Reklama

Prószyński przed braćmi Lumière

2012-10-08 11:46

Witold Iwańczak
Niedziela Ogólnopolska 41/2012, str. 30-31

ARCHIWUM RODZINY PRÓSZYŃSKICH
Dzieci Konrada Prószyńskiego. Drugi z prawej - Kazimierz. Zdjęcie z 1907 r.

Kazimierz Prószyński, podobnie jak Jan Szczepanik (patrz „Niedziela” nr 24 z 10 czerwca 2012 r.), zajmował się tematyką techniki filmowania i projekcji filmów. W 1894 r., rok wcześniej, zanim bracia Lumière zgłosili swój patent zbudował jedną z pierwszych kamer filmowych na świecie, tzw. pleograf. Prószyński zbudował również pierwszą przenośną kamerę filmową, która była jedynym urządzeniem, jakie posłużyło do rejestracji działań wojennych na frontach I wojny światowej oraz do wykonywania pierwszych kronik lotniczych. Był też prekursorem nowoczesnego teatru - w 1903 r. podczas premierowego spektaklu opery „Walkiria” Richarda Wagnera w Teatrze Wielkim w Warszawie połączono sztukę sceniczną i filmową, prezentując na 20-metrowym ekranie film, zrealizowany przez Prószyńskiego, ukazujący lecące w obłokach walkirie, czyli panny wojowniczki, które, uzbrojone w hełmy, tarcze i włócznie, służyły Odynowi na polu bitwy.

Kazimierz Prószyński urodził się 4 kwietnia 1875 r. w Warszawie. Jego matką była Cecylia Pąciatówna, która zmarła w 1884 r. w wieku 27 lat. Kazimierz miał wówczas 9 lat i troje rodzeństwa. Ojciec Konrad Prószyński, znany działacz oświatowy i wydawca, ożenił się ponownie w 1886 r. z młodszą od siebie o 12 lat Wandą Korzon. Z tego małżeństwa miał jeszcze siedmioro dzieci.

Młodość w patriotycznej atmosferze

W rodzinie Prószyńskich bardzo ważne były tradycje patriotyczne. Zarówno ojciec Konrad Prószyński, jak i dziadek Stanisław Antoni Prószyński byli aktywnymi działaczami niepodległościowymi. Dziadek za swoją działalność został zesłany na Syberię, a ojciec na zesłaniu spędził swoją młodość. Po powrocie z Syberii był na terenach zaboru rosyjskiego niezmordowanym krzewicielem oświaty i kultury polskiej w szerokich kręgach społeczeństwa, założycielem, wydawcą i redaktorem „Gazety Świątecznej” oraz autorem elementarzy i czytanek. Kazimierz natomiast od najmłodszych lat interesował się naukami ścisłymi i techniką, sam tworzył sobie przedmioty do zabawy.

Nauka, praca i własna rodzina

Prószyński uczył się od 1885 r. w kilku warszawskich szkołach średnich, m.in w Szkole Realnej Wojciecha Górskiego, gdzie zaprzyjaźnił się z kompozytorem Mieczysławem Karłowiczem. Państwową maturę rosyjską zdał w 1893 r. Gdy ukończył gimnazjum, opuścił Polskę i udał się do Belgii na studia na Wydziale Technicznym Uniwersytetu w Liège. Po otrzymaniu tytułu inżyniera mechanika w 1908 r. przeniósł się do Paryża, kolebki kinematografii. W 1911 r. znalazł się w Wielkiej Brytanii, gdzie na wielką skalę zaczęto wytwarzać jego aeroskop (ręczną kamerę).
Wybuch I wojny światowej spowodował, że w 1915 r. wyjechał on wraz z poślubioną rok wcześniej Angielką Dorothy Abrey do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tam m.in. założył własną wytwórnię ręcznych kamer „Oko” swojego pomysłu, którą, niestety, zniszczył wielki kryzys. Wówczas to pierwsze 100 egzemplarzy, które nie zdążyły trafić na rynek, Kazimierz Prószyński własnoręcznie rozbił młotkiem, by nikt nie skopiował jego pomysłów.
W listopadzie 1919 r. państwo Prószyńscy, już z dziećmi - Kazimierzem i Ireną, powrócili do Polski. Pomimo niepowodzeń związanych z próbą zorganizowania spółki akcyjnej produkującej jego kamery Prószyński pozostał w Warszawie i pracował nad kolejnymi urządzeniami. Kontynuował swoje badania pomimo wybuchu kolejnej wojny. W czasie Powstania Warszawskiego - 25 sierpnia 1944 r. Prószyński wraz z żoną i córką zostali aresztowani przez Niemców. W Pruszkowie rozdzielono ich i przewieziono do obozu w Gross-Rosen (Rogoźnica). Tam miało miejsce ich ostatnie krótkie spotkanie, gdyż Prószyński został przewieziony dalej - do obozu w Mauthausen w Austrii. Stał się więźniem hitlerowskim nr 129957. Zmarł 13 marca 1945 r., na kilka dni przed wyzwoleniem obozu przez Amerykanów. Jest pochowany w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie (kwatera T-1-15/16). Jego rodzina przeżyła wojnę, ale wszyscy już zmarli. Żona, Dorothy Abrey, zmarła w 1957 r. Córka Irena założyła rodzinę i zamieszkała w Ogden w USA. Natomiast syn Kazimierz, którego rodzicami chrzestnymi byli Helena i Ignacy Paderewscy, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych jeszcze przed wybuchem wojny i od 1938 r. mieszkał tam pod przybranym nazwiskiem - Richard Perry. Żyją za to 2 wnuczki wynalazcy, córka Ireny i córka Kazimierza, obie mieszkają w USA.

Reklama

Pasja wynalazcza

Przygoda z kinematografią i pasja wynalazcza narodziły się... podczas jednego ze spacerów, gdy Prószyński zauważył reklamę „żywej fotografii Anschutza”. W małej salce prezentowane były klisze, które przedstawiały poszczególne etapy ruchu różnych obiektów i wyświetlane były w krótkich odstępach czasu. Te pierwsze próby odwzorowania ruchu były zaczynem późniejszych działań Prószyńskiego.
Pierwszym jego ważnym wynalazkiem był, powstały w 1894 r., pleograf. Urządzenie to na taśmie filmowej wykonywało ok. 50 zdjęć na sekundę, co znakomicie zmniejszało migotanie. Charakterystycznym rozwiązaniem w pleografie było zastosowanie perforacji wszerz pomiędzy poszczególnymi klatkami, a nie po bokach taśmy.
W 1898 r. Prószyński zademonstrował biopleograf, w którym migotanie zostało zredukowane prawie do zera przez zastosowanie 2 taśm filmowych przesuwających się naprzemiennie, tak że obraz był wyświetlany w sposób ciągły, bez chwili ciemności pomiędzy klatkami. Projekt był jednak zbyt skomplikowany dla ówczesnego przemysłu, by go upowszechnić.
Frapowało go też przesyłanie obrazów na odległość, czyli telewizja. Doszedł w tej dziedzinie do podobnych rezultatów jak Jan Szczepanik, choć obydwaj pracowali całkowicie niezależnie. W roku 1898 skonstruował urządzenie nazwane telefot. Jego zasada działania była oparta na właściwościach selenu, który pod wpływem promieni światła staje się lepszym przewodnikiem prądu elektrycznego.
Prószyński jako inżynier długo i mozolnie opracowywał wszystkie swoje projekty, lecz jeden pomysł zrodził się spontanicznie. Pewnego dnia, siedząc na ławce, zobaczył wywrócony rower i jego jeszcze kręcące się koło. Obracające się szprychy dały zalążek kolejnemu wynalazkowi - obturatorowi, czyli trójlistkowej migawce redukującej migotanie obrazu, a wykorzystywanej w zasadzie po dziś dzień. Prószyński zastosował ją w swoim projektorze, który przez francuską Akademię Nauk został uznany za konstrukcję o przełomowym znaczeniu dla rozwoju sztuki filmowej.
Kolejny przełomowy wynalazek Kazimierza Prószyńskiego to pierwsza na świecie ręczna kamera filmowa, tzw. aeroskop. Wynalazca osobiście zaprezentował ją 27 grudnia 1910 r., filmując paryskie ulice z jadącej dorożki. W aeroskopie Prószyński zastosował stabilizator żyroskopowy, który niwelował drgania rąk operatora. Skonstruował też pneumatyczny napęd do przesuwu taśmy filmowej, uruchamiany sprężonym powietrzem wpompowanym wcześniej zwykłą pompką do specjalnych zbiorniczków znajdujących się wewnątrz aparatu. 22 czerwca 1911 r. Prószyński nakręcił aeroskopem reportaż z uroczystości koronacyjnych króla Anglii Jerzego V. W następnym roku udoskonalił kamerę, zamieniając pierwotny pneumatyczny napęd na silniczek elektryczny. Akumulator (zasilający silnik) był noszony przez filmującego w specjalnym tornistrze.
Kazimierz Prószyński był również twórcą kinofonu, opatentowanego w Berlinie w 1907 r., w którym zastosował sprzężenie filmowego aparatu projekcyjnego z gramofonem. Prószyński nie zadbał jednak o praktyczną realizację swego pomysłu, co podobno wykorzystał Edison, ogłaszając w 1912 r. swój pomysł połączenia kinematografu z fonografem.
Kolejnym wynalazkiem Kazimierza Prószyńskiego był amatorski, o niewielkich wymiarach, aparat filmowy „Oko”, w którym zastosował specjalny obiektyw oraz własnej konstrukcji żarówkę. W roku 1943 opracował koncepcję lampy totalnej i autolektora. Lampa stanowiła reflektor skupiający i odbijający w filmowym projektorze promienie świetlne w sposób maksymalnie zapobiegający ich rozpraszaniu. Autolektor był przyrządem do nagrywania na taśmie filmowej w wersji dźwiękowej tekstów książek dla niewidomych. Niestety, zarówno te urządzenia, jak i sam wynalazca są dziś mało znani, ponieważ większość notatek, projektów i prototypów Prószyńskiego została zniszczona w czasie Powstania Warszawskiego.

Felietonista

Oprócz realizowania swoich pasji wynalazczych Prószyński pisał felietony do „Gazety Świątecznej”, której był współwłaścicielem. Do 1939 r. ogłosił kilkaset artykułów o treści społecznej, ekonomicznej i politycznej. Oprócz felietonów w „Gazecie Świątecznej” opublikował ok. 50 artykułów na łamach czasopism polskich i zagranicznych, w których opisywał swoje wynalazki. Prószyński sporządził również listę znanych ludzi urodzonych w Polsce w czasach od utraty niepodległości aż do 1912 r. Był właścicielem kilkudziesięciu patentów francuskich, niemieckich i angielskich. Warto też wiedzieć, że Studio Filmowe HARPOON FILMS z Gdyni przygotowuje o nim dokument fabularyzowany pt. „Kazimierz Prószyński - człowiek, który stworzył film”.

PS: Dziękuję panu Mieczysławowi Prószyńskiemu za udostępnienie zdjęć rodzinnych oraz informacje o wnuczkach wynalazcy.

Tagi:
historia film wynalazca

Reklama

Kaplica, a może brama? – archeolodzy o Wzgórzu Lecha w Gnieźnie

2019-09-17 15:44

bgk / Gniezno (KAI)

Kończą się prace wykopaliskowe w ramach „Ekspedycji Palatium. Gniezno 2019”. Wykopaliska nie dały jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, gdzie znajdowało się książęce palatium, potwierdziły jednak znaczącą rolę Gniezna jako ośrodka władzy w okresie wczesnego średniowiecza.

Kruglov Oleg/fotolia.com

Jak informuje kierujący badaniami dr Tomasz Janiak, wyniki badań wykopaliskowych prowadzonych przy kościele pw. św. Jerzego w Gnieźnie przyniosły niezwykle interesujące efekty, choć na dzień dzisiejszy trudno powiedzieć, co archeolodzy faktycznie odsłonili. Przypuszczenia są trzy: fragment kaplicy, która stanowiła część palatium książęcego, pozostałości drugiego kościoła, który znajdował się w tym miejscu w początku XI wieku, w którym złożono relikwie Pięciu Braci Męczenników, albo pozostałości przedromańskiej bramy.

„Z najwcześniejszych reliktów odsłoniliśmy fragment narożnika budowli przedromańskiej. Datujemy ją na X lub pierwszą połowę XI w. Jest to zatem budowla przedromańska, jedna z najwcześniejszych budowli kamiennych w kraju. Trudno nam powiedzieć coś bliżej o funkcji tego obiektu. Może być to pozostałość aneksu/kaplicy stanowiącej część najwcześniejszego gnieźnieńskiego palatium. Być może jest to narożnik wolno stojącego kościoła – tego samego, w którym, jak mówią źródła pisane, złożono relikwie Pięciu Braci Męczenników. Być może funkcja tej budowli była jeszcze inna” – wyjaśnia dr Tomasz Janiak.

Jak dodaje, godna przemyślenia jest też hipoteza, że jest to przedromański zespół bramny prowadzącym do wnętrza członu książęcego grodu, gdzie znajdowała się siedziba władcy.

„Analogie do takich rozwiązań fortyfikacyjnych możemy odnaleźć na terenie cesarstwa niemieckiego, a konkretnie w rejonie Górnej Saksonii i Turyngii w okresie X-XI wieku w głównych grodach cesarskich (tzw. pfalzach), np. w Tilledzie, Werli, Pöhlde czy Grone koło Getyngi. Takie reprezentacyjne bramy budowano tylko w najważniejszych siedzibach władców tamtego czasu. A więc, jeśli rzeczywiście jest to brama, to mamy niepodważalny dowód na znaczenie Gniezna. Przedromańska, kamienna brama to unikat w Polsce. Nikłe relikty takiego założenia fortyfikacyjnego znane są jedynie z Wawelu” – mówi archeolog.

Warto podkreślić, że w kierunku północnym badacze natrafili na młodszą fazę omawianej konstrukcji. Jest to kamienny fundament, najprawdopodobniej z końca XI wieku.

„Możemy przypuszczać – niestety, z powodów specyfiki tego terenu dla badań archeologicznych, na chwilę obecną są to wszystko tylko hipotezy – że mamy do czynienia z drugą fazą gnieźnieńskiej bramy (lub palatium). Do jej budowy użyto budulca pochodzącego z wcześniej rozebranej (zniszczonej?) konstrukcji kamiennej, której pozostałość stanowi wspomniany wyżej narożnik. Z kolei na południe od tego najwcześniejszego reliktu natrafiliśmy na rumosz – wysypisko kamieni i zaprawy z okresu wczesnego średniowiecza, pochodzących z rozbiórki wzmiankowanej przedromańskiej budowli kamiennej” – tłumaczy dr Janiak.

W wykopie odsłonięto także fragment muru ceglanego wzniesionego w XVI wieku z polecenia arcybiskupa Jana Łaskiego. Okalał on niegdysiejszy cmentarz przy kościele św. Jerzego. Ponadto odnaleziono ślady późniejszych XX-wiecznych konstrukcji. Niestety teren ten był wielokrotnie niwelowany, przez co natrafienie na jednoznaczny ślad dużej budowli jest niemożliwe.

Czy zatem można powiedzieć jednoznacznie o odkryciu gnieźnieńskiego palatium? Taki był bowiem główny cel prowadzonych wykopalisk.

„Jednoznacznie nie – odpowiada Tomasz Janiak. – Ten najstarszy relikt może nim być, ale nie musi. Jak wspomniałem wcześniej, może to być także relikt kościoła, choć na dzień dzisiejszy najwięcej danych wskazuje na to, że mamy do czynienia z unikatowym w skali kraju przedromańskim zespołem bramnym. Warto zwrócić uwagę, że w grę wchodzi również młodsza faza obiektu, który możemy wiązać z późniejszą budowlą fortyfikacyjną i rezydencjonalną z końca XI wieku”.

Zdaniem kierownika wykopalisk odkrycia bez wątpienia stanowią jednak ważny argument przemawiający za szczególną rolą Gniezna w okresie początków państwowości polskiej.

„Pozostałości konstrukcji kamiennych z tego okresu nie mamy wiele i każda nowo odkryta jest swoistą sensacją archeologiczną. W tym przypadku mamy na pewno do czynienia z dwiema konstrukcjami, pierwszą z przełomu X/XI wieku i drugą z końca XI wieku. W przypadku obu nie wykluczamy tego, iż były one pozostałościami szeroko rozumianej rezydencji władców – choć w toku badań wynikły inne możliwości interpretacji” – stwierdza dr Janiak dopowiadając, że wzorce czerpano z terenu cesarstwa niemieckiego, a więc kopiowano najlepsze ówczesne rozwiązania.

„Co mogłoby to oznaczać? Gniezno spełniało rolę jednego z najważniejszych ośrodków grodowych w okresie pierwszej monarchii i bardzo ważnego ośrodka grodowego nie tylko w dobie panowania pierwszych historycznych Piastów, ale również w czasie, gdy znaczenie Wielkopolski jako centrum państwa spadło kosztem innych dzielnic” – tłumaczy dr Janiak. Zapowiada też, że badania będą kontynuowane. Po zabezpieczeniu reliktów ruszą prace laboratoryjne i gabinetowe. Archeolodzy planują również, po otrzymaniu koniecznych pozwoleń, przeprowadzić badania pod posadzką kościoła św. Jerzego w czasie, gdy będzie on remontowany. Tam bowiem kryje się ostateczna odpowiedź na pytanie o gnieźnieńskie palatium.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jedziemy!

2019-09-16 22:34

Agnieszka Bugała

Krzysztof Wowk/Wowk Digital

Wielu osobom, nawet zaangażowanym w życie Kościoła, katolickie tygodniki wciąż kojarzą się z nudnym i trudnym przepowiadaniem, nawracaniem na siłę, wytykaniem życiowych błędów i szczegółowym relacjonowaniem długich, kościelnych uroczystości. W dodatku bez polotu i inwencji, w starym, nie zawsze dobrym graficznie, stylu.

Czy tak jest? Tak, tak niestety też bywa. Czy tak jest u nas? Staramy się, by było inaczej.

W tym roku Niedziela kończy 93 lata. Słuszny to wiek, zasługuje na pochwałę – że przetrwała niejedno i widziała niejedno i wiele mogłaby opowiedzieć młodszym, gładszym na licu koleżankom z prasowej półki. I choć – z racji wieku – kojarzona raczej z powłóczystą suknią mocno wciętą w talii i z kapeluszem ocieniającym pomarszczone czoło z innej epoki (i kapelusz i czoło) to jednak, Drogi Czytelniku, pomyliłbyś się bardzo, gdybyś uległ tej powierzchownej refleksji! Niedziela ma swój wiek, to prawda, ale silnik nowoczesnego motoru, w cztery sekundy rozpędza się do setki i jedzie  tam, gdzie czeka na nią wydarzenie, opowieść, ale przede wszystkim człowiek!

W niedzielę Środków Masowego Przekazu wrocławska redakcja Niedzieli kłania się nisko wszystkim Czytelnikom. Dziękujemy za ogromną życzliwość, serdeczność i gościnność w czasie spotkań w parafiach. Kapłanom, Księżom Proboszczom dziękujemy za pomoc w docieraniu do Czytelników. Jesteście wszyscy częścią ogromnej rodziny Niedzieli - zacnej pani lat 93 z sercem i duszą młodej dziewczyny pędzącej nowoczesnym motorem. Dokąd? Tam, gdzie człowiek, tam, gdzie Bóg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowy sekretarz generalny COMECE: promować godność człowieka w instytucjach UE

2019-09-19 19:43

pb (KAI/vaticannews.va) / Bruksela

Promowanie godności człowieka we wszystkich obszarach kompetencji instytucji europejskich - tak swe zadanie definiuje nowy sekretarz generalny Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE) ks. Manuel Barrios Prieto. Jego kadencja potrwa cztery lata. Swój urząd objął on 1 września, zastępując francuskiego dominikanina o. Oliviera Poquillona.

Vatican News
Ks. Manuel Barrios Prieto

Zadaniem COMECE jest wnoszenie głosu Kościoła do prac instytucji europejskich w dialogu z nimi. Chodzi o to, wskazuje ks. Barros, by poszanowanie godności osoby ludzkiej było obecne „we wszystkim, co się robi na szczeblu europejskim”. Przedstawianie „katolickiej perspektywy” wymaga dialogu z instytucjami europejskimi, starając się o to, by „wartości stanowiące istotę, duszę Europy były zachowane w tak trudnym momencie dla Europy”, naznaczonym „tyloma kryzysami”: instytucjonalnym, migracyjnym, gospodarczym. - Do tych wyzwań odnosimy się w naszej pracy - stwierdził sekretarz generalny COMECE.

Przypomniał, że „projekt europejski zrodził się jako projekt pokoju, dobrobytu, sprawiedliwości, wolności”, do którego Kościół „zawsze, od początku chciał wnieść swój wkład”. - Staramy się to robić jak najlepiej w COMECE poprzez szczery, otwarty, przejrzysty dialog z instytucjami - zaznaczył hiszpański duchowny.

Odnosząc się do brexitu, przytoczył wyrażone już wcześniej stanowisko COMECE, że „w pierwszym rzędzie należy uszanować” wolę Brytyjczyków, wyrażoną w referendum, gdyż „projekt europejski jest głęboko związany z demokracją”. Jednocześnie Komisja dała wyraz swemu żalowi z powodu chęci wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, oświadczając, że po brexicie „wszyscy będziemy ubożsi, nie tylko ekonomicznie”. - Trzeba będzie zrobić wszystko, aby relacje z Wielką Brytanią po zakończeniu tego procesu polegały na współpracy i zrozumieniu - podkreślił ks. Barros. Dodał, że trzeba też znaleźć „będące do przyjęcia dla wszystkich” rozwiązanie problemu granicy Wielkiej Brytanii z Irlandią.

Ks. Manuel Barrios Prieto urodził się 1962 r. w Madrycie. Dzieciństwo i młodość spędził w Rzymie, ucząc się w szkole angielskiej. Wstąpił do rzymskiego seminarium duchownego i w 1988 r. przyjął święcenia kapłańskie. Obronił doktorat z teologii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Od 2011 r. był dyrektorem Sekretariatu ds. Ekumenizmu i Dialogu Międzyreligijnego konferencji episkopatu Hiszpanii. Przez 20 lat był też proboszczem parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Madrycie, a ponadto delegatem biskupim ds. duszpasterstwa rodzina w archidiecezji madryckiej (2002-2011), dziekanem dekanatu Barajas (2003-2012) i wykładowcą teologii w Wyższym Instytucie Nauk o Religii św. Augustyna (2000-2011) i na Kościelnym Uniwersytecie św. Damazego (2001-2010).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem