Reklama

A my w Polsce wciąż śpimy i śnimy

Niedziela Ogólnopolska 30/2012, str. 14-15

Dominik Różański

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - W artykule 26. Konstytucji RP czytamy: „Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic”. A Pan twierdzi, że nasze siły zbrojne utraciły zdolność do obrony terytorium kraju, a polskie wojsko jest obecnie w stanie obronić najwyżej 10-15 proc. naszej wschodniej granicy...

DR GRZEGORZ KWAŚNIAK: - Rzeczywiście, pisałem nawet kiedyś w jednym z dzienników o tym, że polska armia „walczy z polską konstytucją”, tzn. że dwa zasadnicze dla naszego bezpieczeństwa militarnego artykuły Konstytucji - art. 26 i art. 85 (o powszechnym obowiązku obrony) - są od kilku lat naruszane i nieprzestrzegane przez kolejne rządy, i żaden z polskich polityków nie podnosi z tego powodu alarmu.

- Dlaczego?

- Prawdopodobnie wiąże się to z naiwnym i bezkrytycznym przyjęciem przez nasze elity założenia, że od kiedy zostaliśmy członkiem NATO, to już nie musimy się troszczyć sami o własne bezpieczeństwo, bo w razie potrzeby NATO nas obroni. Co, moim zdaniem, jest wielką lekkomyślnością i naiwnością.

- NATO chyba jednak nie oczekuje, abyśmy sprowadzili własną armię do jakiegoś żałosnego minimum, bo wtedy będziemy kiepskim sojusznikiem...

- Oczywiście, że nie. Jednak wymaga wypełniania zobowiązań sojuszniczych i nasi polscy decydenci skupiają się właśnie tylko na tym, co w danym momencie jest najważniejsze, czyli na realizacji doraźnych sojuszniczych zobowiązań, np. zagranicznych misji wojskowych. A po ich wypełnieniu nie starcza już ani pieniędzy, ani czasu na myślenie o obronie terytorium własnego kraju. Ta dość absurdalna sytuacja ma jednak jeszcze głębsze przyczyny, które tkwią w mentalności polskich elit rządzących, głównie tych lewicowo-liberalnych, traktujących członkostwo w NATO jako jedno ze źródeł legitymizacji swojej władzy, co z kolei uniemożliwia im realistyczne i krytyczne spojrzenie na nasze członkostwo.

- Od początku lat 90. XX wieku wiązaliśmy wielkie nadzieje z możliwością zbudowania prawdziwego Wojska Polskiego. Dlaczego przez te wszystkie lata po odzyskaniu wolności nie udało się stworzyć nawet jakiegoś docelowego modelu polskiej armii?

- Przez pierwsze dziesięciolecie następowały spore zmiany w odziedziczonej po Układzie Warszawskim armii, które najczęściej polegały jednak na redukcji... Do 1999 r., czyli do wstąpienia do NATO, znajdowaliśmy się w stanie samodzielności obronnej i próbowaliśmy szukać odpowiedniego sposobu obrony własnego terytorium. Powstał model Obrony Terytorialnej i nawet rozpoczęto jego realizację w latach 1999-2001, niestety, gdy upadł rząd AWS, rząd SLD przystąpił do metodycznej likwidacji całego pomysłu. Bodaj 2 lata temu zostały zlikwidowane ostatnie bataliony Obrony Terytorialnej. A w zapisach ostatniej „Strategii obronności” (z 2009 r.) nie ma już nic o samodzielnej obronie, mówi się tylko o tym, że obrona terytorium kraju jest całkowicie podporządkowana pomocy sojuszniczej.

- Czy NATO jest dziś dostatecznie pewnym i sprawnym gwarantem pomocy sojuszniczej?

- I dziś, i zawsze trzeba zakładać, że sojusznicze państwa kierują się przede wszystkim własnymi interesami; ich działanie jest wypadkową różnych, dynamicznie zmieniających się okoliczności międzynarodowych. Dlatego też samo NATO od 1999 r. zmieniło się niemal nie do poznania... Jedno jest dziś pewne: czas najwyższy spojrzeć prawdzie w oczy i myśleć w pierwszej kolejności o budowaniu własnych zdolności obronnych.

- A czy w naszej sytuacji nie będzie to wyglądało na porywanie się z motyką na słońce, jak się nas często przekonuje? Przecież i tak sami nie damy rady...

- W sytuacji ataku na całe terytorium naszego kraju prawdopodobnie nie, ale jest to wariant mało realny. Istnieje natomiast jeszcze wiele innych zagrożeń i sytuacji, które mogą się zdarzyć, i w tych okolicznościach powinniśmy się bronić samodzielnie. Jednak najgorszy jest ten brak wiary we własne możliwości. Przekonują nas do takiego myślenia elity rządzące i wcale nie wynika to z ich naiwności, raczej z cynizmu. Jedyną rzeczą, jaką w tej sytuacji robią nasze elity, jest zabieganie o kolejne potwierdzenie gwarancji sojuszniczych wynikających z art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, a to przecież dalej są tylko słowa, które nic nie zmieniają i nie poprawiają naszej sytuacji...

- A może rządzący po prostu wychodzą z założenia, że inwestowanie w armię i własną obronność to wyrzucanie pieniędzy, bo przecież nikt i nic nam nie zagraża?

- Polskie elity rządzące nie są aż tak naiwne! Zagrożenia są przecież coraz bardziej widoczne i oczywiste, dawno skończyła się ta idealistyczna wizja świata z lat 90. ubiegłego wieku, zbudowana po rozpadzie Związku Radzieckiego, po zwycięstwie zachodniej demokracji i liberalnej ekonomii... Ten sen trwał kilka lat i już dawno się skończył.

- A w Polsce wciąż śnimy?

- Powiedziałbym nawet, że jesteśmy w śpiączce! Mimo że w Europie szaleje kryzys ekonomiczny, który w końcu może prowadzić do większych lub mniejszych konfliktów militarnych. Nie tak dawno mieliśmy w Europie najprawdziwsze wojny - wcześniejszą na Bałkanach i wojnę w 2008 r. wywołaną przez Rosję w Gruzji. Czas najwyższy oprócz uspokajającego art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego przypomnieć sobie także o art. 3, w którym wyraźnie zaznaczono, że każdy kraj powinien troszczyć się przede wszystkim o własne bezpieczeństwo, a dopiero w ostateczności liczyć na sojuszników.

- Jakich zagrożeń powinniśmy się dziś obawiać?

- Przede wszystkim, jak zwykle, ze strony potężnego sąsiada, czyli Rosji, która po krótkim epizodzie rządów Jelcyna porzuciła otwartość i wskrzesza stare ambicje imperialne. Rosjanie próbują już odbudowywać swe strefy wpływów poprzez prowadzenie tzw. pokojowych wojen w sferze ekonomiczno-politycznej i społecznej. Takie działanie wobec Gruzji zakończyło się jednak konfliktem militarnym...

- Sugeruje Pan, że ten gruziński scenariusz może się kiedyś powtórzyć w stosunku do Polski?

- Z pewnością nie można go wykluczyć. W tej chwili mamy sytuację „niebezpiecznie stabilną”. Rosja ma w Polsce duże wpływy, potrafi oddziaływać na nasze elity i, niestety, także na nasze społeczeństwo; potrafi umiejętnie sterować nastrojami. I jeśli nie wspiera wprost, to cieszy się bardzo z ogłupiania i rozleniwiania polskiego społeczeństwa przez płynący z Zachodu konsumpcjonizm...

- Od wielu już lat polska młodzież nie lubi wojska, śmieje się z militarnych tradycji, a patriotyzm mamy chyba już tylko ten futbolowy...

- Obawiam się, że współczesna młodzież w razie potrzeby nie zachowałaby się tak, jak ta z sierpnia 1944 r. Ale nie traćmy nadziei! Pracuję obecnie w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Nysie i tam udało mi się zorganizować jednostkę „Strzelca”, co zostało przez młodzież przyjęte naprawdę entuzjastycznie. Ostatnio dzięki przychylności władz mojej uczelni udało się zdobyć mundury, hełmy, ale młodzież sama chętnie inwestuje także własne pieniądze w ten swój czynny patriotyzm... Niestety, brakuje nam teraz pieniędzy np. na wojskowe buty. Usiłuję je zdobyć z pomocą dawnych kolegów z wojska. Na wsparcie państwa nie możemy liczyć.

- I nic dziwnego, skoro już wcześniej jeden z ministrów zapewniał, że nie będziemy polskiej młodzieży straszyć wojskiem (i uzawodowił armię), skoro zrezygnowano z angażowania obywateli w Obronę Terytorialną (którą uznano za zbędną i anachroniczną). Może właśnie na tym polega nowoczesność polskich reform wojskowych?

- Moim zdaniem, nie chodzi tu o unowocześnienie systemu obronności, lecz raczej o lęk przed kolejną formą samoorganizowania się społeczeństwa. Rządzący czują się bezpieczniej, gdy młodzi ludzie idą raczej na piwo i wyjeżdżają za granicę „na zmywak”... Po co komu zbyt patriotyczny „Strzelec”! A mimo to mamy dziś w kraju kilkadziesiąt jednostek - w sumie kilka tysięcy członków „Strzelca”... Można powiedzieć, że jedynie ta skromna grupa osób realizuje dziś w Polsce art. 85 Konstytucji o powszechnym obowiązku obrony. Choć każdy polski obywatel ma ten obowiązek, to państwo ani nie wymaga, ani nie daje możliwości jego realizacji.

- Czy oparta na siłach społeczeństwa Obrona Terytorialna rzeczywiście sprawdza się i ma sens w czasach supernowoczesnej techniki wojskowej, która wymaga wysoko wykwalifikowanej obsługi?

- Doświadczenia współczesnych wojen dowodzą, że klasyczna obrona terytorialna mimo wszystko nie traci znaczenia, że niezwykle istotna jest tzw. siła odstraszania, opierająca się na kilku milionach przeszkolonych, świadomych swojej roli obywateli. Potencjalny przeciwnik, dostrzegając tę siłę, bardziej kalkuluje swoje zaangażowanie militarne. W dbającym o swe bezpieczeństwo państwie armia jest zawsze ważnym, ale tylko jednym z elementów całego systemu obronnego.

- Polska nie jest dziś takim państwem i - według Pana oceny - nie jest odpowiednio przygotowana na wypadek sytuacji wojenno-kryzysowej?

- Według mnie, jesteśmy kompletnie nieprzygotowani! I to pod każdym względem. Obrona Terytorialna z prawdziwego zdarzenia jeszcze nie zdążyła powstać, a już jej nie ma... Mamy za małą armię, która w przypadku zagrożenia 1200 km granicy wschodniej nie będzie w stanie jej obronić; zakłada się tylko działania opóźniające i czekanie na pomoc... Uważa się, że sojusznicy z NATO przyjdą nam z pomocą po 2 tygodniach - co jest bardzo optymistycznym założeniem, ale i tak zupełnie niewystarczającym, bo w tym czasie przeciwnik już sforsuje Wisłę...

- Dlaczego Polska nie ma ani odpowiedniej strategii obronnej, ani dobrych planów obronnych?

- Naprawdę trudno to wytłumaczyć, ale najdziwniejsze jest to, że nikt się tym nie przejmuje! Od naszego wstąpienia do NATO przed 13 laty byliśmy zapewniani, że istnieją tzw. plany ewentualnościowe dla Polski - tymczasem okazało się, że dopiero po szczycie w Lizbonie w 2010 r. zostały jakoby opracowane... Obawiam się jednak, że nadal ich nie ma! Dlaczego dopiero po 12 latach przyznano, że ich nie było? To podważa wiarygodność wszelkich deklaracji. Tym bardziej niepokojące jest to, że tak mało sami dbamy o własne interesy.

- A może jesteśmy bezradni wobec polityki wielkich mocarstw? Niedawno jeszcze liczyliśmy na to, że amerykańska tarcza antyrakietowa zapewni nam poczucie bezpieczeństwa, a jednak nie ma jej w Polsce...

- Stacjonowanie na naszym terytorium jakichkolwiek poważnych sił sojuszniczych, zwłaszcza amerykańskich, wzmocniłoby naszą pozycję i poczucie bezpieczeństwa. Jednak Amerykanie coraz bardziej liczą się ze zdaniem Rosji, która sobie nie życzy, żeby w jej strefie wpływów stacjonowały jakieś wojska amerykańskie. To, że zwijamy naszą armię, być może także jest wynikiem jakichś zabiegów rosyjskich.

- Co dalej? Nic nie da się zrobić na rzecz polskiej obronności?

- Przede wszystkim trzeba zacząć o niej poważnie myśleć. Jednak, jak widać, ani w kręgach rządzących, ani opozycyjnych nie ma rzeczowej refleksji na ten temat. Dlatego, jak to już nieraz w historii bywało, pozostaje nam samoorganizacja i podejmowanie lokalnych inicjatyw z nadzieją na lepsze czasy. Niedawno w Fundacji Republikańskiej, której jestem ekspertem, powołaliśmy Zespół ds. Bezpieczeństwa Militarnego. Celem pracy tego zespołu będzie właśnie poszukiwanie nowych sposobów obrony Polski przed zagrożeniami militarnymi, czyli nowej polskiej strategii obronności.

* * *

Dr Grzegorz Kwaśniak - specjalista w zakresie zarządzania strategicznego bezpieczeństwem narodowym, ekspert Zespołu ds. Bezpieczeństwa Militarnego Fundacji Republikańskiej

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Liban: Polscy strażacy podsumowują działania z libańskimi służbami; w poniedziałek powrót do kraju

2020-08-09 16:23

[ TEMATY ]

Liban

wybuch

strażacy

AP/EPA/WAEL HAMZEH

Polscy strażacy zakończyli w niedzielę działania poszukiwawczo-ratownicze w Bejrucie. Funkcjonariusze podsumowują je wraz z libańskimi służbami. Do kraju wrócą w poniedziałek wieczorem; wyruszy po nich samolot z dodatkową pomocą dla stolicy Libanu.

W ten wtorek doszło do eksplozji w składach bejruckiego portu, gdzie od kilku lat przechowywano saletrę amonową, zmagazynowaną tam bez niezbędnych zabezpieczeń. Wybuch był tak silny, że było go słychać na Cyprze oddalonym od Bejrutu o 240 km. Jako przyczynę tragedii władze libańskie podały prace spawalnicze w składach, gdzie trzymano 2750 ton saletry amonowej (azotanu amonu) wcześniej skonfiskowanej przez władze.

Gotowość do natychmiastowego wyjazdu do działań ratowniczych w Libanie polscy strażacy zgłosili już następnego dnia. Samolot PLL LOT ze strażakami, zespołem medycznym, psami oraz sprzętem medycznym, lekami i środkami opatrunkowymi wystartował do Bejrutu w środę po godz. 23 z warszawskiego Lotniska Chopina. Na lotnisku w Bejrucie wylądował w czwartek po godz. 2.

W skład grupy strażaków weszło: 39 ratowników grup poszukiwawczych z Warszawy, Poznania, Łodzi, Nowego Sącza, czterech ratowników chemicznych oraz cztery psy. Grupą dowodził st. bryg. Mariusz Feltynowski, kierujący wcześniej działaniami ratowniczymi w czasie misji po trzęsieniach ziemi na Haiti i w Nepalu.

Razem ze strażakami poleciał 11-osobowy zespół medyczny z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. W jego skład weszli zarówno lekarze, jak i specjaliści ds. pomocy humanitarnej, którzy na miejscu zajmowali się m.in. oceną potrzeb i rozdziałem pomocy, w taki sposób, by trafiała ona do osób najbardziej potrzebujących.

Polska baza operacji ratowniczej usytuowana była w odległości 300 metrów od epicentrum wybuchu. W czwartek ratownicy dostali do dyspozycji strefę, w której mogli prowadzić działania operacyjne - nazwany roboczo "strefą J" obszar obejmował cywilny sektor poza samym portem. Z mapy ilustrującej podział stref wynika, że polskim strażakom przydzielono największy z obszarów. Obok Polaków zgodę na tak zaawansowane działania otrzymali tylko Francuzi. Działania, które zaczęto od rozpoznania sytuacji z użyciem psów ratowniczych i sprzętu do lokalizacji, prowadzono w dwóch zespołach od piątku do niedzieli.

Jak poinformowała na Twitterze straż pożarna, w niedzielę funkcjonariusze zakończyli działania poszukiwawczo-ratownicze. "Strażacy zwijają bazę operacji i w poniedziałek po południu wylecą do Polski" - czytamy. W następnym wpisie PSP dodała, ze Polscy strażacy podsumowują działania poszukiwawczo-ratownicze z libańskimi służbami.

W rozmowie z PAP rzecznik komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej st. kpt. Krzysztof Batorski poinformował PAP, że strażacy powinni wylądować w kraju w poniedziałek ok. godz. 19. Samolot, który po nich przyleci, przywiezie dodatkową pomoc dla stolicy Libanu, m.in. sprzęt medyczny i maseczki przekazane przez Ministerstwo Zdrowia.

Wtorkowa eksplozja pochłonęła co najmniej 158 ofiar, ok. 6 tysięcy osób zostało rannych. W centrum libańskiej stolicy w sobotę wybuchły gwałtowne protesty. Protestujący wtargnęli m.in. do ministerstwa spraw zagranicznych, domagając się ustąpienia i ukarania władz.(PAP)

autorka: Sonia Otfinowska

sno/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Komenda Stołeczna Policji opublikowała film z piątkowych zajść na Krakowskim Przedmieściu

2020-08-10 09:11

[ TEMATY ]

policja

PAP/Radek Pietruszka

Komenda Stołeczna Policji opublikowała w poniedziałek na swojej stronie internetowej film z piątkowych zajść na Krakowskim Przedmieściu, gdzie odbył się protest w związku z aresztem dla aktywisty Michała Sz. - przedstawiającego się jako Małgorzata Sz. "Margot". Jak poinformowała KSP film opublikowano w związku z "nieuczciwym posądzaniem policjantów o nadgorliwość oraz licznymi wypowiedziami ekspertów, że działania policji były niepotrzebne".

"Wobec nieuczciwego posądzania policjantów Komendy Stołecznej Policji o nadgorliwość oraz liczne wypowiedzi ekspertów, że działania Policji były niepotrzebne, bo protestujący nie byli agresywni i zachowywali się spokojnie, przedstawiamy film, którego celem jest zobrazowanie działań z perspektywy +oczu+ policjantów" - napisano na stronie internetowej Komendy Stołecznej Policji.

Dodano, że celem filmu nie jest obraza kogokolwiek, a jedynie prezentacja przyczyn działań funkcjonariuszy. "Jako stołeczni policjanci jesteśmy bardzo tolerancyjni, jednak jest od tego jeden wyjątek. Nigdy nie będziemy tolerować łamania prawa. Dlatego decydujemy się na upublicznienie nagrań" - wyjaśniła KSP.

Na opublikowanym przez KSP nagraniu widać m.in. osoby siedzące na nieoznakowanym policyjnym radiowozie i blokujące przejazd funkcjonariuszom. Widoczni są też demonstrujący, którzy wobec funkcjonariuszy używają wulgarnych słów i gestów.

W związku z aresztem dla aktywisty, w piątek przed warszawską siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii odbył się protest. Protestujący przeszli na Krakowskie Przedmieście, gdzie doszło do starć z policją - zaatakowany został m.in. radiowóz. Policja zatrzymała łącznie 48 osób.

ZOBACZ MATERIAŁ WIDEO POLICJA.PL

Według prokuratury, Michał Sz. - przedstawiający się jako Małgorzata Sz. "Margot" - podejrzany jest o dokonanie czynu chuligańskiego polegającego na udziale w zbiegowisku, brutalnym zaatakowaniu działacza fundacji pro-life oraz niszczeniu mienia należącego do fundacji. Chodzi o zdarzenia z 27 czerwca tego roku. Taki czyn zagrożony jest karą do 5 lat pozbawienia wolności.

W połowie lipca zgodnie z decyzją sądu wobec Sz. zastosowano policyjny dozór i poręczenie w kwocie 7 tys. zł. W piątek sąd uwzględnił zażalenie prokuratora i zastosował wobec niego dwumiesięczny areszt tymczasowy. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję