Reklama

Zgromadzenie Sióstr Służebniczek NMP

Są u siebie, w Świętomarzy

2013-09-25 13:28

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 39/2013, str. 4-5

TER

Trzydzieści sześć lat temu Matka Generalna Zgromadzenia Sióstr Służebniczek odpowiadając na prośbę ówczesnego bp. Jana Jaroszewicza, podjęła decyzję o utworzeniu nowej placówki w Świętomarzy. 15 sierpnia trzy oddelegowane siostry trafiły do nowej parafii. Służebniczki od lat mieszkają w tym samym domu przy kościele, w skromnych warunkach, ale są częścią społeczności i cieszą się szacunkiem mieszkańców, którzy są im wdzięczni za obecność, modlitwę i pracę

Pierwszą przełożoną była s. Cecylia Barczyńska, towarzyszyła jej jedna siostra. Dopiero w następnych latach doszła jeszcze jedna siostra - pielęgniarka. Zamieszkały w budynku niedaleko kościoła, w którym była organistówka, wikariat i salki katechetyczne. Dla sióstr przeznaczone było kilka pomieszczeń na parterze. Z czasem dom został wyremontowany oraz dobudowano piętro. Ludzie bardzo życzliwie przyjęli siostry i szybko zaprzyjaźnili się z nowymi lokatorkami budynku parafialnego. Ówczesna przełożona s. Cecylia była organistką i katechetką. Druga siostra pełniła obowiązki zakrystianki, a trzecia była pielęgniarką oddelegowaną do chorych. Mały kościół z czasem został rozbudowany, od kilku lat prowadzony jest remont zabytkowej świątyni. Liczba sióstr zmieniała się. Obecnie wspólnotę tworzą trzy siostry. W przeszłości parafia Świętomarz była znacznie większa. Po reorganizacji odeszło od niej kilka miejscowości m.in. Radkowice, Krajków, Grabków i Łomno. - To były zupełnie inne czasy, wspomina s. M. Bogdana, do salki przychodziły dzieci i tu słuchały katechezy. Trzeba było także dojeżdżać do Łomna, tam w prywatnym domu była wynajmowana salka do katechezy. Pierwszą katechetką w Łomnie była s. Lucyna Kaczmarczyk. Uczniowie przychodzili tam po zajęciach lekcyjnych, nikt nie narzekał, nikogo nie brakowało. Sześć kilometrów do Łomna trzeba było pokonać pieszo albo na furmance.

S. Bogdana

S. Bogdana na placówce w Świętomarzy była już dwa razy, teraz jest już po raz trzeci. Pierwszy raz przyjechała do parafii w 1988 r. - Gotowałyśmy na kaflowej kuchni, kuchnia też ogrzewała drugi pokój. Warunki były ciężkie, teraz trochę się zmieniły - mówi. Siostra uczyła dzieci katechezy w Bodzentynie. Nauka była prowadzona w kościelnych salkach. Aby się tam dostać, musiała jeździć autobusem. Czasem ktoś ją podwiózł, a czasami trzeba było przejść te kilka kilometrów. Nigdy nie lubiła się spóźnić. - Obowiązek to święta rzecz - podkreśla. Pewnego dnia, spiesząc się na katechezę, szybko wychodziła z szoferki samochodu ciężarowego. Poślizgnęła się, upadła, złamała rękę. Na jakiś czas zwolniła, ale nie na długo. Kiedy nauka religii wróciła do szkół, siostry zaczęły uczyć dzieci katechezy w Jadownikach, później w Szerzawach.

Dla dzieci

Charyzmatem sióstr jest opieka nad dziećmi i posługa chorym, tego życzył sobie założyciel zgromadzenia o. Bojanowski. W Polsce, i nie tylko, powstawały ochronki, w których dzieci znajdowały schronienie, opiekę, ciepły posiłek, a przede wszystkim miłość. Siostry budowały szpitale własnym kosztem. Np. Szpital w Strzelcach Opolskich. Dom w Panewnikach-Ligocie był również budowany z myślą o szpitalu. Ta część domu została zabrana siostrom przez komunistów. Obecnie jest tam szpital, ale pracuje w nim jedna lub dwie siostry. To, czego nie zniszczyli Niemcy, rozkradli komuniści. Niedługo po wojnie siostrom zabrane zostały prawie wszystkie ochronki i szpitale. Tylko w niektórych mogły jeszcze pracować, mając nad sobą świeckie kierownictwo. Siostrom, którym zabrano ochronki, komuniści w późniejszych latach pozwolili pracować w szpitalach, mając zbyt mało wykwalifikowanego personelu. Taki stan rzeczy nie trwał długo. Władze doszły do wniosku, że żaden „element kościelny” nie jest mile widziany w państwowej służbie zdrowia. Przełomem okazał się rok 1955/56, kiedy to siostry zostały wyrzucone ze wszystkich szpitali. Jak wspominają, tylko jednego dnia do domu prowincjalnego w Panewnikach-Ligocie zjechało się około 300 sióstr zwolnionych ze szpitali! S. Bogdana bardzo dobrze pamięta ten czas. - W Bogucicach był szpital, kierował nim partyjny dyrektor, gorliwy zwolennik władzy ludowej, jednak nie podporządkował się nakazowi usunięcia sióstr ze szpitala. Nalegającym zwierzchnikom powiedział, że zgodzi się na to, jeśli za jedną siostrę dostanie cztery pielęgniarki, tak cenił pracę naszych sióstr - mówi s. Bogdana. Dyrektor był partyjny, wysoko postawiony, ciężko było go zmienić i ciężko było go zmusić do wykonania zarządzenia. Komuniści wpadli na sposób, żeby się pozbyć sióstr. Zarządzili „remont” szpitala, zamknęli go na pewien czas, a potem, po „remoncie”, otworzyli, nie przyjmując już sióstr do pracy. Siostry, które przez lata pracowały w szpitalach, swoją wiedzę wykorzystywały w wiejskich placówkach. Jeśli trzeba było przeprowadzić drobne zabiegi pielęgnacyjne, potrzebujący przychodzili po pomoc do sióstr, ale i siostry same chodziły do potrzebujących, nie czekając na zaproszenie, odnajdywały takie osoby i niosły konkretną pomoc (opieka, posiłki, pielęgnacja). Na zastrzyki już nie trzeba było jeździć do odległych placówek zdrowia. Oprócz tego siostry na parafiach zajęły się katechezą, kancelariami parafialnymi, organistostwem, itd.

Reklama

Wspólnota

Siostra przełożona Leoncja Koczberska uczy katechezy w szkole w Szerzawach w klasach 0-6. W Świętomarzy jest od roku, do pracy ma blisko, nie musi jeździć autobusem, szkoła naprawdę znajduje się niedaleko. Do miejsca pracy jeździ rowerem albo idzie pieszo. Lubi jeździć rowerem. Kiedy pracowała w Białymstoku, poprosiła przełożoną o rower, jeździła nim do szkoły. Gdy dzieci zobaczyły pierwszy raz, jak jechała rowerem w habicie, wyrywało im się: - O, siostra na rowerze! Gdy pewnego dnia dotarła pieszo, usłyszała: - O, siostra nie na rowerze?! Druga z sióstr, s. Domitylla, jest zakrystianką, w przeszłości była w Świętomarzy, była też tutaj przełożoną przez 6 lat. Zajmuje się ogródkiem i wykonuje wszystkie prace domowe. Siostry wspólnymi siłami przygotowują posiłki. Co roku jesienią robią konfitury i soki. Właśnie rozpoczyna się sezon.

S. Domitylla troszczy się o bieliznę kościelną. Kwiaty układa s. Leoncja, ale jak trzeba, to i ona potrafi ułożyć ładne kompozycje. W utrzymaniu porządku w kościele pomagają mieszkańcy parafii, to oni sprzątają świątynię. W przeszłości w zimę siostry musiały odśnieżać teren wokół kościoła, teraz jest im lżej, w miesiącach zimowych śnieg odśnieża jeden z mieszkańców parafii. W ogóle mieszkańcy parafii bardzo pomagają siostrom, dzielą się tym, co mają, przynoszą produkty rolne. Często się zdarza, że jak siostry wracają do domu, na parapecie czy pod drzwiami znajdują pomidory, ogórki albo butelkę z mlekiem.

W domu służebniczek

Dom, w którym mieszkają siostry, wymaga remontu. Pokryty jest eternitem. Część okien jest wymienionych, ale nie wszystkie. Siostry opalają cały dom, który nie jest ocieplony. Zimą na ogrzanie budynku idzie blisko 8 ton węgla. Właśnie siostry zakupiły drewno na rozpałkę. Trzeba kogoś poprosić, żeby pociął przywiezione oflisy. Najgorzej jest z paleniem - siostry, ale najczęściej s. Domitylla, muszą podrzucać węgiel do pieca i wynosić popiół. - Oprócz codziennych obowiązków, staramy się, aby nasz dom był otwarty dla innych - mówi siostra przełożona. - Do tej pory organizowałyśmy dni skupienia dla dziewcząt, które przyjeżdżają do Świętomarzy tylko na jeden dzień. Niestety, nie ma warunków, aby można było je przyjąć na dłużej. Jednak nawet te kilkanaście godzin wspólnie spędzonych na modlitwach i rozmowie sprawia wiele radości. - Staramy się zachęcać, zainteresować dziewczęta z gimnazjum, aby nas odwiedzały. Takie spotkania służą związaniu przyjaźni i formacji młodych dziewcząt.

Dzieło o. Bojanowskiego

Utworzone przez o. Bojanowskiego w 1850 r. Zgromadzenie Sióstr Służebniczek szybko rozwijało się, na ziemiach polskich także w innych zaborach. Najpierw w Galicji, tu od 1861 r. centrum sióstr stała się Stara Wieś. Jednak rozwój zakonu został poddany próbie. Władze austriackie zgodziły się na działalność sióstr, ale po spełnieniu szczególnych warunków. Siostry miały się „uniezależnić” od „zagranicy”, czyli od domu macierzystego. Jeszcze trudniej siostrom było pracować w zaborze rosyjskim. Władze carskie niechętnym okiem patrzyły, na każdy polski przejaw działalności religijnej. Przeszkody stawiane nowemu zgromadzeniu były tak wielkie, że po śmierci założyciela siostry musiały opuścić teren zaboru rosyjskiego. Mimo tych trudności, siostry nie poddawały się. Jeszcze za życia o. Bojanowskiego siostry służebniczki otworzyły cztery domy na Śląsku (pierwszy w 1866 r.) oraz czyniły próby „przeszczepienia” zgromadzenia do Anglii i Kanady. Pruski Kulturkampf i warunki rozbiorowe doprowadziły do dalszego podziału zgromadzenia. Rząd austriacki zatwierdził w Galicji nowy niezależny dom macierzysty Sióstr Służebniczek w Dębicy oraz doprowadził do podziału sióstr ze Śląska i Wielkopolski. W ten sposób istnieją dzisiaj cztery odrębne gałęzie sióstr służebniczek zatwierdzone przez Stolicę Apostolską i zrzeszone w Konfederację: Pleszewskie w Wielkopolsce (dom generalny w Luboniu pod Poznaniem), Śląskie (dom generalny we Wrocławiu), Starowiejskie (dom generalny w Starej Wsi, diec. przemyska) i Dębickie (dom generalny w Dębicy, diec. tarnowska).

Czas cierpienia

W czasie II wojny światowej siostry kontynuowały swoją posługę. Współpracowały z Polskimi Komitetami Opieki Społecznej i Polskim Czerwonym Krzyżem. Podobnie jak podczas I wojny światowej niosły pomoc potrzebującym: chorym, ubogim, więźniom i uchodźcom. Prowadziły punkty dożywiania, a także rejestrowane pracownie dla młodzieży, aby uchronić ją w ten sposób przed wywiezieniem do Niemiec na przymusowe roboty. Pracowały w szpitalach i na liniach frontu, niosąc pomoc rannym żołnierzom. Niekiedy z narażeniem życia prowadziły w szkołach tajne nauczanie.

Sióstr nie ominęły represje z rąk niemieckiego okupanta, który za cel swojej polityki miał wynaradawianie narodu polskiego i walkę z katolicyzmem. Siostry były wysiedlane i zamykane w obozach. Wiele z nich zmarło wskutek wyczerpania i chorób, także w obozach w Oświęcimiu i Bojanowie. Obóz w Bojanowie Niemcy stworzyli przede wszystkim dla sióstr zakonnych z różnych zgromadzeń oraz dla księży katolickich. Pierwszy transport do obozu miał miejsce 25 lutego 1941 r. Niemcy przywieźli tu grupę 56 sióstr zakonnych. Obóz koncentracyjny nosił niemiecką nazwę: Nonnenlager-Schmückert. W następnym miesiącu przywieziono kolejne dwa transporty sióstr, między innymi z Wolsztyna, Leszna i Poznania. Pod koniec 1941 roku w obozie przebywały 293 osoby. 11 grudnia Niemcy przywieźli z Fortu VII z Poznania 37 starych, schorowanych kapłanów. Łącznie przez obóz koncentracyjny w Bojnowie przez pięć lat istnienia przeszło 615 sióstr z 27 zgromadzeń zakonnych.

W następnym numerze zaprezentujemy Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek - Dom przy pl. NMP w Kielcach

Tagi:
siostry zgromadzenie

Złowione przez Boga

2019-05-11 18:47

Niedziela TV

O rozeznawaniu i realizowaniu powołania z okazji Światowego Dnia Modlitw o Powołania opowiadają siostry józefitki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świadectwo kapłana rannego pod Giewontem

2019-09-10 13:17

Polska pod Krzyżem

To jest coś znacznie więcej niż film, to wielkie świadectwo i znak dla Polski. To zaproszenie, to wezwanie, by stanąć pod Krzyżem, zaprzeć się się samego siebie, wziąć go i naśladować Jezusa. W Krzyżu zwycięstwo dla Kościoła i Polski, dla każdego z nas! Prosimy Was z całą mocą - odczytajcie ten znak.


Przeczytaj także: "Polska pod Krzyżem" w łączności duchowej z Jerozolimą

Polska pod Krzyżem – Polacy wypełniają duchowy testament św. Jana Pawła II

Jan Paweł II w 1997 roku wzywał do obrony krzyża „od Tatr aż do Bałtyku”. 22 sierpnia 2019 roku pod krzyżem na Giewoncie ks. Jerzy Kozłowski został trzykrotnie rażony piorunem. Ten krzyż jest symbolem wiary w Polsce przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Jego replika stanie przy ołtarzu polowym na lotnisku we Włocławku podczas wydarzenia „Polska pod Krzyżem”.

Jan Paweł II podczas pielgrzymki do ojczyzny w 1997 roku, w Zakopanem wzywał Polaków: Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym, rodzinnym. Dzisiaj dziękowałem Bogu za to, że wasi przodkowie na Giewoncie wznieśli krzyż. Ten krzyż patrzy na Polskę od Tatr aż do Bałtyku. I ten krzyż mówi całej Polsce: „Sursum corda” – „W górę serca”. Trzeba żeby cała Polska od morza aż po Tatry patrząc w stronę krzyża na Giewoncie słyszała i powtarzała: „Sursum corda”.

W sierpniu tego roku, we Wspomnienie Najświętszej Marii Panny Królowej, podczas wycieczki w góry, na Giewoncie, stojąc trzy metry od krzyża ksiądz katolicki został trzykrotnie rażony przez piorun. – Pomyślałem, że skoro jestem Księdzem, to mogę udzielić rozgrzeszenia ludziom obecnym na szczycie i którzy schodzą z niego, bo może ktoś z nich jest ranny. Uczyniłem wielki znak krzyża, błogosławiąc wszystkich ludzi tam obecnych – wspomina ks. Jerzy Kozłowski.

W ten sposób kapłan dokonał absolucji, czyli całkowitego odpuszczenia win, przeznaczonego na godzinę śmierci. – Odczytujemy to wydarzenie jako znak dla całej Polski – podkreśla Maciej Bodasiński, organizator wydarzenia „Polska pod Krzyżem”. – Ksiądz jest uosobieniem Chrystusa na ziemi, został trafiony przez piorun trzy razy i odpuścił wszystkim tam obecnym grzechy, jakby biorąc cierpienie na siebie. Ten obraz koresponduje z tym, co wydarzyło się na Kalwarii… Myślę, że nie powinniśmy zamykać oczu na to wydarzenie. Niech ono stanie się jeszcze mocniejszą zachętą do tego, by stanąć pod krzyżem w najbliższą sobotę – zaprasza Bodasiński.

Replika krzyża z Giewontu będzie obecna na miejscu modlitwy „Polska pod Krzyżem” na lotnisku we Włocławku. – Na szczycie ktoś zapytał mnie, czy krzyż na Giewoncie zabija. Odpowiedziałem, że gdyby tak było my powinniśmy być martwi, a wszyscy poniżej nas powinni żyć, a jest dokładnie odwrotnie – opowiada ks. Jerzy i dodaje – Oddaję moje cierpienia za Kościół w Polsce i w tym bólu łącze się z Panem Jezusem.

Jako ludzie wierzący, wiemy, że to właśnie z Krzyża płynie uzdrowienie, uwolnienie i wszelkie łaski. Wydarzenie „Polska pod Krzyżem” ma być aktem postawienia krzyża w centrum życia w Polsce, w centrum wszystkich wydarzeń, jakie dzieją się w naszym kraju. Tylko w ten sposób możemy doświadczyć mocy wielkiej Miłości, która z niego płynie.

• POLSKA POD KRZYŻEM (14.09.2019) to wydarzenie otwarte. Uczestnicy mogą przyjechać bez wcześniejszej rejestracji.

• 10 września 2019 r. o godz. 11:00 na stronie internetowej zgłoszonych było 670 miejsc, w których wierni będą się modlić w łączności duchowej z uczestnikami wydarzenia głównego we Włocławku. Proponowany program dla parafii dostępny jest pod adresem: https://polskapodkrzyzem.pl/#mapa

• Na stronie internetowej polskapodkrzyzem.pl dostępny jest spot (video) POLSKA POD KRZYŻEM, który można bezpłatnie pobierać i udostępniać na stronach parafialnych oraz w mediach.

PROGRAM:

09:00 Przyjmowanie pielgrzymów na placu 10:45 Zawiązanie wspólnoty 11:00 Różaniec: Tajemnice Bolesne 11:30 Konferencja wprowadzająca: „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa we współczesnym świecie”, Lech Dokowicz 13:00 Przerwa na posiłek 15:00 Koronka do Bożego Miłosierdzia 15:15 Msza Święta wraz z uroczystym wniesieniem relikwii Krzyża Świętego 17:30 Konferencje: ks. Dolindo Ruotolo (odtworzenie homilii w wersji audio) oraz Joanna Bątkiewicz-Brożek. 18:30 Przerwa 20:15 Droga Krzyżowa 22:00 Adoracja Najświętszego Sakramentu 03:00 Zakończenie Adoracji i Msza Święta z niedzieli (Święto Matki Bożej Bolesnej)

AKREDYTACJE:

Prosimy dziennikarzy o zgłoszenie udziału w wydarzeniu POLSKA POD KRZYŻEM do piątku – 13 września do godz. 12:00 na adres mailowy: media@polskapodkrzyzem.pl lub w formie sms – tel. 664 540 247.

Proszę podać imię nazwisko, nazwę redakcji, opcjonalnie adres mailowy lub numer telefonu).

14 września od godz. 9:00 będą wydawane identyfikatory prasowe uprawniające do:

1. otrzymania informacji prasowych w wersji papierowej (możliwość wysyłki mailem po podaniu adresu mailowego)

2. realizacji materiałów prasowych na terenie lotniska Kruszyn podczas wydarzenia

3. korzystania z namiotu dla dziennikarzy w pobliżu głównego ołtarza, w którym dostępnych będzie 10 stanowisk (bez sprzętu komputerowego).

Więcej informacji:

Biuro Prasowe media@polskapodkrzyzem.pl tel. tylko dla dziennikarzy: 664 540 247

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pancerniackie więzi

2019-09-18 02:50

Waldemar Kotula

Tegoroczne Święto 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej (11 LDKPanc) tradycyjnie zgromadziło różne generacje żołnierzy spod znaku husarskiego skrzydła. Zgodnie z wieloletnią tradycją spotkali się oni w przeddzień Święta Dywizji na Zebraniu Walnym Federacji Organizacji Polskich Pancerniaków ( FOPP) w żagańskiej Sali Tradycji Czarnej Dywizji.

st chor.sztab Rafał Mniedło, Tadeusz Horożaniecki
Uroczystości na Skwerze Czołgisty

Spotkanie członków i sympatyków FOPP miało w tym roku wyjątkowy wymiar. Zbiegło się one z obchodami 100-lecia polskiej broni pancernej. Patronat nad szczególnym spotkaniem miłośników polskiej broni pancernej objęła Marszałek Lubuska Elżbieta Polak. Honorowymi uczestnikami jubileuszowego spotkania byli kombatanci 1 Polskiej Dywizji Pancernej: kpt. Edmund Semrau (l.94) i por Alojzy Jedamski (l.94) oraz kombatant 1 Korpusu Pancernego Wojska Polskiego (1 KPanc WP) płk. Eugeniusz Praczuk (l.92). Czarną Dywizję reprezentowali dowódca dywizji gen.dyw. Stanisław Czosnek, jego zastępca gen. bryg. dr Dariusz Parylak wraz z dowódcami oddziałów dywizji. Przybyli również krewni żołnierzy 1.PDPanc, Cecylia, Tadeusz Parchanowiczowie z Francji i Zdzisława, Tadeusz Marciszewscy z Torunia oraz członkowie i sympatycy FOPP z Leszna, Chełma, Koronowa, Warszawy, Żar, Żagania, Oławy i holenderskiej Bredy.

Zobacz zdjęcia: Zebranie Walne Federacji Organizacji Polskich Pancerniaków ( FOPP) w żagańskiej Sali Tradycji Czarnej Dywizji.

Zebraniu przewodniczył prezes FOPP gen.bryg. w st.spocz. Zbigniew Szura. Wspominano naszych kombatantów, którzy w minionym roku odeszli na wieczna wartę. Dokonano także przeglądu dokonań i zrealizowanych projektów w latach 2018-2019. Były to głownie przedsięwzięcia upamiętniające historię i dzieje Czarnej Dywizji i jej poprzedników z 1.PDPanc i 1.KPanc WP w kraju i poza granicami we Francji, Belgii, Holandii oraz Niemczech. Wszystkie one skutecznie umacniały żołnierskie więzi pokoleniowe i były realizacją zobowiązań środowisk Czarnej Dywizji wobec weteranów i ich rodzin. Przedstawiono również działania Centrum Tradycji Polskich Wojsk Pancernych, z którego dorobkiem w mijającym roku zapoznał się Prezydent R. P. i zwierzchnik Sił Zbrojnych R.P. Andrzej Duda. Zasoby Sali Czarnej Dywizji były wykorzystywane także do wystaw czasowych m.in. w Bielsku – Białej, Warszawie, Gdańsku i w Królestwie Belgii oraz do szeregu wydawnictw w kraju i poza granicami. Przyjęto także plan działań na przyszły rok, obok podkreślenia znaczenia zbliżających się ważkich rocznic na szlakach tradycji istotna rolę planuje nadać się obchodom 75-lecia powstania 11 LDKPanc i przypomnieniu dziejów polskiej broni pancernej w Żaganiu w latach 1945-2020. Z dużą wdzięcznością przyjęto ofertę Dominika Parchanowicza przekazania kolejnych depozytów do ekspozycji ilustrującej losy jego ojca Antoniego, żołnierza kompanii saperów 1 PDPanc.

Uczestnicy zebrania FOPP wzięli udział uroczystościach liturgicznych i świeckich dedykowanych żołnierzom Czarnej Dywizji i ich rodzinom z Mszą św. w żagańskim Kościele Garnizonowym oraz na Skwerze Czołgisty przed pomnikami gen. St. Maczka i Czołgistów 1 KPanc WP.

Dzień wspomnień zakończyła uroczysta kolacja z okazji 100-lecia polskiej broni pancernej zorganizowana w żarskiej restauracji „Janków”. W jej trakcie kombatanci uhonorowani zostali okolicznościowymi upominkami, a burmistrz Żar Danuta Madej został uhonorowana z szczególne zasługi we wspieraniu dzielności stowarzyszeń zrzeszonych w FOPP odznaką pamiątkową FOPP – „Tulipanem gen. Stanisław Maczek”

Następnego dnia tuż przed uroczysta zbiórką z okazji święta Czarnej Dywizji, kombatanci wraz z sympatykami polskie broni pancernej gościli w żarskim ratuszu, gdzie pani burmistrz Danuta Madej z przewodniczącym Rady Miasta Marianem Popławski przedstawili historię i współczesność stolicy Dolnych Łużyc. Po prezentacji w Ratuszu goście święta dywizji osobiście poznawali uroki i ofertę miasta, które nie zapomina o swojej wojskowej przeszłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem