Reklama

Sklep sakralny

Wróżby, magia, refleksologia, czyli inwazja zabobonu

2013-05-07 11:31

Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa / KAI

seanmcgrath / Foter.com / CC BY

100 tysięcy osób, trudniących się magią i ezoteryką, rynek szacowany na 2 mld złotych. Dotychczas wróżbiarstwo i czary egzystowały na marginesie oświeconego społeczeństwa. Dziś minister pracy wpisuje je na listę uprawianych zawodów, zakładane są szkoły dla wróżbitów, a kanały tematyczne, portale z horoskopami i sklepy ezoteryczne traktowane są jak jeden z wielu rodzajów biznesu – tyle, że prężnie się rozwijających. – To wynik deficytu racjonalnego myślenia – mówi prof. Łukasz Turski, który dwa lata temu zainicjował „List w obronie rozumu” zawierający protest przeciw wpisaniu na listę zawodów wróżbitów i magów.

Biznes nade wszystko

Horoskopy i wróżby stały się częścią kultury masowej. W tabloidach codziennie można przeczytać, co przydarzy się dzisiaj skorpionowi, wodnikowi czy baranowi, w telewizjach śniadaniowych spragnieni poznania przyszłości widzowie też mają szansę zapoznać się z prognozami. W prasie ogłaszają się rozmaite wróżki, w większych miastach nieźle prosperują sklepy ezoteryczne, w których można kupić talizmany, karty tarota, runa.

Reklama

Jednak sfera, która była wstydliwie pomijana lub bagatelizowana coraz bardziej uzyskuje prawa obywatelskie. W 2009 r. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wpisało zawód wróżbity i bioenergoterapeuty na listę zawodów. Departament Rynku Pracy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej na pytanie KAI wyjaśniło, że „Zawód wróżbity jest zawodem ujętym w klasyfikacji zawodów i specjalności regulowanej rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 27 kwietnia 2010 r. w sprawie klasyfikacji zawodów i specjalności dla potrzeb rynku pracy oraz zakresu jej stosowania i posiada kod zawodu 516102”.

Projekt wpisania na listę zawodów wróżbitów potępiło 300 naukowców, w przeważającej liczbie fizyków, którzy wystosowali do ówczesnej szefowej resortu min. Jolanty Fedak „List w obronie rozumu”. „Uważamy za skandaliczne umieszczenie na tej liście szeregu profesji nie mających nic wspólnego z cywilizacją XXI w., a już na pewno z oficjalnie głoszoną przez Rząd RP ideą tworzenia społeczeństwa opartego na wiedzy” – czytamy w liście, pod którym podpisało się ponad 5 tys. osób.

„Na skutek światowych zawirowań gospodarczych Polska znalazła się w sytuacji, z której wyjście będzie niezwykle trudne. Nie pomogą nam w tym wróżbici i szamani, ale inżynierowie, naukowcy, nauczyciele, lekarze i wszyscy ciężko pracujący ludzie różnych zawodów. Umieszczenie ich na tej samej liście co astrologów i refleksologów przez konstytucyjne władze Polski, uważamy za obrazę” – stwierdzili uczeni.

Protest naukowców nic nie dał. Horoskopy zaś pojawiają się już nie tylko w tabloidach, ale również w poważnych mediach opiniotwórczych. Dzięki nim czytelnicy mogli dowiedzieć się jaki będzie rok 2011 w polityce i co mówią gwiazdy o najważniejszych osobach w państwie. W 2010 roku drukowano przepowiednie o wynikach wyborów – prezydenckich i samorządowych. W mediach politycy mówią publicznie o układzie gwiazd i wyznają pod jakim znakiem się urodzili. Wydaje się więc, że także elity zaaprobowały obecność horoskopów i astrologów w przestrzeni publicznej.

Toteż biznes ezoteryczny kwitnie, otwierane są szkoły kształcące przyszłych wróżbitów. Aby zostać dyplomowanym przepowiadaczem przyszłości należy ukończyć dziewięciomiesięczny kurs, za który płaci się blisko 1,4 tys. zł.

Zainteresowani naukami tajemnymi mają do wyboru dwa kanały tematyczne w TV, liczne infolinie, możliwość zamówienia codziennego horoskopu. Około 7 mln Polaków korzysta z usług wróżbiarzy i bioenergoterapeutów. W branży są już osoby, cieszące się opinią świetnych specjalistów, chwalących się, że osiągają 100 proc. trafności. Ostatnio wielką karierę medialną robi wróżbita, który od kilku lat prowadzi salon ezoteryczny w swoim rodzinnym mieście. Przyszłość wróży na poczekaniu, wystarczy zatelefonować i zadać jedno pytanie. W ciągu godziny potrafi „obsłużyć” 50 i więcej osób. Na jego stronie internetowej zamieszczony jest cennik usług: wróżba podstawowa – 140 zł, wróżba na drugą osobę (bez zdjęcia) – 120, doradztwo biznesowe, wgląd runiczny w podłączenie osoby – 60 zł, analiza duszy i kolejność wcieleń – 60 zł, sprawdzenie zaszłości karmicznych – 60 zł, przekaz od aniołów – 40 zł. W mediach wróżbita chwalił się, że zaczął już wyjeżdżać na urlop do egzotycznych krajów. Biznes rozwija się znakomicie.

Biuro prasowe Ministerstwa Pracy poinformowało KAI, że nie posiada danych dotyczących dokładnej liczby osób uprawiających zawód wróżbity. Odsyła do GUS, który opracowuje informacje w cyklu 2-letnim, ale specjaliści od rynku zatrudnienia uważają, że jest ich ok. 100 tys. (księży katolickich – diecezjalnych i zakonnych – jest w Polsce ok. 30 tys.)

Upadek rozumu

Prof. Łukasz Turski, inicjator listu „W obronie rozumu” uważa, że ogromna popularność horoskopów i przepowiedni świadczy o wielkim deficycie racjonalnego myślenia. „Szkoły nie uczą racjonalnego myślenia, opartego na racjonalnym postrzeganiu rzeczywistości” – ocenia naukowiec. Nie potrafi pojąć, jak ludzie żyjący w XXI w. mogą dać wiarę magowi z telewizji, który twierdzi, że postawioną przed ekranem butelkę wody zamieni w panaceum na wszystkie choroby? „Przeciętny, racjonalnie myślący człowiek nawet jeśli wierzyłby, że nakładanie rąk uzdrowiciela może wywierać dobroczynny wpływ, wiedziałby, że nie może to działać przez telewizor, który przekazuje jedynie promieniowanie elektromagnetyczne. Racjonalne myślenie chroni przed tego typu sensacjami” – podkreśla. Ubolewa, że dużą i niedobrą rolę w popularyzacji ezoteryki odgrywają media. „Jeśli to robią tabloidy, można to uznać za część ich strategii, ale jeśli opiniotwórcze radio publikuje długą rozmowę z osobą, która zajmuje się tzw. «intuicyjnym tarotem», to też jest w tym głęboki bezsens, gdyż część słuchaczy bezkrytycznie uznaje to za prawdę”.

A ponadto – jest to dobry towar. „Horoskopy dobrze się sprzedają i jeśli jest wolna kolumna zawsze można ją zająć przepowiedniami. Przepowiednie Nostradamusa zawsze zostaną opublikowane” – stwierdza prof. Turski. Wspomina dobrego dziennikarza gospodarczego, który jest zwolennikiem UFO. „Jeżeli człowiek nauczy się, jak działają prawa przyrody, to nie zaaprobuje takich informacji” – mówi profesor. Zdumiewa go też, że w głowach współczesnych ludzi może egzystować mieszanka wiedzy racjonalnej i wiary w gusła. Jak można to połączyć? – To pytanie do socjologów, psychologów, psychiatrów – stwierdza.

Słabość psychiki

Potrzeba bezpieczeństwa, ukryty lęk przed przyszłością, mechanizm obronny – psycholog z Katowic Ewa Kusz wylicza powody, dla których wróżbici i magowie cieszą się tak wielką popularnością. Z jej obserwacji wynika, że osoby, którym brakuje stabilności psychicznej, szukają bezpieczeństwa i kogoś, kto zaopiekowałby się nimi, kto dałby im jakąś wiedzę o przyszłości i gwarancję, że nie będzie ona nie do udźwignięcia. – Wróżbici powodują, że przyszłość jest bardziej przewidywalna, mniej groźna – mówi Ewa Kusz.

Jej zdaniem, ujawnia się tu także fakt, że bardzo wiele osób jest niedojrzałych, gdyż ani dom, ani system edukacyjny do niej nie przygotowują.

„Człowiek współczesny charakteryzuje się tym, że nie chce brać odpowiedzialności za swoje życie i nie chce korzystać z daru wolności. Efektem tego jest poszukiwanie prostych odpowiedzi, nie wymagających wysiłku, dotyczących naszej egzystencji” – mówi ks. Bogdan Bartołd, wieloletni duszpasterz akademicki, obecnie proboszcz katedry warszawskiej. – „Jeśli nam się coś nie udaje, żeby się nie stresować łatwiej nam przyjąć, że jesteśmy zdeterminowani, nie mamy więc wpływu na nasze życie, gdyż «wszystko jest zapisane w gwiazdach». Czarny kot, Jowisz, Saturn czy krokodyl w buszu determinuje wypadki naszego życia, a jednocześnie szukamy namiastek – nadzieję, że coś nam się w życiu uda, ale bez większego wysiłku. A wróżbici i magowie wchodzą w pustkę aksjologiczną i chaos, które otaczają współczesnego człowieka” – stwierdza duchowny.

„W sytuacji zagubienia ludzie korzystają z takich usług – wtóruje mu prof. Turski. – „I będzie się rozwijać, gdyż dzieje się tak zawsze, gdy społeczeństwo jest w stresie i panuje chaos, a tak obecnie w Polsce jest. Spora część ludzi jest zagubiona i nie wie, co ze sobą począć, zwraca się więc do «sektora ezoterycznego». Naukowiec zwraca uwagę, że ta ucieczka przed strachem nie jest tylko polskim zjawiskiem – wiara w magię szerzy się w całej naszej cywilizacji, ufundowanej kiedyś na rozumie.

Co się dzieje z twoją wiarą?

Katechizm Kościoła Katolickiego jest kategoryczny – zakazuje zabobonu i bezbożności, gdyż pierwsze przykazanie zabrania oddawania czci innym bogom poza Jedynym Panem. A zabobon to rodzaj wynaturzonej religijności. Równie kategorycznie Katechizm odnosi się do wróżbiarstwa. W kanonie 2116 stwierdza się, że wszystkie formy wróżbiarstwa, korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnienie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium, noszenie amuletów, są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i nad ludźmi, a jednocześnie są pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Wszystkie te praktyki są sprzeczne z czcią i szacunkiem należnych wyłącznie Bogu i nic je nie usprawiedliwia – nawet szlachetne intencje, np. chęć zapewnienia komuś zdrowia. „Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich”.

Zdaniem ks. Bartołda, szerzenie się ezotyryki w społeczeństwie, którego większość należy do Kościoła katolickiego, świadczy o zeświecczeniu i desakralizacji życia. „Człowiek wierzący ofiarowuje swoje życie i trudności Panu Bogu i wie, że zaprasza On do współpracy w przezwyciężeniu jego lęków. A kiedy pojawia się lęk? – Gdy nie ufamy Bogu, że On jest zawsze z nami obecny. To odruch pogański, i trzeba jasno powiedzieć, że coraz więcej ludzi popada w pogaństwo. Nieraz patrzymy z wyższością na ludy pierwotne, a zachowujemy się tak samo, niczym się od nich nie różnimy. Odejście od chrześcijaństwa to odejście od racjonalizmu, od myślenia, popadania w sferę emocji. Jest to regres cywilizacyjny, cofnięcie w rozwoju” – mówi duchowny.

Ewa Kusz także dostrzega zależność między słabnącą wiarą osobistą i poszukiwaniem oparcia u wróżbitów i astrologów. Bóg uczy ufności, a przynależność do wspólnoty daje oparcie psychiczne. Im mniej wiary, tym więcej lęków. A ezoteryka wypełnia też pustkę, jaką wytwarza zanikająca wiara lub jej całkowity brak – jest jej daleką namiastką.

Ks. Bartołd uważa, że inwazja zabobonu i irracjonalizmu jest szczególnym wyzwaniem dla duszpasterzy. Powinni oni prowadzić intensywną akcję edukacyjną i uczyć modlitwy i ufności do Boga. – Pytałem nieraz studentów – członków duszpasterstwa akademickiego. Komu wierzysz i kogo uważasz za Pana swojego życia? – Jeśli wierzysz w horoskop, a nie w Osobę Pana Jezusa, musisz sobie zadać pytanie do czego dążysz, co chcesz w życiu osiągnąć? Czasami mówiłem łopatologicznie – czy 13-go idziesz na uczelnię? Czy nie sądzisz, że to Pan Bóg cię tam posyła niezależnie od daty w kalendarzu, bo chce żebyś robił coś dobrego, uprawiając w przyszłości konkretny zawód? Jeśli masz już taki sposób myślenia zastanów się, co się z tobą dzieje. Co się dzieje z twoją wiarą?

Tagi:
wróżby zabobon

Dzieci giną, politycy zwlekają

2018-06-12 19:57

Natalia Klamycka/ Fundacja Życie i Rodzina

Już 5 miesięcy temu projekt ustawy #ZatrzymajAborcję został większością głosów skierowany do dalszych prac w Sejmie. 850 tysięcy obywateli wyraziło wolę wprowadzenia zakazu aborcji eugenicznej, to rekordowo dużo. Co stoi na przeszkodzie, by wreszcie zrównać prawa dzieci zdrowych i chorych? Projekt zyskał pozytywną opinię sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka i został skierowany do Komisji Rodziny i Polityki Społecznej. Od dłuższego czasu komisja uchyla się od podjęcia prac nad projektem. 18 kwietnia wysłaliśmy zatem w trybie dostępu do informacji publicznej zapytanie, od jakich jeszcze organów komisja chce uzyskać opinie i do kiedy mają one zostać wydane. Ponad miesiąc później przyszła odpowiedź, także element gry na czas – komisja gromadzi informacje i sama nie wie, do kiedy będzie czekać.

Z pisma wynika, że już w marcu przewodnicząca Komisji Polityki Społecznej i Rodziny wystąpiła o sporządzenie opinii na temat projektu „Zatrzymaj Aborcję” do Biura Analiz Sejmowych, Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministra Zdrowia. Po co? Jaki jest cel pytania ministerstw czy można w Polsce zakazać zabijania ludzi? Ministerstwo Zdrowia wyjaśniło, że opinii nie opracowuje. Trudno się dziwić, bo zabijanie dzieci nie ma nic wspólnego z medycyną.

Sam fakt skierowania zapytania do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest niepokojący. Czyżby przewodnicząca komisji uznawała zabijanie niepełnosprawnych dzieci za element polityki społecznej lub prorodzinnej? Czy ma jakiekolwiek wątpliwości, co do tego, że niezależnie od strategii wspierania niepełnosprawnych po narodzinach, należy bezwzględnie zakazać ich zabijania? A może komisja pyta ministerstwo, aby dowiedzieć się czy państwo polskie stać na niezabijanie tysiąca obywateli rocznie? Tak czy inaczej – oczekiwanie na opinię ministerstwa kosztuje życie 3 dzieci dziennie, a sama opinia nie jest niezbędna do rozpatrzenia projektu przez komisję!

Z przesłanego Komitetowi Inicjatywy Ustawodawczej pisma wynika, że dotychczas komisja otrzymała z Biura Analiz Sejmowych 4 opinie na temat projektu „Zatrzymaj Aborcję”: merytoryczną, prawną i opinie dotyczące zgodności projektu z prawem Unii Europejskiej i polską Konstytucją.

Dodatkowo otrzymała także 3 opinie z inicjatywy wydających je podmiotów. O utrzymanie w polskim prawie możliwości zabijania niepełnosprawnych dzieci zaapelowały Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Amnesty International oraz Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Wymienionych organizacji nie trzeba chyba przedstawiać. Gdy na oczach całego świata w szpitalu w Liverpoolu odmawiano ratowania życia dwuletniego Alfiego, Amnesty International pisało: Rozumiemy emocje związane ze sprawą Alfiego Evansa. Rozumiemy, że dla rodziców jest to tragiczna sytuacja i decyzja sądu może być dla nich nie do zaakceptowania. Nie mamy jednak możliwości zaangażowania się, nie mamy wglądu w sytuację chłopca i nie znamy wszystkich okoliczności. Ciekawe, że gdy decydują się losy ustawy ratującej życie chorych dzieci w Polsce, Amnesty uznało, że ma wystarczający wgląd w sytuację i zna okoliczności na tyle, że z własnej inicjatywy włączy się w nakłanianie polityków do głosowania przeciw życiu…

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny to z kolei organizacja latami dotowana przez koncerny produkujące sprzęt do aborcji i dostarczające „usługę” przerywania ciąży poza granicami Polski. Pokazał to proces, jaki Joannie Najfeld wytoczyła ówczesna prezes tej organizacji Wanda Nowicka. Sąd zbadał przepływy finansowe Federacji i stwierdził, że można mówić, że Nowicka jest na liście płac przemysłu aborcyjnego.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka to także znany lobbysta na rzecz zabijania nienarodzonych dzieci. W ubiegłym roku posunęła się nawet do tego, aby pod pretekstem przymuszenia polskiego rządu do wykonywania jednego z wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE – donieść na Polskę do Rady Europy, że niewystarczająco ułatwia matkom zabicie ich poczętych dzieci.

W piśmie przesłanym z Sejmu brak jakiejkolwiek wzmianki o opinii wydanej przez Instytut Ordo Iuris i dostarczonej w trakcie posiedzenia Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka 19 marca br.

Brak także informacji o opinii samej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z tego samego dnia – opinii pozytywnej.

Brak też wzmianki o opinii zewnętrznej wydanej na prośbę Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej przez Sędziego Sądu Rejonowego w Siemianowicach Śląskich – która w trakcie sporządzania odpowiedzi, mogła jeszcze do Sejmu nie dotrzeć. Jest to opinia jednoznacznie pozytywna i przynaglająca do uchylenia możliwości zabijania niepełnosprawnych dzieci.

Na koniec trzeba podkreślić, że komisja nie wyznaczyła żadnego terminu, do którego mają wpłynąć opinie na temat projektu. Co więcej, nie wyznaczyła również terminu podjęcia prac nad zakazem aborcji. Wygląda na to, że tłumaczenie iż musimy czekać aż kolejne osoby i instytucje wydadzą opinie, jest elementem gry na czas. Komisji zależy na tym, by mieć wygodną wymówkę usprawiedliwiającą przedłużającą się bierność w sprawie aborcji i sprawiać wrażenie, że coś się dzieje.

Zakaz zabijania dzieci winien być normą w cywilizowanym państwie. Samo dopuszczanie aborcji eugenicznej urąga godności osób niepełnosprawnych. Przynosimy do sejmu setki tysięcy podpisów, grubo ponad najlepszy dotychczasowy wynik. Ludzie są zniecierpliwieni tym, że wciąż nic się nie zmienia, że partia, która miała być za życiem, stawia kolejne przeszkody na drodze do zakazu zabijania polskich obywateli. Mnożą się opinie, ekspertyzy i dyskusje nad tym, czy można w Polsce przestać zabijać chore dzieci. Mijają tygodnie. Tymczasem średnio co 8 godzin w którymś ze szpitali ginie mały człowiek, bo był mniej zdrowy i sprawny niż większość. Odpowiedzialność za tę śmierć ponoszą politycy, którzy mając wszelkie niezbędne narzędzia i niemając zupełnie żadnych przeszkód – nie wykorzystują danego im przez obywateli mandatu, aby uchwalić lepsze prawo i ochronić bezbronne maleństwa.

W trakcie ostatniego posiedzenia Komisji Polityki Społecznej i Rodziny PRZECIW podjęciu prac nad projektem #ZatrzymajAborcję, a tym samym za dalszym zabijaniem dzieci w polskich szpitalach, głosowali:

Bożena Borys-Szopa (PiS)

Grzegorz Matusiak (złożył kontrwniosek o nierozpatrywanie projektu!) (PiS)

Joanna Augustynowska (PO)

Joanna Borowiak (PiS)

Barbara Chrobak (Kukiz’15)

Anita Czerwińska (PiS)

Leszek Dobrzyński (PiS)

Antoni Duda (PiS)

Joanna Frydrych (PO)

Magdalena Kochan (PO)

Ewa Kołodziej (PO)

Ewa Kozanecka (PiS)

Anna Krupka (PiS)

Bernadeta Krynicka (PiS)

Rajmund Miller (PO)

Marzena Okła-Drewnowicz (PO)

Sławomir Piechota (PO)

Monika Rosa (Nowoczesna)

Urszula Rusecka (PiS)

Anna Schmidt-Rodziewicz (PiS)

Agnieszka Ścigaj (Kukiz’15)

Janusz Śniadek (PiS)

Jacek Świat (PiS)

Ewa Tomaszewska (PiS)

Robert Warwas (PiS)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Kard. Zenon Grocholewski o św. Janie Pawle II

2018-10-14 21:53

Joanna Adamik, Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

W wywiadzie dla biura prasowego archidiecezji krakowskiej kard. Zenon Grocholewski wspomina dzień wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową oraz opowiada o wieloletniej współpracy z papieżem, który zawsze był sobą.

Katarzyna Katarzyńska | Archidiecezja Krakowska

– Osobiście kard. Wojtyłę poznałem dopiero w Rzymie. Przyjechałem tu 1966 roku i kiedy on przyjeżdżał do Rzymu to zawsze zatrzymywał się w Kolegium Polskim, gdzie mieszkałem. Był tam jednym z nas. To nie był hierarcha, który przechodzi obok studentów i ich nie widzi, ale dostrzegał każdego. 16 października 1978 roku byłem wśród studentów w Kolegium Polskim w Rzymie. Wtedy tam nie mieszkałem, ale akurat przyjechałem. Trwała transmisja z wyboru papieża. Pamiętam, że jak wyszedł kard. Felici, który zresztą był wtedy moim szefem, od razu podzieliłem się ze wszystkimi obecnymi, że coś tu nie gra, bo kard. Felici był jowialny, zawsze wesoły, uśmiechnięty, a tu wyszedł poważny. Widać było, że on nie był z tych, którzy promowali Wojtyłę. On, który przecież pisał wiersze po łacinie, rzymianin z krwi i kości, nie był zadowolony, że teraz zostaje papieżem ktoś „z lasu”. Ale potem się przekonał. Pamiętam, że w całej jego wypowiedzi rozpoczynającej się od „Habemus papam…” Wojtyła było na końcu, ale jak powiedział „Carolum” to wszyscy od razu wykrzyknęliśmy „Wojtyła!” To była wielka radość i mocne przeżycie.

Kard. Zenon Grocholewski wyznaje dalej, że po wyborze polskiego papieża obok wielkiej radości towarzyszył mu strach.

– Myślałem sobie, że Wojtyła nigdy nie pracował w kurii rzymskiej, a tu jest mnóstwo „mózgów” z całego świata, bałem się, czy nie będzie się czuł trochę przygnieciony tym całym aparatem. Ale już po dwóch dniach wiedziałem – o nie, nikt go nie przygłuszy, on jest sobą, tak jakby był w swoim domu. Zaczyna żyć zupełnie inaczej, idzie do chorych, przemawia, zaprasza do siebie na śniadania, kolacje. Był zupełnie sobą i bardzo mi się to podobało.

Kardynał wspomina, że pracował wtedy w Najwyższym Sądzie Kościelnym, gdzie przychodziło wielu profesorów prawa, adwokatów i uderzyło go, że przyjęli tego papieża bardzo dobrze, nie było słowa krytyki, każdy gratulował i cieszył się. Podkreślił też, że Wojtyła był sympatyczny od samego początku i wszystkich ujął już podczas pierwszego przemówienia, kiedy wyznał, że jeszcze nie umie dobrze włoskiego i prosił, że jeśli zrobił jakiś błąd, to żeby go poprawić – przy czym właśnie w tym zdaniu błąd popełnił. To jeszcze bardziej zjednało mu ludzi.

Następnie kardynał odniósł się do homilii, którą Jan Paweł II wygłosił, inaugurując swój pontyfikat i kiedy wypowiedział słynne „otwórzcie drzwi Chrystusowi”.

– Pamiętam, że jak tego kazania słuchałem to byłem przekonany, że to jest Wojtyła. Normalnie jest tak, że nowemu papieżowi na początku pomagają i na pewno mu kazanie napisali. Jednym z autorów miał być kard. Felici. Potem Felici był niezadowolony, bo papież nawet tego nie przeczytał, tylko sam powiedział to, co mu leżało na sercu. Dla niego bardzo ważny był człowiek, którego chciał ubogacić Chrystusem. I wyraził to wobec całego świata. Zaraz widziało się, że w tym mu nikt nie pomagał, nikt mu tego nie pisał, że to jest on.

Kard. Grocholewski powiedział także, że do dzisiaj wszyscy to kazanie wspominają i cytują, co jest piękne, właśnie dlatego, że Wojtyła nigdy nikogo nie naśladował tylko był sobą, był autentyczny i dzięki temu zjednywał sobie bardzo wielu ludzi i to nie tylko katolików.

Kardynał wspomniał też sytuację, kiedy najwięksi amerykańscy adwokaci przybyli do Rzymu, by zobaczyć jak funkcjonuje Najwyższy Sąd Kościelny, w którym pracował wtedy kard. Grocholewski. W ramach tej wizyty zorganizował im również spotkanie z Ojcem św. Wspomina, że otrzymał potem od ich przewodniczącego – Żyda piękny list, w którym dziękował za wizytę, ale przede wszystkim za spotkanie z papieżem, które ogromnie go ujęło.

– Takie wrażenie zrobił ten człowiek przez kilka minut, bo przecież tyle trwa spotkanie z Ojcem św. To było piękne. Był to papież, który robił wrażenie, ale nie dlatego, że starał się komuś zaimponować, ale swoją osobowością. Zawsze mówię, że był prawdziwym człowiekiem. Był ilustracją tego, o czym nauczał.

Kard. Grocholewski podkreślił, że z pism Jana Pawła II jasno wyłania się fakt, że szczytem człowieczeństwa jest świętość.

– On właśnie był świętym. Jego świętość to jest bycie prawdziwie człowiekiem. Nikt nie miał wątpliwości, że on żyje tym co mówi i naprawdę w to wierzy.

Rozmówca przypomniał dalej, że Jan Paweł II wiele mówił o dialogu, a prawdziwym człowiekiem dialogu był tylko on – z kilku ważnych powodów, które bardzo konkretnie wskazał kard. Grocholewski. Po pierwsze dlatego, że rozmawiał ze wszystkimi bez wyjątku.

– Nie było kategorii ludzi, z którymi by nie rozmawiał: z katolikami, robotnikami, intelektualistami, studentami, muzułmanami, Żydami, buddystami, ze wszystkimi. Nawet rozmawiał z tym, który chciał go zabić.

Po drugie w rozmowie nikogo nie obrażał, bo miał szacunek dla każdego.

– Nigdy nie było tak, żeby do kogoś odzywał się z jakąś pogardą czy lekceważeniem. Wobec każdego miał szacunek.

Po trzecie Jan Paweł II wszędzie był sobą.

– On nie starał się żeby zaimponować, nie zmieniał swoich poglądów w zależności od tego z kim rozmawiał. Nie starał się przypodobać np. młodzieży, ale wszędzie i z każdym był sobą. Wobec każdego świadczył o swojej wierze.

Czwartym elementem była koherencja czyli spójność.

– Dla mnie był to papież, który odegrał wielką rolę w świecie. Szkoda tylko, że jego doktryna wciąż jest tak mało znana. (…) A niesie potężny potencjał świętości, wiedzy, nauki dla całego świata. Ja bardzo chętnie wracam do jego tekstów i czasem jestem naprawdę zachwycony, bo odkrywam na nowo jego myśl.

Kardynał podkreślił, że cieszy się, iż przez cały pontyfikat miał okazję współpracować z polskim papieżem, choć pracę w Najwyższym Sądzie Kościelnym rozpoczął już sześć lat przez wyborem Wojtyły. Wspomina Ojca św. jako człowieka niezwykle otwartego.

– Można mu było wszystko powiedzieć. Można było z niego pożartować, ale też można było powiedzieć, że coś się nam nie podoba, dyskutował wtedy i dawał szansę zmiany na lepsze.

Kard. Grocholewski mówił także o wielkim wpływie, jaki miał i ma na niego Jan Paweł II, wpływie, który jednocześnie jest rachunkiem sumienia. Podkreślił, że źródłem jego wielkości było życie duchowe. Wspomniał pierwszy, spontaniczny wyjazd papieża na Mentorellę, gdzie chodził jeszcze jako kardynał. Powiedział tam dwie fundamentalne rzeczy: pierwszym zadaniem papieża jest modlitwa, nie nauczanie, organizowanie, reformowanie, tylko modlitwa oraz, że to jest pierwszy warunek skuteczności jego pracy. Kardynał podkreślił, że właśnie dlatego on tak dobrze rozumiał Siostrę Faustynę, bo i on prowadził głębokie życie duchowe.

– Jego piękna osobowość znajduje swoje korzenie w jego łączności z Panem Bogiem. Nikt nie może w Kościele wiele zrobić jeżeli nie jest złączony z Panem Bogiem. Pan Jezus mówił jasno „beze mnie nic uczynić nie możecie”. Dlatego cała ta mozaika osobowości Jana Pawła II znajduje swoje korzenie w człowieku, który się naprawdę modlił. Papież kazał sobie kłaść na klęczniku kartki z intencjami tych, którzy prosili go o modlitwę i rzeczywiście się w tych intencjach modlił. Jego wiara i kontakt z Panem Bogiem dawały mu bardzo duży spokój duchowy. Widział problemy w świecie, kłopoty, trudności, ale był zawsze pogodny. On umiał na to wszystko patrzeć w świetle wiary i swojej łączności z Chrystusem, któremu zawierzył.

Kardynał wspomina, że tylko raz widział jak papież się zdenerwował.

– Byłem prawnikiem i poprosił mnie wraz z grupą siedmiu osób żebyśmy dyskutowali na temat kodeksu prawa kanonicznego, który potem w ’83 roku się ukazał. Ten kodeks był 20 lat opracowywany przez fachowców. W końcu powstał. Ostatni schemat niosłem do papieża i wszyscy byliśmy przekonani, że musi zaufać i podpisać, bo nie jest prawnikiem. A tak nie było. Dostałem telefon, żeby przyjść do papieża na obiad. Przyszedłem i okazało się, że było nas takich siedmiu, z różnych środowisk, i papież powiedział nam, że już dwa razy ten kodeks przeczytał, ale jeśli ma go podpisać to musi go jeszcze przestudiować i prosi nas o pomoc. Mieliśmy 14 spotkań z papieżem po 3 lub 4 godziny każde.

Kardynał opowiada dalej, że w pewnym momencie zasugerowali papieżowi, żeby przy tych obradach był obecny szef komisji, która zatwierdziła kodeks. Tak się stało. I raz, gdy wszyscy krytykowali jeden punkt, on nie wytrzymał i przy papieżu na nich nakrzyczał.

– Wtedy widziałem, że papież też się trochę uniósł i powiedział, że jest nieprawdą, że się za dużo mówi, bo jeśli ktoś stawia tezę to ma prawo ją uzasadnić. I zakończył bardzo mocno, że bardzo prosi, by tak było mówione jak dotychczas. Czyli naprawdę chciał słuchać różnych opinii. Tym bardziej, że on nas wybrał wiedząc, że się nie będziemy zgadzali.

Kard. Grocholewski wyznał także, że prace nad tym kodeksem były czymś, co go najbardziej uderzyło, wzruszyło i wydawało się nieprawdopodobne.

– Ja byłem wtedy najmłodszy, ale nikt z nas nie mógł pojąć, że papież chce z nami dyskutować. Dla nas wszystkich to było wielkie przeżycie.

Wspomina także poważny problem prawniczy, z którym mierzyli się w sądzie i trzeba było potwierdzenia papieża. Kardynał opowiada, że był zaniepokojony czy papież zrozumie zawiłości prawne, a on bez problemu je zrozumiał.

Z drugiej strony jednak uderzała jego prostota – zapraszał ich po kolacji na taras na różaniec. Można było z nim pożartować. Rozmówca podkreśla, że papież miał poczucie humoru również na własny temat.

– Myśmy się czasem z niego nabijali. Pamiętam jak były raz imieniny Stanisława Dziwisza i my z papieżem na te imieniny jechaliśmy. Wcześniej to było nie do pomyślenia! Albo na gwiazdkę ks. Dziwisz dzwoni, bo papież chce kolędy pośpiewać. On się wszędzie czuł sobą i ten kto do niego przychodził też się czuł dobrze. Wiedział, że papież nie patrzy na niego jakoś z góry tylko jako przyjaciel, ktoś kto go szanuje i dla kogo jest drogi.

Kardynał opowiedział także, że w prywatnej kaplicy bierzmował osobę, która przyjęła chrzest pod wpływem spotkania z papieżem i w książce pamiątkowej napisała „najpiękniejszą religią świata jest katolicyzm”.

Mówił również, że Jan Paweł II dał świadectwo jak można cierpienie uczynić apostolatem. Wspomniał Światowe Dni Młodzieży w Rzymie, gdzie przybyło 2,5 mln osób. Ojciec św. był starym człowiekiem, który ledwo mówił, a tyle młodzieży chciało się z nim spotkać. Kardynał podkreślił, że autentyzm jego życia pociągał i dawał entuzjazm Kościołowi.

Wspomina także czas, kiedy budowano salę audiencyjną Pawła VI i krytykowano, że jest zbyt duża na 7 tys. miejsc siedzących, że nigdy nie będzie pełna.

– Za Pawła VI nie była pełna. Przyszedł Jan Paweł II i sala za mała! Bo przychodzi nie 7 tys. ludzi ale 70 tys., 100 tys. i więcej. I zaczęły się audiencje na Placu św. Piotra. To nie skończyło się przez cały jego pontyfikat i trwa nadal.

Jeśli chodzi o krytykę papieża, to kardynał wskazał, że najpierw trzeba znaleźć źródło tej krytyki – o co tak naprawdę chodzi. Podkreślił, że człowiek, który oddala się od Chrystusa często krytykuje, by zagłuszyć swoje sumienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Młody Irakijczyk przemawiał na Synodzie. Papież zaprosił go do domu

2018-10-15 17:19

ts (KAI) / Watykan

Papież Franciszek nieoczekiwanie przyjął w Domu św. Marty młodego Irakijczyka, uczestnika Synodu Biskupów w Watykanie na temat młodzieży i przekazał mu przesłanie do młodych chrześcijan w jego kraju. 26-letni stomatolog Safa al.-Abbia musi wcześniej wracać do kraju, aby opiekować się chorą na raka matką. Przed powrotem do domu wierny Kościoła chaldejsko-katolickiego pragnął osobiście pozdrowić papieża – Franciszek natychmiast spełnił jego życzenie.

VaticanNews/YouTube.com
Safa al.-Abbia z Iraku

Zdjęcia z tego serdecznego spotkania z 13 października zostały natychmiast zamieszczone na oficjalnym synodalnym Twitterze @Synod2018. Młodemu Irakijczykowi papież podarował różaniec dla mamy oraz przekazał przesłanie do młodych chrześcijan w Iraku. Franciszek zapewnił, że stale nosi w sercu młodych chrześcijan znad Eufratu i Tygrysu i zdaje sobie sprawę z ich cierpień. Jednocześnie przekonywał młodych chrześcijan w Iraku, aby ufali w przyszłość i nie dali się zniechęcić bolesną przeszłością oraz trudnym czasem współczesnym gdyż towarzyszy im Chrystus.

Safa al-Abbia zwrócił na siebie uwagę swoim wystąpieniem w auli synodalnej 11 października, kiedy przedstawił raport ukazujący męczenników w Iraku, którzy w ciągu minionych 15 lat zginęli z powodu świadectwa wiary w Chrystusa. Młody Irakijczyk podkreślał, że dziś dla młodzieży irackiej największymi wyzwaniami są „pokój, stabilizacja i prawo dożycia w godności”. Kończąc swoje wystąpienie wezwał młodych Irakijczyków do modlitwy za wszystkich cierpiących chrześcijan, nie tylko w ich kraju i wypowiedział życzenie leżące w sercach wielu irackich chrześcijan, „abyśmy pewnego dnia mogli pozdrowić papieża u nas, w naszym kraju”. Według uczestników synodalnych obrad, wystąpienia Safa al-Abbia spotkało się z największą – jak dotychczas – owacją.

W rozmowie z portalem vaticannews młody Irakijczyk powiedział, że chodziło mu o to, aby zwrócić uwagę, iż w Iraku żyje wielu wspaniałych chrześcijan, którzy mimo „smutnych i nędznych warunków życia żyją silną wiarą i ją zaświadczają”. Młodzi chrześcijanie w Iraku chcą po prostu móc żyć w swoim kraju „w godnych warunkach”. "Módlcie się za nas, my także modlimy się za was", zaapelował do młodych chrześcijan w krajach, w których nie są oni prześladowani.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem