Reklama

Wiara

Mama Carlo Acutisa: "To syn zaprowadził mnie do Boga"

Antonia Acutis żyła z dala od Boga. We Mszy Świętej uczestniczyła zaledwie trzy razy: w dniu chrztu, w dniu Pierwszej Komunii Świętej i w dniu ślubu. To jej syn doprowadził ją do Boga. Zapytana o to w jaki sposób jej syn odkrył wiarę odpowiada: „Na pewno nie dzięki nam, rodzicom. Nie uczęszczaliśmy na niedzielną Mszę Świętą. Dużą rolę odegrała Beata, polska niania oddana Papieżowi Wojtyle, ale w Carlo była też taka naturalna skłonność do świętości. Kiedy miał 3 i pół roku poprosił mnie żebyśmy weszli do Kościoła, aby pozdrowić Jezusa. W mediolańskich parkach zbierał kwiaty, aby ofiarować je Madonnie. Ja byłam analfabetką, jeśli chodzi o wiarę, to on mnie uratował i przyprowadził do Boga”.

[ TEMATY ]

bł. Carlo Acutis

Ks. Daniel Plewka

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Powstało już wiele biografii opisujących niezwykłość piętnastoletniego Carlo, ale żadna z nich nie poprowadziła nas jeszcze tak blisko, jak historia jego matki, która żyła u jego boku. Antonia towarzyszyła swojemu synowi, w najtrudniejszym doświadczeniu – w śmiertelnej chorobie. Doświadczała razem z nim bólu i samotności. Jak przeżyć ze świadomością, że ukochane dziecko umiera? Jak poradzić sobie z tą niewyobrażalną udręką? Jak zaufać Bogu? Jak sama mówi: To Carlo rozproszył mrok tej najciemniejszej godziny w moim życiu, złagodził wstrząs spowodowany straszną wieścią. Nie wpadł w przerażenie. Nie pozwolił, żeby owładnął nim lęk. Zamiast tego zwrócił się ku Bogu. […] Na diagnozę zareagował łagodnie i powiedział: „Pan dał mi miłą pobudkę”. Matka i autorka dzisiaj ma odwagę dzielić się z nami historią życia Carlo, który pomimo cierpienia, nie stracił radości życia. Odsłania przed nami tajemnice swojego syna, dla którego Bóg był w centrum życia aż do końca.

carloacutis.com

FRAGMENT KSIĄŻKI "Tajemnica mojego syna". CAŁOŚĆ DO KUPIENIA W NASZEJ KSIĘGARNI!

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wchodziłam do kliniki z mętlikiem w głowie. Przypomniałam sobie, że byłam tam już dawniej [...]. Szpital wywarł na mnie wtedy ponure wrażenie, ponieważ specjalizował się w leczeniu schorzeń onkologicznych u dzieci. W czasie spotkania profesor zasugerował mi dołączenie do grupy wsparcia. Jego propozycja wywołała u mnie gwałtowny niepokój i lęk. Na samą myśl o chorych dzieciach i ich mamach ciarki przechodziły mi po plecach. Czułam, że nie jestem gotowa na tego rodzaju przeżycie, a silne skłonności do hipochondrii tylko pogłębiały strach. Znałam siebie na tyle, żeby wiedzieć, że natychmiast postawię się w położeniu tamtych kobiet, co z pewnością byłoby bolesne. Po latach zrozumiałam, że przez ofertę profesora Pan chciał mnie w jakiś sposób przygotować na chorobę syna. Wierzę, że Bóg daje nam od czasu do czasu „przedsmak” czegoś, co pewnego dnia stanie się naszym udziałem. Jak słusznie podkreślał Jan Paweł II, zawsze trzeba pamiętać, że „przyszłość zaczyna się dziś, nie jutro”. Jedynie Pan wie, co tak naprawdę się wydarzy i jaki będzie miało finał. Życie to wielka tajemnica, czasem jednak niebo zsyła nam znaki. Dzisiaj wiem, że ówczesne słowa profesora były jak pierwsze ostrzeżenie: oto ból, z którym będziesz się musiała zmierzyć. Wciąż żyją w mojej pamięci słowa, które ordynator wypowiedział tuż po pierwszych badaniach: „Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że Carlo cierpi na białaczkę typu M3, zwaną też ostrą białaczką promielocytową”. Lekarz nie owijał w bawełnę; wyjaśnił z poważną miną, że choroba rozwija się po cichu, dając objawy dopiero w ostatnim stadium, niejako bez ostrzeżenia, i że nie jest dziedziczna. Schorzenie powoduje błyskawiczne namnażanie się komórek nowotworowych, co zaburza gospodarkę krwinkami. Carlo musiał zostać w szpitalu i bezzwłocznie poddać się leczeniu, żeby mieć jakiekolwiek szanse na przeżycie. Lekarze niczego nie ukrywali. Po wyjściu ordynatora Carlo nie podupadł na duchu. Pamiętam, że uśmiechnął się szeroko i rzekł: „Pan trochę mną potrząsnął!”. Jego postawa, umiejętność pogodnego stawienia czoła tej sytuacji, zadziwiła mnie. Do dzisiaj mam w pamięci jego promienny uśmiech. Porównałabym go do kogoś, kto wszedłszy do ciemnego pokoju, zapala światło. Nagle wszystko wokół rozbłyskuje i nabiera kolorów. To właśnie zrobił Carlo: rozproszył mroki najciemniejszej godziny, złagodził wstrząs spowodowany straszną wieścią. Nie wpadł w przerażenie. Nie pozwolił, żeby owładnął nim lęk. Zamiast tego zwrócił się ku Bogu. I posłał nam uśmiech...

Nagła śmierć Carla zmusiła mnie do zmiany perspektywy. Nauczyłam się doceniać teraźniejszość, a także błahe rzeczy, zazwyczaj umykające naszej uwadze. Utraciwszy syna, lepiej zrozumiałam ludzi w podeszłym wieku, którzy żyją wspomnieniami.

Podziel się cytatem

Skoro zaś mowa o wspomnieniach, przychodzi mi do głowy pierwsza powieść z cyklu W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta, zatytułowana W stronę Swanna. Autor opisuje w niej, jak smak ciastka, magdalenki, ożywia w pamięci wspaniały obraz ciotki Leonii, a wraz z nim dawno zapomniane odczucia: I niebawem, przytłoczony ponurym dniem i widokami smutnego jutra, machinalnie podniosłem do ust łyżeczkę herbaty, w której rozmoczyłem kawałek magdalenki. Ale w tej samej chwili, kiedy łyk pomieszany z okruchami ciasta dotknął mego podniebienia, zadrżałem, czując, że się we mnie dzieje coś niezwykłego. Owładnęła mną rozkoszna słodycz, odosobniona, nieumotywowana. Sprawiła, że w jednej chwili koleje życia stały mi się obojętne, klęski jego błahe, krótkość złudna […]. Przestałem czuć się miernym, przypadkowym, śmiertelnym. Wspomnienia niwelują rozziew pomiędzy tym, co było, a tym, co jest. Przeszłość zlewa się z teraźniejszością. Ta perspektywa podnosiła i nadal podnosi mnie na duchu, kiedy myślę o Carlu. Gdyby przeszłość nie istniała, nie byłoby teraźniejszości, która chwila za chwilą zmienia się w przeszłość. Jeżeli dzisiaj, w tym momencie, bez trudu piszemy o przeszłości, to znaczy, że ją zbudowaliśmy, przeżyliśmy, czerpaliśmy z niej. Mimo że owego dnia spowijał mnie głęboki mrok, czułam, że żadna zgryzota, żadna obawa nie zdoła zdusić optymizmu, który zawsze mi towarzyszył i pomagał przezwyciężać problemy. Carlo pisał: „Nasz pobyt na ziemi ma sens. Ma sens, jeżeli jest osobistą wędrówką ku Zbawicielowi. Oto na czym polega nasze – moje i twoje – zadanie: musimy przyspieszyć to spotkanie, doprowadzić do niego, uczynić je rzeczywistym”. Poeta Alexander Pope powiedział kiedyś, że „w piersi ludzkiej zawsze kołacze się nadzieja”. Nie pozwólmy jej umrzeć! Zawierzmy nadziei! Bądźmy jak oczy dziecka: zawsze pełni ufności. Nie jesteśmy sumą przywar i niepowodzeń, wprost przeciwnie, łączymy w sobie miłość Ojca i własną zdolność do stania się obrazem Syna. Kiedy Carlo leżał przede mną w otwartej trumnie, przez moją głowę przetaczała się istna nawałnica myśli. W pamięci ożywały dawne zdarzenia, wspólnie przeżyte chwile. Przypomniałam sobie naszą podróż do Francji. Syn miał wówczas około dwunastu lat. Moja mama i mój mąż dotrzymywali nam towarzystwa. Postanowiliśmy zwiedzić miejscowość o nazwie Chartres. Przemierzaliśmy samochodem bezkresne połacie francuskich pól, gdy przed naszymi oczami niespodzianie wyrosła monumentalna katedra. Samotna i strzelista, wyglądała jak zawieszona między ziemią a niebem. Carlo nie posiadał się z zachwytu. Chciał mieć zdjęcie na tle zachodniej fasady, w której znajduje się główne wejście. Drzwi przywodziły mu na myśl mistyczną bramę z Pisma, prowadzącą do życia wiecznego. Fasadę zdobiła wspaniała płaskorzeźba, przedstawiająca Jezusa w chwale i otoczona obrazami sądu ostatecznego. Gdy pstryknąwszy zdjęcie, weszliśmy do środka, uderzyło nas piękno witraży. Biegły wzdłuż naw, a promienie słońca sączyły się przez kolorowe szkło, tworząc iście baśniową atmosferę...

2023-05-26 12:36

Oceń: +23 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rozpoczęła się nowenna do bł. Carlo Acutisa

[ TEMATY ]

bł. Carlo Acutis

carloacutis.com

Kościół 12 października wspomina bł. Carlo Acutisa, jednego z patronów ŚDM w Lizbonie. Mszy św. w kościele św. Hieronima w Starej Miłosnej w diecezji warszawsko-praskiej będzie przewodniczył nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio. Przygotowaniem do tego jest nowenna do błogosławionego.

W diecezji warszawsko-praskiej rozpoczęła się nowenna przed liturgicznym wspomnieniem bł. Carlo Acutisa, które obchodzone jest w Kościele katolickim 12 października.
CZYTAJ DALEJ

Święta na trudne czasy

Niedziela legnicka 5/2005

Archiwum parafii

Św. Maria de Mattias, obraz w kościele pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie

Św. Maria de Mattias, obraz w kościele pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie

Jako dziecko sprawiała rodzicom (zwłaszcza mamie) kłopoty, bo miała żywy temperament, wciąż skakała i biegała, gdzieś się spieszyła. Jako nastolatka była nieco płaczliwa i trochę rozchwiana emocjonalnie. Jako kobietę dojrzałą cechowała ją impulsywność i pewna nietolerancja wobec innego niż jej sposobu myślenia i działania. A jednak właśnie ją Pan Bóg chciał widzieć jako Założycielkę Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Stała się Świętą na niespokojne, trudne czasy, w jakich żyjemy.

Maria de Mattias urodziła się 4 lutego 1805 r. we włoskiej miejscowości Vallecorsa w rodzinie mieszczańskiej. Będąc młodą dziewczyną, zastanawiała się, co ma do zrobienia w życiu, jakie jest jej miejsce na ziemi. Często płakała, wzdychała, męczył ją niepokój. Z domu rodzinnego wyniosła umiłowanie modlitwy i Pisma Świętego, czytała książki o duchowości chrześcijańskiej, żywoty świętych. To wszystko otwierało ją na działanie Ducha Świętego. „Pewnego dnia - napisze potem - poczułam lekkość, jakby unosiły mnie jakieś ramiona”. Poczuła, że jej serce całkowicie zmieniło się i zostało napełnione odwagą, słyszała głos swojego Pana, zrozumiała, że jest kochana. Kiedy doświadczyła Bożej miłości, musiała rozeznać, jak na nią odpowiedzieć. Inspirowana przez św. Kaspra del Bufalo założyła w Acuto 4 marca 1834 r. Zgromadzenie Adoratorek Przenajdroższej Krwi. Zmarła w Rzymie 20 sierpnia 1866 r. Jej doczesne szczątki odbierają cześć w rzymskim kościele Przenajdroższej Krwi, który jest połączony z domem generalnym Zgromadzenia. 18 maja 2003 r. Jan Paweł II ogłosił ją świętą.
CZYTAJ DALEJ

Włochy: Z fresku w rzymskiej bazylice usunięto twarz Giorgii Meloni

2026-02-04 23:07

[ TEMATY ]

Giorgia Meloni

La Repubblica/Pixabay

Z fresku w rzymskiej Bazylice San Lorenzo in Lucina usunięto fragment fresku z obliczem anioła, które przypominało twarz premier Giorgii Meloni. Rektor świątyni ksiądz Daniele Micheletti podkreślił, że sytuacja w ostatnich dniach była nie do zniesienia; przychodziły tam tłumy ludzi, by zobaczyć malowidło.

Głowa anioła została zamalowana przez dekoratora Bruno Valentinettiego, który ją wcześniej namalował po zakończonych pracach. Jak powiedział, zrobił to na życzenie wikariatu diecezji rzymskiej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję