Reklama

Klimat wokół klimatu

O wpływie dwutlenku węgla na globalną temperaturę, związkach klimatologii z polityką i biznesem oraz o polskiej rysie klimatycznej z prof. Leszkiem Marksem rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 15/2012, str. 38-40

Dominik Różański
Prof. Leszek Marks - geolog, klimatolog, Wydział Geologii Uniwersytetu Warszawskiego

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - „Całkowita emisja dwutlenku węgla ma decydujące znaczenie dla systemu klimatycznego” - stwierdza Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC). Pan Profesor krytykuje tę tezę. Dlaczego?

PROF. LESZEK MARKS: - Dlatego, że nie została ona udowodniona.

- Jak zatem doszło do wysnucia takiego wniosku przez znaczącą grupę uczonych?

- Międzyrządowy Zespół nie uwzględnił wszystkich dostępnych informacji, traktując je w sposób wybiórczy. W pierwszym raporcie tego Zespołu (1990 r.) przedstawiono krzywą temperatury dla ostatniego tysiąclecia, uwzględniającą tzw. ocieplenie średniowieczne (950-1300) i małą epokę lodową (1400-1850). W trzecim raporcie z 2001 r. znikło zarówno ocieplenie średniowieczne, jak i mała epoka lodowa; pokazano natomiast wykres obrazujący wyraźny skok temperatury w ciągu ostatnich 50 lat. To było ewidentne zafałszowanie danych, zresztą w tej formie opublikowane już wcześniej (1998 r.) w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Nature” przez amerykańskiego uczonego z Uniwersytetu Stanu Pensylwania prof. Michaela Manna. Wtedy właśnie sformułowano tezę, że wielkim winowajcą jest dwutlenek węgla, i usankcjonowano ją urzędowo oraz politycznie.

- Jakie jest naukowe uzasadnienie?

- Co najmniej wątpliwe, uznano po prostu, że ponieważ w ciągu 200 lat zawartość CO2 wzrosła od 280 do 380 ppm (liczba cząstek CO2 na milion cząstek „powietrznego roztworu”), to właśnie on jest tym winowajcą. A jeśli dwutlenek węgla, to oczywiście człowiek, który go w nadmiarze produkuje... Zaczęto mówić, że to gaz trujący i temu podobne bzdury. Z góry wykluczono wszystkie inne rozważania na ten temat, np. czy gdyby dwutlenku węgla w naszej atmosferze było wyraźnie mniej, to plony roślin mogłyby być znacząco mniejsze, bo przecież to CO2 jest budulcem biomasy. Należałoby więc przeprowadzić i taką kalkulację. Może gdyby zawartość CO2 była jeszcze większa, to zbiory płodów rolnych byłyby większe?

- Albo zbyt wysoka temperatura uniemożliwiłaby wzrost roślin?

- Nie sądzę, gdyż związek zawartości C02 w powietrzu ze wzrostem temperatury jest naprawdę wątpliwy. Natomiast w badaniach pilotażowych stwierdzono, że przy znacznie większym niż obecnie stężeniu CO2 w atmosferze tempo fotosyntezy mogłoby być znacznie szybsze i w dodatku możliwe do znacznie wyższych temperatur niż obecne. Dziś zawartości CO2 w powietrzu można uznać za naprawdę minimalne. 100 mln lat temu w atmosferze było 10 razy więcej dwutlenku węgla niż obecnie, czyli 3800 ppm, a średnia temperatura globalna wynosiła 23°C, dzisiaj - 15-16°C. Biorąc pod uwagę choćby te proporcje, widać, że wzrost zawartości CO2 w atmosferze w ciągu ostatnich 200 lat o jedną trzecią, jeśli nawet wpływa na zmiany temperatury, to nie w takim stopniu, jak to się dziś szacuje. Można brać pod uwagę zwiększenie temperatury o co najwyżej 0,1°C, a i to jest bardzo problematyczne.

- Pan Profesor uważa, że wyznaczony przez UE „cel 2°C”, czyli konieczność redukcji przyrostu temperatury poprzez ograniczanie emisji CO2 nie ma wystarczającego naukowego uzasadnienia?

- Tak uważam. Naprawdę do końca nie wiadomo, na jakiej podstawie przyjęto, że jedynym odpowiedzialnym za zmiany klimatu jest dwutlenek węgla, nawet nie wszystkie gazy cieplarniane (np. metan, tlenki azotu)... Gdy się dokładnie wczytać w liczący ok. 3 tys. stron raport unijnego Zespołu Międzyrządowego ds. Zmian Klimatu, można w nim znaleźć opinie mówiące o niepewności i niekompletności materiałów źródłowych, co nie pozwala na rzetelne wnioskowanie. Jednak publicznie przedstawiono tylko krótką syntezę tegoż raportu, opracowaną przez dość wyselekcjonowany zespół kilkudziesięciu naukowców oraz polityków. Jest to po prostu polityczny wyciąg, „podkładka” biznesowa, na tyle apodyktyczna, że stała się podstawą do ważnych decyzji m.in. na forum UE. W zasadniczym raporcie dominuje jednak wielka niepewność co do roli CO2... Jedno jest tylko pewne - naukowcy wątpiący w scenariusz z CO2 w roli głównej nie są powoływani do opracowania tego rodzaju znaczących raportów.

- A jednak obserwując dziś różne dziwne zjawiska pogodowe, chętnie przyjmujemy wniosek o destrukcyjnym wpływie człowieka na klimat. Czy naprawdę człowiek nie ma wpływu na zmiany ziemskiego klimatu, Panie Profesorze?

- Można raczej powiedzieć, że to klimat zmienia człowieka. Ten zmieniający się klimat towarzyszy ludzkości od samego jej zarania. Ale rzeczywiście, dziś obserwujemy, że tam, gdzie są duże skupiska ludzi, klimat wyraźnie się zmienia...

-...właśnie pod wpływem człowieka!?

- Tak. Jednak dotyczy to konkretnych rejonów, przede wszystkim wielkich miast. Zaobserwować można np. istotne różnice między temperaturą w mieście i na przedmieściach. W dużych miastach, takich jak np. Londyn, zaobserwowano nawet różnice kilkunastostopniowe między centrum miasta a przedmieściami. Jest to jednak spowodowane zwartą zabudową pochłaniającą i emanującą ciepło, wytwarzaniem ciepła przez intensywny ruch samochodowy, ograniczeniem naturalnej retencji wody w gruncie itp. W miastach wpływu człowieka na klimat lokalny nie da się zanegować. Jednak nie można tego, co dzieje się w dużych skupiskach ludzkich, transponować na całą kulę ziemską, a w dodatku za głównego winowajcę uważać zwiększoną zawartość CO2 w atmosferze.

- Ale można powiedzieć, że im więcej wielkich skupisk ludzkich, tym ten wpływ człowieka na globalny klimat jest bardziej wyraźny?

- Teoretycznie tak, ale nie ma na ten temat konkretnych materiałów naukowych, a miasta nadal zajmują jedynie bardzo niewielki fragment powierzchni Ziemi.

- Skoro jednak na Ziemi ubyło tak wiele lasów, a przybyło tak wielu ludzi, to czy nie można wnioskować o nieuchronnie globalnym charakterze niekorzystnych zmian klimatycznych?

- Tak rozumując, trzeba by się zastanawiać - i rzeczywiście niektórzy się nad tym zastanawiają - jak ograniczyć ludzką populację, bo wtedy sprawa owych niekorzystnych zmian klimatu byłaby załatwiona...

- W sposób makabryczny!

- Tak, niestety, w Internecie można dziś znaleźć tego rodzaju sugestie, i to wcale nie w formie makabrycznego żartu! Formułuje się np. postulaty ograniczenia służby zdrowia w krajach nisko rozwiniętych, gdzie występuje duża dzietność...

- Trudno chyba zaprzeczyć, że klimatowi (i naturalnemu środowisku) od czasu rewolucji przemysłowej szkodzą przede wszystkim kraje wysoko rozwinięte. To one są w końcu odpowiedzialne za podwyższenie zawartości CO2 w powietrzu...

- Oczywiste jest, że nastąpił wzrost emisji CO2, jednak trzeba by postawić pytanie, czy istotnie ma to wpływ na zmianę klimatu. A takiego pytania nauce się nie stawia i jak dotąd nie ma na to żadnego prawdziwie naukowego dowodu! Czy dwutlenek węgla rzeczywiście ma związek z tymi zmianami klimatycznymi, które dziś obserwujemy? Czy nie mamy przypadkiem do czynienia z innymi przyczynami, najzupełniej naturalnymi? Klimat zmieniał się zawsze, a te zmiany, które obserwujemy dziś, w porównaniu z tym, co się działo np. 10 tys. lat temu, mieszczą się w granicach błędu statystycznego.

- I nie można mieć pewności, że dzisiejsze ocieplenie nie wiąże się z rewolucją przemysłową?

- Nie można. Moim zdaniem, jest to jednak w większej mierze efekt procesów naturalnych, bo gdy badamy zmiany klimatu w historii Ziemi, to możemy zauważyć kolejno następujące po sobie większe, mniejsze i podobne wahania. Takich rozpoznanych cykli klimatycznych o różnej genezie jest przynajmniej kilkadziesiąt; na ogół nie współgrają one ze sobą, lecz czasem się sumują, a czasem niwelują. Te zmiany nie są więc do końca regularne, ale ten najmniejszy obserwowany przez nas cykl, ok. 10-20-letni, wykazuje pewną regularność - okresy cieplejsze sinusoidalnie przeplatają się z zimniejszymi. Mniej więcej od początku XIX stulecia ta sinusoida ma tendencję do lekkiego wznoszenia się.

- Co powoduje tego rodzaju wahania globalnej temperatury?

- Do końca tego nie wiemy, prawdopodobnie jest to splot wielu czynników. Jednym z najważniejszych jest niewątpliwie cykliczna aktywność Słońca (11-13-letni cykl wysokiej i niskiej aktywności). To zjawisko obserwowano od 400 lat. Obserwujemy też zmiany aktywności słonecznej w dłuższych, kilkudziesięcioletnich cyklach.

- W jaki sposób aktywność Słońca wpływa na ziemski klimat?

- Przede wszystkim w okresach zwiększonej aktywności Słońca więcej energii słonecznej dociera do Ziemi, co powoduje m.in. intensyfikację burz magnetycznych. Można również domniemywać, że w sposób istotny wpływa np. na tzw. efekt El Nińo, występujący w cyklach 3-7-letnich, przy czym co czwarty El Nińo jest silniejszy... Od połowy lat 80. XX wieku mieliśmy rzeczywiście tendencję wzrostową, ostatni wyjątkowo silny El Nińo był w 1998 r. i to była kulminacja cyklu z najwyższą temperaturą globalną. Po roku 2000 nastąpiła stabilizacja, a nawet niewielkie ochłodzenie (znów w granicach błędu statystycznego) rzędu 0,2-0,3°C na stulecie. O tym jednak raczej się nie mówi... W 2007 r. znów był pewien „wyskok” temperaturowy związany z cyklem El Nińo... Naprawdę trudno to wszystko przypisać CO2 i człowiekowi!

- Często mówimy, że klimat zwariował, bo na północy ciepłe zimy, a na południu mrozy i śnieg. Skąd to się bierze?

- To jest sytuacja, która zdarzała się zawsze, wystarczy sięgnąć do opracowań historycznych, by się dowiedzieć, że były takie dziwne lata w XVIII-XIX wieku - spowodowane np. wybuchami wulkanów na Sumatrze lub Islandii - gdy w Europie, np. w Holandii, w lipcu były opady śniegu. Mieliśmy tzw. średniowieczne ocieplenie, gdy odnotowywano w Europie temperatury wyższe niż obecnie, zaś poprzednie ocieplenie było w czasach rzymskich. Topniejące dziś w Alpach lodowce odsłaniają stare rzymskie drogi, wybudowane 1600 lat temu! Trudno zakładać, że Rzymianie budowali drogę pod lodowcem. W przeszłości, zarówno tej bardziej, jak i mniej odległej, były na ziemi zarówno okresy ciepłe, jak i zimne... O dzisiejszych anomaliach pogodowych wiemy niemal wszystko, jesteśmy wprost zalewani informacjami.

- Pan Profesor należy do niepoprawnej politycznie grupy uczonych, którym stawia się zarzut minimalizowania destrukcyjnego wpływu działalności człowieka na klimat. Taka postawa wymaga dziś chyba sporej odwagi?

- Należę do zdecydowanych sceptyków, gdy chodzi o dominującą obecnie ocenę wpływu tzw. antropogenicznego C02 na globalną zmianę klimatu. W Europie rzeczywiście źle widziane są dziś wypowiedzi kwestionujące ocieplenie antropogeniczne. Jeżeli jakiś naukowiec publicznie wyraża taką opinię, to jego kariera jest utrudniona; podobnie jak finansowanie badań „pod prąd” obowiązującej poprawności. W większości krajów Unii Europejskiej antropogeniczność zmian klimatu została zaakceptowana jako ideologiczna doktryna, a może raczej jako nienaruszalny biznesowy dogmat.

- Można zatem powiedzieć, że to przede wszystkim wielki globalny biznes ma dziś dość przewrotny wpływ na klimat?

- Nie tyle na sam klimat, ile na klimat wokół klimatu. Cały ten „naukowy” szum bierze się właśnie z wielkiego biznesu. Przypomnijmy sobie historię ponoć bardzo szkodliwych freonów emitowanych do atmosfery przez lodówki - a chodziło o zwykłą konkurencję między producentami gazów chłodniczych... Podobnych przykładów, uzasadnianych „naukowo”, jest dziś całe mnóstwo, nie tylko w dziedzinie klimatologii. W dzisiejszej dyskusji o klimacie trzeba mieć na uwadze fakt, że nie chodzi tu wyłącznie o teoretyczne rozważania zainteresowanych tymi sprawami naukowców, lecz o konkretne programy rządowe, a nawet globalne, w które są angażowane ogromne pieniądze.

- Jedyną rysą na wizerunku Polski w UE - jak mówi komisarz Janusz Lewandowski - jest kwestia klimatu, dla którego polska energetyka węglowa jest jakoby wielkim zagrożeniem. Pan Profesor uważa, że Unia Europejska przesadza, wprowadzając tzw. pakiet klimatyczny?

- Zdecydowanie tak. Nie tędy droga. Zadziwiające i niezrozumiałe jest to straszenie emisją CO2, bo gdy chodzi o szkodliwy wpływ gazów cieplarnianych, to metan jest gorszy, gdyż ma większą zdolność kumulacji ciepła. Tymczasem o metanie nic się nie mówi...

- Dlaczego?

- Dlatego, że opracowana jest technologia magazynowania dwutlenku węgla i ktoś może na tym zarobić ogromne pieniądze... Zastanawiające, dlaczego nie bierze się pod uwagę spalania gazu ziemnego i ropy naftowej, a także biopaliw, mimo że i tu przecież powstaje CO2, a mówi się wyłącznie o węglu. Mogę się domyślać, iż wynika to również z tego, że po wydobyciu gazu i ropy powstają puste przestrzenie, w których bez kłopotu można by gromadzić właśnie dwutlenek węgla...

- Pakiet klimatyczny zobowiązuje do redukcji emisji CO2, co w przypadku Polski może być szczególnie bolesne, jako że cała nasza energetyka opiera się właśnie na spalaniu węgla. Będziemy słono płacić, Panie Profesorze?

- Rzeczywiście, można się spodziewać, że teraz, gdy przewodnictwo Unii Europejskiej przejęła Dania, sprawa regulacji klimatycznych będzie stawiana na ostrzu noża, jako że właśnie Dania jest krajem wyjątkowo „proklimatycznym”, uważającym, że tzw. zieloną energią uda się zaspokoić wszystkie potrzeby energetyczne. Postuluje się więc, aby zwiększyć limit ograniczenia emisji CO2 z dotychczasowych 20 proc. do 25 proc. (do 2020 r.), a potem do 30 proc., 40 proc., itd. Nasza energetyka jest tak mocno uzależniona od węgla, że jakiekolwiek ograniczenia w tej mierze muszą prowadzić do gospodarczej zapaści. Koszty dostosowania się Polski do wymaganych ograniczeń wynosiłyby 150 mld zł rocznie od 2020 r., a w 2030 r. już rzędu 0,5 bln zł rocznie! Czyli na poziomie jednej piątej budżetu narodowego. Polska musi tu wyraźnie i mocno zaprotestować.

- Co zatem zrobić, aby nasz kraj nie był „klimatyczną rysą” na tle Europy?

- Powinniśmy przede wszystkim technologicznie udoskonalać energetykę opartą - mimo wszystko! - na spalaniu węgla oraz możliwie szybko zbudować dwie elektrownie jądrowe.

Austria: modlitwy ku czci św. Stanisława Kostki w jego wiedeńskim „mieszkaniu”

2019-11-13 13:25

ts (KAI) / Wiedeń

Jak co roku Mszą św. z udziałem młodzieży skupionej w duszpasterstwie polonijnym w Wiedniu rozpoczęły się tygodniowe modlitwy ku czci św. Stanisława Kostki. Trwający przez tydzień cykl uroczystości liturgicznych sprawowany jest w domu, w którym przyszły polski święty jako 14-latek mieszkał wraz ze swoim starszym bratem Pawłem od marca 1566 do marca 1567 r. W tym samym domu mieszkał również późniejszy kardynał i prymas Polski, Bernard Maciejowski (1548-1608).

Katarzyna Dobrowolska
Św. Stanisław Kostka

Stanisław Kostka uczęszczał od 1564 r. do szkoły jezuitów w Wiedniu przy placu Am Hof. Kiedy po dwóch latach konwikt jezuitów im. Cesarza Maksymiliana II został rozwiązany, zamieszkał wraz z bratem w położonym przy sąsiedniej ulicy Kurrentgasse domu należącym do protestanta. W kilka miesięcy później ciężko zachorował i poprosił o Komunię św. Kiedy mu jej odmówiono, w cudowny sposób przyjął Komunię z rąk św. Barbary. Z tym okresem wiąże się też inna wizja: mówi ona, że Stanisławowi ukazała się Matka Boża, która w jego ręce położyła Dzieciątko Jezus i powiedziała, że Jezus życzy sobie, aby Stanisław wstąpił do zakonu jezuitów. Na dowód, że ta wizja była rzeczywistością, Matka Boża uzdrowiła Stanisława.

Ponieważ jego ojciec, mający wówczas rozległe wpływy polityczne, zdecydowanie sprzeciwiał się, aby jego syn wstąpił do zakonu jezuitów, wiedeńscy jezuici nie odważyli się go przyjąć do swojej wspólnoty. Dlatego Stanisław uciekł z Wiednia w 1567 roku i w przebraniu żebraka udał się pieszo do Augsburga, a następnie do Dillingen, gdzie spotkał się z prowincjałem niemieckiej prowincji jezuitów św. Piotrem Kanizjuszem. Ten posłał go dalej do Rzymu do generała zakonu św. Franciszka Borgiasza, który przyjął Stanisława do Towarzystwa Jezusowego. Św. Stanisław zmarł na skutek silnego krwotoku 15 sierpnia 1568 r., w dziesiątym miesiącu swego nowicjatu u jezuitów w Rzymie.

Kaplicę w mieszkaniu św. Stanisława w domu przy Kurrentgasse urządzono już w 1583 r. Po jego kanonizacji w 1726 r. Maria Barbara Koller von Mohrenfeld zleciła ozdobienie kaplicy licznymi stiukami i motywami kwiatowymi w stylu rokoko. Uczynił to w latach 1740-42 znany wówczas malarz Joachim von Sandrart. Obraz w głównym ołtarzu namalował w 1840 r. jezuita Franz Stecher. W kaplicy są też trzy obrazy ukazujące sceny z życia patrona młodzieży polskiej. Obraz przedstawiający przyjęcie św. Stanisława Kostki do zakonu jezuitów w Rzymie przez św. Ignacego Loyolę znajduje się w kościele jezuickim, tzw. uniwersyteckim przy Ignaz-Seipel-Platz.

Barokowa prywatna kaplica św. Stanisława jest czynna w dniach 13-20 listopada. przed południem do godz. 12.00, a po południu w godz. 15.00-18.00. W tych dniach codziennie sprawowane są Msze św. o godz. 7.30, a w niedzielę 17 listopada – o godz. 10.00. Poza tym wyjątkowym tygodniem kaplicę można zwiedzać po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem domu, Związkiem Chrześcijańskich Pracobiorców (sekretariat: +43/1/533 82 51 lub 817 89 46). Rektorem kaplicy jest jezuita ks. Michael Zacherl SJ (tel. +43 15125232).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Konferencja: Creatio Continua. Ekologia integralna i wyzwania antropocenu

2019-11-14 11:23

Naukowcy szacują, że do roku 2050 może zginąć nawet milion gatunków. Człowiek jest sprawcą i zarazem uczestnikiem VI masowego wymierania żywych organizmów na Ziemi. Czy katastrofa klimatyczna wyznaczy kres epoki człowieka?

Wraz z postępującą degradacją planety, człowiek zaczyna rozumieć, że na nim spoczywa odpowiedzialność za bioróżnorodność, za stan atmosfery, za klimat jednym słowem – za życie na Ziemi.

Encyklika „Laudato si” papieża Franciszka przestrzega przed tym procesem samozagłady, podtrzymując wezwanie do „nawrócenia ekologicznego”, które św. Jan Paweł II sformułował w encyklice „Centesimus annus” i w późniejszych katechezach. Wskazuje też drogi wyjścia.

Jeśli chcemy wygrać z kryzysem klimatycznym, musimy na nowo zrozumieć, co to naprawdę znaczy „czynić sobie ziemi poddaną”. Wiemy już, że panowanie człowieka nie jest absolutne, ale służebne — jest to rzeczywisty odblask jedynego i nieskończonego panowania Boga. Nie jest to misja absolutnego i niepodważalnego władcy, lecz sługi Królestwa Bożego (za Jan Paweł II). Stawiamy tezę, że odkrycie na nowo teologii stworzenia, ekologicznej duchowości i ekologicznej etyki – może wygenerować impuls niezbędny do skutecznej ochrony atmosfery, klimatu, bioróżnorodności – świata życia, który zamieszkuje człowiek.

Konferencja odbywa się w ramach projektu „Ekologia integralna encykliki Laudato si’ w działaniu wspólnot Caritas i społeczności lokalnych”, realizowanego przez Caritas Polska. Projekt został dofinansowany ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za treść materiałów konferencyjnych odpowiada wyłącznie Caritas Polska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem