Reklama

Biskup odrodzonego Pomorza

65 lat temu zmarł bp. Stanisław Wojciech Okoniewski. Był postacią tragiczną. Pierwszy po zaborach wytęskniony polski pasterz Kościoła na Pomorzu. Wybitny animator życia religijnego i apostolstwa świeckich. Twórca prestiżu Seminarium Duchownego i stolicy biskupiej - „Pomorskich Aten”. Biskup Morski. Mecenas sztuki. Hierarcha uosabiający dla wielu majestat Kościoła i splendor Rzeczypospolitej. W końcu - dożywający swych dni na krańcu Europy tułacz - biskup diecezji najboleśniej doświadczonej w całym polskim Kościele. Zmarł na wygnaniu w 17. rocznicę swojego ingresu

Niedziela toruńska 19/2009

Był Wielkopolaninem. Urodził się 21 kwietnia 1879 r. w Popowie k. Wągrowca w nauczycielskiej rodzinie Jana i Stanisławy z domu Likowskiej. Studia teologiczne w Poznaniu i Gnieźnie poprzedził edukacją w progimnazjum w Trzemesznie i Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Po latach, w 1907 r., kontynuator świetnej tradycji patriotycznej tych szkół za opór przeciw nauczaniu religii po niemiecku zapłaci 6-tygodniowym więzieniem. „Był jednym z tych, co nie czekając na niepodległość, nieustannie ją przygotowywali” - napisał ks. Janusz St. Pasierb.
23 czerwca 1895 r. otrzymał święcenia w katedrze gnieźnieńskiej. W ciągu 3 dekad swojej posługi w Wielkopolsce dał się poznać jako świetny duszpasterz m.in. na probostwach w Bninie i Kościelcu, dziekan inowrocławski, kaznodzieja w poznańskiej katedrze, autor ok. 100 artykułów w „Przeglądzie Kościelnym” i „Miesięczniku Naukowo-Informacyjnym”. Pasje naukowe rozwijał jako członek Towarzystw Naukowych w Poznaniu i Toruniu. Z upodobaniem zajmował się tłumaczeniami z łaciny, której był wybornym znawcą (lubił korespondować i przemawiać w języku Horacego). M.in. przełożył na polski jedną z encyklik Piusa X; do końca swoich dni tłumaczył listy św. Hieronima. W 1926 r. za 700-stronicowe dzieło „Pismo św. w dziełach ks. Piotra Skargi” został nagrodzony przez Uniwersytet Jagielloński doktoratem honoris causa, już jako biskup.

Książę Kościoła

55. biskup chełmiński od 14 grudnia 1925 r. do 4 października 1926 r. był koadiutorem ordynariusza diecezji, bp. Augustyna Rosentretera (1844-1926). 25 kwietnia 1926 r. został konsekrowany przez biskupa płockiego Antoniego Juliana Nowowiejskiego (1858-1941; 13 czerwca minie 10. rocznica jego beatyfikacji), a 1 maja 1927 r. - uroczyście wprowadzony do katedry.
Konsekracja była wielkim wydarzeniem religijnym i patriotycznym. Oddajmy głos sprawozdawy: „(…) cała ziemia pomorska (…) stanęła do apelu, by hołd złożyć pierwszemu na ziemi tej od chwili odzyskania niepodległości biskupowi Polakowi. (…) Witano ks. Biskupa Okoniewskiego nie tylko jako Dostojnika Kościoła, lecz i jako widomy znak odzyskania niepodległości” („Słowo Pomorskie”, 27 kwietnia 1926 r.). Z taką miłością i nadzieją witano tylko gen. Józefa Hallera, gdy zimą 1920 r. przejmował Pomorze pod polskie władanie. Wielką manifestacją polskości była defilada, którą bp Okoniewski odebrał w otoczeniu dygnitarzy Kościoła, generałów, posłów, ministrów i elity pomorskiego społeczeństwa: „Ok. 4 tys. par nóg przemierzyło ulicę w tym pochodzie, 160 sztandarów i chorągwi pochyliło się przed Dostojnym Pasterzem” - relacjonował reporter przemarsz 65. Starogardzkiego Pułku Piechoty, straży pożarnej, bractw, towarzystw i harcerzy z całej diecezji i z Gdańska. Podobny przebieg i charakter miały uroczystości podczas ingresu. Taki zresztą był ówczesny styl życia religijnego i społecznego, a bp Okoniewski był jego uosobieniem. „Styl miał zresztą we wszystkim, (…) polski styl odzyskanej niepodległości” - napisał o nim ks. Pasierb. Takiego biskupa oczekiwano na Pomorzu. Majestat Kościoła uzewnętrzniał się też we wrodzonym dostojeństwie Pasterza diecezji: „Jest to mężczyzna wysokiego wzrostu, słusznej postawy, już samą powierzchownością swoją zniewalający do uchylenia przed nim czoła” - pisał dziennikarz „Słowa Pomorskiego”. A ks. Franciszek Wołoszyk (1913-1987) zanotował w kleryckim wspomnieniu z 1935 r.: „Wyniosły, dostojny, z orlim nosem, o postawie wielkiego dygnitarza, prawdziwy książę Kościoła”. Pałac biskupi w Pelplinie przebudował na kształt Belwederu. W pałacowej bibliotece zgromadził liczący 12 tys. tomów księgozbiór bogaty w rękopisy, inkunabuły i starodruki. Styl jego biskupich rządów określało także wspieranie artystów oraz opieka nad dziełami sztuki i zabytkami. Hojny mecenat i skala zainteresowań Biskupa nasuwały skojarzenia z jego renesansowymi poprzednikami. „Był to [także] - zdaniem ks. Pasierba - wielki styl dawnego, co tu ukrywać, dość feudalnego Kościoła”. Zdarzały się opinie o apodyktyczności Biskupa. „Z natury porywczy, lecz o dobrym sercu” - ocenia ks. Wołoszyk, a jego rówieśnik, ks. Stefan W. Frelichowski, kapelan Biskupa w latach 1937-38, wspomina o sakramencie kapłaństwa udzielonym przez jego „energiczne, ale zawsze dobro czynione ręce”.

Pasterz diecezji

„Pragnę (…), by nadzieje przywiązywane do mojej osoby się ziściły” - powiedział do delegacji witającej go na stopniach pałacu biskupów chełmińskich. Obejmował diecezję wybiedzoną po wojnach, trójjęzyczną, zróżnicowaną kulturowo, trapioną antagonizmem polsko-niemieckim, obolałą po zwycięskiej walce z Kulturkampfem i ciągle żywej pamięci o presji germanizacyjnej.
Nowy ordynariusz niezwłocznie przystąpił do reorganizacji Kościoła chełmińskiego, stawiając na pierwszym miejscu sprawne organizowanie duszpasterstwa, usprawnił administrację, zreformował Kurię i inne instytucje kościelne. W 1928 r. zwołał pierwszy po 183 latach synod diecezjalny. Utworzył 9 nowych dekanatów i ponad 90 parafii. Wśród 330 ośrodków duszpasterskich diecezji nie było takiego, którego by nie odwiedził. W ciągu 13 lat jego rządów, wybudowano 73 kościoły, remontowano istniejące.
Tchnął nowego ducha w życie religijne. Bp Radoński mówił o jego „rozkwicie na nowo pod wpływem gorliwego pasterza”, a ks. Liedtke - o „dogłębnej odnowie”. Jako czciciel Serca Jezusowego zaprowadził nabożeństwa pierwszopiątkowe. Czciciel Maryi - w 1937 r. ukoronował słynącą cudami statułę Matki Bożej Swarzewskiej. Nadał wielką rangę Eucharystii, w której upatrywał siłę zdolną odrodzić moralnie społeczeństwo zdemoralizowane niedawnymi wojnami. Zorganizował 2 diecezjalne Kongresy Eucharystyczne: w 1929 r. w Toruniu i w 1939 r. w Gdyni. Należał do gorących zwolenników Akcji Katolickiej, w której upatrywał szansę na przezwyciężenie laicyzacji. Popierał także inne formy uczestnictwa świeckich w życiu Kościoła, jak bractwa i stowarzyszenia gromadzące tysiące uczestników; np. w Grudziądzu w 1930 r. działało 30 takich organizacji. Był orędownikiem akcji misyjnej. „Dzięki jego trosce i osobistemu zaangażowaniu osiągnęła najwyższe wyniki, zajmując pierwsze miejsce wśród wszystkich polskich diecezji” - ocenia ks. Liedtke. Współcześni Biskupowi podkreślają jego wrażliwość na ludzką niedolę i wspieranie akcji dobroczynnych i struktur charytatywnych, jak Stowarzyszenie Świetlic Charytatywnych czy Związek Towarzystw Dobroczynnych, późniejszy Caritas. W 1936 r. zwołał w Pelplinie pierwszy Kongres Miłosierdzia. W listach pasterskich pisał o bezrobociu, w latach wielkiego kryzysu tworzył Komitety Parafialne Pomocy Bezrobotnym.
Wspierał formację intelektualną duchownych, organizując m.in. kursy sztuki kościelnej, katechetyczne i homiletyczne. Sam był zresztą świetnym kaznodzieją, co nie dziwi u znawcy i miłośnika ks. Skargi. Zakupiony od rządu zamek pokrzyżacki w Bierzgłowie k. Torunia pieczołowicie odrestaurował i przeznaczył na ośrodek rekolekcyjny dla księży i wakacyjny dla kleryków. W 1927 r. przeniósł do Pelplina Wydział Teologiczny toruńskiego Towarzystwa Naukowego. W 1929 r. powołał „Miesięcznik Diecezji Chełmińskiej” - czasopismo reprezentujące Kurię, w którym oprócz tekstów o charakterze informacyjnym i urzędowym publikowano artykuły naukowe i popularyzatorskie. 2 lata przed wojną z inicjatywy Biskupa zaczęły się też ukazywać „Wydawnictwa teologiczne diecezji chełmińskiej”. „Kazał na nowo urządzić, zapoczątkował ponowne zbieranie źródeł do historii, powziął myśl założenia muzeum diecezjalnego, dla którego kolekcjonował, ratował, konserwował dzieła sztuki, zbierane troskliwie po kościołach, kaplicach, plebaniach i domach prywatnych całego Pomorza” - pisze ks. Manthey. Z jego inspiracji w 1928 r. powstała zbiorowa publikacja księży historyków pod kierunkiem ks. Pawła Czaplewskiego, do tej pory niezastąpione źródło wiedzy dla badaczy dziejów Kościoła na Pomorzu: „Diecezja chełmińska. Zarys historyczno-statystyczny”. W 1935 r. powierzył ks. Antoniemu Liedtkemu kierowanie biblioteką seminaryjną archiwum diecezjalnego z zadaniem ich gruntownego przekształcenia i zmodernizowania.
Sprawę tę, jak poprzednią i wiele innych, powierzył w dobre ręce. Ordynariusz chełmiński, nominując, kierował się przede wszystkim dobrem diecezji oraz indywidualnymi predyspozycjami poszczególnych kandydatów, stąd jego nominacje ocenia się jako trafne. „Główne urzędy i funkcje kierownicze znalazły się w rękach osób najodpowiedniejszych, dobrze zorientowanych w materii swych obowiązków, a nade wszystko wszechstronnie wykształconych i przygotowanych do tego trybu pracy” - ocenia historyk Kościoła chełmińskiego ks. Walkusz.

Reklama

Reformator seminarium

Bp Okoniewski, uwzględniając rozwój nauk i wskazania Stolicy Apostolskiej, ukształtował Seminarium Duchowne na podobieństwo akademii filozoficzno-teologicznej. Z tego powodu okazało się konieczne wydłużenie czasu trwania studiów z 4 do 5, a później do 6 lat. Zostały dodane nowe przedmioty, m.in. socjologia, psychologia i medycyna pastoralna, historia sztuki, religioznawstwo porównawcze. Pedagogika i katechetyka stały się osobnymi przedmiotami, podobnie, w duchu nowego „ruchu liturgicznego” - liturgika. Powstały też lektoraty języków klasycznych i języka niemieckiego. Biskup zachęcał też profesorów do wydawania podręczników własnych. Od 1933 r. każdy kleryk był zobowiązany do udziału w specjalnych seminariach naukowych. Było to posunięcie prekursorskie w skali kraju. Zdaniem ks. Walkusza: „Ten wymóg związany z pewną formą specjalizacji i możliwości rozwoju indywidualnych zamiłowań kleryków (…) podnosił poważnie autorytet naukowy pelplińskiego seminarium”. Wspomnieliśmy już o nowoczesnej reorganizacji wielkiej biblioteki seminaryjnej. Pelplińska uczelnia została też rozbudowana i rozszerzona w 1928 r. o tzw. „najnowsze seminarium”. Ks. Manthey, historyk seminarium, podkreśla, że stworzono tam alumnom jak najkorzystniejsze warunki bytowe: pokoje z centralnym ogrzewaniem, gustownie i funkcjonalnie umeblowane (m.in. biurko dla każdego kleryka!), umywalkami i łazienkami na korytarzach, elektryczne ogrzewanie w kaplicy. Były to luksusy nie do pomyślenia za czasów poprzedników bp. Stanisława Wojciecha.
Przede wszystkim w murach seminarium panował klimat sprzyjający pracy naukowej i praca formacyjna, która miała się przełożyć na świetne duszpasterstwo i celująco zdany egzamin z wierności Kościołowi w czasie straszliwej próby jesienią 1939 r. i w późniejszych wojennych latach.

Rzecznik Pomorza

„Przybywam do was z obcych stron, z obcej diecezji” - powiedział w Pelplinie biskup nominat Stanisław Wojciech Okoniewski w przeddzień swojej konsekracji w 1926 r. Okazał się dobrodziejem swojej nowej małej pelplińskiej ojczyzny. Wiele uczynił, by podnieść rangę biskupiej stolicy: W 1931 r. uzyskał dla Pelplina prawa miejskie. Na tę pamiątkę Pelplin ma w herbie mitrę. Jednocześnie rozpoczęto budowę nowego osiedla domków jednorodzinnych dla miejscowych robotników na terenie przekazanym przez Biskupa, stąd jego nazwa - Okoniewo. Jego starania sprawiły, że w 1927 r. Collegium Marianum, które za pruskich czasów było kolebką polskiej inteligencji i patriotycznego duchowieństwa, uzyskało status pełnego gimnazjum.
Aktywnie włączył się w życie polityczne Pomorza. W 10. rocznicę powrotu tej dzielnicy do Polski wydał specjalny list pasterski, dokonał poświęcenia Pomnika Niepodległości w Grudziądzu, chętnie uczestniczył w uroczystościach patriotycznych. „Utożsamił się z Pomorzem, stał się patriotą lokalnym i rzecznikiem tej ziemi, o której pisał, że nad jej pięknem czuwa wyciągnięta dłoń Boża”. Jako biskup Pomorza zapraszał turystów z innych części kraju: „Poznamy się i pokochamy lepiej”. Pokochał krajobrazy i miasta (o Chełmnie pisał pięknie, że to pomorska Jerozolima)” - napisał ks. Pasierb w eseju „Skrzyżowanie dróg”. W biogramach bp Okoniewski bywa określany jako „repolonizator Pomorza”, co krzywdzi jego diecezjan, którzy od pokoleń cierpieli dla sprawy polskiej. „Gdyby biskup nie trafił na podatny grunt odpowiednio ukierunkowanych swoich księży, którzy na długo przed jego przybyciem na tereny pomorskie, angażowaliby swoje siły dla sprawy narodowej, niewiele zyskałby dla umocnienia polskości w tej dzielnicy” - twierdzi ks. Walkusz.

Biskup Morski

„Nad morzem przygotowuje Bóg nas do naszych zadań wobec Ojczyzny” - powiedział bp. Okoniewski, ordynariusz jedynej nadmorskiej diecezji, podczas Dni Morza zorganizowanych w Gdyni w 1938 r. „Silną pragnie Bóg widzieć Polskę naszą, silną wszędzie, silną na morzu” - mówił jedyny w naszych dziejach Biskup Morski.

2012-11-19 12:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Idź za Chrystusem

Niedziela lubelska 18/2003

Wszechmogący wieczny Boże,
uświęć te gałązki swoim błogosławieństwem i spraw,
abyśmy idąc z radością za Chrystusem Królem,
mogli przez Niego dojść do wiecznego Jeruzalem.
(Modlitwa poświęcenia palm)

Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, kojarzy się nierozłącznie z dwoma elementami: poświęcenie palm i czytanie opisu Męki Pańskiej. Liturgia rozpoczyna się od procesji z palmami na pamiątkę wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy. Tłumy wiwatowały na cześć Jezusa Chrystusa, wołały Hosanna, rzucały płaszcze i gałązki palmowe. Wspominając to wydarzenie, wjazd Króla na osiołku, także my przychodzimy z palmami, aby okazać naszą radość i gotowość kroczenia za Chrystusem przez Krzyż do chwały. Szczególnym wyrazem ukazania tej radości są palmy, których nie kupujemy, ale sami je przygotowujemy.
Tradycje przygotowywania własnych palm, dużych i małych, są znane w wielu regionach i parafiach. W tym roku do tej tradycji włączyła się parafia pw. św. Mikołaja w Lublinie. Dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 25, która znajduje się na terenie tej parafii, przygotowały własne palmy, które brały udział w konkursie. Organizatorkami były katechetki - s. Pompilia, kanoniczka i Anna Wierucka. Przygotowania rozpoczęły się pod koniec marca, zaś w Niedzielę Palmową nastąpiło finałowe rozstrzygnięcie konkursu w czasie uroczystej Mszy św. Wierni, a wśród nich dzieci ze swoimi palmami, zgromadzili się na placu przed kościołem. Po poświęceniu palm w uroczystej i radosnej procesji uczestnicy udali się do kościoła na Eucharystię, w trakcie wysłuchali opisu Męki Pańskiej.
Pomysł okazał się trafny, o czym świadczy spore zainteresowanie - do konkursu zgłoszono ok. 60 palm. Niełatwego zadania wskazania laureatów podjęła się komisja na czele z ks. kan. Czesławem Pacem, proboszczem. Pierwsze miejsce zajęli: Piotr Olech (kl. IV) oraz Wiktoria i Daniel Nowak. Laureatami drugiego miejsca zostali: Anna Adolińska (kl. VI), Karolina Pochwatka (kl. II) i Ola Jagielska (kl. II). Natomiast trzecie miejsce zajęli: Anna Najman (kl. III), Kacper Kapuściński (kl. I) i Amanda Krać (kl. V). Był to pierwszy, i miejmy nadzieję nie ostatni, konkurs palm w parafii św. Mikołaja.

CZYTAJ DALEJ

Obchody XXXV Światowego Dnia Młodzieży

2020-04-05 20:53

[ TEMATY ]

ŚDM

Paradyż

Kl. Tomasz Dragańczuk

„Młodzieńcze, tobie mówię wstań” (por. Łk 7, 14) - pod takim hasłem odbyły się w Kościele obchody XXXV Światowego Dnia Młodzieży. To światowe święto młodych ustanowione przez papieża Jana Pawła II miało w tym roku inny - niż zwykle - przebieg. Z powodu pandemii koronawirusa w wielu miejscach na świecie obchody zredukowano do Mszy św. odprawionych dla nielicznego grona wiernych.

W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej obchody ŚDM zostały zaplanowane w Paradyżu. W związku ze zbliżającą się koronacją obrazu Matki Bożej Paradyskiej to właśnie kościół seminaryjny miał być centrum tegorocznego spotkania. Jednak ze względu na pandemię młodzi nie przyjechali do seminarium. Msza św. z Paradyża była transmitowana przez TVP3 Gorzów. Mogli w niej uczestniczyć młodzi Lubuszanie. Eucharystii przewodniczył bp Tadeusz Lityński, a koncelebrowali: ks. Łukasz Malec - diecezjalny duszpasterz młodzieży i ks. Zygmunt Zapaśnik - diecezjalny ojciec duchowny.

Zobacz zdjęcia: Obchody XXXV Światowego Dnia Młodzieży

W ramach diecezjalnych obchodów ŚDM zaplanowany został także internetowy Różaniec dla młodych transmitowany z kościoła pw. św. Stanisława Kostki w Zielonej Górze.

ORĘDZIE PAPIEŻA FRANCISZKA

NA XXXV ŚWIATOWY DZIEŃ MŁODZIEŻY 2020 r.

„Młodzieńcze, tobie mówię wstań” (por. Łk 7, 14)

Najdrożsi młodzi,

w październiku 2018 r., wraz z Synodem Biskupów na temat „Młodzi, wiara i rozeznawanie powołania”, Kościół podjął proces refleksji nad waszą sytuacją we współczesnym świecie, nad waszym poszukiwaniem sensu i projektu życia, waszą relacją z Bogiem. W styczniu 2019 roku spotkałem setki tysięcy waszych rówieśników z całego świata, zebranych w Panamie na Światowym Dniu Młodzieży. Wydarzenia tego typu – Synod i ŚDM – wyrażają zasadniczy wymiar Kościoła: „podążać razem”.

Na tej drodze, za każdym razem, gdy osiągamy ważny punkt, jesteśmy wezwani przez Boga i przez samo życie, by zacząć od nowa. Wy, ludzie młodzi, jesteście w tym biegli! Lubicie podróżować, stawać przed miejscami i twarzami, których nigdy wcześniej nie widzieliście, przeżyć nowe doświadczenia. Wybrałem więc jako miejsce docelowe waszej następnej pielgrzymki międzykontynentalnej, w 2022 roku Lizbonę, stolicę Portugalii. Stamtąd w piętnastym i szesnastym wieku liczni młodzi ludzie, w tym wielu misjonarzy, wyjechali do nieznanych krajów, aby podzielić się również swoim doświadczeniem Jezusa z innymi ludami i narodami. Temat ŚDM w Lizbonie będzie brzmiał: „Maryja wstała i poszła z pośpiechem” (Łk 1, 39). Pomyślałem, aby w ciągu dwóch lat poprzedzających to spotkanie, wraz z wami zastanowić się nad dwoma innymi tekstami biblijnymi: „Młodzieńcze, tobie mówię wstań” (por. Łk 7, 14), w 2020 r., i „Wstań. Ustanawiam cię świadkiem tego, co zobaczyłeś” (por. Dz 26, 16), w 2021 roku.

Jak widzicie wspólnym czasownikiem dla trzech tematów jest „wstać”. Wyrażenie to nabiera także znaczenia odradzania się, przebudzenia do życia. To czasownik powtarzający się w adhortacji Christus vivit (Chrystus żyje!), którą wam poświęciłem po Synodzie w 2018 roku i którą, wraz z dokumentem końcowym, Kościół daje wam jako latarnię, by rzucić światło na drogi waszego życia. Ufam całym sercem, że droga, która będzie nas wiodła do Lizbony, zbiegnie się w całym Kościele z silnym zaangażowaniem we wdrażanie tych dwóch dokumentów, ukierunkowując misję animatorów duszpasterstwa młodzieżowego.

Przejdźmy teraz do naszego tegorocznego tematu: „Młodzieńcze, tobie mówię wstań” (por. Łk 7, 14). Cytowałem już ten werset z Ewangelii w Christus vivit: „Jeśli utraciłeś wewnętrzny wigor, marzenia, entuzjazm, nadzieję i wspaniałomyślność, Jezus ukazuje się tobie, tak jak stanął przed zmarłym synem wdowy, i z całą swoją mocą Zmartwychwstałego Pan zachęca cię: «Młodzieńcze, tobie mówię wstań!» (Łk 7, 14)” (n. 20).

Fragment ten opowiada nam, jak Jezus, wchodząc do miasta Nain w Galilei, spotkał kondukt pogrzebowy towarzyszący pogrzebowi młodego mężczyzny, jedynego syna owdowiałej matki. Jezus, poruszony rozdzierającym bólem tej kobiety dokonał cudu wskrzeszenia jej syna. Ale cud nastąpił po całym ciągu postaw i gestów: „Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz!» Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli” (Łk 7, 13-14). Zatrzymajmy się, by przemyśleć niektóre z tych gestów i słów Pana.

Zobaczyć cierpienie i śmierć

Jezus przygląda się temu konduktowi pogrzebowemu uważnie i w skupieniu. W tłumie widzi twarz kobiety, przeżywającej skrajne cierpienie. Jego spojrzenie rodzi spotkanie, będące źródłem nowego życia. Nie trzeba wielu słów.

A jakie jest moje spojrzenie? Czy patrzę czujnym okiem, czy też tak, jakbym szybko przeglądał tysiące zdjęć w mojej komórce czy na profilu społecznościowym? Ileż razy zdarza się, że jesteśmy dzisiaj naocznymi świadkami wielu wydarzeń, nigdy nie doświadczając ich na żywo! Czasami naszą pierwszą reakcją jest nakręcenie sceny za pomocą telefonu komórkowego, być może nie zwracając uwagi, aby spojrzeć w oczy ludziom biorącym w niej udział.

Dookoła nas, ale czasem także w nas samych, napotykamy realia śmierci: fizycznej, duchowej, emocjonalnej, społecznej. Czy to zauważamy, czy po prostu ponosimy konsekwencje? Czy coś możemy uczynić, by przywrócić życie?

Myślę o wielu sytuacjach negatywnych, jakie przeżywają wasi rówieśnicy. Są na przykład tacy, którzy wszystko rozgrywają dzisiaj, narażając swoje życie w ekstremalnych doświadczeniach. Natomiast inni młodzi „umarli”, ponieważ zatracili nadzieję. Słyszałem od pewnej dziewczyny: „Wśród moich przyjaciół widzę osoby, które utraciły entuzjazm, żeby się zaangażować, odwagę, żeby się podnieść”. Niestety również wśród młodych rozprzestrzenia się depresja, która w niektórych przypadkach może nawet prowadzić do pokusy odebrania sobie życia. Ileż sytuacji, w których panuje apatia, w których gubimy się w otchłani udręki i wyrzutów sumienia! Iluż młodych ludzi płacze, a nikt nie słucha krzyku ich duszy! Wokół nich często roztargnione spojrzenia tych, którzy być może cieszą się swoją happy hour, zachowując dystans.

Są tacy, którzy wegetują powierzchownie, sądząc, że żyją, podczas gdy wewnątrz są martwi (por. Ap 3, 1). Można mieć dwadzieścia lat i wlec życie w dół, nie na miarę swej godności. Wszystko sprowadza się do tego, by „dać sobie żyć”, dążąc do odrobiny satysfakcji: trochę zabawy, trochę okruchów uprzejmości i uczucia od innych… Istnieje również rozpowszechniony narcyzm cyfrowy, który dotyka zarówno młodych, jak i dorosłych. Wielu tak żyje! Być może niektórzy z nich oddychali wokół siebie materializmem ludzi myślących tylko o zarabianiu pieniędzy i urządzeniu się, jak gdyby były to jedyne cele życia. Na dłuższą metę pojawi się nieuchronnie głuchy niepokój, apatia, nuda życia, coraz bardziej bolesna.

Postawy negatywne mogą być również wywoływane niepowodzeniami osobistymi, gdy coś, na czym nam zależało, w co byliśmy zaangażowani, nie posuwa się naprzód czy nie osiąga pożądanych rezultatów. Może się to zdarzyć w dziedzinie edukacji lub z ambicjami sportowymi, czy artystycznymi… Kres „marzeń” może sprawić, że poczujesz się martwy. Ale niepowodzenia należą do życia każdego człowieka, a czasem mogą się nawet okazać łaską! Często coś, co naszym zdaniem dawało szczęście, okazuje się iluzją, idolem. Bożki żądają od nas wszystkiego, czyniąc nas niewolnikami, ale nic nie dają w zamian. I w końcu upadają, pozostawiając jedynie kurz i dym. W tym sensie niepowodzenia, jeśli powodują upadek bożków, są dobre, nawet jeśli sprawiają cierpienie.

Moglibyśmy kontynuować mówiąc o innych sytuacjach śmierci fizycznej lub moralnej, w których może się znaleźć młoda osoba, takie jak uzależnienia, przestępstwa, nędza, poważna choroba… Ale zostawiam wam do osobistego rozważenia i uświadomienia sobie tego, co spowodowało „śmierć” w was lub w kimś wam bliskim, obecnie, lub w przeszłości. Jednocześnie pamiętajcie, że ten młodzieniec z Ewangelii, który naprawdę umarł, powrócił do życia, ponieważ spojrzał na niego Ktoś, kto chciał, aby żył. To może się zdarzyć dzisiaj i każdego dnia.

Ulitować się

Pismo Święte często opisuje nastrój tych, którzy pozwalają się poruszyć „dogłębnie” cierpieniem innych. Wzruszenie Jezusa czyni Go uczestnikiem rzeczywistości drugiego człowieka. Przyjmuje na siebie nędzę drugiego. Cierpienie tej matki staje się Jego cierpieniem. Śmierć tego syna staje się Jego śmiercią.

Przy wielu okazjach wy, młodzi okazujecie, że umiecie cierpieć wraz z drugą osobą. Wystarczy zobaczyć jak wielu z was wielkodusznie poświęca się, gdy wymagają tego okoliczności. Nie ma katastrofy, trzęsienia ziemi, powodzi, które by nie powodowały, że grupy młodych wolontariuszy są gotowe do pomocy. Także wielka mobilizacja ludzi młodych, którzy chcą bronić świata stworzonego, świadczy również o waszej zdolności do usłyszenia krzyku ziemi.

Drodzy młodzi, nie pozwólcie ukraść sobie tej wrażliwości! Obyście zawsze słyszeli jęk tych, którzy cierpią; wzruszali się tymi, którzy płaczą i umierają w dzisiejszym świecie. „Pewne realia życia można zobaczyć jedynie oczami obmytymi przez łzy” (Christus vivit, 76). Jeśli będziecie umieli płakać z tymi, którzy płaczą, będziecie naprawdę szczęśliwi. Wielu z waszych rówieśników nie ma szans, doznają przemocy, prześladowań. Niech ich rany staną się waszymi, a będziecie nieśli nadzieję w ten świat. Będziecie mogli powiedzieć swojemu bratu, swojej siostrze: „Wstań, nie jesteś sam” i sprawić, by doświadczyli, że Bóg Ojciec nas kocha, a Jezus jest Jego ręką wyciągniętą ku nam.

Przystąpić i „dotknąć”

Jezus zatrzymuje kondukt pogrzebowy. Podchodzi, staje się bliźnim. Bliskość sięga dalej i staje się odważnym gestem, aby drugi żył. To gest proroczy. To dotyk Jezusa, Żyjącego, który przekazuje życie. Dotyk, który wszczepia Ducha Świętego w martwe ciało chłopca i przywraca jego funkcje życiowe.

Ten dotyk przenika rzeczywistość przygnębienia i rozpaczy. Jest to dotyk Boskości, który obejmuje także autentyczną ludzką miłość i otwiera niewyobrażalne przestrzenie wolności, godności, nadziei, nowego i pełnego życia. Skuteczność tego gestu Jezusa jest nieobliczalna. Przypomina nam, że także znak bliskości, prosty, ale konkretny, może rozbudzić siły zmartwychwstania.

Tak, również wy, ludzie młodzi, możecie zbliżyć się do sytuacji bólu i śmierci, jakie napotykacie, możecie ich dotknąć i zrodzić życie tak, jak Jezus. Jest to możliwe dzięki Duchowi Świętemu, jeśli wy sami jako pierwsi zostaliście dotknięci Jego miłością, jeśli wasze serca zostały poruszone doświadczeniem Jego dobroci względem was. Jeśli zatem odczuwacie w swoim wnętrzu żarliwą czułość Boga wobec każdego żywego stworzenia, szczególnie dla brata głodnego, spragnionego, chorego, nagiego, uwięzionego, to wówczas będziecie mogli zbliżyć się do niego tak, jak On, dotknąć jak On i przekazać życie swoim przyjaciołom, którzy umarli wewnętrznie, którzy cierpią lub utracili wiarę i nadzieję.

„Młodzieńcze, tobie mówię wstań!”

Ewangelia nie podaje imienia tego młodzieńca wskrzeszonego przez Jezusa w Nain. Jest to zaproszenie czytelnika, aby się z nim utożsamił. Jezus zwraca się do ciebie, do mnie, do każdego z nas i mówi: „Wstań!”. Dobrze wiemy, że także my, chrześcijanie, upadamy i zawsze musimy powstawać. Tylko ten, kto nie chodzi, nie upada, ale też nie idzie dalej. Dlatego trzeba przyjąć działanie Chrystusa i dokonać aktu wiary w Boga. Pierwszym krokiem jest zgodzić się, aby wstać. Nowe życie, które On nam da, będzie dobre i warte, by je przeżyć, ponieważ będzie wspierane przez Kogoś, kto będzie nam towarzyszył również w przyszłości, nigdy nas nie opuszczając, pomagając nam przeżyć nasze życie w sposób godny i owocny.

To naprawdę nowe stworzenie, nowe narodziny. To nie jest oddziaływanie psychologiczne. Zapewne w chwilach trudności wielu z was słyszało, jak powtarza się słowa „magiczne”, które są modne i powinny rozwiązać wszystko: „Musisz uwierzyć w siebie”, „Musisz znaleźć siłę w sobie”, „Musisz sobie uświadomić swoją energię pozytywną”… Ale są to wszystko zwykłe słowa, a w przypadku człowieka, który jest „wewnętrznie martwy”, nie działają. Słowo Chrystusa jest innego rodzaju, nieskończenie wznioślejsze. Jest to słowo Boskie i stwórcze, jedyne, które może przywrócić życie tam, gdzie ono obumarło.

Nowe życie jako „zmartwychwstałych”

Ewangelia powiada, że młodzieniec „zaczął mówić” (Łk 7, 15). Pierwszą reakcją osoby, która została dotknięta i przywrócona do życia przez Chrystusa, jest wyrażenie siebie, ukazanie bez lęku i bez kompleksów tego, co posiada w swym wnętrzu, swojej osobowości, pragnień, potrzeb i marzeń. Może nigdy wcześniej tego nie czyniła, była przekonana, że ​​nikt nie może jej zrozumieć!

Mówić oznacza także nawiązywać relację z innymi. Kiedy jesteś „martwy”, zamykasz się w sobie, relacje zostają przerwane lub stają się powierzchowne, fałszywe, obłudne. Kiedy Jezus przywraca nam życie, „oddaje” nas innym (por. w. 15).

Dzisiaj często jest „łączność”, ale nie komunikacja. Korzystanie z urządzeń elektronicznych, jeśli nie jest wyważone, może sprawić, że zawsze będziemy przyklejeni do ekranu. Poprzez to orędzie chciałbym wraz z wami, młodymi, podjąć wyzwanie przemiany kulturowej, zaczynając od Jezusowego „Wstańcie!” W kulturze, która chce, aby ludzie młodzi byli odizolowani i zamknięci w świecie wirtualnym, rozpowszechniajmy to słowo Jezusa: „Wstań!”. Jest to zaproszenie do otwarcia się na rzeczywistość wykraczającą daleko poza świat wirtualny. Nie oznacza to pogardzania technologią, ale używanie jej jako środka, a nie celu. „Wstań” oznacza również „miej marzenia”, „podejmij ryzyko”, „weź udział w przemianie świata”, rozpal swe pragnienia, podziwiaj niebo, gwiazdy, świat wokół ciebie. „Wstań i stań się tym, kim jesteś!”. Dzięki temu orędziu wiele wyblakłych twarzy ludzi młodych wokół nas ożyje i stanie się o wiele piękniejszymi, niż jakakolwiek rzeczywistość wirtualna.

Jeśli bowiem dajesz życie, ktoś je przyjmuje. Pewna dziewczyna powiedziała: „Wstajesz z kanapy, jeśli widzisz coś pięknego i ty też postanawiasz to zrobić”. To, co jest piękne rozbudza pasję. A jeśli młody człowiek czymś się pasjonuje, lub – lepiej – Kimś, w końcu wstaje i zaczyna czynić wspaniałe rzeczy; z martwego, jakim był, może stać się świadkiem Chrystusa i oddać dla Niego życie.

Drodzy młodzi, jakie są wasze pasje i marzenia? Sprawcie, by się ujawniły i poprzez nie zaproponujcie światu, Kościołowi, innym ludziom młodym coś pięknego w dziedzinie duchowej, artystycznej i społecznej. Powtarzam wam w moim języku ojczystym: hagan lìo! Zróbcie raban! Od innego młodego człowieka usłyszałem: „Gdyby Jezus był kimś, kto zajmuje się swoimi sprawami, to syn wdowy nie byłby wskrzeszony”.

Wskrzeszenie młodzieńca na nowo połączyło go z matką. W tej matce możemy widzieć Maryję, naszą Matkę, której powierzamy wszystkich młodych świata. Możemy w niej również rozpoznać Kościół, który pragnie serdecznie przyjąć każdego człowieka młodego, nikogo nie wykluczając. Dlatego módlmy się do Maryi za Kościół, aby zawsze był matką swoich dzieci, które trwają w śmierci, płacząc i modląc się o ich odrodzenie. Z każdym swym dzieckiem, które umiera, umiera także Kościół, a z każdym dzieckiem, które powstaje do życia, również on powstaje do życia.

Błogosławię wasze pielgrzymowanie. I proszę was, nie zapomnijcie za mnie się modlić.

FRANCISZEK

Rzym, u św. Jana na Lateranie, 11 lutego 2020, we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.

Tekst za: www.lizbona2022.pl

Zdjęcia: kl. Tomasz Dragańczuk

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję