Reklama

Polszczyźnie nic złego nie zagraża

Z prof. Janem Miodkiem rozmawia Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 15/2010, str. 20-21

TOMASZ LEWANDOWSKI

JOLANTA MARSZAŁEK: - Na początku bieżącego roku biskupi polscy wydali list, w którym wyrazili zaniepokojenie postępującą degradacją języka polskiego. Czy rzeczywiście jest tak źle? Czy Pan Profesor, od wielu lat obserwujący zmiany zachodzące w języku, zechciałby skomentować ten fakt?

PROF. JAN MIODEK: - Sama idea listu biskupów była bardzo dobra, uświadomiła bowiem społeczeństwu, że problem kultury języka jest przedmiotem troski Kościoła dominującego w Polsce. Choć - moim zdaniem - list był zbyt naukowy. Złem stylistycznym, które w tej chwili idzie przez Polskę i dotyka środków masowego przekazu, ale poniekąd wchodzi też do Kościoła, jest daleko posunięta potocyzacja zachowań. Potoczność, która jest jedynym sposobem stylistycznego bycia w domu, w gronie rodzinnym, nie powinna się ujawniać w tekstach oficjalnych. A ujawnia się nazbyt często, zasilana konstrukcjami na granicy niedoborowości. Widzimy w mediach, że ludzie nie mają żadnych zahamowań, gdy chodzi o wplatanie do tekstu wulgaryzmów, a już zupełnie im do głowy nie przyjdzie, że w tekście oficjalnym posługiwanie się takimi słowami jak „wkurzyć się” jest też z gruntu naganne. Od czasu do czasu ogarnia mnie przerażenie, także w Kościele, choć oczywiście pod tym względem Kościół jest ciągle najlepszy i tutaj zasada odpowiedniości formy językowej do sytuacji jest na ogół przestrzegana. Atoli i tam zdarzy mi się usłyszeć takie odezwanie: „Dzieci, nie rozrabiajcie, bo Pan Jezus się na was wkurzy”. I rozumiem, że na czas Podniesienia dzieci mają się szczególnie skupić na tym, co dzieje się na ołtarzu. Lecz apel o to wyrażony został w formie nieodpowiedniej. Wulgaryzmy stały się tak powszechne, że ja, stary kibic, przestałem chodzić na mecze, bo nie wytrzymuję już natężenia tej atmosfery. Bardzo często wulgarności językowej towarzyszy nienawiść międzyludzka, która u chrześcijanina powinna być zjawiskiem zupełnie nieobecnym. Można się z kimś nie zgadzać, można stać po różnych stronach barykady, ale czy od razu nienawidzić?

- Wulgaryzacja języka mediów przyczynia się do zacierania granic między tym, co charakterystyczne dla środowisk wykształconych, a tym, co cechuje tzw. kulturę niską.

- Mówili przedwojenni językoznawcy, że przeciętny, w sensie statystycznym, inteligent polski nie potrzebuje słownika poprawnej polszczyzny, bo jego język to żywy słownik poprawnej polszczyzny, poprawnej gramatycznie i stylistycznie. Natomiast teraz można powiedzieć - i tu jest mój socjologiczny komplement - że ludzie prości mówią coraz lepiej, są coraz sprawniejsi językowo. Proszę posłuchać majstrów, którzy przychodzą do domu. Pomijam, że są to bardzo często ludzie z wyższymi studiami politechnicznymi, którzy pracują fizycznie. Niemniej jednak twierdzę, że dzisiaj język przeciętnego robotnika i język profesora uniwersytetu nie bardzo się różni. W latach 50. wypowiedź w radiu piłkarza, kolarza, boksera to była tragedia. Dzisiaj sportowcy są bardzo sprawni językowo, natomiast inteligencja polska jest mniej elitarna niż 30 czy 50 lat temu. Prosty człowiek lepiej wyczuwa, że w pewnej oficjalnej sytuacji komunikacyjnej nie wypada posłużyć się taką formą, a inteligent potrafi bardzo niefrasobliwie użyć słowa, które do oficjalnego tekstu absolutnie nie pasuje.

- Wszyscy zauważamy, że w polszczyźnie pojawia się coraz więcej zapożyczeń, przez co wypowiedź, np. w mediach, choć jest poprawna, staje się niezrozumiała.

- Po roku 1989 słowa angielskiej proweniencji zasiliły rzeczywistość elektroniczną, gospodarczą, ekonomiczną, ale też stały się codziennymi przerywnikami leksykalnymi. Od najpopularniejszego „sorry” przez jesteśmy: „happy”, było „full” ludzi, co za „boss”, co za „man”. Dzieci dostają w szkole „one” (jedynkę). Możemy mówić o zdecydowanym królowaniu angielszczyzny. Kiedy podczas meczu zawodnik w odpowiednim momencie wyskoczył do piłki i główką zdobył bramkę, a sprawozdawca mówi, że wykazał się odpowiednim „timingiem”, lub że rozgrywający to „playmaker”, to starszy człowiek może się czuć zagubiony. W prasie czytamy, że ktoś może nie jest sympatyczny, ale jest „know-how” (fachowy). Obecność angielszczyzny w codziennych sytuacjach komunikacyjnych jest powszechna. Ta tendencja nie omija również Kościoła. W maju uczestniczyłem z żoną w uroczystościach pierwszokomunijnych. Proboszcz, witając dzieci ubrane jak aniołeczki, zwrócił się do nich słowami: „Serduszka wasze zresetowane? Gotowe do przyjęcia Pana Jezusa?”. W telewizji oglądam relację z jakiegoś zjazdu młodzieży katolickiej. Młody ksiądz zachęca słuchaczy: „Musicie być full time dla Chrystusa”. Nie tylko angielszczyzna, ale metaforyka szeroko pojętej kultury popularnej wchodzi do Kościoła. Pod koniec Adwentu usłyszałem na ambonie: „Adwent się kończy. Jesteśmy na ostatniej prostej”. „Jan Chrzciciel, tak nazywając Jezusa, trafił w dziesiątkę”. W Boże Ciało słyszę: „Kto nie rozumie istoty Eucharystii, ten odpada w przedbiegach”. Młody ksiądz jest już nasycony metaforyką elektroniczną, sportową, samochodową.

- Ale czy to nie jest też tak, że ksiądz, aby trafić do słuchacza, jest zmuszony uciekać się do tego typu metaforyki?

- Ależ tak! Pewien młody ksiądz tłumaczył dzieciom: „Matka Boska to jest stacja przekaźnikowa między nami a Chrystusem”. Czy taki trop stylistyczny mógłby przyjść do głowy mojemu katechecie 50 lat temu? Oczywiście, że nie. A młody ksiądz - bo z nim później rozmawiałem - szuka środków stylistycznych przylegających do dzisiejszej cywilizacji i dlatego stacja przekaźnikowa bardziej oddziałuje na wyobraźnię dziecka niż polno-jeziorna Galilea. Choć musi to szokować, zwłaszcza ludzi starszych - musimy się przygotować do wymienności środków stylistycznych. Kiedyś publicznie w Katowicach powiedziałem, iż żal mi „Wujkowego” przekładu Pisma Świętego, gdzie jest związek frazeologiczny: „Niech nie wie lewica, co czyni prawica”, który we współczesnym przekładzie brzmi: „Niech nie wie lewa ręka, co robi prawa”. A na to jeden ksiądz: „A mnie nie żal, bo lewica i prawica kojarzą mi się z opcjami politycznymi, dlatego wolę nowe tłumaczenie”. To przykład zmagania się tradycji z odczuciami współczesnymi.

- Czy te procesy można jakoś zatrzymać lub odwrócić?

- Jest tego coraz więcej i, oczywiście, pewne zagrożenia są, ale w średniowieczu mówiło się: „Disce puer latine” - Ucz się, chłopcze, łaciny (w domyśle: jeśli chcesz być kimś). My dzisiaj zachęcamy nasze dzieci i wnuki: „Ucz się angielskiego”. Czasy się zmieniają. Przed paroma miesiącami wiózł mnie pewien młody ksiądz. Zaproponowałem mu: Zaśpiewajmy „Oremus - praeceptis salutaribus moniti” i zacząłem „Pater noster”. A on mi na to: „O, kurczę...”. Trzydziestoparoletni ksiądz nie potrafił zaśpiewać „Ojcze nasz” po łacinie. Dzisiaj na Mszach łacińskich widać, ile osób potrafi zaśpiewać „Pater noster”. Fonetyka łacińska w ustach czterdziestoparoletnich księży to terra incognita. Jeszcze w przypadku księży w moim wieku, 70-, 80-letnich, widać, że oni w swoim czasie po łacinie mówili jak po polsku. Niektórzy sądzą, że to, co robi Benedykt XVI, to jest powrót do czasów sprzed II Soboru Watykańskiego i jego ustaleń. Myślę, że Papieżowi Ratzingerowi nie chodzi o powrót do rytu trydenckiego, ale o zachowanie pewnych zrębów kultury klasycznej. I w tym sensie ja bym za tym był. Broń Boże nie w sprawach doktrynalnych, bo tu jestem absolutnym apologetą II Soboru Watykańskiego. Ale mam już swoje lata i trochę mi żal tego, co stanowiło szeroko pojętą tradycję Kościoła, tradycję językową.

- Co Pan Profesor sądzi o nowych formach wypowiedzi językowych typu SMS-y, e-maile, blogi?

- Blogom internetowym moi magistranci poświęcili już wiele prac dyplomowych. To samo się dzieje u moich koleżanek i kolegów. Patrzy tu na nas mój profesor Stanisław Rospond, u którego pisało się prace magisterskie z gramatyki historycznej, z onomastyki. On się tam pewnie w grobie przewraca, jak patrzy na tematy współczesnych prac magisterskich, takie jak język blogów, język Internetu, poetyka SMS-ów. To są znaki czasu. Ileż prac poświęcono reklamie, a przecież to zjawisko do 1989 r. było w naszej rzeczywistości nieobecne. W tym sensie zmieniają się tradycyjne studia filologiczne. Musimy uwspółcześniać nasze badania i nie możemy pomijać takich zjawisk, jak komunikacyjna rzeczywistość elektroniczna, reklama, szeroko rozumiana kultura masowa.

- Bardzo wiele zachowań językowych jest prowokowanych w mediach. Media są też głównym dostarczycielem neologizmów. Czy nadmierne tworzenie nowych słów nie przyczyni się do zmian w systemie słowotwórczym współczesnej polszczyzny?

- Proszę zauważyć, że to, co jest jawnym językowym żartem, kpiną, ludzie zaczynają odbierać jako coś odpowiedniego. Klasycznym przykładem jest powiedzenie sprzed lat Jana Tadeusza Stanisławskiego: „I to by było na tyle”. Przecież to był świadomy frazeologiczny bełkot! Dzisiaj co najmniej połowa Polaków myśli, że tak można zakończyć najuroczystszą mowę. Tu apel do ludzi mediów, którzy są szczególnie odpowiedzialni za zachowania gramatyczno-stylistyczne Polaków, o przestrzeganie pewnych standardów. Demokratyzacja, dostęp do środków społecznego przekazu, mozaika gatunków dziennikarskich w prasie, radiu i telewizji - powodują, że przeciętny Polak (zwłaszcza młody) gubi się. Nie ma wyczucia, jak w danej sytuacji komunikacyjnej się zachować. Ma ochotę w prozaicznej sytuacji posłużyć się konstrukcją za wysoką i na odwrót - sytuacja jest oficjalna, uroczysta, a on stara się być na luzie, jest po prostu niestosowny. Ale nie uświadamia sobie tego, bo często takie zachowania widzi w środkach przekazu. A moda na luz jest w obecnych czasach wszechobecna.

- Ale widzi Pan Profesor jakiś ratunek dla języka?

- Nie chciałbym uderzać w kasandryczne tony. Polszczyźnie nic złego nie zagraża. Można ubolewać nad zwulgarnieniem, niestosownością stylistyczną zachowań naszych rodaków w takich czy innych sytuacjach życiowych, natomiast w swojej istocie polszczyzna jest językiem, któremu nic nie grozi. Owszem, jest napływ nowych słów, ale język je adaptuje, dostosowuje do polskich reguł gramatycznych. Problemem nie jest język, który zawsze się obroni, ale sfera obyczajowa. Co zrobić, żeby na stadionach ludzie nie zachowywali się tak, jak się zachowują? Co zrobić, żeby w pociągach, autobusach nie dominowała wulgarność? Co zrobić, żeby ludzie w pewnych oficjalnych sytuacjach życiowych wiedzieli, jak się zachować? Nie odważyłbym się postawić tezy, że nam się język popsuł, może ludzie się popsuli, ale nie język.

- Biskupi w swoim liście dziękowali też krzewicielom pięknej polszczyzny, autorom inicjatyw związanych z promocją języka. Pan Profesor jest w gronie adresatów tych podziękowań.

- Od 42 lat chcę być spolegliwym doradcą, w tym znaczeniu, jakiego użył Tadeusz Kotarbiński. Chcę ludziom odsłaniać mechanizmy językowe, które prowadzą do częstych rozterek, czy tak powiedzieć, czy tak. Wydaje mi się, że dzisiaj rola językoznawców na tym właśnie polega, by być tym niezawodnym doradcą w odniesieniu do zachowań stylistycznych. Z gramatyką przeciętny Polak sobie dzisiaj radzi, ale ma coraz większe kłopoty z przestrzeganiem zasad stosowności zachowań językowych.

*Prof. Jan Miodek - członek Rady Języka Polskiego i Komitetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk, dyrektor Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego

Tagi:
polszczyzna

O przyjaznym języku urzędowym

2013-02-21 08:27

wm / Warszawa / KAI

ADAM RAK

W przeddzień Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego, obchodzonego 21 lutego, w Pałacu Prezydenckim w Warszawie odbyła się debata pt. „Czy język urzędowy może być przyjazny obywatelom?".

Uczestników debaty powitał w imieniu Prezydenta RP podsekretarz stanu w KPRP Maciej Klimczak. Zaproszeni językoznawcy i urzędnicy dyskutowali o tym, co zrobić, aby język urzędowy był bardziej zrozumiały. Spotkanie odbywało się w obszarze FDP "Twórczość, dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze bogactwem Polski". Podczas forum, w którym uczestniczyli m.in. profesorowie Walery Pisarek, Jerzy Bralczyk, Andrzej Markowski oraz przedstawiciele parlamentu RP i Unii Europejskiej stwierdzono, że niezrozumiały polski język urzędowy staje się często powodem wykluczenia społecznego, niepokoju czy poczucia krzywdy przez obywateli.

Dyrektor Narodowego Centrum Kultury Krzysztof Dudek nawiązał w dyskusji do języka sakralnego, używanego przez księży podczas kazań, który również bywa niezrozumiały. Przytoczył w związku z tym anegdotę o rozmowie dwóch parafianek. Jedna z nich powiedziała, że było bardzo mądre kazanie w kościele. O czym mówił kaznodzieja, zapytała druga. Nie wiem, ponieważ było bardzo mądre – padła odpowiedź.

Nad językiem religijnym zastanawiali się pod koniec ub. roku językoznawcy oraz teologowie podczas konferencji „Język religijny dawniej i dziś”, która odbywała się w Wyższym Seminarium Duchownym w Paradyżu. Prelegenci oprócz wysłuchania referatów dotyczących języka religijnego przestrzegali przed infantylizacją treści i upraszczaniem tekstów medialnych. „Praca nad językiem religijnym wychodzi naprzeciw nowej ewangelizacji, która stoi przed Kościołem jako szczególnie ważne zadanie”. ”Patrzymy na słowa pieśni religijnych, na język kazań, homilii, na twórczość literacką, na sposób przekazywania prawd religijnych w katechezie, na poezję, sztukę religijną, na język reklam, audycji religijnych i telewizyjnych, widzimy wiele rzeczy nowych” – mówił wtedy ordynariusz diecezji zielonogórsko–gorzowskiej bp Stefan Regmunt.

Podczas debaty w Pałacu Prezydenckim językoznawcy zauważyli, że język polski jest trudny nie tylko w wersji, stosowanej w urzędach i czasem w kościołach, można te trudności podzielić w związku z tym na "juryzmy" (język prawniczy), "scjentyzmy" (naukowy), "kancelaryzmy" czy "brukselizmy".

Ludzie piszą odwołania do Rzecznika Praw Obywatelskich czasem zupełnie niepotrzebnie, a wynika to tylko z niezrozumienia urzędowego języka, w którym stosowane są specyficzne określenia czy zwroty. Najbardziej chyba niezrozumiały jest język prawniczy – uważają językoznawcy. Prelegenci zwracali także uwagę na to, że urzędnicy często korzystają z gotowych wzorów pism. Żeby język urzędniczy był przyjazny, przede wszystkim przyjazny musi być urzędnik – powtarzali wielokrotnie.

W ubiegłym roku, w ramach działań związanych z troską o język ojczysty, prezydent Bronisław Komorowski objął honorowym patronatem kampanię społeczno-edukacyjną „Ojczysty – dodaj do ulubionych”, która została wyróżniona wśród pięciu najlepszych kampanii społecznych w Polsce. Z inicjatywy prezydenta RP został ustanowiony Medal „Zasłużony dla Polszczyzny”, który jest wyróżnieniem za szczególne zasługi w podnoszeniu świadomości językowej Polaków. Po raz pierwszy nagrodę odebrał profesor Walery Pisarek.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego został ustanowiony przez UNESCO w 1999 r. Ta data upamiętnia wydarzenia w Bangladeszu, gdzie w 1952 r. zginęło pięciu studentów podczas demonstracji, w której domagano się nadania językowi bengalskiemu statusu języka narodowego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odłączenie dziecka od aparatury podtrzymującej życie nie powinno mieć miejsca

2019-06-24 16:57

lk / Warszawa (KAI)

Niezależnie od oceny kwestii medycznych i faktu, że prawo nie zostało w tym przypadku naruszone, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Gdy chodzi o życie lub śmierć dziecka, pozbawianie rodziców możliwości decydowania jest działaniem niedopuszczalnym - brzmi stanowisko Fundacji Rzecznik Praw Rodziców w sprawie odłączenia Szymona Drabika od aparatury podtrzymującej życie, do którego doszło w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej w Warszawie.

Poniżej tekst stanowiska:

Stanowisko Fundacji Rzecznik Praw Rodziców w sprawie odłączenia Szymona Drabika od aparatury podtrzymującej życie w Szpitalu Dziecięcym w Warszawie przy ul. Niekłańskiej

Fundacja Rzecznik Praw Rodziców sprzeciwia się działaniom lekarzy, którzy pozbawili rodziców Szymona Drabika prawa do decydowania o losie własnego dziecka w kwestii dotyczącej jego życia lub śmierci.

Sytuację znamy z bezpośredniej rozmowy z ojcem dziecka oraz oświadczeń przedstawicieli szpitala. Szymon trafił do warszawskiego szpitala przy ul. Niekłańskiej z zapaleniem mózgu, 22 stycznia br., w wieku sześciu miesięcy. Rodzice podkreślają, że było to dotąd zdrowe dziecko, które kilka dni wcześniej zostało zaszczepione przeciw pneumokokom. Krótko po przybyciu do szpitala lekarze przeprowadzili badanie w kierunku stwierdzenia śmierci mózgu. Wspólnie z rodzicami i pod ich naciskiem lekarze zdecydowali w końcu o pozostawieniu dziecka pod aparaturą podtrzymującą życie. Pozwoliło to na zachowanie prawidłowej pracy wszystkich innych organów. Rodzice zdołali zgromadzić środki na sprowadzenie eksperta ze Stanów Zjednoczonych, który miał ocenić czy jest szansa na uratowanie dziecka. Przedstawiciele szpitala zapewniali rodziców, również publicznie: „Powtarzamy, iż nie zachodzi obawa zaprzestania procesu leczenia (…) Personel Szpitala oświadcza, że nie sprzeniewierzy się najwyższym standardom etycznym.” (Oświadczenie z 10 czerwca)

Rodzice relacjonują, że na 18 czerwca zaproszono ich na komisję, która będzie decydować o losie ich dziecka. Złożyli wniosek o przeniesienie tego terminu na 19 czerwca, kiedy przybędzie ekspert z USA. Mimo to, stawili się na umówioną godzinę 18 czerwca i zostali poinformowani, że komisja już się odbyła. Otrzymali informację, że przed godziną ich dziecko zostało odłączone od aparatury i wszelkie funkcje życiowe zanikły. Głos zabrał Minister Zdrowia, który podkreślił, że lekarze postąpili prawidłowo.

Niezależnie od oceny kwestii medycznych i faktu, że prawo nie zostało w tym przypadku naruszone, stwierdzamy stanowczo, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Po konsultacji z trzema ekspertami medycznymi Fundacji rozumiemy zdanie lekarzy w ocenie medycznej stanu dziecka. Jednocześnie w tej trudnej sytuacji uszanowanie emocji rodziców i ich walki o życie dziecka powinno być najwyższym priorytetem.

Uważamy, że gdy chodzi o życie lub śmierć dziecka, pozbawianie rodziców możliwości decydowania jest działaniem niedopuszczalnym. Decyzje muszą zapadać w wyniku porozumienia między lekarzami a rodzicami, a nie konfliktu czy sporu. Postulujemy, aby w podobnych sytuacjach obligatoryjnie uczestniczył w rozmowach między rodzicami a lekarzami mediator a rodzice mieli zagwarantowaną stałą pomoc psychologiczną. Zwracamy się do Ministra Zdrowia o podjęcie odpowiednich działań, które zapobiegną podobnemu potraktowaniu rodziców w przyszłości. Brak zbadania sprawy Szymona, brak odpowiedniej reakcji i wprowadzenia zmian w tym zakresie byłby błędem, który skutkowałby pogłębianiem nieufności rodziców małych dzieci do świata medycznego, zwłaszcza w kontekście obowiązkowego szczepienia, które stanowi tło historii Szymona.

Zarząd Fundacji Rzecznik Praw Rodziców

Warszawa; 24 czerwca 2018 r.

---

Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodziców wyrosło z akcji społecznej prowadzonej od maja 2008 na rzecz powstrzymania niekorzystnych dla rodzin i dzieci rozwiązań w edukacji. Rodzice i eksperci zaangażowani w akcję działali w sejmie, spotykali się z posłami, uczestniczyli jako strona społeczna w obradach Okrągłego Stołu Edukacyjnego zwołanego przez Prezydenta RP. Protest przyczynił się do zawetowania przez prezydenta ustawy o reformie oświaty, ale nowelizacja została przyjęta przez sejm, wprowadzając m.in. obniżenie wieku szkolnego do lat 6.

Głównym celem Fundacji Rzecznik Praw Rodziców jest reprezentowanie spraw dotyczących rodziców wobec organów władzy i w przestrzeni publicznej, w tym wpływanie na instytucje i ustawodawstwo, aby działały z pożytkiem dla rodziców, oraz działanie na rzecz zwiększenia roli rodziców w życiu publicznym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Milewski: nie ma zgody na antychrześcijańskie działania

2019-06-25 21:15

eg / Garlino (KAI)

Potrzebna jest nasza wyraźna niezgoda na antychrześcijańskie akty i działania – powiedział bp Mirosław Milewski w Garlinie w diecezji płockiej. Przewodniczył tam rocznicowej Eucharystii w 25. rocznicę zbudowania kaplicy w tej miejscowości.

episkopat.pl

Bp Mirosław Milewski w kazaniu powiedział, że każdy jubileusz, to czas spojrzenia wstecz, czas podsumowań, ale też potrzeba dziękczynienia i obietnica, że w kolejnych latach wierni będą w tej wspólnocie podtrzymywać swoją wiarę. Bo Jezus chce, aby iść Jego śladami. Dla kogoś, który na poważnie traktuje swoje chrześcijaństwo, to jedyna możliwa droga.

Biskup pomocniczy diecezji płockiej zwrócił też uwagę na potrzebę opamiętania w codziennym życiu. Dlatego w kościołach całej Polski śpiewano w niedzielę suplikację „Święty Boże, Święty Mocny…”, żeby przeprosić za zło: za znieważanie Najświętszego Sakramentu, kpiny z katolickiej Mszy św., za „tęczowe” aureole wokół Matki Bożej z Dzieciątkiem, za niszczenie krzyży i ołtarzy w kościołach, za przemoc fizyczną wobec księży.

- Te haniebne akty są coraz częstsze. Wydaje się, że ich celem jest zepchnięcie przestraszonych katolików do katakumb. Potrzebna jest nasza wyraźna niezgoda na takie antychrześcijańskie akty i działania. Nigdy nie możemy godzić się na to, aby barbarzyńcy szargali nasze święte obrzędy i przedmioty. Módlmy się o opamiętanie za tych, których zdławiło zło, ale także w miarę naszych możliwości, protestujmy przeciwko aktom profanacji – zaapelował bp Milewski.

Parafia Grudusk prawdopodobnie powstała w XI wieku. Nosi wezwanie św. Apostołów Piotra i Pawła. Jej proboszczem jest ks. kan. Tadeusz Wołowiec. Kaplica pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Garlinie zbudowana została w tej parafii w latach 1990-1994.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem