Reklama

Polska

Poznać Chrystusa i do niego prowadzić

Niedziela Ogólnopolska 35/2012, str. 20-21

[ TEMATY ]

wywiad

duchowość

biskup

PIOTR DRZEWIECKI

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Miasto Łódź należy do najbardziej zsekularyzowanych w Polsce. Gdzie upatrywać szans na pobudzanie wiary?

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI: - Tę niepokojącą diagnozę odnośnie do miasta będącego stolicą archidiecezji, którą mam niebawem urzędowo objąć, potwierdzają ostatnie socjologiczne dane na temat „dominicantes”, czyli osób regularnie uczestniczących w niedzielnej Eucharystii. Ale to jest tylko jedna z danych, na pewno niewyczerpująca zagadnienia religijności czy jej braku u mieszkańców Łodzi. Samych danych statystycznych związanych z religijnością pewnych grup społecznych nie można lekceważyć, ale, z drugiej strony, trzeba zachowywać wobec nich zdrowy dystans. Życia wiary nie da się przełożyć wprost na liczby, wykresy i tabele. Jestem przekonany co do tego, że w Łodzi można zaobserwować wiele zjawisk, które mówią o dużej liczbie ludzi głęboko i świadomie przeżywających swoją przynależność do Chrystusa i Jego Kościoła. Ostatecznie wielkie dzieło głoszenia Ewangelii na ziemi łódzkiej, które trwa od wieków, musiało przynosić i na pewno przynosi także i dzisiaj zbawienne owoce. Jednoznacznie wynika to z Jezusowej przypowieści o ziarnie. Są wprawdzie ziarna, które z różnych powodów się marnują, ale są i takie, które przynoszą piękne plony: „trzydziestokrotne, sześćdziesięciokrotne, nawet stokrotne” (por. Mk 4, 8). Do historii ziarna rzucanego w ziemię należą zarówno dzieje niepowodzeń, jak i wielu wspaniałych osiągnięć. Tak było zawsze - i to od samych początków Kościoła. Wystarczy sięgnąć do Dziejów Apostolskich czy Listów św. Pawła Apostoła. Jest w nich zawarta przejmująca historia o ziarnie Bożej prawdy rzucanym w jakże trudną glebę ówczesnego pogańskiego świata. O ziarnie rzucanym przez różnych ludzi - Pawła, Piotra, Apollosa, także przez inne jeszcze osoby - ale równocześnie o ziarnie, któremu życiodajny wzrost daje tylko sam Bóg (por. 1 Kor 3, 4-7).
Tutaj też znajdujemy odpowiedź na postawione mi pytanie. Prawdziwą moc w procesie rozwoju wiary daje Pan Bóg, jednakże pod tym warunkiem, że człowiek naprawdę się na Niego otwiera: na Jego bezgraniczną miłość, na Jego przykazania, na samą prawdę o człowieku, którą w pełni objawił nam Jezus Chrystus. Trzeba przyjąć tę prawdę do końca i całkowicie nią żyć: we własnym domu, w małżeństwie i rodzinie, w miejscach nauki, pracy i odpoczynku. I w ten sposób pokazywać innym, jak piękne, wręcz cudowne jest życie człowieka, który odpowiedzi na swoje codzienne pytania i problemy pragnie znajdować nie gdzie indziej, jak tylko w Chrystusowej Ewangelii i w nauczaniu Kościoła. Nawet jeśliby to wymagało życia pod prąd. Ale też tylko takie życie, dzięki otwarciu się na Ducha Świętego, realnie zmienia oblicze ziemi. Taka duchowa przemiana świata dokonała się przed wiekami dzięki osobistemu świadectwu pierwszych chrześcijan. Dzięki nim - i to pośród okrutnych prześladowań, jakim byli niemal bez przerwy poddawani - runęła mentalność pogańskiego świata. Coś podobnego dokonało się w trudnych dla Europy czasach najazdów barbarzyńców w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia. Do czegoś podobnego musimy dążyć na obecnym etapie dziejów.

- Kościół lokalny daje świadectwo o Chrystusie nie tylko wśród wierzących, ale też w całej społeczności, która jest coraz bardziej pluralistyczna. Jak być dzisiaj biskupem dla wątpiących i niewierzących?

- Ściśle rzecz biorąc, nie ma czegoś takiego, jak „biskup dla wątpiących i niewierzących”. Takie sformułowanie mogłoby nawet sugerować, że owi wątpiący i niewierzący wybierają sobie jakiegoś przywódcę czy guru, który miałby ich w wątpieniu i niewierze utrzymywać i pogłębiać. Postawione mi pytanie rozumiem więc inaczej: jak ma się zachować i co może zrobić biskup Kościoła katolickiego, kiedy znajdzie się wobec osób deklarujących swoje wątpliwości w wierze czy wręcz osobistą niewiarę. Sądzę więc, że przede wszystkim powinien on zawsze zachowywać optykę Chrystusa Dobrego Pasterza, który pochyla się z troską nad każdym potrzebującym Jego pomocy człowiekiem - nawet jeśli ten człowiek sądzi, że żadnej pomocy nie potrzebuje. Ileż to razy Pan Jezus, dokonując cudów uzdrowienia ludzi z różnych chorób dręczących ich ciała, równocześnie leczył ich chorego ducha! Wprawdzie prosili tylko o uzdrowienie czysto cielesne, jednak On wydobywał ich z dużo większych, poważniejszych i głębszych nieszczęść. Po to przecież przyszedł na świat, aby dać nam życie - i dać je „w obfitości” (por. J 10, 10 b). Dzisiaj wielu ludziom wydaje się, że gdy odrzucają Chrystusa, Jego Ewangelię i Jego Kościół, stają się w pełni wolni. Że dopiero wtedy mogą „być naprawdę sobą”. Tymczasem właśnie wtedy ulegają iluzjom i zniewoleniom, pustosząc i łamiąc sobie życie. Biskup musi jasno widzieć ich rzeczywiste nieszczęście - ową „nędzę”, o której pisał Pascal w „Myślach” - a następnie starać się je uleczyć, ukazując pełną prawdę o człowieku w świetle Jezusowej Ewangelii. Nie ma nic cudowniejszego w historii poszczególnych ludzi niż gest Piotra, który w chwili, gdy zaczął tonąć, zawołał: „Panie, ratuj mnie!” (por. Mt 14, 30). Chodzi bowiem najpierw o to, aby ludzie uświadomili sobie, że znajdują się w realnym niebezpieczeństwie, że toną. I żeby, następnie, nie wpadali z tego powodu w przerażenie czy rozpacz, ale szukali ratunku w Jezusie Chrystusie. Wobec wątpiących i niewierzących biskup musi być zawsze człowiekiem prawdy, która wyzwala, a jednocześnie musi być znakiem nadziei, że ocalenie jest możliwe - właśnie w Chrystusie.

- Co Ksiądz Arcybiskup powiedziałby młodzieży, która choć chodzi na katechezę, to nie uczęszcza na niedzielną Msze św.? Jest to zjawisko ogólnopolskie.

- Niestety, jest to bolesna prawda, na którą nie można zamykać oczu. Zapewne ma ona wiele przyczyn, którym należy się przyjrzeć z najwyższą uwagą. Gdybym osobiście spotkał się z młodymi, prawdopodobnie nawiązałbym do słów Ojca Świętego Benedykta XVI, które wypowiedział w Kolonii w 2005 r. podczas Światowego Dnia Młodzieży, że niedziela jest dniem, w którym rozpoczęło się stworzenie świata, że równocześnie jest dniem, który - poprzez Zmartwychwstanie Chrystusa - stał się dniem odnowionego stworzenia, że jest to dzień naprawdę ważny. Obecnie wraz z wolną od pracy sobotą tworzy tzw. wolny weekend. Ale ten wolny czas pozbawiony Boga jest po prostu pusty. I dlatego tak ważne jest to, aby znalazło się w nim miejsce dla Boga jako warunek dobrze i udanie spędzonego weekendu. Ojciec Święty mówił wtedy w Kolonii dosłownie tak: „Drodzy przyjaciele! Niekiedy na pierwszy rzut oka może się wydawać pewną niedogodnością, że planując niedzielę, musimy znaleźć czas na Mszę św. Lecz jeśli uznacie to za waszą powinność, zobaczycie, że to właśnie ona jest głównym momentem wolnego czasu. Nie dajcie się odwieść od udziału w niedzielnej Eucharystii i pomagajcie ją odkrywać również innym. Ponieważ z niej płynie radość, której potrzebujemy, musimy koniecznie nauczyć się ją kochać. Postarajmy się o to, bo warto!”.

- Łódź kojarzona jest w Polsce z działaniami lewicowymi. Czy możliwy jest dzisiaj dialog z tymi środowiskami?

- Lewicowość jest bardzo różnie pojmowana. To niezwykle pojemne, a przez to rozmazane w swej treści pojęcie. Kiedyś - przynajmniej w swoich hasłach - wiązało się ono przede wszystkim ze sprawami socjalnymi, ze sprawiedliwością społeczną, z zatroskaniem o ludzi pracujących, często niesprawiedliwie opłacanych, wręcz wykorzystywanych. Natomiast dzisiaj lewicowość nabiera znaczenia bardziej kulturowego. Kojarzy się z podważaniem, niekiedy wręcz ze zwalczaniem tradycyjnych dla naszego kręgu kulturowego wartości religijnych, moralnych i etycznych. Pod hasłami tolerancji i samorealizacji głosi relatywizm, który niszczy tkankę społeczną i narodową - i to niekiedy do tego stopnia, że przyjmuje on postać prawdziwej dyktatury. „Dyktatura relatywizmu” - to określenie Benedykta XVI. Zjawisko to jest tym bardziej paradoksalne, że owa dyktatura jest realizowana w imię tolerancji, która dla wielu jest synonimem wolności. Manipulacja słowami prowadzi do kolejnych iluzji i zakłamań, a w konsekwencji do kolejnych zniewoleń. A tymczasem tylko ta prawda, którą jest sam Chrystus, przynosi wyzwolenie (por. J 8, 32). Wszelkie inne „prawdy”, zwłaszcza te, które są wymierzone w człowieka, otwierają drogę do nowych ludzkich nieszczęść i tragedii. Aby mógł zaistnieć szczery i prawdziwie owocny dialog, muszą go pragnąć obie strony. Sama dobra wola ze strony Kościoła - a przecież ona zawsze istnieje - nie wystarcza. Musi się pojawić partner przyjmujący postawę szacunku i otwarcia, a także swoiście pokorną, wolną od demagogii i uprzedzeń gotowość do wysłuchania argumentów drugiej strony. Trudno prowadzić dialog z osobami, które już w punkcie wyjścia uważają, że - jak to powiedział prof. Joseph Weiler, światowej sławy prawnik, wybitny specjalista od prawa europejskiego - „religia to rzecz dla zacofanych idiotów”, przestrzegających „głupich zasad”. Ponadto w sprawach etycznych i moralnych, związanych z życiem i godnością osoby ludzkiej, dialog pojmowany jako szukanie kompromisu za wszelką cenę przestaje być dialogiem, a staje się po prostu zdradą prawdy.

- Jak zawołanie biskupie: „Scire Christum” („Znać Chrystusa”) przekładać na język konkretów?

- Jest to wprawdzie moje zawołanie od piętnastu już lat, od kiedy w 1997 r. przyjąłem sakrę biskupią, ale w bulli Ojca Świętego Benedykta XVI powołującej mnie na urząd arcybiskupa łódzkiego treść tego zawołania została niejako przeniesiona na cały lud Boży archidiecezji łódzkiej, której z Jego woli mam przewodzić. Ojciec Święty napisał bowiem w ostatnim fragmencie tej bulli: „Zachęcamy ponadto Ciebie, Czcigodny Bracie, a także wszystkich wiernych Kościoła Łódzkiego, abyście (…) pragnęli jeszcze bardziej poznać Chrystusa („scire Christum”), aktywnie uczestnicząc w budowie Jego Królestwa”. Przekładanie tego zawołania na język konkretów staje się zatem nie tylko moim osobistym zadaniem, ale zadaniem postawionym przez Ojca Świętego wszystkim: kapłanom, osobom życia konsekrowanego, członkom rozmaitych ruchów i stowarzyszeń katolickich, wiernym świeckim. Każdy zatem powinien w głębi swego sumienia odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zna Jezusa Chrystusa, w jakim stopniu żyje na co dzień Jego Ewangelią, jak Go kocha, jakim jest Jego świadkiem wobec innych. Z tej osobistej i wspólnotowej refleksji może zrodzić się niezwykłe bogactwo konkretnych zamierzeń i działań, które niewątpliwie mogą dać nowy impuls w życiu archidiecezji łódzkiej.

- Czy dotychczasowe działania Księdza Arcybiskupa na forum Episkopatu Polski ukonkretnią się w archidiecezji łódzkiej?

- Myślę, że z wielu płaszczyzn działania, które zostały mi powierzone przez Konferencję Episkopatu Polski, zwłaszcza w moim pasterskim posługiwaniu muszą znaleźć swoje ukonkretnienie trzy następujące: troska o młodzież (jestem członkiem Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży), ciągłe aktywizowanie duszpasterstwa akademickiego (jestem delegatem KEP do tego właśnie duszpasterstwa) oraz pobudzanie wszystkich do odpowiedzialności za nauczanie religii zarówno w szkołach, jak i w parafiach (jestem członkiem Komisji Wychowania Katolickiego). W gruncie rzeczy są to płaszczyzny, które można by określić mianem strategicznych. Tu właśnie kształtuje się przyszłość Kościoła katolickiego w Polsce. Będziemy zatem musieli razem jako wspólnota (communio) archidiecezji łódzkiej nieustannie poszukiwać dróg dostępu do serc i umysłów młodzieży, aby poznała i pokochała Pana Jezusa - i to właśnie dlatego, że tylko ta miłość może zagwarantować jej prawdziwie szczęśliwe życie: tu i w wieczności.

- Ksiądz Arcybiskup był przez wiele lat redaktorem naczelnym „Przewodnika Katolickiego”, rola prasy katolickiej jest więc Ekscelencji dobrze znana. W ostatnich dniach ukazał się 1000. numer edycji łódzkiej „Niedzieli”. Chcemy zapytać, jak Ksiądz Arcybiskup postrzega obecność „Niedzieli” w rodzinie?

- Pragnę zatem szczerze pogratulować tej nadzwyczajnej obecności „Niedzieli” w archidiecezji łódzkiej, a zarazem życzyć, aby treści, które znajdą swój wyraz w kolejnych numerach tego czasopisma, skutecznie docierały do jego odbiorców, zwłaszcza do rodzin.
Rodzina jako instytucja znajduje się pod presją rozmaitych sił (Jan Paweł II mówił nawet o tzw. strukturach zła), które chciałyby ją za wszelką cenę zniszczyć, a przynajmniej podważyć jej zarówno naturalne, jak i chrześcijańskie zasady funkcjonowania. To ogromne niebezpieczeństwo, które grozi naruszeniem najbardziej podstawowych fundamentów życia społecznego, narodowego i państwowego. Niebezpieczeństwo, które należy najpierw opisać i zdefiniować, a następnie starać się z nim zmierzyć, pomagając rodzinom w ogromnym wysiłku ratowania i pogłębiania autentycznej tożsamości. Nie tylko co tydzień przeglądając, ale często wprost wgłębiając się w treści poszczególnych artykułów zawartych w „Niedzieli”, a także artykułów znajdujących się na łamach innych czasopism katolickich - np. poznańskiego „Przewodnika Katolickiego”, katowickiego „Gościa Niedzielnego” czy warszawskiego „Idziemy” - z radością zauważam szczególną wrażliwość tych pism na problematykę rodzinną. Na pewno starają się one odpowiadać na wyzwania obecnego czasu. Zawsze jednak pozostanie sprawą otwartą, czy robiło się wszystko, co należało, a ponadto, czy robiło się to skutecznie.

- Jak Ksiądz Arcybiskup widzi zaangażowanie duszpasterzy w propagowaniu mediów katolickich?

- Z pełną odpowiedzialnością mogę o tym powiedzieć tylko na podstawie obserwacji tego rodzaju zaangażowania u księży pracujących w archidiecezji poznańskiej. Wydaje się jednak, że podobnie jest w innych diecezjach. Jak zwykle, są księża, którzy rozumieją wagę problemu. Starają się oni robić naprawdę dużo, aby katolickie media znajdowały właściwe dla siebie miejsce w katolickich domach nie tylko jako przedłużenie katechezy, homilii czy nawet konfesjonału, ale aby przekazywały najważniejsze wiadomości dotyczące życia Kościoła, a także życia społecznego i narodowego, o których media świeckie zazwyczaj „solidarnie” milczą. Jednakże zdarzają się, niestety, również tacy duszpasterze, którzy jakby nie dostrzegają tej wielkiej szansy duszpasterskiej, jaką stanowią skromne przecież media katolickie w naszym kraju. Niewątpliwie jednym z ważnych kryteriów oceny odnośnie do duszpasterskiej gorliwości danego księdza jest jego stosunek do katolickich mediów. Bardzo wiele mógłby nam pod tym względem powiedzieć także i dzisiaj św. Maksymilian Maria Kolbe i jego „Rycerz Niepokalanej”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szukasz modlitwy na czas kryzysu? Te słowa zmienią twoje życie

2020-04-03 15:55

[ TEMATY ]

duchowość

modlitwa

Esprit

Błogosławiona matka Clelia, założycielka zakonu Apostołek Najświętszego Serca Jezusa poświęciła życie na kształtowanie młodych kobiet i troskę o ich powołania. Doświadczyła jednak dotkliwych prześladowań: przez wiele lat cierpiała, odrzucona przez swoją wspólnotę. Jak radziła sobie w momentach próby, samotności i odrzucenia? Gdzie szukała nadziei?

ZOBACZ PIERWSZĄ W POLSCE BIOGRAFIĘ BŁ. CLELII - Zobacz

Clelia urodziła się we Włoszech. Jako mała dziewczyna stała się półsierotą – jej matka zmarła, a ojciec, chcąc zapewnić lepsze życie sobie i córce, wyjechał do innej miejscowości. Clelia została sama ze swoją babcią. Dopiero po kilku latach ojciec zabrał ją do siebie.

Ojciec Clelii ponownie się ożenił. Nową żoną stała się bardzo dobra, kochająca Boga kobieta – Maria Giovanna Boeri di Voltri.

Niestety, czas spokoju dla dziewczynki szybko się kończył – ojciec, pochłonięty pędem za bogactwem, osiągając coraz lepsze wyniki finansowe w swojej firmie, wybrał hulaszcze życie. Sprowadził do domu inną kobietę, z którą wdał się w burzliwy romans. Kochanka ojca, Bianka, realnie wszystkimi w domu rządziła, spełniając swoje chore zachcianki. To był moment, w którym w sercu Clelii zrodziło się pragnienie, radykalnej zmiany życia. Zdecydowała się wstąpić do zakonu.

Wierna, mimo wielu prób

Dziełem życia matki Clelii był zakon Apostołek Najświętszego Serca Jezusowego. Włożyła w jego powstanie całe swoje serce. Bardzo dbała o każdą podopieczną, pozyskiwała fundusze, tworzyła plany formacyjne dla młodych kobiet. Niektóre ze współsióstr zaczęły darzyć Clelię nienawiścią i zazdrością. Rozpuściły na jej temat okropne plotki, które dotyczyły rzekomego nadużywania alkoholu, sprowadzania mężczyzn na teren zakonu czy fałszerstw finansowych. Plotki dotarły do uszu biskupów, którzy nawet nie dając Clelii możliwości obrony własnej osoby, wydalili ją z zakonu, który sama założyła.

Chwila ta była dla Clelii dramatyczna, odebrano jej coś, nad czym pracowała całe życie, dodatkowo straciła swoje dobre imię, została odarta i ogołocona z ludzkiej godności. Samotna, udała się w podróż. W liście do swojego spowiednika, napisała:

„Żyję spokojnie i pogodnie, bo mimo goryczy napoju, który Jezus mi podsuwa, daje mi także siłę i odwagę, by go wypić. Im sroższe są cierpienia, im cięższe rozczarowania, tym bardziej czuję, że Jezus przychodzi mi z pomocą. Czcigodny ojcze, bądź spokojny, bo wypowiedziałam już z przekonaniem i szczerością to moje „fiat”, „niech się stanie”, które tak gorzko wychodzi mojej biednej naturze. Nie przeczę jednak, że przeżywam smutne chwile, czuję się przygnębiona, choć spokojna, pogodzona i zdana na Boga”.

Modlitwa zawierzenia

Matka Clelia w obliczu poczucia wrogości w obrębie jej ukochanego zakonu, samotności i braku jakiejkolwiek osoby, której mogłaby zaufać, wiedziała, że polegać może naprawdę na Bogu. Tylko Bóg! - to było motto jej życia, jej modlitwa. W tych słowach zamykał się cały świat zaufania do Tego, Który wszystko może i nad wszystkim czuwa. Matka Clelia każdy list, każdą modlitwę rozpoczynała od tego krótkiego wezwania Tylko Bóg!

Clelia stała się kobietą oczekiwania – jak Matka Boża. Im bardziej wszystko wokół zdawało się sprzysięgać przeciw niej, a niepokój zaczynał brać górę w jej duszy, tym bardziej odnawiała swoją ofiarę całkowitego zawierzenia się Sercu Jezusa.

Niekiedy nie mogła zrozumieć, dlaczego była tak ciężko doświadczana i czemu Pan zdawał się być tak daleko od niej i jej żarliwych próśb. W swoim wnętrzu żywiła jednak głębokie przekonanie, że Jezus jest zawsze obok niej. Pewność ta podtrzymywała jej nadzieję aż do końca jej dni. Wszystko dla Boga i tylko dla Niego! Mając to na uwadze, zdołała przezwyciężyć wszelkie przeciwności i ciężkie krzyże, którymi wypełnione były jej dni.

Błogosławiona Clelia to odważna kobieta, ale to także kobieta nadziei, ponieważ nigdy nie przestała ufać w Bożą pomoc, nawet wtedy, gdy w pewnych sytuacjach, po ludzki, nie widziała drogi wyjścia. Dziś, kiedy również żyjemy w czasie pełnych niepokoju, strachu oraz niepewności, patrzmy na drogę matki Clelii i módlmy się tym krótkim zawołaniem Tylko Bóg!, w którym ukryta jest wielka ufność w Bożą Opatrzność.

Tekst powstał na podstawie książki „Bł. Clelia Merloni. Jak ziarno pszenicy” - Zobacz

Esprit

CZYTAJ DALEJ

Wielki Tydzień w rodzinie chrześcijańskiej

Niedziela legnicka 12/2002

Dla nikogo nie ulega wątpliwości, iż większe znaczenie przypisujemy obchodom świąt Bożego Narodzenia niż Wielkanocy. Więcej znamy miłych sercu tradycji. Lepiej rozumiemy, co stało się w Betlejem niż na Golgocie. Łatwiej zrozumieć żłóbek niż pusty Grób. Również i dzieciom jakoś łatwiej opowiadać o Dzieciątku Jezus niż o Jezusie cierpiącym na krzyżu i o Jezusie Zmartwychwstałym. Tymczasem w roku kościelnym Wielkanoc uważana jest za święto świąt. "Jaśnieją jako szczyt całego roku liturgicznego" - stwierdza się w "Konstytucji o liturgii" ostatniego Soboru o trzech świętych dniach paschalnych. Dlaczego? Ponieważ odkupienie nasze dokonało się na krzyżu, kiedy to Chrystus, umierając, zniweczył naszą śmierć, a zmartwychwstając, dał nam życie wieczne.

Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy. Jest to jeden z koszmarniejszych tygodni w roku, szczególnie dla dzieci. Popychane, odganiane, wyrywane do pomocy od swych zajęć w sposób chaotyczny. Często brak czasu i sił nawet na pójście do kościoła w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Zachowała się tradycja święcenia pokarmów. Tak więc dzieci, nawet te, które przez cały rok nie zostaną zaprowadzone do kościoła przez rodziców, idą w Wielką Sobotę z koszyczkami. Z wypiekami na twarzy oglądają barwny Grób Chrystusa. Ale wiele z nich nie rozumie, skąd on się wziął. Są zaskoczone tą zmianą dekoracji w kościele. Jeżeli przyszły do kościoła z rodzicami, mają się kogo zapytać. Jeśli nie, po powrocie do domu zastają najczęściej zapracowaną mamę, wykańczającą świąteczne potrawy, i tatę odkurzającego przy głośno nastawionym telewizorze, który stara się połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie jest to atmosfera do ważnych pytań - rezygnuje. Wreszcie Poranek Wielkanocny - dzielenie się jajkiem przy stole, Msza św., a dalej to już tak jak przy każdej uroczystości rodzinnej. Stół z jedzeniem i piciem, telewizja, goście, coraz głośniejsze rozmowy, śpiewy. Rodzice się bawią, a dzieci...?

Spróbujmy przeżyć te święta inaczej. Spróbujmy nadać im właściwy religijny i bardzo radosny charakter. Szczególnie dzieci powinny przeżywać tego dnia radość tak wielką, by można było ją porównać do radości Apostołów spotykających Chrystusa po zmartwychwstaniu.

Jak więc włączyć dzieci w obchody Świąt Wielkanocnych w rodzinie? Im lepiej sami zrozumiemy tajemnicę pustego Grobu, tym bardziej będziemy mogli otworzyć naszym dzieciom dostęp do przeżyć Świąt Zmartwychwstania. Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. Trzeba sobie uzmysłowić, że święta rozpoczynają się w Wielki Czwartek wieczorem. I od tej pory uwaga wszystkich członków rodziny powinna się skupić na tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Wielki Czwartek

Już powinno się zakończyć wszelkie porządki w domu. Jeżeli pomyśleliśmy wcześniej o dobrym rozplanowaniu prac domowych, łącznie z zaangażowaniem w to nawet najmłodszych dzieci, to już od godzin wieczornych możemy świętować Wielki Czwartek. Przed pójściem na wieczorną Mszę św. porozmawiajmy z dziećmi. Rozmowę tę można przeprowadzić w drodze do kościoła, jeżeli wcześniej nie udało nam się wygospodarować na nią czasu. Powiedzmy, że ksiądz będzie ubrany na biało, ponieważ jest to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu oraz sakramentu kapłaństwa. Opowiedzmy im, że w kościołach katedralnych rano odprawiana jest Msza św., w czasie której kapłani ponawiają ślubowanie złożone w dniu święceń. Następuje również poświęcenie olejów świętych, które potem używane są przy liturgii sakramentu chrztu, bierzmowania, namaszczenia chorych i kapłaństwa. Niech dzieci same przypomną, co stało się w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy. Wyjaśnijmy im, że to na tę pamiątkę odprawia się dziś w kościele Mszę św. Zwróćmy uwagę na bicie dzwonów podczas Gloria. Dzwony te zamilkną aż do Gloria w Wigilię Paschalną. W niektórych kościołach po homilii następuje obrzęd obmywania nóg dwunastu mężczyznom, tak jak to czynił Chrystus, dając przykład pokory i miłości. Po Mszy Wieczerzy Pańskiej przenosi się Najświętszy Sakrament do bocznego ołtarza, gdzie wierni przez całą noc adorują Pana Jezusa. Zostańmy przez chwilę z dziećmi przy tym ołtarzu adoracji. Przypomnijmy im, że hostia to żywy Pan Jezus. Trudna powiedzieć, ile czasu powinno dziecko poświęcić na adorację. Zależy to między innymi od jego religijności i potrzeby rozmowy z Bogiem. Myślę, że czas adoracji powinno dziecko odczuć jako poświęcony tylko Bogu, często kosztem przyjemności. Na pewno jednak nie powinien być zbyt długi.

Po przeniesieniu Pana Jezusa do bocznego ołtarza następuje ceremonia obmywania ołtarza. W tym czasie przeważnie ludzie opuszczają kościół, spiesząc do domu. Poczekajmy z dziećmi w ławce, pozwólmy, niech zobaczą, jak przebiega ta ceremonia. Mogą ją zaobserwować tylko raz w roku. Wyjaśnić trzeba dzieciom, że zawsze w Wielki Czwartek oczyszcza się w kościołach ołtarze, lichtarze, kropielnice, by na Święta Zmartwychwstania wszystko lśniło. Ma nam to przypominać, że Chrystus, zmartwychwstając, otoczył nasze życie nowym blaskiem. Przypomnijmy dzieciom, że dlatego właśnie tak szczególnie dużo uwagi poświęciliśmy porządkom w domu. Ale jeszcze ważniejsze są porządki w naszej duszy. Namówmy dzieci, by zastanowiły się, czy nie wyrządziły komuś krzywdy, niech pomyślą, jak ją naprawić tak, aby Święta przeżyć z czystym sumieniem. Tak spędzony wieczór w kościele pełen wrażeń i przeżyć religijnych nastroi nasze dzieci i nas samych do spożycia wspólnej wieczerzy rodzinnej. Stwórzmy taki nastrój, aby wieczór spędzony w rodzinie stanowił całość z tym, co miało miejsce w kościele.

Wielki Piątek

Dzień Męki i Śmierci Chrystusa. Niech będzie w naszym domu cisza pozwalająca przeżyć Misterium Męki i Śmierci Jezusa. O godzinie 15.00, godzinie śmierci Pana Jezusa, uklęknijmy z dziećmi na chwilę przed domowym ołtarzykiem. Może to właśnie będzie najodpowiedniejszy moment, by przedłożyć Bogu największą prośbę rodziny. Jeżeli jest to możliwe, warto tego dnia uczestniczyć w parafialnej Drodze Krzyżowej. W domu wyeksponujmy krzyż na białym obrusie w centralnym miejscu. Warto tego dnia wyłączyć radioodbiorniki, magnetofony czy telewizory. Można też puszczać z magnetofonu muzykę wielkopostną, już dziś dostępną szeroko w sprzedaży. Co robić, gdy nasze dzieci przyzwyczajone są do telewizji, radia, gier komputerowych, jak wypełnić ten czas, by był do zniesienia? Zaproponujmy dzieciom, by narysowały ilustracje do Drogi Krzyżowej, a może ulepią stacje z plasteliny. Starszym dzieciom można zaproponować, by poszukały wśród bohaterów Drogi Krzyżowej czy opisu Męki Pańskiej postaci najbardziej do siebie podobnych i zastanowiły się nad swą postawą wobec Chrystusa. Pomysły pojawią się spontanicznie, gdy tylko otworzymy dzieci na takie myślenie.

Wieczorem w kościele ludzie gromadzą się na liturgii wielkopiątkowej. Trwa ona długo i warto dzieci przygotować do tego przeżycia. Wyjaśnijmy im, że tego dnia nie ma Mszy św. Uprzedźmy dzieci, co będzie się działo w kościele, by przeżywały rozumnie tę liturgię. Powiedzmy więc dzieciom przed pójściem do kościoła, że liturgia dzisiejsza będzie składała się z trzech części. Liturgia Słowa poprzedzona jest procesją i leżeniem krzyżem przez kapłanów przed obnażonym ołtarzem. Kapłani są ubrani w czerwone szaty, czerwień symbolizuje męczeństwo. Po powstaniu kapłan modli się i rozpoczyna się liturgia Słowa Bożego. Po odczytaniu proroctwa Izajasza i fragmentu Listu do Hebrajczyków czytany jest opis Męki Chrystusa z Ewangelii św. Jana. Liturgię Słowa Bożego kończy modlitwa powszechna.

Uroczysta adoracja krzyża poprzedzona jest jego odsłonięciem. Ponieważ ta część liturgii trwa długo, zadbajmy o to, by dzieci miały wcześniej przygotowane teksty śpiewanych pieśni. Są to: Ludu, mój ludu, Krzyżu święty i Święty Boże. Wspólna komunia jest ostatnią częścią liturgii. Po jej zakończeniu procesjonalnie zanosi się Najświętszy Sakrament do Grobu Pańskiego i wystawia do adoracji.

Po powrocie do domu zbieramy się na krótką liturgię domową. Na stole w centralnym miejscu powinno ustawić się krzyż, który ojciec daje do pocałowania wszystkim zebranym. Następnie odczytuje Ewangelię. Jeżeli wszyscy byli w kościele tego dnia, nie ma potrzeby odczytywania tekstu Męki Pańskiej, można wybrać inny stosowny fragment.

Należałoby również, jeżeli kościół jest w pobliżu, udać się na adorację do Grobu Pańskiego. Warto dzieciom opowiedzieć, skąd wziął się zwyczaj tego wielkopostnego pielgrzymowania. A ma on swe korzenie w Jerozolimie, gdzie gromadzono się w miejscach Męki Chrystusa, aby Mu duchowo towarzyszyć od Wieczernika i Góry Oliwnej, aż do miejsca jego Grobu. W Polsce ten zwyczaj jest pielęgnowany od XIV w.

Wielka Sobota

Jest dniem spoczynku Pana w Grobie. To nie jest dzień żałoby, ale powinien być wypełniony zadumą nad cudem zmartwychwstania. Jutro już będą śpiewy Alleluja, dzwony, petardy, goście, stół suto zastawiony - taka atmosfera nie sprzyja zadumie. To właśnie dzisiaj można pójść z dziećmi święcić pokarmy. Dzieci, które są przyprowadzane do kościoła tylko raz w roku, właśnie z koszyczkiem "do pokropienia", pytają, dlaczego Jezus leży w grobie i niewiele rozumieją z odpowiedzi. Dla tych dzieci Bóg nie żyje, ale ustawicznie jest w grobie. Ukazanie martwego Boga małemu dziecku jest wielką dla niego krzywdą. W każdej rodzinie przygotowujemy wraz z dziećmi pokarm do poświęcenia. Pozwólmy dzieciom na aktywność w tym względzie. Nasza rola sprowadza się do wyjaśnienia symboliki pokarmu. Najpierw wkładamy chleb, który symbolizuje " chleb żywy, który zstąpił z nieba" i w Komunii św. daje życie światu. Jajka są symbolem budzącego się nowego życia - Chrystus przez swą śmierć i zmartwychwstanie daje nam swe życie. Mięso, wędliny czy baranek z cukru ma nas myślami przenieść w żydowską Noc Paschalną. Można to wydarzenie biblijne dzieciom opowiedzieć. Nasze przyprawy symbolizują biblijne zioła. Po powrocie do domu stawiamy koszyczek w widocznym miejscu. Tego dnia dekorujemy wszystko wiecznie zielonym bukszpanem.

Nie można nie uczestniczyć w liturgii Wigilii Paschalnej tego dnia. Jest to najbardziej uroczysty wieczór w roku liturgicznym. Trzeba koniecznie wyjaśnić dzieciom przed pójściem do kościoła, że obchód Wigilii Paschalnej składa się z czterech części. Liturgii światła, w czasie której kapłan przed Kościołem poświęca ogień, odpala paschał, wnosi uroczyście światło do ciemnego kościoła i śpiewa Orędzie Paschalne. W drugiej części są czytane fragmenty Pisma Świętego, w których rozważamy, co Bóg uczynił dla nas od początku świata. Podczas liturgii chrzcielnej kapłan dokonuje poświęcenia wody, a wierni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne. Odnowieni biorą udział w Mszy Paschalnej, podczas której zabrzmią wszystkie dzwony i dzwonki. Tradycja każe zabrać do domu wodę święconą, by rano pokropić nią dom i domowników.

Wieczór w rodzinie tego dnia też powinien zgromadzić rodzinę przy świątecznym stole. Ojciec wygasza wszystkie światła w domu, błogosławi rodzinny paschał, zapala go i odmawia modlitwę. Wszyscy zapalają swoje świece od paschału i włączają się w modlitwę. Po odczytaniu odpowiedniego fragmentu Ewangelii zasiadamy do wspólnej wieczerzy.

Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota z Niedzielą Paschalną są dniami szczególnie bogatymi w obchody liturgiczne. Warto w pełni z tego bogactwa skorzystać. Jest to wspaniały dar Kościoła, skorzystanie z niego w pełni ubogaci naszą rodzinę i zbliży nas do Chrystusa. Życzę Państwu odkrycia bogatej treści Tajemnicy Paschalnej.

CZYTAJ DALEJ

Sandomierz: W jedności z sobą i Ludem Bożym

2020-04-09 14:26

ks. Wojciech Kania

Biskup Krzysztof Nitkiewicz w bazylice katedralnej w Sandomierzu w trakcie Mszy Krzyżma dokonał poświecenia olejów świętych, które są wyrazem jedności Kościoła. Ze względów epidemicznych kapłani oraz wierni mogli uczestniczyć w liturgii dzięki transmisji on-line.

Przedpołudniowa liturgia Mszy Krzyżma jest wyrazem jedności duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego, które posługuje w Kościele Sandomierskim. Wraz z Biskupem Ordynariuszem Krzysztofem Nitkiewiczem Mszę św. celebrowali: Biskup Pomocniczy senior Edward Frankowski, ks. Prał. Jerzy Dąbek oraz ks. Kan. Roman Janiec, Kanclerz Kurii.

Na początku liturgii życzenia Biskupowi Ordynariuszowi w imieniu prezbiterium diecezji złożył ks. Prał. Jerzy Dąbek, Wikariusz Generalny.

Na początku homilii Bp Krzysztof Nitkiewicz przywołując słowa z Księgi Izajasza zwrócił się do kapłanów.

Któż z nas Drodzy Bracia Kapłani nie czuł Ducha Pańskiego zstępującego z Nieba w momencie święceń. Jego żar rozpalał nasze serca podczas Mszy prymicyjnej i przy podejmowaniu kolejnych misji oraz zadań duszpasterskich. Nasi wierni, a pewnie i starsi współbracia w kapłaństwie reagowali podobnie jak słuchacze Pana Jezusa. Cieszyli się, mieli swoje oczekiwania, swój ideał księdza, trudny czasami do zrealizowania. Nie ważne czy ktoś jest biskupem, proboszczem, wikariuszem, czy księdzem emerytem. Dla ludzi wierzących każdy kapłan jest człowiekiem posłanym od Boga z Jego słowem i mocą. Dlatego ich oczy są w nas utkwione za każdym razem gdy stajemy przy ołtarzu, siadamy do konfesjonału, załatwiamy sprawy biurowe. To nie tyle nobilituje, daje przywileje, co zobowiązuje. „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” – mówi Pan Jezus do mieszkańców Nazaretu.

Biskup Nitkiewicz przywołując słowa Prymasa Wyszyńskiego, nawiązał także do obecnej sytuacji epidemii i posługi kapłanów, którzy stosując się do zaleceń sanitarnych nie pozostawili swoich wiernych.

Tak samo dzieje się w przypadku naszej misji pasterskiej, choć wypełniamy ją od kilku tygodni inaczej. „Kościół to nie tylko działanie, ale i trwanie, i cierpienie” – mówił kardynał prymas Stefan Wyszyński w czasach, gdy komunistyczny reżim zadawał duchownym i świeckim cios po ciosie. Dzisiejsze ograniczenia wynikają z innych powodów, mają na celu walkę z epidemią, ratowanie życia. Wiem, że wasza odpowiedzialność za ich przestrzeganie w parafiach łączy się z wieloma osobistymi dylematami. Mam świadomość tego, jak nieraz jest trudno. Może o takie trwanie i cierpienie chodziło prymasowi Wyszyńskiemu. Tym bardziej jestem wdzięczny za to, że surowa dyscyplina sanitarna, nie zamknęła waszej pasterskiej miłości w areszcie domowym. Rany zadane przez epidemię nie powstrzymały was od opatrywania ran innym. Podobnie, jak Pan Jezus czyni to względem każdego nas, On, który „w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości” – „Krwią Jego zostaliście uzdrowieni” - dodaje św. Piotr. Nie słyszałem, żeby którykolwiek proboszcz albo wikariusz parafialny naszej diecezji zamknął się dobrowolnie na plebanii, myśląc bardziej o ratowaniu swojego życia doczesnego, niż o potrzebach duchowych i materialnych wiernych.

Biskup Ordynariusz zaznaczył również, że obok posługi sakramentalnej i charytatywnej, którą spełniają kapłani udało się stworzyć diecezjalną telewizję internetową, która na różnych płaszczyznach umożliwia uczestnictwo we wspólnej modlitwie.

Obok niesienia posługi sakramentalnej i charytatywnej, które są najważniejsze, udało się stworzyć diecezjalną telewizję internetową z dziesiątkami oddziałów w różnych parafiach. Było to konieczne, żeby zapewnić transmisję Mszy św. oraz innych nabożeństw. Zorganizowaliśmy medialną katechezę dzieci, młodzieży i narzeczonych, czy rekolekcje. Mógłbym jeszcze długo wyliczać różnorodne inicjatywy, a to i tak mała cząstka tego, co robicie wspólnie z siostrami zakonnymi i świeckimi. Dziękuję za wasz trud, za poświęcenie i zapewniam razem z biskupem Edwardem, że są one dla nas zachętą do jeszcze gorliwszej służby. Modlę się, żeby to wspólne świadectwo przyniosło jak najobfitsze owoce. Bardzo bym pragnął, aby były pośród nich nowe powołania kapłańskie. Módlcie się o nie, nie żałujcie czasu młodym, szczególnie ministrantom, których podobnie jak was, zabrakło dzisiaj w sandomierskiej katedrze.

ks. Wojciech Kania

Zwracając się do kapłanów Bp Krzysztof powiedział: – Moi drodzy – nie upadajcie na duchu. Wypełniając każdy akt posługi kapłańskiej – nawet pojedynczo, przy fizycznej nieobecności wiernych – jesteśmy z całym Kościołem, razem z diecezjanami oraz parafianami i wszystko czynimy dla nich. Pamiętajcie o tym, kiedy celebrujecie Eucharystię w pustym kościele i nie ma nikogo, kto by wam odpowiedział na modlitewne wezwania. Niedostrzegalny gołym okiem koronawirus wywrócił, co prawda do góry nogami świat w którym żyjemy, obezwładnił działające dotąd perfekcyjnie mechanizmy i systemy, prawne, ekonomiczne, lecz Bóg jest ten sam i na wieki, Alfa i Omega. Podobnie trwa Kościół oraz kapłaństwo, a nasza wspólnota, chociaż komunikuje się ze sobą za pomocą mediów społecznościowych, pozostaje prawdziwa i rzeczywista.

Na zakończenie Bp Nitkiewicz podziękował kapłanom za ofiary na zakup sprzętu medycznego, potrzebnego do walki z epidemią oraz zachęcał ich do bycia dalej z Chrystusem oraz Ludem Bożym.

Pozwólcie, że wspomnę na koniec o aspekcie doczesnym, tak bardzo eksponowanym przez niektóre środowiska, zarzucające nam, że w ogóle o tym mówimy. Tymczasem zarówno kuria, jak i parafie muszą wypłacać pensje, uiszczać opłaty za prąd i ogrzewanie. Wierzę jednak, że dzięki naszym osobistym wyrzeczeniom i ofiarności wiernych, poradzimy sobie również z tymi sprawami.

Biskup wspomniał również o zbiórce pieniędzy na zakup urządzeń medycznych, a nawiązując do powtarzanego przez media wezwania Jałmużnika Papieskiego, aby przełożeni Kurii Rzymskiej przeznaczyli jedną swoją pensję na walkę ze skutkami epidemii, powiedział, że sandomierscy księża dawano już to zrobili.

Jestem wam wdzięczny drodzy Księża za udział w zbiórce pieniędzy na zakup urządzeń medycznych, a wcześniej jeszcze na inne potrzeby z jakimi przyszło się mierzyć diecezji. Nieświadomie rywalizowaliście ze sobą w hojności, która przeszła najśmielsze oczekiwania. Wzruszyłem się, gdy niektórzy z was przeznaczyli na to całą pensję za katechezę w szkole, a księża emeryci oddali na sprzęt medyczny całą swoją emeryturę. Dziękując za to z całego serca, chcę was zapewnić, że stojący przed wami biskupi nie pozostali w tyle. Dodam jeszcze, że zaraz po świętach zostaną podjęte decyzje odnośnie zakupu sprzętu medycznego.

Zaprawdę Pan „wybawia złamanych na duchu”. Drodzy bracia kapłani, również my bądźmy dalej z Chrystusem i z całym Ludem Bożym. Pan Jezus nas potrzebuje i ciągle posyła.

W trakcie sprawowanej Mszy św. bp Nitkiewicz dokonał poświęcenia olei świętych (chorych, krzyżma i katechumenów), które przez kolejny rok służyć będą przy udzielaniu sakramentów chrztu, namaszczenia chorych i święceń kapłańskich oraz przy poświęceniu kościoła i ołtarzy.

Na zakończenie Mszy św. Biskup Krzysztof Nitkiewicz podziękował wszystkim, którzy uczestniczyli w liturii dzięki transmisji on-line, kierując szczególne pozdrowienia do kleryków Wyższego Seminarium Duchownego oraz do ministrantów i scholanek. Wyraził nadzieję, że nadejdzie taki dzień kiedy znowu będzie możliwość osobistego spotkania.

ks. Wojciech Kania

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję