Reklama

Pfizer - PoloCard

Ministerstwo Środowiska

Spór mieszkańców z aktywistami

2017-09-20 14:27

Sylwia Niedzieska
Niedziela Ogólnopolska 39/2017, str. VI-VII

Joanna Wawrzeniuk/puszcza.uksw.edu.pl
Badanie kurhanu na terenie Puszczy Białowieskiej przez Instytut Archeologii UKSW

Jeszcze do niedawna polskie lasy Puszczy Białowieskiej zachwycały i wzbudzały szacunek całego świata. Dziś borykają się z największą od lat 20. ubiegłego wieku katastrofą ekologiczną. Takiej klęski nie pamiętają najstarsi mieszkańcy puszczańskich miejscowości

Wieloletnia gradacja kornika uśmierciła już co najmniej 1 mln drzew. Od momentu wykrycia pierwszych chorych świerków trwa również spór o metody ochrony lasów puszczańskich. – Tej katastrofy można było uniknąć, gdyby pozwolono działać specjalistom, prawdziwym obrońcom środowiska naturalnego, czyli polskim leśnikom – powiedział „Niedzieli” Artur Hampel, mieszkaniec Hajnówki, były leśnik, który od lat jest bardzo zaangażowany w walkę o ochronę Puszczy Białowieskiej.

Choć w ogólnopolskich mediach najczęściej można usłyszeć opinie ekologicznych aktywistów z międzynarodowych organizacji, to jednak lokalna społeczność powiatu hajnowskiego stoi murem za leśnikami i ratowaniem puszczy przed kornikiem drukarzem.

Katastrofa ekologiczna

Polscy leśnicy chcą chronić puszczę taką, jaką znamy, z zachowaniem jej bioróżnorodnego bogactwa przyrodniczego, które ukształtowało się zarówno dzięki ochronie biernej, jak i czynnej. Opiekują się nią od ponad 90 lat. To także dzięki ich staraniom utworzono Białowieski Park Narodowy. Oni również, wraz z miejscową ludnością, odnawiali puszczę po rabunkowych wyrębach Niemców, Rosjan czy brytyjskiej kompanii The Century European Timber Corporation.

Reklama

W obecnym sporze o puszczę leśnicy chcą jedynie wykonywać swoje obowiązki, które nakłada na nich ustawa o lasach. Według procedur, w razie wystąpienia w drzewostanie organizmów szkodliwych w stopniu zagrażającym trwałości lasów, nadleśniczy jest zobowiązany wykonywać zabiegi zwalczające i ochronne. A przecież jedyną znaną nauce metodą walki z kornikiem jest usuwanie zaatakowanych przez szkodnika drzew, zanim zdąży się on przenieść na inne. – Przed wojną nawet zwykli mieszkańcy puszczy znali się na korniku, umieli rozpoznać zaatakowane drewno, w którym było jeszcze zielone igliwie. Byli wśród nich tzw. trocinkarze, którzy wyznaczali drzewa zaatakowane przez kornika – przypomniał Anatol Filipczuk z Hajnówki, leśnik, pszczelarz pochodzący z wielopokoleniowej rodziny bartników puszczańskich. Jest jednym z dwóch pszczelarzy, którzy mają certyfikat na produkcję „Lipca Białowieskiego”, unikatowego miodu z drobnolistnej lipy puszczańskiej.

Niestety, blokowanie przez organizacje aktywistów ekologicznych wycinki sanitarnej zaatakowanych przez kornika świerków i ograniczenie w latach 2011-12 przez Ministerstwo Środowiska pozyskania drewna w puszczańskich nadleśnictwach sprawiło, że powstrzymywanie rozwoju gradacji kornika stało się niemożliwe. – Samorządy z rejonu Puszczy Białowieskiej od wielu lat apelowały do kolejnych ministrów, dyrektorów generalnych Lasów Państwowych o podjęcie aktywnej ochrony i skutecznej walki z kornikiem drukarzem – zauważył Jerzy Sirak, burmistrz Hajnówki, w czasie otwartej debaty „Jedyna taka Puszcza Białowieska, jak wiele mamy do stracenia”. Dyskusję zorganizowała lokalna Telewizja Podlasie w Hajnowskim Domu Kultury.

Choć na sali byli obecni także aktywiści, to jednak wydźwięk spotkania został zdominowany przez głos lokalnej społeczności, która jednoznacznie opowiada się za tradycyjnymi metodami walki z leśnym pasożytem. Dlatego emocje podczas debaty były bardzo gorące. – Decyzja o zmniejszeniu pozyskania surowca z trzech nadleśnictw puszczy: Białowieży, Hajnówki i Browska, przyczyniła się do katastrofy ekologicznej w puszczy. Skutki tej decyzji właśnie mamy. Nie trzeba być prorokiem, żeby przewidzieć, iż jeśli się nie walczy z chorobą, to choroba niszczy cały organizm – stwierdził burmistrz Hajnówki.

Konflikt z turystami w tle

W sporze o Puszczę Białowieską aktywiści posługiwali się już wieloma „argumentami”. Argumentem przeciw ochronie czynnej, którym posługują się ekolodzy, jest twierdzenie, że usuwanie chorych świerków spowoduje zmniejszenie się ruchu turystycznego w tym rejonie. – Ludzie nie przyjeżdżają tutaj oglądać wycinkę – przekonywała w czasie debaty Katarzyna Jagiełło z Greenpeace Polska.

Aktywiści omijają temat martwych drzew zagrażających bezpieczeństwu turystów i okolicznych mieszkańców, a jak ognia boją się dyskusji o zagrożeniu pożarowym w lasach, spowodowanym ogromną ilością suchego drewna. – Nie przekona pani mnie ani zdecydowanej większości mieszkańców, ani nawet turystów, którzy tu przyjeżdżają, że martwy las jest piękny – odpowiadał na zarzuty pracownicy Greenpeace Polska burmistrz Hajnówki. Mieszkańcy terenów puszczańskich uważają, że koncepcja biernej ochrony skompromitowała się, bo sami widzą, jak ich ukochany las umiera. – Czy wtedy, kiedy Puszcza Białowieska będzie piękna i zielona, to będzie lepiej dla turystyki, czy gorzej? Czy kiedy tych martwych świerków nie będzie, jeżeli drogi w Puszczy Białowieskiej będą bezpieczne dla turystów, to będzie lepiej czy gorzej? – pytał samorządowiec.

W czyste intencje organizacji pozarządowych i ich wolę porozumienia wątpią zarówno mieszkańcy rejonu Puszczy Białowieskiej, jak i przedstawiciele lokalnych władz. W otwartej dyskusji w Hajnowskim Domu Kultury głos zabrała również Lucyna Smoktunowicz, wójt gminy Hajnówka, która zwróciła uwagę na promowanie w niektórych mediach wyłącznie opinii ekologów i osób ich popierających. Zaprotestowała również wobec pomijania głosów mieszkańców terenów Puszczy Białowieskiej. Ludzie żyją na tym terenie od wieków i tak dbali o swój las, że stał się słynny na całym świecie. Teraz natomiast przyjeżdżają osoby z zewnątrz i próbują udowodnić, że lokalna społeczność niszczy puszczę. – Ja jestem w gminie Narewka od 40 lat i nigdy nie widziałem, aby organizacje ekologiczne tzw. obrońców puszczy zrobiły coś dla naszej społeczności – mówił zdenerwowany Mikołaj Pawilcz, wójt gminy Narewka.

Nietknięta ludzką ręką?

W sporze o Puszczę Białowieską aktywiści posługiwali się już wieloma „argumentami”. Jednym z często powtarzanych w mediach mitów jest ten mówiący o puszczy jako o „pierwotnym lesie nietkniętym ludzką ręką”. Badania, które od 2016 r. na zlecenie Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych przeprowadzają eksperci, m.in. z Instytutu Badawczego Leśnictwa, Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk oraz Instytutu Archeologii UKSW, potwierdzają ponad wszelką wątpliwość, że na terenie polskiej części Puszczy Białowieskiej człowiek był od setek lat. Dzięki zastosowaniu najnowszych technik archeologicznych odnaleziono ślady ludzkiej cywilizacji sprzed 1,5 tys. lat. – Odkryliśmy m.in. duże skupisko kurhanów wstępnie datowanych na okres wpływów rzymskich (między I a V w.), grodzisko, ślady pól uprawnych oraz liczne kopce, z których część stanowiły pozostałości działalności przemysłowej na terenie puszczy, m.in. smolarnie i mielerze – opowiadał Roman Szlązak, doktorant z IA UKSW w Warszawie. Mielerz to stos drewna przykryty gliną, ziemią lub darnią, ułożony w kształcie kopuły. W wyniku spalenia drewna w takich warunkach, czyli z małym, kontrolowanym dostępem powietrza, powstawał węgiel drzewny.

Znalezisk dokonano głównie dzięki zastosowaniu lotniczego skanowania laserowego (ALS). Potencjalne miejsca po dawnej działalności człowieka archeolodzy zazwyczaj typują na podstawie znajdowanych na powierzchni ziemi fragmentów pradziejowych naczyń ceramicznych czy narzędzi kamiennych. Archeolodzy zwracają szczególną uwagę na odkrycie skupiska składającego się z 25 kurhanów oraz grodzisko nad rzeką Orłówką. Osada o średnicy ok. 30 m jest otoczona niewielkim, 3-metrowym wałem, sięgającym obecnie do wysokości 0,5 m. W obrębie konstrukcji archeolodzy znaleźli fragmenty naczyń ceramicznych i narzędzi krzemiennych. Na ich podstawie ustalili, że teren wokół niej był zamieszkany już od pradziejów.

Czy kompromis jest możliwy?

W opinii przedstawicielki Greenpeace Polska ekolodzy mają wolę podejmowania dialogu i wypracowania kompromisu, ale Lasy Państwowe powinny zaprzestać wycinać drzewa w Puszczy Białowieskiej. Leśnicy zaś odpowiadają, że aktywiści z organizacji pozarządowych łamią prawo i blokują maszyny leśne.

Zdaniem Artura Hampela, kompromisem nie można nazwać postulatów uczynienia całej Puszczy Białowieskiej parkiem narodowym. Jest on przekonany, że organizacje „pseudoprzyrodnicze” nie dążą do porozumienia i będą kontynuowały ten konflikt, ponieważ go potrzebują do pozyskiwania środków. Spór o puszczę opłaca im się ze względów finansowych.

W możliwość osiągnięcia kompromisu z organizacjami pozarządowymi wątpi również Jerzy Sirak i opowiada o swoim doświadczeniu współpracy z nimi. – Kiedy rozpoczynaliśmy prace w ramach platformy współpracy i porozumienia, organizacje ekologiczne, które zadeklarowały się współpracować, bardzo szybko zrezygnowały. Jest to potwierdzenie, sprawdzone doświadczalnie, jaka jest wola porozumienia z ich strony – argumentuje burmistrz Hajnówki.

Prof. Jacek Hilszczański z Instytutu Badawczego Leśnictwa podkreśla, że obie strony sporu zgadzają się co do tego, że puszcza to najcenniejszy las w Polsce, i chcą, aby taki pozostał. – Tylko różnią się nasze drogi do tego, aby taki pozostał. My chcemy, aby był bioróżnorodny, aby nasze działania chroniły wszystkie elementy, które są związane z tym lasem. Także te, które nam wskazuje Natura 2000 – przekonywał. Jego zdaniem, dobrym kompromisem jest utrzymanie podziału w puszczy na miejsca, gdzie jest wyłącznie ochrona bierna, i takie, gdzie las jest chroniony czynnie przez człowieka. Czyli taki podział, jaki zaproponowało i wdrożyło Ministerstwo Środowiska.

Tagi:
Puszcza Białowieska

Prof. Szyszko pisze list otwarty do komisarza ds. środowiska

2018-03-14 14:44

Artur Hampel
Minister środowiska prof. Jan Szyszko i dyrektor Lasów Państwowych dr Konrad Tomaszewski rozmawiają z dziennikarzami po rozprawie w Trybunale Sprawiedliwości UE

Prof. Jan Szyszko, były minister środowiska, wystosował list otwarty komisarza do spraw Środowiska, Gospodarki Mirskiej i Rybołówstwa Unii Europejskiej Karmenu Velli, w którym porusza sprawę Puszczy Białowieskiej. Podkreślił, że liberalno-lewackie środowiska kreują poglądy godzące w prawdę o Polsce i Polakach.

W liście profesor Szyszko odniósł się do zarzutów stawianych Polsce przez Komisję Europejską, która twierdzi, że przyjęty został aneks, który zwiększa pozyskanie drewna z Puszczy Białowieskiej od 2017 roku bez „upewnienia się, że nie wpłynie to niekorzystnie na integralność obszarów ptasiego (OSO) i siedliskowego (OZW) PLC200004 Puszcza Białowieska”.

Dodał, że tej sprawie nadaje się wielki rozgłos w środkach społecznego przekazu, podkreślając przy tym, że w Polsce „wycina” się ostatnią Puszczę z lasami pierwotnymi, tylko i wyłącznie dla zysku, za co Polska powinna ponieść karę.

Dlatego prof. Szyszko przytoczył fakty, które świadczą o tym, że Polska nie tylko nie łamie prawa, ale też, zgodnie z prawem, stara się naprawić to co zniszczono, nie respektując właśnie tego prawa.

Puszcza to dziedzictwo kulturowe miejscowej ludności, polskiego modelu leśnictwa, polskiego łowiectwa i polskiej myśli ochrony przyrody, realizowanej na tym terenie od setek lat. To jeden z najlepiej udokumentowanych pod względem historii użytkowania obszarów leśnych na świecie - przypomniał prof. Szyszko.

Podkreślił, że „ze względów ideologicznych, z pogwałceniem prawa, przez presję i różnego rodzaju organizacji wspieranych także przez Komisję Europejską, w roku 2012 na terenie nadleśnictw gospodarczych zmniejszono pozyskanie drewna z poziomu około 150 tysięcy metrów sześciennych rocznie w latach 2002-2011 do około 46 tysięcy metrów sześciennych rocznie w latach 2012-2021”.

Z powodu rozprzestrzeniających się chorób spowodowało to lawinowe zamieranie starzejących się, sadzonych w przeszłości, jednowiekowych drzewostanów. Szczególnie uwidoczniło się to w odniesieniu do drzewostanów świerkowych z powodu masowego występowania komika drukarza. Naruszone zostało więc prawo UE w zakresie ochrony istniejącego stanu siedlisk i gatunków z momentu włączenia Puszczy do sieci Natura 2000. Wpłynęło to bowiem niekorzystnie na integralność obszarów OZW i OSO całego obszaru PLC200004 Puszcza Białowieska - podkreślił były minister środowiska.

Dlatego też, w 2017 roku Puszcza Białowieska zastosowała niezbędne działania naprawcze, które były zgodne z prawem i wiedzą naukową. Rozpoczęto proces przywracania zniszczonych drzewostanów, ustalając równocześnie pozyskanie drewna na terenie lasów gospodarczych do poziomu około 59 tyś metrów sześciennych rocznie do roku 2022.

Jest to prawie trzykrotnie mniejsze pozyskanie drewna niż miało miejsce w latach 2002 - 2011. Takie pozyskanie drewna spowodowane było jedynie koniecznością usunięcia drzew chorych, zarażających zdrowe, jak też koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa publicznego. Wykazano, że przyjęty program naprawczy nie tylko nie spowoduje negatywnych skutków dla występujących siedlisk i gatunków ale zahamuje proces degradacji siedlisk i przywróci w przyszłości integralność obszarów OZW i OSO PLC200004 Puszcza Białowieska zgodnie ze stanem z roku 2008 - podkreślił prof. Szyszko.

Wyjaśnił, że skuteczność proponowanych działań postanowiono sprawdzić na obiekcie doświadczalnym, który polega na tym, ze 1/3 obszaru Puszczy nie podlega żadnym działaniom ochronnym, łącznie z brakiem usuwania jakichkolwiek drzew. Z kolei na pozostałym obszarze prowadzone są działania mające na celu przywrócić stan siedlisk i gatunków z roku 2008.

O wszystkich wymienionych powyżej faktach i działaniach Komisja była informowana przez Rząd Polski od roku 2015. Była informowana, że giną siedliska i gatunki. Była informowana że powodem tego jest drastyczne obniżenie pozyskania drewna w roku 2012. Była informowana o prowadzonej inwentaryzacji. Była również poinformowana o powstałym programie naprawczym. Z tego też powodu ze zdziwieniem należy traktować skargę Komisji przeciwko Polsce w sprawie Puszczy mówiącą, że zwiększenie pozyskania drewna w Puszczy od roku 2017 nastąpiło bez: „upewnienia się, że nie wpłynie to niekorzystnie na integralność obszarów ptasiego (OSO) i siedliskowego (OZW) PLC200004 Puszcza Białowieska” - napisał w liście prof. Szyszko.

Ocenił, że skarga ta jest pozbawiona racjonalnego uzasadnienia i jednocześnie wskazuje na stronniczość Komisji.Dodał, że system Natura2000 jest wspaniałym systemem, który trzeba rozumieć i przestrzegać ustanowionego prawa.

Tak się, jak widać ze złożonej skargi przez Komisję Europejską, nie dzieje w Unii Europejskiej. Mamy szansę to naprawić a szansą taka staje się Puszcza Białowieska - zwrócił uwagę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Mama Anny Lewandowskiej reżyseruje film o służebnicy Bożej Stanisławie Leszczyńskiej

2018-07-18 17:38

azr (Dobre Nowiny/KAI) / Warszawa

Maria Stachurska, matka Anny i teściowa Roberta Lewandowskiego reżyseruje film o służebnicy Bożej Stanisławie Leszczyńskiej, która była jej krewną. O produkcji upamiętniającej heroiczną postawę "położnej z Oświęcimia" opowiada na łamach czasopisma ewangelizacyjnego "Dobre Nowiny".

Kl. Kamil Gregorczyk
Stanisława Leszczyńska - witraż

Jak wyjaśnia Maria Stachurska, realizacja filmu o służebnicy Bożej, Stanisławie Leszczyńskiej, która była jej cioteczną babcią, to pomysł, który dojrzewał w jej rodzinie przez lata.

"Od lat myślałam o jego nakręceniu. Wielokrotnie rozmawiałam z moimi nieżyjącymi już wujkami i to oni inspirowali mnie do zrobienia filmu o ich matce. Przekazywali mi różne pamiątki po niej i dokumenty" - opowiada Maria Stachurska w wywiadzie dla czasopisma ewangelizacyjnego "Dobre Nowiny". Wspomina, że Stanisława Leszczyńska, która w obozie koncentracyjnym w Birkenau odebrała ponad 3000 porodów, była osobą cichą, powściągliwą i pogodną, choć zarazem wzbudzającą respekt.

"O jej życiu obozowym wiemy tylko z dokumentu 'Raport położnej z Oświęcimia'. Bardzo długo szukałam świadków, osób, które Stanisławę znały. Docierałam do kobiet, których porody przyjęła w Auschwitz" - relacjonuje autorka filmu. Jak zapowiada, w powstającym filmie przewodnikiem po losach Leszczyńskiej będzie jej wnuk.

Stanisława Leszczyńska urodziła się 8 maja 1896 r. Dzieciństwo spędziła w Łodzi i Rio de Janeiro, skąd powróciła wraz z rodziną przed wybuchem I wojny światowej. W 1922 r. ukończyła z wyróżnieniem warszawską szkołę położniczą. Podczas II wojny światowej rodzina Leszczyńskich działała w łódzkich strukturach Narodowych Sił Zbrojnych. Działalność ta zakończyła się dla Stanisławy wywiezieniem do obozu Auschwitz-Birkenau. Od kwietnia 1943 r. do stycznia 1945 (tj. do wyzwolenia obozu), Leszczyńska służyła w KL Birkenau jako położna, sprzeciwiając się kierownictwu obozu. Udało jej się odebrać w tym czasie ok. 3000 porodów.

Dramatyczne wspomnienia spisała w "Raporcie położnej z Oświęcimia", opublikowanym po raz pierwszy w 1965 r. Na podstawie książki powstał spektakl "Oratorium oświęcimskie". Zmarła wskutek choroby nowotworowej jelit 11 marca 1974 r. Jej proces beatyfikacyjny na etapie diecezjalnym rozpoczął się w 1992 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie tchórz, nie lizus – normalny człowiek!

2018-07-19 13:19

Agata Iwanek

Mijają lata, a pamięć trwa nadal. Dzięki niej osoby, które odeszły, są wiecznie żywe – żyją we wspomnieniach innych.

Agata Iwanek

W środę 18 lipca w kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku została odprawiona Eucharystia w 30. rocznicę śmierci ks. prof. Juliana Michalca – proboszcza parafii na Piasku w latach 1969-1983. Na koncelebrowanej Mszy św. pojawili się księża profesorowie, którzy znali osobiście księdza Michalca. Swoją obecnością chcieli wyrazić wdzięczność za dar spotkania z nim. Kapłan został zapamiętany jako wybitny filozof, duszpasterz, ale przede wszystkim mężczyzna z ogromnym darem słowa: „Podeszło się do Michalca z jakimś problemem, a odpowiedź wracała natychmiast, jak piłka ping-pongowa! Jego słowa były jak pociski. Celnie wymierzone i trafione tam, gdzie trzeba” - wspominał w trakcie homilii ksiądz Jerzy Klichta. Według księdza Jerzego profesor Michalec oznaczał się niezwykłą dyscypliną słowa, wiedzą i odwagą. - To była perła Wrocławia lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nie tchórz, nie lizus – normalny człowiek! A w tym wszystkim autentyczny, co chyba jest najtrudniejsze – dodał na koniec kaznodzieja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem