Reklama

Dom Sióstr Służebniczek Starowiejskich w Łopusznie

Wychowały kilka pokoleń

2013-05-09 14:52

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 19/2013, str. 4-5

W. D.
Tylko modlitwa i budowanie osobistej relacji z Jezusem przez Eucharystię jest gwarancją na to, by powołanie było wciąż świeże i nowe

Nie robiły nic niezwykłego. Od początku mieszkały w skromnym domu obok kościoła, modliły się, katechizowały, przez jakiś czas prowadziły ochronkę dla dzieci, zajmowały się zakrystią, ogrodem, pomagały na plebanii. Świadectwo takiego życia sióstr służebniczek musiało mieć jednak jakąś wielką siłę przyciągania. Chyba tym właśnie należy tłumaczyć fakt, że do klasztorów wstępowały dziesiątki dziewczyn z terenów Łopuszna i okolic, porzucając marzenia o mężu, rodzinie, dzieciach i wybierając życie konsekrowane. Kiedy w 1970 r. parafia przeżywała uroczystość peregrynacji Kopii Obrazu Jasnogórskiego, na uroczystości przybyły niemal wszystkie siostry pochodzące z parafii - było ich aż czterdzieści jeden. - Ostatnie powołanie jest z ubiegłego roku - mówi s. Jadwiga Bączar - przełożona Domu

Pierwsze siostry służebniczki do Łopuszna przybyły 10 września w 1951 r. Były to s. Serafina Ciesielka i s. Imelda Drewnicka. Proboszcz ks. kan. Aleksander Jankowski wielokrotnie zwracał się z prośbą do zarządu Zgromadzenia o przysłanie sióstr. Wiele młodzieży i dzieci z rozległej parafii potrzebowało pilnie katechezy. Zanim komunistyczne władze oświatowe wyrzuciły religię ze szkół, siostry nauczały jej w szkołach w Józefinie i Snochowicach, jeździły do Antonielowa oddalonego o siedem kilometrów, Korczyna, Dobrzeszowa i Piotrowca. Komunikacja między tymi miejscowościami w tamtych czasach praktycznie nie istniała, toteż siostry radziły sobie na własną rękę: jeździły na furmankach, rowerami, chodziły pieszo. Setki dzieci przygotowywały do Pierwszej Komunii Świętej, uczyły modlitwy, pogłębiały wiarę młodego pokolenia. Zimą było dużo trudniej, mróz i śnieg wydłużały drogę. Z chwilą wyrzucenia katechezy ze szkół zorganizowano punkty w domach prywatnych, w których warunki były dużo skromniejsze. Tak siostry kontynuowały pracę aż do momentu powrotu lekcji religii do szkół. Odtąd siostry pracują w normalnych warunkach.

Całe życie dla katechezy

Obecnie wspólnotę w Łopusznie tworzą trzy siostry: s. Jadwiga Bączar - przełożona, s. Maria Łuszczyńska i emerytowana s. Maria Tworzydło. - Przez czterdzieści pięć lat katechizowałam dzieci i młodzież. Pracowałam w Krakowie, Skawinie, Stopnicy. Zawsze byłam aktywna i energiczna - mówi s. Jadwiga. Uczyła religii dzieci, więc wiązało się to z systematycznymi przygotowaniami do Pierwszej Komunii Świętej, wdrażała je i uczestniczyła z nimi w nabożeństwach październikowych i majowych. Z dziećmi i młodzieżą spędzała lato na wyjazdach i różnych rekolekcjach. Wcześniej trzeba było wszystko zorganizować i dopilnować, aby wypoczynek mógł przebiegać bezpiecznie i ciekawie. Posługa wśród dzieci i młodzieży pochłaniała jej większość czasu. Wychowała kilka pokoleń, a niektórych uczniów pamięta do dziś. - Czasem idę ulicą i spotykam moich uczniów, już dorosłych rodziców z dziećmi. Nawet imiona potrafię sobie skojarzyć, choć upłynęło wiele czasu. Niektórzy poznają mnie, kłaniają się, wspominają katechezę... - opowiada.

Do Łopuszna niedaleko Kielc przybyła rok temu. To dość krótki czas, ale już zdążyła się zaklimatyzować. Jako emerytowana siostra, a zarazem przełożona Domu opiekuje się zakrystią i świątynią. Praca daje jej dużo satysfakcji i radości. Siostra trzyma pieczę nad czystością bielizny ołtarzowej. Wszystko musi być pięknie przygotowane do Mszy św. Dba o wystój kościoła, nadzoruje dyżury czystości w kościele, ponieważ mieszkańcy sami sprzątają i przygotowują świątynię na niedzielną Mszę św. Od Wielkanocy w kościele można podziwiać kwiatowe dekoracje s. Jadwigi. Ołtarz główny, ambona i ołtarze boczne otaczają dziesiątki azalii, które siostra troskliwie pielęgnuje, by zdobiły jak najdłużej kościół.

Reklama

Siostra przełożona bardzo chwali współpracę z ks. proboszczem Jakusikiem oraz ze wszystkimi księżmi z parafii. Siostry czują się częścią tej wspólnoty, uczestniczą we wszystkich uroczystościach i w życiu Kościoła. Za pośrednictwem księży nauczających religii organizują spotkania formacyjne dla dziewcząt w gimnazjach i liceach, opowiadając o zgromadzeniu i posłudze służebniczek. Mogą dzielić się świadectwem wiary, przekazywać im najważniejsze wartości. Te spotkania owocują wspólnymi wyjazdami dziewcząt i sióstr na rekolekcje np. do Staniątek, gdzie służebniczki mają swój Dom. Jeszcze do niedawna uczestniczyła w nich spora grupa dziewcząt, teraz - choć klasy są mniej liczne - zawsze znajduje się kilka chętnych.

Nigdy nie wiesz, gdzie Pan Bóg cię postawi

Mówi pochodząca z Łopuszna s. Maria Łuszczyńska, która pracowała już w różnych miejscach. Ważnym doświadczeniem dla niej była jedenastoletnia posługa na Ukrainie, w Krasiłowie wśród Polaków. - Wcale nie byłam przygotowana do wyjazdu. Kiedy usłyszałam, że jadę, byłam zaskoczona. - Jak to ja? Przecież nie znam języka. A jednak taka była decyzja Matki Przełożonej. Kiedy dotarła na miejsce, okazało się, że jest wiele pracy, zrozumiała szybko, że jest po prostu potrzebna tym ludziom, zwłaszcza Polakom tęskniącym za ojczyzną - zesłańcom, którzy nie mogli powrócić do Polski, i ich potomkom. Posługiwała razem z s. Elżbietą - pochodzącą z Łopuszna w parafii Ojców Kapucynów, w której w czasach komunistycznych kościół przemianowano na dom pioniera. Na terenach Ukrainy, gdzie komunizm zebrał swoje wielkie żniwo, ludzie potrzebują Boga. Chodziły więc do chorych i samotnych, organizowały katechezy dla Polaków, ale nie tylko. - Na nabożeństwa do tutejszej parafii przychodzili Polacy, ale i Ukraińcy, a nawet nieochrzczeni. Bywało, że chrzest przyjmowali pod 60-ciu latach życia - opowiada. Kościół dźwigał się po latach prześladowań. Tutejsi ludzie cieszyli się, że świątynia jest odbudowywana, chętnie pomagali przy wielu pracach. Mimo różnych trudów, siostra jest przekonana, że nie był to stracony czas. Teraz dzieło się rozwija. W 2002 roku s. Jadwiga powróciła do Polski i do rodzinnego Łopuszna. Uczy katechezy w miejscowej szkole podstawowej, ale także za pozwoleniem Siostry Przełożonej Zgromadzenia opiekuje się swoimi schorowanymi rodzicami, którzy są już w podeszłym wieku.

Recepta na świeżość powołania

Służebniczki są częścią historii Łopuszna, sama obecność sióstr musiała wywierać na młodych dziewczętach duże wrażenie, ponieważ parafia od lat cieszy się z wielu powołań zakonnych. Samych służebniczek w tym gronie jest aż szesnaście. Pracują m.in.: w USA, RPA i na Filipinach, gdzie siostry mają swoje domy. Obok tego służebniczki starowiejskie mają swoje placówki w Malawi, Tanzanii, Rzymie, na Ukrainie i w Rosji, w Zambii. Na całym świecie posługuje obecnie 1200 sióstr służebniczek starowiejskich.

- Tylko modlitwa i budowanie osobistej relacji z Jezusem przez Eucharystię jest gwarancją na to, by powołanie było wciąż świeże i nowe. Bez niej wcześniej czy później powołanie zwiędnie - podkreśla s. Jadwiga Bączar. Dlatego siostry starają się zawsze dziękować Bogu za dar powołania do życia konsekrowanego i prosić o wytrwanie w obranej drodze. Modlitwę zaczynają wcześnie rano w skromnej kaplicy na poddaszu domu, gdzie znajdują się także relikwie ojca założyciela bł. Edmunda Bojanowskiego. W ciągu dnia mają czas na medytacje, Liturgię Godzin, Różaniec. Intencji nigdy nie brakuje, ponieważ do Domu Sióstr pukają różni ludzie, prosząc je o modlitwę czy duchowe wsparcie. - Nie ma dnia, abym nie odebrała jakiegoś smsa z prośbą o modlitwę z mojej poprzedniej placówki - przyznaje Siostra Przełożona. W kaplicy sióstr raz w miesiącu sprawowana jest Msza św. W codziennej Eucharystii siostry uczestniczą w kościele razem z parafianami. Bardzo ważne w formacji są także stałe, odbywające się raz w miesiącu dni skupienia dla sióstr i doroczne rekolekcje.

Cztery gałęzie z jednego pnia

Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Marii Panny Niepokalanie Poczętej zostało założone przez Sługę Bożego Edmunda Bojanowskiego (1814-1871) 3 maja 1850 r. Był ziemianinem z Wielkopolski, człowiekiem wielu talentów (kochał filozofię i literaturę, sam pisał i prowadził działalność wydawniczą, wydawał m.in. czasopismo „Pokłosie”, z którego dochód przeznaczał dla sierot). Ze wszystkich talentów, jakimi Bóg go obdarował, wybrał służbę najuboższym, zwłaszcza zaniedbanym, porzuconym sierotom wiejskim i zainicjował dla nich pierwsze ochronki. Opiekunkami miały być młode dziewczęta po formacji. Ochronki miały dawać wiejskim dzieciom od najmłodszych lat opiekę duchową, wpajać zasady moralne, uczyć dobra i pokazywać wartości chrześcijańskie i patriotyczne, co w czasach zaborów było bardzo potrzebne. Wkrótce Bojanowski stał się kierownikiem duchowym młodych dziewcząt pragnących poświęcić swoje życie Bogu. Mimo różnych trudności, już za życia Założyciela zgromadzenie rozwijało się w Wielkopolsce, Galicji, na Śląsku i w Królestwie Polskim. Kiedy zaborca zakazał działalności siostrom, zgromadzenie zostało podzielone, a z niego wyodrębniły się cztery autonomiczne zgromadzenia: służebniczki starowiejskie, dębickie, śląskie i wielkopolskie. Wśród najważniejszych zadań zgromadzenia siostry wymieniają: służenie bliźnim najbardziej potrzebującym pomocy duchowej czy materialnej, zwłaszcza dzieciom, ubogim i chorym. Wierne charyzmatowi Założyciela i otwarte na aktualne potrzeby Kościoła służebniczki zajmują się pracą wychowawczą wśród dzieci i młodzieży, katechizacją, podejmują dzieła charytatywne wśród chorych i ubogich - nie wykluczając innych form prac apostolskich zgodnych z duchem zgromadzenia.

Tagi:
zakon zakonnica zgromadzenie zakony

One służą życiu

2019-11-26 12:50

Anna Skopińska
Edycja łódzka 48/2019, str. 1, 7

Potrójną uroczystość – Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, jubileusz oficjalnego zatwierdzenia i rejestracji oraz istnienia domu na terenie parafii – świętowały antonianki w niedzielę, 24 listopada, na łódzkich Stokach

Maria Niedziela
Siostry w kaplicy swojego domu

Nie zapomnę pierwszej wizyty u nich (Dom Samotnej Matki – przyp. red.) – mówił abp Grzegorz Ryś, wskazując na obecne w kościele siostry. – Byłem przede wszystkim zachwycony tym, z jakim szacunkiem, zaufaniem i miłością mówiłyście o kobietach, które przyjmowałyście. Zaufanie, brak podejrzliwości, miłość – to jest to – tak rządzi Chrystus – dodał metropolita łódzki, który przewodniczył Mszy św. dziękczynnej za 60 lat oficjalnego istnienia i działalności zgromadzenia sióstr antonianek od Chrystusa Króla i 40 lat ich pracy w parafii Matki Boskiej Różańcowej na łódzkich Stokach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gwatemala: beatyfikacja brata szkolnego Jakuba A. Millera – męczennika

2019-12-06 19:13

kg (KAI) / Huehuetenango

W sobotę 7 grudnia w mieście Huehuetenango w zachodniej Gwatemali biskup diecezji David w Panamie kard. José Luis Lacunza Maestrojuán ogłosi błogosławionym brata Jakuba Alfreda Millera, który poniósł tam śmierć męczeńską w wieku 37 lat. Był on amerykańskim bratem szkolnym, który ponad 10 lat swego życia zakonnego spędził w Ameryce Środkowej, głównie w Nikaragui, potem w Gwatemali i tam zginął z rąk niewykrytych do dzisiaj sprawców.


Brat Santiago czyli Jakub Alfred Miller

Oto krótki życiorys nowego błogosławionego.

Jakub (James) Alfred Miller urodził się 21 września 1944 w miasteczku Stevens Point w amerykańskim stanie Wisconsin. Był wcześniakiem i zaraz po urodzeniu ważył zaledwie nieco ponad 1,8 kg, później jednak szybko się rozwijał i jako dorosły mierzył prawie 2 metry i ważył 100 kg. W dzieciństwie i wczesnej młodości był bardzo porywczy, a nawet niesforny i rubaszny, co nieraz budziło lęk w jego otoczeniu.

Wielki wpływ na zmianę jego zachowania i na całe późniejsze jego życie wywarła nauka w szkole średniej, prowadzonej przez braci szkolnych w mieście Winona w sąsiednim stanie Minnesota. W 1959, mając 15 lat, rozpoczął juniorat w tym zgromadzeniu zakonnym, w 3 lata potem został postulantem, a następnie nowicjuszem. Przyjął wówczas imiona zakonne Leo William, później jednak powrócił do swych imion chrzestnych i tylko ich używał.

Jeszcze przed złożeniem ślubów wieczystych w sierpniu 1969 zaczął pracować jako nauczyciel języków angielskiego i hiszpańskiego i jako katecheta w szkole średniej Cretin w St. Paul – stolicy Minnesoty; uprawiał też amerykański futbol i trenował drużynę szkolną.

Po ślubach władze zgromadzenia wysłały go do pracy w mieście Bluefields w południowo-wschodniej Nikaragui, skąd w 1974 przeniesiono go do Puerto Cabezas na północny wschód kraju. Pracował tam nie tylko jako nauczyciel, ale również przy rozbudowie miejscowego kompleksu przemysłowo-kościelnego, a szkoła na jego terenie pod jego kierunkiem rozrosła się z 300 do 800 uczniów. Aby bardziej zbliżyć się do miejscowej ludności, zaczął używać hiszpańskiej wersji swego imienia – Santiago (Jakub) i pod nim był powszechnie znany.

Tę pomyślnie rozwijającą się działalność przerwało w lipcu 1979 polecenie władz zakonnych, aby opuścił Nikaraguę, gdy zwyciężyło tam lewicowe ugrupowanie sandinistów. Brat Santiago pozostawał bowiem w dobrych i bliskich kontaktach z dotychczasowym dyktatorem Anastasio Somozą, widząc w tym szanse na wypełnienie przez rząd zobowiązań co do rozbudowy szkolnictwa w tym regionie, złożonych jego poprzednikowi i współbratu zakonnemu Francisowi Carrowi. Ale niektórzy miejscowi mieszkańcy uważali te więzi za zbyt bliskie i to zaniepokoiło przełożonych zakonnika, tym bardziej że nowe władze umieściły jego nazwisko na liście tych, których należy „sprzątnąć”.

Brat Santiago wrócił więc bardzo niechętnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie znów zaczął uczyć w swej pierwszej szkole w St. Paul, nie przestając jednak marzyć o powrocie do Ameryki Środkowej. Robił tak wiele dla tej placówki, że uczniowie nazwali go „Bratem Złotą Rączką”.

W styczniu 1981 znów znalazł się w Ameryce Środkowej, tym razem w Gwatemali – w Huehuetenango na zachodzie kraju i tam od pierwszej chwili zaangażował się jako nauczyciel zawodu w poprawę położenia ludności tubylczej, uciskanej przez panujący w tym kraju reżym. Działania te z jednej strony zyskały mu wielką sympatię miejscowych mieszkańców, z drugiej ściągnęły nań nie mniejszą wrogość rządzących wojskowych i bardzo szybko zaczął otrzymywać ostrzeżenia i pogróżki, których jednak nie uląkł się i nadal prowadził swą działalność na rzecz najuboższych.

Już w rok później – wieczorem 13 lutego 1983 do prowadzonej przez braci szkolnych Szkoły Indiańskiej im. De La Salle wdarło się trzech zamaskowanych i uzbrojonych mężczyzn, oddając serię strzałów do brata Millera, zajętego pracami budowlanymi. Zakonnik zginął na miejscu, zabójcy natomiast od razu odjechali, a wszelki ślad po nich zaginął. Do dziś pozostali niewykryci i nieukarani.

Amerykańska diecezja La Crosse, na której terenie urodził się przyszły błogosławiony, ustanowiła nagrodę jego imienia za działalność na rzecz sprawiedliwości społecznej, a po jego śmierci powstała także fundacja, również nosząca jego imię, w celu kontynuowania jego dzieła na rzecz biednych i uciskanych. Brat Santiago nazywany jest „męczennikiem edukacji”.

Jego proces beatyfikacyjny toczył się w Huehuetenango w latach 2009-10, a w Watykanie zakończył się podpisaniem przez Franciszka dekretu o męczeństwie 7 listopada 2018.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Radio Maryja świętuje 28 lat istnienia

2019-12-07 12:40

lk, Radio Maryja / Toruń (KAI)

Radio Maryja świętuje w sobotę i niedzielę 28 lat istnienia. Jak w poprzednich latach miejscem głównego dziękczynienia za działalność toruńskiej rozgłośni będzie hala widowiskowo-sportowa „Arena Toruń”. - Zapraszamy na wielkie dziękczynienie za 28 lat działalności Radia Maryja i dzieł przy nim powstałych oraz za całą posługę apostolskiej Rodziny Radia Maryja w całej Ojczyźnie i poza jej granicami - zachęca dyrektor rozgłośni o. Tadeusz Rydzyk.

Katarzyna Cegielska

Głównym punktem sobotnich uroczystości będzie popołudniowa Msza św. pod przewodnictwem metropolity częstochowskiego abp. Wacława Depo. Poprzedzą ją różaniec ze słuchaczami i koncert w wykonaniu Reprezentacyjnej Orkiestry Marynarki Wojennej z solistami i aktorami scen polskich. Transmisję z uroczystości przeprowadzą sama rozgłośnia oraz TV Trwam.

Do wzięcia udziału w wydarzeniu jak co roku zaprasza założyciel i dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk. W liście do słuchaczy redemptorysta przypomina, że urodziny rozgłośni zbiegają się z uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP. Zwraca uwagę, że wciąż jest dużo bluźnierstw i zniewag Matki Bożej, dlatego zachęca do włączenia się w cykliczne, pierwszosobotnie modlitwy wynagradzające za te akty.

"Niech ta pierwsza sobota grudnia, 28 lat po powstaniu radia Matki Najświętszej, będzie wielkim wynagrodzeniem podjętym przez wszystkich naszych Rodaków – od najmłodszych do najstarszych – Matce Najświętszej za zniewagi Jej wyrządzane w Ojczyźnie i świecie. I tak rozpocznijmy wszyscy odprawianie przynajmniej pięciu pierwszych sobót miesiąca" - napisał o. Rydzyk.

"Poprzez modlitwę ratujmy siebie, wszystkich ludzi, Ojczyznę. Raz jeszcze zapraszamy do Torunia na to wielkie dziękczynienie za 28 lat działalności Radia Maryja i dzieł przy nim powstałych; za całą posługę apostolskiej Rodziny Radia Maryja w całej Ojczyźnie i poza jej granicami" - dodał redemptorysta.

W niedzielę powstanie Radia Maryja świętować będą także mieszkańcy Bydgoszczy. Z tej okazji Mszy św. o godz. 18.00 w tamtejszej katedrze będzie przewodniczył biskup bydgoski Jan Tyrawa.

Radio Maryja rozpoczęło nadawanie 8 grudnia 1991 r., w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Początkowo audycje docierały tylko do słuchaczy w Toruniu, Bydgoszczy i okolicznych miejscowości. Obecnie fale Radia Maryja przekraczają granice oceanu, dzięki czemu rozgłośnia jest odbierana także w wielu miejscach zamieszkałych przez Polonię. Poprzez Internet i nadawanie satelitarne radio słyszalne jest praktycznie na całym świecie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem