Reklama

Widział łzy Matki Bożej

Wieczorem 9 czerwca 1995 r. wysoki mężczyzna z dużą torbą wszedł do Watykanu. Skierował swe kroki na dziedziniec Pałacu Apostolskiego, skąd windą wjechał na ostatnie piętro Pałacu. Na progu papieskiego apartamentu powitał go ks. prał. Dziwisz, sekretarz Jana Pawła II. Chwilę później mężczyzna otworzył torbę i wyciągnął jej zawartość - chodziło o „przedmiot”, o którym głośno było nie tylko w Watykanie i we Włoszech, ale i na całym świecie: małą statuetkę, która przejdzie do historii jako płacząca Madonna z Civitavecchia. Mężczyzna, który przyniósł figurkę Papieżowi, nazywał się Girolamo Grillo i był biskupem portowego miasta na wybrzeżu regionu Lacjum, 60 km na północny zachód od Rzymu, gdzie od lutego 1995 r. miały miejsce łzawienia statuetki Matki Bożej przywiezionej przez rodzinę Gregori z pielgrzymki do Medjugorie. Jan Paweł II tak bardzo chciał zobaczyć figurkę, że zaprosił bp. Grillo na kolację, prosząc, by przywiózł ją ze sobą.

Niedziela Ogólnopolska 26/2010, str. 4-5

Włodzimierz Rędzioch

Bp Girolamo Grillo

Bp Girolamo Grillo

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Włodzimierz Rędzioch: - Co Ekscelencja pamięta z tego niezwykłego wieczoru sprzed 15 lat spędzonego w papieskim apartamencie?

Reklama

Bp Girolamo Grillo: - Kiedy wszedłem do papieskiego apartamentu, ks. prał. Dziwisz zaprowadził mnie do pokoju sąsiadującego z pokojem stołowym, gdzie umieściłem figurkę Matki Bożej. Gdy przyszedł Papież, już razem zaczęliśmy się modlić przed figurką. Następnie przeszliśmy do jadalni i usiedliśmy do kolacji. Ojciec Święty poprosił mnie, bym przedstawił mu fakty. Zacząłem więc moją relację, ale po kilku zdaniach Papież przerwał mi i sam tłumaczył znaczenie i sens łzawień. Kilka razy zacytował teologa von Balthasara oraz wyjaśnił mi, że z krwawymi łzami Matki Bożej łączy się tajemnica. Jednym słowem - Jan Paweł II rozumiał wówczas to, czego ja jeszcze nie mogłem zrozumieć. Po kolacji raz jeszcze pomodliliśmy się przed figurką, na którą Papież nałożył złotą koronę i różaniec, również ze złota.
Tego wieczoru Ojciec Święty nakazał mi milczenie, powiedział jednak: „Przyjdzie dzień, kiedy Ksiądz Biskup powie światu, że Jan Paweł II oddał cześć Matce Bożej z Civitavecchia”. Następnie dodał: „Teraz przekażemy wszystko w ręce Ratzingera…”. Nie wyjaśnił mi jednak, o jaki dzień chodzi, lecz uważam, że dziś - 15 lat po tamtych wydarzeniach i 5 lat po śmierci Papieża - mogę o tym swobodnie mówić. Chociaż czasami wydaje mi się, że Papież, używając tego sformułowania, myślał o dniu jego beatyfikacji.

- Wizyta u Papieża była ważnym etapem historii, która zaczęła się pięć miesięcy wcześniej. 2 lutego pięcioletnia dziewczynka o imieniu Jessica stwierdziła, że statuetka Maryi, kupiona przez jej rodziców w czasie pielgrzymki do Medjugorie i umieszczona w ogrodzie willi w peryferyjnej dzielnicy Pantano, roniła czerwone łzy. Jak Ksiądz Biskup zareagował na niezwykłą wiadomość o odkryciu płaczącej figurki Matki Bożej?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Pozwoli pan, że przeczytam notatki z mojego dziennika dotyczące tych niezwykłych dni: „Co to za straszna historia - Madonny, które ciągle płaczą. Zawsze się znajdzie jakiś żartowniś, któremu sprawia przyjemność papranie przedmiotów religijnych. (…) A na dodatek proboszcz, ks. Pablo Martin, bierze na serio te głupstwa! Mater boni consilii, módl się za mnie!”. Jak wynika z tych zapisków, byłem wściekły również dlatego, że prasa poświęcała figurce bardzo wiele miejsca. Krytykowałem „niezdrową” ciekawość mas i postępowałem zdecydowanie, ponieważ byłem przekonany, że diabeł ucieka się do każdego podstępu, by zwodzić ludzi. Dlatego poprosiłem wicekomendanta policji w Civitavecchia - nazywał się Vignati, aby przeprowadził śledztwo w sprawie rodziny Gregori. Chciałem odkryć, czy to oni stali za „oszustwem”.

- Czy to prawda, że Ekscelencja chciał zniszczyć figurkę?

Reklama

- Tak, to prawda. W pierwszej chwili chciałem, aby zniszczono figurkę, lecz gdy dowiedziałem się, że tego nie uczyniono, postanowiłem ją „zarekwirować”. Problem w tym, że rodzinia Gregori nie chciała mi jej dać, uciekłem się więc do fortelu: powiedziałem, że należy przeprowadzić badania statuetki. Nie ufali mi jednak i pytali o szczegóły - wytłumaczyłem więc, że chcę, aby prof. Angelo Fiori z Instytutu Medycyny Sądowej Polikliniki Gemelli zrobił analizę krwi łez oraz tomografię figurki. Gregori zgodzili się, pod warunkiem że przy badaniach miał być obecny wybrany przez nich specjalista z rzymskiego Uniwersytetu „La Sapienza”. Tomografię wykonano 10 lutego, a jej wynik był jednoznaczny - figurka była pełna i nie było w niej żadnych mechanizmów, a co za tym idzie - łzawienie nie było wywołane w sposób mechaniczny. Jednym słowem - nie mieliśmy do czynienia z jakąś „sztuczką”.

- Czy po zaznajomieniu się z rezultatami tych badań zmienił Ksiądz Biskup swoją opinię o całej sprawie?

- Nie. W dalszym ciągu myślałem, że za całą tą sprawą kryje się jakiś „dowcipniś”.

- Lecz badania były kontynuowane…

- Tak. 16 lutego 1995 r. powiadomiono mnie, że krew na figurce była krwią ludzką, co więcej - dalsze analizy pozwoliły ustalić, że mamy do czynienia z krwią mężczyzny. Muszę przyznać, że rezultaty badań krwi spowodowały, że zaczęły mnie ogarniać wątpliwości. Nic już z tego nie rozumiałem. A na dodatek, od kiedy miałem u siebie figurkę Madonny, po moim mieszkaniu rozchodził się wspaniały zapach.

- Jakie były reakcje Watykanu na wydarzenia w Civitavecchia?

- Dzwonił do mnie sam sekretarz stanu kard. Angelo Sodano - po raz pierwszy 11 lutego, prosząc, abym nie był zbyt sceptyczny, a następnie 23 lutego, aby mi podziękować, że nie wykluczyłem charakteru nadprzyrodzonego wydarzeń. Telefony te bardzo mną wstrząsnęły i pomyślałem, że może Papież zna jakąś tajemnicę, której ja nie znam.

- Tymczasem zbliżał się dzień, który w sposób radykalny miał zmienić stosunek Księdza Biskupa do łzawień Matki Bożej…

Reklama

- Pewnego dnia zadzwonił do mnie ks. Gabriele Amorth, słynny włoski egzorcysta, który wypytywał mnie, dlaczego nie wierzę w autentyczność łzawień Matki Bożej. Przy tej okazji poinformował mnie, że jego duchowa córka, pielęgniarka z Florencji, kilka miesięcy wcześniej miała „locuzioni interiori”. Wynikało z nich, że w Civitavecchia Matka Boża miałaby ronić krwawe łzy jako zapowiedź smutnych wydarzeń we Włoszech. Zezłościłem się na niego i odpowiedziałem mu: „I ksiądz też wyskakuje z tymi głupotami”. Moja siostra Maria Grazia natomiast bardzo się przejęła jego słowami i całą noc nie spała. Następnego dnia - było to 15 marca - chodziła za mną cały ranek i mówiła mi, że nie pójdzie sobie, dopóki nie pomodli się przed figurką Matki Bożej. Ja trzymałem statuetkę ukrytą w szafie w pokoju jednej z sióstr rumuńskich, które zajmują się moim apartamentem.

- Dlaczego Ksiądz Biskup schował figurkę?

- W owym czasie mieszkańcy Civitavecchia chcieli mnie wygnać z miasta za to, że „zarekwirowałem” statuetkę. Zaczęto zbierać podpisy pod apelem przeciwko „biskupowi, który nie wierzy”. Obawiałem się, że wykradną mi figurkę Matki Bożej, dlatego rozpowiadałem wszystkim, że przechowuję ją w skarbcu banku - w rzeczywistości schowałem ją w szafie jednej z sióstr.

- Wróćmy jednak do dnia 15 marca, który zmienił życie Księdza Biskupa…

Reklama

- Ponieważ moja siostra za wszelką cenę chciała pomodlić się przed figurką, pomyślałem, że modlitwa nikomu nie może zaszkodzić i postanowiłem pokazać jej ukrywaną statuetkę. W międzyczasie zjawił się mój szwagier Antonio, więc w modlitwie uczestniczyły cztery osoby: ja, moja siostra z mężem i jedna z zakonnic. Po chwili mój szwagier trącił mnie łokciem. Otworzyłem przymknięte oczy i zauważyłem, że z prawego oka spływała cienka jak włos łza, która nad policzkiem uformowała kropelkę rubinowego koloru. Nagle tak zbladłem, że moja siostra zaczęła krzyczeć: „Pomocy, pomocy!”. Przybiegł mój siostrzeniec, druga z zakonnic, a po pewnym czasie także kardiolog z miejscowego szpitala, który zastał mnie w stanie wielkiego szoku. Lekarz ten stał się - w sposób całkiem niezamierzony - świadkiem łzawienia i mógł zobaczyć świeżą jeszcze krew. Moja siostra dotknęła krwawej łzy palcem, lecz krew - rzecz niespotykana - natychmiast wyparowała bez pozostawienia śladu. Uznałem to za znak, że nie należy tej krwi dotykać. Było to czternaste łzawienie figurki Matki Bożej - trzynaście poprzednich miało miejsce w domu rodziny Gregorich.
Przypomniałem sobie wówczas rozmowę z ks. Amorthem, dlatego zacząłem dzwonić do sióstr klauzurowych z prośbą, by modliły się za Włochy.

- Kościół w ocenie tego rodzaju nadzwyczajnych zjawisk, jak te w Civiatavecchia, stosuje kryterium „owoców”. Jakie są owoce łez Matki Bożej z Civitavecchia?

- Owoce są wspaniałe. Przez pięć lat w kościele parafialnym św. Augustyna w Pantano (parafia rodziny Gregorich na peryferiach miasta, w której przechowywana jest figurka Matki Bożej z Civitavecchia - przyp. W. R.) spowiadał meksykański kapłan Velardo Mendoza. Wyznał mi kiedyś, że przez te wszystkie lata każdego dnia był świadkiem wielkiego nawrócenia (przez „wielkie nawrócenie” rozumie się nawrócenie człowieka, który przez dziesiątki lat nie przystępował do sakramentu pojednania i który decyduje się na radykalną zmianę życia). Nawrócenie serca (conversione del cuore) jest wielkim cudem. Ja również spowiadam tam w każdą niedzielę i zawsze są tłumy ludzi, którzy przystępują do spowiedzi i nawracają się. To jest prawdziwy cud Madonny z Civitavecchia!

W Civitavecchia Matka Boża nie tylko roniła krwawe łzy, ale objawiła się Jessice, córeczce państwa Gregorich, która jako pierwsza zauważyła łzy na figurce Madonny przywiezionej przez rodziców z Medjugorie. Tę rewelacyjną wiadomość przekazał naszemu rzymskiemu korespondentowi bp Girolamo Grillo. Rozmowę na ten temat z dawnym biskupem Civitavecchia opublikujemy w następnym numerze „Niedzieli”.

2010-12-31 00:00

Oceń: +2 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wielki Post jest wielkim czasem na czyny

2026-02-23 17:27

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pexels.com

Wielki Post jest wielkim czasem na czyny, konkretne czyny płynące z wiary, czyny, które umacniają moją wiarę osobistą i zarazem zapraszają do jej przyjęcia tych, co wiary nie posiadają, którzy od niej odeszli, którzy z nią walczą lub się z niej naśmiewają.

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie».
CZYTAJ DALEJ

Memy z Panem Jezusem w gnieźnieńskim muzeum. "Kpiny z wiary i obraza uczuć"

2026-02-23 21:44

[ TEMATY ]

muzeum

Screen youtube.com / Muzeum Początków Państwa Polskiego

Męka Jezusa Chrystusa tuż przed ukrzyżowaniem czy Zmartwychwstanie - z tych scen postanowiono zakpić w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. - W mojej ocenie to profanacja i obraza uczuć religijnych. Z resztą dokładnie takie sygnały otrzymuję od mieszkańców - mówi w rozmowie z niezalezna.pl Łukasz Grabowski, radny do Sejmiku Województwa Wielkopolskiego.

Mowa o części wystawy "RE: Średniowiecze. 1000 lat 1000 wersji", zainaugurowanej w Muzeum na początku lutego br. Jak podnosi instytucja w mediach społecznościowych, celem wystawy jest pokazanie średniowiecza jako „epoki wielkich przemian, ale też jako inspiracji, która wciąż żyje w kulturze - od narodowych mitów po fantastykę, modę i memy”.
CZYTAJ DALEJ

Bóg się nie brzydzi

2026-02-24 08:40

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Justyna Kunikowska

Rekolekcje wielkopostne dla kobiet w Łodzi

Rekolekcje wielkopostne dla kobiet w Łodzi

W Sanktuarium Matki Boskiej Zwycięskiej w Łodzi odbyły się dwudniowe rekolekcje dla kobiet, które poprowadziła Marta Przybyła. Wydarzenie zorganizowało Archidiecezjalne Duszpasterstwo Kobiet, inicjujące i koordynujące działalność wspólnot i grup kobiecych w diecezji. Spotkanie przyciągnęło tłumy uczestniczek.

– To jest niesamowity widok, kiedy widzę te wypełnione ławki. Kościół pełny pięknych, Bożych kobiet – powiedziała na początku konferencji Marta Przybyła, która przedstawia się jako „ateistka, która spotkała Boga”. Jej konferencje były mocne, bez „retuszu i upiększania”. – Ja dzisiaj przyjechałam do was, żeby opowiedzieć wam o Bogu. O miłości, na którą nie trzeba zasłużyć – podkreślała, odrzucając wizję Boga, u którego zbiera się kato-punkty.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję