Reklama

Opieka nad seniorem

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 30/2012, str. 40-41

Bożena Sztajner/Niedziela

Gdy już podejmiemy tę arcytrudną decyzję o oddaniu bliskiej nam osoby do domu opieki - musimy dokładnie sprawdzić, gdzie trafi

Jak znaleźć przyzwoity dom seniora? Jak rozpoznać, co jest tam pozorem, a co rzeczywistością? Czy można wybrać dom opieki np. nad morzem? Czy można tam zamieszkać ze współmałżonkiem? Czy można zabrać psa? Czy są specjalne domy dla osób z chorobą Alzheimera? Jak je znaleźć? Czy trzeba bliską nam osobę oddać na stałe, czy istnieją jakieś formy wsparcia w miejscu zamieszkania, które nam, jako rodzinie, należą się od państwa? No i ile to wszystko kosztuje?

Jak załatwić?

Najpierw trzeba napisać podanie do najbliższego dla miejsca zamieszkania naszego seniora miejscowego ośrodka pomocy społecznej (OPS). Uzasadnić w nim, dlaczego konieczna jest stała opieka w domu pomocy społecznej (DPS). Niezbędne będą także zaświadczenia od lekarza o stanie zdrowia, potwierdzające potrzebę umieszczenia pacjenta w DPS-ie. Do listy zaświadczeń obowiązkowych należą także te o przebytych chorobach, o pobytach w szpitalach i innych placówkach leczniczych. Jeśli mamy, dołączmy także orzeczenia o przyznaniu stopnia niepełnosprawności czy o niezdolności do pracy. Przepisy wymagają także zaświadczenia o dochodach (decyzja ZUS w sprawie emerytury, renty czy inne).
W odpowiedzi na podanie naszego seniora odwiedzi pracownik socjalny, żeby zorientować się w sytuacji. Jego raport jest istotny w sprawie, bo to OPS decyduje o przyznaniu miejsca (a liczba miejsc jest zazwyczaj niewielka i zależy, oczywiście, od budżetu). Pozytywna decyzja OPS-u nie oznacza, że natychmiast otrzymamy miejsce w DPS-ie. Najczęściej trzeba czekać, w najgorszym razie nawet kilka lat. Jeśli w tym czasie stan zdrowia seniora pogarsza się szybko, rodzina powinna powiadamiać o tym fakcie OPS, który będzie szukał miejsca w domu innym niż wybrany przez nas. Pamiętajmy - jeśli zależy nam na konkretnej placówce, należy w podaniu podać jego dokładną nazwę i adres. Inaczej nasz senior zostanie skierowany do DPS-u położonego najbliżej miejsca jego zamieszkania.

Jak wybrać?

Nim jednak dokonamy wszystkich formalności, należy znaleźć adresy domów opieki w okolicy i wybrać się do nich. To podstawowe zadanie: rekonesans. Nawet w czasie krótkiego pobytu zorientujemy się, czy miejsce to odpowiada naszym oczekiwaniom. Listę takich miejsc bez trudu odszukamy w Internecie, adresami dysponują także OPS-y.
Na co należy zwracać uwagę? Maria, której mama od roku jest pod opieką ośrodka, wyjaśnia:
- Najpierw zapach. Jeśli zalatuje moczem, gotowaną kapuchą, czyli po prostu śmierdzi - z miejsca bierzemy nogi za pas. Poszukiwania dobrego miejsca dla mamy zajęły mi kilka miesięcy. W niektórych przekonywano mnie, że taki zapach ma starość. Dopiero, gdy weszłam do ośrodka, który ładnie pachniał, pojęłam, że to bzdura. Zwracajcie więc uwagę na czystość. Druga sprawa to pokoje. Ile osób przebywa w jednym pokoju, jak urządzono pomieszczenie, czy mają łazienkę, czy trzeba iść na korytarz. Probierzem jakości domu są sanitariaty - zajrzyjcie tam koniecznie. Jeśli tylko nadarzy się okazja, porozmawiajcie z pensjonariuszami, oni powiedzą więcej. Oczywiście, trzeba wybierać rozmówcę o przytomnym umyśle, ale ja w każdym domu znajdowałam takich bez trudu. Wreszcie ważna jest opieka medyczna. Niektóre miejsca przypominały poczekalnie. Personel nie mówił tego wprost, ale dawało się wyczuć sugestię, że staruszek musi kiedyś odejść - więc dajmy działać naturze. Niektórzy nie widzą w tym nic złego, więc są miejsca, gdzie opieka medyczna ograniczała się tylko do wzywania pogotowia w razie raptownego pogorszenia się stanu zdrowia. Słowem - lekarza jak na lekarstwo…
Mirosław ma mamę w dużym powiatowym domu opieki społecznej. - Dla mnie ważne jest, że mogę do mamy zajrzeć, kiedy chcę. O każdej porze. W ten sposób sprawdzam, czy nie dzieje się jej krzywda. Personel także inaczej patrzy na osoby, które często ktoś odwiedza. Najbardziej żal tych osób, których nikt już nie odwiedza, a one godzinami wpatrują się w drzwi.
To jedna z najważniejszych informacji sprawdzających, czy można naszego seniora odwiedzać o każdej porze. Jeśli wizyty są ograniczane lub w określonym czasie - zrezygnujmy. Warto też dopytać, czy możemy wyprawić naszej babci czy dziadkowi małe przyjęcie urodzinowe, zabrać do ogrodu, jeśli taki znajduje się przy ośrodku, a dobrze, gdyby był. Wreszcie - czy w domu jest kaplica i przychodzi ksiądz. Nam może się to wydawać oczywiste, ale na ciągle zmieniającym się rynku tak już nie jest.
Warto też upewnić się, co wchodzi w zakres opłat wnoszonych przez naszego seniora i nas jako rodziny. Czy wliczone są w nie np. lekarstwa, dodatkowe usługi pielęgniarskie, rehabilitacja, balkonik czy wózek dla osób mających trudności w poruszaniu się. Nie zapomnijmy także uważnie przeczytać regulamin domu, żeby potem się nie zdziwić.

Reklama

Ile to kosztuje?

Domy dzielą się na państwowe i prywatne - w tym rodzinne domy seniora - ale z podpisaną umową z OPS-em, jednak zasada finansowa jest właściwie taka sama. Pensjonariusz oddaje 70 proc. swojej renty czy emerytury. Reszta to tzw. kieszonkowe, ale musimy liczyć się z tym, że pochłoną je dodatkowe usługi. Jeśli te 70 proc. nie wystarczy - resztę dopłaca państwo albo my, czyli rodzina. Jeśli nasz senior dostał skierowanie z OPS-u, brakujące fundusze zapewnia państwo. Jeśli nie mamy skierowania, w grę wchodzi jedynie pełna odpłatność - brakującą kwotę dopłaca rodzina. Jak dużo - zależy to od wysokości emerytury. W niektórych domach koszt pobytu za jeden dzień to suma 90 zł. Co za tę kwotę oferuje dom - to już sprawa oddzielna i bardzo zróżnicowana. W prywatnym domu na Śląsku czesne miesięczne wynosi 3200 zł, ale wlicza się w nie nawet fryzjera i kosmetyki.
Nie każdy dom seniora przyjmie osobę cierpiącą na Alzheimera. Czasem odmówią nam nawet placówki prywatne. Najlepiej od razu pytać o taką możliwość. Bezpłatną pomoc w znalezieniu odpowiedniego miejsca zapewnia m.in. portal: www.domyopieki.pl.

Prywatny czy państwowy?

Wybór nie zawsze zależy od nas. Ograniczają nas kwestie finansowe i decyzje OPS-u. Na pewno warta uwagi jest propozycja zakonnych domów opieki. Niektóre mają ogromne doświadczenie w prowadzeniu tego typu placówek, a zakonnice słyną z cierpliwości i oddania podopiecznym. Coraz więcej mówi się też o rodzinnych domach seniora, w których koszt pobytu nie jest wysoki. By go założyć, wystarczy mieć duży dom i dobre chęci. Coraz więcej samorządów miejskich pomaga w formalnościach i współfinansuje takie kameralne placówki. Jak taki rodzinny dom zdaje jednak egzamin w codziennym życiu, zależy oczywiście od jego właścicieli. Może się jednak okazać, że taka forma opieki nad seniorem stanie się w naszym kraju najbardziej popularna. Niż demograficzny sprawi bowiem, że w Polsce bardziej potrzebne będą domy seniora niż przedszkola.

A jeśli coś nam się nie spodoba?

Trzeba pilnie obserwować naszego seniora, jego nastrój i stan ogólny, szczególnie w pierwszym okresie pobytu. Przyglądajmy się uważnie otoczeniu. Jeśli coś nam się nie podoba, trzeba działać, nie można lekceważyć nawet drobnych incydentów. Każdy dom państwowy ma swój organ założycielski, czyli instancję wyższą, do której można się poskarżyć. Dlatego jeszcze raz przypominamy: czytajcie statuty placówek, którym powierzacie opiekę nad bliskimi.
Pamiętajmy też, że DPS-y zajmują się nie tylko osobami starszymi. Niech nas nie zdziwi obecność tam ludzi młodszych, ale niepełnosprawnych czy wymagających specjalistycznej opieki. Istnieją też placówki opiekuńcze, do których trafiają osoby wprost ze szpitala, bo nie ma kto się nimi zająć albo wymagają specjalnej troski, której w domu rodzinnym zapewnić nie można. W takim ośrodku można przebywać najwyżej rok - potem, zazwyczaj automatycznie - chory przenoszony jest do DPS-u.

Jeśli nie DPS, to co?

Na przykład - dzienny dom pobytu (DDP), który formalnie załatwia się w podobnym trybie jak DPS. Jest to forma wsparcia dla seniora - pamiętajmy, że nasi bliscy mogą czuć się osamotnieni i niepotrzebni, nawet jeśli staramy się, by tak nie było. Zajęci pracą i nauką, która pochłania nam większą część dnia, nawet nie zauważamy smutku, a czasem i depresji starszej osoby. Pobyt w DDP trwa kilka godzin dziennie (najczęściej w godz 7-15) i zapewnia nie tylko rozmaite zajęcia grupowe, ale też - w wielu placówkach - rehabilitację itd.
Inną formą wsparcia dla osoby gorzej radzącej sobie z codziennymi czynnościami są tzw. usługi opiekuńcze, czyli pomoc w takich sprawach, jak mycie, ubieranie, sprzątanie, robienie zakupów, załatwianie spraw w urzędach itd. Warto o tego rodzaju usługi zapytać w najbliższym OPS-ie. Są one, niestety, płatne, chyba że dochód naszego seniora nie przekracza kryterium dochodowego. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, tak i tu trzeba do OPS-u dostarczyć zaświadczenie od lekarza, że taka pomoc jest niezbędna, oraz odcinek renty czy emerytury. Do domu przyjdzie też pracownik ośrodka, by na miejscu dowiedzieć się, jak nasz senior radzi sobie w codziennym życiu.

Jak powstały Jasnogórskie Śluby Narodu

Maria Okońska
Niedziela Ogólnopolska 19/2006, str. 10


Komańcza 1956 r. - kard. Wyszyński przy pracy
Archiwum Instytutu Stefana Kardynała Wyszyńskiego

W bieżącym roku obchodzimy 50. rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu. Jak one powstały i kto je napisał?
Był rok 1955. Prymas Polski Stefan Kardynał Wyszyński przebywał w Komańczy, w czwartym miejscu swego uwięzienia. Po swoim uwolnieniu mówił, że gdy go przewożono z Prudnika na południowy wschód Polski - do Komańczy, miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz z Prymasem Leszczyńskim, aby tam złożyć swe Królewskie Śluby (1 kwietnia 1656 r.) i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Wszystko po to, aby Polska była Królestwem Maryi.
Przypominając sobie to wielkie historyczne wydarzenie, Ksiądz Prymas postanowił, że w następnym roku - 1956, a więc w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Z tą myślą jechał do Komańczy i rozpoczął trzeci rok swego uwięzienia.
Takie same myśli nurtowały biskupów Polski i ojców paulinów na Jasnej Górze. Wiedzieli, że musi powstać nowy tekst Ślubów Narodu, uwzględniający potrzeby czasów współczesnych. Wszyscy uważali, że śluby może napisać tylko uwięziony Prymas Polski.
Przebywałam wtedy na Jasnej Górze. Miałam możność otrzymać przepustkę do Komańczy, o czym wiedzieli generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik i niektórzy biskupi. Wysłano więc mnie z prośbą do Księdza Prymasa o napisanie nowego tekstu Ślubów.
24 marca 1956 r. znalazłam się w Komańczy. Towarzyszyła mi członkini Instytutu Prymasowskiego Janka Michalska. Przedstawiłyśmy prośbę biskupów i ojców paulinów. W pierwszym momencie twarz Ojca rozpromieniła się radośnie. Widoczne było, że Ojciec nie tylko uradował się naszym przybyciem, ale także tą prośbą. Jednak byłyśmy zdumione, bo czas mijał, a Ojciec tych Ślubów nie pisał.
„Ojcze, dlaczego?” - pytałam codziennie. Dawał wymijające odpowiedzi. Wreszcie, a było to 15 maja, padła odpowiedź: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.
Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: „Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!”. Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: „Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia”.
Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”. Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby!
22 maja Ojciec wysłał Janeczkę Michalską na Jasną Górę z tekstem Ślubów i z listem do Ojca Generała. W liście tym prosił, aby 26 sierpnia 1956 r. tekst Ślubów został odczytany z wałów jasnogórskich wobec zebranych pielgrzymów przez bp. Michała Klepacza, który zastępował uwięzionego Prymasa. Jeżeli władze komunistyczne przeszkodzą, niech tekst Ślubów przeczyta generał Paulinów o. Alojzy Wrzalik. Jeżeli i ten będzie „przeszkodzony”, niech przeczyta przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński. A jeżeli i jemu zabronią, „niech to uczyni kuchcik jasnogórski, byleby tylko Śluby były złożone”. Widać, jak bardzo zależało na tym Księdzu Prymasowi, bo przecież w Ślubach zawarł cały program religijnej i moralnej odnowy Narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym Królestwem Maryi.
W czasie od maja do sierpnia 1956 r. tekst Ślubów był przepisywany przez siostry klauzurowe i nasz Instytut. Osoby przepisujące zostały zobowiązane do tajemnicy pod przysięgą. Rano 26 sierpnia tekst Ślubów - w tysiącach egzemplarzy - został rozdany pielgrzymom, których było ok. półtora miliona.
Zanim to jednak nastąpiło, wszyscy przeżywaliśmy narastające związane z tym napięcie. Będąc znowu na Jasnej Górze, dowiedziałam się, że Ojciec Generał będzie nieobecny w dniu złożenia Ślubów, bo - jak powiedział - „serce by mi pękło w czasie tej uroczystości bez Prymasa”. Mnie także serce by pękło. Pojechałam więc do Komańczy, do uwięzionego Ojca.
Przyjechałam do Komańczy 25 sierpnia wieczorem. Przywiozłam dokładny program uroczystości na Jasnej Górze i prośbę ojców paulinów, aby Ksiądz Prymas czynił to samo w Komańczy, z 10-minutowym wyprzedzeniem. Tak też się stało.
Bardzo przeżyłam moment składania Ślubów. Ojciec stanął przed ogromnym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, wziął tekst Ślubów do ręki i powiedział do mnie: „Powtarzaj - «Królowo Polski - przyrzekamy!». Jesteśmy jakby symbolem ludu zebranego pod Szczytem Jasnej Góry”. Czytał dobitnie, wyraźnie, z ogromnym wzruszeniem. Ja drżącym głosem powtarzałam: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.
Po skończonej uroczystości Ojciec był radosny i szczęśliwy jak nigdy przedtem. Dokonało się to, czego tak bardzo pragnął: Naród złożył Śluby i Prymas złożył Śluby. W zadumie Ojciec powiedział: „Stała się wielka rzecz. Jakiś ogromny, wielki, ciężki kamień przetoczył mi się z ramion na ziemię. Czuję się wolny jak ptak. Ufam, że Królowa Niebios i Polski doznała dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze!”.
Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: „Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud”. I dodał: „Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka. Miał rację Generalny Gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: «Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół». A inny Niemiec powiedział: «Polacy to najbardziej katolicki naród, bo swoją wiarę w Chrystusa zaczynają od Panienki z Nazaretu»”.
Kończę to szczególne wspomnienie do mojej ukochanej Niedzieli. O, zaprawdę, Matka Boża z Jasnej Góry to największy cud w Narodzie Polskim. Dzięki niech będą Bogu za Nią, za Wielkiego Prymasa Tysiąclecia i za Jasnogórskie Śluby Narodu, które są niejako Magna Charta dla wszystkich Polaków w zwycięskiej pracy nad sobą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prof. Vaněk: Jan Paweł II ważny również dla Czechów

2019-12-12 17:21

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Rzym (KAI)

Nie tylko dla Polaków Jan Paweł II odegrał kluczową rolę w obaleniu komunizmu. Podobnie był on postrzegany również w ówczesnej Czechosłowacji. Wskazuje na to prof. Miroslav Vaněk, który w Czeskiej Akademii Nauk jest dyrektorem instytutu historii współczesnej. Wziął on udział w rzymskiej konferencji z okazji 30-lecia aksamitnej rewolucji.

Vatican News
Prof. Vaněk

Podkreśla on, że coraz częściej Czesi powracają do tego wydarzenia i postrzegają je jako swoisty ideał. Przez ostatnich 30 lat ludzie się w Czechach wzbogacili, wiedzą, że ich kraj się rozwinął, ale nie są dzięki temu bardziej szczęśliwi, zadowoleni z życia. Dlatego chętnie powracają w pamięci do aksamitnej rewolucji, do panującego wówczas braterstwa i jedności. W tamtych wydarzeniach szukają orientacji na przyszłość. Ważne jest również to, że w tamtych chwilach kluczową rolę odgrywał Jan Paweł II.

„Rola Jana Pawła II była ogromna. Jego wpływ wykraczał poza granice Polski, a także Europy Wschodniej i Środkowej. Nie można go oczywiście postrzegać w oderwaniu od innych czynników zarówno w polityce międzynarodowej, jak i na szczeblu lokalnym w Czechosłowacji, NRD czy Polsce. One też odegrały swoja rolę i bez nich wszystko to byłoby niemożliwe. Jednakże znaczenie Jana Pawła II w tych wydarzeniach daleko wykracza ponad to wszystko – powiedział Radiu Watykańskiemu prof. Vaněk. – Wczoraj po raz pierwszy w życiu miałem okazję być w Watykanie. I kiedy przechodziłem obok grobu Jana Pawła II, musiałem się zatrzymać. Miałem takie wewnętrzne poczucie, że powinienem tu za coś podziękować, bo i dla mnie było to bardzo ważne. W ówczesnej Czechosłowacji Jan Paweł II wpłynął na postawę wielu ludzi. Pamiętajmy, że tuż przed aksamitną rewolucją była przecież kanonizacja św. Agnieszki, w czym bezpośrednio przejawiała się papieska działalność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem