Reklama

Urzędowy antysemityzm komunistów

2018-03-07 11:09

Bogdan Kędziora
Niedziela Ogólnopolska 10/2018, str. 42-43

IPN/ East News
Zamieszki studenckie w Warszawie, marzec 1968 r.

Zasadnicze znaczenie dla budowania narracji o polskim antysemityzmie w środowiskach na Zachodzie po II wojnie światowej miały wydarzenia marca ’68. Jedną z najboleśniejszych konsekwencji antysemickiej propagandy, maskowanej hasłem walki z „syjonizmem”, była towarzysząca jej wymuszona emigracja ponad 15 tys. polskich obywateli pochodzenia żydowskiego, którzy padli ofiarą polityki reżimu gomułkowskiego

Pewna część spośród emigrantów 1968 r. miała wprawdzie za sobą lata zaangażowania w budowanie Polski Ludowej po wojnie – gdy byli na eksponowanych szczeblach hierarchii partyjnej i państwowej, w tym w aparacie bezpieczeństwa z lat stalinowskich – i powinna stanąć przed sądem, ale nie zmienia to faktu, że większość osób wyrzucanych z kraju miała poczucie krzywdy. Na emigracji wielu z nich przedstawiało później te zdarzenia nie jako skutek konfliktu wewnątrz partii – walki między frakcjami partyjnymi: antysemicką grupą skupioną wokół szefa ministra spraw wewnętrznych Mieczysława Moczara, i tzw. rewizjonistów, krytyków polityki kierownictwa partii, wśród których wielu miało żydowskie korzenie – lecz jako konflikt między Żydami a Polakami. Ci pierwsi chętnie przedstawiali się przy tym jako ofiary polskiego antysemityzmu, co mogło służyć zmazywaniu i wybielaniu ich kompromitującej przeszłości. Tak zmanipulowana interpretacja infekowała umysły kolejnych, często jednostronnie i wybiórczo kształconych historycznie pokoleń żydowskiej młodzieży na Zachodzie i w Izraelu, wychowywanych w atmosferze toksycznej niechęci do wszystkiego, co związane z Polską, a to przyczyniło się do umacniania na świecie antypolskich stereotypów. A działo się to w czasie, kiedy reżim komunistyczny przez kolejne dziesięciolecia nie zamierzał niczego prostować ani niczemu zaprzeczać. Co więcej, prezydent Aleksander Kwaśniewski w czasie podróży do Izraela przepraszał za antysemicką kampanię jako „prezydent i jako Polak” i w ten sposób uczynił cały naród odpowiedzialnym za tamte wydarzenia; przerzucił winę na każdego, niezależnie od tego, po której stronie barykady wówczas stał. Gdy winni są wszyscy, rozgrzesza się tych, którzy wydawali rozkazy, nazwiska przestają mieć znaczenie. Praktyka uogólnienia oskarżeń powtarza się także dziś w opisie stosunków polsko-żydowskich w czasie wojny.

„Brudna piana” nienawiści

Tymczasem odpowiedzialność za skutki wydarzeń 1968 r. spada wyłącznie na środowiska partyjne związane z ówczesną władzą. I sekretarz partii Władysław Gomułka mówił już w 1967 r., w związku z rozpoczętym konfliktem izraelsko-arabskim (tzw. wojna sześciodniowa), o „piątej kolumnie” (tak określano niemieckich dywersantów działających na tyłach armii polskiej we wrześniu 1939 r.), mając na myśli sympatie środowisk żydowskich w kraju dla Izraela, co było zresztą zgodne z wytycznymi płynącymi z Moskwy. Na wiecach politycznych ówczesny I sekretarz partii w Katowicach Edward Gierek mówił o „syjonistach, agenturze imperializmu”, „wrogach Polski Ludowej”, „pogrobowcach starego ustroju”, „rewizjonistach – sługusach imperializmu”. W ten sposób, wykorzystując bunt młodzieży studenckiej przeciw łamaniu podstawowych praw obywatelskich, Gierek chciał przelicytować Moczara, gdyż rywalizował z nim o sukcesję po Gomułce. Słowa te stały się sygnałem dla antysemickiej i antyinteligenckiej kampanii, która rozlała się na cały kraj, infekując życie publiczne podejrzliwościami, niesłusznymi często oskarżeniami i donosami. Władza wykorzystała narzędzie antysemityzmu do własnych celów, mając świadomość pokładów niechęci związanych z pamięcią o roli wysokich funkcjonariuszy stalinowskiego aparatu przemocy pochodzenia żydowskiego. Trzeba jednak pamiętać, że ta „brudna piana” nie dotyczyła całego społeczeństwa, lecz przede wszystkim środowisk partyjnych i wielkich miast, gdzie znalazło się niemało podłych ludzi, chcących wykorzystać moment w celu zajęcia miejsc po usuwanych ze stanowisk wysokich urzędnikach państwowych i partyjnych. Zganiani na wiece byli zmanipulowaną masą, poddającą się przemocy totalitarnej władzy, a na polskiej prowincji miliony nie do końca rozumiały, co się właściwie dzieje. Towarzyszyła temu w następnych miesiącach czystka, usuwano z aparatu władzy i struktur partyjnych, z uczelni – zwłaszcza Uniwersytetu Warszawskiego – i prasy ludzi, którym zarzucano pochodzenie żydowskie lub tylko postawy filosemickie. Czołową rolę w czystkach w wojsku odegrał ówczesny szef Sztabu Generalnego LWP gen. Wojciech Jaruzelski, który po marcu został ministrem obrony narodowej. Jaruzelski zażądał najpierw od kontrwywiadu wojskowego informacji o wytypowanych 40 wyższych oficerach, szukając na nich „haków”. Zaczęło się zbieranie donosów konfidentów, grzebanie w archiwach wojskowych, WSW odtwarzała rodowe nazwiska i ustalała podejrzanych przodków. Wielu z owych oficerów miało pochodzenie żydowskie, inni mieli krewnych w Izraelu, USA czy Kanadzie. Elementami obciążającymi były także kontakty ich żon z obywatelami Izraela, prowadzenie korespondencji z zagranicą, a także „obcość ideologiczna”, co miało się przejawiać m.in. w krytycznych uwagach na temat polityki partii wypowiadanych w gronie przyjaciół.

Ofiarą procesu „polonizacji” armii padło ponad 30 oficerów LWP, którym zarzucano „utratę zaufania ze strony podwładnych”, „brak kwalifikacji moralnych do zajmowania dotychczasowego stanowiska” lub „oschłość w stosunkach służbowych”. Wśród represjonowanych byli również ci, których z Jaruzelskim łączyły stosunki nie tylko służbowe, ale i koleżeńskie. Wyrzucony z armii w 1967 r. płk Michał Dodik był świadkiem na jego ślubie! Sam generał podpisywał rozkazy personalne dotyczące zwolnienia ze służby zawodowej oficerów mających żydowskie pochodzenie lub degradujące ich do stopnia szeregowca. Jeszcze na początku 1980 r. Jaruzelski ścigał oficerów odsuniętych z wojska. Wydał wtedy sześć tajnych rozkazów, które osobiście podpisał, degradujących wszystkich oficerów pochodzenia żydowskiego – zarówno zawodowych, jak i rezerwy – którzy wyjechali z Polski. Brzmiały one następująco: „Pozbawiam stopnia oficerskiego z powodu braku wartości moralnych i orzekam ich powrót do stopnia szeregowca”. W ten sposób zdegradował 1348 oficerów i chorążych. „Czarne listy” zdegradowanych zostały następnie wysłane do polskich ambasad, by pozbawić zdegradowanych możliwości przyjazdu do kraju. Obowiązywały one do 1992 r.! Prawdą jest fakt, że ofiarami tej kampanii padali często niewinni ludzie, niszczeni przez jad nienawiści i podejrzliwości sączony przez oficjalnąpropagandę, którą tworzyła zatruta atmosfera wykluczenia, widoczna nie tylko na oficjalnych wiecach.

Reklama

Jedną z takich ofiar był były żołnierz oddziału mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. Łupaszka – pisarz, współpracownik „Tygodnika Powszechnego” Paweł Jasienica, autor poczytnych książek „Polska Piastów” i „Polska Jagiellonów”. Jasienica nadawał się na jednego z kozłów ofiarnych, ponieważ miał korzenie żydowskie (prawdziwe nazwisko: Leon Jech Beynar) i był sygnatariuszem listu do rektora UW w obronie represjonowanych studentów. Gomułka kierował osobiście nagonką na pisarza. Za pomocą materiałów dawnego UB spreparował „akt oskarżenia”, w którym sugerowano, że podczas pobytu w więzieniu na Rakowieckiej Jasienica został zwerbowany na współpracownika ubecji. Gomułka publicznie przypomniał prawdziwe nazwisko pisarza i zasugerował, że śledztwo przeciwko niemu zostało umorzone „z powodów, które są mu znane”. Oskarżenie zostało rzucone, ale oskarżony nie mógł się bronić. Skazany na nieistnienie nie mógł niczego nowego opublikować, a już wydane książki wycofano ze sprzedaży. Mógł pisać tylko do szuflady.

Przeciw szaleństwu

W tym samym czasie głosem milczącej większości, która stała z boku wydarzeń, było nauczanie polskiego Kościoła, kontynuującego program odnowy moralnej narodu. To niezwykłe, że Społeczna Krucjata Miłości – swoisty dekalog chrześcijańskich zasad życia społecznego, opartego na szacunku i miłości bliźniego, pochylający się nad przejawami nienawiści społecznej – została ogłoszona przez prymasa Stefana Wyszyńskiego na Wielki Post 1967 r., tuż przed zainspirowaną przez władzę antysemicką kampanią. Episkopat po niedługo wcześniej narzuconej przez władzę konfrontacji związanej z obchodami Millennium – mimo że traktował wydarzenia marca jako spór wewnątrzpartyjnych elit, w który nie zamierzał ingerować – stanął po stronie protestującej młodzieży, by bronić praw obywatelskich zagwarantowanych w konstytucji, a sam Prymas w 1968 r., w reakcji na coraz bardziej agresywne kampanie propagandowe o charakterze antysemickim, zabierał głos publicznie. W kwietniu 1968 r., a więc w czasie kulminacji konfliktu, podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej powiedział: „(...) W tej chwili jesteśmy świadkami tak bolesnych przeżyć i widowiska, że serce wprost kurczy się z bólu, gdy się na to wszystko patrzy i gdy się słucha (...). Wydaje się, jak gdyby dla pewnej kategorii ludzi zabrakło w Polsce miłości i prawa do serca (...). Gdybym zdołał to uczynić, jak pragnę tego sercem, to upadłbym w tej chwili na kolana przed wszystkimi znieważonymi w naszej ojczyźnie i prosiłbym: Bracie, odpuść! Odpuść im, bo nie rozumieją prawa miłości”. Zwracając się do ofiar i oprawców, powiedział: „(...) Gdy klękam duchem przed wszystkimi znieważonymi i proszę, aby ratowali swą miłość, która jest ratowaniem własnego człowieczeństwa, klękam i przed tymi, którzy znieważali i znieważają słowem i czynem. Tym bardziej mówię do nich: «Przyjacielu! Przyjacielu! – jak mówił Chrystus do ucznia, który Go całował... – Przyjacielu, co czynisz? I Ciebie też przepraszam, że znieważyłeś swoje człowieczeństwo kłamstwami i dopuszczoną do serca nienawiścią»”. Co więcej, Ksiądz Prymas, któremu część środowisk rewizjonistycznych zarzucało później zbyt powściągliwą postawę wobec antysemickiej nagonki, przyznał publicznie: „To może ja jestem winien, biskup Warszawy! Bom niedostatecznie mówił o obowiązku miłości i miłowania – i to wszystkich, bez względu na mowę, język i rasę, aby na nas nie padł potworny cień jakiegoś odnowionego rasizmu, w imię którego bronimy naszej kultury. Nie tą drogą! Kulturę naszą obronimy tylko przez prawo miłości!”. Katolicki publicysta Stefan Kisielewski mówił o „dyktaturze ciemniaków”, o „myślowej tandecie” reprezentowanej przez ówczesne elity władzy, za co zapłacił trzyletnim zakazem publikacji i pobiciem; protestował autor satyry „Cisi i gęgacze” Janusz Szpotański, publicznie opluwany przez Gomułkę, protestowali studenci, a także duża część intelektualistów i pisarzy.

Podejmowana obecnie przez środowiska lewicowo-liberalne próba porównywania polityki obecnych władz związanej z nowelizacją ustawy o IPN, która rzekomo reanimuje antysemicką atmosferę sprzed 50 lat, jest przejawem cynicznej manipulacji oraz obrzydliwym nadużyciem intelektualnym i moralnym.

Tagi:
historia

Sosnowiec: spotkanie z ostatnim żyjącym żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych

2018-12-12 08:25

Z inicjatywy E. Rudzkiej - opiekunki Szkolnego Klubu Historycznego im. AK działającego przy Szkole Podstawowej nr 6 w Sosnowcu 10 grudnia gościem w szkole był Pan Aleksander Tarnawski.

Elżbieta Rudzka
Aleksander Tarnawski

Pan Tarnawski to jeden z 316 Cichociemnych (ostatni żyjący) - żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych desantowanych do okupowanej Polski podczas II wojny światowej w celu prowadzenia walki nieregularnej z niemieckim okupantem oraz organizowania i szkolenia ruchu oporu w kraju. W spotkaniu uczestniczyli uczniowie klas 8 oraz Pan Jan Musiał - przedstawiciel ŚZŻAK .

Pan Tarnawski pseudonim Upłaz, opowiedział o swojej drodze z Polski, przez Węgry, Francję, Hiszpanię do Wielkiej Brytanii, gdzie przeszedł szkolenie oraz naukę skoków na spadochronie. Ciekawostką jest, że 4 lata temu Pan Aleksander skakał jako 94 - latek, upamiętniając w ten sposób 70 lat od swojego pierwszego skoku spadochronowego. Obecnie ostatni z Cichociemnych mieszka ze swoją żoną w Gliwicach. Młodzież podziękowała serdecznie Panu na przyjęcie zaproszenia na spotkanie i życzyła kolejnych lat w zdrowiu. Ta niezwykła lekcja historii, a przede wszystkim możliwość zobaczenia i wysłuchania świadka II wojny światowej na długo zostanie w pamięci uczniów.

Elżbieta Rudzka
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siostry modlą się za Trybunał Konstytucyjny ws. aborcji

2018-12-14 18:58

Artur Stelmasiak

karmel.kalisz.pl

Prawie 20 tys. sióstr zakonnych z całej Polski modli się w intencji zmiany prawa, aby dzieci nienarodzone były chronione. - W naszych klasztorach codziennie modlimy się zarówno za polityków, jak i za sędziów Trybunału Konstytucyjnego, bo to od nich teraz zależy czy dzieci w Polsce będą dalej zabijane - mówi "Niedzieli" s. Halina Rosiek ze zgromadzenia służebniczek dębickich.

W intencji ochrony życia dzieci nienarodzonych modlą się także mniszki Benedyktynki Sakramentki z Siedlec. - Otrzymaliśmy z Episkopatu apel o nieustającą modlitwę w intencji ochrony życia - mówi "Niedzieli" s. Elżbieta, przełożona klasztoru kontemplacyjnego w Siedlcach.

Modlitewny szturm do nieba w intencji zmiany stanowionego prawa rozpoczął się od pierwszej niedzieli adwentu i będzie trwał do skutku. "Na progu adwentu biskupi przypominają o godności każdego ludzkiego życia, którego wartość ukazał Chrystus swoim wcieleniem i narodzeniem. W tym duchu biskupi proszą o modlitwę, aby prawo stanowione chroniło życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci.(...) Módlmy się także za legislatorów, aby respektowali prawo do życia każdego człowieka” - napisał w specjalnym apelu do sióstr bp Artur Miziński, sekretarz generalny KEP.

Na apel biskupów pozytywnie odpowiedziały siostry z zakonów czynnych oraz mniszki z zakonów klauzurowych. Szczególnie siostry kontemplacyjne są specjalistkami od trudnych spraw, które wypraszają u Pana Boga. Charyzmatem benedyktynek sakramentek jest przede wszystkim modlitwa, na którą poświęcają aż osiem godzin każdego dnia. Oprócz tego prowadzą dyżury modlitewne przed Najświętszym Sakramentem, by Pan Jezus w Eucharystii był adorowany przez 24 godziny na dobę. - Cały czas modlimy się za tych, którzy mają wpływ na polskie prawo. Wiele sióstr regularnie podejmuje się także duchowej adopcji dziecka poczętego - mówi s. Elżbieta.

Za polityków, posłów i Trybunał Konstytucyjny modlą się także siostry Urszulanki z Warszawy. W modlitewnej kampanii prolife "uruchomiony" został cały sztab świętych i błogosławionych Kościoła. - W naszych domach zakonnych modlimy się za wstawiennictwem św. Urszuli Ledóchowskiej - napisała na twitterze s. Małgorzat Krupecka USJK. Siostry z Łagiewnik proszą o Bożą interwencję św. Faustynę, a Służebniczki Dębickie bł. Edmunda Bojanowskiego. - Założyciel naszego zgromadzenia był opiekunem i wielkim przyjacielem dzieci. Ufamy, że wstawi się u Pana Boga także za tymi dziećmi, którym odebrane jest prawo do narodzin - mówi s. Halina Rosiek, wicegeneralna zgromadzania.

Siostry Służebniczki w swoim charyzmacie mają opiekę na dziećmi i troskę o ich życie. Nie ma w tym nic szczególnego, że w swoich modlitwach upominają się także o dzieci nienarodzone. - Codziennie modlimy się za naszych polityków, posłów i także za sędziów Trybunału Konstytucyjnego, by nie bali się chronić życia tych dzieci, które tego najbardziej potrzebują. Mamy nadzieję, że nasza gorliwa modlitwa przyczyni się do zmiany prawa, które zezwala na zbijanie tych, którzy ochrony życia najbardziej potrzebują - dodaje s. Rosiek.

Siostry w szturmie do Nieba może wspomóc każda parafia i wierni świeccy modląc indywidualnie. Oprócz modlitwy warto też podpisać obywatelską petycję do Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, by wreszcie wyznaczyła termin rozprawy ws. aborcji eugenicznej.

Możesz tu podpisać

Pod tym apelem podpisało się już ponad 10 tys. Polaków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Epifaniusz nowym zwierzchnikiem Kościoła Prawosławnego Ukrainy

2018-12-15 20:04

kg (KAI/RISU) / Kijów

Dotychczasowy metroolita perejasławski i białocerkiewski z Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego (UKP PK) Epifaniusz (Dumenko) został zwierzchnikiem przyszłego Kościoła Prawosławnego Ukrainy i to on odbierze 6 stycznia 2019 z rąk patriarchy Konstantynopola Bartłomieja tomos (dekret) o autokefalii. Wyboru dokonało 192 delegatów na sobór zjednoczeniowy, który 15 grudnia obraduje w Kijowie. Nowy zwierzchnik będzie nosił tytuł metropolity kijowskiego i całej Ukrainy.

wikipedia.pl
Epifaniusz

Sobór zjednoczeniowy ukraińskiego prawosławia obraduje w historycznej Sofii Kijowskiej, czyli dawnej świątyni Mądrości Bożej w Kijowie, pod przewodnictwem osobistego przedstawiciela patriarchy Bartłomieja - metropolity Galii (Francji) Emanuela. Do udziału w nim patriarcha zaprosił wszystkich ukraińskich biskupów prawosławnych oraz przedstawicieli mnichów i mniszek i osób świeckich. Na zaproszenie to odpowiedzieli przede wszystkim hierarchowie dwóch dotychczas niekanonicznych Kościołów ukraińskich: Patriarchatu Kijowskiego i Autokefalicznego, podczas gdy kierownictwo Kościoła promoskiewskiego, zdecydowanego przeciwnika autokefalii ukraińskiej, zabroniło surowo swym biskupom udziału w soborze.

Abp Epifaniusz (Dumenko) urodził się 3 lutego 1979 w wiosce Wowkowie w rejonie iwanowskim w obwodzie odeskim, ale wyrósł we wsi Stara Żadowa w obwodzie czerniowieckim. Po ukończeniu w 1996 miejscowej szkoły średniej wstąpił do seminarium duchownego w Kijowie, które ukończył 3 lata później, po czym kształcił się do 2003 w Kijowskiej Akademii Duchownej. Jest kandydatem nauk teologicznych. W okresie od 1 lipca 2003 do 31 grudnia 2005 był sekretarzem-referentem prawosławnej kurii biskupiej w Równem. W latach 2006-07 uzupełniał studia w zakresie filozofii na Narodowym Uniwersytecie Ateńskim, a po powrocie do kraju kierował wydziałem filozofii na swej dawnej akademii duchownej.

21 grudnia 2007 przyjął postrzyżyny mnisze i imię zakonne Epifaniusz. W następnym roku rozpoczęła się jego błyskawiczna kariera kościelna. 6 stycznia otrzymał święcenia diakonatu (w zakonie: hierodiakona), a w 2 tуgodnie później - święcenia kapłańskie (hieromnicha). 25 tegoż miesiąca został sekretarzem głowy UKP PK, patriarchy Filareta. Od 16 marca był archimandrytą (najwyższa godność w życiu zakonnym), a w 4 dni później został przełożonym klasztoru męskiego św. Michała w Kijowie. 30 maja objął zarządzanie bieżącymi sprawami Patriarchatu Kijowskiego.

21 października 2009 Synod UKP PK mianował go biskupem wyszhorodzkim i pomocniczym eparchii (diecezji) kijowskiej a 27 lipca 2010 rektorem Kijowskiej Prawosławnej Akademii Teologicznej, a zarazem pełniącym obowiązki biskupa perejasławskochmielnickiego. 23 stycznia 2012 patriarcha Filaret wyniósł go do godności arcybiskupa. 28 czerwca 2013 otrzymał tytuł metropolity perejasławskochmielnickiego i białocerkiewskiego z prawami biskupa diecezjalnego. Obecny tytuł metropolity perejasławskiego i białocerkiewskiego nosi od 13 grudnia 2017 roku. Jest stałym członkiem Świętego Synodu UKP PK.

15 grudnia br. został wybrany na zwierzchnika nowego Kościoła Prawosławnego Ukrainy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem