Reklama

Autorska wiwisekcja

Jerzy Stuhr 8 października promował w Książnicy Beskidzkiej w Bielsku-Białej swą nową książkę „Stuhrowie. Historie rodzinne”. Oprócz wyjaśniania powodów napisania rodzinnej sagi, autor publikacji mówił o swych związkach z Bielskiem-Białą

Jest kilka motywów, dla których chwyciłem za pióro, by przelać na papier historię mojej rodziny. Jednym z nich jest niemożność porozumienia się ze współczesną młodzieżą w kwestii wpływu więzi rodzinnych na wychowanie i kształt życia następujących po sobie pokoleń. Innym jest patriotyzm, którego idee kompletnie się obecnie rozmyły. Coraz więcej ludzi emigruje za granicę i nie wie, jak się ma zachować, względem kogo mają być lojalni. I tu, żeby tę rzecz odpowiednio naświetlić, przychodzi mi z pomocą historia mojej rodziny, której korzenie sięgają austriackiego pogranicza.

Asymilacja

Moi pradziadowie zdecydowali się na migrację w granicach Austro-Węgier i ostatecznie w drugiej połowie XIX wieku osiedli w galicyjskim Krakowie. Właśnie z tym miastem związali swoją przyszłość i w nim zdecydowali się zamieszkać na stałe. Pradziadowie zdecydowali się wychować trzech synów w duchu kultury polskiej i polskiego języka, a także zadbali o to, by w nowym miejscu uzyskać te same prawa, co autochtoni. Stąd też akt „swojszczyzny”, który po wielu staraniach uzyskał mój pradziadek, a który był niczym innym jak potwierdzeniem jego aspiracji do pełnej asymilacji ze społeczeństwem, z którym zdecydował się związać swój los. Moi dziadkowie w pełni potwierdzili trafność drogi wytyczonej przez pradziadka. Stryjeczny dziadek Oskar, z którym miałem najlepszy kontakt, był adwokatem, a zarazem mistrzem słowa polskiego. Mimo tego nie wyzbył się tradycji, z której został przeszczepiony. Pamiętam jak naszedłem go, gdy modlił się w języku niemieckim. To był jego powrót do korzeni.

Matecznik

Kiedyś uczestniczyłem w programie telewizyjnym, w którym zawodowi specjaliści ustalali drzewo genealogiczne zaproszonych gości. Wtedy okazało się, że moje korzenie pochodzą z Dolnej Austrii, z miejscowości położnej nieopodal czeskiego Mikulowa. Dla mnie ta informacja była zjawiskowa. Okazało się bowiem, że wielokrotnie tę trasę pokonuję, mimo iż obok jest alternatywny wariant, może nawet krótszy, wiodący przez Znojmo. Po tym programie zwiedziłem dokładnie rodzinne ustronie, z którego wywodzi się moja rodzina. Do dziś jest tam zresztą dom, pełen pamiątek po przodkach. Niestety, żaden Stuhr już tam nie mieszka. Do programu, o którym wspomniałem, został zaproszony jeden z moich austriackich krewnych. Jego nazwisko brzmiało jednak zupełnie inaczej niż moje, w odróżnieniu od nazwiska panieńskiego jego rodzicielki.

Reklama

Gotowy materiał

Zarówno dziadek, jak i ojciec mieli we krwi dbałość o staranne przetrzymywanie pamiątek rodzinnych. Po nich to właśnie odziedziczyłem niezwykłe archiwum, w którym znalazł się m.in. pamiętnik dziadka Oskara pisany w obozie koncentracyjnym. Ta niezwykła lektura jest kilkakrotnie przeze mnie cytowana na kartach książki. Proszę sobie wyobrazić, że ten człowiek był w stanie długo po wojnie wymienić z nazwiska wszystkich, chyba 60 więźniów swego bloku. Z drugiej strony mam świadomość, że ja jako jedynak posiadam informacje, anegdoty, które, gdy je nie przekażę, to zabiorę ze sobą do grobu. Potrzeba pisania książki o rodzinie jest więc wynikiem Bożego impulsu. Jestem ostatnim z tych, który pamięta czasy bez telewizji, za to wypełnione książkami i familijnymi opowieściami. Niestety, moja praca zawodowa nie pozwalała mi na częste kontakty z dziećmi i wiele tych historii po prostu nie zdążyłem im przekazać. Książka, jaka się właśnie ukazała, nadrabia te zaległości.

Wyjątkowe małżeństwo

Wiele osób pyta mnie o patent na aktorskie małżeństwo z długoletnim stażem. Kiedyś z żoną zrobiliśmy taki rozrachunek mej bytności w domu i okazało się, że połowę z czasu, który jest wliczony w nasze pożycie małżeńskie, żona spędziła sama, bo ja byłem akurat zaangażowany w różne filmowe czy teatralne projekty. W naszej sytuacji receptą na zgodną koegzystencję okazała się tęsknota. Ja po prostu nie miałem możliwości się nudzić. Gdy kończyły się zdjęcia, jechałem do rodziny i na jej łonie odpoczywałem. Taki powrót zawsze był pełen euforii. Trwało to tak ze trzy tygodnie, po czym przeglądałem oferty, na których ilość nigdy nie mogłem narzekać i decydowałem się na nową pracę. Wybierałem więc, jak mi się zdawało, ciekawą propozycję, związaną z intrygującym miejscem i oznajmiałem żonie, że muszę jechać. Trzy tygodnie w domu to było takie maksimum, które bezczynnie mogłem wytrzymać. Po tym czasie potrzebowałem nowych wyzwań i rzucałem się w wir pracy.

Bielskie wątki

Mój ojciec nie mógł w Krakowie piastować posady prawniczej, bo zachodził konflikt interesów. Wcześniej czynił to bowiem dziadek. Ojciec musiał więc zmienić miejsce zamieszkania. Wybór padł na Bielsko-Białą. W tym czasie, a był to rok 1946, zdecydował się zmienić specjalizację prawniczą i został prokuratorem. W czasie Mikołajczyka i uśpionego Stalina wydawał się to być dobry wybór. Wkrótce okazało się, że nie do końca. Od prokuratorów partia wymagała członkostwa w swych szeregach i ślepego posłuszeństwa. Mój ojciec, praktykujący katolik, nigdy na to nie przystał i nie mógł co liczyć na eksponowane stanowiska. Mimo to osiągnął wszystko, co mógł w takiej sytuacji osiągnąć. Ostatecznie został zastępcą prokuratora rejonowego w Bielsku-Białej. A ja… cóż. Ja w Bielsku-Białej odkrywałem uroki kina i teatru. Mieszkając przy obecnej ulicy Ratuszowej, miałem zaledwie kilkadziesiąt metrów do nieistniejącego już kina Wanda. Było ono usytuowane tuż obok magistratu. To właśnie w tym kinie wyświetlano film „Ewa chce spać” z grającą główną rolę Barbarą Kwiatkowską. Po jego obejrzeniu byłem pod takim urokiem pani Barbary, że się w niej zakochałem. Często odwiedzałem też inne bielskie kina Apollo i Rialto. Dla młokosa, który nie miał jeszcze 14 lat, nie lada wyzwaniem było pokonanie zapory w postaci mężczyzny w czapce z nazwą kina, sprawdzającego bilety. Tak czy owak właśnie w tych miejscach oglądałem wszelkiej maści westerny i nieśmiertelnych Krzyżaków, na których kilkakrotnie wychodziliśmy na szkolne seanse z LO im. S. Żeromskiego. Z czasem stałem się nie tylko widzem, ale i uczestnikiem sceny. Recytowałem wiersze na deskach Domu Kultury „Włókniarz”, byłem statystą w Teatrze Polskim i coraz mocniej mnie to wciągało.
Z tamtych czasów bardzo mocno zapadły mi jeszcze w pamięć godziny spędzone na wyczekiwaniu powrotu rodziców, miłości do starszych licealistek z liceum pedagogicznego - młodsze dziewczyny zupełnie nie wchodziły w grę - i ministrantura w kościele Opatrzności Bożej w Białej. W tej świątyni spędzałem zresztą mnóstwo czasu. Szło się do niej wzdłuż potoku Niwka, który wtedy nie był zakryty i przychodziło się do zakrystii. Najczęściej służyłem do Mszy św. ks. Jerzemu Bryle. Żeby było ciekawiej, został on później duszpasterzem środowisk twórczych w Krakowie, z czego miałem niemałą satysfakcję.

2012-11-19 12:01

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

o. Adam Szustak przeprasza za publiczne wyrażenie poparcia dla Szymona Hołowni

2020-02-15 17:26

[ TEMATY ]

polityka

o. Adam Szustak

youtube.com/langustanapalmie

- To był błąd, że wpuściłem na "Langustę na palmie" politykę. Chciałem bardzo za to przeprosić! - powiedział w swoim najnowszym vlogu o. Adam Szustak.

Dwa dni temu o. Szustak opublikował jeden z odcinków vloga na swoim kanale youtube "Langusta na Palmie", w którym podzielił się swoimi preferencjami wyborczymi. Zakonnik zaznaczając, że jest to jego prywatne zdanie powiedział, że w wyborach prezydenckich zagłosuje na Szymona Hołownię.

- Popełniłem błąd. Nie powinienem wyrażać publicznie jako ksiądz i jako reprezentant Kościoła Katolickiego swoich preferencji politycznych. - powiedział o.Szustak w dzisiejszym wideo, w którym przeprasza swoich widzów.

Poniżej całość wideoprzeprosin:

CZYTAJ DALEJ

Burkina Faso: kolejny krwawy atak na chrześcijan

2020-02-17 16:28

[ TEMATY ]

atak

24 zabitych, w tym protestancki pastor, i 18 rannych, to wciąż prowizoryczny bilans kolejnego ataku na chrześcijan w Burkina Faso. Grupa doskonale uzbrojonych mężczyzn wtargnęła do kościoła w czasie niedzielnego nabożeństwa i ostrzelała modlących się w nim ludzi. Do zdarzenia doszło w miasteczku Pansi leżącym na pograniczu z Nigrem i Mali.

„Sytuacja chrześcijan w regionie staje się coraz trudniejsza” – stwierdził gubernator prowincji Yagha, w której doszło do ataku. Pułkownik Salfo Kaboré podkreślił, że liczba ofiar może wzrosnąć, ponieważ kilka osób jest w ciężkim stanie. Burkińskie służby bezpieczeństwa przewiozły rannych do szpitala w Dori (leżącego 180 km od miejsca ataku), gdzie otrzymali specjalistyczną pomoc. Świadkowie napadu informują, że zamachowcy najpierw zabili ludzi zmierzających na nabożeństwo (wcześniej świadomie oddzielili miejscowych od przyjezdnych), potem weszli do kościoła, a po wszystkim splądrowali okoliczne sklepy, kradnąc zapasy oleju i ryżu. Porwali też trzech mężczyzn zmuszając ich, by pomogli im wywieźć na motorach zebrane łupy. Na koniec podpalili kościół.

Niepokój budzi to, że kilka dni temu na tym samym terenie zamordowano protestanckiego pastora wraz z czterema jego synami, a drugi pastor został porwany i nie ma o nim żadnych wieści. Od ubiegłego roku w spokojnym dotąd Burkina Faso dochodzi do dramatycznej eskalacji przemocy ze strony islamskich ekstremistów. „Dopóki nie odpowiemy na pytanie skąd pochodzi broń i kto finansuje tych ludzi nic się nie zmieni” – podkreśla w rozmowie z Radiem Watykańskim arcybiskup stołecznego Wagadugu. Kard. Philippe Ouédraogo uczestniczył ostatnio w spotkaniu przedstawicieli afrykańskich rządów na temat eskalacji przemocy w krajach Sahelu. Odbyło się ono pod hasłem „Milczenie broni”. „U nas nie ma fabryk uzbrojenia, ktoś pomaga tym terrorystom zabijać. Sami nie jesteśmy w stanie położyć tamy przemocy” – mówi kard. Ouédraogo.

„Potrzebujemy międzynarodowej solidarności, by powstrzymać handel bronią, która pomaga oprawcom zabijać ich braci i siostry zupełnie niepotrzebnie. To błagalny krzyk naszego serca do Europy, gdzie produkuje się broń. Proszę Radio Watykańskie, by stało się głosem tych, którzy głosu nie mają, którzy cierpią i giną w bezsensownych atakach, są to także dzieci. To dla nas bardzo trudne chwile, liczymy na solidarność zarówno samych Burkińczyków, jak i mieszkańców regionu oraz wspólnoty międzynarodowej. To gorące błaganie naszych serc – prosimy, pomóżcie nam znaleźć rozwiązanie tej tragedii“ - mówi papieskiej rozgłośni kard. Ouédraogo.

„Analitycy są zaniepokojeni tym, że ataki na ludność cywilną, w tym chrześcijan, nasilają się w zastraszającym tempie” – podkreśla Corinne Dufka, dyrektor Human Rights Watch w Afryce Zachodniej. Szacuje, że w ubiegłym roku w ukierunkowanych atakach zabitych zostało ponad 1300 cywilów, siedem razy więcej niż rok wcześniej. Pogłębiający się brak bezpieczeństwa doprowadził też do kryzysu humanitarnego. Ponad 760 tys. osób opuściło swe domy szukając schronienia dla swych rodzin. Chrześcijanie uciekają do większych miast i szukają głównie wsparcia w parafiach i na misjach. Odpowiedzialnością za ataki obarcza się islamskich terrorystów związanych z tzw. Państwem Islamskim i Al-Kaidą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję