Reklama

Jak za 10 dolarów uratować życie?

2018-10-16 11:31

Z s. Marią Żywiec – misjonarką w Zambii – rozmawia Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2018, str. 40-42

Maciej Syka
Sympatyczni podopieczni z ochronki sióstr służebniczek

S. Maria Żywiec ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny (starowiejskich), która od 1994 r. pracuje w Zambii, wyjaśnia, jak można za 10 dolarów uratować ludzkie życie, opowiada, jak doszło do tego, że siostry Afrykanki skutecznie zastępują Polki, i tłumaczy, dlaczego chciałaby zostać do końca życia w Zambii.

Grzegorz Polak: – Czy można powiedzieć, że pracujecie w ekstremalnych warunkach? Przecież w Waszych szpitalach nieraz brakuje prądu czy nawet wody...

S. Maria Żywiec: – Kiedy pierwsze służebniczki 90 lat temu pojechały do Zambii, zastały tam rzeczywiście ekstremalne warunki. W jakiejś mierze tak jest do dziś. Mamy placówki w buszu, w miejscach bardzo odległych od miasta, czyli od cywilizacji. W porze letniej temperatury dochodzą do 50oC, a my nie mamy klimatyzacji, czasem nawet trudno o zwykły wiatraczek, żeby schłodził powietrze. Mamy placówki, gdzie siostry służą jako pielęgniarki, felczerki, lekarki. Prowadzimy także szpitale misyjne i przychodnie zdrowia. Nie jest to łatwe, ponieważ często brakuje nam podstawowych leków, środków opatrunkowych, przyrządów. Ekstremalne warunki są wtedy, kiedy nie ma prądu, a przywożą kogoś z wypadku. Trzeba uruchomić generator, żeby oświetlić salę operacyjną i laboratorium, aby przeprowadzić niezbędne badania. Na porządku dziennym są transfuzje krwi. Malaria nieustannie atakuje dzieci – aby ratować im życie, konieczna jest krew. Trzeba przywieźć ją z miasta odległego o 280 km, a drogi są niebezpieczne i niewygodne.

– Jak zdobywacie leki i sprzęt medyczny?

– Wszystko to, co jest potrzebne w szpitalu, przywozimy z miasta. W dużej mierze zakupów sprzętu i leków dokonujemy z własnych środków, ponieważ dofinansowanie ze strony zambijskiego rządu jest niewielkie. Dlatego jesteśmy niezmiernie wdzięczne tym, którzy wspierają nasze dzieła. Zachęcam do dalszej pomocy, bo ona – choć nieraz skromna – może uratować komuś życie. Nieraz wystarczy do tego zaledwie 10 dolarów.

– Tyle kosztuje zastrzyk przeciw malarii?

– Zastrzyk oraz wenflon, kroplówka i aparat potrzebny do przetaczania krwi. Więc to nie jest aż tak drogie, ale są jeszcze inne koszty, przede wszystkim transport. Żeby krew była zdatna do użytku, trzeba ją przewieźć z miasta w lodówce i potem przechowywać ją w bezpiecznym, chłodnym miejscu.

– Czy siostry przyjmują też porody?

– Oczywiście, bo w Zambii brakuje specjalistów. Dlatego my jako pielęgniarki często musimy wykonywać prace lekarskie, np. zastępować anestezjologa, radiologa, wykonywać małe zabiegi chirurgiczne. Wiąże się z tym spore ryzyko, jednak w takich sytuacjach ja i moje współsiostry zawsze bardzo czujemy Bożą opiekę. Często wzdychamy do naszego założyciela – bł. Edmunda Bojanowskiego, a także do naszych poprzedniczek sióstr, które są już „po tamtej stronie”. To jest nasze świętych obcowanie.

– Można chyba mówić o cudach bł. Edmunda Bojanowskiego, bo słyszałem, że nie było żadnego śmiertelnego przypadku podczas porodu czy w czasie operacji prowadzonej przez siostry.

– Tak. Wizerunek naszego ojca Edmunda wisi w każdej sali operacyjnej. W jego stronę kierowane są nasze westchnienia. Wiele cudów można przypisać jemu, zwłaszcza kiedy udało się wyprowadzić pacjenta z krytycznej sytuacji. Także na co dzień odczuwamy opiekę i pomoc nadprzyrodzoną, bo jako osoby słabe nie dałybyśmy rady stawić czoła temu wszystkiemu.

– Czy trudno zrobić zastrzyk afrykańskiemu dziecku?

– Ogromnie trudno, szczególnie ten dożylny, dlatego że ma ono ciemną skórę, jest bardzo często odwodnione i zanemizowane przez malarię. Bardzo trudno znaleźć maleńką żyłkę, cienką jak niteczka, w którą trzeba jeszcze wkłuć igłę i podłączyć kroplówkę czy zrobić zastrzyk. To bardzo często graniczy z cudem. To są chyba najbardziej stresujące sytuacje, kiedy ma się świadomość, że koniecznie trzeba wkłuć się do żyły, żeby uratować życie.

– Siostry muszą być w stanie gotowości przez całą dobę?

– Tak jak w każdym szpitalu są nocne dyżury. Gdy jednak dzieje się coś szczególnego, kiedy przyjęty jest pacjent w krytycznym stanie, to wszystkie siostry idą do szpitala, aby pomóc. Mogą to być skomplikowany poród czy operacja kogoś pogryzionego przez krokodyla. Często takiego nieszczęśnika niosą przez cały dzień i dopiero w nocy dostarczają do szpitala. Są też przypadki ukąszenia przez węża czy poranienia przez hipopotamy, a nawet słonie. Ogromnym problemem są choroby tropikalne, w tym szczególnie niebezpieczna malaria.

– Czy da się przed nią ustrzec?

– To szalenie trudne zarówno dla nas, jak i dla mieszkańców wiosek. Nosicielami malarii są moskity, ale nawet zakładana na noc moskitiera nie zabezpiecza przed nimi w 100 proc. Pojawiają się one najczęściej wieczorem, a ludzie tak wcześnie nie chodzą spać, więc są narażeni na ukąszenie. Gdy pracuje się w szpitalu przez całą noc, szczególnie w porze deszczowej, bardzo trudno się uchronić od ukąszenia moskita.

– A dlaczego jest tak dużo porodów niepełnoletnich dziewcząt?

– Bardzo często kończą one edukację na szkole podstawowej. Ich rodzice nie mają pieniędzy na opłacenie im nauki w szkole średniej albo jest ona położona bardzo daleko. W konsekwencji dziewczęta przedwcześnie wychodzą za mąż albo mają dzieci w bardzo młodym wieku. Takie porody są bardzo skomplikowane i ryzykowne, szczególnie przy pierwszym dziecku. W takich wypadkach mobilizujemy się maksymalnie, aby uratować i dziecko, i matkę. Bardzo często taki poród kończy się cesarskim cięciem, które jest jedynym wyjściem, choć nie najlepszym.

– Czy plaga AIDS została w Zambii zatrzymana?

– Nie, mimo dostępności leczenia. Najważniejsza jest profilaktyka, jednak skoro dziewczęta już w młodym wieku mają dzieci, to nie rokuje to dobrze. Będzie tych zachorowań więcej i we wcześniejszym wieku. To pociąga za sobą poważne problemy społeczne, ponieważ jest ogromna liczba osieroconych dzieci. Bardzo często obraz wioski jest następujący: starsi i małe dzieci. Średniego pokolenia za bardzo nie widać.

– A gdzie jest?

– To ci, którzy umarli na AIDS. Jest ogromna liczba sierot, którymi też się opiekujemy, bo jako służebniczki nie tylko zajmujemy się lecznictwem, ale też prowadzimy dużo szkół. Edukację zaczynamy od przedszkoli. Niemal każda nasza misja, a mamy ich ponad 30 w naszej afrykańskiej prowincji, prowadzi ochronkę, żeby użyć terminologii Edmunda Bojanowskiego. Pracują w nich także siostry Afrykanki. Prowadzimy też szkoły podstawowe i średnie. Zajmujemy się nie tylko sierotami, ale także dziećmi z rodzin ubogich i zaniedbanymi. Zależy nam, aby dać im wykształcenie. Zawsze jest lepiej dać komuś wędkę aniżeli rybę. Innymi słowy: ważne jest, żeby kształcić dzieci i młodzież. Doraźna pomoc nie da takich efektów, tak nie wychowuje się ludzi.
Rozpoczęłyśmy budowę szkoły średniej z internatem dla dziewcząt w Chamuce, gdyż sam przywódca plemienia ofiarował nam 45 ha ziemi na ten cel i bardzo o to prosił. Niestety, brak nam funduszy na kontynuowanie budowy. Jest to duży projekt, tak jak duże są potrzeby. Docelowo będzie się tam uczyło 500 dziewcząt. Ma to być ośrodek oświatowy na całą okolicę. Będą z niego mogły korzystać także młode kobiety, które chciałyby się nauczyć szycia, gotowania, uprawy ziemi czy hodowli zwierząt. Dla nas to także bardzo dobra możliwość ewangelizacji. Dlatego bardzo gorąco zachęcam czytelników „Niedzieli” do wsparcia tego projektu, przez datki.

– Wspomniała Siostra o służebniczkach afrykańskich. Ile ich jest w stosunku do Polek?

– To powód do ogromnej radości, że jest ich znacznie więcej niż nas, Polek. W Zambii i Republice Południowej Afryki pracuje ok. 170 sióstr tubylczych, a nas zostało 12. Ziarno zasiane 90 lat temu wydało plon. Siostry tubylcze są naszą radością, ponieważ pracują wśród swoich ludzi. One bardzo dobrze znają ich kulturę i obyczaje, znają ich słabe i mocne strony, wiedzą, jak do nich podejść, w jaki sposób ich do czegoś zachęcić, czego od nich wymagać. W samej Zambii jest ponad 70 różnych narzeczy, więc one mogą się z miejscową ludnością lepiej niż my porozumieć. Siostry Afrykanki bardzo pięknie ewangelizują. Wcale się nie martwimy, że nas jest tam coraz mniej, ponieważ mamy tę świadomość, że oddajemy dzieło w dobre ręce. Obecnie prowincja przeżywa rozkwit: otwieramy nowe domy, nowe placówki, gdzie siostry zajmują się dziećmi i młodzieżą. Wychowane przez nas dziecko będzie dobrym obywatelem, pracującym dla swego kraju, nie wyjedzie w poszukiwaniu lepszego bytu do Europy. Tak wychowujemy nasze dzieci.

– Czy Siostra wyobraża sobie sytuację, że polskich sióstr służebniczek nie będzie w Zambii?

– Oczywiście, że tak. Uważam, że taka jest kolej rzeczy. My po to tam pojechałyśmy – myślę tutaj o pierwszych siostrach służebniczkach – żeby przygotować siostry Afrykanki do przejęcia misji. To najlepsza pomoc w dziele ewangelizacji. Bardzo się cieszymy, że siostry przejmą po nas tę pracę, którą my zaczęłyśmy. Zresztą już przejmują, bo przecież znaczna większość domów jest prowadzona przez siostry Afrykanki. Robią to w sposób bardzo piękny i z wielką gorliwością. To już widać po owocach, ponieważ szkoły prowadzone przez nasze siostry Afrykanki znajdują się w czołówce wszystkich zambijskich szkół. Nasze uczennice, ponieważ prowadzimy szkoły przede wszystkim dla dziewcząt, zdają egzaminy maturalne w 100 proc. A przecież są to dzieci pochodzące w dużej mierze z ubogich rodzin. Jest to dla nas ogromna satysfakcja, że potrafimy przygotować do odpowiedzialnego, dorosłego życia dziewczęta ubogie, z buszu, dziewczęta, które – wydawać by się mogło – nie miały żadnych perspektyw w życiu.

– Czy Siostra mogłaby żyć bez Zambii?

– Pracuję w tym kraju 24 lata. Szczerze powiem: czuję, że należę do Zambii. Oczywiście, w sercu jestem Polką, ale moja druga ojczyzna to właśnie Zambia. Trudno byłoby mi sobie wyobrazić życie bez Zambii. Bardzo bym chciała zostać tam do końca mojego życia i tam być pochowana. Tam są moi ludzie, tam są moje dzieci, tam jest moja druga ojczyzna.

– Spotykam doświadczonych polskich misjonarzy, którzy przyjeżdżają do Polski na urlop, ale nie mogą się doczekać powrotu na misje. Jak to się dzieje, że oni, choć nie zapominają o swojej pierwszej ojczyźnie, myślami są przy tej drugiej – przybranej?

– To trudno wytłumaczyć. Jest to na pewno tajemnica, która wiąże się z powołaniem. Źródło radości z tej służby tkwi właśnie w powołaniu. Jest to dar Boży, który ciągle się na nowo odkrywa. Jeśli się go w całości przyjęło, to są tego takie właśnie skutki: znajdujesz miejsce, do którego posyła cię Bóg. W Zambii jest mój dom, oczywiście ten doczesny. Tam się czuję u siebie, wśród ludzi, których znam, którym służę i którzy okazują mi wdzięczność i serdeczność. Każdy człowiek powinien mieć gdzieś swój dom, miejsce, do którego należy, gdzie chce pracować, za którym tęskni. Mój dom jest w Zambii. Jak przyjeżdżam do Polski, tęsknię za jak najszybszym powrotem na misje. W Polsce życie jest zupełnie inne, czuję się zagubiona, zwłaszcza przez pierwszy miesiąc pobytu; nie umiem załatwić wielu prostych spraw. Tam mam do czynienia z ludźmi prostymi, skromnymi, dobrze się czuję w ich obecności. Uczę się od nich prostoty, pokory i otwartości serca. Określam ich jako ludzi, którzy wyzwalają z egoizmu, z patrzenia na siebie i myślenia o sobie. Oni zawsze są zainteresowani kimś drugim. Zawsze znajdą czas na to, żeby pozdrowić, zapytać, co słychać, ofiarować się drugiemu człowiekowi. Zastanawiam się, który świat jest bardziej ludzki: ten zautomatyzowany, ucywilizowany, czy ich, gdzie żyje się biedniej, ale gdzie znajduję więcej człowieczeństwa.
Tam czuję ciepło, naturalność w kontaktach. Dla ludzi w Zambii każdy człowiek jest ważny. Zambijczycy mają ogromne pokłady cierpliwości, bardzo dużo czasu poświęcają jedni drugim. To ludzie niezwykle spokojni, żyjący bezstresowo. Ten inny styl życia powoduje, że nie ma tam chorób związanych w dużej mierze ze stresem, a więc zawałów serca, a wylewy należą do rzadkości.

– Czym się Siostra zajmuje?

– Po wielu latach pracy w szpitalu jestem w zarządzie prowincjalnym. Jestem jedyną Polką wśród sióstr Zambijek. Zajmuję się sprawami administracyjnymi, w tym zaopatrzeniem. Wiąże się to z częstymi wyjazdami do miasta, gdzie stoi się w ogromnych korkach, trzeba jeździć między ludźmi, bo wszędzie są przechodnie, i pilnować swego dobytku. Miasto jest męczące: pełne spalin, a w porze deszczowej zalane wodą. Gdybym mogła, uciekłabym do buszu.
Do tego dochodzi troska o siostry starsze i chore. Mamy już przecież siostry seniorki Afrykanki i ja się nimi zajmuję. We wspólnocie są także nowicjuszki i postulantki ze swoimi mistrzyniami. W sumie to duża, 23-osobowa wspólnota. Żeby to wszystko utrzymać, zaczęłam hodować przepiórki. Nasza ferma liczy blisko 4 tys. sztuk.

– Na jajeczka czy na mięsko?

– Na jedno i drugie. Odstawiamy przepiórki do zakładów mięsnych, także do różnych parafii, domów zakonnych. Zdrowe mięso przepiórek staje się popularną potrawą wśród miejscowego duchowieństwa.

– Jak się Siostrze współpracuje z afrykańskimi służebniczkami?

– Doznaję od nich wiele szacunku i miłości, szczególnie teraz, gdy jestem wśród nich jedyną Polką. Kiedy wracam z miasta z zakupami, zawsze się o mnie zatroszczą, przygotują kolację, usiądą ze mną przy stole. Z zawstydzeniem przyznam, że tego musiałam się uczyć od nich, bo zdawało mi się, że właśnie praca, obowiązki są na pierwszym miejscu. Natomiast one nauczyły mnie takiego podejścia, aby być do dyspozycji drugiej osoby. Cały czas dają mi lekcję siostrzanej miłości.

Tagi:
misje

Parafia pw. św. Antoniego w Mostkowie

2018-11-07 08:52

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 45/2018, str. IV

Wspólnotą, która przeżywała w ostatnim czasie „Misje u stóp Krzyża”, jest parafia w Mostkowie, której patronuje św. Antoni

Danuta Środa
Błogosławieństwo Relikwiami Krzyża Świętego

Mostkowo to jedna z najstarszych miejscowości na ziemi lipiańskiej. Pierwsze wzmianki na jej temat pochodzą już z 1337 r., gdyż wtedy znajdowała się tam kuźnia, młyn i niewielka świątynia. Pierwotnie wieś była tradycyjną, średniowieczną owalnicą z centralnie położonym kościołem. W XVIII wieku powstał tutaj dwór wraz z parkiem i założeniem folwarcznym. W dworskim parku w przeszłości rosły egzotyczne drzewa, a przestrzeń wypełniały trawniki i staw. Kościół neogotycki z 1851 r. usytuowany jest na wzniesieniu wśród zabudowy domów wąskofrontowych w centrum miejscowości. Kościół zbudowany jest z cegły, na rzucie prostokąta z wydzielonym prezbiterium. Wewnątrz kościoła znajduje się zabytkowy obraz i ołtarz z XVII wieku, empora chórowa i ławki. Kościół pw. św. Antoniego z Padwy został poświęcony 30.11.1958 r. przez ks. Pawła Kurhanka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: Kościół konsekwentnie będzie walczył ze złem w swych szeregach

2018-11-19 18:55

Marcin Przeciszewski / Częstochowa (KAI)

- W opublikowanym dziś Stanowisku Konferencji Episkopatu Polski zostaje potwierdzona zdecydowana wola Kościoła do oczyszczenia się z grzechu i przestępstw nadużyć. Biskupi przepraszają Boga i ofiary za krzywdy wyrządzone przez duchownych, osoby konsekrowane i świeckich pracowników kościelnych – mówi KAI abp Wojciech Polak, Prymas Polski i przewodniczący Komisji ds. Duchowieństwa Konferencji Episkopatu Polski.

Mazur/Episkopat.pl

KAI: Ksiądz Prymas jako przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Duchowieństwa pilotuje działania związane ze zwalczaniem molestowania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne. Dziś zostało ogłoszone stanowisko Konferencji Episkopatu ukazujące działania Kościoła w Polsce związane z ochroną dzieci i młodzieży.

Abp Wojciech Polak: Jest to „Stanowisko Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez niektórych duchownych”. Ważną inspiracją był list Ojca Świętego Franciszka do Ludu Bożego. Podobnie jak papież napisał list do Ludu Bożego, wskazując na istotne sprawy dotyczące ochrony małoletnich, tak samo w ślad za tym wypowiada się nasz Episkopat. Dokument ukazuje, jak ważna jest ta tematyka w życiu i pracy Kościoła w Polsce oraz w jaki sposób do tej pory była podejmowana. Pokazuje też jakie są dziś główne punkty ciężkości w przezwyciężaniu grzechu i przestępstwa pedofilii jak również wskazuje kierunki i drogi, którymi pragniemy pójść w przyszłości.

- A konkretnie?

- Pierwsza część Stanowiska została zatytułowana „Ochrona dzieci i młodzieży niezbywalną częścią misji powierzonej Kościołowi”. Wskazujemy jasno jak istotnym elementem pracy Kościoła w ramach powierzonej mu przez Chrystusa misji jest m.in. ochrona dzieci i młodzieży przed przestępstwami wykorzystania małoletnich. Stanowisko polskiego Episkopatu ukazuje konieczność dalszego działania mającego na celu przezwyciężenie tego zła. Jak już powiedziałem, nawiązujemy do listu papieża Franciszka do Ludu Bożego ale także odwołujemy się do nauczania Benedykta XVI - zwłaszcza jego listu do biskupów z Irlandii; jak i do nauczania św. Jana Pawła II - wyrażonego choćby w przemówieniu do kardynałów amerykańskich z 2001 r. Wskazujemy, że jest to także linia Franciszka, który kontynuuje a nawet wzbogaca postępowanie swych poprzedników w reakcji na skandale z udziałem duchownych.
W drugiej części dokumentu zostaje potwierdzona wola Kościoła w Polsce do oczyszczenia się z grzechu przestępstw i nadużyć. Informujemy o zdarzających się sytuacjach z wykorzystaniem seksualnym dzieci i młodzieży przez duchownych. Jest ukazana zdecydowana wola walki z tym zjawiskiem. Jako biskupi po raz kolejny pragniemy przeprosić Boga i ofiary - za krzywdy wyrządzone przez duchownych, osoby konsekrowane i świeckich pracowników kościelnych.
Kolejny element dokumentu, to ukazanie drogi budowania bezpiecznego środowiska dla dzieci i młodzieży w Kościele. Przypomniane zostają zasadnicze kroki i działania, jakie zostały podjęte przez Konferencję Episkopatu od czasu przyjęcia Wytycznych, określających konkretne procedury i działania prawne. Jest też mowa o powołaniu przez Episkopat koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży w osobie o. Adama Żaka SJ, który już od 5 lat prowadzi szkolenia dla duchowieństwa i świeckich. Jednym z tych działań było też utworzenie Centrum Ochrony Dziecka, koordynującego te sprawy w skali ogólnopolskiej, aż po działania związane ze zwróceniem większej uwagi na formację ludzką w seminariach duchownych.
W kolejnej części Stanowiska znajdziemy wezwanie do dalszego działania, modlitwy i pokuty. Biskupi mówią tutaj m.in. o pomocy osobom pokrzywdzonym. Prosimy nie tylko, aby ofiary zgłaszały nam te bolesne przypadki, ale deklarujemy konkretną pomoc. Towarzyszy temu zachęta, by podjąć modlitwę i pokutę - skierowana do całego Ludu Bożego w Polsce oraz do zakonów kontemplacyjnych, osób konsekrowanych i kapłanów. Zapowiedziany został ogólnopolski dzień modlitwy wynagradzającej za przestępstwa wobec małoletnich. Będzie on przeżywany w Kościele w każdy pierwszy piątek Wielkiego Postu. Jest to odpowiedź na apel papieża Franciszka. Każda Konferencja Episkopatu winna wyznaczyć doroczny dzień takiej modlitwy.
Dokument zawiera także apel do sprawców przestępstw, sformułowany w duchu jaki Benedykt XVI wyraził w liście do biskupów irlandzkich. Mówił, że sprzeciwili się oni Ewangelii, zdradzili pokładane w nich zaufanie młodych a także szacunek społeczeństwa i Kościoła. Wzywani są do rachunku sumienia i uznania swojej odpowiedzialności za grzechy, do pokuty oraz spełnienia elementarnych wymogów sprawiedliwości - do zadośćuczynienia ofiarom.

- Na jakim etapie jest Kościół w Polsce w zakresie zwalczania tych przestępstw? Co pozostało jeszcze do zrobienia, by zasada „zero tolerancji” wobec przypadków molestowania seksualnego nieletnich przez duchownych została w pełni wprowadzona?

- Do niedawna odpowiadałem, że jesteśmy na początku drogi. Dziś należy mieć świadomość, że pewną drogę mamy już za sobą, Świadczą o tym te działania, które w dokumencie zostały pokazane. Natomiast nie możemy powiedzieć, że proces ten został już ukończony i zamknięty. Jest to proces, w którym nieustannie będziemy się zmagać ze złem. Skłania nas to jednak do jeszcze większej uwagi i wrażliwości. Trzeba mieć świadomość, że będą ujawniać się kolejne osoby, które w przeszłości zostały skrzywdzone przez duchownych. Być może część z tych duchownych już nie żyje. Jednak, jako Kościół musimy okazywać współczucie i pomoc, osobom skrzywdzonym w przeszłości, jeśli nawet proces został zamknięty bądź przedawniony w sensie prawa. Na wspólnocie Kościoła ciąży bowiem obowiązek wrażliwości na sygnały ze strony wszystkich ofiar. One zawsze powinny pozostawać w centrum naszej uwagi.
Sprawą, która wymaga dalszej pracy - a Wytyczne wprost o tym nie mówią - jest problem, co robić z przestępcą już po odbyciu kary, jeśli pozostaje on w szeregach kapłaństwa. Chodzi o to jak go resocjalizować? Sądzę, że powinni zostać mianowali w diecezjach kościelni kuratorzy, którzy będą czuwać nad taką osobą. Taki ksiądz, nawet po odbyciu kary nie może powrócić do obowiązków związanych z pracą z dziećmi czy młodzieżą, ale nadal wymaga on nadzoru i towarzyszenia. Te kroki określa dokładnie Kongregacja Nauki Wiary, dając wyraźne wskazówki biskupowi, co dalej należy zrobić. Jednak ktoś konkretny musi nad tym czuwać.
Chcemy też uczynić krok dalej w ochronie dzieci i młodzieży, poprzez przygotowanie i wdrożenie programów prewencji na terenie wszystkich diecezji oraz zakonów. Programy te będą obejmować nie tylko samych duchownych, ale całe środowisko Kościoła związane z pracą z dziećmi i młodzieżą, m.in.: szkoły katolickie, ośrodki wychowawcze, Caritas czy inne jednostki. Ufamy, że poprzez przygotowanie i wdrażanie programów prewencji, świadomość będzie wzrastać.

- Jak programy te są przygotowywane i co zawierają?

- Programy prewencji zostaną przyjęte w każdej diecezji, a ich przygotowanie następuje obecnie na poziomie poszczególnych metropolii, w konsultacji z Centrum Ochrony Dziecka. Pogram prewencji będzie zatwierdzany i wdrażany przez biskupów każdej diecezji, z adaptacją do jej specyfiki. Kilka metropolii zgłosiło się już do o. Żaka i umówiło konkretne terminy szkolenia dla osób przygotowujących taki program. A jest też kilka diecezji i zakonów, które już opracowały własne programy prewencji, np. diecezja warszawsko-praska. Myślę, że w ciągu roku programy będą obowiązywać we wszystkich diecezjach.

- A co konkretnie zawierać będzie program prewencji w archidiecezji gnieźnieńskiej, u Księdza Prymasa?

- Najpierw będzie jasno pokazywać stanowisko Kościoła. Zawierać będzie dokumenty Kościoła, m.in. Wytyczne Episkopatu. Proponować będzie też zbiór „dobrych praktyk”, czyli opis działania w zakresie pracy z młodzieżą. Będą tam nawet bardzo konkretne porady jak organizować zajęcia czy wycieczki - tak aby dzieciom zapewnić należytą ochronę. Będzie też deklaracja jaką po odbyciu wymaganych szkoleń, będzie podpisywać każdy duchowny i każda osoba pracująca z dziećmi i młodzieżą. Na szkolenia zaprosiłem przedstawicieli szkół katolickich, Caritas, harcerzy, katechetów i inne środowiska. Program prewencji będzie dotyczyć ich wszystkich.

- A jak wygląda sprawa pomocy ofiarom molestowania seksualnego ze strony duchownych? Pytam, gdyż wiele ofiar zgłasza zastrzeżenia. A główne z nich dotyczą kwestii odszkodowań. Pytają, dlaczego pomoc Kościoła dotyczy wyłącznie kwestii duszpasterskich czy opieki psychologicznej bądź prawnej, a odszkodowania mają wypłacać wyłącznie sprawcy, a nie szersza wspólnota kościelna?

- Trzymamy się tego, co zostało określone w Wytycznych KEP. Pomoc materialna ofiarom związana jest z procesem leczenia czy uzdrowienia. Oferowana jest więc nie tylko pomoc duszpasterska ale i psychologiczna oraz prawna. Diecezja powinna ponieść koszty psychologa, którego sobie dana osoba czy jej opiekunowie wybiorą. Podobnie jeśli chodzi o pomoc prawną. Natomiast czym innym jest odszkodowanie za popełnione przestępstwo. W tym zakresie stoimy na tym stanowisku, o którym mówi prawo polskie, że odszkodowanie jest po stronie sprawcy przestępstwa.

- A sprawa poznańska? Czy Ksiądz Arcybiskup nie obawia się, że wyrok sądu zasądzający wysokie odszkodowanie od zgromadzenia, do którego należał sprawca, wytyczył „linię orzeczniczą”, która będzie odtąd pojawiać się częściej, skutkując zasądzaniem odszkodowań wobec zakonów i diecezji?

- Jeśli sąd drugiej instancji potwierdził ten wyrok, to Kościół, w tym przypadku zgromadzenie zakonne się do niego stosuje. Nie znam dokładnie argumentacji sądu apelacyjnego w Poznaniu, ale sądzę, że jeśli wyrok został utrzymany, to sąd posiada dowody zaniedbania ze strony zgromadzenia chrystusowców. Znany publicznie jest fakt, jak długa była odległość czasowa od dokonania przestępstwa i poniesienia kary do przeniesienia sprawcy do stanu świeckiego. Ale w międzyczasie było też kilka podobnych spraw, m.in w Płocku, gdzie sąd odrzucił oczekiwania ofiary odnośnie do odszkodowania ze strony diecezji. Widocznie zaniedbania ze strony diecezji nie miały miejsca.

- Kościół w Polsce pracuje obecnie nad raportem (zbiorem statystyk) dotyczącym skali przypadków pedofilii wśród duchownych. Kiedy ta statystyka ujrzy światło dzienne, jaki okres obejmie? Czy mowa będzie także o ofiarach?

- Aby dobrze rozpoznać przyczyny tych czynów i ich skalę, rozpoczęliśmy zbieranie potrzebnych danych. Jest to ankieta, którą rozesłał Sekretariat Konferencji Episkopatu do wszystkich biskupów diecezjalnych oraz wyższych przełożonych zakonnych. Mają oni miesiąc, do końca listopada, aby opracować informacje i odesłać do sekretariatu Episkopatu. Potem ankiety zostaną fachowo opracowane przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego.

- A kiedy ujrzą światło dzienne?

- Sądzę, że styczniu 2019 r., gdyż rzecz musi zostać opublikowana jeszcze przed zaplanowanym na luty spotkaniem przewodniczących Episkopatów, zwołanym przez Franciszka do Rzymu.

- Co konkretnie zawierać będzie zbiór statystyk? Jaki okres obejmie?

- Obejmie okres od 1990 r. do współczesności. Zawierać będzie wszelkie istotne dane liczbowe na ten temat, m.in. liczbę przypadków w danej diecezji czy zgromadzeniu, które zostały zgłoszone czy też ilość ofiar, osób pokrzywdzonych. Warto dodać, że statystyki te obejmować będą stan na dziś. Mam świadomość, że mogą zostać ujawnione nieznane dotąd przypadki z przeszłości. Wówczas raport trzeba będzie uzupełnić.

- Na ile jest to problem obecny w Kościele w Polsce: w porównaniu np. do tego co się działo w niektórych krajach za granicą?

- Nie jest łatwo dziś dać precyzyjną odpowiedź. Można będzie jej udzielić, gdy poznany treść opracowania statystycznego.

- Zbigniew Nosowski postawił tezę, że Ksiądz Prymas jest w Episkopacie osamotniony jeśli chodzi o działania na tym polu. Jak to jest naprawdę?

- Ja sam tych działań się uczę i tak samo uczy się cały Episkopat - a robimy to we wzajemnym dialogu. Samo przyjęcie kilka lat temu Wytycznych pokazywało jednomyślność biskupów. Nikt z biskupów nie podważa linii „zero tolerancji”. Dla każdego jest to ewidentny grzech i przestępstwo. Bezdyskusyjne w Episkopacie są działania dotyczące karania tych przestępstw. Nie zdarzają się dziś sytuacje, które byłyby lekceważone przez biskupów, nie ma problemów z natychmiastowym uruchamianiem procesu kanonicznego. Także z zawiadamianiem prokuratury, jeśli taki przypadek zostanie wykryty i ma cechy wiarygodności - tak jak wymaga polskie prawo.
Więcej trudności jest z komunikacją na zewnątrz. Tu dostrzegam problem. Chodzi mi o odpowiednie informowanie szerszej społeczności. A do tego trzeba przełamać nasze obawy i to, co papież nazywa również naszym klerykalnym stylem myślenia.

- Czy nie uważa Ksiądz Prymas, że wraz z opublikowaniem statystyk Kościół powinien zachęcić inne środowiska w Polsce, by – w imię ochrony dzieci – poszły tą samą drogą, opracowując stosowne wytyczne dotyczące prewencji oraz raporty nt. nadużyć? Wydaje się, że publikując swoje materiały Kościół zyska moralne prawo do zainicjowania Narodowego programu Ochrony Dzieci i Młodzieży. Uważa Ksiądz Prymas podobnie?

- O. Żak już o tym mówił wcześniej. Jest to kierunek, w którym Kościół powinien pracować. Ważne jest, aby Kościół był jednym z partnerów. Najlepszą osobą, która mogłaby tego typu program zainicjować jest, tak sądzę, Rzecznik Praw Dziecka. Powinien on zaprosić Kościół do współpracy, ale także świeckie fundacje, które działają na tym polu: „Dajmy dzieciom siłę” czy inne. Taki narodowy program powinien być tworzony wokół Rzecznika Praw Dziecka. A Kościół winien się przyłączyć, mając swoje doświadczenia na tym polu. Jest to bowiem poważny problem społeczny w Polsce, dotykający wszystkich środowisk, z rodziną na pierwszym miejscu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Biskupi w sprawie ochrony dzieci i młodzieży

2018-11-19 20:57

Niedziela TV

381. Zebranie Plenarne KEP odbyło się na Jasnej Górze w dniu 19 listopada 2018 r. Głównym tematem była sprawa ochrony dzieci i młodzieży przed nadużyciami seksualnymi. Prezentujemy całość konferencji prasowej po zakończeniu obrad.

Niedziela TV
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem