Reklama

W sylwestrowy wieczór dla bezdomnych

2018-12-31 20:45

Beata Pieczykura

Beata Pieczykura/Niedziela

Zjednoczyli swoje działania na rzecz osób doświadczających bezdomności.

Uczynili to na wzór Kościoła będącego jak najbliżej ubogich i potrzebujących oraz papieża Franciszka, który w Światowy Dzień Ubogich zjadł obiad z 3 tys. osób biednych i bezdomnych. Dzięki otwartości ks. Marka Batora, dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, streetworkerzy z ramienia Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, Stowarzyszenia Pomocy Wzajemnej Agape i Fundacji św. Barnaby zauważyli problem bezdomności ulicznej, czyli ludzi przebywających na działkach, w pustostanach czy miejscach niemieszkalnych.

Zobacz zdjęcia: W sylwestrowy wieczór dla bedomnych

I tak powstał wspólny pomysł różnych organizacji – wyjaśnia br. Mariusz ze Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, streetworker z ramienia Caritas Archidiecezji Częstochowskiej. Jak pomyśleli, tak też zrobili: po raz pierwszy zaprosili na zupę sylwestrową. W dzieło zaangażowały osoby z Młodzieży Franciszkańskiej, wolontariusze Caritas, ludzie bezimienni, którzy chcemy pomóc. W sylwestrowy wieczór w budynku powstającej kaplicy Caritas przy ul. Ogrodowej w Częstochowie na gorącym posiłku spotkali się bezdomni (ok. 20 osób), aby pożegnać stary rok.

Reklama

Był to czas rozmów i śpiewu kolęd, a także życzeń złożonych przez ks. Marka Batora: – Chcę wam wszystkim błogosławić, tym, którzy walczą, by zwyciężyli, tym, którzy mają kryzys, by z niego wyszli, tym, którym ciężko, by było lżej w 2019 r.

Tagi:
Częstochowa Caritas pomoc bezdomni

Reklama

Nie zostawiajmy ich samych

2019-01-30 11:36

Katarzyna Woynarowska
Edycja częstochowska 5/2019, str. VI

Na jaką pomoc mogą liczyć bezdomni podczas tegorocznej zimy?

M. Jędryka
Rozmowa streetworkera i bezdomnego niedaleko katedry

Zima jest zawsze trudną porą dla ludzi pozbawionych dachu nad głową i dla tych, którzy starają się im pomóc. Podstawą jest znalezienie ciepłego kąta i ciepłej strawy – inaczej bezdomny może nie przetrwać kolejnej zimowej nocy. Jak się okazuje, ta dziedzina jest zagospodarowana nie najgorzej w samej Częstochowie, trochę gorzej jest natomiast w innych miejscowościach naszej archidiecezji. W niektórych usłyszeliśmy nawet, że w ogóle nie ma u nich ludzi bezdomnych, więc nie ma potrzeby tworzenia takich miejsc.

Po pierwsze – nie dać zamarznąć

Zacznijmy od stolicy archidiecezji. Schroniska przyjmujące bezdomnych mężczyzn w Częstochowie są dwa: jedno, na ok. 40 miejsc, prowadzi przy ul. Krakowskiej 80/2 Caritas, drugie zlokalizowano na ul. Legionów 50a. Bezdomna kobieta może szukać dachu nad głową w prowadzonym także przez Caritas domu „Oaza” przy ul. Staszica 5. Pomoc znajdują tam także samotne matki z dziećmi.

W schroniskach bezdomni otrzymują nie tylko dach nad głową, ale od jednego do trzech posiłków dziennie oraz możliwość wykąpania się i uprania swoich rzeczy. Na tym nie koniec. Ideą takich miejsc jest pomoc w wyjściu z bezdomności, powrót do społeczeństwa.

Poza Częstochową schroniska dla bezdomnych działają także w Mariance Rędzińskiej (ul. Srebrna 25), gdzie nocuje ok. 100 osób, i w Lubojence (ul. Prosta 99), gdzie podopiecznych jest ok. 80 – obie placówki prowadzi Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Agape.

Do wymienionych wyżej schronisk potrzebne jest skierowanie z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, z sekcji zajmującej się bezdomnością z siedzibą na ul. Krakowskiej 34. Jednak nie wszyscy bezdomni poddają się regułom, które panują w schroniskach, chodzi zwłaszcza o zakaz spożywania alkoholu. W zimową noc człowieka dotkniętego bezdomnością przyjmie bez skierowania całodobowa ogrzewalnia zlokalizowana przy ul. Sikorskiego 78a, niedaleko budynku Straży Pożarnej. Można tam nie tylko przetrwać zimowe noce, ale skorzystać z łaźni, zmiany odzieży, otrzymać środki czystości, gorącą herbatę. Węzeł sanitarny znajduje się także w parafii Miłosierdzia Bożego przy ul. Kordeckiego 49. Działa w soboty i niedziele od 13 do 15. Prysznic oferuje również Fundacja św. Barnaby przy ul. Ogrodowej 24/44.

Po drugie – nakarmić

Miejsc, gdzie biedni i bezdomni mogą zjeść do syta, jest w Częstochowie kilka. Jadłodajnie prowadzi głównie Kościół i zlokalizowane są najczęściej przy parafiach: przy katedrze na ul. Krakowskiej (wejście od Targowej), u św. Antoniego na Ostatnim Groszu, w parafii Miłosierdzia Bożego przy ul. Kordeckiego, czy w siedzibie Caritas przy ul. Staszica. Śniadanie wydaje codziennie od 8 do 12 Fundacja św. Barnaby, która prowadzi w Częstochowie przy ul. Ogrodowej 24/44 Centrum Wsparcia Dziennego dla osób z problemem bezdomności. Suchy prowiant rozdaje się też w Jasnogórskim Punkcie Charytatywnym przy ul. św. Barbary. Poza tymi miejscami są liczne furty klasztorne, gdzie regularnie karmieni są bezdomni i parafie, w których rozdaje się chleb i inną żywność.

Po trzecie – odziać

Magazyny Caritas służą wsparciem odzieżowym przez cały rok. Ubrania rozdaje się także w parafii św. Wojciecha na Tysiącleciu, u św. Floriana na Rakowie, w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa przy Kościelnej 53, czy we wspomnianym już Jasnogórskim Punkcie Charytatywnym. Rozdawaniem ciepłej odzieży zajmuje się także wspomniane już Centrum Wsparcia Fundacji św. Barnaby z ul. Ogrodowej 24/44. Dowiedzieliśmy się, że z tego punktu na stałe korzysta kilkanaście osób, a w okresie zimy liczba ta zwiększa się nawet kilkakrotnie. Ciepłą odzież oferuje także Polski Czerwony Krzyż, którego siedziba znajduje się na ul. Waszyngtona.

Po czwarte – nie zostawiać

W miejscach, gdzie gromadzą się bezdomni, chodzą nie tylko umundurowane służby jak straż miejska czy policja. Chodzą tam także streetworkerzy. Ekipa ta składa się głównie z ludzi ze Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Agape i z Fundacji św. Barnaby oraz z Caritas – br. Mariusz, kapucyn.

Takie grupy zaglądają do tzw. miejsc niemieszkalnych, są nimi m.in. altanki w ogródkach działkowych, piwnice, klatki schodowe, pustostany, kanały ciepłownicze. Zimą misją służb mundurowych i streetworkerów jest sprawdzenie, czy bezdomny poradzi sobie nocą, czy wymaga pomocy, a jeśli tak, to jakiej. Ich służba jest bezcenna – docierają tam, gdzie większość z nas nie chodzi, do miejsc niebezpiecznych i odludnych. Chwała im za to...

Jednak nawet najlepiej zorganizowana służba socjalna, najbardziej oddani wolontariusze na niewiele się zdadzą, jeśli my przejdziemy obojętnie obok człowieka bezdomnego, samotnego, opuszczonego. To bardzo istotne zadanie – wyrobienie w sobie i w najbliższych nawyku udzielania pomocy. Jeśli sami obawiamy się podejść, albo zobaczymy coś z okna – zadzwońmy. Jeden telefon wystarczy, żeby ocalić komuś życie. To nie banał. Nawet jeśli bezdomny odmówi pomocy policji czy straży miejskiej – osoba dzwoniąca nie ponosi żadnych kosztów. Natomiast obojętność jest grzechem, z którego należy się spowiadać. Jeśli bezdomny zamarznie, nie trzeba tłumaczyć, jaki jest to rodzaj grzechu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kamil Bednarek: Lubię dawać siebie

2019-02-18 02:13

Agnieszka Bugała

Sukces może zmienić ludzkie serce i przyjaciół wokół – ale on sobie z tym poradził. Jest niekwestionowaną gwiazdą polskiej sceny muzyki reggae. Pisze, komponuje, wciąż się uczy. I ścisza głos, gdy mówi o domu, o przyjaźni, miłości i… o babci.

Paweł Bugała
Kamil Bednarek z dziennikarką Niedzieli Agnieszką Bugałą

Z Kamilem Bednarkiem rozmawia Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała: Kamil, już niebawem, bo 1 lutego premiera płyty „MTV Unplugged”. Dołączyłeś do listy niewielu artystów, którzy dostali szansę nagrania swoich utworów w aranżacjach akustycznych.

Kamil Bednarek: To było dla mnie i zespołu muzyczne wyzwanie i wyróżnienie, bo rzeczywiście, nie każdy dostaje propozycję realizacji takiego projektu. Zmobilizowaliśmy się, włożyliśmy mnóstwo pracy – odbyło się aż 40 prób, by wszystko brzmiało dobrze – i ten wysiłek się opłacał. Dzięki temu byliśmy przygotowani, choć nie ukrywam, że nigdy jeszcze nie czułem tak ogromnego stresu przed koncertem. Dzięki temu, jeśli chodzi o tremę przed koncertem, znów przesunęła mi się granica strachu. Mimo tego, że gram już od 10 lat, to zdarzało się, że stres się pojawiał. Teraz jestem spokojniejszy, raczej wyciszony, pewny siebie – jeśli chodzi o strach przed reakcją stresową. Udział w tym projekcie bardzo nas, jako zespół, rozwinął, podniósł poziom naszego grania.

Zawsze marzyłeś, by zagrać z orkiestrą…

Tak, a muzyczna oprawa tego projektu mnie zachwyciła. Mieliśmy kwartet smyczkowy, chórki – niezwykła przygoda. I byli też goście. W projekcie wziął udział Igor Herbut, Kuba Badach, Karolina Artymowicz, w sumie, z nami, aż 15 osób na scenie. Aranże są świeże – muzyka znana z radia brzmi w tej oprawie zupełnie inaczej. Zagrałem też na saksofonie.

A perkusja i gitara? Bo to Twoje muzyczne wyzwania instrumentalne…

Tak, perkusję też odpaliłem! Wcześniej nie grałem na niej śpiewając jednocześnie, dlatego stres sięgał zenitu, ale udało się, więc satysfakcja jest ogromna. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł to zobaczyć. Scena była piękna, piękne wizualizacje – pierwszy raz kręcono ten unplugged techniką filmową, więc przetarliśmy szlaki, jeśli chodzi o sposób nagrywania koncertu.

Gratulacje, czekam!

Dziękuję, zatem czekamy razem!

A teraz trochę cofniemy się w czasie, dobrze? Podobno w chwili, gdy w finale „Mam Talent” zająłeś drugie miejsce i zaczął się w Polsce szał na Bednarka, to sołtys Lipek, Twojej rodzinnej miejscowości, pan Władysław Świerczek martwił się, że Warszawa Cię zepsuje. Zepsuła?

Pozdrawiam, Panie Zdzichu!!! Nie, wiesz, ja zostałem w rodzinnych stronach – to jedna sprawa. Druga, że to chyba nie miasto może zepsuć, ale my sami, gdziekolwiek byśmy byli, jeśli nie wyznaczymy sobie granic i celu. Sława na pewno ma to do siebie, że może zniszczyć, zwłaszcza wnętrze człowieka. Trzeba zachować trzeźwe myślenie i dystans do tego, co się robi – nawet, jeśli to jest spełnienie marzeń. Nic nie trwa wiecznie, sława i sukces mogą się szybko skończyć. Pytanie, co wtedy? Dla mnie zawsze najważniejsi byli ludzie i starałem się okazywać im szacunek. Wiem, że dobro wraca. Staram się też, aby to, co robię było zgodne ze mną, żebym nie musiał się wstydzić. Najgorszy był dla mnie ten moment, gdy nagle, niemal z dnia na dzień, z osoby anonimowej stałem się rozpoznawalny. Zakupy zaczęły być problemem, przestałem chodzić do klubów – to, co się wydarzyło postawiło przede mną konieczność ułożenia świata wokół siebie od nowa. Zabrałem się do roboty.

Miałeś 19 lat, świat legł Ci u stóp…

Dostałem lekcję. Nabieranie dystansu do siebie, w nowych okolicznościach, pozwoliło mi skorygować wiele własnych wad, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Musiałem też nauczyć się słuchać ludzi – i uznać, że nie zawsze to, co o mnie mówią, albo czego chcą jest prawdą i jest dobre. Spotkałem ludzi, którzy chcieli wykorzystać przyjaźń, wizerunek, czasem nawet podpiąć się pod sukces, uśpić czujność, a potem po prostu wyciągnąć z tego korzyści dla siebie. Ale myślę, że tak jest nie tylko w branży muzycznej. Czy się zepsułem? Nie czuję, aby ten czas, który minął i zdobyte doświadczenia jakoś szczególnie mnie zmieniły. Wciąż lubię ludzi, choć może mam większy dystans, szanuję ich i robię swoje.

Pracujesz intensywnie od dekady – nowe płyty pojawiają się systematycznie i za każdym razem są sukcesem. Wielu Twoich rówieśników, po takim sukcesie, mogłoby powiedzieć: Pass, teraz odcinam kupony.

Staram się wciąż rozwijać, ale rzeczywiście, pracuję bardzo intensywnie. Doświadczyłem też momentów braku inspiracji, takiej suszy, w której nic nie rośnie. Wciąż uczę się balansu – bo gdy coś robię, to angażuję się cały i to mnie spala. Po koncercie zazwyczaj przez godzinę piszę autografy, każdy z fanów chce, aby traktować go szczególnie, wyjątkowo. Staram się. Lubię oddawać siebie, przecież to dla nich i dzięki nim gram.

A jak odpoczywasz?

Uwielbiam naturę, stare samochody – to mnie relaksuje i w taki sposób odpoczywam, dlatego często przesiaduję ze znajomymi w garażu i coś dłubię. Odpoczywam też w studiu.

No właśnie, bo masz już swoje studio nagrań i utwory do albumu „Talizman” nagrałeś już u siebie?

W części, wokale były nagrane u mnie, instrumenty wtedy jeszcze nie. Ale teraz udało się wreszcie zebrać te instrumenty, których potrzebuję i mogę zamykać się do pracy w miejscu, w którym dobrze się czuję. Sąsiedzi też chyba nie narzekają, bo staraliśmy się wszystko dobrze wyciszyć. Lubię pracować w nocy, wtedy lepiej słyszę, zmysły się odpalają, człowiek się wycisza i może usłyszeć coś, co przychodzi.

A jak powstają piosenki Kamila Bednarka? Bo są dwie ścieżki tego, co robisz: muzyka i tekst. Zachwyt muzyką mamy już omówiony, więc przejdźmy do tekstów piosenek. To, co piszesz, to nie jest tekściarstwo, wiele sformułowań w Twoich piosenkach to poetyckie obrazy i wersy. Ja mam kilka ulubionych, np. gdy piszesz o „brudnym sercu na loopach”…

Przecież to są proste teksty…

Poezja jest prosta, co nie znaczy, że łatwo przychodzi. Czy wiesz, jakie jest najczęściej pojawiające się słowo w Twoich piosenkach?

Oddycham?

Tak, właśnie to! Piszesz i śpiewasz: Oddycham - sobą, tobą, powietrzem, życiem…

Był taki okres, że wszystkim oddychałem. Albo może odetchnąłem, po wielu zawirowaniach, i mogłem zacząć świadomie oddychać i cieszyć się wszystkim, co robię. Teraz jestem niezależny – dzięki temu, że mam już swoją wytwórnię – zasypiam spokojnie, nie jestem ograniczany w tym, co chcę przekazywać moją muzyką.

Zrobiłeś kiedyś zdjęcie i podpisałeś je: Trzy kobiety mojego życia. Pamiętasz?

Tak! To była mama, siostra i babcia.

A to prawda, że pierwszą płytę nagraliście dla babci? Ty i Twoje rodzeństwo?

Byliśmy dzieciakami, podpiąłem klawisze do komputera i nagraliśmy piosenki, które babcia bardzo lubiła. To były stare piosenki, śpiewaliśmy je dla niej jako maluchy. Stawaliśmy w rzędzie i były przepychanki: Nie ty, teraz ja śpiewam! Każdy miał swój kawałek, a ona słuchała. Wiesz, jak słucha ktoś, kto kocha bezgranicznie? No to właśnie tak.

Co było na tej płycie?

O, na przykład: „Ładne oczy masz, komu je dasz”! (Kamil śpiewa)

Piękna historia… Kim jest babcia dla Kamila Bednarka?

Wiesz, babcia jest dla mnie drugą mamą. Mieszka w Bychawie, pod Lublinem, to mama mojej mamy. Wszystkie wakacje, ferie i czas wolny spędzaliśmy u niej, dawała nam dużo miłości, dużo ciepła. Czułem się tam, jak w domu. Często było tak, że nie chcieliśmy wracać do domu, bo u babci najlepiej! Szarlotki, pyszne jedzonko, które robiła dla nas… W domu też było dużo miłości, ale wiadomo, u babci najlepiej. W ciągu roku mam mało czasu, aby tam jeździć tak często, jakbym chciał, ale w styczniu mam trochę wolnego, więc na pewno ją odwiedzę. Z jej domem, z tym miejscem wiąże się mnóstwo miłych wspomnień. Tam zawsze spadało dużo śniegu i my, ubrani w jakieś kożuszki, zjeżdżaliśmy na dużych workach z górki…

A wiesz, że mówisz pięknie?

Rodzina to jest bezgraniczna miłość. Tego nie da się kupić. Niezależnie od tego, jak potoczy się los – czy będziesz świętować sukces, czy poniesiesz wielką porażkę – wiesz, że to jest szczere, że tam jest prawda. Kochają cię takim, jakim jesteś, a gdy ci coś nie wychodzi, to wspierają, bo wiedzą jak do ciebie dotrzeć, mają klucz. Ale rodzina to nie tylko więzy krwi. Mam trójkę przyjaciół, nie jesteśmy spokrewnieni, ale są dla mnie jak rodzina, bo zachowują się jak rodzina. Zawsze mogę liczyć na ich wsparcie,

Czyli taka wizja: Za pół wieku Kamil Bednarek, siwe dredy, domek w lesie, mnóstwo wnuków wokół pasuje Ci?

O tak, oby, życz mi tego! Jeszcze jakieś studyjko, żebym mógł trochę pograć. I najlepiej, żeby mówili: Dziadek, zagraj coś!

Ale to ładne marzenie…

Oby się spełniło!

A chodzisz jeszcze na lekcje śpiewu?

Tak, poprawiam emisję głosu.

A jest Ci to w ogóle potrzebne?

Gdyby nie było, to pewnie nie musiałbym już śpiewać nic nowego, to by znaczyło, że jakoś się wyczerpałem, a ja mam jeszcze dużo takich marzeń muzycznych, których mój obecny głos nie jest w stanie odmalować. Wyobrażam sobie jak może brzmieć mój głos i chcę to osiągnąć. Schowałem do szuflady kilka takich rzeczy, których na tym etapie nie jestem w stanie zaśpiewać. Ale spokojnie, nie zrażam się tym odkryciem. Z głosem jest jak z mięśniem – trzeba ćwiczyć, szlifować i rozwijać. Im więcej ćwiczysz, tym więcej możesz z siebie dać. Wiem, że miałem dużo szczęścia w mojej muzycznej przygodzie, ale jeszcze długa droga przede mną, zanim powiem sobie, że zrobiłem już wszystko, co zamierzałem. Teraz powinienem wykorzystać całą moją energię na poznawanie ludzi, na poznawanie nowych gatunków muzycznych, a potem transponowanie tych odkryć do mojej muzyki. Tak będzie z następną płytą – trochę więcej opowiem o świecie.

Już masz komplet utworów?

Mam komplet i nadwyżkę na dwie płyty, ale wciąż coś dopisuję. Pisząc kawałek wychodzę ze studia z jakimś zarysem piosenki – jest linia, ale gdy zamknę oczy widzę coś jeszcze, ten proces trwa. Często zdarza się też tak, że piosenki przychodzą w czasie spotkań z przyjaciółmi. „Chwile jak te” powstały w czasie wieczoru kawalerskiego mojego szwagra: wziąłem gitarę do ręki, zobaczyłem ludzi, których dawno nie widziałem, a bardzo ich lubię – i zabrzmiało, że to są „takie chwile, jak te”. Tworzenie piosenek nie zawsze wymaga kompletnej ciszy, izolacji, czasem czujesz radość i wyrzucasz ją z siebie – i masz piosenkę.

Śpiewałeś w projekcie „Polskie Betlejem”, wcześniej wziąłeś udział w poznańskim koncercie z okazji rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego…

I jeszcze 11 listopada, na Stadionie Narodowym z okazji 100- lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Cieszyłem się, że mnie zaproszono. Nastrój, emocje, które się wyzwalały – to było prawdziwe święto.

I masz orła na piersi…

Zawsze jest. Jestem patriotą – nie fanatycznym – ale jestem dumny, z naszej historii, z naszych przodków, z tego co zrobili dla Polski, ale też dla świata. Nie odpuściliśmy nigdy i za to jestem im wdzięczny. Mamy potencjał wojowników, dlatego, gdy nie mamy z kim walczyć na zewnątrz, często zaczynamy walczyć ze sobą.

Podobała mi się ta rozmowa…

Ja też Ci za nią bardzo dziękuję…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: katechezy w bazylice Mariackiej - Kim On jest? Zbawiciel

2019-02-18 17:02

Sala na Górze

W najbliższy czwartek, 21 lutego, w Bazylice Mariackiej - znowu słuchać będziemy o Jezusie! Po Mszy Świętej, czyli o godz. 19:15 - kolejna katecheza wspólnoty Sala na Górze z cyklu: Kim On jest?

Sala na Górze

Tym razem, o Jezusie jako ZBAWICIELU, o tym, jak mamy tę prawdę rozumieć i „co nam to daje” mówić będzie ks. dr hab. Jacek Kempa, kapłan Archidiecezji Katowickiej.

Spotkanie rozpocznie się Mszą Świętą o 18:30. Po niej, o godz. 19:15 — katecheza, a następnie dyskusja. Serdecznie zapraszamy!

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/252742628985301/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem