Reklama

W mocy Bożego Ducha

Gracja i delikatność

2019-01-16 11:11


Edycja przemyska 3/2019, str. VI

Ks. Bartosz Rajnowski
S. Krystyna Kasperczyk NMPStarow.

Z archiwistką Kurii s. mgr Krystyną Kasperczyk NMPStarow., rozmawia ks. Zbigniew Suchy (cz. 3)

Ks. Zbigniew Suchy: – Żeby powspominać, to w nowicjacie było was ile?

S. Krystyna Kasperczyk: – Nasz rocznik był dosyć liczny. Formację w pierwszych etapach rozpoczęłyśmy w dużej grupie – 32. Potem, jak to normalnie się dzieje, kilka się wykruszyło, dwie już odeszły do Pana, tak że do obecnego roku dotrwało nas 24.

– A jak później toczyły się koleje posługi zakonnej?


– Pierwszym etapem, trwającym cztery miesiące, był okres aspirantury i półroczny postulat. Rok kanoniczny nowicjatu rozpoczynał się obłóczynami, było to tym większe przeżycie, że mogli w nim uczestniczyć rodzice i kilka najbliższych osób z rodziny. W praktykę zaczynały już wchodzić posoborowe przepisy i zmiany, na przykład – pozostawione zostały nam imiona z chrztu świętego, który Sobór Watykański przypomniał jako pierwszą i najważniejszą konsekrację.
Po roku kanonicznym na drugi rok nowicjatu zostałam skierowana do domu prowincjalnego w Łodzi i w ramach praktyki katechizowałam w niższych klasach szkoły podstawowej. W tym też czasie rozpoczęłam zaocznie studia z zakresu teologii ogólnej na ATK w Warszawie, które w następnych latach kontynuowałam, dojeżdżając już z Krakowa. Po ukończeniu studiów złożyłam śluby wieczyste i podejmowałam zlecone mi obowiązki w katechizacji parafialnej, w formacji, później w zarządzie prowincji krakowskiej i po skończonej kadencji – zgodnie z praktykowanym w naszym zgromadzeniu zwyczajem – zostałam skierowana do innej prowincji. W 1994 roku rozpoczęłam pracę katechetyczną w Zespole Szkół Odzieżowych w Jarosławiu – przy parafii NMP Królowej Polski, a po trzech latach w Zespole Szkół Gastronomicznych w Przemyślu. Od roku 2003 została mi zlecona praca w Kurii Metropolitalnej w Przemyślu, której podjęłam się z wielkim lękiem, ale jakoś z Bożą pomocą trwam do dziś.

– I – jak mówi żartem Arcybiskup Józef – została Siostra wicekanclerzem w Kurii. Jakie okoliczności to sprawiły?

– I dobrze, że było to takie żartobliwe podejście. To pomaga uzyskać wewnętrzną równowagę i nie traktować siebie zbyt poważnie, bo o pracy, jaką miałam wykonywać, nie miałam pojęcia. Dobra, życzliwa atmosfera, jaką zastałam, pomogła mi wejść w nowe środowisko, rozeznać swoje miejsce i zadania. Tu szczególnie jestem wdzięczna śp. ks. prał. Wacławowi Partyce, który urzędował w sąsiadującym pokoju, więc przysparzałam mu wielu okazji do ćwiczenia się w cierpliwości. To były początki mojej pracy z komputerem, z którym dotychczas zupełnie nie umiałam sobie radzić. On zaś na każdy mój problem odpowiadał z anielską wprost cierpliwością i nigdy nie zwlekał z pomocą, a na moje milczące wyczekiwanie odpowiadał: oho, już coś zmalowała, bo cicho siedzi. Mam nadzieję, że mu Pan Bóg policzył te zasługi.

– Jaki jest zakres pracy Siostry w sercu naszej archidiecezji? Mieszczą się tu teczki personalne kapłanów i siostra je uzupełnia. Jak się nazywa ta funkcja?

– W archiwum bieżącym znajdują swoje miejsce segregatory, w których archiwizowane są dokumenty dotyczące różnych działów, jak sprawy parafialne, współpraca z różnymi instytucjami i również sprawy personalne. Podstawowym moim zadaniem jako archiwistki jest prowadzenie archiwum spraw bieżących, to znaczy umieszczanie w odpowiednich segregatorach pism przychodzących czy kopii pism wychodzących oznaczonych według sygnatury dziennika podawczego w kancelarii głównej.

– Moje kolejne pytanie to sprawa dyskrecji. Porządkując pisma, które dotyczą różnych, dyskretnych spraw, także personalnych, kapłańskich, ociera się siostra o nominacje na kolejne stopnie, ale też i pewne trudne sprawy. Jak przy swojej wrażliwości siostra sobie radzi, zwłaszcza z tymi drugimi?


– Dotychczasowe obowiązki, jakie pełniłam w życiu, w naturalny sposób przekonywały mnie, jak ważna jest dyskrecja, zatrzymanie u siebie powierzanych często ludzkich osobistych spraw czy problemów. Na ogół nie miałam z tym kłopotu, a w sytuacji, w jakiej postawił mnie mój nowy obowiązek, złożona przysięga na zachowanie dyskrecji dała mi pewien komfort psychiczny. Poza tym z wiekiem pamięć bardziej służy mi do zapominania i sprawy wkładane do teczki umykają mi z pamięci. Tak więc staram się jej używać w tym, co jest potrzebne, a niepotrzebnymi nie mebluję sobie głowy. A poważniejsze tematy to materiał do omodlenia.
Druga sprawa, to dystans do różnych ludzkich problemów. Słabość ludzka nie oszczędza również kapłanów, a pewnie szatan podejmuje o wiele większe wysiłki, by im bardziej szkodzić i robi to na wiele sposobów. Tak więc ocieranie się o trudne sprawy zawsze mnie mobilizuje do większej modlitwy za kapłanów. Uczono nas już od początku w życiu zakonnym, że kapłan jest źrenicą oka Chrystusowego i On ma właściwe i pełne widzenie tych, których obdarza Sam największym zaufaniem.
Po śmierci jakiegoś księdza zawartość jego teczki przekazywana jest do głównego archiwum, a zwolnione miejsce w segregatorze zajmuje czysta nowa karta neoprezbitera, który z zapałem rozpoczyna kapłańskie życie. Wpisując pierwsze aplikaty, polecam całą jego przyszłość Jezusowi. To takie ważne, żeby to życie było po Bożemu udane.

Tagi:
archiwum

Reklama

Gracja i delikatność

2019-01-08 12:01


Edycja przemyska 2/2019, str. VI

Z archiwistką Kurii, s. mgr Krystyną Kasperczyk NMPStarow., rozmawia ks. Zbigniew Suchy (cz. 2)

Ks. Bartosz Rajnowski
S. Krystyna Kasperczyk NMPStarow.

Ks. Zbigniew Suchy: – Oprócz poczucia humoru, Pan Bóg wykazał się także nieco zachłanną gospodarnością. Mógł przecież porozsyłać was po różnych zgromadzeniach. Zdecydował jednak zesłać obfitość „żniwiarek” właśnie do Starej Wsi. Ma Siostra na to jakieś wytłumaczenie?

S. Krystyna Kasperczyk: – Na pewno znaczny wpływ na kształtowanie powołań w naszej Borzęcie miały siostry służebniczki, a niektóre były to wybitne osobowości. Od 1906 roku prowadziły miejscową szkołę podstawową, ufundowaną na swojej posiadłości przez księżną Cecylię Lubomirską. Czyniły to do 1950 roku, kiedy przez rząd komunistyczny zostały odsunięte od tej pracy, a nauczanie objęli nauczyciele świeccy. Siostry służebniczki cieszyły się wielkim autorytetem i szacunkiem. Przez wiele lat, oprócz pracy nauczycielskiej opiekowały się chorymi, sprawowały opiekę nad miejscowym niewielkim kościołem, prowadziły katechizację i różne nabożeństwa paraliturgiczne w ciągu tygodnia. Przez całe stulecie, a zwłaszcza w pierwszej połowie XX wieku siostry krzewiły ducha patriotyzmu i religijności, a ich wychowaniem objęte było kilka pokoleń mieszkańców. Z dziećmi szkolnymi urządzały przedstawienia i akademie rocznicowe z okazji różnych wydarzeń narodowych i kościelnych, prowadziły Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej (KSMŻ), którego mama była prezeską. Owocem wieloletniej pracy, modlitwy i przykładu życia sióstr były też pewnie te liczne powołania. Z tej półtora-tysięcznej parafii wywodzi się 17 służebniczek NMP oraz 5 kapłanów: trzech jezuitów, jeden pijar i jeden kapłan diecezjalny.
Myślę, że też Pan Bóg w jakiś sposób spełnił pragnienie mamusi, która w młodości – jak sama wspominała – pragnęła wstąpić do zakonu, ale na to nie miała zgody swoich rodziców. Tak więc może Pan Bóg nie cofnął łaski, ale ją pomnożył?
Mszę św. w niedziele i święta odprawiali księża dojeżdżający z Myślenic aż do utworzenia parafii. Tam też w kościele parafialnym, gdzie wielką cześć odbiera w cudownym wizerunku Myślenicka Pani – zostałam ochrzczona i z Nią szczególnie związałam się w późniejszych latach, zwłaszcza w czasie codziennych odwiedzin w drodze do szkoły. Myślę, że Matka Boża pomogła mi też po zdaniu matury podjąć ostatecznie decyzję o wstąpieniu do Zgromadzenia. Zrezygnowałam z planowanych studiów, wycofałam złożone na uczelni w Krakowie dokumenty i pod koniec września w 1968 roku rozpoczęła się inna droga. Pierwszych kilka dni spędziłam w domu prowincjalnym w Krakowie, a stamtąd – 1 października w mglisty, jesienny dzień „zapakowały” siostry naszą piątkę kandydatek do jednego samochodu – popularnego wtedy „Żuka” i służący za kierowcę brat jezuicki zawiózł nas do Starej Wsi. Dołączyłyśmy tam do sporej już gromady podobnych nam kandydatek i tak się zaczęło…

– Zaczęło, to delikatnie powiedziane, zwyczajnie ruszyła lawina powołań. Jak zareagowali na to rodzice? Pytam dlatego, że znam jedną z trzech sióstr ze wspólnoty Sług Jezusa. Kiedy pierwsza z nich zdecydowała, że idzie do zakonu, to ojciec powiedział: „wolałbym cię widzieć na marach”, a kiedy trzecia szła, to się rozpłakał, błogosławił i pytał: „skąd to szczęście?”. Siostra była na końcu tego łańcuszka. Mogły być u rodziców różne reakcje, chociaż za siostrą było jeszcze dla nich duże wsparcie w osobach pozostałych dzieci. Pan Bóg wymyślił sobie pewnie, że nie sprawi bólu rodzicom, a przysporzy dobra Kościołowi.


– Nie wiem, jak to wewnętrznie przeżywali rodzice, ale – jak już wspomniałam wyżej – dla nich Pan Bóg liczył się na serio. To, co się wydarzało w życiu, wydarzenia radosne czy trudne, przyjmowali, godząc się z wolą Bożą, jak choćby w przypadku śmierci najstarszego brata. Myślę, że nie modlili się wbrew sobie, ale modląc się o powołania, na pewno widzieli w tym jakąś szczególną łaskę Pana Boga i po tej linii reagowali też na kolejne nasze wybory. Nie było im obojętne nasze przyszłe życie i starali się, żeby każde z nas otrzymało przynajmniej średnie czy zawodowe wykształcenie. Cztery starsze siostry jeszcze przed wstąpieniem ukończyły Zawodową Szkołę Gospodarstwa Domowego, prowadzoną w Staniątkach przez siostry służebniczki. Tam też pewnie dojrzewała ich ostateczna decyzja, a tato osobiście odwoził co dwa lata kolejną córkę do Starej Wsi koło Brzozowa, gdzie rozpoczynały swoją zakonną formację.
W moim przypadku było trochę inaczej, ale pamiętam z tatą poważną rozmowę kilka miesięcy przed maturą, kiedy zadał mi pytanie – co myślę robić w przyszłości. Chciał wiedzieć pewnie, jak zaplanować budżet domowy, bo w tamtym czasie studia wiązały się także z poważnym wyzwaniem finansowym i trzeba było wcześniej je przewidzieć, ale w podjęciu decyzji pozostawiał zupełną wolność. W ważniejszych momentach tato miał swoje powiedzenie: rób jak uważasz, tylko patrz końca… Nigdy nie było ani zniewalającej zachęty, ani stawiania przeszkód, ale w błogosławieństwie udzielanym nam przez rodziców czułyśmy ich wewnętrzną aprobatę, a pewnie i radość.
Jeszcze na kanwie wspomnień, wracając do pożegnań i wyjazdów, to były bardzo trudne chwile rozstań z rodzicami i rodzeństwem. Przepisy zakonne w tamtych latach były nieporównywalne z obecnymi. Odwiedziny były rzadko i krótko, co kilka lat na kilka dni. Oczekiwanie na list też było czasem długie, więc i tęsknota doskwierała, ale za to radość spotkań była wielka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czechy: bezpodstawnie oskarżony duchowny chce wrócić do posługi kapłańskiej

2019-02-19 15:05

st (KAI) / Jesenik

Chcę służyć ludziom i Bogu, a powrót do kapłaństwa jest dla mnie najważniejszy – powiedział agencji ČTK ks. Adam Stanisław Kuszaj, którego sąd w Jeseniku po 8 latach uniewinnił z zarzutów seksualnego wykorzystania ministranta. Zgromadzenie salwatorianów zapowiedziało skierowanie do Stolicy Apostolskiej prośby o odwołanie nałożonej na duchownego kary suspensy.

Fotolia.com

Jeden z ministrantów (mający wówczas 16 lat) oskarżył go o to, że w 2009 roku wykorzystał go seksualnie. W 2011 roku sąd uznał winę polskiego kapłana i skazał go na pół roku więzienia, w zawieszeniu na 2 lata. Zakazał mu także pracy z osobami do 18 lat. Ksiądz Adam został suspendowany, odsunięty od pracy w parafii i pracował jako robotnik. W 2016 roku pojawili się nowi świadkowie w tej sprawie. Trzy osoby - znajomi poszkodowanego byłego ministranta, zeznały że już po wyroku skazującym księdza, słyszały od młodego człowieka w prywatnych rozmowach, iż całe oskarżenie jest nieprawdziwe i zostało przez niego wymyślone z zemsty na księdzu, który przestał dawać jego rodzinie pieniądze. Wówczas sprawa sądowa została wznowiona. Sąd zlecił ponowne badania psychiatryczne głównego świadka oskarżenia czyli byłego ministranta. Biegli po badaniach ustalili, że jego zeznania są niewiarygodne. Na niejawnej rozprawie sąd przesłuchał też nowych świadków. Według obrońcy księdza Kuszaja, dowodów na jego niewinność było więcej. Wyrok uniewinniający ogłoszono 13 lutego.

Przełożony Salwatorianów w Republice Czeskiej, ks. Leszek Rackowiak zapowiedział, że z chwilą uprawomocnienia się wyroku zgromadzenie zwróci się do Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego o zdjęcie z duchownego kary suspensy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież spotka się z rzecznikiem ofiar pedofilii księży

2019-02-19 19:53

ts / Rzym (KAI)

Przed rozpoczęciem w Watykanie szczytu na temat ochrony małoletnich papież Franciszek spotka się z rzecznikiem włoskiej sieci ofiar pedofilii „Rete L’Abuso”, Francesco Zanardim. Prywatne spotkanie z papieżem po środowej audiencji generalnej 48-letni Włoch potwierdził w rozmowie z niemiecką agencją katolicką KNA w Rzymie.

Grzegorz Gałązka

Zanardi jest jednym z założycieli międzynarodowej sieci „Ending Clergy Abuse” (ECA - Stop wykorzystywaniu przez duchownych). Będzie to pierwsze spotkanie z papieżem tego mężczyzny, który jako nastolatek był molestowany seksualnie przez księdza.

W rozmowie z włoskim dziennikiem „ Il Fatto quotidiano” Zanardi zapewnił, że otacza wielkim szacunkiem papieża Franciszka. „Jednak papież napotyka też na duże opory”, zauważył. Jego zdaniem, w walce z pedofilią niewiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich 20 lat, a „w tym czasie wykorzystano seksualnie znaczną liczbę ofiar”.

Rzecznik „Rete L’Abuso” pragnie przedstawić papieżowi żądania ofiar. Jest wśród nich obowiązek zgłaszania przez biskupów przypadków wykorzystywania seksualnego. Poza procesami kościelnymi muszą też być prowadzone procesy w sądach państwowych. Zapowiedział też, że w czasie trwania szczytu w Watykanie ECA zorganizuje w Rzymie spotkania informacyjne oraz demonstracje.

Zanardi przyznał, że zdaje sobie sprawę, z jakim oporem wewnątrz Kościoła musi się spotykać papież Franciszek. Jak zauważył, w czasie tego pontyfikatu sakrę biskupią otrzymało kilku księży, wobec których istnieje podejrzenie, że przemilczeli czyny pedofilii. Nie wymienił przy tym ani nazwisk, ani liczby tych duchownych. „Ten, kto nas zranił, nie jest w niebie, ale na ziemi. Winni są ludzie: księża, którzy nas wykorzystali i wszyscy ci, którzy to tuszowali”, stwierdził Zanardi.

Na 21-24 lutego papież Franciszek zwołał do Watykanu na międzynarodowe spotkanie w sprawie ochrony małoletnich w Kościele katolickim. W konferencji będą uczestniczyć przewodniczący Konferencji Biskupów katolickich oraz Kościołów obrządku wschodniego, a także przełożeni 22 zgromadzeń zakonnych męskich i żeńskich, szefowie 14 dykasterii watykańskich oraz ofiary wykorzystywania seksualnego z różnych części świata. Wśród 190 uczestników spotkania będzie też wiceprzewodniczący Episkopatu Polski, abp Marek Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem