Reklama

Relikwie św. Jana Bosko w Rzeszowie

2013-06-26 14:09

Ks. Kazimierz Drozd
Edycja rzeszowska 26/2013, str. 4

pila.salezjanie.pl

W dniach 8-9 lipca br. w parafii pw. Opatrzności Bożej na Nowym Mieście w Rzeszowie będzie można spotkać się z relikwiami św. Jana Bosko. Parafia Księży Salezjanów jest jedną ze stacji na trasie peregrynacji relikwii Założyciela zgromadzenia po Polsce, odbywającej się w dniach od 27 maja do 17 sierpnia br. Peregrynacja jest częścią światowego przygotowania salezjanów do dwusetnej rocznicy urodzin ks. Bosko w 2015 r.

Kim jest człowiek, o którym bł. Jan Paweł II mówił, iż „Jego niezwykły sekret polegał na tym, że nie zawiódł nigdy najgłębszych pragnień młodzieży”, a bł. Matka Teresa z Kalkuty - iż „wiedział, że to, co czyni dla tych uliczników, czyni dla Jezusa”?

Wychowawca młodzieży

Św. Jan Bosko żył w XIX wieku w Turynie i całe życie poświęcił wychowaniu młodych ludzi. Stworzył dla nich struktury, które pomagały im wejść w dorosłe życie: zdobyć zawód, znaleźć pracę oraz - przede wszystkim - rozwijać się duchowo. W stworzonym przez siebie systemie wychowawczym - opartym na wierze, rozumie i miłości - wykorzystywał m.in. muzykę, teatr, sport, zabawy. Swoim wychowankom powtarzał: „Chcę ci podarować przepis na świętość: po pierwsze, radość; po drugie, obowiązki związane z nauką i modlitwa; po trzecie, czynienie dobra względem wszystkich”.

Reklama

W 1875 r. wysłał do Argentyny pierwszych salezjanów jako misjonarzy, ponieważ pracę na misjach rozumiał jako jedną z głównych wymiarów założonej przez siebie Rodziny Salezjańskiej. Wielką wagę przywiązywał do środków społecznego przekazu, uważając, że książki i czasopisma odgrywają ważną rolę w ewangelizacji oraz formacji chrześcijan. Sam napisał wiele książek i broszur, ale także dydaktycznych scenariuszy teatralnych. Mówił: „Dobre książki rozpowszechniane wśród ludności są jednym z najwłaściwszych środków utrzymania królestwa Bożego w sercach ludzi”.

Został beatyfikowany w 1929 r., a pięć lat później - kanonizowany. Jego styl wychowania i duszpasterstwa kontynuują założone przez niego zgromadzenia zakonne salezjanów i salezjanek, salezjanie i salezjanki współpracownicy oraz inne grupy przynależące do Rodziny Salezjańskiej na całym świecie. Do Polski salezjanie przybyli w 1898 r. Dzisiaj są zorganizowani w cztery prowincje zakonne i prowadzą m.in. szkoły różnych typów, ośrodki wychowawcze, parafie, oratoria, duszpasterstwa akademickie, sanktuaria. Około 100 polskich salezjanów pracuje na misjach.

Doświadczenie obecności Świętego

Relikwiarz ma kształt figury wiernie oddającej postać Świętego, w której zostały umieszczone relikwie - kości prawej dłoni. Symboliczna wymowa samych relikwii także jest znacząca - to prawą ręką ks. Jan Bosko m.in. witał się, ale także błogosławił i - czyniąc znak krzyża w imieniu Chrystusa - odpuszczał grzechy w sakramencie pokuty.

- Peregrynacja relikwii ks. Bosko będzie osobistym i bezpośrednim doświadczeniem obecności Świętego w moim życiu - powiedział nam jeden z wychowanków salezjańskiego Oratorium w Rzeszowie.

Peregrynacja rozpocznie się w Rzeszowie 8 lipca, ale „Bosko Festiwal”, czyli radosne oczekiwanie na ich przybycie, rozpocznie się już 6 lipca.

Salezjańska parafia będzie oczekiwać na relikwie założyciela zgromadzenia podczas dwudniowego (6-7 lipca br.) bloku imprez plenerowych, na który złożą się m.in. widowisko o św. Janie Bosko „Spełniony sen” w wykonaniu teatru ITP. z Lublina (6 lipca), plenerowe spotkanie rodzinne, oratoryjne spotkanie po latach, mecz piłkarski, a w finale - koncert zespołu „New Day” (7 lipca).

Powitanie relikwii i ich uroczyste wprowadzenie do kościoła nastąpi w poniedziałek, 8 lipca br., o godz. 17.30. Później m.in. uroczysta Eucharystia pod przewodnictwem bp. Edwarda Białogłowskiego (godz. 18), osobiste spotkanie wiernych z relikwiami, Apel Maryjny „Wspomożycielka młodych serc” (godz. 21) i Kantata o św. Janie Bosko (godz. 22). Pierwszy dzień zakończy wieczorne czuwanie młodzieży (godz. 22.30) i Eucharystia młodych o północy, a po niej czuwanie grup apostolskich oraz agapa w oratorium.

Drugi dzień peregrynacji (wtorek, 9 lipca br.) rozpocznie się Godzinkami ku czci Najświętszej Maryi Panny o godz. 6.30. Następnie m.in. Msza św. w intencji rodzin z parafii i osiedla, spotkanie dzieci ze św. Janem Bosko (godz. 9), Eucharystia w intencji nauczycieli i wychowawców (godz. 12). Uroczyste pożegnanie relikwii o godz. 15.

Więcej na temat peregrynacji relikwii św. Jana Bosko po Polsce: www.salezjanie.pl/relikwie.

Tagi:
peregrynacja św. Jan Bosko

Trafić do serc i umysłów

2019-11-13 11:47

Monika Kosakowska
Edycja małopolska 46/2019, str. 6-7

Św. Jan Bosko został ogłoszony patronem Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w Czarnym Dunajcu. Z tej okazji w tutejszym kościele Przenajświętszej Trójcy zebrali się uczniowie, nauczyciele i katecheci na Eucharystii, podczas której abp Marek Jędraszewski poświęcił nowy sztandar placówki

Monika Kosakowska
Uczniowie podczas programu przybliżającego postać patrona

Metropolita krakowski, wspominając postać św. Jana Pawła II, w związku ze zbliżającym się stuleciem jego urodzin, nawiązał do osoby św. Jana Bosko. – W świetle posługi Jana Pawła II chcemy zrozumieć posługę innego pasterza, który jest patronem waszej szkoły – św. Jana Bosko, żyjącego w XIX wieku (...). A przyświeca św. Janowi Bosko miłość do młodych ludzi, zależy mu przede wszystkim na ich zbawieniu. I podkreślił: – Dlatego jego słynne słowa, także modlitwy kierowanej do Boga, brzmią: „da mihi animas caetera tolle” – daj mi dusze tych młodych ludzi, Boże, resztę weź, wszystko jest nieważne. Najważniejsze jest to, że mogę trafić do ich serc i umysłów, przekazać im prawdę o Ewangelii, i czynię to niestrudzenie.

Rola patrona

Dalsza część uroczystości odbyła się w murach szkoły, do której przybyli m.in.: abp Marek Jędraszewski, dziekan ks. Krzysztof Kocot – proboszcz czarnodunajeckiej parafii, kapłani, siostry zakonne, przedstawiciele Małopolskiego Kuratorium Oświaty oraz władz samorządowych z Czarnego Dunajca, Zarząd Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich, z prezesem Marią Chodkiewicz, dyrektorzy szkół. W spotkaniu uczestniczyła społeczność szkolna; nauczyciele, uczniowie i rodzice, a także zaprzyjaźnione organizacje wspomagające działalność szkoły.

Gości przywitała dyrektor liceum Teresa Dziwisz, która przyznała, że ten dzień jest jednym z najważniejszych w historii placówki, ponieważ nadając imię szkole, ustala się jej tożsamość, podkreśla kierunek działań dydaktyczno-wychowawczych. – Ufam, że postawa św. Jana Bosko będzie wzorem dla wszystkich i pomoże wychować uczniów na dobrych i mądrych ludzi – wyraziła nadzieję dyrektor Teresa Dziwisz. I przekonywała: – Nasz patron będzie nam zawsze przypominał, że piękno duchowe – prawda i dobro, to wartości uniwersalne. Św. Jan Bosko nie jest nieosiągalnym ideałem, ale osobą, która do nas przemawia swoimi czynami, zgodnie z maksymą: „Wychowanie jest sprawą serca”. Jego słowa nas uczą, a przykłady pociągają. Postać takiego patrona zobowiązuje nas do dawania świadectwa dobra w życiu całej wspólnoty, rzetelnego zdobywania wiedzy i szczerej dbałości o chrześcijańskie wychowanie.

W rozmowie z „Niedzielą” dyrektor Dziwisz podkreśliła: – Tę postać wybrali uczniowie, rodzice i grono pedagogiczne, gdyż swoją działalnością św. Jan Bosko wpisuje się w misję szkoły. Jest patronem młodzieży i naszym orędownikiem w Niebie.

Wzór i autorytet

Zaproszeni goście obejrzeli program artystyczny pt. „Św. Jan Bosko – Apostoł Młodzieży”, przygotowany przez uczniów LO w Czarnym Dunajcu. Młodzi w piękny i obrazowy sposób, za pomocą spektaklu oraz prezentacji, przedstawili postać swego patrona. Łagodny i miłosierny charakter ks. Bosko ujawniał się w systemie prewencyjnym, który stosował w relacjach z młodzieżą. Młodzież kształtował okazując jej wsparcie, zrozumienie oraz miłość. Na takich wartościach szkoła pragnie opierać swoje wychowanie, co w przemówieniu zaznaczyła Teresa Dziwisz.

– Z życiorysu św. Jana Bosko wynika, że był on wychowawcą, który chętnie pomagał młodzieży – zauważa Dominika (uczennica szkoły) i wyznaje: – Teraz ja czuję się częścią takiej społeczności – uczniów otoczonych jego opieką. Z kolei Laura stwierdza: – Jan Bosko jest autorytetem dla osób, które potrzebują miłości. Nasza szkoła ma oddziały integracyjne, dzięki którym uczymy się żyć pomiędzy osobami z różnorakimi niepełnosprawnościami. Może ci uczniowie nie potrafią wyrażać uczuć i emocji tak samo jak my, ale to nie znaczy, że ich nie posiadają. Mają swoje zainteresowania, które chcą rozwijać i się nimi dzielić. Potrzebują wsparcia, pomocy, a także szacunku. W naszych czasach nie zawsze spotykamy się z szacunkiem wobec osób niepełnosprawnych. Często są one wyalienowane. Uważam, że Jan Bosko jest obrazem miłości do drugiego człowieka i dlatego bardzo się cieszę, że to właśnie on został patronem naszej szkoły. Przedstawicielka rodziców dodaje: – Jestem zadowolona z wyboru patrona szkoły, do której uczęszcza moje dziecko, ponieważ św. Jan Bosko jest bardzo dobrym przykładem, wzorem do naśladowania dla młodzieży.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Powstaniec ks. Wyszyński

Witold Dudziński
Edycja warszawska 31/2011

Powstanie Warszawskie, które wybuchło w stolicy, nie ominęło Puszczy Kampinoskiej. Pomoc powstańcom z puszczy niósł ówczesny kapelan AK ks. Stefan Wyszyński, późniejszy Prymas Polski

Powojenna działalność kard. Stefana Wyszyńskiego jest powszechnie znana. „Non possumus” rzucone władzom PRL, czas internowania, Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego, uroczystości milenijne - te wydarzenia z dziejów polskiego Kościoła kierowanego przez Prymasa Tysiąclecia zdają się być dobrze zapamiętane w zbiorowej pamięci. Przyczyniły się do tego liczne publikacje, książki, a nawet (trzeba przyznać - nieliczne, choć działające na wyobraźnię) filmy czy sztuki teatralne.
Natomiast w znacznie mniejszym stopniu utrwalił się w świadomości społecznej obraz ks. Stefana Wyszyńskiego jako duszpasterza, wykładowcy tajnych uniwersytetów i kapelana Armii Krajowej. Prawie zupełnie nieznana jest jego działalność w czasie powstania, tymczasem w pomoc powstańcom w Kampinosie był zaangażowany od godziny „W” aż do zakończenia walk.
„Podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej” - tak Prymas wspominał swój pobyt w Laskach po latach.
Pomagał nie tylko duchowo. Zajmował się chorymi, ale także razem ze współpracownikami chodził po lesie, zbierając rannych. - W jego obecności wszyscy czuli się bezpieczni - mówiła po latach s. Róża Szewczuk, franciszkanka służebnica Boża z Zakładu dla Ociemniałych w Laskach.
Kiedy w 1976 r. święcił tam tablicę upamiętniającą powstańców, zauważył, że pomimo wielu niebezpiecznych sytuacji nikt przebywający w ośrodku nie został nawet ranny. „Czasami pociski obcinały gałęzie, a jednak nie tykały ludzi” - wspominał.
Dziś materialnych śladów pobytu przyszłego prymasa Polski w Laskach nie ma zbyt wiele. - Konspiracja nie sprzyjała np. fotografiom - mówi franciszkanka, s. Rut Wosiek, opiekująca się w Laskach archiwum. W tym ważnym dla Prymasa Tysiąclecia miejscu, na skraju Puszczy Kampinoskiej pozostały tylko budynki, gdzie niegdyś mieszkał i działał.

Powstanie w Laskach

Powstały w 1922 r. z inicjatywy s. Róży Czackiej zakład stał się w czasie okupacji ośrodkiem pomocy także dla partyzantów. Szukali tu pomocy nocą, w dzień zajeżdżało gestapo, tropiąc poszukiwanych. Jeden z budynków - jak opisuje Ewa Czaczkowska, biografka Prymasa Tysiąclecia - zajmowali niemieccy żandarmi, a w innych, pod ich bokiem, ukrywali się uciekinierzy. W ośrodku produkowano miny dla partyzantów, prowadzono nasłuch radiowy.
Ks. Stefan Wyszyński bywał w Laskach już wcześniej: w 1926 r. przywiózł go po raz pierwszy ks. Władysław Korniłowicz, kapelan ośrodka, uważany przez ks. Wyszyńskiego za ojca duchowego. W 1942 r. ks. Wyszyński trafił tu spod Zamościa, skąd musiał uciekać poszukiwany przez nazistów.
Gdy wiosną 1944 r. ks. Wyszyński został kapelanem AK, przyjął pseudonim Radwan III. - Sam przyjmowałem od niego przysięgę i zlecałem zadania do wykonania - wspominał po latach ks. Jerzy Baszkiewicz, naczelny kapelan kampinoskiej AK. Późniejszy Prymas nie brał udziału w akcjach bojowych. - Może dlatego, że miałem do dyspozycji jeszcze pięciu innych kapelanów - mówił ks. Baszkiewicz.
Kiedy jednak akowcy szli do akcji, ks. Wyszyński w ich intencji prowadził nocne adoracje Najświętszego Sakramentu.

Na front do Matki Bożej

W przeddzień wybuchu powstania ks. Wyszyński poświęcił szpitalik, do którego za chwilę trafili ranni. Odtąd, przez całe powstanie sprawował opiekę duchową nad rannymi powstańcami. Odprawiał Msze św., spowiadał, rozgrzeszał, przygotowywał na śmierć. - Ranni wszystkie swoje pragnienia zawierzali księdzu profesorowi, prosili nawet, żeby był przy ich operacjach - mówiła s. Róża Szewczuk.
Operacje przeprowadzane przez dr. Kazimierza Cebertowicza trwały niekiedy dzień i noc. „Nieraz całymi godzinami wystawaliśmy z lekarzami przy tych, którzy nie bali się kul, ale bali się lancetu lekarskiego” - wspominał po latach Prymas. Wielokrotnie wspominał też młodych powstańców - Janka, szesnastolatka z Wileńszczyzny, który umierając śpiewał pieśni maryjne, albo dziewiętnastoletniego Zdzisia, który po ciężkim postrzale w brzuch „poszedł na front do Matki Bożej”. Mjr Józef Krzyczkowski, „Szymon”, dowódca Grupy Kampinos AK, dorzucił we wspomnieniach m.in. siedemnastoletniego Rysia z przestrzelonym płucem, którym zajął się ks. Wyszyński, widząc bezradność w oczach pielęgniarki.

Prawo do ojczyzny

Temat powstania pojawiał się wielokrotnie w homiliach Prymasa. Powstanie - jak zwraca uwagę Grzegorz Górny, autor opracowania o wojennych losach ks. Wyszyńskiego - zmieniło jego stosunek także do Warszawy. „Od chwili Powstania nie mogę rozstać się z myślą, że po Warszawie trzeba chodzić z wielką czcią - pisał w liście duszpasterskim w 1949 r. - Chodząc po ulicach stolicy, pamiętajmy, że jest to miasto, w którym zginęło 300 tys. warszawian. Najlepsza młodzież obmyła swoją krwią bruki tego miasta. Tak się miłuje. (...) Przez taką miłość zyskuje się prawo do ojczyzny”.
Laski stały się istotną częścią jego życia. Najpierw pociągała go atmosfera miejsca - otwartość na drugiego człowieka oraz praca nad intelektualnym pogłębianiem wiary połączona z franciszkańską prostotą. Potem także wspomnienia wydarzeń wojennych i powstańczych. - Laski na zawsze stały się dla kard. Wyszyńskiego ważnym miejscem. Mieszkał tutaj, a potem bywał niemal do śmierci - mówi Maria Bryzgalska, warszawska przewodniczka.
- Gdy już tu nie mieszkał, to przywoził tu gości jak do swojego domu. Odbywał tu ważne rozmowy, m.in. z posłami koła „Znak” - mówi s. Rut. Niepozorny, parterowy domek, stylizowany na starą chłopską chatkę, a dobudowany do kaplicy, w którym Prymas prowadził rozmowy, stoi do dziś. Przyjeżdżał też na cmentarz w Laskach, gdzie spoczywa ks. Korniłowicz. - Czasami o tych wizytach nikt nie wiedział. Samochód zatrzymywał się w lesie, a potem odjeżdżał. Innym razem Prymas przed odjazdem odwiedzał siostry - dodaje s. Rut.

Ślady po Prymasie

Materialnych śladów pobytu przyszłego prymasa Polski w Laskach nie ma wiele. Pozostały budynki, gdzie mieszkał. A także anegdotki. Podobno pewnego razu, gdy Niemcy nie znaleźli ks. Wyszyńskiego gdzie indziej, przyjechali do Lasek. Ksiądz był na spacerze. Poszukujący trafili na kapłana, ale nie wiedzieli, jak wygląda, więc spytali, gdzie mieszka prof. Wyszyński. Ten bez namysłu wskazał im dom, gdzie mieszkał, i poszedł w drugą stronę.
Ks. Stefan Wyszyński mieszkał w Laskach w trzech miejscach. - W czasie wojny w tzw. hoteliku i w drewnianym domku dziś zajmowanym przez nauczycieli z Zakładu - mówi s. Rut, archiwistka. - Po wojnie zatrzymywał się w tzw. bibliotece domu rekolekcyjnego - w pokojach, gdzie wcześniej mieszkał ks. Korniłowicz.
Do dziś stoją budynki, gdzie mieścił się szpital powstańczy, kaplica, w której ks. Wyszyński najczęściej odprawiał Msze św. W niezbyt efektownym „hoteliku” można wskazać okno należące do pokoju, który zajmował. Drewniany domek nieopodal kaplicy nie jest już dziś drewniany, przemurowano go. W dawnym pokoju ks. Korniłowicza nie ma śladu po ks. Wyszyńskim, ale są rzeczy, fotografie, książki należące niegdyś do jego ojca duchowego. W Laskach Prymas Tysiąclecia jest przede wszystkim w ludzkich myślach i we wspomnieniach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Mastalski o związkach niesakramentalnych: nie znaczy, że gorsi

2019-12-09 21:33

BPAK / Kraków (KAI)

Nawet jeśli nie żyjemy w związku sakramentalnym, to nie znaczy, że jesteśmy gorsi, że nie jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. To nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z podążania za Nim – mówił bp Janusz Mastalski podczas adwentowego dnia skupienia Duszpasterstwa Niesakramentalnych Związków Małżeńskich w archidiecezji krakowskiej.

Joanna Adamik

Spotkanie adwentowe odbyło się 7 grudnia w kościele pw. Miłosierdzia Bożego na Wzgórzach Krzesławickich. Rozpoczęło się Mszą św., której przewodniczył bp Janusz Mastalski. W homilii wyjaśnił, iż zawarte w Ewangelii polecenie Jezusa „Idźcie i głoście” jest skierowane do każdego z nas. – Nawet jeśli jesteśmy ludźmi, którzy nie mają do końca łączności z Jezusem, ponieważ nie mogą przystępować do komunii św., nawet jeśli gdzieś te nasze drogi się poplątały, często nie z własnej winy, to na pewno nadal możemy być świadkami i pokazywać, ze Bóg, Kościół jest dla mnie ważny – powiedział biskup i zaznaczył, że powyższe słowa Jezusa są wskazaniem, jak być świadkiem.

Jak tłumaczył, słowo „idźcie” zawiera w sobie trzy konkretne elementy: kierunek, cel oraz wysiłek. – To, że nie przystąpię do komunii św., lecz do komunii duchowej, nie oznacza, że nie idę za Jezusem. To nie oznacza, że On nie jest dla mnie ważny. Znać kierunek, to znaczy iść za Jezusem, a nie obok albo przed Nim. Znać kierunek, to likwidować wszystko, co przysłania Jezusa – wymieniał. – Dzielenie się doświadczeniem wiary, głoszenie Ewangelii jest poleceniem, które Pan daje całemu Kościołowi, także tobie. Jest to nakaz, który nie wynika jednak z woli panowania czy władzy, ale z miłości, z faktu, że Jezus pierwszy przyszedł do nas i dał nam całego siebie. Jezus nie traktuje nas jako niewolników, lecz ludzi wolnych, przyjaciół, braci. Nawet jeśli nie żyjemy w związku sakramentalnym, to nie znaczy że jesteśmy gorsi, że nie jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. To nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z podążania za Nim – podkreślił bp Mastalski.

Następnie wskazał, że do celu, jakim jest zbawienie, świadectwo i realizacja powołania prowadzi angażowanie się w duszpasterstwo, a poprzez to coraz większe przybliżanie się do Boga i drugiego człowieka, a także pokazywanie Go innym, gdyż „Pan poszukuje wszystkich, pragnie, aby wszyscy poczuli ciepło Jego miłosierdzia i Jego miłości”.

Decyzja o wyruszeniu w konkretnym kierunku i do określonego celu wiąże się także z wysiłkiem. Bycie dobrym mężem, dobrą żoną, dobrym rodzicem, to zgoda na ofiarę. – To zgoda na to, aby walczyć, kiedy już nie mam siły. Jak ważne jest to, żebyście poprzez swoją miłość ciągle zapraszali Jezusa do swojej rodziny i do swojego domu. I mówili: „Panie, może nie mogę przyjąć komunii, ale mogę się modlić, przekraczać siebie, bo Cię kocham, bo jestem zdecydowany na ofiarę” – mówił biskup. Na koniec przytoczył wypowiedź papieża Franciszka, która zawiera zapewnienie Jezusa, iż On „nigdy nikogo nie zostawia samym, zawsze nam towarzyszy”.

Po komunii św. została odczytana modlitwa komunii duchowej, zaś później nastąpiło indywidulane błogosławieństwo. Po Eucharystii wszyscy zebrani udali się do salki na konferencję dotyczącą małżeństwa. Bp Mastalski podzielił się dziewięcioma zasadami, które odgrywają ważną rolę w małżeństwie, związku i rodzinie.

Jedną z nich jest zasada przebaczenia. Zakłada ona dawanie drugiej szansy, ale również świadomość doznanych krzywd. Przebaczenie wymaga dojrzałości, która umożliwia pokonanie siebie i zachowanie dystansu, by móc powiedzieć „Wybaczam, ale im częściej będzie się to zdarzało, tym trudniej będzie ci przebaczyć”. – Nie ma normalnego związku bez zasady przebaczenia. To jest wpisane w naszą wiarę, bo przecież Bóg jest przebaczający, miłosierny, a nie taki, który chodzi i się mści. Może właśnie w Adwencie warto zastanowić się nad tym, czego jeszcze nie przebaczyłem albo komu nie przebaczyłem – zachęcał biskup.

– Ale to, że trudno przebaczyć nie oznacza, że łatwo powiedzieć „przepraszam”. I tutaj jest kolejna kwestia, ponieważ „przepraszam” oznacza: pomyliłem się albo zrobiłem coś z premedytacją, albo nie wiedziałem, że to tak wyjdzie. Ale zawsze będzie to przekaz „Tak, skrzywdziłem cię”. Dlatego nie jest łatwo powiedzieć „przepraszam”, szczególnie kiedy ma się dogmat o nieomylności i generalnie zawsze ma się rację. Jaki jest piękny człowiek, kiedy potrafi powiedzieć „przepraszam”. To słowo ma weryfikować moje postępowanie. Nie chodzi o takie „dla świętego spokoju”; to „przepraszam” nic nie da, nie o takie nam chodzi – podkreślił bp Mastalski.

Duszpasterstwo Niesakramentalnych Związków Małżeńskich zostało założone przez ks. dr. Jana Abrahamowicza w 2000 r. przy kościele św. Krzyża w Krakowie. Od 2010 r. działa ono w parafii Miłosierdzia Bożego. Jego celem jest towarzyszenie osobom, które żyją w niesakramentalnych związkach małżeńskich, w dorastaniu do dojrzałej wiary i w szukaniu dróg do Jezusa. – Przyznam się, że początkową trudnością, na jaką uskarżali się przychodzący na spotkania, było to, że czuli się odrzucani przez Kościół. A tymczasem słyszą tutaj, że są w Kościele, więcej - jako ochrzczeni mają określone obowiązki i możliwości. Owszem, nie mogą korzystać ze wszystkich sakramentów, ale klucz do problemu leży w ich rękach. Można tak pokierować swoim życiem, żeby to, co dziś niemożliwe, w końcu stało się możliwe – wyjaśniał ks. Abrahamowicz. – Niektórzy z duszpasterstwa mogą już przyjmować komunię św. sakramentalną; spełnili wszystkie warunki, które są konieczne i uznali Chrystusa za wartość najważniejszą – dodał duszpasterz. Spotkania odbywają się w trzeci piątek miesiąca o godz. 18. Na formację składają się również wyjazdy, które umożliwiają wspólne przeżywanie wiary i doświadczenie wspólnoty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem