Reklama

Piękna jest ta liturgia!

2017-04-06 09:46

Maria Fortuna-Sudor
Edycja małopolska 15/2017, str. 7-8

Archiwum

Niedziela Palmowa rozpoczyna czas duchowego przygotowania, wyciszenia i przeżywania męki Chrystusa. W książce pt. „Duch liturgii” kard. Joseph Ratzinger pisze o ośmiodniowym tygodniu, który rozpoczyna się Niedzielą Palmową, a kończy – Wielką.
O liturgii Wielkiego Tygodnia w parafii Zmartwychwstania Pańskiego (na Woli Duchackiej w Krakowie) z jej proboszczem o. Bartłomiejem Gzellą CR rozmawia Maria Fortuna-Sudor

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Księże Proboszczu, jak przekonać tych, którzy bardziej cenią Boże Narodzenie, o szczególnej roli Wielkanocy w życiu Kościoła?

O. BARTŁOMIEJ GZELLA CR: – Nie ma chrześcijan bez Wielkanocy. Bez Zmartwychwstania nie byłoby świętowania niedzieli. Bez Wielkanocy nie byłoby Bożego Narodzenia. Ono nie miałoby tego istotnego, radosnego sensu i wymiaru, gdyby Chrystus nie zmartwychwstał.

– Proszę opowiedzieć, jak czas Wielkiego Tygodnia jest zaplanowany i realizowany u Zmartwychwstańców?

– Myślę, że w podstawowych sprawach nie różnimy się od innych wspólnot świętujących zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Pierwszym krokiem jest Niedziela Palmowa i uroczysty wjazd do Jerozolimy Jezusa i jego uczniów. To czas, kiedy panuje radość płynąca ze święcenia palm, konkursu na najładniejszą z nich, a u nas także z inscenizacji nawiązującej do wydarzeń w Jerozolimie. Z jednej strony czujemy, że za chwilę będą się działy arcyważne sprawy, ale na ten moment próbujemy o nich jeszcze nie myśleć, skupiamy się na dzieciach, które w tym dniu mają wiele powodów do radości. Niedziela Palmowa wprowadza nas w najważniejsze wydarzenia w ciągu roku, ale czyni to w gwarze i miejskim ruchu, niemalże jak wtedy w Jerozolimie.

– Trzy kolejne dni są spokojniejsze...

– Z jednej strony w świątyni trwają przygotowania zewnętrzne. Podejmowane są działania organizacyjno-liturgiczno-duszpasterskie. Równocześnie obserwujemy od lat, to także czas spowiedzi, uwalniania się z brudu grzechu, wychodzenia z ciemności. Wielu uczyniło to podczas rekolekcji lub bezpośrednio po nich, jednak zauważamy, że właśnie w te dni przybywa osób pragnących przystąpić do sakramentu pokuty. Myślę, że są do tego przyzwyczajeni, iż w tym czasie na pewno znajdą u nas księdza w konfesjonale.

– A czy w Wielki Czwartek na Woli Duchackiej kapłan dokonuje obmycia nóg 12 mężczyznom?

– Sięgamy po piękny znak obmywania nóg, który tak mocno nawiązuje do słów Jezusa: „Nie przyszedłem po to, aby Mi służono, lecz aby służyć…”. Ale w ten dzień skupiamy się przede wszystkim na Eucharystii, na Jezusie, Który daje nam Siebie. Patrzymy na Jezusa przychodzącego do nas w chlebie. W tym dniu staramy się udzielać wiernym Komunii świętej pod obiema postaciami, w Ciele i we Krwi Pana.
Przeżywamy to doświadczenie wejścia w Wielki Czwartek jako zaproszenie do służby, do oddania ofiary z siebie i do jeszcze lepszego odczytania tego, co się dokona następnego dnia w Wielki Piątek na Golgocie. Wielki Czwartek kończy się przejściem od ołtarza ofiary do kaplicy adoracji. Tu nie ma zakończenia. Następują kolejne wydarzenia. Kapłan rozpoczął Mszę św. w wieczerniku Wielkiego Czwartku znakiem krzyża, a pobłogosławi nas i roześle w Wigilię Paschalną, ogłaszając, że Jezus zmartwychwstał. To jest klamra, która spina te trzy dni stanowiące całość.

– W sposób szczególny przemawia do nas nabożeństwo Wielkiego Piątku.

– Pasyjny wymiar nabożeństwa wielkopiątkowego podkreśla Droga Krzyżowa odprawiana w wielu kościołach o 15. – w godzinie miłosierdzia, w godzinie Męki Pańskiej. To nabożeństwo odprawiamy w grupach i w różnej formie przez cały Wielki Post. Jednak w Wielki Piątek Droga Krzyżowa w sposób szczególny chwyta nas za serce.
Kościół tak mocno sobie uświadamia doniosłość wielkopiątkowych wydarzeń, że tego dnia milczy. Nikt nie sprawuje Eucharystii. Nie ma odwagi sięgać po tajemnice Ciała i Krwi Pańskiej. Tego dnia adorujemy Krzyż. W tej liturgii warto podkreślić, dostrzec wymowne milczenie – wejście w ciszy, połączone z gestem uniżenia kapłana, ze znakiem pocałunku krzyża. I warto wsłuchać się także w towarzyszące w tym dniu śpiewy, które rozbrzmiewają w świątyni do późnych, nocnych godzin. Te pieśni nie potrzebują żadnych ozdobników, instrumentów. One płyną z głębi serca.

– Tymczasem Wielka Sobota rozpoczyna się święceniem pokarmów. Podobno właśnie w tym dniu do kościoła przychodzi najwięcej ludzi.

– To polski fenomen. Myślę, że tradycja święcenia pokarmów jest drogą na skróty – jak już mamy świętować, to niech coś z tego kościoła będzie w domu. To takie dziecięco proste. Nie wymaga od nas tak wiele jak liturgia nabożeństw Wielkiego Tygodnia. Staramy się jednak przy okazji święcenia pokarmów zaprosić uczestników na adorację przy Grobie Pańskim. Zachęcamy też do spowiedzi. To taka ostatnia deska ratunku, „ostatni dzwonek”. Niektórzy księża mówią, że to są penitenci przystępujący do sakramentu pokuty tylko raz w roku i na dodatek jeszcze w ostatniej chwili. Ale gdyby się im nie stworzyło okazji, to być może, nie byłoby ich przy konfesjonale w ogóle. Zresztą, zostawmy to Bożemu Miłosierdziu!

– Nabożeństwo wielkosobotnie rozpoczyna się już po zmierzchu.

– Tak, musi być już ciemno. Musi się palić ogień, wokół którego zbierają się kapłani, służba liturgiczna, parafianie, którzy zechcą wyjść na ten moment z kościoła. Święcimy ogień, paschał. U nas jest on zawsze prawdziwy, z pszczelego wosku. Pamiętam, jak ks. prof. Stefan Koperek CR uczulał nas, byśmy nie stawiali podróbek „protez liturgicznych” w miejscu woskowej kolumny paschału (uśmiech).
Wielka Sobota od zapalenia ognia przestaje być czasem smutku. To liturgia przejścia. Uczestnicy nabożeństwa dostrzegają, że życie jest mocniejsze niż śmierć, że miłość zwycięża nienawiść. Następuje moment, gdy wybucha radość pierwszego Alleluja. Chce się śpiewać, niemalże tańczyć. Piękna jest ta liturgia!

– Na Woli Duchackiej ogłaszacie tę radość nie tylko w kościele.

– (uśmiech) U nas liturgia Wielkiej Soboty kończy się nocną procesją po osiedlu. Idziemy ze śpiewem, z orkiestrą i głosimy, że Jezus żyje, że zmartwychwstał! I w takim duchu radości wchodzimy w Wielkanoc, w czas spotkań rodzinnych, wspólnotowych, ale też międzyzakonnych, bo na terenie parafii są siostry zmartwychwstanki, siostry albertynki i zmartwychwstańcy.

– A co zrobić, aby to „Alleluja” trwało w nas cały czas?

– Podtrzymywanie tej radości, jak wszystko w życiu, wymaga „dokładania do pieca”, żeby się w nim palił ogień. Jeśli tego nie ma, to w którymś momencie ten żar może osłabnąć. My mamy to szczęście, że jesteśmy geograficznie jakby przytuleni do sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Nie tylko w Białą Niedzielę, gdy Kościół przeżywa święto Bożego Miłosierdzia, spływa na nas, tak po sąsiedzku trochę tej radości, przedłużającej wielkanocne świętowanie. Każda niedziela ma w sobie to samo źródło. Warto jak najczęściej sięgać po dary płynące ze Zmartwychwstania. Można to robić na pewno co niedzielę, która jest taką małą Wielkanocą!

Tagi:
wywiad Wielki Tydzień

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem... decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalwaria Pacławska: dziś rozpoczyna się 32. Franciszkańskie Spotkanie Młodych

2019-07-21 12:18

pab / Kalwaria Pacławska (KAI)

Coraz więcej młodych ludzi pojawia się na Kalwarii Pacławskiej, gdzie dziś wieczorem rozpocznie się 32. Franciszkańskie Spotkanie Młodych. Jego hasło brzmi „Obecność” i jest związane z tajemnicą Eucharystii. W trakcie najbliższego tygodnia młodzież wysłucha świadectw wielu osób oraz będzie się bawić na koncertach. Nie zabraknie też nabożeństw i spotkań w grupach.

Monika Jaracz | Archidiecezja Krakowska

– Coraz więcej młodych ludzi pojawia się na Kalwarii. W różnych jej zakątkach widać i czuć ducha FSM-u – mówi o. Marcin Drąg, dyrektor Franciszkańskich Spotkań Młodych. Już na kilka dni przed rozpoczęciem spotkania do kalwaryjskiego sanktuarium przyjechała kadra. Schola od wtorku ćwiczyła pieśni, a sekcja plastyczna w koncepcji tegorocznego spotkania przyozdobiła kościół i kaplicę św. Rafała, w której całodobowo będzie trwać adoracja Najświętszego Sakramentu. Została też ustawiona scena, na której odbędą się spotkania.

– W tym roku hasło FSM-u brzmi „Obecność”. Będziemy odkrywać realną obecność Jezusa w Eucharystii, która bardzo pociąga nas ku temu, co jest niebiańskie, aczkolwiek wydarza się na ziemi – zapowiada o. Drąg. 32. FSM potrwa do soboty. Na rozpoczęcie Mszę św. dla młodych odprawi abp Adam Szal, metropolita przemyski. Oprócz codziennych Eucharystii, będą również nabożeństwa, które w swojej formie są odmienne od tych znanych na co dzień z naszych kościołów. Szczególnym w tym roku ma być nabożeństwo Exodusu. Organizatorzy nie zdradzają na czym ma ono polegać. Wyjawiają jedynie, że dobra pogoda będzie sprzyjać jego przeżywaniu. Każdego dnia odbywać się będą konferencje z zaproszonymi gośćmi. W tym roku będą to m.in. ks. Wojciech Węgrzyniak, Maciej Bodasiński, Ida Nowakowska, ks. Krzysztof Porosło, o. Jarosław Wysoczański OFMConv. Na FSM zapraszani są także muzycy, którzy każdego wieczoru bawią młodzież. W tym roku do Kalwarii Pacławskiej przybędą m.in. Mate.O i Tęgie Chłopy, wystąpi także TeatrA. Nie zabraknie też spotkań w grupach i czasu wolnego. Organizatorem Spotkania jest krakowska Prowincja św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (Franciszkanów).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: batalia o tożsamość szkół katolickich

2019-07-21 20:22

vaticannews / Indianapolis (KAI)

Osoba żyjąca w homoseksualnym związku nie może być częścią kadry mającej formować młodzież w katolickich szkołach. Zatrudnianie człowieka postępującego niezgodnie z nauką Kościoła o małżeństwie, godzi w katolicką tożsamość. Stanowisko to wyraziła archidiecezja Indianapolis w Stanach Zjednoczonych, na której czele stoi abp Charles C. Thompson.

ontrastwerkstatt/fotolia.com

Działania ordynariusza archidiecezji spotkały się z krytyką również w środowiskach katolickich. Jak podają ostatnie statystyki Centrum Badawczego Pew, ponad 60 proc. osób uważających się za katolików, popiera tzw. małżeństwa jednopłciowe. „Prawda nie jest determinowana opinią większości” – powiedział abp Thompson. „Kościół od 2 tys. lat naucza, że małżeństwo z natury jest zaplanowane przez Boga jako związek jednej kobiety i jednego mężczyzny” – dodał hierarcha.

Medialnego impetu nabrała natomiast sprawa Laytona Payne-Elliotta, który po 13 latach pracy został zwolniony z katedralnego liceum. Pozwał on archidiecezję za dyskryminację i ingerencję w kontrakt nauczycielski. Z kolei jego partner, z którym wziął cywilny ślub, wbrew woli biskupa, zachował posadę nauczyciela w innej katolickiej szkole. Prowadzona przez jezuitów Brebeuf Preparatory School, według abp Thompsona, utraciła tym samym swój katolicki status. Władze szkoły uważają jednak taki stan rzeczy za nieuprawniony i zerwały formalną współpracę z archidiecezją.

Archidiecezja Indianapolis od dwóch lat wymaga, aby w kontraktach nauczycielskich znajdował się zapis, że osoby podejmujące pracę w placówce katolickiej są zobowiązane do zachowywania nauczania Kościoła. Na terenie archidiecezji jest prawie 70 szkół, w których w zakończonym niedawno roku szkolnym uczyło się 23 tys. uczniów. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych stwierdził, że organizacje religijne dla swoich nauczycieli, doradców zawodowych i innych pracowników, mają prawo definiować jakie postępowanie jest nieakaceptowalne i przeciwne temu, co mówi ich religia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem