą doświadczyć, jak wielki jest Pan Bóg – Stwórca świata.

Ze swej strony zapraszam wszystkich Was do wzięcia udziału w tegorocznej 39. Pieszej Pielgrzymce Archidiecezji Krakowskiej na Jasną Górę. Wyruszmy wspólnie na szlak, aby przez wędrówkę po polskiej ziemi dziękować Panu Bogu za to, że cały czas troszczy się o każdego z nas. Dzięki codziennemu ubogacaniu samego siebie przez nowe doświadczenia, pogłębianiu treści naszej wiary oraz otwieraniu się na drugiego człowieka stajemy się autentycznymi świadkami naszej wiary. Celem naszego pielgrzymowania będzie Jasnogórska Kaplica z cudownym obrazem Matki Bożej – Królowej naszej Ojczyzny. Przez ręce naszej Matki polecać będziemy wszystkie intencje osób pielgrzymujących do Jej stóp oraz intencje tych, którzy będą duchowo łączyć się z pątnikami.

W tym roku będziemy pielgrzymować pod hasłem „W mocy Bożego Ducha”. To Duch Święty, który działa w Kościele umacnia wszystko to, co dobre w naszych sercach, abyśmy dając dobro z siebie, zawsze otrzymywali stokroć więcej. Tak działa Pan Bóg, który jest hojny, łaskawy i bogaty w miłosierdzie. Osoba Ducha Świętego, szczególnie nam bliska przez hasło tegorocznej pielgrzymki, została uwypuklona przez św. Jana Pawła II, który przed czterdziestu laty, podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny tak wołał podczas homilii wygłoszonej w trakcie Mszy św. sprawowanej na ówczesnym placu Zwycięstwa: „I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z Wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi!”

Serdecznie Was zapraszam do wzięcia udziału w Pieszej Pielgrzymce Archidiecezji Krakowskiej na Jasną Górę. Niech czas wędrówki do duchowej stolicy naszej Ojczyzny ubogaci Was samych i całą naszą Archidiecezję – duchowymi darami i łaskami płynącymi od Pana Boga, który nieustannie czuwa i umacnia swój lud.

Na cały trud pielgrzymowania z serca błogosławię

+ Marek Jędraszewski

Arcybiskup Metropolita Krakowski

Kraków, czerwiec 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem