Reklama

Oni są jak światła na mojej drodze

2013-08-12 14:15

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 33/2013, str. 18-19

Archiwum prywatne

ANNA WYSZYŃSKA: - Co spowodowało, że zdecydowała się Pani nakręcić film o Stanisławie Sojczyńskim „Warszycu”?

ALINA CZERNIAKOWSKA: - Staram się robić filmy o Polakach, z których czynów i zachowań mogę być dumna. Pierwszy był film o gen. Fieldorfie „Nilu”, potem dokumentowałam losy innych żołnierzy podziemia antykomunistycznego, zrealizowałam także filmy o Ignacym Janie Paderewskim, Józefie Piłsudskim, Stefanie Starzyńskim, Zofii i Stefanie Korbońskich… Kpt. Stanisław Sojczyński „Warszyc” jest postacią wyjątkową wśród tysięcy żołnierzy antykomunistycznego podziemia, zwanych także Żołnierzami Wyklętymi. Potrafił przeciwstawić się swoim zwierzchnikom, którzy porozumiewali się z władzami komunistycznymi i zadecydowali o ujawnieniu się żołnierzy niepodległościowych. Świadczy o tym jego list do płk. Mazurkiewicza „Radosława”, pokazujący istotę zniewolenia Polski przez całe dziesięciolecia, czego konsekwencje mamy dzisiaj. Ten list skromnego żołnierza z dalekich Rzejowic - powinien znać każdy w Polsce, by lepiej zrozumieć, co naprawdę stało się z Polską przez lata PRL-u. Żołnierze przedwojenni nie nawykli do zdrady, nie złożyli broni, bo rok 1945 nie był dla nich wyzwoleniem, ale nową okupacją, tym razem sowiecką. Walczyli do końca, chociaż mieli świadomość tragizmu Polski. Ja nazywam ich żołnierzami polskiej sprawy. Są to ludzie, którzy nie ugięli się w diametralnie trudnych okolicznościach, jakich moja wyobraźnia właściwie nie sięga. Bo spróbujmy postawić siebie w sytuacji torturowania, bicia, katowania do granic wyobrażenia, przy świadomości, że to się skończy śmiercią. A jeżeli jednocześnie wiemy, że jeden podpis, jedna zgoda może nas uwolnić…

- UB chwytało się różnych sposobów, by upokorzyć ofiary, wydobyć zeznania…

- Dużo czytałam o tym, jak wymyślne męki oprawcy zadawali żołnierzom podziemia. Robiłam kiedyś film o kobietach, dziewczynach z AK - „Dziewczyny z tamtych lat”. Czytałam wtedy o więzionych w Fordonie, Wronkach, na Zamku Lubelskim - były piękne, młode, z dobrych domów i nie mogłam wyobrazić sobie, jak wytrzymywały tak barbarzyńskie tortury. Jest książka Barbary Otwinowskiej „Zawołać po imieniu” - o kobietach więźniach politycznych 1944-58 - która zawiera tylko suche relacje z przesłuchań, a czytelnik nieustannie zadaje sobie to pytanie: Ile można znieść, ile można przetrzymać? Stanisław Sojczyński także był torturowany i jemu też przedstawiono propozycję - papier do podpisania. Miał 36 lat, skończyła się wojna, długa okupacja, chciał żyć.
Jakie to musiało być kuszące i jakie trudne, z jednej strony świadomość, że te tortury zakończą się wyrokiem śmierci, z drugiej - że ceną życia jest jeden podpis. Przez lata byliśmy - i nadal jesteśmy! - świadkami, że dla kariery, pieniędzy, stanowiska ludzie dopuszczali się różnych zdrad, nawet w sytuacjach, kiedy nie było zagrożenia życia, dla chwilowego zysku składali podpis pod dokumentem pieczętującym tę zdradę. Świadomość tego, że byli Polacy, którzy dla zachowania honoru oddali życie, daje mi ogromną siłę, ci ludzi są dla mnie jak światła na drodze. Stąd decyzja, by robić o nich filmy.

- Czy łatwo jest zgromadzić materiał do tego rodzaju filmów?

- Gdy w 1991 r. realizowałam film o gen. Fieldorfie „Nilu”, niewiele osób wiedziało, kto to był, poszukiwania w przepastnych archiwach prowadziłam po omacku. Materiały są, ale ich odszukanie to trochę kwestia szczęścia, trochę intuicji. Dużo materiałów archiwalnych można odnaleźć w IPN, w Wytwórni Filmów Dokumentalnych i archiwach TVP. Proces Warszyca, który odbył się w Łodzi, był filmowany, oczywiście, dla celów propagandowych - taka pokazówka, co grozi bandycie, który zamierza się na władzę ludową - i ja do tego materiału dotarłam. Znalazłam też nagrania źródłowe na temat wcześniejszego procesu, który odbył się w Radomsku, gdzie zapadło 8 wyroków śmierci na ludzi Warszyca. Film „Czy warto było tak żyć?” powstał w 2007 r., materiały zbierałam dużo wcześniej, kiedy było trudniej. Teraz można powiedzieć, że ta tematyka ma zielone światło, jest podejmowana coraz częściej, są już książki, filmy, powstają pomniki, tablice. To bardzo dobrze, bo jest to niezwykle ważny rozdział naszej historii, który chciano kiedyś wymazać tak dokładnie, że rodziny skazanych do dziś nie wiedzą, co się stało z ciałami zamordowanych ojców i braci.

- W tytule filmu jest zawarte istotne pytanie: Czy warto było tak żyć? Warszyc odpowiedział na nie swoim wyborem. A jakiej odpowiedzi udzieliłyby rodziny zamordowanych - ich żony, dzieci?

- Nie miałam okazji rozmawiać z dziećmi Stanisława Sojczyńskiego. Znam natomiast córkę gen. Fieldorfa „Nila”, która zawsze była dumna ze swojego ojca, głośno mówiła o jego życiu, walce, o tym, jakim był człowiekiem na co dzień. Przypuszczam, że odpowiedzi na to pytanie byłyby różne. To jest kwestia tego, na ile następne pokolenie jest silne wewnętrznie. Pamiętajmy, że rodziny zamordowanych były napiętnowane, zastraszane, inwigilowane. W wielu przypadkach zmieniły miejsca zamieszkania, nawet nazwiska. Mając ojca czy matkę z takim wyrokiem, w tamtych warunkach trzeba było być bardzo silnym wewnętrznie, żeby to unieść. Z pewnością niektórzy czuli strach, bo nie wiedzieli, jak utrzymają rodzinę, mieli trudności z uzyskaniem pracy, i może nawet czasem był żal, że ojciec zostawił rodzinę na pastwę tamtych czasów. Rodziny żołnierzy podziemia antykomunistycznego zapłaciły ogromną cenę.

- Nad jakim filmem pracuje Pani obecnie, jakie pomysły dojrzewają?

- Zbieram materiał do filmu o historii władzy komunistycznej w Polsce, jej kolejnych etapach i przeobrażeniach, aż do dzisiaj. W filmie będzie m.in. wątek, dlaczego w Polsce nie udała się lustracja. Wypowiedzą się na ten temat historycy, a także rzecznik interesu publicznego. Mam nadzieję, że ten film dużo widzom wyjaśni. Chciałabym zrealizować jeszcze wiele innych filmów - o ludziach, których, jak wspomniałam, nazywam światłami na mojej drodze. To nie tylko postacie historyczne, ale i współczesne. Na przykład kobieta, którą znam z targu w Józefowie, całe życie ciężko pracowała. „Zawsze uczciwie i zawsze z Bogiem trzeba dźwigać swój krzyż, jak Chrystus” - mówi prosto swoje motto życiowe. 63 razy uczestniczyła w pielgrzymce na Jasną Górę, ma 90 lat, wiele czyta i słucha, pisze wiersze i ma niezwykle mądry osąd rzeczywistości. O takich ludziach powinno się opowiadać w Telewizji Publicznej, robić filmy dokumentalne - spieszyć się, bo odchodzą ostatni świadkowie wojny, okupacji i trudnych lat powojennych. Ale obecnie to nie są atrakcyjne tematy dla panów dyrektorów i prezesów TVP. Żałuję, że nie udało mi się zrobić filmu o polskich lotnikach walczących w dywizjonach RAF-u, składałam wielokrotnie scenariusz w TVP, uzasadniałam konieczność realizacji, ale rzekomo nie było funduszy na ten cel. Teraz lotnicy już odeszli, więc film o nich już chyba nie powstanie. Jeśli ktoś jest zdolny, potrafi zrobić dobry film dokumentalny, to powinien mieć zielone światło do działania, w imię polskiej racji stanu. Niestety, pewne tematy uciekają bezpowrotnie, ale nikt o tym nie myśli, nikogo to nie obchodzi. Ważne są kariery, układy, stanowiska, a jakieś tam ideały, patriotyzmy, miłość do Polski, duma narodowa - to dobre hasła na kombatanckie sztandary, a nie dla wyzwolonych Europejczyków. Nikt nie rozumie, że takie myślenie ośmiesza nas i niszczy pamięć o tych, którzy powinni być naszą dumą na forum międzynarodowym.

- Można powiedzieć, że ulubionymi bohaterami Pani filmów są mężczyźni: silni, walczący, zdeterminowani.

- Robiłam, kiedyś film o Janie Leonowiczu ps. Burta, który działał na Lubelszczyźnie i Zamojszczyźnie, był ścigany z ziemi, powietrza i wody, NKWD organizowało za nim nieprawdopodobne pościgi. To właśnie jeden z takich mężczyzn, u których wewnętrzna siła szła w parze z zewnętrzną klasą. Ktoś kiedyś zażartował: „Bo Alinie tacy faceci po prostu się podobają”. Przyznałam rację, bo uważam, że tacy powinni być mężczyźni: silni wewnętrznie, z poczuciem honoru, wierni wartościom. Taki był mój ojciec, 15 lat starszy od mamy, kawalerzysta, przedwojenny Polak. Służył w 4. Pułku Strzelców Konnych w Płocku, potem w 11. Pułku Ułanów, we wrześniu 1939 r. doszli pod Hrubieszów, tam starli się z armią sowiecką, został wzięty do niewoli, wyskoczył z transportu. Jako żołnierz AK szedł ze swoim oddziałem na pomoc powstańcom warszawskim. Ich droga skończyła się w Modlinie, dalej już nie mogli się przedostać, bezradnie patrzyli, jak Warszawa płonie. Gdy o tym mówił, nigdy nie krył łez. Moja babcia Maria Czerniakowska przechowywała ludzi z lasu, pomagała ubogim, cała rodzina pracowała i żyła dla Polski.
Wśród takich opowieści się wychowałam i czasem myślę, że zrobienie ponad 50 filmów o narodowej, polskiej tematyce nie jest z mojej strony specjalnym wyczynem, bo ja w takich klimatach wyrosłam. To jest po prostu moje zobowiązanie wobec poprzednich pokoleń i, mam nadzieję, z pożytkiem dla przyszłych.

* * *

„Niedziela” z kinem
Poniedziałek godz. 18.00

W lipcu i sierpniu na stronie www.tv.niedziela.pl w cyklu „«Niedziela» z kinem” prezentujemy filmy dokumentalne Aliny Czerniakowskiej. Do tej pory w kinie „Niedzieli” można było zobaczyć filmy: „Czy warto było tak żyć”, „Pani Hrabina”, „Moje Wilno”, „Semper Fidelis”, „Moje serce zostało we Lwowie”, „Czy musieli zginąć?”, „Widzę ciebie, Warszawo, sprzed laty...”. W wakacyjnym cyklu „«Niedzieli» z kinem” będą jeszcze filmy: „Przechodzień” i „Klisze pamięci”. 17 filmów dokumentalnych Aliny Czerniakowskiej zostało wybranych przez komisję ekspertów historyków do przetłumaczenia na język angielski i wydania na płytach DVD w wersji polsko-angielskiej.

Tagi:
wywiad film

USA: kasowy sukces antyaborcyjnego filmu „Nieplanowane”

2019-08-19 12:50

rk (KAI) / Los Angeles

„Unplanned”(Nieplanowane) – film o nawróconej aborcjonistce Abby Johnson, która niegdyś kierowała jedną z największych amerykańskich klinik aborcyjnych, bije rekordy popularności w USA. Mimo nieprzychylnego nastawienia dystrybutorów i wielu krytyków filmowych, pełnometrażowa produkcja okazała się nie tylko hitem kasowym, lecz tytuł ten już w pierwszym tygodniu sprzedaży zajmuje pierwsze miejsce wśród filmów DVD oferowanych przez sklep Amazon.

unplannedfilm.com

W filmie, który w Polsce zobaczyć będzie można w kinach jesienią tego roku, występuje Ashley Bratcher w roli szefowej teksańskiej filii aborcyjnego giganta Planned Parenthood. Produkcja kosztowała 6 mln dolarów, a po 19 tygodniach wyświetlania jej w 1500 kinach w USA zarobiła prawie 19 mln dolarów. Dochodzą do tego nieobjęte statystyką zyski z pokazów za granicą.

Tymczasem sukces kinowy przełożył się także na sprzedaż filmu w formie DVD. Od ubiegłego tygodnia, kiedy ukazał się w formie wideo, dotąd sprzedano około 225 tys. jego kopii. Można go nabyć też na dysku Blu-ray oraz obejrzeć za pomocą streamingu na Amazon Prime Video.

Film pokazywany jest też w kinach Kanady, Wielkiej Brytanii, Filipin oraz krajach latynoamerykańskich. Planowana jest jego dystrybucja w Pakistanie.

Wyświetlanie film niejednokrotnie napotykało na trudności. Największą miało być przyznanie kategorii „R” – stosowanej wobec filmów z obrazami przemocy i seksu – przez stowarzyszenie filmowców Motion Picture Association of America.

Opisana w filmie i książce historia Abby Johnson dowodzi, iż liczne czuwania modlitewne obrońców życia przed klinikami aborcyjnymi mają olbrzymi sens. Bohaterka przeszła niemal wszystkie szczeble kariery w największej proaborcyjnej organizacji na świecie. W pewnym momencie zrezygnowała z pracy i stała się gorącą obrończynią życia. Przełom nastąpił w chwili, gdy na obrazach ultrasonograficznych zobaczyła, jak nienarodzone trzynastotygodniowe dziecko broni się przed aborcją. „Widziałam, jak to dziecko walczyło o życie” – wspominała Johnson, dziś członkini grupy „Koalicja dla Życia”. Johnson zaapelowała do działaczy pro-life, by się nie poddawali, i zawsze byli tak obecni, żeby mogło to „odmienić serca zwolenników aborcji”.

Autorka w swej książce opowiada także o osobistej tragedii, gdy, mimo stosowania środków antykoncepcyjnych, dwukrotnie poddała się aborcji, zabijając swoje nienarodzone dzieci. Organizacja Planned Parenthood bezskutecznie próbowała sądownie zabronić swej byłej pracownicy mówienia o swoich doświadczeniach na stanowisku dyrektorskim.

Johnosn założyła organizację „And Then There Were None” (I nie było już nikogo). Pomaga też byłym pracownikom klinik aborcyjnych w trudnym procesie przejścia z pracy dla „przemysłu aborcyjnego” do normalnego funkcjonowania na co dzień. Ci, którzy zdecydują się odejść z pracy w klinikach aborcyjnych, otrzymują pomoc prawną i finansową. Osobom takim zapewniona jest także duchowa opieka ze strony kapłanów, pastorów czy duchownych różnych wyznań i religii.

Reżyserami i autorami scenariusza są Cary Solomon i Chuck Konzelman.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cenzura prewencyjna w Empiku. Wycofanie „Gazety Polskiej” ze sprzedaży narusza Konstytucję

2019-09-20 11:59

Notatka prasowa

Decyzja władz Empiku o wycofaniu ze sprzedaży jednego z wydań „Gazety Polskiej” narusza konstytucyjną wolność prasy. Stanowi także dyskryminację części społeczeństwa ze względu na poglądy. Do czasopisma dołączona była naklejka sprzeciwiająca się ideologii ruchu LGBT. Praktyka kierownictwa sieci sklepów może prowadzić do sytuacji, w której każdy konserwatywny tytuł będzie bezprawnie cenzurowany przez sprzedawcę.

pl.wikipedia.org

Działanie Empiku stanowi swego rodzaju cenzurę prewencyjną, a więc kontrolę treści prasowych przed ich publikacją oraz godzi w zapisaną w art. 14 Konstytucji zasadę wolności prasy. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu jest na gruncie ustawy zasadniczej wyraźnie zabroniona (art. 54 ust. 2). Kontrola jeszcze nieopublikowanych treści jakiej dopuścił się Empik, narusza także wolność posiadania i wyrażania poglądów, której istotnym elementem jest możliwość pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Bez zagwarantowania prawnego tej wolności i faktycznej jej realizacji kształtowanie własnych poglądów jest niemożliwe. Decyzja władz sieci sklepów stanowi też przykład dyskryminacji licznej grupy obywateli ze względu na wyznawane poglądy.

Działania Empiku wymierzone były przede wszystkim w dodatek do „Gazety Polskiej” – naklejkę, której nadano treść i znaczenie odbiegające od właściwej jej interpretacji. Arbitralnie uznano, że dystrybucja nalepki godzi w tzw. antydyskryminacyjną politykę przedsiębiorstwa, podczas gdy uniemożliwienie posługiwania się naklejką czytelnikom magazynu, stanowi naruszenie ich wolności słowa, w tym wolności wyrażania poglądów krytycznych wobec postulatów politycznych czy społecznych. W konsekwencji dochodzi do dyskryminacji tych osób, które poprzez posługiwanie się naklejką chciały wziąć udział w debacie społecznej dotyczącej istotnych i aktualnych tematów.

Ponadto, firma dostarczająca prasę do Empiku, przed publikacją jednego z następnych numerów „Gazety Polskiej” domagała się od wydawcy czasopisma przedstawienia wizualizacji naklejki, która miała być dołączona do tego wydania. Nalepka przedstawiała wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Nie ma informacji o tym, czy inne tytuły były w podobny sposób kontrolowane.

„Działanie Empiku stanowi ingerencję w treści publikowane w prasie. Empik jest jednym z głównych sprzedawców prasy w Polsce, dlatego jego arbitralne decyzje o odmowie sprzedaży konkretnego wydania gazety, przekładają się na dotkliwe straty finansowe wydawcy. Takie działanie może wywołać tzw. efekt mrożący polegający na zniechęceniu wydawców do publikowania określonych treści w przyszłości” – skomentował Łukasz Bernaciński z Centrum Analiz Ordo Iuris.

Instytut Ordo Iuris analizuje możliwość podjęcia działań w związku z nagannymi praktykami Empiku m.in. na gruncie prawa prasowego oraz ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Głogów: projekt #SpołecznieOdpowiedzialni

2019-09-20 20:11

Marek Staroń

Jak jeździć bezpiecznie? Na to i inne pytania odpowiadali sobie uczniowie czterech głogowskich szkół w ramach realizacji projektu #SpołecznieOdpowiedzialni. Przez dwa dni blisko czterysta osób dowiedziało się o najczęstszych błędach, jakie popełniają kierowcy na sześciu skrzyżowaniach w Głogowie.

Marek Staroń

Prelekcje w Zespole Szkół Samochodowych i Budowlanych, Zespole Szkół Ekonomicznych, Zespole Szkół Politechnicznych oraz Zespole Szkół Przyrodniczych i Branżowych poprowadził pan Władysław Drozd – były wieloletni instruktor nauki jazdy, egzaminator, autor wielu publikacji z zakresu bezpieczeństwa w ruchu drogowym oraz były Prezes Krajowego Towarzystwa Egzaminatorów.

Wszyscy uczestnicy spotkań otrzymali broszury z omówieniem lokalizacji miejsc niebezpiecznych, a dodatkowo szkoły zostały wyposażone w podręczniki z zakresu zachowania w ruchu drogowym. Zdecydowana większość uczniów jest mieszkańcami Głogowa, więc dobrze znali omawiane lokalizacje. Wśród słuchaczy byli zarówno kierowcy jak i osoby, które dopiero przystąpią do egzaminu. - Dowiedzieliśmy się tutaj wielu nowych rzeczy. Na pewno przydadzą się na egzaminie – mówili uczniowie. W wychowaniu młodego kierowcy ważne jest nie tylko poprawienie błędów, ale przede wszystkim profilaktyka, czyli zapobieganie im. Inicjatywa ma na celu zwrócenie uwagi na zachowania w ruchu drogowym, ale także przygotowanie młodych ludzi do zachowań, które uchronią ich przed negatywnymi konsekwencjami.

Ponadto 19 września w Zespole Szkół Samochodowych i Budowlanych im. Leonarda da Vinci w Głogowie odbyła się konferencja prasowa poświęcona projektowi pn. „Bezpiecznie i odpowiedzialnie”.

W konferencji wzięli udział:

– dyrektor Zespołu Szkół Samochodowych i Budowlanych – Sylwia Chodor,

– dr inż. Władysław Drozd,

– Marek Rychlik – lider grupy inicjatywnej projektu “Bezpiecznie i odpowiedzialnie”

Młodzieżowa Agencja Informacyjna MAIKA objęła patronatem medialnym tę inicjatywę.

Niniejszy projekt pod tytułem Bezpiecznie i odpowiedzialnie przygotowany został w ramach projektu pod nazwą: #SpołecznieOdpowiedzialni, realizowanego przez Fundację „KATOLICKA INICJATYWA BERIT”, który dotyczy wsparcia grup nieformalnych i samopomocowych oraz młodych organizacji pozarządowych, działających na terenie województwa dolnośląskiego.

„Projekt #SpołecznieOdpowiedzialni finansowany jest ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich realizowanego przez Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego”.

W ramach projektu powstał także film edukacyjny na temat bezpiecznego i odpowiedzialnego poruszania się na drodze:

https://maika.pl/jak-jezdzic-bezpiecznie/

Zobacz zdjęcia: Głogów: projekt #SpołecznieOdpowiedzialni (wrzesień 2019)
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem