Reklama

Siostry Sercanki we Włoszczowie

Wierne sercańskiej tożsamości

2013-06-04 13:12

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 22/2013, str. 4-5

W. D.

Każdą pensjonariuszkę znają po imieniu, wiedzą, co lubi, co sprawia jej radość, a co złości. Pomagają, gdy samotność staje się udręką. Są jak dobre anioły tego miejsca - siostry sercanki od początku związane z Domem Pomocy Społecznej we Włoszczowie, który działa od 1987 r.

To szczególny Dom, ponieważ przebywają w nim głównie osoby ze schorzeniami psychicznymi. - Nasi pacjenci potrzebują stałej opieki i wyjątkowego traktowania - mówi przełożona Domu. Na 120 osób (głównie kobiet) kilkadziesiąt jest przykutych do łóżek. Schizofrenia, zaburzenia osobowości, psychozy, charakteropatia wytwarzają w człowieku negatywne uczucia, agresję wobec siebie i innych, napady złości, niepoczytalności. - Oni żyją w swoim świecie i my możemy starać się tylko to zaakceptować - podkreślają siostry. Będąc najbliżej chorych, spędzają z nimi dużo czasu, także na rozmowach, niosąc im wsparcie i pociechę duchową. - Niemal dla wszystkich DPS we Włoszczowie staje się domem na długie lata, większość pozostaje tutaj do śmierci. Mamy tutaj pensjonariuszki niemal z całej Polski, od Gdańska przez Poznań, Śląsk. Najmłodsza osoba ma 30 lat. Najtrudniejsze są dla chorych święta, wtedy samotność dokucza najbardziej. Objawy choroby zaostrzają się, podobnie jak przy zmianie pogody. Są niespokojni, jak dzieci, które z utęsknieniem wyczekują na rodziców. Niestety czasem przyjedzie jedna, dwie osoby, bywa, że podopiecznych nie odwiedzi nikt - wyznają siostry.

Samotność leczy się sercem

Czym uśmierzyć samotność, wypełnić pustkę, która osacza, odbiera ochotę do życia, paraliżuje? Nie ma cudownej tabletki. Same leki i najlepsza nawet opieka nie wystarczą. Dlatego tak ważna jest prowadzona w Domu permanentna rehabilitacja. Podopieczne jeżdżą na wycieczki, na pielgrzymki do sanktuariów, biorą udział w integracyjnych wydarzeniach, wychodzą na spacery, uczestniczą w terapii zajęciowej, gdzie mogą malować, wykonywać ozdoby świąteczne i prace plastyczne. Są szczęśliwe, kiedy widzą efekt swojej pracy. Ich prace są prezentowane na corocznych wystawach, m.in. w Domu Kultury we Włoszczowie, w Ostrowcu Świętokrzyskim, Kielcach, Starachowicach i nagradzane dyplomami i wyróżnieniami. Korzystają z sali do ćwiczeń z nowoczesnym sprzętem rehabilitacyjnym i świetlicy. Uspokaja ich kontakt z naturą. Niektóre dużo czasu spędzają na spacerach w lesie z siostrami. Bardzo dobre rezultaty przynosi terapia przez kulturę. W Domu organizowane są: święta, wigilia, Dzień Babci, Dziadka, Matki, Ojca, Chorego itp. Niedawno odbył się wieczór ze śpiewaniem pieśni patriotycznych i wycieczka do Sandomierza. Zapraszani się artyści i goście, by umilić czas podopiecznym. Czasem z okazji świąt odwiedzają DPS dzieci i młodzież, prezentując jasełka. Każdy serdeczny kontakt z drugim człowiekiem jest dla chorych na wagę złota. Czują się wtedy akceptowani i kochani - opowiadają siostry.

- Czasem choroba powoduje, że są trudni, dlatego potrzeba serca, wyrozumiałości i wytrwałości - mówią siostry. Jako wykwalifikowane pielęgniarki są najbliżej chorych i cierpiących, wykonując wszelkie czynności i drobne zabiegi pielęgniarskie. Dwunastogodzinne dyżury spędzają na przewijaniu pacjentek, karmieniu, myciu, ubieraniu, robieniu zastrzyków, podawaniu leków, rozmowach, czuwaniu przy łóżku ciężko chorych, kiedy odchodzą. Pracują w systemie trzyzmianowym. Nocą może wydarzyć się wszystko. Bywają dyżury bardzo niespokojne, kiedy personel nie zmruży oka. - W naszej pracy potrzeba dużo siły i samozaparcia - podkreślają. Siostry cenią sobie dobrą współpracę z dyrektorem Maksymilianem Stępniem, który - jak mówią - jest człowiekiem o wielkim sercu, doceniają pracę i wysiłki kilkudziesięcioosobego personelu medycznego, który pracuje z pensjonariuszkami.

Reklama

Siostry mówią, że dużo modlą się za swoje pacjentki, zwłaszcza te najciężej chore, mające duże problemy ze zdrowiem, ale także one włączają się w modlitwę. Dla wielu z nich jest oparciem i pomocą. - Odmawiamy z nimi Koronkę, Różaniec, teraz, w maju - Litanię Loretańską, i śpiewamy pieśni maryjne. Niektóre kobiety, bardziej zdrowe są obecne codziennie na Mszy św., którą sprawuje ksiądz kapelan w kaplicy Domu o godz. 6 rano, bo pobudka dla sióstr to godzina 5.15 - wtedy rozpoczynają modlitwy poranne. W odnowionej kaplicy przechowywane są relikwie ojca założyciela św. Józefa Sebastiana Pelczara. Zgromadzenie posiada także relikwie bł. Jana Pawła II, które chorzy adorują podczas świąt związanych z papieżem.

Sercanki we Włoszczowie

Z miasteczkiem sercanki związane są od czasów II wojny światowej, od 1942 r., kiedy przybyły, by ratować mieszkańców podczas masowej epidemii tyfusu. Obecnie mają tutaj dwa domy. W 1987 r. wspólnota sióstr sercanek rozpoczęła pracę na zaproszenie dyrektora w powstałym w budynkach po szpitalu - Domu Pomocy Społecznej dla kobiet starszych i ze schorzeniami psychicznymi. Początkowo pracowało tutaj dziesięć sióstr. Dziś Dom tworzą: s. Wilibalda Bejenka - przełożona, s. Edyta Depta, s. Waleria Bednarczyk, s. Justyniana Łukasik i s. Gedeona Borowska.

- Całe moje życie zakonne związana jestem z diecezją kielecką - podkreśla przełożona. Pochodzi z woj. łódzkiego. Przez 22 lata przepracowała w Gnojnie - w ośrodku dla dzieci z zaburzeniami psychicznymi i upośledzonymi umysłowo. Mimo swoich podeszłych lat, wciąż jest aktywnie pracującą pielęgniarką. Do klasztoru Sióstr Sercanek w Krakowie wstąpiła jako 17-letnia dziewczyna. Dlaczego wybrała sercanki? - To było naturalne. Zawsze były niedaleko - opowiada. Spotykała je na targu, w pobliskim szpitalu przy pracy. W 1963 r. złożyła pierwszą profesję. Szkołę pielęgniarską ukończyła już w trakcie pracy. W tym roku, w czerwcu, będzie obchodziła jubileusz pięćdziesięciolecia ślubów zakonnych. Pozostałe siostry także pracowały długo wśród chorych i cierpiących, mają duże doświadczenie jako pielęgniarki i opiekunki. Każdego dnia uczą się od Serca Jezusa ogarniać swoim sercem cierpienie, chorobę, samotność i krzyż swoich pacjentek. Propagują kult Najświętszego Serca Jezusowego, przekazując światu prawdę „że nie to, co na zewnątrz, ale to, co wewnątrz, w sercu stanowi o prawdziwym człowieczeństwie”. Sercanki przygotowują się do uroczystości nawiedzenia relikwii św. Małgorzaty Marii Alocoque, które odbędą się w czerwcu.

Z kart historii zgromadzenia

Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego powstało 10 lutego 1894 r. w Krakowie z inicjatywy ks. Józefa Sebastiana Pelczara - profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, społecznika, od 1899 r. - biskupa diecezji przemyskiej, którego Jan Paweł II w 1992 r. ogłosił błogosławionym, a 2003 r. - świętym. Jego pragnieniem było otoczyć troską i wsparciem duchowym i moralnym ubogich, młode dziewczęta przybywające ze wsi do Krakowa w celu poszukiwania pracy. Najpierw powołał dla nich bractwo Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej ze schroniskiem dla poszukujących czasowo domu dziewcząt, które jeszcze nie miały kwalifikacji i miały trudności ze znalezieniem pracy. Celem zgromadzenia miało być i jest do tej pory szerzenie Królestwa Miłości Serca Jezusowego. Znakiem tej miłości mają być siostry służące chorym, ubogim, młodym dziewczętom. Wkrótce uznał - rozpoznając w tym, co robi, wolę Bożą - że istnieje potrzeba powstania nowego Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego. Jego regułę oparł na regule Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Pierwszą przełożoną zgromadzenia została s. Klara Ludwika Szczęsna. Do zakonu wstępowało wiele dziewcząt, tak że nie mogły się pomieścić w dotychczasowym domu. I znowu zadziałała Opatrzność. Po roku znalazły się fundatorki, które przekazały pieniądze i grunt, tak powstał klasztor i kościół przy ul. Garncarskiej. Zapotrzebowanie na pracę sióstr było bardzo wielkie, dlatego powstawały coraz to nowe domy w różnych miejscach na ziemiach polskich.

Po drugiej wojnie światowej władze komunistyczne usunęły sercanki z większości szpitali, szkół, przedszkoli, sierocińców. Podjęły one pracę w państwowych domach opieki społecznej jako katechetki, zakrystianki organistki - i wiele z nich nadal posługuje w takim charakterze. Siostry sercanki są obecne nie tylko w Polsce, ale także różnych krajach Europy i na innych kontynentach. Do jakiejkolwiek posługi wezwie je Bóg, wzorem zawsze będzie dla nich Jego Najświętsze Serce.

W następnym numerze zaprezentujemy klasztor Sióstr Norbertanek z Imbramowic

Tagi:
zakon zakonnica dom pomocy społecznej

Reklama

Na dyżurze przed Panem Bogiem

2019-11-13 08:09

Anna Janowska
Niedziela Ogólnopolska 46/2019, str. 23

– Co my właściwie robimy za klauzurą? Mówimy Panu Bogu o ludziach – tych, którzy tu przychodzą, by się modlić, tych, którzy tu nie przychodzą, i tych, którzy nic o Panu Bogu nie wiedzą – zdradza s. Zdzisława, dominikanka ze Świętej Anny k. Przyrowa

Anna Wyszyńska
Siostry dominikanki opuszczają klasztorną klauzurę tylko w wyjątkowych sytuacjach, jak np. jubileusz 150-lecia ich obecności w Świętej Annie

Piękny budynek klasztoru to dziś zabytek, wybudowali go ojcowie bernardyni na początku XVII wieku. Kiedy w ramach represji po powstaniu styczniowym ojców wyeksmitowano, osiedliły się tutaj – również pod przymusem – siostry dominikanki klauzurowe, którym zaborca odebrał klasztor w Piotrkowie Trybunalskim. Chociaż długo miały zakaz przyjmowania kandydatek, a w czasach komunizmu także doświadczyły wielu szykan, przetrwały. – Dziś jesteśmy jedną z większych wspólnot naszego zakonu w Europie – mówi s. Zdzisława.

Dominikanki są zakonem kontemplacyjnym, żyją i modlą się w przestrzeni klauzury, którą opuszczają jedynie w wyjątkowych sytuacjach. 21 listopada przypada Światowy Dzień Życia Kontemplacyjnego – to święto zakonów klauzurowych. W tym dniu warto zapytać, co pociąga kandydatki do wyboru takiego życia. I czy czują się w nim spełnione.

– Każdy człowiek czuje się spełniony wtedy, kiedy znajdzie swoje miejsce w życiu – wyjaśnia s. Zdzisława. – To jest tak samo jak z wyborem osoby, z którą połączy się życie w małżeństwie, ze znalezieniem życiowej pasji czy zawodu, któremu się odda wszystkie swoje zdolności. To Pan Bóg wpisuje powołanie w życie człowieka, a gdy się je odkryje – idzie się za nim. Wybór życia w klasztornej klauzurze nie jest wyborem czegoś strasznego, niezrozumiałego, co ma być dla mnie dotkliwą pokutą – przeciwnie, to odnalezienie sensu i radości życia w całkowitym oddaniu go Panu Bogu.

Życie sióstr w przestrzeni klauzury sprawia, że rzadko możemy je oglądać, a jeszcze rzadziej z nimi rozmawiać. Tym cenniejsza jest opowieść s. Zdzisławy o drodze jej powołania, zwłaszcza że do Świętej Anny w diecezji częstochowskiej przyjechała z odległego Poznania.

– Od dzieciństwa interesowałam się nauką i sztuką, rodzice uczyli mnie dostrzegania piękna przyrody, słuchania muzyki. To wszystko uwrażliwiało mnie na wartości duchowe, chociaż nie byliśmy rodziną gorliwie praktykującą. Moja szkoła była na tej samej ulicy, przy której znajdował się kościół Ojców Dominikanów. Tam się czasem wchodziło, zwłaszcza w niebezpieczeństwie klasówki. Dopiero w szkole średniej, pod wpływem mojej przyjaciółki, zaczęłam uważniej słuchać tego, o czym w kościele się mówi, czytać, odkryłam, czym jest Różaniec. Na studiach mocno się zaangażowałam w duszpasterstwo akademickie, tam poznałam wspaniałych ludzi.

Siostra Zdzisława podkreśla, że te odkrycia przychodziły stopniowo, całymi latami, a z perspektywy czasu uważa, że bardzo ważne było świadectwo życia osób z otoczenia, które o swojej wierze zaświadczały postawą, mądrością i dobrocią.

– Przyszedł czas, kiedy zrozumiałam, że Boga trzeba traktować poważnie, że On nie jest dodatkiem do życia, że On naprawdę jest. Pewnego dnia na drzwiach kościoła Dominikanów zobaczyłam plakat z napisem: „Bracia dominikanie mówią ludziom o Bogu, siostry dominikanki mówią Bogu o ludziach”. To było jak impuls, chociaż wtedy jeszcze nie dojrzałam do decyzji, musiałam ją w sobie jeszcze przepracować. Miałam dobrą pracę, wielu przyjaciół, kochającą rodzinę. Ale uznałam, że to wszystko jest mniejsze niż sam Pan Bóg, i postanowiłam to zostawić. Przyjechałam do Świętej Anny i zapukałam do furty klasztoru. To był rok 1975. Nigdy tego nie żałowałam. Ten czas minął mi szybko. Tutaj ciągle na nowo odkrywam Pana Boga, bo poznanie Go i kontakt z Nim nie jest sprawą jednorazową i zamkniętą. To jest wciąż nowe i wspaniałe doświadczenie. Jestem ciekawa, co będzie dalej.

Młodym ludziom, którzy pytają o wybór drogi życiowej, s. Zdzisława radzi: – Warto patrzeć w siebie, by odkryć, co mnie najbardziej porusza. Warto myśleć, by nie być powierzchownym, nie uciekać się tylko do szukania przyjemności. Każdy człowiek ma ukrytą w sobie tajemnicę Pana Boga. Trzeba ją tylko odkryć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Symbole i zwyczaje Adwentu

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 49/2002

Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

Bożena Sztajner

Wieniec adwentowy

W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot - duszę, a płomień - światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa - Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański..." (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

Roraty

W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper... (Niebiosa spuśćcie rosę...). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus - Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Adwentowe zwyczaje

Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali "otrembywaniem Adwentu". Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nigeria: dwaj uprowadzeni księża odzyskali wolność

2019-12-12 14:34

kg (KAI/FIDES) / Abudża

Dwaj nigeryjscy księża katoliccy: Joseph Nweke i Felix Efobi, uprowadzeni 6 grudnia w południowo-zachodniej części kraju, odzyskali wolność wieczorem 10 bm. Chociaż porywacze żądali początkowo 100 mln naira (nieco ponad 1 mln zł) za ich zwolnienie, ostatecznie wypuścili ich bez otrzymania jakiegokolwiek okupu.

Mikamatto/Foter/Creativ Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY2.0)

Obaj księża, pracujący w diecezji Awka na południu Nigerii, zostali uprowadzeni 6 grudnia, gdy udawali się na ślub swych parafian ze stanu Anambra do Akure – stolicy stanu Ondo. Duchownych, jadących autostradą Benin-Owo w orszaku weselnym, zatrzymali w pewnej chwili nieznani uzbrojeni mężczyźni koło miejscowości Ajagbale, wyciągnęli ich z samochodu i wywieźli w nieznanym kierunku.

Według świadków napastnicy nie interesowali się innymi samochodami i ich kierowcami, a nawet nie zabrali nikomu ich telefonów komórkowych i - jak powiedział jeden z uczestników zajścia - "porwali tylko księży i pozostawili resztę". Po pewnym czasie porywacze odezwali się, żądając 100 mln naira okupu w zamian za zwolnienie obu kapłanów, ale po kilku dniach uwolnili ich, nie otrzymawszy żadnych pieniędzy.

Watykańska agencja misyjna Fides podała, powołując się na miejscowe źródła, że księża odzyskali wolność wieczorem 10 grudnia na szosie. Wyjechał po nich jeden z kapłanów z Owo.

Porwania księży i zakonników na południu Nigerii są od wielu lat wielką plagą. W samym tylko stanie Enugu uprowadzono w tym roku 9 kapłanów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem