Reklama

Żegnaj, niestrudzony nasz nauczycielu

2012-09-28 12:31

Magdalena Kowalewska
Niedziela Ogólnopolska 40/2012, str. 8-10

ARCHIWUM RODZINNE FILIPA FRĄCKOWIAKA
Prof. Szaniawski, będąc w Tatrach, nigdy nie zapominał o modlitwie za tych, którzy zginęli w górach.

Prof. Józef Szaniawski w pamięci Polaków pozostanie jako gorliwy i niezłomny patriota oraz wybitny historyk z poczuciem humoru. Dla przyjaciół i rodziny zawsze będzie ciepłym i serdecznym „Józkiem”. Nadzwyczajne było w nim to, że najpierw był zwyczajnym człowiekiem, a dopiero potem wielkim, często niepokornym bohaterem. Tłumy na jego pogrzebie to dowód na to, jak bardzo był ceniony

Na grobie śp. prof. Józefa Szaniawskiego na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach ciągle przybywa kwiatów i zniczy. Nad fotografią zamyślonego Profesora powiewa biało-czerwona flaga. Można tu spotkać jego najbliższych, znajomych, wychowanków, studentów, nauczycieli akademickich... Wciąż trudno uwierzyć w to, że Pan Bóg zabrał go do siebie tak nagle i nieoczekiwanie. Zginął w Tatrach 4 września 2012 r. Kochał góry od zawsze.

Ostatnie pożegnanie w „Katedrze Rzeczypospolitej”

„Każda śmierć jest przedwczesna, ale zgon Marszałka Piłsudskiego w wieku zaledwie 67 lat był wstrząsem dla Polski i całego Narodu” - tak pisał w jednej z publikacji poświęconej Józefowi Piłsudskiemu prof. Szaniawski. Dzisiaj nie sposób nie powiedzieć: wstrząsem dla Polski i całego Narodu była śmierć prof. Szaniawskiego, który żył 68 lat.
Na jego pogrzeb 15 września 2012 r. przybyły tysiące osób, które nie mieściły się w warszawskiej archikatedrze św. Jana na Starym Mieście. Prof. Szaniawski często określał tę świątynię jako „Katedrę Rzeczypospolitej”. Tutaj bowiem odbywały się dziękczynne nabożeństwa za wielkie polskie zwycięstwa w XVII wieku. Niejednokrotnie przypominał o tym, że jej mury stały się symbolem sławy i chwały Rzeczypospolitej, kiedy to w ich wnętrzu zmagali się o wolność polscy żołnierze Armii Krajowej.
Był dumny z tego, że mógł być archikatedralnym parafianinem. W 1935 r. to właśnie w tym miejscu sprawowana była Msza św. żałobna ojca polskiej wolności - Marszałka Józefa Piłsudskiego, który dla prof. Szaniawskiego od najmłodszych lat był autorytetem. Popiersie Naczelnika Państwa Polskiego od zawsze stało w jego rodzinnym domu. Profesor był wielkim miłośnikiem historii. Wręcz można powiedzieć, że ukochał ją niemal jak swoją mamę Julię, która była nauczycielką języka polskiego. Wielokrotnie przypominał, że w archikatedrze św. Jana miały miejsce historyczne pogrzeby XX wieku: Marszałka Józefa Piłsudskiego, gen. Władysława Andersa, a także Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Nie ulega wątpliwości, że Msza św. pogrzebowa śp. prof. Szaniawskiego również przeszła do historii jako niezwykle ważne wydarzenie historyczne dla wielu Polaków. Zwłaszcza że prof. Józef Szaniawski pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski - za wybitne osiągnięcia w dokumentowaniu i upamiętnianiu prawdy o najnowszej historii Polski oraz za zasługi w dziedzinie przemian demokratycznych.
Prof. Szaniawski nigdy nie spodziewałby się, że w czasie jego ostatniej drogi będzie go żegnała Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego, a oprócz marszu żałobnego zostaną wykonywane uwielbiane przez niego utwory Jana Sebastiana Bacha. W czasie wyprowadzania jego trumny nie milkły oklaski, a biało-czerwone kwiaty i flagi wypełniły wnętrze całej warszawskiej archikatedry.
Na Cmentarz Wojskowy kondukt żałobny odprowadzili motocykliści z Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. Nad grobem Profesora w zadumie i ze ściśniętym gardłem rzesze Polaków wraz z Wojskiem Polskim śpiewały „Jeszcze Polska nie zginęła”. Podniosły i patriotyczny pogrzeb prof. Szaniawskiego to świadectwo, że Profesor był naprawdę wyjątkowym i niezastąpionym człowiekiem, który niezłomnie i wytrwale walczył o prawdę i dobro dla Polski.
- Uroczystości pogrzebowe mojego taty nabrały takiego charakteru dzięki wielu wspaniałym ludziom i różnym organizacjom, a w szczególności dzięki Światowemu Związkowi Żołnierzy Armii Krajowej - wyznał w rozmowie z „Niedzielą” Filip Frąckowiak, syn Józefa Szaniawskiego.
Józef Szaniawski spoczął w Alei Profesorskiej. Jego syn Filip tłumaczy, dlaczego Profesor nie został pochowany obok swojego przyjaciela płk. Ryszarda Kuklińskiego: - Tata byłby na mnie zły, gdybym chciał go pochować przed płk. Kuklińskim. - Zdawał sobie sprawę, że jego zasługi dla niepodległości Polski są nieporównywalne z zasługami płk. Kuklińskiego.

Tęsknił za drugim człowiekiem

- To wszystko, co w życiu czynił, było inspirowane wiarą chrześcijańską i religijnością. Za życia nie zadowalał się tym, co prozaiczne, tylko żył w świecie wartości i zasad. Poszukiwał prawdy, także o naszej ojczyźnie, jej wrogach i przyjaciołach. Pisał i mówił o tym tak wyraźnie i tak odważnie jak nikt inny - powiedział o zasługach prof. Szaniawskiego bp Piotr Jarecki, który przewodniczył Mszy św. pogrzebowej Profesora i głosił homilię.
Bp Jarecki przez wiele lat był sąsiadem prof. Szaniawskiego na Starym Mieście. Jak podkreślał, Profesor zawsze znajdował czas na rozmowę z nim. - Nie zamykał się w sobie, wręcz tęsknił za drugim człowiekiem - zaznaczył Biskup, dodając, że prof. Szaniawski zawsze szedł własną drogą, często przeciwną do panujących trendów i mitów, jednocześnie doskonale spełniając swoją pedagogiczną misję.
„Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest. Nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi” - te słowa bł. Jana Pawła II jakiś czas temu studenci wręczyli prof. Szaniawskiemu w podziękowaniu za to, jakim był człowiekiem. I nie bez przyczyny wybrali właśnie to znamienne zdanie Ojca Świętego - prof. Józef Szaniawski bowiem dzielił się z innymi swoim uśmiechem, pomocną dłonią, troską o drugiego człowieka. Był niewątpliwie przyjacielem swoich studentów. Zarażał entuzjazmem i zapałem do pracy, a przede wszystkim ogromną wiedzą historyczną. Każdy mógł słuchać jego opowieści bez końca. Jako jeden z nielicznych historyków potrafił w najdoskonalszy sposób dzielić się swoją ogromną wiedzą historyczną, jednocześnie skupiając wokół siebie rzesze młodych ludzi.

Reklama

Polska była dla niego najważniejsza

O. Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja, z którym prof. Szaniawski szczerze się przyjaźnił, zwrócił się do śp. Profesora w czasie Mszy św. pogrzebowej: - Dziękujemy za pokazywanie wiktorii polskich wypływających z krzyża i orła, z wierności pięknemu Lwowowi i Polsce. O. Rydzyk zauważył również, że Profesor był niezwykle bohaterskim i szlachetnym człowiekiem, który otwierał nam oczy na historię, również tę niewygodną historię. Natomiast jego wystąpienia w mediach przyczyniły się do tego, że niezależne środki społecznego przekazu postrzegane jako te, które są wyłącznie dla ludzi starszych, stały się prawdziwym uniwersytetem.
Dla prof. Szaniawskiego Polska była najważniejsza. Stawiał ją na pierwszym miejscu w swoim życiu. Miał możliwość pozostania w Ameryce, jednak wybrał drogę posługi swojej Ojczyźnie w kraju, a nie za granicą. Był świadomy tego, że w każdej chwili za swoją konspiracyjną współpracę z Radiem Wolna Europa może grozić mu więzienie, a nawet kara śmierci. Gdy w końcu zdekonspirowano go oraz brutalnie aresztowano w 1985 r., a sąd wojskowy skazał na 10 lat więzienia, 15 lat pozbawienia praw publicznych i konfiskatę całości mienia, nie załamał się. Prof. Szaniawski, jako ostatni więzień polityczny PRL, ostatecznie spędził 5 lat w najcięższych komunistycznych więzieniach w Polsce - na Rakowieckiej w Warszawie i w Barczewie k. Olsztyna. - Nie był to jednak dla niego zmarnowany czas. W więzieniu tata spędził go na wytężonej pracy intelektualnej - opowiada Filip Frąckowiak.
Już wtedy bardzo dużo pisał. Przede wszystkim komentarze i scenariusze polityczne, ale także bajki dla swojego syna Filipa. Uczył się na pamięć ksiąg „Pana Tadeusza”, a Sienkiewiczowskich „Krzyżaków” czytał z zapartym tchem kilka razy. Gdy został zwolniony z więzienia, 22 grudnia 1989 r., skoncentrował się na eksponowaniu polskich wiktorii oraz podkreślaniu roli Marszałka Józefa Piłsudskiego jako bohatera Polski i całej Europy. W swoich publikacjach potrafił również dostrzegać błędy polityków i przywódców wielkich mocarstw.
W czasie uroczystości pogrzebowych prof. Wiesław Wysocki powiedział: - Józek był mocno i nieuleczalnie chory na Polskę. Ale Filip Frąckowiak zaznaczył: - Tata nie lubił górnolotnego słownictwa. Nie był chory na Polskę, on już z tym genem angażowania się w sprawy Polski po prostu urodził się i nie ulega wątpliwości, że pobyt taty w więzieniu przyczynił się do jego jeszcze większej działalności na rzecz Ojczyzny.

Uchronił Izbę Pamięci płk. Kuklińskiego

Prof. Szaniawski stoczył niejedną batalię o zachowanie prawdy historycznej. To przecież on należał do inicjatorów powstania pomnika Katyńskiego w sercu Warszawy, znajdującego się przy placu Zamkowym. To on nie dopuścił do likwidacji przez stołeczne władze Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego, której był pomysłodawcą i założycielem. I to wreszcie prof. Szaniawski tak wytrwale i dzielnie walczył już w wolnej i demokratycznej Polsce o zrehabilitowanie płk. Ryszarda Kuklińskiego - bohatera Polski i Ameryki, który uratował Polskę i świat przed III wojną światową. Prof. Szaniawski był jego przyjacielem i pełnomocnikiem. W 2004 r. przywiózł z Ameryki urnę z prochami płk. Kuklińskiego, nazywając go „ostatnim żołnierzem - tułaczem, Konradem Wallenrodem XX w.”. Stał się promotorem pamięci płk. Kuklińskiego. Teraz, po śmierci prof. Szaniawskiego, jego wielkie dzieło, jakim jest niewielkie, ale jakże sugestywne i ważne dla promocji Polski muzeum, znajdujące się na tyłach archikatedry św. Jana w Warszawie, nie może zostać zapomniane. O. Tadeusz Rydzyk w czasie pogrzebu Profesora zaapelował do zebranych, aby nie dopuścić do zniszczenia tego „maleńkiego muzeum przy katedrze”, o które tak walczył Józef Szaniawski. - Pamiętajcie: naród, który nie pamięta o własnej przeszłości, nie ma przyszłości - mówił o. Rydzyk. - Tata przygotowywał mnie do kierowania muzeum. W 2006 r. mianował mnie swoim zastępcą i kustoszem, współpracowałem z nim cały czas. Założyciel i pomysłodawca muzeum nie żyje, ale to ja przejąłem jego obowiązki i będę starał się prowadzić działalność Izby Pamięci płk. Kuklińskiego tak, jakby życzył sobie tego mój tata - zapewnia Filip Frąckowiak.

Bohaterski i zdeterminowany przyjaciel

W swoim życiorysie prof. Szaniawski w rubryce hobby wpisał: wspinaczki w Tatrach, słuchanie muzyki Ludwika van Beethovena, spływy kajakowe na Mazurach szlakiem ks. dr. Karola Wojtyły. Syn prof. Szaniawskiego nie jest w stanie zliczyć wspólnych koncertów w Filharmonii Narodowej czy górskich wędrówek, na które wybierał się wspólnie z Tatą. To prof. Szaniawski nauczył Filipa tego, jak nie bać się gór i być ostrożnym. - Nie mam żadnych wątpliwości, że Tata zachował całkowite bezpieczeństwo podczas ostatniej swojej wyprawy na Świnicę. Jego śmierć była po prostu nieszczęśliwym wypadkiem - wyznaje Filip Frąckowiak, dodając, że chciałby być tak bohaterski i zdeterminowany jak Tata w każdej sferze życia oraz umieć czerpać wiedzę ze wszystkich możliwych źródeł, tak jak czynił to Józef Szaniawski. Profesor uważał, że nie ma rzeczy, z których nie można wyciągnąć żadnych wniosków. Nawet gdy wybierał się z synem do kina, a film okazywał się banalny, próbował doszukać się w nim drugiego dna oraz odczytywać intencje autora, łącząc je w całość np. z wydarzeniami historycznymi czy profilem psychologicznym postaci.
Wszystko, co tworzył Profesor, czynił z wielkim zacięciem. Wkładał w każdy napisany artykuł, w każdą wydaną książkę czy zwykłą rozmowę z drugim człowiekiem wiele serca. Dokładał wszelkich starań, aby zeszyty od historii jego syna Filipa były opatrzone odpowiednimi ilustracjami. Dlatego też Filip Frąckowiak w dniu pogrzebu prof. Józefa Szaniawskiego mówił przed jego trumną: - Tato, chcę ci podziękować za wszystkie wskazówki i za całą naukę, którą mi dawałeś na każdym polu. Za trudne chwile nad zeszytem od historii, za naukę jazdy samochodem i jak chodzić po górach, i za trudne rozmowy o Polsce. Prof. Szaniawskiego ze swoim synem łączyło wiele. Ta przyjacielska więź między ojcem a synem z biegiem lat stawała się coraz dojrzalsza i głębsza.
Prof. Szaniawski starał się być dla innych ludzi taki, jaki był dla swojego syna - życzliwy, ciepły, serdeczny. Było w nim coś nadzwyczajnego. Po jego odejściu do domu Ojca wielu Polaków ociera łzy po jego stracie, ponieważ odszedł od nas wielki Polak. Takich ludzi jak prof. Szaniawski Polska wciąż potrzebuje. - Panie Profesorze! Tak żyć, jak żyłeś, warto było - powiedział na koniec uroczystości pogrzebowych Jan Kasprzyk, prezes Związku Piłsudczyków, parafrazując słowa Marszałka Piłsudskiego.
Dzisiaj po prof. Szaniawskim pozostaje jego wielka spuścizna historyczna, która winna być wiecznie żywa. W domu Filipa Frąckowiaka po ostatniej wyprawie w Tatry prof. Szaniawskiego leży zakrwawiony nieśmiertelnik, z którym Profesor był bardzo związany. Miał go na sobie w dniu wypadku. Józef Szaniawski dostał go od swojego przyjaciela - śp. biskupa polowego Wojska Polskiego Tadeusza Płoskiego. Oprócz modlitwy o zbawienie widnieją na nim słowa zaczerpnięte z Księgi Psalmów: „Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemię. (...) Pan mnie uchroni od zła wszelkiego: czuwa nad moim życiem (Ps 121, 2. 7)”.

Tagi:
wspomnienia pożegnanie

Prof. Szyszko stawiał na prawdę, której zawsze bronił

2019-10-09 15:20

wpolityce.pl

Prof. Jan Szyszko był niezwykle ciepłym człowiekiem, z ojcowskim podejściem do współpracowników. Nauczyciel, mentor – mówi w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Andrzej Konieczny, dyrektor generalny Lasów Państwowych i były współpracownik prof. Jana Szyszko w Ministerstwie Środowiska.

Magdalena Kowalewska

Jesteśmy na konferencji dot. 30 lat funkcjonowania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Pan prof. Jan Szyszko uczestniczył w tworzeniu, rozwijaniu i programowaniu tego funduszu. Dorobek 30-lecia NFOŚiG to jest również duża zasługa prof. Jana Szyszko – mówi Andrzej Konieczny w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

Był to człowiek niezwykle ciepły, z ojcowskim podejściem do współpracowników, nauczyciel, mentor. Z ogromnym uporem i niezłomnością przekazywał swoje myśli, naukę, która współtworzył. Ponad trzydzieści lat prowadził badania w swoim ośrodku w Tucznie. Były to badania polowe, w otwartej przestrzeni, to chyba największa baza empiryczna. Przede wszystkim człowiek, później szef i profesor. Ludzie, którzy go nie poznali, mieli mylne opinie. Nie wiedzieli, jaki był naprawdę – dodaje Konieczny.

Konieczny zwraca uwagę na naukowe osiągnięcia prof. Szyszki i jego przywiązanie do pojęcia prawdy: Stawiał na prawdę w nauce. Na prawdę, której zawsze bronił. Mówił, że najbardziej istotne są dane, a wyników nie można budować na bazie emocji czy tzw. informacji medialnych

Konieczny odnosi się do wieloletnich ataków medialnych, których ofiarą padał prof. Jan Szyszko: Przez wiele lat próbował przekazywać prawdę. Być może robił to językiem nie do końca medialnym. Ale pokazywał jak naprawdę wygląda sytuacja i poszczególne wyzwania, które przed nami stoją. Wielokrotnie jego słowa były manipulowane, a jego samego próbowano wyśmiewać. W prawie wszystkich mediach przedstawiano go w krzywym zwierciadle

Uważał, że mamy w Polsce bardzo dobry system ochrony przyrody. Pan profesor Szyszko zawsze nam powtarzał, że prawny system ochrony przyrody w Unii Europejskiej jest bardzo dobry. Mówił, że dyrektywy ptasie i siedliskowe są dobre. Zezwalają one na zrównoważony rozwój regionów, a na to pan profesor zawsze kładł nacisk. Niestety, przez niektóre gremia przepisy poszczególnych dyrektyw były stosowane na zasadzie wyjątku czy wyjęcia z kontekstu innych przepisów – zaznacza.

Andrzej Konieczny mówi też o tym, co zostawił po sobie prof. Jan Szyszko. Pan profesor Jan Szyszko zawsze zwracał uwagę, że mamy do czynienia z podwójnymi standardami. Inaczej ocenia się osławionego kornika drukarza w Niemczech, a inaczej w Polsce. Pan minister zostawił po sobie wezwanie dla państw europejskich odnośnie dyskusji nt. stosowania dyrektyw przyrodniczych. Możemy dziś zauważyć, że inne państwa europejskie zaczynają mówić językiem profesora Szyszko. W nieformalnych gremiach zaczyna się mówić o potrzebie powrotu do dyskusji nt. dyrektyw ptasiej i siedliskowej, bo przemiany ekosystemów wynikające ze zmian klimatycznych, wymagają innego podejścia. A przed tym problemem staje cała Europa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Buttet: dlaczego katolicy nie wierzą w obecność Jezusa w Eucharystii?

2019-10-15 20:12

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Kościół musi powrócić do Eucharystii. Gdyby to zrobił, gdyby adoracja Najświętszego Sakramentu rzeczywiście stała się, jak chciał Jan Paweł II, sercem i życiem Kościoła, to spełniłoby się proroctwo świętego papieża co do przyszłości Kościoła, nie byłoby rzeczy niemożliwych – uważa o. Nicolas Buttet, założyciel Wspólnoty Eucharistein – Eucharystia.

Weronika Grishel

Ten szwajcarski mnich właśnie dzięki spotkaniu z Eucharystią przeżył przed laty głębokie nawrócenie. Pod jego wpływem najpierw przez pięć lat żył jako pustelnik w małej grocie. Z czasem, kiedy zaczęło się wokół niego gromadzić grono młodych ludzi, założył wspólnotę, w której centrum znajduje się właśnie kult Najświętszego Sakramentu. Jej trzon stanowi 30 osób konsekrowanych.

Rozmawiając z Radiem Watykańskim, o. Buttet odniósł się szokujących danych, które dwa miesiące temu wstrząsnęły Kościołem w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że jedna trzecia tamtejszych katolików nie wierzy w realną obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

- Myślę, że to nie jest w pierwszym rzędzie kwestia niewiedzy, lecz doświadczenia. Można bardzo dobrze poznać w sposób spekulatywny teologię Eucharystii i wszystko, co na przykład napisał na ten temat Tomasz z Akwinu. Ale ostatecznie tylko święci mogą nas nauczyć, czym jest Eucharystia – mówi Radiu Watykańskiemu o. Buttet. – To dlatego na zakończenie encykliki „Ecclesia de Eucharistia”, Jan Paweł II zachęca, byśmy uczyli się od świętych, którzy pokazują nam, czym jest prawdziwa pobożność eucharystyczna. I tego dziś brakuje. Bo potrzeba „zasmakować” w Eucharystii. A zamiłowanie do Eucharystii zaszczepiają w nas, ci którzy nią naprawdę żyją. Kiedy widzimy Teresę z Kalkuty przed Najświętszym Sakramentem, kiedy widzimy, jak Jan Paweł II sprawuje Eucharystię, to nagle rozumiemy, że dzieje się coś ważnego, i sami zaczynamy tego pragnąć.

O. Buttet podkreśla, że nie należy się bać, że przesadzimy z kultem Najświętszego Sakramentu, że stanie się on na przykład ważniejszy niż lektura Pisma Świętego. Jak uczy Sobór Watykański II, Eucharystia jest rzeczywiście źródłem i szczytem.

- Choć Biblia jest przesłaniem Boga, Jego słowem, to jednak nie jest Bogiem. Eucharystia natomiast, to Bóg we własnej osobie. Czym innym jest słyszeć słowo, a czym innym jest spotkać osobę. Czym innym jest słuchać kogoś w radiu, a czym innym spotkać się z nim twarzą w twarz. Pewien młody podsunął mi kiedyś piękny obraz. Wyobraźcie sobie, mówił, dwoje narzeczonych, którzy rozmawiają ze sobą przez telefon. To oczywiście coś wspaniałego. Ich głos jest w stanie przekazać całą głębię uczucia, wzajemną czułość. Ale kiedy się spotykają, kiedy się obejmują, to jest to jeszcze coś innego. Tak też można zrozumieć różnicę między Słowem Bożym i Eucharystią. Eucharystia, to spotkanie dwóch ciał, dwóch serc, rzeczywiste, z Bogiem żywym - zaznaczył założyciel Wspólnoty Eucharistein.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa: premiera Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego z udziałem Prezydenta RP

2019-10-16 17:08

tk, maj, mp / Warszawa (KAI)

Z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy w warszawskim Wilanowie odbyła się premiera muzeum Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego. „Jan Paweł II był największym Polakiem w naszych dziejach i postacią, która mocno odcisnęła się w historii świata” - powiedział podczas uroczystości prezydent Andrzej Duda. Podczas uroczystości zorganizowanej w dniu 41. rocznicy wyboru kard. Wojtyły na papieża zaprezentowano 9 głównych stref muzealnych, zlokalizowanych na wysokości 26 metrów - w pierścieniu kopuły Świątyni Opatrzności Bożej.

Magdalena Wojtak/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Premiera Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego

Prezydent stwierdził, że wkład kard. Wyszyńskiego, Jana Pawła II i ks. Jerzego Popiełuszki, którego 35. rocznica męczeńskiej śmierci przypada za kilka dni, pozwolił Polakom przetrwać najtrudniejsze chwile w historii, podnosić się i zwyciężać. „Jestem pewien, że pomoże to nam także przetrwać przyszłe kryzysy” – powiedział Andrzej Duda.

Prezydent wyznał, że pamięta jeszcze kard. Wyszyńskiego zaś wielokrotnie miał okazję obserwować i słuchać Jana Pawła II, także pod oknem na Franciszkańskiej. „Nie mam wątpliwości, że to był najważniejszy Polak w polskiej historii, który też mocno odcisnął się w historii świata” – mówił Andrzej Duda podkreślając też wkład polskiego papieża upadek komunizmu.

Prezydent nazwał Świątynię Opatrzności Bożej „jednym z najpiękniejszych symboli stolicy i wielkim symbolem tego, że Polska rośnie w siłę”.

O znaczeniu Kościoła w czasach PRL dla przetrwania polskiej tożsamości mówił wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego, prof. Piotr Gliński, który nazwał Jana Pawła II „dziedzicem kard. Wyszyńskiego”. Wicepremier wyraził wdzięczność wszystkim, którzy przyczynili się do zbudowania Muzeum i wyraził nadzieję, że będzie ono ważnym miejscem zwłaszcza dla polskiej młodzieży.

Prof. Gliński wyraził opinię, że gdy zabrakło Jana Pawła II, w polskim życiu politycznym rozpoczęło się piekło, w tym „przemysł pogardy” dodając, że gdy papież żył, to „nikt się na to nie odważył”. Zwracając się do młodzieży minister kultury powiedział: „Pamiętajmy o tym, że potrzebujemy siły wartości i najprostszej uczciwości w życiu publicznym. To miejsce będzie wam pokazywało jak można wybierać wartości i zachowywać je”.

Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz wskazywał, że zarówno Karol Wojtyła jak i kard. Wyszyński wpłynęli na to, kim jesteśmy jako Kościół, naród, społeczeństwo. „To muzeum będzie się rozwijało a ufam, że za pół roku trzeba będzie dodać jeszcze jedną strefę: Beatyfikacja kard. Wyszyńskiego” – dodał.

Kard. Nycz wyraził wdzięczność dla rządu i ministerstwa za wsparcie Muzeum i utrzymywanie placówki wraz z archidiecezją warszawską. Życzył młodzieży, by potrafiła tu odczytywać symbolikę muzealnej ekspozycji. Dyrektor Muzeum, Marcin Adamczewski powiedział, że powstało ono głównie z myślą o młodym pokoleniu, o urodzonych po roku 2000, a więc tych, którzy nie zetknęli się z Janem Pawłem II ani kard. Wyszyńskim. Te postacie uformowały Polaków jako naród i wspólnotę - dodał.

Podczas uroczystości zaprezentowano 9 głównych stref muzealnych. Każda z nich - „Wspólnota”, „Dom”, „Kraków”, „Będziesz miłował”, „Mamo”, „Zło dobrem zwyciężaj”, „Pokój łez”, „Urbi et Orbi” oraz „Dekalog” - związana jest z kluczowymi momentami życia Patronów muzeum. Ekspozycja główna znajduje się na wysokości 26 metrów (ósmego piętra) i zajmuje około 2000 metrów kwadratowych powierzchni.

Przed premierą Mt, 5,14 Muzeum Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego odbył się performance znanego artysty, jednego z pierwszych performerów w Polsce, Jerzego Kaliny pt. "Strumień pamięci. Suplikacja". Zgodnie z zapowiedzią autora była to "akcja obrzędowa w obecności i ze współudziałem publiczności zgromadzonej przed frontonem Świątyni Opatrzności Bożej". Przed wejściem głównym do Świątyni, na długości 80 metrów rozłożone zostały dwie części flagi - biała i czerwona. Części te były zszywane nićmi w kolorze flagi papieskiej, co symbolizowało papieża - Polaka, który łączy.

Wraz z premierą Mt 5,14 - jak zapewnia Andrzej Arseniuk, rzecznik prasowy Muzeum - rozpoczną się testy techniczne ekspozycji głównej jej uzupełnianie oraz ostateczne odbiory techniczne. Potrwa to jeszcze pewien czas. Nie wyklucza to odwiedzin muzeum przez pierwszych gości, którymi będą zaproszone na lekcję muzealną grupy młodzieży szkolnej. W ten sposób ekspozycja główna muzeum jeszcze w tym roku zostanie udostępniona zwiedzającym.

Ekspozycję muzealną stanowi m.in.– wielkoformatowa projekcja filmowa pt. „Wspólnota”, prezentująca historyczną homilię wygłoszoną przez Jana Pawła II 2 czerwca 1979 r. na placu Zwycięstwa.

Część zatytułowana „Dom” składa się z trzech mniejszych stref. Strefa rosyjska wskazuje, że Stefan Wyszyński urodził się w zaborze rosyjskim, w mazowieckiej Zuzeli. Strefa polska prezentuje losy bohaterów muzeum w niepodległej Polsce: dzieciństwo i młodość Karola Wojtyły w Wadowicach oraz działalność duszpasterską, publicystyczną i społeczną młodego ks. Stefana Wyszyńskiego we Włocławku. Część niemiecka, dotycząca okupacji przedstawia działalność kapłańską ks. Wyszyńskiego w Kozłówce, Żułowie i Laskach, gdzie pełnił funkcję kapelana w Powstaniu Warszawskim oraz aktywność poetycką i teatralną Karola Wojtyły, jego pracę fizyczną w fabryce Solvay i wreszcie wstąpienie do tajnego seminarium duchownego. W strefie znajdują się eksponaty z lat dziecięcych Karola Wojtyły, w tym laska jego ojca.

Z kolei „Kraków” – to strefa zaaranżowana na przedwojenne atelier fotograficzne, służąca jako tło do pokazania aktywności studenckiej, aktorskiej i twórczej Karola Wojtyły. Atrakcją są autentyczne meble z zakładu fotograficznego Pawła Bielca, w którym wykonano słynny portret Wojtyły, tableau aktorskie oraz aparat fotograficzny, którym ten portret wykonano

Strefa zatytułowana „Będziesz miłował” przybliża stalinizm, okres największego prześladowania Kościoła. Apogeum tego prześladowania stanowi aresztowanie prymasa Stefana Wyszyńskiego. Wśród eksponatów znajduje się m.in. stuła prymasa, której używał podczas ostatniej Mszy św. przed aresztowaniem.

Dwie duże projekcje filmowe prezentujące konfrontację Stefana Wyszyńskiego i Władysława Gomułki można zobaczyć w strefie zatytułowanej „Dialog” a poświęconej okresowi po odzyskaniu wolności przez Stefana Wyszyńskiego.

„Forma Polonia” to ukazanie Jasnej Góry jako duchowej stolicy Polski, najważniejszego miejsce dla Stefana Wyszyńskiego i Karola Wojtyły. Przybliżone są tu doniosłe wydarzenia: Śluby Jasnogórskie, Wielka Nowenna i Milenium Chrztu Polski. W centrum znajduje się wierna kopia obrazu Czarnej Madonny. Z założenia jest to strefa przeznaczona na refleksję.

Część „Zło dobrem zwyciężaj” odnosi się do ponurej rzeczywistość PRL-u, z akcentem na polskie miesiące: czerwiec 1956, grudzień 1970, czerwiec 1976, sierpień 1980. W tej samej strefie nawiązuje się do Soboru Watykańskiego II jako przełomowego wydarzenia w życiu Kościoła, z uwzględnieniem roli prymasa Stefana Wyszyńskiego i arcybiskupa Karola Wojtyły.

Z kolei „Pokój łez” przybliża okoliczności wyboru Karola Wojtyły na papieża, reakcje świata (także komunistów), pierwsze gesty i słowa Jana Pawła II. Scenograficzną atrakcją jest tzw. pokój łez (garderoba w Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie nowo wybrany papież przebiera się z szat kardynalskich w papieskie), w którym eksponowane są realistyczne obrazy Aldony Mickiewicz.

Strefa „Pontifex – Budowniczy Mostów” stara się przybliżyć ogrom tematów związanych z pontyfikatem i stanowi opowieść o polskich i zagranicznych pielgrzymkach, encyklikach i działalności papieża w Watykanie. Symbolicznym środkiem wyrazu jest łódź. Przełamanie łodzi podkreśla dramatyczne wydarzenia związane z 1981 r. – zamach na Jana Pawła II, śmierć prymasa Wyszyńskiego i wprowadzenie stanu wojennego. Kluczem do zrozumienia pontyfikatu są następujące wartości: Miłość, Odpowiedzialność, Odwaga, Pokój, Prawda, Przyjaźń, Wierność, Wolność, Pamięć, Piękno, Dobro i Pokora.

Strefa „Urbi et Orbi” (Miastu i światu) odnosi się do odchodzenia Jana Pawła II, jego ostatniego – niemego – błogosławieństwa i pogrzebu. W strefie eksponowana jest kopia kapy, w której Jan Paweł II otwierał Drzwi Święte w bazylice św. Piotra, inaugurując Wielki Jubileusz Roku 2000.

W „Dekalogu” autorzy ekspozycji przybliżają nauczanie i życie Stefana Wyszyńskiego i Karola Wojtyły, z cytatami, wyrażonymi w symbolice malarskiej przez Stefana Gierowskiego, wybitnego przedstawiciela polskiej awangardy.

Muzeum Mt 5,14 | Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego mieści się na terenie Centrum Opatrzności Bożej, stanowiąc jego integralną część. Jest ono instytucją kultury współprowadzoną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Archidiecezję Warszawską.

Dyrektorem Muzeum jest Marcin Adamczewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem