Reklama

Za Jezusem

2018-01-31 10:19

Oprac. s. Rafaela Olszowa CSDP
Edycja toruńska 5/2018, str. IV

Joanna Kruczyńska

Żyjemy w czasach nastawionych na wygodę i przyjemność. Współczesny człowiek określa model swego „bohatera” jako osobę młodą i mającą wszelkie możliwości, by pełnymi garściami czerpać z życia. Jest to jednak przemijający obraz, bowiem istnieją jeszcze inne oblicza codzienności, jak poświęcenie się dla innych, cierpienie, kalectwo, starość, samotność

Sens życia w poświęceniu się dla innych odkryła bł. Maria Karłowska i zachęcała do tego siostry założonego przez siebie zgromadzenia: „Powinnyście uważać za największą łaskę i błogosławieństwo Boże móc poświęcić cały swój czas, swoje zdrowie, swoje życie i wszystkie skarby świata, gdybyście je posiadały, aby móc przyjść w pomoc choćby jednej tylko duszy, dla której Zbawiciel poświęcił cały swój czas, wszystkie swoje siły i nareszcie poniósł śmierć”. Bóg poprzez uroczystości przeżywane w lutym: Ofiarowanie Pańskie i przypadający wówczas Światowy Dzień Życia Konsekrowanego (2 lutego) i Światowy Dzień Chorego (11 lutego) zaprasza nas, byśmy zastanowili się nad zagadnieniem akceptacji i ofiarowania cierpienia w swoim życiu.

Fundament życia

My, chrześcijanie, stanęliśmy na drodze poświęcenia się Bogu i ludziom w chwili przyjęcia sakramentu chrztu. W swej życiowej pielgrzymce każdy z nas umacniany jest przez Ducha Świętego w sakramencie bierzmowania, a konsekracja zakonna i sakrament święceń uzdalnia powołanych przez Chrystusa do zwycięstwa w walce o Boga w sposób szczególny. Natomiast sakrament pokuty i Eucharystia są naszym oczyszczeniem i pokarmem na drodze do wytrwania w wypełnianiu swoich zadań. Sakrament namaszczenia chorych stanowi wyjątkowe umocnienie dla ludzi poranionych na duszy lub ciele, pragnących dojrzewać i owocować w bliskości Boga. Przyjmując te niezwykłe dary Bożej obecności, jakimi są sakramenty, wołamy wraz z bł. Marią, pasterką: „Oto jestem, Panie! Wejrzyj na to, co chcę czynić – przyjmij moją ofiarę, którą Ci składam, niech na nią zstąpi ogień Twej miłości!”.

Pokonać siebie

Ofiarować się Bogu i ludziom możemy na różne sposoby, jednakże do najtrudniejszego z nich należy cierpienie. Zwycięstwo ucznia Chrystusa nad swoim cierpieniem w różnorakich jego obliczach, a tym samym nad sobą, rozpoczyna się od jego wiary, że jest dzieckiem Bożym, dziełem Boga, które nawet, a może szczególnie, poprzez cierpienie chwali swego Stwórcę i uczestniczy w Bożym planie zbawiania świata. W ten sposób życie nasze nabiera wiecznego sensu, gdyż żyjąc w promieniach Bożej miłości i cierpiąc z Chrystusem, odtwarzamy w sobie Jego mękę i przyczyniamy się do zbawienia swojego i całego świata. Owocem takiej postawy jest pokój wewnętrzny, którego nie są w stanie zburzyć żadne doświadczenia wewnętrzne ani zewnętrzne.

Reklama

Za innych

Ofiarując swoje cierpienie, ból, niemoc i bezradność w intencji innych ludzi, jesteśmy w stanie wyprosić im łaskę wytrwania, wiary i inne dary prowadzące ich do zbawienia. Zauważając też ich problemy, przyjmujemy wezwanie i zaproszenie od samego Boga, by z życzliwością zatroszczyć się o Jego cierpiące dzieci, a w przyszłości doświadczyć tego dla siebie. Nasze serca przenikać powinno więc ogromne dziękczynienie, iż możemy służyć innym, a także sami uzyskać pomoc od tych, którzy za nas się ofiarują.

Naśladowanie Chrystusa

Postawy ofiarowania uczymy się od samego Chrystusa, który poświęcił się dla nas bez granic, aż do śmierci krzyżowej. Jego śladami szli wszyscy święci, choć każdy na swój sposób. Bł. Maria Karłowska, czyniąc to także, naucza: „Prawdziwa pasterka powinna być gotową wszystko znieść, wszystko wycierpieć dla większego dobra dusz, dla ułatwienia im powrotu do Boga, podejmując się nawet zadośćuczynić za nie sprawiedliwości Bożej”.

Warto

Kimkolwiek jesteś – kapłanem czy siostrą zakonną, ojcem czy matką, osobą starszą czy młodą – nie lękaj się doświadczeń ani osamotnienia. Popatrz w przyszłość oczami swej wiary. Cierpienia i trudności są twoim skarbem, który upodabnia cię i zbliża do Jezusa.

Tagi:
duchowość

Reklama

Duchowość – warunek szczęścia

2018-01-31 10:17

Ks. Marek Dziewiecki
Niedziela Ogólnopolska 5/2018, str. 28-29

Człowiek tym różni się od zwierząt, że jego postępowanie nie jest zdeterminowane instynktami czy popędami, lecz zależy od sfery duchowej. Ludzie bardziej różnią się między sobą duchem niż ciałem. To właśnie różnica w rozwoju duchowym sprawia, że jednym ludziom możemy ufać i chcemy się z nimi zaprzyjaźnić, a innych unikamy, gdyż są agresywni i nieobliczalni. Los każdego z nas zależy od stopnia duchowego rozwoju

PRASERT/fotolia.com

Dzięki duchowości człowiek jest w stanie czynić to, do czego nie jest zdolne jego ciało. Potrafi się nawracać, kochać i marzyć. Ciało nie jest do tego zdolne. To duch sprawia, że człowiek jest w stanie czynić to, co chce on cały, a nie to, czego chce jakaś część jego człowieczeństwa, np. jego emocje, instynkty czy popędy.

Duch chroni człowieka

Duchowość jest tym dla człowieka, czym centralny program dla komputera albo czym popędy i instynkty dla zwierząt. Jeśli jakiś komputer ma zawirusowane programy, to przestaje normalnie działać. Podobnie jeśli jakieś zwierzę ma zakłócone działanie instynktów, to może zginąć. Poważnie zagrożony jest też człowiek, który nie rozwija sfery duchowej. Ktoś taki nie wie, kim jest ani po co żyje. Traci orientację w otaczającym go świecie i w kontakcie z samym sobą. Człowiek pozbawiony duchowości nie jest w stanie szukać prawdy, kochać ani panować nad sobą. Jedynie człowiek duchowy potrafi w rozumny sposób kierować własnym ciałem oraz budować więzi oparte na miłości, a nie na pożądaniu czy zakochaniu. To duch sprawia, że człowiek może tworzyć poezję, grać na fortepianie, abstrakcyjnie myśleć, komunikować miłość.

Wypaczony duch wypacza wszystko

Zaburzona duchowość wypacza myślenie, odbiera wolność, miesza dobro ze złem. Sprawia, że człowiek zajmuje wypaczoną postawę wobec ciała, staje się jego niewolnikiem albo wrogiem. Znane powiedzenie mówi, że w zdrowym ciele jest zdrowy duch. W rzeczywistości jest odwrotnie – to zdrowy duch uzdalnia człowieka do troski o zdrowe ciało, gdyż to duch kieruje ciałem. Właśnie dlatego choroby ducha są znacznie groźniejsze niż choroby ciała. Biblia w wielu miejscach przestrzega nas przed byciem człowiekiem cielesnym, czyli takim, dla którego cielesność jest najważniejszym punktem odniesienia i który czyni to, co chce jego ciało. „Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha – do tego, czego chce Duch. (...) A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą” (Rz 8, 5. 8). To nie wina ciała, gdy ktoś z ludzi podporządkowuje się ciału i gdy staje się jego niewolnikiem tak, jakby był tylko ciałem i jakby nie miał żadnych innych aspiracji niż tylko pragnienia cielesne, które nikomu nie wystarczą do szczęścia. Błędy popełniane w sferze cielesnej zawsze wynikają ze słabości ducha.

Czym jest duchowość?

Duchowość to zdolność człowieka do zrozumienia samego siebie. To zdolność szukania odpowiedzi na najważniejsze dla nas pytania: kim jestem?; dlaczego istnieję?; dokąd zmierzam?; w oparciu o jakie więzi i wartości mogę osiągnąć cel mego życia? Duchowość jest dowodem na to, że nie jesteśmy dziećmi nieświadomej siebie materii, lecz że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, który jest Duchem. Jedynie duchowość może nas wyzwolić z dominacji instynktów i popędów. Dzięki niej odróżniamy ludzi od zwierząt. Duchowość wprowadza nas do królestwa osób, których ciało zostało ulepione z prochu tej ziemi, ale których człowieczeństwo powstało na skutek tchnienia w nas Ducha Bożego. Dojrzała duchowość prowadzi do dojrzałości we wszystkich sferach człowieczeństwa. Tylko człowiek duchowy potrafi mądrze myśleć, ofiarnie kochać i uczciwie pracować. Duchowość odgrywa rolę centralnego ośrodka sterowania życiem. Czym hormony są dla ciała, świadomość dla psychiki, a sumienie dla moralności, tym duchowość jest w odniesieniu do całego człowieka. Być uczniem Chrystusa to wypływać na głębię duchowości. To oczami ducha widzieć całego człowieka i zdumiewać się jego niezwykłością. Św. Paweł przypomina: „Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka” (Rz 8, 9). Warunkiem dojrzałości duchowej jest otwarcie się człowieka na światło Ducha Świętego.

Zaniedbywanie ducha

Niepokojącym znakiem naszych czasów jest to, że wielu ludzi bardziej dba o dobrobyt materialny niż o rozwój duchowy. Bardziej interesuje ich to, co posiadają, niż to, jakim stają się człowiekiem. To groźna sytuacja, gdyż im bardziej człowiek jest niedojrzały duchowo, tym bardziej nie umie w rozsądny sposób korzystać z dobrobytu materialnego. Ludzie niedojrzali duchowo wierzą w to, że gwarantem szczęścia jest zdrowe ciało, a nie zdrowy duch. Kto ulega takim iluzjom, ten szkodzi sobie nie tylko na duchu, lecz także na ciele. Jezus bardziej upominał tych, którzy grzeszyli duchem, niż tych, którzy grzeszyli ciałem. Zaniedbanie rozwoju duchowego wynika nie tylko z niezrozumienia wagi duchowości w naszym życiu, ale też z faktu, że potrzeby duchowe nie są tak silnie odczuwane przez człowieka jak potrzeby cielesne czy emocjonalne. Sfera duchowa jest cicha i delikatna. Ona nie krzyczy. To dlatego człowiek łatwiej skupia się na ciele czy emocjach niż na trosce o ducha.

Wypaczenia w sferze duchowej

Radykalnym zagrożeniem duchowości jest duchowa pustka. Człowiek, który lekceważy ducha, myli to, co dobre, z tym, co przyjemne. Powtarza błędy, które innych ludzi doprowadziły do uzależnień, bezsilności czy rozpaczy. Postępuje podobnie, a mimo to „myśli”, że jego los będzie lepszy. Przed duchową pustką stanowczo przestrzega Jezus, gdy mówi: „Macie oczy, a nie widzicie; macie uszy, a nie słyszycie” (Mk 8, 18). Typowym przejawem pustki duchowej jest sytuacja, w której ktoś deklaruje, że robi to, co chce, ale zapytany o to, kim jest, milknie, gdyż nie wie, kim jest i po co żyje. Nie może zatem wiedzieć, czego chce. Ludzie puści duchowo krzywdzą samych siebie i oddalają się od własnych marzeń i aspiracji. Żyją na zasadzie, że jakoś tam będzie. Człowiek pusty duchowo poddaje się instynktom, popędom, emocjom, modzie, grupie rówieśniczej, reklamie czy stylowi życia, jaki promują dominujące media. Niektórzy wierzą w to, że duchowość to wrażliwość emocjonalna, odczucia estetyczne, zachwyt nad przyrodą czy ćwiczenia na koncentrację. Te umiejętności to cechy psychiczne, a nie duchowe. Małe dzieci też potrafią się wzruszyć zwierzątkiem, zapatrzyć w zachód słońca albo wsłuchać się w jakąś piosenkę. Nie znaczy to jednak, że dzieci są już dojrzałe duchowo. Duchowość to nie refleksja nad czymkolwiek. To przypatrywanie się tajemnicy człowieka, czyli kogoś podobnego do Boga. Podziwianie przyrody czy wzruszanie się muzyką nigdy nie wyjaśni mi ani tego, kim jestem, ani w jaki sposób powinienem postępować.

Kryteria dojrzałości duchowej

Sprawdzianem dojrzałości duchowej jest świadomość, że skoro potrafię myśleć i kochać, to nie pochodzę od materii, bo ona nie myśli ani nie kocha. Skoro marzę o wielkiej miłości i uczę się kochać, mimo że nie jestem miłością, to znaczy, że istnieje ktoś, kto jest miłością i od kogo mogę się nauczyć kochać. Człowiek wypływający na duchową głębię rozumie, że jego istnienie jest zbyt piękne i zbyt wyjątkowe, by mogło być dziełem przypadku. Duchowość pozwala odkryć, że jestem dzieckiem Kogoś większego ode mnie, Kogoś, kto mnie rozumie, kocha i uczy kochać. Duchowość ratuje przed popadaniem w egoizm, a także przed rozczarowaniem sobą wtedy, gdy odkrywam, że sam sobie do szczęścia nie wystarczę. Człowiek dojrzały duchowo wie, że nie będzie szczęśliwy, jeśli respektuje jakąś cząstkę siebie kosztem pozostałych wymiarów człowieczeństwa. Taki człowiek nie próbuje zaspokajać potrzeb cielesnych kosztem sumienia czy własnej godności. Wie, że po grzechu pierworodnym na tej ziemi nie da się być szczęśliwym bez wysiłku i czujności, bez dyscypliny i stawiania sobie wymagań, bez szlachetnych więzi i mądrych wartości. Człowiek dojrzały duchowo rozumie, że do szczęścia nie wystarczy mu nic mniejszego niż wielka miłość, a życie poza miłością staje się agonią, czyli powolnym, bolesnym umieraniem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mężczyzna z kanistrami benzyny zatrzymany w katedrze

2019-04-18 11:24

PAP

Mężczyzna z dwoma kanistrami benzyny został zatrzymany w środę wieczorem po wejściu do nowojorskiej katedy św. Patryka na Manhattanie - poinformowała policja.

Ks. Cezary Chwilczyński

37-letni mężczyzna, mieszkaniec stanu New Jersey, został zatrzymany przez ochronę po wejściu do katedry, jednej z najbardziej charakterystycznych budowli w Nowym Jorku.

Pracownicy ochrony zawiadomili policję, która - po wstępnym przesłuchaniu - przewiozła mężczyznę do aresztu.

Według policji, mężczyzna miał przy sobie ponad 4 galony (ponad 15 litrów) benzyny, dwie butelki innego palnego płynu oraz dwie zapalniczki. Nie wiadomo jakie były jego zamiary.

Mężczyzna tłumaczył, że skończyło mu się paliwo w samochodzie. Nie wiadomo jednak, po co wszedł z kanistrami do katedry.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Kościele trwa Oktawa Wielkiej Nocy

2019-04-22 09:52

awo, mip / Warszawa (KAI)

Cud Zmartwychwstania „nie mieści się” w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy – przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał.

©Renáta Sedmáková – stock.adobe.com

Nazwa “oktawa” pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego liczbę osiem. Ta wielkanocna jest weselem z wydarzeń przeżywanych podczas Triduum Paschalnego. To osiem dni świętowania Kościoła, które później przedłuża się aż do Pięćdziesiątnicy.

Zwyczaj przedłużania najważniejszych świąt chrześcijańskich na oktawę jest bardzo dawny. Nie znamy dokładnej daty powstania oktawy Paschy. Jednak wspomina o niej w już IV stuleciu Asteriusz Sofista z Kapadocji. Kościół chce w ten sposób podkreślić rangę i ważność uroczystości.

Oprócz Wielkanocy w Kościele obchodzi się również oktawę Narodzenia Pańskiego.

Dni oktawy Wielkanocy mają, podobnie jak Niedziela Zmartwychwstania, rangę uroczystości. Okres ośmiu dni traktowany jest jak jeden dzień, jako jedna uroczystość. Dlatego w oktawie Wielkanocy nie obowiązuje piątkowy post.

W te dni codziennie śpiewamy “Gloria” i wielkanocną sekwencję „Niech w święto radosne”. Na Mszach świętych czytane są także perykopy o spotkaniach Zmartwychwstałego, m.in. z Marią Magdaleną, z uczniami idącymi do Emaus, z uczniami nad jeziorem Genezaret.

Teksty mszalne wyjaśniają tez znaczenie sakramentu chrztu. W dawnych wiekach był to bowiem czas tzw. katechezy mistagogicznej dla ochrzczonych w Święta Paschalne. Miała ona na celu wprowadzić ich w tajemnicę obecności Chrystusa we wspólnocie wierzących.

Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela. Niegdyś w ten dzień neofici ochrzczeni podczas rzymskiej Wigilii Paschalnej, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy.

Święty Jan Paweł II ustanowił tę niedzielę świętem Miłosierdzia Bożego. Orędowniczką tego była św. Faustyna Kowalska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem