Reklama

Redaktor Naczelny

Szef

- Redaktor to jest męczennik. On nie może zamknąć za sobą drzwi i iść do domu, do swojego życia. Redaktor musi być cały czas czujny. Musi wiedzieć, co się dzieje na świecie, w Kościele, kto co powiedział, co warto skomentować, a co ominąć... - mówi o. Jerzy Tomziński, paulin

Niedziela Ogólnopolska 26/2011, str. 12-14

[ TEMATY ]

ludzie

BOŻENA SZTAJNER

Ks. Ireneusz Skubiś, infułat, prałat Domu Papieskiego, doktor prawa kanonicznego, przez swoich najbliższych współpracowników najczęściej nazywany jest „Szefem”. To skraca dystans, zapewne. Ale „Szef” wziął się z czasów duszpasterstwa akademickiego.
- W miejscu publicznym, żeby nie zdradzać, że podróżujemy z kapłanem, co w czasach komuny nie było dobrze widziane i mogło skierować na nas czujne spojrzenie służb wewnętrznych, umówiliśmy się, że tak będziemy się zwracać do ks. Skubisia - wspominają dawni studenci z DA. Kilka osób z tego grona weszło potem do kolegium redakcyjnego „Niedzieli” i tak już zostało.

Czas wzrastania

Ks. Ireneusz Skubiś urodził się w Chruszczobrodzie, w Zagłębiu, w rodzinie chłoporobotników. Ma troje rodzeństwa: dwie siostry i brata.

- Pamiętam, jak w domu wspominano, że zaskoczył wszystkich swoją decyzją zostania kapłanem - opowiada siostra Jadwiga. - Rodzice nie protestowali. Miał wtedy 14 lat i sam pojechał do Częstochowy do Niższego Seminarium Duchownego. Oczywiście, przyjęto go. Jednak problem polegał na tym, że szkoła wymagała tzw. wyprawki, całego ekwipunku. To były lata 50., powojenne, bieda. Mamusia załamała ręce. Nie stać nas było na taki wydatek. Postanowiono więc, że brat nie pójdzie do seminarium. Gdyby nie hojność ciotek, nie wiadomo, jak potoczyłyby się wydarzenia. Ireneusz zapamiętał ten szlachetny gest. Spełniło się jego marzenie - został uczniem Niższego Seminarium Duchownego.

Z Wyższego Seminarium Duchownego, które wtedy mieściło się w Krakowie, pisywał do domu długie listy. Jadwiga miała za zadanie odpisywać bratu.

- Mam jeszcze te listy. Ciągle się o nas martwił: czy mam ciepłe buty, czy siostra przechodzi jeszcze tę zimę w starym płaszczu, co u rodziców... Jesteśmy bardzo rodzinni, więc nikogo to nie dziwiło, ale taka troska o bliskich została mu do dziś. Zresztą nie tylko o bliskich. Nie może znieść, gdy komuś dzieje się krzywda. Wtedy odruchowo pomaga...

- To prawda, natychmiast uruchamia pomoc - opowiada jeden z najbliższych współpracowników ks. Skubisia, Mariusz Książek, zastępca Naczelnego. - Dzwoni, szuka rozwiązania. To jedna z najmocniejszych cech osobowości Szefa. Pamiętam, jak kiedyś jedliśmy obiad w barze pod Piotrkowem. W kolejce za nami stanął biedak. Nawet nie prosił o nic, po prostu patrzył łakomie na jedzenie. Ksiądz Redaktor nie wytrzymał, włożył mi pieniądze w rękę i kazał mu zanieść. Takie zdarzenia są częste.

Gdy studiował, rodzice budowali dom. Podczas wakacji kleryk nadal był synem, który musiał pomagać na budowie. Nie protestował. Nie migał się od ciężkiej pracy. Szedł kopać fundamenty jak wszyscy mężczyźni w rodzinie, mimo że nie nawykł do fizycznej pracy. No i zachorował na tyfus. Do dziś nie wiadomo, dlaczego. Pojechał chorować do dobrej ciotki. Rodzicom nie powiedział słowa. Nie chciał ich martwić - wspomina rodzina.

Idź do studentów

29 czerwca 1961 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Zdzisława Golińskiego. Rozpoczął studia w Lublinie na KUL-u, na jednym z trudniejszych kierunków - prawo kanoniczne. Pracę doktorską obronił w 1978 r. Pracował w Kurii Diecezjalnej w Częstochowie na stanowisku notariusza, a do dziś, czyli ponad 40 lat, jest obrońcą węzła małżeńskiego w Sądzie Biskupim. Był wykładowcą prawa kanonicznego w Częstochowskim Wyższym Seminarium Duchownym i w Instytucie Teologicznym w Częstochowie, którego był współtwórcą i dyrektorem administracyjnym. Jego kontaktowość, poczucie humoru i charyzma spowodowały, że już w 1965 r. biskup mianował go duszpasterzem akademickim.

To w tym czasie narodziły się prawdziwe więzi, zawiązano przyjaźnie, których ani czas, ani oddalenie nie zniszczyły. Do dziś dawni studenci regularnie odwiedzają swojego „Szefa”. Z ludzi ukształtowanych przez środowisko akademickie powstała potem konstrukcja redakcji „Niedzieli”. A wszystko dzięki „Piwnicy” - tak nazywano ośrodek spotkań częstochowskiego środowiska akademickiego, jedyne miejsce, w którym oddychało się w czasach komunizmu swobodnie.

- „Piwnica” to osobny rozdział. Niezwykłe miejsce i niezwykły kapłan, który je kreował. Dzięki ks. Skubisiowi do Częstochowy przyjeżdżali znani ludzie kultury, opozycjoniści, dziennikarze, aktorzy - wspomina Krystyna Korn. Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej, które organizował, gromadziły tłumy. Biegało się do kościółka akademickiego w III Aleję, żeby „posłuchać Skubisia”. Głosił płomienne, odważne, inteligentne kazania - mówią dawni studenci. - A przy tym dostrzegał zawsze konkretnego człowieka, stojącego czasem nieśmiało pod kościelnym chórem. Zawsze zauważył, zatroszczył się i zaprosił do DA...

Wiadomo było, że jest człowiekiem w opozycji do ludowej władzy. Ubecy nękali go nieustannie. Gdy po latach otworzono teczkę ks. Skubisia, znaleziono zapis: „Obiekt niemożliwy do werbunku”. Nie złamano go, choć „wtyczki” znajdowały się także wśród studentów przychodzących do „Piwnicy”.

Reklama

Ale za to „Niedziela”...

Odwaga to kolejny rys charakteru Redaktora Naczelnego „Niedzieli”.

Gdy bp Stefan Bareła, ówczesny biskup częstochowski, wyznaczył ks. Skubisiowi zadanie uzyskania zgody władzy na wznowienie wydawania Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, wydawało się to niemożliwe do zrealizowania. Jednak jego upór, odwaga i konsekwencja działania zaowocowały pełnym sukcesem - 5 marca 1981 r. władza zezwoliła, by tygodnik katolicki znów pojawił się na rynku.

- Z grupką zapaleńców rozpoczęliśmy dynamiczną pracę nad tworzeniem pisma od podstaw. Oczywiście, poważną przeszkodą była cenzura - wspomina po latach ks. Skubiś.

Do dziś na spotkaniach redakcyjnych przypomina się tamte boje o każde słowo.

- Cenzura szalała. Co się wtedy działo, to ludzkie pojęcie przechodzi. A redaktor musiał cenzora przetrzymać, nie dał się sprowokować. Zdawał sobie sprawę, że w grę wchodzi ukazanie się kolejnego numeru pisma. Twardy człowiek, stalowe nerwy - analizuje tamten czas o. Jerzy Tomziński, paulin, członek pierwszego zespołu redakcyjnego.

Pojawienie się „Niedzieli” czytelnicy przyjęli entuzjastycznie. Stutysięczny nakład rozchodził się migiem. Jeden egzemplarz „chodził” z rąk do rąk wśród kilku osób.

- Byliśmy w tamtych czasach jak jedna wielka rodzina. Spotykaliśmy się w pokoju redakcyjnym przy długim stole, zasłanym zielonym suknem. Jakie tam odchodziły dyskusje, jakie gorące, ogniste... Ksiądz Redaktor słuchał. A umiejętność słuchania jest u osoby tworzącej pismo arcyważna. Słuchał i nie przerywał, nie dawał do zrozumienia, że ktoś plecie głupstwa albo nie ma racji. Nigdy nie narzucał swojego zdania. Skąd ten człowiek miał tyle cierpliwości do nas - pojęcia nie mam. Ale przy tym stole rodziły się fenomenalne pomysły... - wspomina z rozrzewnieniem o. Jerzy.

Inny członek tamtego kolegium redakcyjnego - ks. prał. Ludwik Warzybok, autor chętnie czytywanych tekstów homiletycznych, pisuje do „Niedzieli” od 30 lat. To kolejny rekord.

- Nigdy nie miałem najmniejszej scysji z Księdzem Redaktorem. Nie posprzeczaliśmy się przez te 30 lat ani razu. Lubię „Niedzielę” od początku jej istnienia. Czytywałem zwłaszcza teksty homiletyczne, które pisała do gazety bardzo utytułowana autorka z Warszawy. Gdy zobaczyłem, że w kilku kolejnych numerach „Niedzieli” nie ma tych tekstów, zapytałem młodego wówczas Naczelnego, czy chciałby mnie jako autora tej rubryki. Moją jedyną rekomendacją były publikacje w Bibliotece Kaznodziejskiej z Poznania. I chyba to go przekonało - wspomina ks. Warzybok. Ks. Ireneusz potrafi rozpoznać dobrego autora...

Czas próby

Trudne czasy dla pisma przyszły wraz ze stanem wojennym, a potem z przemianami ustrojowymi, które doprowadziły do plajty wiele tytułów na rynku prasowym. „Niedziela” pisywała nie tylko na tematy religijne, dotykała też spraw społecznych, kulturalnych, gospodarczych, politycznych. Taką koncepcję pisma miał jej Redaktor Naczelny. „Niedziela” stała się forum wymiany myśli ludzi, dla których Kościół i Polska to dwa dobra fundamentalne.

- Podziwiałem jego odwagę w tamtych latach. Dzisiaj należy do tych naczelnych, którzy mają odwagę pisać to, co myślą. Z obawą czekam, kiedy będą chcieli zamknąć mu usta. Ma bardzo odważne teksty. Niewielu pisało tak o Katyniu i Smoleńsku, jak on. Takich patriotycznych pism nie ma za wiele na polskim rynku. To nie jest lanie wody, gra słów. On potrafi z medialnego szumu wydestylować samą esencję... - mówi o. Jerzy.

- Ks. Ireneusz to patriota, człowiek odważny w głoszeniu prawdy - mówi Lidia Dudkiewicz, zastępca Redaktora Naczelnego. - Przeprowadzenie „Niedzieli” przez wzburzone wody najpierw stanu wojennego, a potem czasu przemian gospodarczych było nie lada wyczynem...
Trzeba było budować od nowa redakcję „Niedzieli” i jej kolportaż, zwiększać objętość, zmieniać szatę graficzną, przechodzić na coraz to bardziej nowoczesne technologie wydawania gazety. Redaktor Naczelny na każdym etapie prowadzenia pisma potrafił stawić czoło nowym wyzwaniom. - W różnych sytuacjach redakcyjnych i życiowych - mówi red. Dudkiewicz - miałam okazję obserwować Księdza Redaktora, znam wszystkie jego teksty wydrukowane w „Niedzieli”, a także wiele jego wypowiedzi oficjalnych oraz prywatnych, i z całym przekonaniem mogę zaświadczyć, że to kapłan, który do bólu kocha Kościół i Ojczyznę. Jest gotów ponieść ofiarę w imię wierności Chrystusowi i obrony fundamentalnych wartości oraz ludzi, którzy są krzywdzeni, np. przez działaczy różnych opcji politycznych.

W początkach lat 90. pojawiła się w „Niedzieli” pierwsza edycja diecezjalna - łódzka, czyli regionalne wydanie pisma. Ks. Skubiś był przekonany, jak się potem okazało - słusznie, że trzeba docierać do czytelnika z informacją, która dotyczy jego parafii, diecezji, miasta i wsi, w których mieszka. Dotąd nie było na rynku tego typu katolickiej prasy, więc pomysł spodobał się biskupom. W ciągu kilku lat edycje diecezjalne „Niedzieli” objęły niemal połowę polskich diecezji.

- To, jak edycje powinny wyglądać i jak w nich pracować, było autorskim pomysłem Szefa. Tłumaczył księżom biskupom, że współczesność to czas informacji. Że jeśli czegoś nie ma w mediach, to nie istnieje w świadomości ludzi. Że Kościół nie może w tej dziedzinie zostawać w tyle - opowiada Mariusz Książek. - Musi dotrzymać kroku współczesności. Stąd decyzja Szefa o utworzeniu studia radiowego, a potem telewizyjnego „Niedzieli”. Wreszcie - redakcji internetowej i własnego portalu. Ma nowoczesne spojrzenie na media. Myśli zawsze o kilka ruchów naprzód...

Podobno ma rękę do ludzi. Ta łatwość w nawiązywaniu kontaktów sprawia, że do tygodnika pisywało rocznie nawet 1000 autorów. O. Tomziński mówi: - Ksiądz Redaktor lubi ludzi, lubi otaczać się ludźmi, stąd poznaje nieustannie nowych. Czy bywa surowy? Myślę, że w ogóle nie leży to w jego charakterze. Wiem, że jako pracodawca musi być stanowczy, bo inaczej nie da się kierować zespołem, ale sądzę, że zawsze sprawia mu to wewnętrzną trudność.

Pracownicy tygodnika podkreślają, że w Szefie walczą dwie osobowości: kapłana, który z łagodnością traktuje ludzkie słabości, i pracodawcy, który musi egzekwować pracę, bo w grę wchodzi utrzymanie pisma. W tych wewnętrznych walkach zwycięża zazwyczaj kapłan... - puentują.

Wielu ludzi pytanych o ks. Ireneusza Skubisia zwraca uwagę na styl, w jakim prowadzi pismo.

- To fenomen w skali światowej - 30 lat kierować gazetą o ogólnopolskim zasięgu... Ciągle znajdować autorów, mieć pomysły, tworzyć nową jakość katolickiego dziennikarstwa. Jest ktoś taki drugi? Bo ja jakoś sobie nie przypominam - mówi o. Tomziński. - Trzeba Bogu dziękować za takiego człowieka. On złego słowa na nikogo nie napisał, nie obrzucił nikogo błotem. Ile w innych pismach zamieszczanych jest sprostowań, a w „Niedzieli” to incydent... „Niedziela” jest wierna nauce Kościoła - to także zasługa Naczelnego. Ma umiejętność patrzenia na ważne dla Kościoła i Polski sprawy jakby z lotu ptaka. Wychodzi poza „rymy częstochowskie” na znacznie szersze wody... Dzięki niemu „Niedziela” stała się powszechna. I albo się ją lubi, albo nie... Nie pozostawia czytelnika obojętnym - a to najważniejsze.

Nagrody i wyróżnienia:

Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (2000)

Nagroda im. św. Maksymiliana Marii Kolbego, przyznana przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy (1995)

Nagroda im. Włodzimierza Pietrzaka (1995)

Platynowy Laur Umiejętności i Kompetencji, przyznany przez Regionalną Izbę Gospodarczą w Katowicach (1997)

Nagroda im. Karola Miarki (1998)

Nagroda Wydawców Katolickich „Feniks 2000”

Honorowy Tablet „Czyniącym Dobro” oraz statuetka „Summa Bonitas” Fundacji „Zdążyć z Pomocą” (2000, 2005)

Wyróżnienie Duszpasterstwa Środowisk Twórczych Archidiecezji Częstochowskiej „Anioł Nadziei” (2003)

Nagroda „Totus Medialny 2004” dla Tygodnika Katolickiego „Niedziela” (2004)

Nagroda Prezydenta Miasta Częstochowy „Tym, co służą Miastu i Ojczyźnie” (2004)

Nagroda im. Juliana Kulentego „Multimedia w służbie Ewangelizacji 2005”, przyznana przez Katolickie Stowarzyszenie Filmowe (2005)

Statuetka „Summa Bonitas” Fundacji „Zdążyć z Pomocą” dla osób szczególnie zasłużonych w realizacji charytatywnego programu Fundacji (2000, 2005),

Wyróżnienie „Ubi Caritas” 2007, przyznane przez Caritas Polska,

Nagroda „Animus et semper fidelis”, przyznaną w 2008 r. przez Stowarzyszenie Morskie-Gospodarcze im. E. Kwiatkowskiego

Srebrny Pierścień Sługi Bożego Jana Pawła II – Ojca Polonii, przyznany przez Instytut Duszpasterstwa Emigracyjnego w 2010 r.,

Nagroda „Mały Feniks Specjalny”, przyznany przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich w 2012 r.,

Nagroda „Feniks” za zasługi dla rozwoju Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych przyznana przez SKOK (2009)

Honorowa Statuetka Towarzystwa Lekarskiego Częstochowskiego

Ks. Inf. Ireneusz Skubiś należy do Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie oraz Międzynarodowego Zakonu Rycerskiego Świętego Jerzego, jest konfratrem Zakonu Paulinów, członkiem-założycielem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, honorowym członkiem Polskiej Izby Pielgrzymkowej.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Od soboty publiczność może wrócić do hal sportowych; znikają limity osób na basenach

2020-07-25 10:19

[ TEMATY ]

sport

ludzie

maseczka

Archiwum Koła Dzieci Niepelnosprawnych

W sobotę weszło w życie rozporządzenie, które zezwala m.in. na powrót kibiców do hal i sal sportowych. Zniesiono też limity osób na basenach, a w wydarzeniach i zajęciach sportowych może brać udział maksymalnie 250 uczestników jednocześnie - poinformowało Ministerstwo Sportu.

25 lipca weszły w życie zmiany w rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Dokument zezwala m.in. na powrót kibiców do hal i sal sportowych, całkowite zniesienie limitów na basenach oraz udział w wydarzeniach i zajęciach sportowych nie więcej niż 250 uczestników jednocześnie. Przepisy dotyczą wszystkich dyscyplin sportowych.

Publiczność będzie mogła zająć nie więcej niż 50 proc. miejsc dla niej przewidzianych podczas wydarzeń lub zajęć sportowych na: stadionach, boiskach, salach i halach, basenach, siłowniach, klubach i centrach fitness, a także przy organizacji obozów sportowych.

Zajmować należy co drugie miejsce na widowni, w rzędach naprzemiennie, a w przypadku braku wyznaczonych miejsc na widowni - przy zachowaniu odległości 1,5 m.

Konieczność udostępnienia co drugiego miejsca nie dotyczy: osób wspólnie zamieszkujących lub gospodarujących; widza, który uczestniczy w wydarzeniach z dzieckiem poniżej 13. roku życia; ani widza towarzyszącego osobie z orzeczeniem o: niepełnosprawności, stopniu niepełnosprawności, o potrzebie kształcenia specjalnego lub osobą, która ze względu na stan zdrowia nie może poruszać się samodzielnie.

Na terenie obiektów sportowych widz musi: zakrywać usta i nos do czasu zajęcia przez niego miejsca oraz podczas poruszania się na ich terenie. Obowiązkowe jest też zachowanie 1,5 m odległości od innego widza – w przypadku obiektów bez oznaczonych miejsc.

Sprzedaż biletów dla publiczności, która uczestniczy w wydarzeniu, jest prowadzona wyłącznie drogą elektroniczną.

Wydarzenia na otwartym powietrzu poza obiektami sportowymi odbywają się bez udział publiczności.

Od 25 lipca w zajęciach lub wydarzeniach sportowych oraz współzawodnictwie sportowym może uczestniczyć nie więcej niż 250 osób jednocześnie, z wyłączeniem obsługi wydarzenia.

Ministerstwo Sportu wyjasnia, że we współzawodnictwie sportowym, organizowanym w ramach danego wydarzenia sportowego (na przykład trzydniowa impreza biegowa z różnymi biegami - np. 5, 10, 15 km danego dnia) w każdym z tych biegów rozumianych jako współzawodnictwo sportowe będzie mogło wziąć udział po 250 osób.

Poza tym w limit 250 osób nie wchodzi obsługa wydarzenia (np. medialna, techniczna, ochrona, wolontariusze).

Rozporządzenie znosi też ograniczenia liczby osób, które mogą przebywać na basenach (na torze i w obiekcie).

Jeśli zaś chodzi o aquaparki, może z nich korzystać nie więcej osób, niż maksymalnie 75 proc. obłożenia obiektu. (PAP)

lt/ mok/

CZYTAJ DALEJ

Włochy liberalizują aborcję farmakologiczną

2020-08-10 14:35

[ TEMATY ]

aborcja

Adobe.Stock

Środowiska prorodzinne i stowarzyszenia broniące życia protestują we Włoszech przeciwko, zapowiedzianej przez ministra zdrowia tego kraju, liberalizacji pigułki aborcyjnej RU-486. Nowe zasady znoszą obowiązek hospitalizacji kobiety i wydłużają o dwa tygodnie możliwość dokonania aborcji farmakologicznej, z siódmego do dziewiątego tygodnia ciąży.

Przewodnicząca „Ruchu na rzecz życia” we Włoszech wskazuje, że ułatwienie tej praktyki może oznaczać jeszcze większą banalizację aborcji. „Dąży się do tego, by niepożądaną ciążę przekształcić w coś w rodzaju przykrej dolegliwości, której można się pozbyć zażywając pastylkę” - powiedziała Radiu Watykańskiemu Marina Casini.

„Mamy do czynienia z realną i normalną aborcją. Nie jest to jakaś «mniejsza aborcja», ponieważ nie są używane narzędzia chirurgiczne. To próbuje nam wmówić propaganda promująca użycie pigułki RU-486. Mamy do czynienia z prowokacją ideologiczną, której celem jest banalizacja aborcji, wystarczy wypić szklankę wody, by zapomnieć o tym, że mamy do czynienia ze zniszczeniem istoty ludzkiej. W centrum tej kłamliwej propagandy stoi stwierdzenie, że ta pigułka chroni zdrowie kobiety i ogranicza jej cierpienia wywołane aborcją. Wiemy doskonale, że tak nie jest. Chodzi głównie o oderwanie aborcji od jakiejkolwiek kontroli medycznej i, co gorsza, o wydłużenie okresu w jakim można ten środek przyjmować aż do dziewiątego tygodnia ciąży. To jest bardzo niebezpieczne” – powiedziała papieskiej rozgłośni Marina Casini.

Pigułkę aborcyjną można otrzymać zarówno w publicznych szpitalach, jak i prywatnych placówkach. Nowe zasady stwierdzają, że po pół godzinie od jej przyjęcia kobieta będzie mogła wrócić do domu. Tym samym zniesiona zostaje zasada hospitalizacji, której celem była ochrona zdrowia kobiety w przypadku możliwości wystąpienia komplikacji. „Nowe prawo zupełnie zapomina o kobiecie. Jej zdrowie nikogo nie interesuje, a przecież przyjmuje ona dwie tabletki, jedną, która zabija dziecko, drugą, która prowokuje skurcze powodując jego wydalenie” – wskazała Marina Casini. I dodała: „W ten sposób kobieta zostaje skazana na totalną samotność”.

Aborcja we Włoszech jest legalna od 1978 r. Pigułka aborcyjna RU-486 została zalegalizowana dekadę temu. Lekarze mają prawo odmówić jej dokonania ze względu na klauzulę sumienia. Szacuje się, że w ostatnich latach sprzeciw sumienia wyraziło 71 proc. ginekologów, 51 proc. anestezjologów i 48 proc. personelu paramedycznego.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: dziękczynienie we Wniebowzięcie za Cud nad Wisłą i św. Jana Pawła II

2020-08-11 10:58

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Cud nad Wisłą

św. Jan Paweł II

Bożena Sztajner/Niedziela

W duchu wielkiego dziękczynienia za „Cud nad Wisłą” w stulecie zwycięskiej bitwy oraz za św. Jana Pawła II w setną rocznicę jego urodzin upływać będzie tegoroczna uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia na Jasnej Górze. Przeor klasztoru przypomniał, że losy bitwy polsko-bolszewickiej bardzo mocno wpisane są w pielgrzymią modlitwę w sanktuarium.

O. Samuel Pacholski zaznacza, że sto lat temu na Jasnej Górze trwała przede wszystkim wielka modlitwa pielgrzymów, biskupów, dowódców, żołnierzy a wreszcie samego naczelnika państwa. Stąd też kierowane były specjalne odezwy do narodu i zachęta do walki w obronie wiary i Ojczyzny, stad płynęło przekonanie i przypomnienie, że na Jasnej Górze „każdy kamień głosi cuda - Maryjnej - nad Narodem naszym opieki”.

Jasnogórski przeor zauważa, że już 27 lipca 1920 r. przed obrazem Matki Bożej, po uroczystej Mszy św. ofiarowano zagrożoną najazdem bolszewickim Polskę Sercu Jezusowemu a następnego dnia oddano Rzeczpospolitą pieczy Królowej Korony Polskiej.

Biskupi właśnie z Jasnej Góry skierowali pasterską odezwę do wiernych. Odrębne pisma rozesłali ojcowie paulini, którzy wspominając osobę o. Augustyna Kordeckiego, wzywali do obrony Ojczyzny i zachęcali do wielkiego zawierzenia Jasnogórskiej Królowej.

O.Pacholski przypomina, że zakonnicy rozpowszechniali specjalne ulotki dla pielgrzymów i w lokalnej prasie pisali o śmiertelnym niebezpieczeństwie, jakie zagraża Rzeczypospolitej. W tym czasie wiernym naśladowcą bohaterskiego Kordeckiego okazał się ówczesny przeor Jasnej Góry o. Piotr Markiewicz.

Przywołuje również mało znany fakt, że Józef Piłsudski, w obliczu bolszewickiego zagrożenia, proponował nawet przeniesienie stolicy z Warszawy do Częstochowy. Uważał, że siła oddziaływania, jak również autorytet Jasnej Góry, wzmocni w narodzie opór i zachęci do skutecznej obrony Ojczyzny. Rząd jednak nie przystał na jego propozycję.

O. przeor podkreśla, że „Jasna Góra była pierwszym miejscem w Rzeczypospolitej, gdzie pielgrzymi wyrażali swą radość z cudu dokonanego przez wstawiennictwo Królowej Polski”. Tu na zakończenie jasnogórskiej nowenny narodu paulini ogłosili zebranym na placu przed Szczytem o zwycięstwie Rzeczypospolitej, o tym, że Maryja wysłuchała próśb Narodu i jak donoszą kroniki „wszystkich opanował entuzjazm, płakano z radości”.

- To dlatego tegoroczna uroczystość Wniebowzięcia na Jasnej Górze też będzie przeżywana w duchu wielkiej wdzięczności Królowej Polski za to zwycięstwo sprzed stu lat - podkreśla o. Samuel Pacholski.

Na Jasnej Górze główna suma odpustowa 15 sierpnia odprawiona zostanie o godz. 11.00 na szczycie pod przewodnictwem abp. Salvatore Pennacchio, nuncjusza apostolskiego w Polsce.

Jasnogórski przeor przypomina, że w roku stulecia urodzin Karola Wojtyły, św. papieża, największego z jasnogórskich pielgrzymów będziemy także dziękować za ten wielki dar dla Kościoła i Polski.

14 sierpnia, w wigilię święta odbędzie się specjalny koncert „Abba Ojcze” z udziałem plejady polskich gwiazd, w czasie którego artyści i pielgrzymi śpiewać będą ulubione pieśni i piosenki Jana Pawła II. Koncert transmitować będzie Telewizja Polska w programie 1 od godz. 21.00. Po muzycznym spotkaniu o godz. 22.30 odprawiona zostanie Msza św. dziękczynna za papieża z Polski i „Cud nad Wisłą”.

Paulini przypominając o konieczności zachowania wszelkich zasad bezpieczeństwa zapraszają na Jasną Górę. Zarówno koncert, jak i główne uroczystości odpustowe, odbywać się będą na błoniach jasnogórskich, które bezpiecznie, z zachowaniem odpowiednich odległości, mogą pomieścić ponad 15 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję