Reklama

Szef

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 26/2011, str. 12-14

BOŻENA SZTAJNER

- Redaktor to jest męczennik. On nie może zamknąć za sobą drzwi i iść do domu, do swojego życia. Redaktor musi być cały czas czujny. Musi wiedzieć, co się dzieje na świecie, w Kościele, kto co powiedział, co warto skomentować, a co ominąć... - mówi o. Jerzy Tomziński, paulin

Ks. Ireneusz Skubiś, infułat, prałat Domu Papieskiego, doktor prawa kanonicznego, przez swoich najbliższych współpracowników najczęściej nazywany jest „Szefem”. To skraca dystans, zapewne. Ale „Szef” wziął się z czasów duszpasterstwa akademickiego.
- W miejscu publicznym, żeby nie zdradzać, że podróżujemy z kapłanem, co w czasach komuny nie było dobrze widziane i mogło skierować na nas czujne spojrzenie służb wewnętrznych, umówiliśmy się, że tak będziemy się zwracać do ks. Skubisia - wspominają dawni studenci z DA. Kilka osób z tego grona weszło potem do kolegium redakcyjnego „Niedzieli” i tak już zostało.

Czas wzrastania

Ks. Ireneusz Skubiś urodził się w Chruszczobrodzie, w Zagłębiu, w rodzinie chłoporobotników. Ma troje rodzeństwa: dwie siostry i brata.

- Pamiętam, jak w domu wspominano, że zaskoczył wszystkich swoją decyzją zostania kapłanem - opowiada siostra Jadwiga. - Rodzice nie protestowali. Miał wtedy 14 lat i sam pojechał do Częstochowy do Niższego Seminarium Duchownego. Oczywiście, przyjęto go. Jednak problem polegał na tym, że szkoła wymagała tzw. wyprawki, całego ekwipunku. To były lata 50., powojenne, bieda. Mamusia załamała ręce. Nie stać nas było na taki wydatek. Postanowiono więc, że brat nie pójdzie do seminarium. Gdyby nie hojność ciotek, nie wiadomo, jak potoczyłyby się wydarzenia. Ireneusz zapamiętał ten szlachetny gest. Spełniło się jego marzenie - został uczniem Niższego Seminarium Duchownego.

Z Wyższego Seminarium Duchownego, które wtedy mieściło się w Krakowie, pisywał do domu długie listy. Jadwiga miała za zadanie odpisywać bratu.

- Mam jeszcze te listy. Ciągle się o nas martwił: czy mam ciepłe buty, czy siostra przechodzi jeszcze tę zimę w starym płaszczu, co u rodziców... Jesteśmy bardzo rodzinni, więc nikogo to nie dziwiło, ale taka troska o bliskich została mu do dziś. Zresztą nie tylko o bliskich. Nie może znieść, gdy komuś dzieje się krzywda. Wtedy odruchowo pomaga...

- To prawda, natychmiast uruchamia pomoc - opowiada jeden z najbliższych współpracowników ks. Skubisia, Mariusz Książek, zastępca Naczelnego. - Dzwoni, szuka rozwiązania. To jedna z najmocniejszych cech osobowości Szefa. Pamiętam, jak kiedyś jedliśmy obiad w barze pod Piotrkowem. W kolejce za nami stanął biedak. Nawet nie prosił o nic, po prostu patrzył łakomie na jedzenie. Ksiądz Redaktor nie wytrzymał, włożył mi pieniądze w rękę i kazał mu zanieść. Takie zdarzenia są częste.

Gdy studiował, rodzice budowali dom. Podczas wakacji kleryk nadal był synem, który musiał pomagać na budowie. Nie protestował. Nie migał się od ciężkiej pracy. Szedł kopać fundamenty jak wszyscy mężczyźni w rodzinie, mimo że nie nawykł do fizycznej pracy. No i zachorował na tyfus. Do dziś nie wiadomo, dlaczego. Pojechał chorować do dobrej ciotki. Rodzicom nie powiedział słowa. Nie chciał ich martwić - wspomina rodzina.

Idź do studentów

29 czerwca 1961 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Zdzisława Golińskiego. Rozpoczął studia w Lublinie na KUL-u, na jednym z trudniejszych kierunków - prawo kanoniczne. Pracę doktorską obronił w 1978 r. Pracował w Kurii Diecezjalnej w Częstochowie na stanowisku notariusza, a do dziś, czyli ponad 40 lat, jest obrońcą węzła małżeńskiego w Sądzie Biskupim. Był wykładowcą prawa kanonicznego w Częstochowskim Wyższym Seminarium Duchownym i w Instytucie Teologicznym w Częstochowie, którego był współtwórcą i dyrektorem administracyjnym. Jego kontaktowość, poczucie humoru i charyzma spowodowały, że już w 1965 r. biskup mianował go duszpasterzem akademickim.

To w tym czasie narodziły się prawdziwe więzi, zawiązano przyjaźnie, których ani czas, ani oddalenie nie zniszczyły. Do dziś dawni studenci regularnie odwiedzają swojego „Szefa”. Z ludzi ukształtowanych przez środowisko akademickie powstała potem konstrukcja redakcji „Niedzieli”. A wszystko dzięki „Piwnicy” - tak nazywano ośrodek spotkań częstochowskiego środowiska akademickiego, jedyne miejsce, w którym oddychało się w czasach komunizmu swobodnie.

- „Piwnica” to osobny rozdział. Niezwykłe miejsce i niezwykły kapłan, który je kreował. Dzięki ks. Skubisiowi do Częstochowy przyjeżdżali znani ludzie kultury, opozycjoniści, dziennikarze, aktorzy - wspomina Krystyna Korn. Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej, które organizował, gromadziły tłumy. Biegało się do kościółka akademickiego w III Aleję, żeby „posłuchać Skubisia”. Głosił płomienne, odważne, inteligentne kazania - mówią dawni studenci. - A przy tym dostrzegał zawsze konkretnego człowieka, stojącego czasem nieśmiało pod kościelnym chórem. Zawsze zauważył, zatroszczył się i zaprosił do DA...

Wiadomo było, że jest człowiekiem w opozycji do ludowej władzy. Ubecy nękali go nieustannie. Gdy po latach otworzono teczkę ks. Skubisia, znaleziono zapis: „Obiekt niemożliwy do werbunku”. Nie złamano go, choć „wtyczki” znajdowały się także wśród studentów przychodzących do „Piwnicy”.

Reklama

Ale za to „Niedziela”...

Odwaga to kolejny rys charakteru Redaktora Naczelnego „Niedzieli”.

Gdy bp Stefan Bareła, ówczesny biskup częstochowski, wyznaczył ks. Skubisiowi zadanie uzyskania zgody władzy na wznowienie wydawania Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, wydawało się to niemożliwe do zrealizowania. Jednak jego upór, odwaga i konsekwencja działania zaowocowały pełnym sukcesem - 5 marca 1981 r. władza zezwoliła, by tygodnik katolicki znów pojawił się na rynku.

- Z grupką zapaleńców rozpoczęliśmy dynamiczną pracę nad tworzeniem pisma od podstaw. Oczywiście, poważną przeszkodą była cenzura - wspomina po latach ks. Skubiś.

Do dziś na spotkaniach redakcyjnych przypomina się tamte boje o każde słowo.

- Cenzura szalała. Co się wtedy działo, to ludzkie pojęcie przechodzi. A redaktor musiał cenzora przetrzymać, nie dał się sprowokować. Zdawał sobie sprawę, że w grę wchodzi ukazanie się kolejnego numeru pisma. Twardy człowiek, stalowe nerwy - analizuje tamten czas o. Jerzy Tomziński, paulin, członek pierwszego zespołu redakcyjnego.

Pojawienie się „Niedzieli” czytelnicy przyjęli entuzjastycznie. Stutysięczny nakład rozchodził się migiem. Jeden egzemplarz „chodził” z rąk do rąk wśród kilku osób.

- Byliśmy w tamtych czasach jak jedna wielka rodzina. Spotykaliśmy się w pokoju redakcyjnym przy długim stole, zasłanym zielonym suknem. Jakie tam odchodziły dyskusje, jakie gorące, ogniste... Ksiądz Redaktor słuchał. A umiejętność słuchania jest u osoby tworzącej pismo arcyważna. Słuchał i nie przerywał, nie dawał do zrozumienia, że ktoś plecie głupstwa albo nie ma racji. Nigdy nie narzucał swojego zdania. Skąd ten człowiek miał tyle cierpliwości do nas - pojęcia nie mam. Ale przy tym stole rodziły się fenomenalne pomysły... - wspomina z rozrzewnieniem o. Jerzy.

Inny członek tamtego kolegium redakcyjnego - ks. prał. Ludwik Warzybok, autor chętnie czytywanych tekstów homiletycznych, pisuje do „Niedzieli” od 30 lat. To kolejny rekord.

- Nigdy nie miałem najmniejszej scysji z Księdzem Redaktorem. Nie posprzeczaliśmy się przez te 30 lat ani razu. Lubię „Niedzielę” od początku jej istnienia. Czytywałem zwłaszcza teksty homiletyczne, które pisała do gazety bardzo utytułowana autorka z Warszawy. Gdy zobaczyłem, że w kilku kolejnych numerach „Niedzieli” nie ma tych tekstów, zapytałem młodego wówczas Naczelnego, czy chciałby mnie jako autora tej rubryki. Moją jedyną rekomendacją były publikacje w Bibliotece Kaznodziejskiej z Poznania. I chyba to go przekonało - wspomina ks. Warzybok. Ks. Ireneusz potrafi rozpoznać dobrego autora...

Czas próby

Trudne czasy dla pisma przyszły wraz ze stanem wojennym, a potem z przemianami ustrojowymi, które doprowadziły do plajty wiele tytułów na rynku prasowym. „Niedziela” pisywała nie tylko na tematy religijne, dotykała też spraw społecznych, kulturalnych, gospodarczych, politycznych. Taką koncepcję pisma miał jej Redaktor Naczelny. „Niedziela” stała się forum wymiany myśli ludzi, dla których Kościół i Polska to dwa dobra fundamentalne.

- Podziwiałem jego odwagę w tamtych latach. Dzisiaj należy do tych naczelnych, którzy mają odwagę pisać to, co myślą. Z obawą czekam, kiedy będą chcieli zamknąć mu usta. Ma bardzo odważne teksty. Niewielu pisało tak o Katyniu i Smoleńsku, jak on. Takich patriotycznych pism nie ma za wiele na polskim rynku. To nie jest lanie wody, gra słów. On potrafi z medialnego szumu wydestylować samą esencję... - mówi o. Jerzy.

- Ks. Ireneusz to patriota, człowiek odważny w głoszeniu prawdy - mówi Lidia Dudkiewicz, zastępca Redaktora Naczelnego. - Przeprowadzenie „Niedzieli” przez wzburzone wody najpierw stanu wojennego, a potem czasu przemian gospodarczych było nie lada wyczynem...
Trzeba było budować od nowa redakcję „Niedzieli” i jej kolportaż, zwiększać objętość, zmieniać szatę graficzną, przechodzić na coraz to bardziej nowoczesne technologie wydawania gazety. Redaktor Naczelny na każdym etapie prowadzenia pisma potrafił stawić czoło nowym wyzwaniom. - W różnych sytuacjach redakcyjnych i życiowych - mówi red. Dudkiewicz - miałam okazję obserwować Księdza Redaktora, znam wszystkie jego teksty wydrukowane w „Niedzieli”, a także wiele jego wypowiedzi oficjalnych oraz prywatnych, i z całym przekonaniem mogę zaświadczyć, że to kapłan, który do bólu kocha Kościół i Ojczyznę. Jest gotów ponieść ofiarę w imię wierności Chrystusowi i obrony fundamentalnych wartości oraz ludzi, którzy są krzywdzeni, np. przez działaczy różnych opcji politycznych.

W początkach lat 90. pojawiła się w „Niedzieli” pierwsza edycja diecezjalna - łódzka, czyli regionalne wydanie pisma. Ks. Skubiś był przekonany, jak się potem okazało - słusznie, że trzeba docierać do czytelnika z informacją, która dotyczy jego parafii, diecezji, miasta i wsi, w których mieszka. Dotąd nie było na rynku tego typu katolickiej prasy, więc pomysł spodobał się biskupom. W ciągu kilku lat edycje diecezjalne „Niedzieli” objęły niemal połowę polskich diecezji.

- To, jak edycje powinny wyglądać i jak w nich pracować, było autorskim pomysłem Szefa. Tłumaczył księżom biskupom, że współczesność to czas informacji. Że jeśli czegoś nie ma w mediach, to nie istnieje w świadomości ludzi. Że Kościół nie może w tej dziedzinie zostawać w tyle - opowiada Mariusz Książek. - Musi dotrzymać kroku współczesności. Stąd decyzja Szefa o utworzeniu studia radiowego, a potem telewizyjnego „Niedzieli”. Wreszcie - redakcji internetowej i własnego portalu. Ma nowoczesne spojrzenie na media. Myśli zawsze o kilka ruchów naprzód...

Podobno ma rękę do ludzi. Ta łatwość w nawiązywaniu kontaktów sprawia, że do tygodnika pisywało rocznie nawet 1000 autorów. O. Tomziński mówi: - Ksiądz Redaktor lubi ludzi, lubi otaczać się ludźmi, stąd poznaje nieustannie nowych. Czy bywa surowy? Myślę, że w ogóle nie leży to w jego charakterze. Wiem, że jako pracodawca musi być stanowczy, bo inaczej nie da się kierować zespołem, ale sądzę, że zawsze sprawia mu to wewnętrzną trudność.

Pracownicy tygodnika podkreślają, że w Szefie walczą dwie osobowości: kapłana, który z łagodnością traktuje ludzkie słabości, i pracodawcy, który musi egzekwować pracę, bo w grę wchodzi utrzymanie pisma. W tych wewnętrznych walkach zwycięża zazwyczaj kapłan... - puentują.

Wielu ludzi pytanych o ks. Ireneusza Skubisia zwraca uwagę na styl, w jakim prowadzi pismo.

- To fenomen w skali światowej - 30 lat kierować gazetą o ogólnopolskim zasięgu... Ciągle znajdować autorów, mieć pomysły, tworzyć nową jakość katolickiego dziennikarstwa. Jest ktoś taki drugi? Bo ja jakoś sobie nie przypominam - mówi o. Tomziński. - Trzeba Bogu dziękować za takiego człowieka. On złego słowa na nikogo nie napisał, nie obrzucił nikogo błotem. Ile w innych pismach zamieszczanych jest sprostowań, a w „Niedzieli” to incydent... „Niedziela” jest wierna nauce Kościoła - to także zasługa Naczelnego. Ma umiejętność patrzenia na ważne dla Kościoła i Polski sprawy jakby z lotu ptaka. Wychodzi poza „rymy częstochowskie” na znacznie szersze wody... Dzięki niemu „Niedziela” stała się powszechna. I albo się ją lubi, albo nie... Nie pozostawia czytelnika obojętnym - a to najważniejsze.

Nagrody i wyróżnienia:

Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (2000)

Nagroda im. św. Maksymiliana Marii Kolbego, przyznana przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy (1995)

Nagroda im. Włodzimierza Pietrzaka (1995)

Platynowy Laur Umiejętności i Kompetencji, przyznany przez Regionalną Izbę Gospodarczą w Katowicach (1997)

Nagroda im. Karola Miarki (1998)

Nagroda Wydawców Katolickich „Feniks 2000”

Honorowy Tablet „Czyniącym Dobro” oraz statuetka „Summa Bonitas” Fundacji „Zdążyć z Pomocą” (2000, 2005)

Wyróżnienie Duszpasterstwa Środowisk Twórczych Archidiecezji Częstochowskiej „Anioł Nadziei” (2003)

Nagroda „Totus Medialny 2004” dla Tygodnika Katolickiego „Niedziela” (2004)

Nagroda Prezydenta Miasta Częstochowy „Tym, co służą Miastu i Ojczyźnie” (2004)

Nagroda im. Juliana Kulentego „Multimedia w służbie Ewangelizacji 2005”, przyznana przez Katolickie Stowarzyszenie Filmowe (2005)

Statuetka „Summa Bonitas” Fundacji „Zdążyć z Pomocą” dla osób szczególnie zasłużonych w realizacji charytatywnego programu Fundacji (2000, 2005),

Wyróżnienie „Ubi Caritas” 2007, przyznane przez Caritas Polska,

Nagroda „Animus et semper fidelis”, przyznaną w 2008 r. przez Stowarzyszenie Morskie-Gospodarcze im. E. Kwiatkowskiego

Srebrny Pierścień Sługi Bożego Jana Pawła II – Ojca Polonii, przyznany przez Instytut Duszpasterstwa Emigracyjnego w 2010 r.,

Nagroda „Mały Feniks Specjalny”, przyznany przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich w 2012 r.,

Nagroda „Feniks” za zasługi dla rozwoju Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych przyznana przez SKOK (2009)

Honorowa Statuetka Towarzystwa Lekarskiego Częstochowskiego

Ks. Inf. Ireneusz Skubiś należy do Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie oraz Międzynarodowego Zakonu Rycerskiego Świętego Jerzego, jest konfratrem Zakonu Paulinów, członkiem-założycielem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, honorowym członkiem Polskiej Izby Pielgrzymkowej.

Tagi:
ludzie

Reklama

Wspomnienie ze spotkania z marszałkiem Morawieckim

2019-10-01 14:27

Anna Przewoźnik

30 września po długiej chorobie w wieku 78 lat zmarł Kornel Morawiecki, marszałek senior Sejmu VIII kadencji, działacz opozycji demokratycznej w PRL, przywódca „Solidarności Walczącej”, ojciec premiera Mateusza Morawieckiego.

Archiwum Muzeum Monet i Medali

Przypominamy rozmowę ze śp. Kornelem Morawieckim ze spotkania podczas IV Przeglądu Filmów Dokumentalnych Niepoprawnie Prawdziwych w 2017 r. w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie.

Podczas zwiedzania muzeum i oprowadzanie przez dyrektora Krzysztofa Witkowskiego marszałek wspominał m.in. pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski.

Archiwum Muzeum Monet i Medali

– Byłem tu z grupą osób w czerwcu 1979 r. z transparentem: „Wiara i Niepodległość”. Wcześniej oczywiście byliśmy na spotkaniu z Papieżem w Warszawie, przyjechaliśmy też do Częstochowy. Transparent udało nam się rozwinąć jak Ojciec Święty przylatywał helikopterem, a potem jak szliśmy na Jasną Górę. W Alei Najświętszej Maryi Panny ponownie rozwinęliśmy go, ale pamiętam, że ktoś nam go wyrwał. Trochę za wcześnie go rozwinęliśmy, nie było wówczas tłumu, i wtedy podszedł do nas niby jakiś ksiądz i inne osoby, które chciały nam rzekomo pomóc. Jak się okazało byli to tajniacy z UB, którzy lekko nas poturbowali – wspominał marszałek. – Pamiętam też, że później znalazłem się na terenie klasztoru, wtedy przeraziłem się tym, że jestem tak blisko Ojca Świętego, bo nikt mnie wtedy nie rewidował.

Po zwiedzeniu muzeum zapytany o to miejsce poświęcone św. Janowi Pawłowi II – powiedział:

– To piękna inicjatywa i widzę, że też spory wysiłek. Chylę czoła przed zaangażowaniem dyrektora miejsca, myślę, że ta inicjatywa jest potrzebne. Tu robi się duchowe miejsce. Symbolika, która za tym idzie, jest głęboka i potrzebna szczególnie dziś w sekularyzowanym świecie. To miejsce pobudza do pytania o wiarę, Pana Boga, rodzi pytania o sens naszego życia, myślę, że to są najgłębsze pytania! To jest najważniejsze, bo to nas tworzy ludźmi i to nas podnosi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cuda uzdrowienia za wstawiennictwem kard. Wyszyńskiego!

2019-10-21 14:16

Znany jest cud uzdrowienia niedługo po śmierci Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Uzdrowione zostało wówczas dziecko, które uległo poparzeniom. To ten cud był badany na potrzeby beatyfikacji. Ale znane są także inne przypadki interwencji wstawienniczej kardynała. Pisze o tym Milena Kindziuk w biografii „Kardynał Stefan Wyszyński. Prymas Tysiąclecia”.

Pierwszy ślad cudownego uzdrowienia za wstawiennictwem Stefana Wyszyńskiego sięga dnia pogrzebu Prymasa w 1981 roku. Zrozpaczona matka modliła się wtedy o zdrowie dla swojej rocznej córki. Dziewczynka była tak mocno poparzona, że wszystko wskazywało na to, iż wkrótce umrze. Kobieta, wracając od dziecka ze szpitala, na dworcu kolejowym oglądała transmisję z pogrzebu Prymasa. Wówczas resztkami sił zaczęła go błagać o pomoc. Kiedy następnego dnia lekarz powiedział jej, że dziecko będzie jednak żyło, była niezwykle zdumiona.

Ten właśnie przypadek miał zostać zbadany pod kątem cudu potrzebnego do beatyfikacji Kardynała. Pogrzeb bowiem stanowi szczególny moment, w którym utrwala się sława świętości kandydata na ołtarze. Okazało się jednak, że zaginęła dokumentacja medyczna dotycząca dziewczynki.

Znane są przypadki innych uzdrowień za wstawiennictwem prymasa Wyszyńskiego.

Czterdziestopięcioletnia mieszkanka Łodzi zachorowała na nowotwór złośliwy narządów wewnętrznych. Lekarze mówili wprost, że nie ma dla niej ratunku. Diagnoza brzmiała jak wyrok.

„I wtedy zaczęłam prosić o pomoc prymasa Wyszyńskiego, o jego wstawiennictwo za mną u Boga” – wyznawała kobieta. W szpitalu miała ze sobą obrazek z wizerunkiem Prymasa. – „Patrząc na niego, dostrzegłam w pewnym momencie, jakby wyszły z niego promienie, które objęły mnie całą. Wszystko trwało około minuty. Miałam wrażenie, jakby ze mnie coś spływało, i od razu poczułam się lepiej na duchu”.

Tydzień później nowotwór się wchłonął. Lekarze byli zdumieni, gdyż z medycznego punktu widzenia stan zdrowia nie miał prawa się poprawić. Kobieta żyje. Uważa, że dzięki wstawiennictwu kard. Wyszyńskiego.

Inny przykład to ksiądz z archidiecezji częstochowskiej, który zachorował na raka prostaty. Po operacji lekarz uznał, że choroba w tym stadium jest nieuleczalna. Wtedy wiele środowisk zaczęło się modlić o zdrowie dla niego za wstawiennictwem Prymasa. Sam kapłan natomiast udał się na Jasną Górę i całą noc modlił się przed cudownym obrazem Matki Bożej – także za przyczyną Wyszyńskiego. Nagle usłyszał wewnętrzny głos: „Zostań w domu!”. „Następnego dnia miałem jechać do Katowic na kolejną operację. Nagle zostałem olśniony łaską zdrowia. Odczułem natychmiastowe, cudowne uzdrowienie. Organizm zaczął normalnie działać, a ból całkowicie ustąpił” – wspominał kapłan. Lekarz powiedział mu wtedy: „Jeżeli ksiądz przeżyje jeden tydzień, uznam to za cud”. Po upływie tygodnia ten sam lekarz stwierdził: „Uważam ten przypadek za cud Miłosierdzia Bożego”. A duchowny jest przekonany, że uratował go Prymas.

Materiały prasowe

Powyższy tekst jest fragmentem książki Mileny Kindziuk „Kardynał Stefan Wyszyński. Prymas Tysiąclecia”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Papieski” Harley sprzedany

2019-10-21 20:16

ts / Stafford (KAI)

Biały motocykl - „papieski” Harley-Davidson został sprzedany 20 października na aukcji w brytyjskim Stafford za 48 300 funtów (niemal 250 tys. zł). Poinformował o tym na swojej stronie internetowej dom aukcyjny Bonhams.

pixabay.com

Pobłogosławiony i sygnowany przez papieża Franciszka w Rzymie motocykl, przygotowany specjalnie dla niego, jest darem grupy motocyklistów „Jesus Biker International” z siedzibą w Schaafheimie w niemieckiej Hesji. Ten wyjątkowy egzemplarz przekazał papieżowi w maju dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w Austrii ks. Karl Wallner. Dochód ze sprzedaży Harleya jest przeznaczony na pomoc dla prowadzonego przez austriacką „Missio” domu sierot w Ugandzie.

Wystawiając „papieskiego” Harleya na aukcję „Jesus Biker” oczekiwali, że przyniesie to co najmniej 300 tys. euro – tyle bowiem potrzeba na budowę planowanego domu sierot. Teraz fani Harleya są „bardzo rozczarowani”, napisała lokalna gazeta niemiecka „Main-Post”.

Papież już wcześniej, bo w czerwcu 2013 r., otrzymał innego Harleya - od producenta. Maszyna, opatrzona zdaniem „Niegdyś własność Jego Świątobliwości Papieża Franciszka” z imieniem „Francisco” na baku została sprzedana na aukcji w Paryżu za 241 500 euro, a zysk ze sprzedaży przeznaczono na schronisko Caritas dla bezdomnych na rzymskim dworcu głównym Termini.

Harley od motocyklistów dla Franciszka nawiązuje do Ameryki Południowej – rodzinnych stron papieża. Jest to maszyna w stylu „chicano”, a więc z wysoko ustawioną kierownicą i szerokim błotnikiem na tylnych kołach. Na błotniku jest widoczny krzyż. Motocykl jest utrzymany w kolorze łamanej bieli i – według ofiarodawców – zawiera wiele specyficznych szczegółów. Samo tylko wykonanie siodełka zajęło około miesiąca.

„Jesus Biker” w Würzburgu istnieje od 2014 r., obecnie liczy około 40 kobiet i mężczyzn różnych wyznań chrześcijańskich, którzy regularnie angażują się w akcje pomocowe. Pragną na nowo uwrażliwić ludzi na wiarę w Boga i pokazać, że miłość do jazdy motocyklami oraz do pokojowego przesłania Jezusa nie muszą się wykluczać, podkreślił założyciel grupy „Jesus Biker” Thomas Draxler.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem