Reklama

Klimat wokół klimatu

O wpływie dwutlenku węgla na globalną temperaturę, związkach klimatologii z polityką i biznesem oraz o polskiej rysie klimatycznej z prof. Leszkiem Marksem rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 15/2012, str. 38-40

Dominik Różański
Prof. Leszek Marks - geolog, klimatolog, Wydział Geologii Uniwersytetu Warszawskiego

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - „Całkowita emisja dwutlenku węgla ma decydujące znaczenie dla systemu klimatycznego” - stwierdza Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC). Pan Profesor krytykuje tę tezę. Dlaczego?

PROF. LESZEK MARKS: - Dlatego, że nie została ona udowodniona.

- Jak zatem doszło do wysnucia takiego wniosku przez znaczącą grupę uczonych?

- Międzyrządowy Zespół nie uwzględnił wszystkich dostępnych informacji, traktując je w sposób wybiórczy. W pierwszym raporcie tego Zespołu (1990 r.) przedstawiono krzywą temperatury dla ostatniego tysiąclecia, uwzględniającą tzw. ocieplenie średniowieczne (950-1300) i małą epokę lodową (1400-1850). W trzecim raporcie z 2001 r. znikło zarówno ocieplenie średniowieczne, jak i mała epoka lodowa; pokazano natomiast wykres obrazujący wyraźny skok temperatury w ciągu ostatnich 50 lat. To było ewidentne zafałszowanie danych, zresztą w tej formie opublikowane już wcześniej (1998 r.) w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Nature” przez amerykańskiego uczonego z Uniwersytetu Stanu Pensylwania prof. Michaela Manna. Wtedy właśnie sformułowano tezę, że wielkim winowajcą jest dwutlenek węgla, i usankcjonowano ją urzędowo oraz politycznie.

- Jakie jest naukowe uzasadnienie?

- Co najmniej wątpliwe, uznano po prostu, że ponieważ w ciągu 200 lat zawartość CO2 wzrosła od 280 do 380 ppm (liczba cząstek CO2 na milion cząstek „powietrznego roztworu”), to właśnie on jest tym winowajcą. A jeśli dwutlenek węgla, to oczywiście człowiek, który go w nadmiarze produkuje... Zaczęto mówić, że to gaz trujący i temu podobne bzdury. Z góry wykluczono wszystkie inne rozważania na ten temat, np. czy gdyby dwutlenku węgla w naszej atmosferze było wyraźnie mniej, to plony roślin mogłyby być znacząco mniejsze, bo przecież to CO2 jest budulcem biomasy. Należałoby więc przeprowadzić i taką kalkulację. Może gdyby zawartość CO2 była jeszcze większa, to zbiory płodów rolnych byłyby większe?

- Albo zbyt wysoka temperatura uniemożliwiłaby wzrost roślin?

- Nie sądzę, gdyż związek zawartości C02 w powietrzu ze wzrostem temperatury jest naprawdę wątpliwy. Natomiast w badaniach pilotażowych stwierdzono, że przy znacznie większym niż obecnie stężeniu CO2 w atmosferze tempo fotosyntezy mogłoby być znacznie szybsze i w dodatku możliwe do znacznie wyższych temperatur niż obecne. Dziś zawartości CO2 w powietrzu można uznać za naprawdę minimalne. 100 mln lat temu w atmosferze było 10 razy więcej dwutlenku węgla niż obecnie, czyli 3800 ppm, a średnia temperatura globalna wynosiła 23°C, dzisiaj - 15-16°C. Biorąc pod uwagę choćby te proporcje, widać, że wzrost zawartości CO2 w atmosferze w ciągu ostatnich 200 lat o jedną trzecią, jeśli nawet wpływa na zmiany temperatury, to nie w takim stopniu, jak to się dziś szacuje. Można brać pod uwagę zwiększenie temperatury o co najwyżej 0,1°C, a i to jest bardzo problematyczne.

- Pan Profesor uważa, że wyznaczony przez UE „cel 2°C”, czyli konieczność redukcji przyrostu temperatury poprzez ograniczanie emisji CO2 nie ma wystarczającego naukowego uzasadnienia?

- Tak uważam. Naprawdę do końca nie wiadomo, na jakiej podstawie przyjęto, że jedynym odpowiedzialnym za zmiany klimatu jest dwutlenek węgla, nawet nie wszystkie gazy cieplarniane (np. metan, tlenki azotu)... Gdy się dokładnie wczytać w liczący ok. 3 tys. stron raport unijnego Zespołu Międzyrządowego ds. Zmian Klimatu, można w nim znaleźć opinie mówiące o niepewności i niekompletności materiałów źródłowych, co nie pozwala na rzetelne wnioskowanie. Jednak publicznie przedstawiono tylko krótką syntezę tegoż raportu, opracowaną przez dość wyselekcjonowany zespół kilkudziesięciu naukowców oraz polityków. Jest to po prostu polityczny wyciąg, „podkładka” biznesowa, na tyle apodyktyczna, że stała się podstawą do ważnych decyzji m.in. na forum UE. W zasadniczym raporcie dominuje jednak wielka niepewność co do roli CO2... Jedno jest tylko pewne - naukowcy wątpiący w scenariusz z CO2 w roli głównej nie są powoływani do opracowania tego rodzaju znaczących raportów.

- A jednak obserwując dziś różne dziwne zjawiska pogodowe, chętnie przyjmujemy wniosek o destrukcyjnym wpływie człowieka na klimat. Czy naprawdę człowiek nie ma wpływu na zmiany ziemskiego klimatu, Panie Profesorze?

- Można raczej powiedzieć, że to klimat zmienia człowieka. Ten zmieniający się klimat towarzyszy ludzkości od samego jej zarania. Ale rzeczywiście, dziś obserwujemy, że tam, gdzie są duże skupiska ludzi, klimat wyraźnie się zmienia...

-...właśnie pod wpływem człowieka!?

- Tak. Jednak dotyczy to konkretnych rejonów, przede wszystkim wielkich miast. Zaobserwować można np. istotne różnice między temperaturą w mieście i na przedmieściach. W dużych miastach, takich jak np. Londyn, zaobserwowano nawet różnice kilkunastostopniowe między centrum miasta a przedmieściami. Jest to jednak spowodowane zwartą zabudową pochłaniającą i emanującą ciepło, wytwarzaniem ciepła przez intensywny ruch samochodowy, ograniczeniem naturalnej retencji wody w gruncie itp. W miastach wpływu człowieka na klimat lokalny nie da się zanegować. Jednak nie można tego, co dzieje się w dużych skupiskach ludzkich, transponować na całą kulę ziemską, a w dodatku za głównego winowajcę uważać zwiększoną zawartość CO2 w atmosferze.

- Ale można powiedzieć, że im więcej wielkich skupisk ludzkich, tym ten wpływ człowieka na globalny klimat jest bardziej wyraźny?

- Teoretycznie tak, ale nie ma na ten temat konkretnych materiałów naukowych, a miasta nadal zajmują jedynie bardzo niewielki fragment powierzchni Ziemi.

- Skoro jednak na Ziemi ubyło tak wiele lasów, a przybyło tak wielu ludzi, to czy nie można wnioskować o nieuchronnie globalnym charakterze niekorzystnych zmian klimatycznych?

- Tak rozumując, trzeba by się zastanawiać - i rzeczywiście niektórzy się nad tym zastanawiają - jak ograniczyć ludzką populację, bo wtedy sprawa owych niekorzystnych zmian klimatu byłaby załatwiona...

- W sposób makabryczny!

- Tak, niestety, w Internecie można dziś znaleźć tego rodzaju sugestie, i to wcale nie w formie makabrycznego żartu! Formułuje się np. postulaty ograniczenia służby zdrowia w krajach nisko rozwiniętych, gdzie występuje duża dzietność...

- Trudno chyba zaprzeczyć, że klimatowi (i naturalnemu środowisku) od czasu rewolucji przemysłowej szkodzą przede wszystkim kraje wysoko rozwinięte. To one są w końcu odpowiedzialne za podwyższenie zawartości CO2 w powietrzu...

- Oczywiste jest, że nastąpił wzrost emisji CO2, jednak trzeba by postawić pytanie, czy istotnie ma to wpływ na zmianę klimatu. A takiego pytania nauce się nie stawia i jak dotąd nie ma na to żadnego prawdziwie naukowego dowodu! Czy dwutlenek węgla rzeczywiście ma związek z tymi zmianami klimatycznymi, które dziś obserwujemy? Czy nie mamy przypadkiem do czynienia z innymi przyczynami, najzupełniej naturalnymi? Klimat zmieniał się zawsze, a te zmiany, które obserwujemy dziś, w porównaniu z tym, co się działo np. 10 tys. lat temu, mieszczą się w granicach błędu statystycznego.

- I nie można mieć pewności, że dzisiejsze ocieplenie nie wiąże się z rewolucją przemysłową?

- Nie można. Moim zdaniem, jest to jednak w większej mierze efekt procesów naturalnych, bo gdy badamy zmiany klimatu w historii Ziemi, to możemy zauważyć kolejno następujące po sobie większe, mniejsze i podobne wahania. Takich rozpoznanych cykli klimatycznych o różnej genezie jest przynajmniej kilkadziesiąt; na ogół nie współgrają one ze sobą, lecz czasem się sumują, a czasem niwelują. Te zmiany nie są więc do końca regularne, ale ten najmniejszy obserwowany przez nas cykl, ok. 10-20-letni, wykazuje pewną regularność - okresy cieplejsze sinusoidalnie przeplatają się z zimniejszymi. Mniej więcej od początku XIX stulecia ta sinusoida ma tendencję do lekkiego wznoszenia się.

- Co powoduje tego rodzaju wahania globalnej temperatury?

- Do końca tego nie wiemy, prawdopodobnie jest to splot wielu czynników. Jednym z najważniejszych jest niewątpliwie cykliczna aktywność Słońca (11-13-letni cykl wysokiej i niskiej aktywności). To zjawisko obserwowano od 400 lat. Obserwujemy też zmiany aktywności słonecznej w dłuższych, kilkudziesięcioletnich cyklach.

- W jaki sposób aktywność Słońca wpływa na ziemski klimat?

- Przede wszystkim w okresach zwiększonej aktywności Słońca więcej energii słonecznej dociera do Ziemi, co powoduje m.in. intensyfikację burz magnetycznych. Można również domniemywać, że w sposób istotny wpływa np. na tzw. efekt El Nińo, występujący w cyklach 3-7-letnich, przy czym co czwarty El Nińo jest silniejszy... Od połowy lat 80. XX wieku mieliśmy rzeczywiście tendencję wzrostową, ostatni wyjątkowo silny El Nińo był w 1998 r. i to była kulminacja cyklu z najwyższą temperaturą globalną. Po roku 2000 nastąpiła stabilizacja, a nawet niewielkie ochłodzenie (znów w granicach błędu statystycznego) rzędu 0,2-0,3°C na stulecie. O tym jednak raczej się nie mówi... W 2007 r. znów był pewien „wyskok” temperaturowy związany z cyklem El Nińo... Naprawdę trudno to wszystko przypisać CO2 i człowiekowi!

- Często mówimy, że klimat zwariował, bo na północy ciepłe zimy, a na południu mrozy i śnieg. Skąd to się bierze?

- To jest sytuacja, która zdarzała się zawsze, wystarczy sięgnąć do opracowań historycznych, by się dowiedzieć, że były takie dziwne lata w XVIII-XIX wieku - spowodowane np. wybuchami wulkanów na Sumatrze lub Islandii - gdy w Europie, np. w Holandii, w lipcu były opady śniegu. Mieliśmy tzw. średniowieczne ocieplenie, gdy odnotowywano w Europie temperatury wyższe niż obecnie, zaś poprzednie ocieplenie było w czasach rzymskich. Topniejące dziś w Alpach lodowce odsłaniają stare rzymskie drogi, wybudowane 1600 lat temu! Trudno zakładać, że Rzymianie budowali drogę pod lodowcem. W przeszłości, zarówno tej bardziej, jak i mniej odległej, były na ziemi zarówno okresy ciepłe, jak i zimne... O dzisiejszych anomaliach pogodowych wiemy niemal wszystko, jesteśmy wprost zalewani informacjami.

- Pan Profesor należy do niepoprawnej politycznie grupy uczonych, którym stawia się zarzut minimalizowania destrukcyjnego wpływu działalności człowieka na klimat. Taka postawa wymaga dziś chyba sporej odwagi?

- Należę do zdecydowanych sceptyków, gdy chodzi o dominującą obecnie ocenę wpływu tzw. antropogenicznego C02 na globalną zmianę klimatu. W Europie rzeczywiście źle widziane są dziś wypowiedzi kwestionujące ocieplenie antropogeniczne. Jeżeli jakiś naukowiec publicznie wyraża taką opinię, to jego kariera jest utrudniona; podobnie jak finansowanie badań „pod prąd” obowiązującej poprawności. W większości krajów Unii Europejskiej antropogeniczność zmian klimatu została zaakceptowana jako ideologiczna doktryna, a może raczej jako nienaruszalny biznesowy dogmat.

- Można zatem powiedzieć, że to przede wszystkim wielki globalny biznes ma dziś dość przewrotny wpływ na klimat?

- Nie tyle na sam klimat, ile na klimat wokół klimatu. Cały ten „naukowy” szum bierze się właśnie z wielkiego biznesu. Przypomnijmy sobie historię ponoć bardzo szkodliwych freonów emitowanych do atmosfery przez lodówki - a chodziło o zwykłą konkurencję między producentami gazów chłodniczych... Podobnych przykładów, uzasadnianych „naukowo”, jest dziś całe mnóstwo, nie tylko w dziedzinie klimatologii. W dzisiejszej dyskusji o klimacie trzeba mieć na uwadze fakt, że nie chodzi tu wyłącznie o teoretyczne rozważania zainteresowanych tymi sprawami naukowców, lecz o konkretne programy rządowe, a nawet globalne, w które są angażowane ogromne pieniądze.

- Jedyną rysą na wizerunku Polski w UE - jak mówi komisarz Janusz Lewandowski - jest kwestia klimatu, dla którego polska energetyka węglowa jest jakoby wielkim zagrożeniem. Pan Profesor uważa, że Unia Europejska przesadza, wprowadzając tzw. pakiet klimatyczny?

- Zdecydowanie tak. Nie tędy droga. Zadziwiające i niezrozumiałe jest to straszenie emisją CO2, bo gdy chodzi o szkodliwy wpływ gazów cieplarnianych, to metan jest gorszy, gdyż ma większą zdolność kumulacji ciepła. Tymczasem o metanie nic się nie mówi...

- Dlaczego?

- Dlatego, że opracowana jest technologia magazynowania dwutlenku węgla i ktoś może na tym zarobić ogromne pieniądze... Zastanawiające, dlaczego nie bierze się pod uwagę spalania gazu ziemnego i ropy naftowej, a także biopaliw, mimo że i tu przecież powstaje CO2, a mówi się wyłącznie o węglu. Mogę się domyślać, iż wynika to również z tego, że po wydobyciu gazu i ropy powstają puste przestrzenie, w których bez kłopotu można by gromadzić właśnie dwutlenek węgla...

- Pakiet klimatyczny zobowiązuje do redukcji emisji CO2, co w przypadku Polski może być szczególnie bolesne, jako że cała nasza energetyka opiera się właśnie na spalaniu węgla. Będziemy słono płacić, Panie Profesorze?

- Rzeczywiście, można się spodziewać, że teraz, gdy przewodnictwo Unii Europejskiej przejęła Dania, sprawa regulacji klimatycznych będzie stawiana na ostrzu noża, jako że właśnie Dania jest krajem wyjątkowo „proklimatycznym”, uważającym, że tzw. zieloną energią uda się zaspokoić wszystkie potrzeby energetyczne. Postuluje się więc, aby zwiększyć limit ograniczenia emisji CO2 z dotychczasowych 20 proc. do 25 proc. (do 2020 r.), a potem do 30 proc., 40 proc., itd. Nasza energetyka jest tak mocno uzależniona od węgla, że jakiekolwiek ograniczenia w tej mierze muszą prowadzić do gospodarczej zapaści. Koszty dostosowania się Polski do wymaganych ograniczeń wynosiłyby 150 mld zł rocznie od 2020 r., a w 2030 r. już rzędu 0,5 bln zł rocznie! Czyli na poziomie jednej piątej budżetu narodowego. Polska musi tu wyraźnie i mocno zaprotestować.

- Co zatem zrobić, aby nasz kraj nie był „klimatyczną rysą” na tle Europy?

- Powinniśmy przede wszystkim technologicznie udoskonalać energetykę opartą - mimo wszystko! - na spalaniu węgla oraz możliwie szybko zbudować dwie elektrownie jądrowe.

Reklama

Trzeba jasno powiedzieć: Dość!

2019-07-16 11:47

Z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiał Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 10-13

Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Ale Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny – mówi abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w rozmowie z Arturem Stelmasiakiem

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

ARTUR STELMASIAK: – Napisał Ksiądz Arcybiskup bardzo mocny list w obronie wartości religijnych. Oczywistych powodów jest wiele, ale czy było jakieś szczególne wydarzenie, które przechyliło szalę goryczy, by zająć stanowisko w tej sprawie?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – Od dłuższego czasu mamy do czynienia z niezwykle intensywną dyskusją społeczną, której przedmiotem jest Kościół. Pojawia się wiele głosów nieprzychylnych, a nawet wrogich, wobec Kościoła i wartości religijnych. W ostatnich tygodniach miały jednak miejsce akty jawnej profanacji największych świętości, wobec których trzeba zdecydowanie zaprotestować. Mam tu na myśli przede wszystkim profanację jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej, jak również akty bluźnierstwa, do których dochodzi podczas tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów. Inicjatywy te cechują się swego rodzaju przewrotnością, bo pretekstem do ich organizowania jest rzekomo promocja większej tolerancji w społeczeństwie, tymczasem – o czym wspominałem w liście – stają się one miejscem jawnej nietolerancji, obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii Eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych. Do tego należy dodać napaści na świątynie i fizyczne ataki na księży. W ostatnim czasie zaistniało w społeczeństwie naprawdę wiele zła, które dotyka wspólnotę Kościoła i wprost uderza w Boga i Matkę Najświętszą. I w tym momencie trzeba jasno powiedzieć: „Dość!”.

– Pamiętam czasy, gdy Ksiądz Arcybiskup pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego KEP, a przez media przetoczyła się fala nagonki na Kościół ws. lustracji. Teraz jako przewodniczący musi się Ksiądz Arcybiskup zmagać z falą krytyki ws. rozliczeń nadużyć seksualnych. Czy teraz KEP jest w trudniejszej sytuacji niż 10 lat temu?

– Trzeba wyraźnie rozgraniczyć: czym innym jest – jak pan redaktor to ujął – medialna nagonka antykościelna, a czym innym – dążenie do prawdy i zmaganie ze złem. Bardzo nam zależy na dojściu do prawdy i wewnętrznym oczyszczeniu Kościoła. Tak było przed dekadą, kiedy podejmowaliśmy konkretne działania umożliwiające przeprowadzenie lustracji w Kościele, tak jest i teraz. Trudno w naszym społeczeństwie znaleźć drugie takie środowisko, które podjęło aż tyle przedsięwzięć, inicjatyw i rozwiązań mających na celu rozliczenie przeszłości i prewencję na przyszłość. Zależy nam bowiem na naprawieniu krzywd wobec osób zranionych grzechem ludzi Kościoła. Zależy nam na dobru dzieci i młodzieży oraz na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym.
Trudność dzisiejszej sytuacji polega na tym, że kwestia pedofilii stała się – już nie tylko w Polsce, ale niemal na całym świecie – dającym się łatwo wykorzystać tematem do ataków na Kościół, które mają na celu odebranie mu wiarygodności moralnej. Kościół jest bowiem ostatnim głosem w społeczeństwie, który nie idzie na kompromis ze współczesnymi prądami demoralizującymi, ale nie boi się mówić, że życie szczęśliwe to życie, w którym człowiek stawia sobie jasne wymagania. Siły libertyńskie chciałyby z pewnością ten głos uciszyć i wyeliminować.

– Ksiądz Arcybiskup wymienia w liście marsze środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów, które w nazwie mają tolerancję, a tak naprawdę ich uczestnicy pogardzają chrześcijaństwem. A może Kościół powinien nawiązać dialog ze środowiskami LGBT i iść do nich z Dobrą Nowiną?

– Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Prawdą jest też to, że Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim, i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny. Także osoby przynależące do wspomnianych środowisk mają to prawo. Dla nas osoby te nie są w pierwszym rzędzie gejami, lesbijkami, biseksualistami czy transseksualistami – one są przede wszystkim naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które chce On doprowadzić do zbawienia. W imię wierności naszemu Zbawicielowi i w imię miłości do naszych sióstr i braci musimy jednak głosić całą Ewangelię – nie unikając wymagań, które ona niesie, i nie przestając nazywać śmiertelnym grzechem tego, co nim w istocie jest. Gdybyśmy tak nie czynili, okradalibyśmy naszych bliźnich z prawdy, która także im się należy.


Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 29/2019 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: złym wyborom trzeba zapobiegać

2019-07-20 17:10

vaticannews / Watykan (KAI)

Zapobieganie, aby chronić nieletnich jest apostolatem prewencji, do którego Papież zachęcił uczestników kursu poświęconego temu tematowi. Odbywa się on w Meksyku z inicjatywy Papieskiego Uniwersytetu w tym kraju oraz Centrum ochrony nieletnich z siedzibą w Rzymie.

Grzegorz Gałązka

W skierowanym do uczestników wideoprzesłaniu Franciszek zwrócił uwagę na wielką intuicję św. Jana Bosko, który wskazywał na potrzebę odpowiedniego systemu wychowawczego, aby zapobiec złym zachowaniom i nawykom. "Fundamentalną wartością, intuicją tego wielkiego wychowawcy, św. Jana Bosko, był system wychowawczy oparty o prewencję, zapobieganie, który on zaproponował. Nigdy bowiem nie wiemy, gdzie i jak młody człowiek może być wykorzystany, gdzie może pobłądzić, gdzie nauczy się brać narkotyki, co też jest formą zepsucia, nie myślimy bowiem tylko o nadużyciach seksualnych, ale o jego wszelkich formach, wszelkich typach” - stwierdził Papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem