Reklama

Prosto i jasno

Stop dyktaturze mniejszości

2013-09-23 13:38

Niedziela Ogólnopolska 39/2013, str. 36

[ TEMATY ]

polityka

Lars Plougmann / Foter.com / CC BY-SA

Rząd zdaje się coraz bardziej otwarcie przechodzić na pozycje lewackie. Zamiast ratować służbę zdrowia, edukację czy gospodarkę, przedstawiciele władzy kierują się osobliwą hierarchią. W pierwszej kolejności zajmują się problemami środowisk i organizacji homoseksualnych (LGBT) oraz ideologią gender. I tak Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad ustawą, która ma zapewnić szacunek i prawną ochronę transseksualistom. Jednym z celów ustawy byłoby uproszczenie prawa pozwalającego na zmianę płci. Sądy będą działać w uproszczonym postępowaniu nieprocesowym. Najpierw komisja lekarska oceniłaby, czy transseksualizm jest u danej osoby zjawiskiem stałym, czy przejściowym. Po takim orzeczeniu transseksualista mógłby poddać się operacji chirurgicznej, a następnie sąd wydałby orzeczenie o korekcie płci metrykalnej, wprowadzając zmiany do akt bieżących stanu cywilnego, aby można było wydać nowy dowód osobisty. Niezmieniony pozostałby tylko akt urodzenia.

Już sama praca nad takim projektem wskazuje, że polski rząd w oczywisty sposób ulega wpływom teorii gender (wielości ludzkich płci), a otwarcie furtki do zmian w tym zakresie może doprowadzić do tego, że już wkrótce płeć będzie można zmienić, składając odpowiednią deklarację u urzędnika. Dopowiem, że Anna Grodzka z Ruchu Palikota domaga się, aby zabiegi zmiany płci można było umożliwić jeszcze przed rozpoczęciem studiów.

O tym, jak nachalnie odbywa się promowanie ideologii gender w naszym kraju, świadczy inny projekt ustawy, który pod pretekstem walki z dyskryminacją ma zapewnić uprzywilejowaną pozycję środowiskom homoseksualnym. Chodzi o zmiany, jakie posłowie SLD i Ruchu Palikota chcą wpisać do obecnej ustawy antydyskryminacyjnej - wprowadzenie przesłanki dyskryminacji ze względu na tożsamość oraz ekspresję płciową. Gdyby im się to udało, to zaburzenia tożsamości płciowej, takie jak transwestytyzm i transseksualizm, będą cechami chronionymi. Ponadto w projekcie nowelizacji poszerza się definicję „molestowania”, które - inaczej niż dotychczas - odnoszone będzie również do treści zawartych w reklamie, co może oznaczać konieczność tworzenia specjalnych reklam, uwzględniających osoby prowadzące homoseksualny tryb życia. Może dojść do tego, że reklama przedstawiająca naturalną rodzinę przy stole zostanie zaskarżona, ponieważ stwarza „upokarzającą lub uwłaczającą atmosferę” dla homoseksualistów.

Reklama

Projekt zakłada też obowiązek współpracy organów państwa i samorządu z organizacjami homoseksualnymi w zakresie realizowania tzw. programów antydyskryminacyjnych, co w praktyce oznaczałoby zwalczanie postaw prorodzinnych i promowanie niemoralnych zachowań za pieniądze podatników i przy wykorzystaniu instytucji państwowych. Krótko mówiąc, gdyby udało się te zmiany wprowadzić do ustawy, doszłoby do bezprecedensowego uprzywilejowania organizacji homoseksualnych, które będą mogły z powodzeniem wytaczać procesy wszystkim podmiotom prezentującym treści niezgodne z ich światopoglądem.

Posłowie SLD i Ruchu Palikota, wspierani zresztą przez PO, uważają, że obowiązująca obecnie ustawa antydyskryminacyjna z 3 grudnia 2010 r. nie wypełnia dyrektyw Unii Europejskiej w tym zakresie. Nie jest to prawda, ponieważ podobne próby zradykalizowania tej ustawy odrzucili już Anglicy, Irlandczycy i Austriacy.

Gdyby lewackim posłom udało się wprowadzić opisywane zmiany, to zostałbym już za powyższy tekst oskarżony o dyskryminację osób, które mają odmienną tożsamość płciową, i zmuszony do poniesienia znacznych kosztów odszkodowania lub zadośćuczynienia. Co więcej, oskarżeni o dyskryminację zostaliby np. dostawcy towarów lub usług, którzy odmówili zawarcia transakcji, kierując się względami orientacji seksualnej, ekspresji lub tożsamości płciowej. Przepisy ustawy będą dotyczyły także wszelkich usług edukacyjnych - nie tylko tych świadczonych przez placówki oświaty i szkolnictwa wyższego, ale i kursów językowych, zawodowych czy doskonalących. Jednym słowem - szkoła męska nie będzie mogła odmówić np. zatrudnienia homoseksualisty jako nauczyciela WF-u, co wolno jej obecnie. Należy też dodać, że wraz z uchwaleniem ustawy pojawią się w szkołach seksedukatorzy, promujący „różne wizje seksualności”, a jakikolwiek sprzeciw rodziców zostanie uznany za akt dyskryminacji, za który będzie można zostać ukaranym.

Ponieważ powyższa nowelizacja została po pierwszym czytaniu ogromną większością głosów skierowana do sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, można się spodziewać, że zostanie uchwalona. Dlatego, zdaniem organizatorów kampanii „Stop dyktaturze mniejszości”, także moim, należy tym skandalicznym zmianom powiedzieć „nie”. Jeśli tego nie uczynimy, może się zdarzyć, że każda nasza krytyczna opinia na temat środowisk homoseksualnych stanie się podstawą oskarżenia o dyskryminację! Wyraźmy swój sprzeciw, przesyłając go do marszałek Sejmu Ewy Kopacz, Sekretariatu i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz Ministra Sprawiedliwości. Adresy i wzór protestu na stronie: www.stopdyktaturze.pl.

* * *

Czesław Ryszka
Pisarz i polityk, publicysta „Niedzieli”, poseł AWS w latach 1997 - 2001, w latach 2005-11 senator RP;
www.ryszka.com

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sejm: Magdalena Biejat odwołana z przewodniczenia komisji polityki społ. i rodziny

2020-01-16 13:10

[ TEMATY ]

polityka

Robert Sobkowicz / Nasz Dziennik

Biejat Magdalena

Posłanka Lewicy Magdalena Biejat została w czwartek odwołana z funkcji przewodniczącej sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny. Na nową przewodniczącą wybrano Urszulę Rusecką (PiS). Głosowanie poprzedziła burzliwa debata i polemiki między parlamentarzystami PiS i Lewicy.

Magdalena Biejat została wybrana na przewodniczącą sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny 14 listopada, na pierwszym posiedzeniu. Zagłosowało za nią 25 posłów, w tym członkowie Prawa i Sprawiedliwości.

Po wyborze Biejat przekonywała, że dla wszystkich członków komisji "w centrum jest człowiek, od prawa do lewa". - Możemy w różny sposób definiować najważniejsze potrzeby i sposób ich rozwiązywania, ale jestem przekonana, że będziemy potrafili ze sobą konstruktywnie współpracować, a rozwiązania, które będą wychodziły z tej komisji będą jak najlepsze dla Polek i Polaków - dodała.

Wkrótce po głosowaniu posłanka PiS Anna Siarkowska poinformowała, że tylko trzy członkinie tego ugrupowania były przeciwne wyborowi Biejat, inni albo zagłosowali "za", albo byli na posiedzeniu nieobecni. Nie przeszkodziło to PiS w złożeniu w grudniu wniosku o odwołanie lewicowej przewodniczącej.

Według Jana Kanthaka (PiS), Biejat nie może sprawować funkcji przewodniczącej komisji polityki społecznej i rodziny, bo jest osobą, która "niszczy polskie rodziny, chce zabijać poczęte dzieci, która zagraża naszej przyszłości". Odwołania Magdaleny Biejat domagała się również Konfederacja.

Sprawozdawczyni wniosku o odwołanie, posłanka Teresa Wargocka (PiS) argumentowała, że Magdalena Biejat jest jedynym przewodniczącym spośród 29 przewodniczących sejmowych komisji bez doświadczenia parlamentarnego, jest bowiem posłanką pierwszą kadencję. Biejat wytknięto też "absolutny brak aktywności" w czterech tygodniach, które nastąpiły po jej wyborze.

Zdaniem posłów PiS, przewodniczenie tej komisji powinno natomiast przypaść bardziej doświadczonej osobie. Nie bez znaczenia miał być przy tym także fakt, że jest to jedna z najbardziej obciążonych pracami komisji w Sejmie.

Jednak powodem odwołania stały się jednak także poglądy Magdaleny Biejat, które w uzasadnieniu uznano za kontrowersyjne. - Poglądy polityczne, jakie pani poseł reprezentuje w licznych wywiadach, m.in. w sprawie modelu rodziny, nie są podzielane przez większość naszego społeczeństwa. Wypowiedzi te rezonują w opinii społecznej i wywołują niezadowolenie wielu obywateli, że głosi je przewodnicząca komisji, w której zapadają decyzje o polityce państwa wobec rodzin - mówiła Wargocka.

Poseł Wargocka złożyła następnie trzy wnioski; o odwołanie Biejat z funkcji przewodniczącej komisji, o powołanie na przewodniczącą poseł Urszuli Ruseckiej (PiS) oraz o powołanie Roberta Warwasa (PiS) na zwolnione przez Rusecką stanowisko wiceprzewodniczącego.

W obronie Magdaleny Biejat stanęli posłowie Lewicy i Koalicji Obywatelskiej.

Marzena Okła-Drewnowicz (KO) poinformowała, że wytykanie braku doświadczenia parlamentarnego jest hipokryzją, gdyż przewodniczącą komisji rodziny w poprzedniej kadencji była Bożena Borys-Szopa, także po raz pierwszy zasiadająca w parlamencie. - Wtedy to państwu nie przeszkadzało? - pytała posłów PiS.

Inni parlamentarzyści argumentowali, że partia rządząca nie ma monopolu na sprawy społeczne w parlamencie. Sprzeciwiali się też temu, aby sprawy światopoglądowe czy polityczne decydowały o tym, kto ma być przewodniczącym komisji.

Sławomir Piechota (KO), przewodniczący komisji rodziny przez dwie kadencje, ubolewał, że łamany jest parlamentarny obyczaj przyznawania parytetu przewodniczenia komisjom według liczebności klubów parlamentarnych. - To bardzo niebezpieczny precedens. Sami kiedyś możecie paść ofiarą łamania tego obyczaju - mówił.

Głos zabrał też Grzegorz Braun z Konfederacji, ale zamiast uzasadniać swoją przychylność wobec wniosku PiS, skupił się głównie na krytyce postępowania tej partii. - Jedzcie tę żabę, koleżanki i koledzy, skoro umówiliście się na taki parytet - mówił, odnosząc się do podziału stanowisk w komisji.

Debata nie zmieniła jednak decyzji PiS, które mając większość w komisji, przy wsparciu Konfederacji, odwołało Magdalenę Biejat z funkcji przewodniczącej. Głosowało za tym 19 członków komisji, 12 było przeciw, nikt się nie wstrzymał.

Za wyborem Urszuli Ruseckiej opowiedziało się 18 posłów, wstrzymał się Grzegorz Braun. Na wiceprzewodniczącego wybrano też Roberta Warwasa. Po odwołaniu Biejat kluby opozycyjne KO i Lewicy opuściły posiedzenie, nie biorąc tym samym udziału w głosowaniu.

Do sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny trafił w poprzedniej kadencji obywatelski projekt "Zatrzymaj aborcję", jednak prace nad nim nigdy się nie odbyły. Powołana w celu jego rozpatrzenia specjalna podkomisja nie zebrała się ani razu.

Projekt "Zatrzymaj aborcję" jest inicjatywą ustawodawczą zgłoszoną przez komitet inicjatywy ustawodawczej o tej samej nazwie. Został złożony w Sejmie 30 listopada 2017 przez działaczy pro-life z Fundacji Życie i Rodzina. Jego celem jest wykreślenie z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tzw. przesłanki eugenicznej, pozwalającej na aborcję dzieci, u których stwierdzono podejrzenie nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Pod projektem podpisało się 850 tys. Polaków.

CZYTAJ DALEJ

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Niedziela łowicka 6/2003

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Bp Guzdek: nie wolno nam sięgać po język i metody niegodne ucznia Chrystusa

2020-01-19 15:55

[ TEMATY ]

wojsko

katedrapolowa.pl

Stając w obronie zasad ewangelicznych wartości, musimy być otwarci na tych, którzy znajdują się na obrzeżach lub poza dostrzegalnymi granicami Kościoła – mówił w Krakowie bp Józef Guzdek. Biskup polowy Wojska Polskiego przewodniczył w kościele garnizonowym św. Agnieszki Mszy św., po której poświęcił tablicę upamiętniającą asa myśliwskiego Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii Stefana Janusa.

W homilii podkreślał, że chrześcijanie muszą być niejednokrotnie znakiem sprzeciwu, ale trzeba pamiętać o tym, aby „nie sięgać po metody i nigdy nie posługiwać się językiem niegodnym ucznia Chrystusa”.

Nawiązał do homilii św. Jana Chryzostoma, w której przestrzega on, by owce nie stały się wilkami. „Jak długo jesteśmy owcami, zwyciężymy. Otoczeni gromadą wilków, stajemy się mocniejsi. Gdy jednak stajemy się wilkami, ulegamy, ponieważ jesteśmy pozbawieni pomocy Dobrego Pasterza. Wszak nie jest on pasterzem wilków, ale owiec” – przywołał słowa tej homilii.

– Jakże to jest ważne, żebyśmy się nie „zwilczyli”; byśmy stosowali metody godne chrześcijanina! – podkreślił.

Kaznodzieja zauważył, że obrazem Kościoła jest bazylika św. Piotra w Rzymie: zarówno wnętrze świątyni, jak i plac z otaczającą go kolumnadą, przypominającą rozwarte ramiona. - Tak właśnie musi wyglądać Kościół katolicki. Gdyby zamiast kolumnady zbudował nieprzekraczalny mur, zrezygnowałby ze swojej katolickości – stwierdził hierarcha.

Jak zaznaczył, jako uczniowie Chrystusa, stając w obronie zasad i będąc świadkami ewangelicznych wartości, „musimy być otwarci na tych, którzy znajdują się na obrzeżach lub poza dostrzegalnymi granicami Kościoła”. - We wspólnocie Kościoła jest miejsce zarówno dla chrześcijan od urodzenia, jak i dla spóźnionych i zwlekających z odpowiedzią na łaskę wiary – dodał.

- Jakie jest moje chrześcijaństwo? Czy jestem wierny Ewangelii i ojczyźnie? Czy zdradziłem Chrystusa i ewangeliczne metody? – zapytywał zgromadzonych w świątyni. Podkreślił, że początkiem nawrócenia drugiego człowieka jest zdumienie. - W słowach i czynach powinniśmy być źródłem zachwytu i zdumienia, aby o nas mówiono tak jak o pierwszych chrześcijanach: „Patrzcie, jak oni się miłują, jak oni są wierni Chrystusowi i Ewangelii, jak oni są wierni wszystkim przykazaniom dekalogu” - mówił. Dodał, w sferze duchowej nic nie można osiągnąć „na rozkaz”.

Po Mszy św. biskup polowy Wojska Polskiego poświęcił tablicę, którą uroczyście odsłonili: przedstawicielka rodziny pilota Jolanta Janus, dyrektor krakowskiego oddziału IPN Filip Musiał i wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa Sławomir Pietrzyk

- Oddajemy dziś hołd temu konkretnemu oficerowi, ale widzimy w jego życiorysie także dokonania setek tysięcy innych polskich żołnierzy, którzy w mundurach polskich sił zbrojnych, a czasem także obcych armii alianckich walczyli przeciwko zniewoleniu w latach II wojny światowej. Widzimy wyjątkową determinację – powiedział Filip Musiał, przypominając życiorys Stefana Janusa i wysiłki, które podejmował, by mógł walczyć o wolność ojczyzny. Przywołał słowa gen. Stanisława Maczka: „Żołnierz polski walczył o wolność wszystkich narodów, ale umierał tylko dla Polski”.

Dr Filip Musiał przypomniał, że Stefan Janus podczas II wojny światowej wykonał 110 lotów bojowych, 27 lotów operacyjnych, mając potwierdzonych sześć zestrzeleń maszyn wroga, a jego wyjątkowość potwierdzają odznaczenia, które otrzymał m.in. Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari, cztery Krzyże Walecznych i brytyjski Distinguished Service Order.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję