Reklama

Miejsca, w których żyje pamięć

2012-11-09 14:36

Rafał Staszewski
Edycja sandomierska 46/2012, str. 4-5

Rafał Staszewski
Cmentarz legionistów w Górach Pęchowskich

Wojenne mogiły, żołnierskie nekropolie, monumenty upamiętniające najważniejsze dla Ojczyzny i narodu wydarzenia - ziemia sandomierska usiana jest nimi gęsto. Oto kilka miejsc, które szczególnie warto przypomnieć w Święto Niepodległości.

Góry Pęchowskie

Znajduje się tu jeden z największych i najważniejszych w naszym regionie cmentarzy z czasów I wojny światowej, na którym pogrzebanych zostało ponad stu żołnierzy Józefa Piłsudskiego, poległych latem 1915 r. w wielotygodniowych bojach, które do historii przeszły jako Bitwa pod Konarami. Była ona jednym z najkrwawszych i najbardziej znaczących epizodów na szlaku bojowym I Brygady Legionów. Walki toczyły się na rozległym terenie, który usiany był gęsto grobami podkomendnych przyszłego Marszałka.

Jesienią 1929 r. prezydent RP Ignacy Mościcki odsłonił w Górach Pęchowskich pomnik upamiętniający tych, którzy zginęli w walkach o wolną Polskę.

Reklama

W sąsiedztwie obelisku powstał cmentarz, na który stopniowo zaczęto przenosić szczątki legionistów z terenu całej Sandomierszczyzny. Ekshumacje trwały wiele miesięcy. Pogrzebano tu m.in. 17-letniego Wincentego Borończyka, ucznia gimnazjum w Wadowicach, który na wojnę wyruszył prosto ze szkolnej ławy i był jednym z najmłodszych żołnierzy Piłsudskiego. Wśród spoczywających na cmentarzu są jeszcze m.in: Eugeniusz Radliński (wybuch wojny zastał go na brazylijskiej prowincji, gdzie pracował jako nauczyciel. Stamtąd, pokonując niezliczone trudności przedostał się do Polski i wstąpił w szeregi Legionów), ppor. Tadeusz Dąbrowski, por. Mieczysław Kwieciński, ppor. Feliks Nitecki (przyjechał ze Stanów Zjednoczonych, by wziąć udział w walce o wolną Polskę), por. Sarmat Mikołaj Szyszłowski (malarz, jeden ze zdolniejszych uczniów Józefa Mehoffera) oraz kpt. Kazimierz Herwin-Piątek - dowódca I Kompani Kadrowej.

Po II wojnie światowej nekropolia w Górach Pęchowskich została zniszczona, dopiero w latach 90. XX wieku udało się ją odrestaurować.

Modliborzyce

Parafialny cmentarz w tej niewielkiej, podopatowskiej miejscowości jest miejscem pochówku ppłk. Antoniego Jabłońskiego, dowódcy 11. Pułku Ułanów, bohatera walk o niepodległość, poległego podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Antoni, pierworodny syn Zdzisława i Marii ze Szczawińskich, urodził się w majątku Usarzów w 1896 r. Z działalnością konspiracyjną zetknął się po raz pierwszy jako uczeń radomskiej Szkoły Handlowej, do której uczęszczać zaczął w wieku 12 lat. Podczas studiów we Lwowie wstąpił do Związku Strzeleckiego. Zaliczył kurs, a potem szkołę oficerską. Latem 1914 r. przyjechał na wakacje do rodzinnego Usarzowa. Któregoś dnia do dworku Jabłońskich zawitał Władysław Belina-Prażmowski. Z gospodarzami znał się dobrze, pochodził bowiem z nieodległego Ruszkowca. Prażmowski zabrał młodego Antoniego do Krakowa, gdzie na polecenie Piłsudskiego zorganizował konny patrol, który zasłynął potem jako „Siódemka Beliny” - zalążek, a jednocześnie trzon późniejszej kawalerii odrodzonej Rzeczypospolitej. W jej składzie znalazł się również młody Jabłoński.

1 stycznia 1915 r. Antoni awansował na podporucznika. Gdy w listopadzie 1918 r. otrzymał polecenie zorganizowania szwadronu kadrowego wojsk polskich w Jędrzejowie i objęcia nad nim dowództwa, jego rodzice sprzedali część ziemi, aby za uzyskane pieniądze wyekwipować oddział. W marcu następnego roku z oddziału tego powstał 11. Pułk Ułanów, na którego czele stanął mjr. Mariusz Zaruski. Jabłoński już w stopniu rotmistrza został jego zastępcą.

Podczas wojny polsko-bolszewickiej awansowany na majora kawalerzysta z Usarzowa jako dowódca 11. Pułku przez cały czas operował na pierwszej linii walk. Najcięższą bitwę jego żołnierze stoczyli 1 sierpnia 1920 roku pod Mikołajowem, gromiąc Rosjan i zdobywając miasteczko. 12 października, podczas szarży pod Nową Sieniawką, Jabłoński otrzymał postrzał w kręgosłup. Rana okazała się śmiertelna. Zmarł wkrótce potem we lwowskim szpitalu.

W ostatnim pożegnaniu bohaterskiego ułana, Józefa Piłsudskiego reprezentował jego adiutant Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Na przysłanym wieńcu, naczelny wódz napisał tylko jedno zdanie „Mojemu ukochanemu chłopcu”, a pogrążonej w bólu matce Antoniego Jabłońskiego Marszałek kazał powtórzyć słowa: „Pani straciła syna, ja następcę”.

Byszówka

W tej niewielkiej wiosce koło Klimontowa, pod koniec wojny działał okryty ponurą sławą obóz NKWD, nazywany nie bez przyczyny „Małym Katyniem”. Są przesłanki, które pozwalają przypuszczać, że sowieci zamordowali tu kilkaset osób.

Po obozie nie ma dziś śladu. Opuszczając to miejsce w styczniu 1945 r. kaci zadbali o to, by zatrzeć ślady swoich zbrodni. Ziemianki, w których przetrzymywano więźniów zostały wysadzone granatami.

O Byszówce zrobiło się głośno dzięki Skarbimirowi Sosze, który w czasie okupacji był żołnierzem oddziału leśnego „Majka” wchodzącego w skład zgrupowania „Ojca Jana”, a działającego głównie w rejonie Nisko-Stalowa Wola-Rudnik. Po wojnie Sochę dwukrotnie aresztowało UB. Przeszedł brutalne śledztwo i skazany został na 12 lat więzienia. Wyszedł na wolność w wyniku amnestii przed końcem wyroku. Mieszkając w Łodzi zajmował się przez długie lata tropieniem zbrodni popełnionych przez NKWD na żołnierzach Armii Krajowej. Próbował wyjaśnić okoliczności śmierci swojego brata ppor. Tadeusza Sochy ps. „Brzoza”, „Karol”, „Paprocki” - ostatniego szefa Kedywu w obwodzie Nisko-Stalowa Wola.

Tadeusz Socha został aresztowany 29 października 1944 r. Trafił do tzw. bunkrów w Rudniku - prowizorycznego więzienia na placu, gdzie dawniej odbywały się targi końskie.

Część uwięzionych tam osób, w tym m.in. ppor. Sochę, a także ppor. rez. Stanisława Urbana ps. „Bauer” - adiutanta Komendanta Obwodu AK Nisko, Mariana Dziubińskiego ps. „Wilczur” - szefa łączności Obwodu, Franciszka Gołębiowskiego - żołnierza placówki AK w Rudniku, Zenona Lewandowskiego - gajowego z Dolin k. Rudnika oraz Zenona Wołcza ps. „Wilk” - zastępcę komendanta Obwodu z ramienia Batalionów Chłopskich, pod koniec 1944 r. wywieziono nocą w nieznanym kierunku. Dzięki ustaleniom Skarbimira Sochy wiadomo niemal na pewno, że wszyscy trafili do Byszówki, gdzie zostali zamordowani. NKWD nie oszczędziło nawet Zenona Wołcza, który w śledztwie poszedł na współpracę z sowietami.

Po upadku komunizmu, przez parę lat prowadzone było śledztwo w sprawie mordów popełnionych w Byszówce. Zdaniem Skarbimira Sochy we wsi działała komórka likwidacyjna stacjonującej w Rudniku 25 dywizji NKWD. Świadkowie wydarzeń sprzed lat, których przesłuchano w trakcie śledztwa dotyczącego działalności obozu, opowiadali zgodnie, że niemal codziennie widzieli jak wieczorem uzbrojeni konwojenci wyprowadzali z bunkrów po 4-5 osób i prowadzili w kierunku pobliskiego lasu. Potem słychać było strzały, a w końcu enkawudyści wracali sami.

W sierpniu 1991 r. i w maju 1992 r. rozpoczęto zakrojone na dużą skalę poszukiwania szczątków ofiar z obozu. Nie przyniosły one jednak rezultatu.

20 sierpnia 2004 r. śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznych w Byszówce zostało umorzone „wobec niewykrycia sprawców przestępstwa”. Ustalenie danych osobowych któregokolwiek z funkcjonariuszy NKWD, działających bezpośrednio w obozie okazało się niemożliwe. Ich zwierzchnikiem był jednak niewątpliwie dowódca stacjonującej w Rudniku 25 dywizji gen. Popow.

Obecnie w miejscu dawnego obozu stoi krzyż z tablicą upamiętniającą pomordowanych.

Kiełczyna

Na cmentarzu parafialnym w tej miejscowości odnaleźć można ziemną mogiłkę, obramowaną niedawno betonową obwódką. Umieszczony na niej żelazny krzyż dźwiga pokaźnych rozmiarów tablicę z nazwiskiem ppłk. Władysława Eminowicza. Nie jest to jego prawdziwy grób, choć wszystko wskazuje na to, że spoczywa na tej właśnie nekropolii. Krzyż i tablicę postawił Marek Choina, znany z troski o należyte upamiętnianie miejsc i osób zasłużonych dla historii walk niepodległościowych. Eminowicz doskonale pasuje do tego grona. Był jednym z najbarwniejszych partyzantów Powstania Styczniowego, działającym nie tylko na ziemi sandomierskiej, ale także na Lubelszczyźnie i Podlasiu.

Początkowo walczył w grupie Mariana Langiewicza, potem został szefem sztabu w oddziale płk. Dionizego Czachowskiego. Brał udział w kilkunastu bitwach i potyczkach. 23 sierpnia 1863 r., dowodzony przez niego oddział powstańczy został rozbity przez Rosjan pod Wirem. Po tych wydarzeniach Eminowicz postawiony został przed sądem wojennym i niesłusznie zdegradowany ze stopnia podpułkownika do szeregowca. Rozgoryczony wyjechał do Wiednia, ale już w początkach 1864 r. powrócił do walki i brał udział w bitwie opatowskiej, w trakcie której został ciężko ranny.

Przewieziono go do majątku Jawornickich w Kiełczynie. Wezwany ze Staszowa lekarz opatrzył ranę, która z pozoru nie wydawała się groźna. Rekonwalescent nie miał jednak odpowiednich warunków, by należycie się kurować. Jaworniccy obawiali się, że u nich w pierwszej kolejności Rosjanie szukać mogą ukrywających się powstańców. Postanowili przewieźć rannego Eminowicza do niedalekiego majątku Dobra pod Staszowem, należącego do rodziny Russockich. Ta potajemna podróż zaszkodziła mu bardzo. Stan rannego pogorszył się. Zmarł 23 marca. „Za wzorowe znajdowanie się w służbie i okazaną waleczność w czasie bitwy opatowskiej” generał Hauke-Bosak przywrócił mu stopień podpułkownika. Nie doczekał jednak Eminowicz jego zatwierdzenia przez Rząd Narodowy. Stało się to dopiero 25 marca.

Z zapisków Wincentego Grabówki, uczestnika i kronikarza powstańczych bojów, wiadomo, że sławny podpułkownik spoczął w Kiełczynie obok dwóch swoich towarzyszy broni - Wielobyckiego i Lengsmitcha. Ten ostatni był Niemcem. Brał udział w kampanii Garibaldiego, a w późniejszym czasie był podkomendnym Eminowicza.

Tagi:
historia niepodległość

Reklama

Nauka bezwarunkowej miłości

2019-10-08 14:19

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 41/2019, str. 4-5

Na cmentarzu wojennym w Banachach – w związku z 80. rocznicą wybuchu II wojny światowej oraz bitwą pod Banachami – miały miejsce uroczystości w dniu 22 września

Joanna Ferens
Poświęcenie i odsłonięcie pomnika

W okresie działań wojennych we wrześniu 1939 r. Banachy należały do powiatu biłgorajskiego. Tutaj osiemdziesiąt lat temu toczyły się walki związane z bitwą o Biłgoraj i osłanianiem wycofywania się Armii „Kraków” i Armii „Lublin” w kierunku wschodnim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Gänswein wzywa niemieckich katolików do pogłębienia wiary

2019-10-19 14:20

tom (KAI/KNA) / Frankfurt nad Menem

Abp Georg Gänswein ostrzega katolików w Niemczech przed „użalaniem się nad sobą” i wzywa do „pogłębienia wiary”. „Użalenie się nad sobą, pomstowanie na innych, rozczarowanie nic nie przynosi” - powiedział w czwartek wieczorem prefekt Domu Papieskiego we Frankfurcie nad Menem. Odnosząc się do planowanych reform strukturalnych w niemieckim Kościele, powiedział: „Jeśli nie zaczniemy od pogłębienia wiary, ryzykujemy, że rozczarowanie za dwa lata będzie jeszcze większe niż dzisiaj. Gdyby siła wiary Kościoła w Niemczech była tak wielka, jak jego potęga finansowa, wszystko byłoby dobrze”.

Grzegorz Gałązka

Podczas prezentacji w Domu Zakonu Krzyżackiego we Frankfurcie nad Menem swojej książki „Vom Nine-Eleven of our Faith” (11 września naszej wiary), wydanej przez oficynę "Fe-Medienverlag", arcybiskup wrócił uwagę, że w Niemczech są kościelni „funkcjonariusze”, którzy nie promieniują „wewnętrzną radością wiary". Abp Gänswein jest prywatnym sekretarzem papieża-seniora Benedykta XVI i prefektem Domu Papieskiego dla papieża Franciszka.

Książkę zaprezentował etiopsko-niemiecki publicysta Asfa-Wossen Asserate, wnuk ostatniego etiopskiego cesarza Haile Selassie. W przedmowie książki zalicza on arcybiskupa do „jednej z najbardziej wpływowych osobistości Kościoła katolickiego”. "Maksymą abp Gänsweina jest przeciwstawianie się dyktaturze ducha czasów i życie zgodne z prawdą wiary chrześcijańskiej” - powiedział Asfa-Wossen Asserate i dodał: "Pytanie o prawdę chrześcijańską jest `nicią przewodnią` w życiu Benedykta XVI, a także arcybiskupa Gänsweina".

Jak zaznaczył publicysta, ten motyw przewija się w 19 kazaniach, wykładach i wywiadach z lat 2014-2019, które zebrano w książce. W tomie znalazły się m.in. teksty abp Gänsweina z 2018 r. poświęcone skandalom związanym z nadużyciami seksualnymi, które wstrząsnęły Kościołem katolickim w podobnym stopniu, jak ataki terrorystyczne z 11 września 2001 r. w Stanach Zjednoczonych.

W środowym wydaniu niemieckiego tygodnika „Tagespost” abp Gänswein wypowiedział się na temat poglądów Benedykta XVI na temat sytuacji Kościoła w Niemczech. "Papież-senior kocha ojczysty Kościół, ale wiele z tego, co teraz on doświadcza i przeżywa, boli go" - powiedział prywatny sekretarz Benedykta XVI i dodał: „Najbardziej przygnębia go każdy przejaw `zaćmienia Boga`, o którym już wcześniej ostrzegawczo zaczął mówić. Fakt, że obawy Benedykta XVI potwierdziły się, nie jest dla niego żadnym źródłem satysfakcji, ani pocieszenia". Abp Gänswein zapewnił, że papież-senior stale modli się za Kościół swojej ojczyźnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowa: Miejsce zwycięstwa

2019-10-20 15:19

Beata Pieczykura

– Ta parafia jest symbolem zwycięstwa wiary, nadziei i miłości, wierności Bogu, krzyżowi, Kościołowi i Ojczyźnie. Krzyż stał się bramą powstania parafii. Dzisiaj chcemy złożyć nasze dziękczynienie za dar świątyni oraz trud miniowych lat, a jednocześnie powiedzieć, Boże, przebacz tym, którzy tak utrudniali powstanie tej wspólnoty – mówił proboszcz ks. prał. Stanisław Iłczyk 20 października br. w parafii św. Wojciecha BM w Częstochowie, w roku jubileuszu 50-lecia jej istnienia

Beata Pieczykura/Niedziela

Świadectwo wiary, która góry przenosi i angażuje się w Boże sprawy, oraz trud minionych pokoleń przyczyniły się do powstania wspólnoty parafialnej. W tym roku społeczność parafii św. Wojciecha BM w Częstochowie z wdzięcznością przeżywa jubileusz 50-lecia powstania parafii, wysławia Boga i dziękuje za ofiarę pierwszego proboszcza i budowniczego kościoła ks. Józefa Słomiana, bp. Stefana Bareły i biskupów, kapłanów, sióstr zakonnych, szczególnie sióstr nazaretanek, i niezłomnych wiernych dzielnicy Tysiąclecie. Kolejnym radosnym akcentem świętowania jubileuszu była Msza św. celebrowana 20 października br. pod przewodnictwem abp. Wacława Depo, wśród koncelebransów był abp Stanisław Nowak, świadek konsekracji świątyni dokonanej w 1985 r. przez abp. Luigiego Poggiego, bp. Stanisława Nowaka i bp. Franciszka Musiela. Do świętujących abp Wacław Depo powiedział: – Jubileusz to czas szczególnej łaski, wdzięcznej modlitwy, a jednocześnie czas nowych zobowiązań, nowego zapału, nowej nadziei; nadziei, która opiera się na wierze w obecność Boga w tym miejscu i wyraża się w niestrudzonej modlitwie. Na ten czas pozostawił zebranym zadania jubileuszowe, którymi są odkrycie siebie w Bogu i odkrycie Bożej obecności w codzienności.

Beata Pieczykura

Więcej w wydaniu papierowym „Niedzieli Częstochowskiej”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem