Reklama

Pasterz, który nie opuścił wiernych

Niedziela przemyska 42/2009

Druga wojna światowa, a także lata stalinowskiego terroru były okresem szczególnej martyrologii narodu polskiego. Mimo, iż prześladowania i represje dotykały przedstawicieli różnych religii, to jednak wyjątkową nienawiść okupanci niemieccy i sowieccy okazywali wyznawcom religii katolickiej. Źródłem wrogości do katolicyzmu były zbrodnicze ideologie nazizmu i bolszewizmu, mające charakter antychrześcijański, ponieważ ubóstwiały one rasę wybraną lub klasę społeczną. Dla Polaków zamieszkujących Kresy Wschodnie wielkim zagrożeniem stała się również zbrodnicza doktryna Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, gloryfikująca nację ukraińską, a także usprawiedliwiająca masowe mordy i odrażające okrucieństwa. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie nawiązująca do pogańskiej tradycji, fanatyczna, bezwzględna i antychrześcijańska ideologia OUN była główną przyczyną terroru i ludobójstwa Polaków, jakiego dopuszczała się Ukraińska Powstańcza Armia. Dotychczas, wielu gorliwych katolików zamęczonych nie tylko przez hitlerowskich i sowieckich oprawców, ale również przez ukraińskich banderowców zostało uznanych przez Kościół katolicki za świadków wiary. Miejmy nadzieję, że w nieodległej przyszłości niektórzy będą zaliczeni do grona świętych męczenników. Są wśród nich duchowni, którzy okazali się prawdziwymi pasterzami owiec, ponieważ widząc zbliżające się niebezpieczeństwo, nie uciekli i nie opuścili swoich parafian, ale pozostali z nimi ponosząc śmierć męczeńską.
Jednym z kapłanów diecezji przemyskiej zamordowanym przez UPA był pochodzący z Nowosielec k. Przeworska ks. Marceli Zmora. Przez długie lata duszpasterzował w Husakowie, położonym niedaleko Przemyśla. Do jego kapłańskiej posługi i męczeńskiej śmierci odnoszą się w pełni słowa Jezusa o dobrym pasterzu, oddającym życie za owce: „Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza” (J 10, 11b-12).
Ks. Zmora związał się szczególnie z parafią Husaków, ponieważ 8 lat pracował tam jako wikariusz, a przez 19 lat pełnił obowiązki proboszcza. Będąc wikariuszem w Husakowie (w latach 1911-19) dał się poznać, jako odważny i gorliwy duszpasterz, który na pierwszym miejscu stawiał dobro wiernych i swoje obowiązki kapłańskie. W czasie I wojny światowej Husaków znalazł się w ogniu zaciętych i morderczych walk toczonych między wojskami rosyjskimi i austriackimi. Ks. Marceli z narażeniem życia wypełniał duszpasterskie zadania. Nie zważając na grożące mu niebezpieczeństwo spieszył z posługą kapłańską do wiernych mieszkających przy fortach przemyskiej twierdzy. Gdy Husaków znalazł się pod obstrzałem walczących armii, pozostał w parafii i z narażeniem życia ratował palący się kościół. Dziękując Bogu za ocalenie życia i świątyni, na łamach „Posłańca” dał świadectwo swej głębokiej wiary: „Proszę umieścić w Posłańcu Serca Pana Jezusa me wielkie podziękowanie Sercu Jezusowemu za niezwykłe łaski, którymi mię otaczało w czasie oblężenia Przemyśla 1914-1915 r., że mogłem bez niewielkich trudności ze strony Moskali śpieszyć ludziom z duchową pomocą, tuż pod samymi fortami Przemyśla, a szczególnie zaś w maju 1915 r. przez trzy tygodnie w czasie szalonych bitew w samym Husakowie, kiedy to zdawał się być koniec świata, gdy wszystko ginęło od kul i ognia, gdy palił się kościół i plebania, ludzie i zwierzęta ginęli. […] «Serce Jezusa ratuj nas» - bez końca wzywane na pomoc w owe straszne dnie, o których z trwogą wspominam, dawało mi niezwykłą moc, pogardę życia, żem kościół uratował i ludziom otuchy dodawał. Za to wszystko dzięki najwyższe Panu Jezusowi”.
Podczas polsko-ukraińskich walk o ziemie wschodnie, ks. Zmora został w 1919 r. aresztowany i osadzony w więzieniu. Już wówczas zetknął się z brutalnymi metodami przesłuchań i okrutnym traktowaniem Polaków przez nacjonalistów ukraińskich. Uwięzienie i dotkliwe represje sprawiły, że mocno podupadł wówczas na zdrowiu. Mimo problemów zdrowotnych duszpasterzował w Balicach a potem w Tamanowicach. Do Husakowa powrócił w 1925 r. obejmując urząd proboszcza. W parafii cieszył się szacunkiem i uznaniem wiernych, którzy cenili go za okazywaną dobroć, świątobliwe życie, a także za gorliwą i ofiarną pracę duszpasterską. Szczególnie dużo wysiłku i czasu wkładał w nauczanie religii, ponieważ katechizował w 10 wiejskich szkołach. Świadkowie twierdzą, że prowadził ascetyczne życie, oparte na modlitwie i umartwieniu. Angażował się w pracę stowarzyszeniową, kierując w parafii katolickimi organizacjami zrzeszającymi młodzież i osoby starsze.
Okresem szczególnej martyrologii dla ludności polskiej zamieszkującej ziemie kresowe był czas okupacji radzieckiej i niemieckiej. Jednak prawdziwe „piekło” rozpętało się w 1944 r. Bojówki UPA kontynuowały rozpoczętą w 1943 r. eksterminację Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wyjątkowe przerażenie budził sadyzm i okrucieństwo, z jakim banderowcy ukraińscy znęcali się nad swoimi ofiarami. Najczęściej nie były one zabijane od razu, lecz konały w straszliwych mękach okaleczane i torturowane przez prześladowców za pomocą siekier, noży, pił, wideł itp. Organizatorom rzezi chodziło zapewne o wywołanie ogromnego strachu i spowodowanie wśród ludności polskiej paniki, która skłoniłaby ją do masowej ucieczki z zamieszkiwanych ziem. Z reguły, ofiarami band UPA padała bezbronna ludność cywilna. Czasami Polacy próbowali się bronić, ale najczęściej ulegali liczebnej i militarnej przewadze. Banderowcy zabili również wielu Ukraińców, którzy nie popierali stosowanych przez UPA metod walki, sprzeciwiali się terrorowi i barbarzyńskim rzeziom, stawali w obronie mordowanych Polaków lub dawali im schronienie.
W atmosferze lęku i niepewności trwała ludność polska w parafii Husaków, mieszkająca wśród kilkakrotnie liczniejszej społeczności ukraińskiej. Do wsi coraz częściej docierały przerażające informacje o losie polskich kapłanów i wiernych świeckich mordowanych bezlitośnie przez bandy UPA. Krewni i znajomi ks. Marcelego Zmory prosili go wielokrotnie, by przynajmniej na pewien czas opuścił niebezpieczne strony, udając się do niedalekiego Przemyśla lub rodzinnych Nowosielec. On jednak zawsze konsekwentnie i stanowczo odpowiadał, że dobry ojciec nie może zostawić w potrzebie swoich dzieci, choćby mu przyszło zginąć. Przewidywane, tragiczne wydarzenia rozegrały się w Husakowie w nocy z 13 na 14 lipca 1944 r. Na plebanię napadła banda UPA, która splądrowała budynek, a następnie związała i uprowadziła proboszcza. Z relacji naocznych świadków wynika, że banderowcy skrępowanego kapłana, ubranego jedynie w nocną koszulę, wrzucili na furmankę, na której znajdował się zagrabiony z plebanii dobytek i odjechali. Przez kolejne dni przetrzymywali go w Miżyńcu, w jednym z domów zajmowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Zarzucali mu prowadzenie działalności szpiegowskiej oraz przenoszenie amunicji dla polskich partyzantów. Chcąc wymusić zeznania katowali swoją ofiarę, a także przymuszali do wypisywania po polsku fałszywych metryk. Kapłan nie dał się złamać. W końcu, kierując się nienawiścią do polskiego, rzymskokatolickiego księdza pozbawili go życia. Nie jest znane miejsce, gdzie pochowano ks. Marcelego Zmorę.
W tym roku rodzinna parafia męczennika przeżywa 125-lecie jego urodzin (10 października), a także 625-lecie własnej erekcji. Zarówno wśród żyjących jeszcze parafian z Husakowa, jak i mieszkańców Nowosielec, ks. Marceli Zmora cieszy się opinią świętości. Nowosielczanie pod przewodnictwem miejscowego proboszcza ks. Piotra, modlą się żarliwie o wyniesienie na ołtarze swojego rodaka. Dotychczas Kościół uznał za świętych wielu męczenników zamordowanych przez hitlerowców i na pewno, jako dobra Matka nie zapomni o swoich ukochanych dzieciach: synach i córkach - polskich męczennikach za wiarę, zamordowanych przez sowieckich czy ukraińskich oprawców.

2012-11-19 12:01

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Niedziela” w obronie zwykłych księży

2020-10-30 13:20

[ TEMATY ]

apel

księża

źródło: episkopat.pl

Szanuję wszystkich księży. Najbardziej tych zwykłych, szeregowych, proboszczów i wikariuszy, penitencjarzy i katechetów pracujących wśród wszystkich – bez specjalizacji: wśród starszych i młodszych, zdrowych i chorych, wśród robotników i inteligencji.

To od ich pracy oraz zaangażowania w dużej mierze zależy los Kościoła, ale także społecznej wspólnoty – w sensie ogólnym – polskiej wspólnoty. Mam wrażenie, że zbyt mało, zbyt rzadko się o tym mówi, a za to częściej słychać narzekania na klerykalizm, na fatalny stan duchowieństwa itd. Wyobrażam sobie, że dla kapłana podążającego wiernie drogą odkrytego przed laty powołania to musi być bolesne i kapłan ten musi codziennie odnawiać na nowo swoją więź z Chrystusem, wpatrując się w Tego, który był fałszywie oskarżony i za niepopełnione winy skazany. Musi to czynić, aby nie stracić sensu codziennej, żmudnej posługi: szafowania sakramentów, w tym szczególnie Eucharystii, siadania do konfesjonału, aby dźwigać ludzkie boleści, towarzyszenia swoim parafianom od początku do końca: od chrztu, przez sakrament Komunii św., bierzmowania, małżeństwa, aż po namaszczenie w chorobie i później po złożenie do grobu.

Księża w duszpasterstwie są z ludźmi od początku do końca. Na dobre i na złe z powierzonym sobie ludem. Chciałoby się, żeby ta praca, chociaż w minimalnym stopniu, była doceniona, choć pewnie dziś częściej niż wcześniej zwykli duchowni muszą sobie przypominać, że zostali posłani – być może śpiewali im to na prymicjach – na „pracę bez nagrody”. Jak napisałem, chciałoby się, żeby od czasu do czasu to docenić, żeby dać atakowanym dziś zewsząd księżom (którzy na dodatek w wielu przypadkach kładąc się spać, nie są pewni czy rano zobaczą swój kościół w całości) nieco oddechu.

Dlatego mam żal do sygnatariuszy „Apelu zwykłych księży”, który może sprawiać wrażenie i być odebrany jako kolejny atak na prawdziwie „zwykłych księży” właśnie. Proszę się nie obrażać, ale tak to może być odczytane, a na pewno tak zostało to zinstrumentalizowane przez niechętne Kościołowi media, których – tak się składa – przynajmniej część sygnatariuszy apelu jest ulubieńcami i stałymi bywalcami. Być może ten apel, chciałbym, żeby tak było, wynika ze zwykłej nieznajomości prawdziwego życia parafialnego – takiego zwykłego, przeciętnego, ktoś może powiedzieć – nudnego, w tym sensie, że nie jest materiałem na newsa.

Proszę jednak, Drodzy Księża Sygnatariusze, wierzyć, że nie ma w tej zwykłej duszpasterskiej robocie nic z agresji, nic z przemocy, nic z ksenofobii, nic z szowinizmu, dyskryminacji czy wykluczania. Po prostu to krzywdząca nieprawda i ma prawo zapytać się w pokorze siebie i Pana Jezusa jeden, drugi, trzeci proboszcz, wikariusz, penitencjarz, katecheta: „Czego oni ode mnie u licha chcą?”.

Tym bardziej że znaki z ulicy mogą wskazywać – oby to było tylko fałszywe przekonanie – że są tacy, którzy chcieliby go udusić gołymi rękami. Na ulicy ciężko dostrzec wolę dialogu, choć – mimo wszystko – w imię Ewangelii – powinniśmy próbować. A skoro mowa o Ewangelii, jeśli w apelu powołujecie się właśnie na nią, to bądźcie jej bezgranicznie wierni i nie traktujcie jej instrumentalnie.

Jeżeli zgadzasz się z treścią artykułu, i pragniesz stanąć w obronie naprawdę zwykłych księży, kapłanów towarzyszących nam w codziennym życiu na dobre i na złe, ZŁÓŻ SWÓJ PODPIS

CZYTAJ DALEJ

Uciekli z domów. Potrzebują pomocy

2020-10-30 21:44

[ TEMATY ]

misje

Afryka

imigranci

Archiwum ks. P. Wolnego

Ks. Piotr Wolny pomaga imigrantom z Afryki.

Ks. Piotr Wolny pomaga imigrantom z Afryki.

Na misjach w Maroku posługuje pochodzący z Istebnej salezjanin, ks. Piotr Wolny (od września 2019) oraz od września 2016 ks. Antoin Exelmans z diecezji Rennes we Francji. Obaj pomagają afrykańskim imigrantom, opłacając im mieszkanie, wyżywienie i umożliwiając kontynuowanie edukacji, co jednak w realiach misyjnych nie jest proste i wymaga dużych nakładów finansowych.

Obecnie 12 młodych imigrantów z Afryki przebywa w marokańskiej Kenitrze, m.in. ucząc się zawodu elektryka w salezjańskim Instytucie Zawodowym Don Bosco w Kenitrze, gdzie pracuje ks. Piotr Wolny. – Są to ofiary wykorzystywania, przemocy, szantażu i handlu ludźmi. Uciekali z domów z powodów zagrożenia wojnami w rodzimych krajach, z powodu trudnych sytuacji rodzinnych, zmuszeni imigrować w poszukiwaniu stabilności i możliwości, by się uczyć – informuje Karina Czyż z Fundacji „Jest Bosko” z Istebnej, która założyła zrzutkę na pomoc dla księży misjonarzy w kształceniu młodych imigrantów.

Misje kapłanów można wesprzeć na zrzutka.pl: „Wspomóż edukację zdolnych Afrykańczyków, którzy mogą wylądować na ulicy”.

Ks. Piotr Wolny już odprawił we wspólnocie księży salezjanów w Kenitrze Mszę św. w intencji wszystkich ofiarodawców. Jeśli ktoś chciałby złożyć intencję, może to uczynić, a kapłan odprawi Mszę św. w danej intencji w kaplicy salezjańskiej w Kenitrze. W tej sprawie można kontaktować się z Fundacją „Jest Bosko”.

O wydarzeniu piszemy również w najnowszej Niedzieli na Podbeskidziu nr 44 na 1 listopada 2020.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję