Reklama

Pomocnicy Maryi

Anna Rastawicka
Niedziela Ogólnopolska 35/2011, str. 28-29

Czy widzimy wokół ludzi, którzy cierpią, którzy nie mają wiary? Czy widzimy tych, którzy przeżywają wewnętrzną pustkę, mękę uzależnień, alkoholizmu, narkomanii, seksomanii i przemocy? Od odpowiedzi na te pytania zależy, czy potrzebny jest Ruch Pomocników Matki Kościoła

Jak reagujemy na te sytuacje? Staramy się pomóc, staramy się stanąć przy ludziach potrzebujących pomocy, zaradzić. W niektórych sytuacjach jest to możliwe, ale w sytuacjach wielkich uzależnień, wielkich trudności to bardzo trudne i często mamy pokusę, aby uciec od odpowiedzialności. Usprawiedliwiamy się. Zwykła krytyka daje czasami ludziom namiastkę działania.

Ostatnia deska ratunku

Jaka jest droga wyjścia? Przyjrzyjmy się słowom założyciela Ruchu Pomocników Matki Kościoła. 26 sierpnia 1969 r. napisał: „Pragnę dziś otworzyć serce swoje przed wami, aby wam odsłonić tajemnicę mocy trwania Kościoła Chrystusowego w Ojczyźnie naszej. Pragnę wam wyznać swoją wiarę w to, że tę moc trwania zawdzięczamy obecnej w misterium Chrystusa i Kościoła Bogurodzicy”. Doświadczamy udręki Kościoła, czyli naszych braci, w wymiarze codziennego życia. Prymas Tysiąclecia doświadczał udręki Kościoła, walki z Bogiem, w wymiarze całej Ojczyzny. W wymiarze zmagania się z systemem ateizmu i walki mocy ciemności z Bogiem. Nie stanął wobec tej rzeczywistości bezradnie, nie opuścił rąk. Szukał, skąd przyjdzie mu pomoc. Kiedy został aresztowany i uwięziony, właśnie wtedy oddał się w niewolę Matce Bożej, aby być Jej całkowitą własnością, narzędziem w Jej dłoniach. Uwierzył, że Ona jedna w tej bardzo trudnej sytuacji ma moc obronić Chrystusa, ma moc wyprowadzić nas na wolność, bo Ona jest Wszechmocą Błagającą. Zostawił nam drogowskaz, żeby odpowiedzieć na potrzeby codziennego życia. Tą Pomocą Nieustającą była dla Prymasa Tysiąclecia Maryja. Ona nie opuszcza także nas. Po wszystkie czasy przypomina nam słowa, które skierowała do sług na weselu w Kanie Galilejskiej: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5).
Maryja jest darem Boga dla wszystkich ludzi. Przez wieki doświadczamy, jak bardzo jest darem dla nas, Polaków. Uwięziony prymas Wyszyński pisał z Komańczy do Generała Zakonu na Jasnej Górze: „Tak mocno wierzę w to, że Opatrzność dała Polsce dodatkową pomoc wiążącą Naród w trudnych chwilach! Jasna Góra jest tą ostatnią deską ratunku dla Narodu. Występuje w sposób szczególnie widoczny wtedy, gdy jest ciężko i gdy już znikąd zda się nie widać ratunku”.
Zawierzyć Maryi to droga wyjścia z beznadziejności, to właśnie jest aktualność Ruchu Pomocników Matki Kościoła. Odkryć Maryję w sytuacjach naszego życia osobistego, w naszych rodzinach, w Kościele, w skłóconej Ojczyźnie - znaczy odnaleźć nadzieję.

Krew ludzkich dramatów

W ramach konkursu wiedzy o osobie i nauczaniu kard. Stefana Wyszyńskiego młoda dziewczyna mówiła: „Kiedy nauczycielka dała nam do czytania taką grubą księgę «Wszystko postawiłem na Maryję», pomyślałam sobie: Boże, ja tego nigdy nie przeczytam. Ale jak zaczęłam czytać, nie mogłam się oderwać, bo ta Matka Boża z obrazka stała mi się żywą osobą”.
Na pewno wielu z nas oglądało film „Pasja”. Jaka ludzka i bolesna była Maryja, gdy zbierała krew Chrystusa spływającą w czasie biczowania. Podobnie zbiera krew ludzkich dramatów na co dzień. Raz po raz przychodzi do świata, objawia się. Ale też mówi do nas na modlitwie - i to jest chyba najważniejsze - żebyśmy odkryli Jej obecność. Założyciel Ruchu Pomocników Matki Kościoła we wspomnianym liście pisał: „Wszędzie, gdzie zagubiony człowiek potrzebuje pomocy, gdy zdaje się wszystko stracone, wtedy zjawia się pomoc - Maryja”. Jak bardzo także dzisiaj potrzeba nam Jej pomocy! Jej obecności w naszym życiu narodowym, w tych wielkich trudnych sprawach, ale też i w naszym codziennym życiu wobec naszych własnych niemożliwości, wobec trudności w naszych rodzinach, w naszym otoczeniu. Pomocnicy pragną nie tylko prosić Maryję o pomoc, chcą stanąć Jej ku pomocy. Oddają się Jej za zbawienie ludzi i z Nią starają się nieść pomoc najbardziej potrzebującym. Stają się jakby Jej zakładnikami za innych, aby ocalić najbardziej zagrożonych braci, aby być Jej ku pomocy dla Kościoła i dla Ojczyzny. Jest to droga wymagająca radykalnej wiary, całkowitego oddania.
Bł. Jan Paweł II i sługa Boży kard. Stefan Wyszyński mieli odwagę, tak jak św. Ludwik Grignion de Montfort, jak św. Maksymilian Kolbe, oddać się Matce Bożej całkowicie, w niewolę. Prymas Tysiąclecia nie tylko osobiście stał się Jej niewolnikiem w więzieniu w Stoczku 8 grudnia 1953 r., ale całą Polskę oddał w niewolę Maryi, czyli na Jej absolutną własność, abyśmy nie byli już w żadnej innej niewoli, którą przez tyle wieków cierpiał nasz Naród. Znał sytuację Polski, znał jej dzieje, przeczuwał, jakie jeszcze doświadczenia mogą przyjść. Widział nasze położenie geopolityczne, w którym nie możemy liczyć ani na Wschód, ani na Zachód. Często powtarzał: „Nasze wyjście jest w górze”, dlatego zapragnął zabezpieczyć nasz skarb wiary i naszą wolność w Jej dłoniach. I znowu była to nie tylko prośba o pomoc, ale zgłoszenie całej naszej Ojczyzny ku pomocy Matce Bożej.

Reklama

„To Jej dzieło”

Sens tych słów zrozumieliśmy kilkanaście lat później, gdy na Stolicę Piotrową został wybrany bł. Jan Paweł II. W jego osobie Polska z całym swoim doświadczeniem dziejowym, z całą swoją tajemnicą zawierzenia Maryi stanęła ku pomocy Kościołowi w całym świecie. Było to zwycięstwo Maryi. „Gdy podszedłem do Jana Pawła II - mówił kard. Wyszyński - z pierwszym homagium, usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej - «To Jej dzieło»”. Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal. Wielkie dzieło zawierzenia Prymasa Tysiąclecia i Jana Pawła II trwa nadal, nadal jest aktualne. We wspomnianym liście do Pomocników Ksiądz Prymas wyjaśnia: „Co to znaczy, że mam być pomocnikiem Maryi dla sprawy Chrystusa i Kościoła na ziemi? Od chwili, kiedy to sobie uświadamiam i na to się decyduję, oddaję się osobiście Maryi Matce Kościoła w Jej macierzyńską niewolę miłości za Kościół Chrystusowy. Odtąd wszystko czynić będę z Maryją”.
Dla wielu ludzi słowo „niewola” było zgorszeniem. Wszyscy dziś pragną wolności. Wolności nawet od praw Bożych, od wszelkiego podporządkowania, od trwałych więzów. Trudno dziś ludziom decydować się na drogę powołania, trudno na sakramentalne małżeństwo. Trudna jest dla nas dzisiaj decyzja na całkowite oddanie. Wolimy troszkę „pożyczyć” siebie Panu Bogu i ludziom, ale troszkę dla siebie zostawić.
Najgłębiej sens oddania w niewolę wyjaśnił Ojciec Święty Jan Paweł II na Jasnej Górze 4 czerwca 1979 r., kiedy to po raz pierwszy przybył do naszej Ojczyzny. „Znaczenie słowa «niewola», tak dotkliwe dla nas, Polaków, kryje w sobie podobny paradoks, jak słowa Ewangelii o własnym życiu, które trzeba stracić, aby je zyskać. Wolność jest wielkim darem Bożym, trzeba go dobrze używać. Miłość stanowi spełnienie wolności, a równocześnie do jej istoty należy przynależeć, czyli nie być wolnym, albo raczej być wolnym w sposób dojrzały.
Księdzu Prymasowi tak bardzo zależało na tym, aby nasze oddanie się Matce Bożej nie było tylko historycznym aktem, ale żyło w sercach przynajmniej niektórych ludzi. I tu, myślę, jest wielkie zadanie dla nas, Pomocników. Byłam świadkiem takich słów Prymasa Wyszyńskiego: „Gdyby w każdej parafii było chociaż 10 prawdziwych Pomocników Matki Kościoła, byłbym spokojny o losy Kościoła w Polsce”. Pamiętamy ten targ Abrahama z Bogiem: „Panie, jeżeli znajdę 50 sprawiedliwych, ocalisz to miasto? - Ocalę. A jeżeli 40...” i tak zszedł do 10. Nie było nawet 10 sprawiedliwych. Czy dzisiaj znalazłby Bóg 10 sprawiedliwych?

Potrzeba świadków

Być prawdziwym Pomocnikiem Matki Kościoła to postawić Boga we własnym życiu na pierwszym miejscu. To do końca życia dla każdego człowieka najbardziej aktualne zadanie. Nie tylko mamy się troszczyć o zbawienie innych, ale mamy stawać przed Bogiem w pokorze ze swoim własnym życiem. Mamy wziąć Maryję do siebie. „Uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 27), nie do sąsiada, nie do sąsiadki. Do siebie. I z Jej pomocą, przez Jej dłonie mamy dać Bogu siebie. Dać właśnie jako ofiarę, jako zastawienie się za innych. „Świat dzisiaj bardziej potrzebuje świadków niż nauczycieli - powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II - a jeżeli nauczycieli, to takich, którzy są świadkami”. Jego życie pokazało wartość świadectwa i wielką siłę człowieka, który żyje Bogiem. Przyszedł czas, gdy był słaby, chory, niedołężny, konający na oczach świata, a jednak wtedy zwyciężył. Zwyciężył wiarą, autentyczną przynależnością do Boga. Może nam się wydaje, że to jest bardzo mało, że powinniśmy przede wszystkim działać. I kard. Wyszyński, i Jan Paweł II zwracali uwagę, aby najpierw być... Najpierw być, potem mieć i działać. Oddać siebie Matce Bożej do dyspozycji i na co dzień być człowiekiem, nie ominąć brata w potrzebie. Postawa służby to jakby antidotum na dzisiejsze dążenie do sukcesu za wszelką cenę. Nie to jednak jest najważniejsze, ale służyć, pomagać, należeć do Boga, mieć oczy otwarte na człowieka. Wielkie jest pole niesienia pomocy i nikt z nas nie jest tutaj bezradny, bo mamy Matkę. Ja sam nie potrafię pomóc, ale przyzywam Ją na pomoc. Ja nie udźwignę, ale Ona nie zawiedzie.
Jeżeli ktoś chce zostać Pomocnikiem Matki Kościoła i przynależeć do Ruchu, może napisać pod adresem: ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego 12, 42-200 Częstochowa. Ale jeśli ktoś nawet nie napisze, a odda się Matce Bożej w niewolę miłości i z Nią będzie służył ludziom - także będzie prawdziwym Jej pomocnikiem.

Reklama

Matka Boża Szkaplerzna

xzr
Edycja szczecińsko-kamieńska 31/2002

Arkadiusz Bednarczyk

16 lipca przypada w liturgii Kościoła wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Dzień ten nazywany jest często dniem Matki Bożej Szkaplerznej, gdyż bezpośrednio wiąże się z nabożeństwem szkaplerza.

Historia szkaplerza karmelitańskiego sięga XII w. Duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili życie modlitwy na Górze Karmel w Palestynie. Nazywali się Braćmi Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Z powodu prześladowań przenieśli się do Europy. Kościół uznał ich regułę życia i dał prawny początek Zakonowi Karmelitów, który promieniował przykładem świętości w nowym dla siebie środowisku, ale nie uniknął też określonych trudności. Wtedy odznaczający się świętością generał zakonu, angielski karmelita św. Szymon Stock, zmobilizował swoich braci i zawierzając się Maryi, prosił Ją o pomoc. Jak podają kroniki, gdy modlił się słowami antyfony Flos Carmeli ( Kwiecie Karmelu) w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r. ukazała mu się Maryja w otoczeniu aniołów i wskazując na szkaplerz, powiedziała: "Przyjmij, najmilszy synu, Szkaplerz twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania". Nabożeństwo szkaplerzne, praktykowane początkowo tylko we wspólnotach karmelitańskich, bardzo szybko rozpowszechniło się wśród ludzi świeckich i duchowieństwa.

Do nabożeństwa szkaplerznego przywiązane są przywileje uznane przez Kościół jako objawione przez Maryję:

- noszącym szkaplerz Maryja zapewniła opiekę w trudach i niebezpieczeństwach życia zarówno względem duszy, jak i ciała;

- w znaku szkaplerza Maryja obiecała szczęśliwą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia;

- każdy, kto nosi szkaplerz, jest złączony z Zakonem Karmelitańskim i ma udział w jego duchowych dobrach za życia i po śmierci (objęty jest intencjami Mszy św., komunii św., umartwień, postów, modlitw itp.).

Z końcem XV w. do powyższych łask dołączono tzw. przywilej sobotni oparty na objawieniu, jakie miał mieć papież Jan XXII. Maryja obiecała przez niego, że każdy noszący szkaplerz i zachowujący czystość według swego stanu zostanie uwolniony z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci.

Każdy, kto chciałby przyjąć i nosić szatę Maryi, niech czuje się zaproszony na comiesięczne skupienie Bractwa Szkaplerza w Sanktuarium Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Szczecinie ( os. Słoneczne). Każdego 16. dnia miesiąca wspólnotowa adoracja od godz. 17.00, Różaniec i o godz. 18.00 Msza św., podczas której jest możliwość przyjęcia szkaplerza św. 16 lipca, z okazji wspomnienia Matki Bożej Szkaplerznej, miało miejsce wspólne dziękczynienie noszących szkaplerz, składane Maryi w Jej sanktuarium za nieustanną opiekę nad nami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerna: rozpoczęły się uroczystości odpustowe w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej

2019-07-16 18:00

md / Czerna (KAI)

Mszą św. pod przewodnictwem bp. Damiana Muskusa OFM rozpoczęły się w Czernej ogólnopolskie obchody uroczystości Matki Bożej Szkaplerznej. Na polskiej Górze Karmel potrwają one do niedzieli.

polskieszlaki.pl
Karmelitański klasztor w Czernej k. Krakowa

Święto Matki Bożej z Góry Karmel zgromadziło w klasztorze ojców karmelitów tysiące pielgrzymów. W wygłoszonej do nich homilii bp Muskus wymieniał trzy konsekwencje Jezusowego testamentu z krzyża: dojrzałość chrześcijańską, wspólnotę Kościoła i naśladowanie maryjnego stylu życia.

Zwracał uwagę na to, że w „Bożym akcie adopcji”, który dokonał się na Golgocie, nie zostaliśmy dziećmi Maryi tylko po to, by szukać u Niej ciepła i akceptującej macierzyńskiej miłości. - Radością każdej matki jest dojrzewanie jej dzieci, ich dorastanie i stopniowe podejmowanie kolejnych zadań, aż do osiągnięcia samodzielności i wejścia w dorosłe życie – wyjaśniał hierarcha. Jak podkreślał, aktem dojrzałej, mądrej miłości jest umiejętność ofiarowania wolności dorosłemu dziecku. - Taka jest miłość Maryi. Nie zniewala, nie chowa pod kloszem, ale uczy odpowiedzialnego życia i podejmowania wyborów w duchu miłości – mówił.

- Nasza Matka nie oczekuje od nas, że będziemy uciekać od świata w Jej ramiona. Nie oczekuje też tego, że w Jej obronie będziemy jak chłopcy bawić się w Jej wojowników. Największą radością Matki jest nasza ludzka i chrześcijańska dojrzałość, wyrażająca się w najprostszych rzeczach, w spójności życia i modlitwy, wiary i codzienności, w konsekwentnym i wytrwałym wypełnianiu zadań, do których zostaliśmy powołani – nauczał kaznodzieja. Podkreślał, że wyrazem miłości do Maryi nie jest „toczenie wojen z rzeczywistymi lub wyimaginowanymi wrogami”, ale bycie światłem przed ludźmi.

Drugą konsekwencją testamentu z krzyża jest wspólnota Kościoła, którego Matką jest Maryja. - Nie jesteśmy samotnymi wyspami, ale rodziną, która wciąż uczy się kochać i przyjmować miłość, troszczyć się o siebie wzajemnie, akceptować to, że każdy z nas jest inny i nikogo z tego powodu nie wykluczać – wyjaśniał bp Muskus. - Zbyt często o tym zapominamy, gdy toczymy swoje wojenki, gdy z taką łatwością przychodzi nam oceniać i potępiać zagubione owce i marnotrawnych synów. Zapominamy o tym, gdy angażujemy się w spory wewnątrz wspólnoty, krytykując tych, którzy swoją wiarę wyrażają inaczej niż my, wyrokując, kto jest ważniejszy w oczach Boga, nadając etykietki postępowych bądź konserwatywnych, wiernych bądź liberalnych, i okopując się w nieprzyjaznych obozach lepiej i gorzej wierzących – ubolewał. Apelował, by patrzeć oczami Maryi na inaczej myślących, bo Ona jest Matką wszystkich, również zagubionych czy żyjących na obrzeżach Kościoła.

Trzecią konsekwencją Jezusowego testamentu z krzyża jest zaproszenie do naśladowania Matki Bożej. – Jej droga nie była triumfalnym pochodem przez życie. Maryja nie afiszowała się tym, że została wybrana przez Boga na Matkę Jego Syna. Nie patrzyła z moralną wyższością ani na tłumy, które za Nim chodziły, ani na odrzucające Go elity. Nie wykorzystywała swojej pozycji do uzyskania jakichkolwiek przywilejów – zaznaczył biskup. Zwrócił uwagę na to, że była zwyczajną kobietą, która żyła w ukryciu, w cichym posłuszeństwie Bogu. - Maryjny styl bycia jest zupełnie inny od propozycji świata. Więcej, czasem nasze ludzkie sposoby okazywania Jej miłości i przywiązania stoją w sprzeczności z tym, w jaki sposób żyła i kochała Niewiasta z Nazaretu – zaznaczył hierarcha. Podkreślał, że najdoskonalszym sposobem oddania Jej czci i naśladowania tego maryjnego stylu jest pokora i miłość w codziennych relacjach z Bogiem i drugim człowiekiem.

Biskup mówił ponadto, że szkaplerz jest nie tylko przywilejem, ale i zadaniem. - Jest przyjęciem odpowiedzialności za Kościół, zwłaszcza w czasie kryzysu i zamętu. Jest wreszcie deklaracją wierności i wytrwania przy Matce – podsumował.

Uroczystości w Czernej potrwają do niedzieli, wypełniając sanktuarium pielgrzymami z całej Polski. Pani Ewa przyjechała z Zabrza. Szkaplerz przyjęła jako studentka. – Jestem już matką i babcią, i mogę zaświadczyć, że szata Maryi chroni moją rodzinę. Bez Niej nie przetrwalibyśmy kryzysów i nieszczęść – deklaruje. Pan Zdzisław przywędrował pieszo z Krakowa, jak co roku od dwudziestu lat. – Te dni w Czernej są najważniejsze w całym roku. Tu się duchowo odnawiam – mówi.

Lipcowe obchody święta Patronki Karmelu ściągają do Czernej członków Rodziny Szkaplerznej, która ciągle się powiększa. - Co roku wpisujemy do naszej księgi szkaplerznej ok. 4 tys. osób. Do tego doliczyć należałoby wszystkich przyjętych przy innych klasztorach karmelitańskich, podczas rekolekcji czy w parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej, których jest w całej Polsce ponad 70 – wylicza moderator Bractw Szkaplerznych, o. Włodzimierz Tochmański OCD. Według jego szacunków, w sumie ponad pół miliona Polaków nosi szkaplerz.

Klasztor karmelitów bosych w Czernej został ufundowany w 1629 r. przez Agnieszkę z Tęczyńskich Firlejową. Klasztorny kościół św. Eliasza konsekrowano w 1644 roku. Aż do 1805 r. klasztor był pustelnią i wierni nie mieli do niego wstępu. Po wyłączeniu kościoła spod klauzury Czerna stała się miejscem kultu Matki Boskiej Szkaplerznej. Rozpoczęły się pielgrzymki do Matki Bożej, zwłaszcza spośród mieszkańców Małopolski i Śląska. Świadectwem licznych łask, jakich doznawali, były wota, z których wykonano ozdobną sukienkę i korony.

Z klasztorem w Czernej związany był św. Rafał Kalinowski, kanonizowany przez Jana Pawła II w 1991 roku. Tutaj również żył i służył wiernym o. Alfons Mazurek. Był przeorem i ekonomem klasztoru. Zginął rozstrzelany przez hitlerowców 28 sierpnia 1944 r. w Nawojowej Górze koło Krzeszowic. Beatyfikował go, w gronie 108 męczenników, papież Jan Paweł II 13 czerwca 1999 roku. W Czernej znajduje się nowicjat zakonny, prężnie działa Dom Pielgrzyma oraz Sekretariat Rodziny Szkaplerznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem