Reklama

Sklep sakralny

"Życie w zachwycie. Bez wzroku i słuchu"

2018-01-12 11:42

„Po prostu wstaję i robię, co do mnie należy” – mówi Krzysztof Wostal, bohater, a zarazem główny rozmówca książki „Życie w zachwycie”, wydanej nakładem Edycji Świętego Pawła. Sprawa wydaje się oczywista. Jednak nie w przypadku Krzysztofa. Jako osoba głuchoniewidoma cierpi równocześnie na poważne uszkodzenie słuchu i wzroku. Mimo braku podstawowych zmysłów, uniemożliwiających, wydawałoby się, normalne funkcjonowanie, Krzysztof czerpie z życia pełnymi garściami. Kończy studia, a jego pasją są podróże, poznawanie nowych smaków i zapachów. Lubi dobrą muzykę, palenie sziszy, nie gardzi kuflem piwa wypitym w gronie znajomych, a nawet… próbuje jazdy na rowerze.

Spełnia się zawodowo – ogromną frajdę daje mu tworzenie stron internetowych oraz prowadzenie specjalistycznych szkoleń dla osób z niepełnosprawnościami i o niepełnosprawnych na zlecenie różnych firm. Prywatnie jest kochającym ojcem trojga dzieci. Człowiekiem pogodzonym ze swoją niepełnosprawnością, co nie znaczy, że nie ma rzeczy, które by go nie denerwowały, szczególnie jeśli napotyka na przeszkody związane z własnymi ograniczeniami. Żyje aktywnie i nie nudzi się z samym sobą. Ustawicznie podejmuje wyzwania i stawia im czoła. Bo w życiu – uzasadnia – „trzeba dostrzegać i cenić swój stan posiadania i… nie użalać się nad sobą”. Jak się okazuje, można widzieć i słyszeć więcej, nawet będąc osobą niepełnosprawną. Żeby się o tym przekonać – warto, a nawet trzeba sięgnąć po ww. pozycję. Wtedy swoje życie, Drogi Czytelniku, jak bohater książki, przeżyjesz w zachwycie i akceptacji oraz docenisz to, co masz. Bo życie cudem jest. W tym tkwią jego sekret i urok.

„Życie w zachwycie. Bez wzroku i słuchu”. Z Krzysztofem Wostalem rozmawia Agnieszka Majnusz. Edycja Świętego Pawła, 2017, s. 128 + 16 stron wklejki ze zdjęciami.

Reklama

Do nabycia w księgarniach na terenie całego kraju oraz na www.edycja.pl

FRAGMENT KSIĄŻKI

Z Krzysztofem Wostalem rozmawia Agnieszka Majnusz

Krzysztofie, chciałabym zacząć dość przewrotnie: Jak żyć?

No coś ty… chyba sobie żartujesz? To jest pytanie, na które trudno jednoznacznie odpowiedzieć, i tak nagle, bez przygotowania…

Tak, to trochę żart, choć nie do końca. Sądzę, że obecnie wielu ludzi chciałoby iść na skróty i zdobywać wszystko łatwo, szybko i bez wysiłku. Najlepiej, gdyby była krótka recepta na szczęście bądź tabletka, która po zażyciu sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Wielu ludzi podchodzi do życia jak do zupki chińskiej, którą zalewa się wodą i już za chwilę jest gotowa. Takie życie instant i spodziewany natychmiastowy efekt jak ta zupka, która w kilka minut rozwiązuje problem głodu. Niestety, w życiu, jak wiemy, to tak nie działa. Jak zatem jest?

Wielu ludzi jest tobą zainteresowanych, bo masz w sobie coś, co ich przyciąga. Sprawiasz wrażenie, że pomimo tego, że jesteś głuchoniewidomy, radzisz sobie w życiu bardzo dobrze. Ale zanim przejdę do tego pytania, to może zaczniemy od prostszego –o twoje dzieciństwo. Czy byłeś chroniony przez swoich rodziców, czy raczej wymagali od ciebie?

Pamiętam, że moje dzieciństwo było zwyczajne, takie jak mają wszystkie dzieci. Chodziłem bawić się na podwórko. Najczęściej z dziewczynkami z sąsiedztwa, bo chłopaków jakoś mało tam było. Chodziliśmy do lasu, który był w pobliżu. Wspinaliśmy się na drzewa, słupy, płoty. Bawiliśmy się w różne zabawy, tak jak chyba większość dzieci w tamtych czasach.

Nie czułem zatem swojej inności. Nie miałem negatywnych przeżyć ani odczuć związanych z tym, że jestem słabowidzący. Byłem tego świadomy, ale mi to nie przeszkadzało. Nie doskwierało mi to wcale.

Myślę, że moje dzieciństwo wyglądało normalnie –tak zresztą, jak powinno wyglądać. Nie byłem jakoś specjalnie trzymany pod kloszem czy ograniczany.

Już od dziecka uczono mnie też odpowiedzialnego podejścia do zabawy i do życia w ogóle. Rodzice nie wyręczali mnie we wszystkim. Pamiętam, jak próbowałem wanienkę znieść ze schodów, gdy brat był młodszy. Nawiasem mówiąc, spadłem z nią, ale to nieistotne. Usiłowałem też prasować i poparzyłem sobie wargę. Nigdy jednak nie zabraniano mi takich normalnych, codziennych czynności. Myślę więc, że moje dzieciństwo było takie samo albo bardzo podobne do dzieciństwa innych, zdrowych dzieci.

Być może stąd właśnie pochodzi twoja siła i podejście do życia, że nie trzymano cię pod kloszem, jak to często bywa w przypadku dzieci niepełnosprawnych… Wiele osób się nad tym zastanawia, skąd bierzesz siłę, aby pomimo głuchoślepoty codziennie rano z optymizmem wstawać z łóżka, wychodzić samodzielnie z domu, jechać do pracy, prowadzić firmę, mierzyć się z rzeczywistością.

Z tym optymizmem to może nie zawsze tak jest, ale właściwie to nigdy nie zastanawiam się nad tym, czy mam siły, czy ich nie mam; czy mi się chce, czy mi się nie chce. Może właśnie w tym tkwi moja siła i sekret powodzenia (śmiech). Nie myślę o tym, że muszę zbierać siły w sobie, to wszystko dzieje się tak jakoś automatycznie, samoczynnie. Gdybym zaczął o tym myśleć, to być może wtedy faktycznie czułbym, że muszę się z czymś mierzyć. Ja natomiast w ogóle o tym nie myślę! Po prostu wstaję i robię, co do mnie należy. Podejrzewam, że większość z nas tak robi. A może tak mi się tylko wydaje?

W moim życiu, w każdym dniu jest tak zwyczajnie, czyli wstaję, kąpię się, jem, idę do pracy, wracam, poświęcam czas na czytanie, słuchanie muzyki czy inne swoje pasje, idę na zakupy. Po prostu żyję –tak normalnie i nie ma w tym nic wysublimowanego. Moje życie, osoby głuchoniewidomej, w sumie niewiele różni się od życia przeciętnej osoby. No, może z tą drobną różnicą, że ja nic nie zobaczę i nie wszystko usłyszę (śmiech).

Takie sytuacje –gdy nie możesz normalnie, jak wszyscy, wsiąść do pociągu –na pewno są dla ciebie trudne. Co w takich chwilach sprawia, że się nie zniechęcasz? Trzymając się tej historii z pociągiem, co sprawia, że mimo niedogodności i wycierania sobą czasem połowy składu wciąż jeździsz pociągami…

Mam takie zdjęcie na rowerze –zwykłym (nie tandemie dla dwóch osób). Myślę, że ono jest bardzo symboliczne. Zrobienie go wiązało się z kilkoma upadkami podczas sesji. Wiedziałem jednak o tym wcześniej, więc liczyłem się z tym, że nie będzie łatwo (śmiech).

Zależało nam na dość nietypowych ujęciach osoby niewidomej, bo przygotowywaliśmy fotografie na jakąś wystawę czy prezentację –już sam dokładnie nie pamiętam, ale nie to jest najważniejsze.

Chodzi o to, że ja wiedziałem, że upadnę kilka razy, bo osoba całkowicie niewidoma, z zachwianiami równowagi, chyba nie jest w stanie utrzymać się dłużej niż kilka sekund na takim rowerze, niemniej jednak wiedziałem też, że po każdym upadku się podniosę. Nie chcę przez to powiedzieć, że zachęcam wszystkich do ekstremalnych wyczynów, zupełnie nie o to mi chodzi. Bardziej namawiam do podejmowania wyzwań i akceptacji porażki, która też jest częścią naszego życia. Ważne jest, co my z tą porażką zrobimy –czy załamiemy się po niej, czy też podniesiemy się i od nowa będziemy podejmować nasze działania.

W przypadku tej sytuacji z pociągiem na pewno udogodnienia technologiczne mogłyby ułatwić życie wielu osobom głuchoniewidomym, choć nie tylko, bo również inni mogliby na takich rozwiązaniach skorzystać, np. osoby starsze czy matki z dziećmi w wózkach.

Marzy mi się, żeby wszyscy niewidomi i głuchoniewidomi w Polsce mieli takie piloty, które działałyby na jednej częstotliwości, i wszystkie technologie asystujące również byłyby na tej częstotliwości. Polegałoby to na tym, że gdy podjeżdża pociąg, naciskam sobie na takiego pilota i on otwiera wszystkie drzwi, które ja po prostu słyszę, a w związku z tym, że są otwarte, mogę je odnaleźć za pomocą białej laski. Dzięki takiemu pilotowi mógłbym sobie również odsłuchać informacje o numerze autobusu czy uruchomić udźwiękowienie na przejściu dla pieszych, regulując przy tym głośność takiej sygnalizacji.

Przy obecnej technologii jest to wszystko do zrobienia –potrzebna jest jedynie dobra wola urzędnicza. Niestety, jej często w naszym kraju brak. Powiem szczerze, że coraz mniej mam ochoty na tłumaczenia, wyjaśniania, walki… Chyba trochę przestałem wierzyć w moc konsultacji, konferencji itd. Dlaczego? Otóż dlatego, że urzędnik i tak w końcu zrobi po swojemu. Wiele już takich rozmów i konsultacji ja czy inni działacze społeczni przeprowadziliśmy i nic właściwie z tego nie wynikło. Myślę, że coraz mniej chce mi się walczyć z systemem, bo nie widzę żadnych efektów.

Swoją misję czuję bardziej na zasadzie pokazywania innym na własnym przykładzie, że można, że się da – na takim bardzo osobistym poziomie, w bezpośrednim kontakcie z ludźmi. Przekonałem się też, że samo zabranie głosu na konferencji, w Sejmie czy na jakimś innym posiedzeniu niewiele wnosi. Postanowiłem zatem zmienić trochę swój sposób działania i docierania do ludzi. Tak jak powiedziałem, chcę teraz przekonywać własnym przykładem, a nie tylko słowami. Pragnę pokazywać, że światem można się zachwycać i robić zwykłe, choć dla wielu może niezwykłe rzeczy, nawet będąc osobą głuchoniewidomą.

Tagi:
książka

Promocja nowego tomu dzieł zebranych Benedykta XVI

2018-10-16 20:56

olc / Lublin (KAI)

„W rozmowie z czasem” to tytuł XIII już tomu dzieł zebranych Josepha Ratzingera, którego promocja odbyła się 16 października Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Grzegorz Gałązka

W wydarzeniu udział wzięli kard. Gerhard Ludwig Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary w latach 2012–2017, redaktorzy dzieła - ks. prof. Krzysztof Góźdź i prof. Marzena Górecka, prorektor KUL prof. Andrzej Kiciński oraz laureat Nagrody Ratzingera 2017 ks. prof. Karl-Heinz Menke z Uniwersytetu w Bonn, który wygłosił wykład towarzyszący „Odpowiedź Josepha Ratzingera na historyczno-religijne relatywizowanie chrześcijaństwa.

„Jest dla mnie zaszczytem, że jako wydawca tych dzieł mogę uczestniczyć dziś w ich prezentacji. Joseph Ratzinger jest ojcem Kościoła. Możemy tak powiedzieć. Ważne jest, że jego myśl teologiczna jest tłumaczona, propagowana i kontemplowana. Chciałbym także podziękować wydawcom edycji polskiej tych dzieł za ich ogromne zaangażowanie i tytaniczną pracę” – powiedział w języku polskim do zgromadzonych kard. Müller.

Podkreślił również swoją radość z faktu, że w uroczystości uczestniczy również ks. prof. Menke, który jest wielkim znawcą teologii Ratzingera.

„Jest to dla mnie jakby łaska, zrządzenie Boże, że właśnie dzisiaj, 16 października mogę wygłosić wykład na uniwersytecie, na którym święty Jan Paweł II nauczał i który dziś nosi jego imię. Jest to dla mnie jako Niemca również dlatego łaską, że po siedemdziesięciu latach od II wojny światowej nie wydaje się oczywiste, aby być tu zaproszonym” – mówił ks. prof. Menke przed rozpoczęciem wykładu.

Ks. prof. Krzysztof Góźdź przedstawił nowy tom Opera Omnia w języku polskim. Składa się on z trzech części, gdzie dwie pierwsze to cztery wielkie wywiady Josepha Ratzingera-Benedykta XVI z dziennikarzami Vittorio Messorim i Peterem Seewaldem, przeprowadzone w latach 1984-2010. Część trzecią stanowią nieopublikowane dotąd po polsku wywiady z lat 1969-2004.

„Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że są to dowolne wywiady. Są to jednak wywiady o wierze chrześcijańskiej w jej kolejnych stadiach” – mówił ks. prof. Góźdź podczas prezentacji.

Podkreślił, że w prezentowanym tomie mamy do czynienia z głębokimi rozważaniami dotyczącymi zderzenia wiary chrześcijańskiej z neopogaństwem naszych czasów i z coraz większym rozchwianiem cywilizacji euroatlantyckiej. Dlatego tak ważne jest postawienie na nowo w centrum naszego myślenia pytania o Boga. Dlatego też Ratzinger mówi o nadziei i ufności, które daje dziś Kościół sięgający do korzeni.

„Jestem bardzo wdzięczny w imieniu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II za ten dar myśli Josepha Ratzingera, która kształtuje nasze życie, nadaje mu kierunek ku wieczności i spełnia nasze chrześcijańskie marzenia” – powiedział ks. prof. Kiciński.

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II otrzymał wyłączność na wydawanie serii Opera Omnia w Polsce. Redaktorami edycji są profesorowie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – dogmatyk ks. Krzysztof Góźdź i germanistka Marzena Górecka. Pełne wydanie będzie się składać z 15 tomów. Zakończenie prac planowane jest na 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Hanna Suchocka: w obliczu kwestionowania wartości państwa prawa potrzebny jest głos Kościoła

2018-10-17 19:34

lk / Warszawa (KAI)

W obliczu kwestionowania wartości, jakie stały u podstaw mozolnie odbudowywanego po 1989 r. państwa prawa, oczekiwany jest głos Kościoła. Paradoksalnie, mimo jego dzisiejszej krytyki, to oczekiwanie jest wyrazem zaufania do instytucji, która potrafiłaby to wzburzone może uspokoić – powiedziała b. premier Hanna Suchocka podczas konferencji „Podzwonne dla rozdziału Kościoła i państwa?”, która odbyła się w środę w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.

Fotografia Felici

Uczestnicy konferencji zastanawiali się m.in. czy Kościół i ludzie wierzący powinni brać udział w debacie publicznej, także w jej politycznym wymiarze – jeśli tak, to na jakich zasadach i w jakich granicach?

Postawiono także pytanie, czy formuła niezależnych i autonomicznych wspólnot Kościoła i państwa – współpracujących ze sobą – „nie staje się już anachronizmem, a jeśli nie to czy trzeba ją redefiniować?”.

Dominikanin o. Maciej Zięba OP stwierdził, że odczuwa kilka powodów do głębokiego pesymizmu co do tego, jak postrzegane są obecnie relacje między państwem a Kościołem w Polsce.

Wskazał m.in. na tabloidyzację debaty publicznej, który to problem dotyczy także Kościoła, a wyrażany jest przez publicystów, polityków, ludzi kultury. Z jednej strony jest to np. katolicki publicysta krytykujący ofiary pedofilii w jednej ze stacji telewizyjnych, a z drugiej reżyser głośnego ostatnio filmu o duchowieństwie.

Dominikanin wyraził ubolewanie, że język tej debaty radykalizuje się i przypomina nawet czasy stalinowskie. Zaczynają dominować ekstremalne poglądy, które polaryzują debatę, a to działa na jej niekorzyść.

Jako przykład podał wiązanie religijności z niektórymi postawami ideowymi i politycznymi. – Dobry katolik to taki, który jest jednocześnie monarchistą i antysemitą – mówił o. Zięba. Jego zdaniem, ta triada zaczęła dominować w życiu publicznym, i jest to niebezpieczne.

W opinii dominikanina, konieczna jest redefinicja obecności religii w życiu publicznym. Trzeba przypomnieć, że można się z kimś nie zgadzać, ale nie można mu odbierać prawa do wyrażania bliskich mu poglądów. To samo dotyczy także tych, którzy chcieliby wyrugować religię z życia publicznego. Jego zdaniem Polskę czeka wojna religijna, która niestety podzieli obywateli na wiele lat.

Prof. Hanna Suchocka, b. premier i b. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej wyraziła ubolewanie, że tym, co przeszkadza w dyskusji o Kościele, jest silne upolitycznienie i emocjonalne nastawienie do tego tematu. W takiej sytuacji, gdy dominują stereotypy, trudno się przebić z jakimikolwiek racjonalnymi argumentami.

Była premier skrytykowała dwie skrajne postawy, które obecnie dominują w dyskursie na temat roli Kościoła w społeczeństwie. Z jednej strony jest to błędne utożsamianie Kościoła i wiernych z jedną opcją polityczną, z drugiej strony wciąż obecny antyklerykalizm, wspominający o „państwie wyznaniowym”, potrzebie wypowiedzenia Konkordatu, opisujący duchowieństwo wyłącznie w negatywny sposób.

Prof. Suchocka przypomniała okoliczności, w jakich 25 lat temu trwały prace nad Konkordatem między Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską, w tym o obawach, jakie pojawiał się w trakcie konstruowania zawartych potem w tekście sformułowań.

Wiadomo było np. że nie można po prostu odtworzyć modelu wzajemnych relacji zapisanego w Konkordacie przedwojennym, gdyż powstał on w warunkach przed Soborem Watykańskim II. Unikano też słowa „rozdział”, gdyż nosiło ze sobą negatywne skojarzenia z poprzednim systemem, w którym Kościół traktowany był wrogo.

Odpowiadając krytykom Konkordatu ze strony lewicowej i antyklerykalnej, twierdzącym, że usytuował on Polskę w „epoce średniowiecza”, b. premier przypomniała, że umowa ta była potwierdzeniem naszej przynależności do europejskiej cywilizacji wartości. Stwierdzono przecież w Konkordacie, że obie podpisujące go strony zobowiązują się kierować „powszechnymi zasadami prawa międzynarodowego, łącznie z normami dotyczącymi poszanowania praw człowieka, podstawowych swobód oraz wyeliminowania wszelkich form nietolerancji i dyskryminacji z powodów religijnych”.

„To są sformułowania zawarte explicite w Konkordacie. One nas osadzają w cywilizacji europejskiej kultury prawnej” – dodała prof. Suchocka.

Zdaniem prof. Suchockiej, konieczne jest dziś dokładniejsze określenie w debacie publicznej tego, co w wielu dokumentach prawnych i w dyskusji nad respektowaniem Konstytucji nazywa się dobrem wspólnym. Z tego bowiem niedookreślenia wynika obecny kryzys i podziały w polskim społeczeństwie.

Ta kategoria dziś jest niestety tylko sloganem, a przecież jest ona dynamiczna, obejmuje inne jej rozumienie w różnym czasie i w różnych kontekstach życia publicznego. Obecnie jest redukowana do zaspokajania dobra partyjnego. - To oczywiście jest sprzeczne z duchem posoborowym, gdyż jest wykluczające. Wyklucza np. tych, którzy są katolikami, a nie utożsamiają się z daną jedną partią polityczną – mówiła b. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej.

Inną kluczową kategorią wymagającą sprecyzowania jest „państwo prawa”. - Gdy przygotowany był Konkordat nie zakładaliśmy, że ta kategoria może zostać zakwestionowana – stwierdziła z ubolewaniem prof. Suchocka.

Jej zdaniem, przy obecnym sporze politycznym w kraju i w obliczu kwestionowania wartości, jakie stały u podstaw mozolnie odbudowywanego po 1989 r. państwa prawa, oczekiwany jest głos Kościoła. – Paradoksalnie, mimo takiej krytyki Kościoła, spowodowanej ostatnio pewnym filmem, to oczekiwanie jest bardzo silne jako wyraz zaufania do Kościoła jako instytucji, która potrafiłaby to wzburzone może uspokoić – powiedziała Hanna Suchocka.

Amerykański publicysta katolicki George Weigel przedstawił kilka zasadniczych idei dotyczących stanu demokracji w XXI wieku w świecie, jednocześnie sytuując w tym katalogu Kościół katolicki.

Wymienił m.in. ideę wolnego społeczeństwa, wolności jako takiej, kondycji cywilizacyjnej Europy Zachodniej, pamięć historyczną, pluralizm, patriotyzm przeciwstawiony nacjonalizmowi oraz „obecny publicznie Kościół w wolnym społeczeństwie”.

Zdaniem Weigla, europejski katolicyzm był przez długi czas wykorzystywany do ustanawiania Kościoła państwowego. Jan Paweł II wiedział, że te czasy już minęły. Jednak alternatywą dla Kościoła państwowego nie miał być ani Kościół prywatny, ani zepchnięty do getta, ani upartyjniony, ale właśnie obecny publicznie: taki, który w encyklice „Redemptor hominis” papież nazwał „Kościołem, który proponuje”.

W „Centesimus annus” papież nauczał, że działałby w przestrzeni publicznej przede wszystkim za pośrednictwem wolnych stowarzyszeń społeczeństwa obywatelskiego, a nie jako aktor polityczny. Byłby to Kościół, który przedstawia argumenty, a nie dąży do wypracowania środków politycznych.

Taki Kościół działałby „na głębszym poziomie życia publicznego – kulturowej świadomości i samozrozumienia”, czyli „byłby strażnikiem prawd, które umożliwiają dobre przeżywanie wolności”. Byłby wreszcie potrzebny postrzchrześcijańskiej obecnie Europie, która staje się też postracjonalna, niezdolna do zorganizowania silnej, przekazywanej przez kulturę i znajdującej polityczny oddźwięk obrony demokracji i wolnego społeczeństwa.

Wystąpieniom prelegentów towarzyszył następnie panel komentatorów, w którym głos zabrali: Andrzej Szostkiewicz („Polityka”), Michał Szułdrzyński („Rzeczpospolita”), politolog Sławomir Sowiński (UKSW) i Jakub Bierzyński (dom mediowy OMD).

Organizatorem debaty „Podzwonne dla rozdziału Kościoła i państwa?” była Fundacja Służby Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nauka i praca odciągają młodych od Kościoła

2018-10-18 19:11

(KAI/vaticannews) / Pekin

Nauka i praca skutecznie odciągają młodych od Kościoła – twierdzi ksiądz Ruohan Shen Fu, pracujący w środkowych Chinach. Oba te czynniki są ważne, bo wpływają na rozwój człowieka i społeczeństwa, ale w Chinach stały się one przyczyną kryzysu wiary wśród młodych ludzi.

KATARZYNA WOYNAROWSKA

Czas młodych skupia się jedynie na nauce. Wakacje są pojęciem teoretycznym. Przysługują one jedynie dzieciom w szkole podstawowej. Rozpoczynając zajęcia rano, a opuszczając szkołę o 22.00, wakacje są prawie niemożliwe – oświadczył chiński kapłan. Zaznaczył, że w dodatku niewielu z tych młodych ludzi ma później dostęp do wykształcenia wyższego. Wskazał, że rozwijanie wiary i praca duszpasterska w takich warunkach są bardzo trudne.

Mówi się o wzrastającej liczbie osób uczęszczających do Kościoła w większych miastach. Według ks. Shen Fu jest to spowodowane migracją młodych ludzi, którzy opuszczają swoje domy na terenach wiejskich, aby uczyć się i pracować w mieście. W tej sytuacji kościoły wiejskie praktycznie opustoszały z młodych i dzieci. Ze względów ekonomicznych udział w niedzielnej Mszy św. stało się dla nich wyczynem niemal heroicznym – powiedział duchowny chiński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem