Reklama

Niedziela Kielecka

Zgromadzenie Sióstr Służebniczek NMP

Są u siebie, w Świętomarzy

Trzydzieści sześć lat temu Matka Generalna Zgromadzenia Sióstr Służebniczek odpowiadając na prośbę ówczesnego bp. Jana Jaroszewicza, podjęła decyzję o utworzeniu nowej placówki w Świętomarzy. 15 sierpnia trzy oddelegowane siostry trafiły do nowej parafii. Służebniczki od lat mieszkają w tym samym domu przy kościele, w skromnych warunkach, ale są częścią społeczności i cieszą się szacunkiem mieszkańców, którzy są im wdzięczni za obecność, modlitwę i pracę

Pierwszą przełożoną była s. Cecylia Barczyńska, towarzyszyła jej jedna siostra. Dopiero w następnych latach doszła jeszcze jedna siostra - pielęgniarka. Zamieszkały w budynku niedaleko kościoła, w którym była organistówka, wikariat i salki katechetyczne. Dla sióstr przeznaczone było kilka pomieszczeń na parterze. Z czasem dom został wyremontowany oraz dobudowano piętro. Ludzie bardzo życzliwie przyjęli siostry i szybko zaprzyjaźnili się z nowymi lokatorkami budynku parafialnego. Ówczesna przełożona s. Cecylia była organistką i katechetką. Druga siostra pełniła obowiązki zakrystianki, a trzecia była pielęgniarką oddelegowaną do chorych. Mały kościół z czasem został rozbudowany, od kilku lat prowadzony jest remont zabytkowej świątyni. Liczba sióstr zmieniała się. Obecnie wspólnotę tworzą trzy siostry. W przeszłości parafia Świętomarz była znacznie większa. Po reorganizacji odeszło od niej kilka miejscowości m.in. Radkowice, Krajków, Grabków i Łomno. - To były zupełnie inne czasy, wspomina s. M. Bogdana, do salki przychodziły dzieci i tu słuchały katechezy. Trzeba było także dojeżdżać do Łomna, tam w prywatnym domu była wynajmowana salka do katechezy. Pierwszą katechetką w Łomnie była s. Lucyna Kaczmarczyk. Uczniowie przychodzili tam po zajęciach lekcyjnych, nikt nie narzekał, nikogo nie brakowało. Sześć kilometrów do Łomna trzeba było pokonać pieszo albo na furmance.

S. Bogdana

S. Bogdana na placówce w Świętomarzy była już dwa razy, teraz jest już po raz trzeci. Pierwszy raz przyjechała do parafii w 1988 r. - Gotowałyśmy na kaflowej kuchni, kuchnia też ogrzewała drugi pokój. Warunki były ciężkie, teraz trochę się zmieniły - mówi. Siostra uczyła dzieci katechezy w Bodzentynie. Nauka była prowadzona w kościelnych salkach. Aby się tam dostać, musiała jeździć autobusem. Czasem ktoś ją podwiózł, a czasami trzeba było przejść te kilka kilometrów. Nigdy nie lubiła się spóźnić. - Obowiązek to święta rzecz - podkreśla. Pewnego dnia, spiesząc się na katechezę, szybko wychodziła z szoferki samochodu ciężarowego. Poślizgnęła się, upadła, złamała rękę. Na jakiś czas zwolniła, ale nie na długo. Kiedy nauka religii wróciła do szkół, siostry zaczęły uczyć dzieci katechezy w Jadownikach, później w Szerzawach.

Dla dzieci

Charyzmatem sióstr jest opieka nad dziećmi i posługa chorym, tego życzył sobie założyciel zgromadzenia o. Bojanowski. W Polsce, i nie tylko, powstawały ochronki, w których dzieci znajdowały schronienie, opiekę, ciepły posiłek, a przede wszystkim miłość. Siostry budowały szpitale własnym kosztem. Np. Szpital w Strzelcach Opolskich. Dom w Panewnikach-Ligocie był również budowany z myślą o szpitalu. Ta część domu została zabrana siostrom przez komunistów. Obecnie jest tam szpital, ale pracuje w nim jedna lub dwie siostry. To, czego nie zniszczyli Niemcy, rozkradli komuniści. Niedługo po wojnie siostrom zabrane zostały prawie wszystkie ochronki i szpitale. Tylko w niektórych mogły jeszcze pracować, mając nad sobą świeckie kierownictwo. Siostrom, którym zabrano ochronki, komuniści w późniejszych latach pozwolili pracować w szpitalach, mając zbyt mało wykwalifikowanego personelu. Taki stan rzeczy nie trwał długo. Władze doszły do wniosku, że żaden „element kościelny” nie jest mile widziany w państwowej służbie zdrowia. Przełomem okazał się rok 1955/56, kiedy to siostry zostały wyrzucone ze wszystkich szpitali. Jak wspominają, tylko jednego dnia do domu prowincjalnego w Panewnikach-Ligocie zjechało się około 300 sióstr zwolnionych ze szpitali! S. Bogdana bardzo dobrze pamięta ten czas. - W Bogucicach był szpital, kierował nim partyjny dyrektor, gorliwy zwolennik władzy ludowej, jednak nie podporządkował się nakazowi usunięcia sióstr ze szpitala. Nalegającym zwierzchnikom powiedział, że zgodzi się na to, jeśli za jedną siostrę dostanie cztery pielęgniarki, tak cenił pracę naszych sióstr - mówi s. Bogdana. Dyrektor był partyjny, wysoko postawiony, ciężko było go zmienić i ciężko było go zmusić do wykonania zarządzenia. Komuniści wpadli na sposób, żeby się pozbyć sióstr. Zarządzili „remont” szpitala, zamknęli go na pewien czas, a potem, po „remoncie”, otworzyli, nie przyjmując już sióstr do pracy. Siostry, które przez lata pracowały w szpitalach, swoją wiedzę wykorzystywały w wiejskich placówkach. Jeśli trzeba było przeprowadzić drobne zabiegi pielęgnacyjne, potrzebujący przychodzili po pomoc do sióstr, ale i siostry same chodziły do potrzebujących, nie czekając na zaproszenie, odnajdywały takie osoby i niosły konkretną pomoc (opieka, posiłki, pielęgnacja). Na zastrzyki już nie trzeba było jeździć do odległych placówek zdrowia. Oprócz tego siostry na parafiach zajęły się katechezą, kancelariami parafialnymi, organistostwem, itd.

Reklama

Wspólnota

Siostra przełożona Leoncja Koczberska uczy katechezy w szkole w Szerzawach w klasach 0-6. W Świętomarzy jest od roku, do pracy ma blisko, nie musi jeździć autobusem, szkoła naprawdę znajduje się niedaleko. Do miejsca pracy jeździ rowerem albo idzie pieszo. Lubi jeździć rowerem. Kiedy pracowała w Białymstoku, poprosiła przełożoną o rower, jeździła nim do szkoły. Gdy dzieci zobaczyły pierwszy raz, jak jechała rowerem w habicie, wyrywało im się: - O, siostra na rowerze! Gdy pewnego dnia dotarła pieszo, usłyszała: - O, siostra nie na rowerze?! Druga z sióstr, s. Domitylla, jest zakrystianką, w przeszłości była w Świętomarzy, była też tutaj przełożoną przez 6 lat. Zajmuje się ogródkiem i wykonuje wszystkie prace domowe. Siostry wspólnymi siłami przygotowują posiłki. Co roku jesienią robią konfitury i soki. Właśnie rozpoczyna się sezon.

S. Domitylla troszczy się o bieliznę kościelną. Kwiaty układa s. Leoncja, ale jak trzeba, to i ona potrafi ułożyć ładne kompozycje. W utrzymaniu porządku w kościele pomagają mieszkańcy parafii, to oni sprzątają świątynię. W przeszłości w zimę siostry musiały odśnieżać teren wokół kościoła, teraz jest im lżej, w miesiącach zimowych śnieg odśnieża jeden z mieszkańców parafii. W ogóle mieszkańcy parafii bardzo pomagają siostrom, dzielą się tym, co mają, przynoszą produkty rolne. Często się zdarza, że jak siostry wracają do domu, na parapecie czy pod drzwiami znajdują pomidory, ogórki albo butelkę z mlekiem.

W domu służebniczek

Dom, w którym mieszkają siostry, wymaga remontu. Pokryty jest eternitem. Część okien jest wymienionych, ale nie wszystkie. Siostry opalają cały dom, który nie jest ocieplony. Zimą na ogrzanie budynku idzie blisko 8 ton węgla. Właśnie siostry zakupiły drewno na rozpałkę. Trzeba kogoś poprosić, żeby pociął przywiezione oflisy. Najgorzej jest z paleniem - siostry, ale najczęściej s. Domitylla, muszą podrzucać węgiel do pieca i wynosić popiół. - Oprócz codziennych obowiązków, staramy się, aby nasz dom był otwarty dla innych - mówi siostra przełożona. - Do tej pory organizowałyśmy dni skupienia dla dziewcząt, które przyjeżdżają do Świętomarzy tylko na jeden dzień. Niestety, nie ma warunków, aby można było je przyjąć na dłużej. Jednak nawet te kilkanaście godzin wspólnie spędzonych na modlitwach i rozmowie sprawia wiele radości. - Staramy się zachęcać, zainteresować dziewczęta z gimnazjum, aby nas odwiedzały. Takie spotkania służą związaniu przyjaźni i formacji młodych dziewcząt.

Reklama

Dzieło o. Bojanowskiego

Utworzone przez o. Bojanowskiego w 1850 r. Zgromadzenie Sióstr Służebniczek szybko rozwijało się, na ziemiach polskich także w innych zaborach. Najpierw w Galicji, tu od 1861 r. centrum sióstr stała się Stara Wieś. Jednak rozwój zakonu został poddany próbie. Władze austriackie zgodziły się na działalność sióstr, ale po spełnieniu szczególnych warunków. Siostry miały się „uniezależnić” od „zagranicy”, czyli od domu macierzystego. Jeszcze trudniej siostrom było pracować w zaborze rosyjskim. Władze carskie niechętnym okiem patrzyły, na każdy polski przejaw działalności religijnej. Przeszkody stawiane nowemu zgromadzeniu były tak wielkie, że po śmierci założyciela siostry musiały opuścić teren zaboru rosyjskiego. Mimo tych trudności, siostry nie poddawały się. Jeszcze za życia o. Bojanowskiego siostry służebniczki otworzyły cztery domy na Śląsku (pierwszy w 1866 r.) oraz czyniły próby „przeszczepienia” zgromadzenia do Anglii i Kanady. Pruski Kulturkampf i warunki rozbiorowe doprowadziły do dalszego podziału zgromadzenia. Rząd austriacki zatwierdził w Galicji nowy niezależny dom macierzysty Sióstr Służebniczek w Dębicy oraz doprowadził do podziału sióstr ze Śląska i Wielkopolski. W ten sposób istnieją dzisiaj cztery odrębne gałęzie sióstr służebniczek zatwierdzone przez Stolicę Apostolską i zrzeszone w Konfederację: Pleszewskie w Wielkopolsce (dom generalny w Luboniu pod Poznaniem), Śląskie (dom generalny we Wrocławiu), Starowiejskie (dom generalny w Starej Wsi, diec. przemyska) i Dębickie (dom generalny w Dębicy, diec. tarnowska).

Czas cierpienia

W czasie II wojny światowej siostry kontynuowały swoją posługę. Współpracowały z Polskimi Komitetami Opieki Społecznej i Polskim Czerwonym Krzyżem. Podobnie jak podczas I wojny światowej niosły pomoc potrzebującym: chorym, ubogim, więźniom i uchodźcom. Prowadziły punkty dożywiania, a także rejestrowane pracownie dla młodzieży, aby uchronić ją w ten sposób przed wywiezieniem do Niemiec na przymusowe roboty. Pracowały w szpitalach i na liniach frontu, niosąc pomoc rannym żołnierzom. Niekiedy z narażeniem życia prowadziły w szkołach tajne nauczanie.

Sióstr nie ominęły represje z rąk niemieckiego okupanta, który za cel swojej polityki miał wynaradawianie narodu polskiego i walkę z katolicyzmem. Siostry były wysiedlane i zamykane w obozach. Wiele z nich zmarło wskutek wyczerpania i chorób, także w obozach w Oświęcimiu i Bojanowie. Obóz w Bojanowie Niemcy stworzyli przede wszystkim dla sióstr zakonnych z różnych zgromadzeń oraz dla księży katolickich. Pierwszy transport do obozu miał miejsce 25 lutego 1941 r. Niemcy przywieźli tu grupę 56 sióstr zakonnych. Obóz koncentracyjny nosił niemiecką nazwę: Nonnenlager-Schmückert. W następnym miesiącu przywieziono kolejne dwa transporty sióstr, między innymi z Wolsztyna, Leszna i Poznania. Pod koniec 1941 roku w obozie przebywały 293 osoby. 11 grudnia Niemcy przywieźli z Fortu VII z Poznania 37 starych, schorowanych kapłanów. Łącznie przez obóz koncentracyjny w Bojnowie przez pięć lat istnienia przeszło 615 sióstr z 27 zgromadzeń zakonnych.

W następnym numerze zaprezentujemy Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek - Dom przy pl. NMP w Kielcach

2013-09-25 13:28

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kraków: siostry prezentki podjęły wyzwanie #hot16challenge2

2020-05-19 12:09

[ TEMATY ]

siostry

Siostry prezentki z Krakowa wzięły udział w akcji #hot16challenge2, której celem jest wsparcie pracowników służby zdrowia. Zostały one nominowane przez Skautów Europy.

Jak przekonują na kanale YouTube, na co dzień śpiewają chorał gregoriański, ale wyzwania to ich specjalność. „#Hot16challenge2 dotarł aż do Prezentkowa!” – oznajmiają, dodając, że dla słusznej sprawy rapu się nie boją. „Jedziemy z konkretem, nie lejemy wody” – rapują prezentki i zachęcają, by poznać ich „kalwaryjskie rymy”.

Siostry dziękują pracownikom służby zdrowia i wszystkim wolontariuszom. Zachęcają do wspierania lekarzy i szpitali w walce z koronawirusem. "Nie bądź sknera dla bohatera!" – proszą.

#Hot16challenge to wyzwanie polegające na nagraniu 16 wersów i nominowaniu do akcji kolejnych osób, które mają stworzyć swój kawałek w 72 godziny. Zbiórka zorganizowana została na portalu siepomaga.pl.

Do kontynuacji projektu prezentki nominowały m.in. Siostry Misjonarki Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej, pauliński Zespół VOX EREMI i Młodzież Trzeciego Tysiąclecia z Krakowa.

CZYTAJ DALEJ

Watykan: Kościół będzie miał 4 nowych błogosławionych

2020-05-27 14:03

[ TEMATY ]

beatyfikacja

pixabay.com

Ojciec Święty upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do opublikowania 8 dekretów, w tym 2 o cudzie oraz dwóch o męczeństwie (do beatyfikacji).

Dwa dekrety dotyczą osób szeroko znanych: założyciela Rycerzy Kolumba, ks. Michała McGivney, oraz Pauliny Jaricot, założycielki Dzieła Rozkrzewiania Wiary.

Ks. Michał J. McGivney urodził się 12 sierpnia 1852 roku w rodzinie irlandzkich imigrantów w Waterbury w stanie Connecticut a jego rodzicami byli Patrick McGivney oraz Mary McGivney. Był najstarszym synem spośród liczącego 13 osób rodzeństwa (w tym 6 z nich zmarło we wczesnym dzieciństwie). Jego ojciec pracował w Waterbury jako formierz. Uczył się w lokalnej szkole, ale przerwał naukę w wieku 13 lat, aby pracować przy młynie w fabryce mosiądzu jako rozdrabniacz. W wieku 16 lat Michael rozpoczął naukę w seminarium znajdującym się w Saint-Hyacinthe. Zmarł w wieku 38 lat na zapalenie płuc. W 1882 roku założył Rycerzy Kolumba jako stowarzyszeni wzajemnej pomocy i formacji w wierze katolickiej. Dzisiaj są oni międzynarodową organizacją katolickich mężczyzn. Działają w kilkunastu państwach świata i gromadzą w swoich szeregach ponad 1,95 miliona członków. Obecni są także w Polsce i liczą ponad 5,5 tys. członków działających w 105 radach na terenie 28 diecezji. Zasadami Rycerzy Kolumba są miłosierdzie, jedność, braterstwo i patriotyzm.

Proces beatyfikacyjny został zainaugurowany w roku 1996, a 15 marca 2008 r. Benedykt XVI zatwierdził dekret o heroiczności cnót Sługi Bożego.

Paulina Jaricot urodziła się 22 lipca 1799 r. w Lyonie we Francji, jako córka bogatego przemysłowca. W rodzinie otrzymała staranne wychowanie religijne. W wieku 17 lat podjęła prosty sposób życia i zapragnęła służyć Bogu. Złożyła prywatny ślub czystości. Zaczęła odwiedzać biedne lyońskie rodziny, rozdając im jałmużnę. Gorąco kochała Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie i z gronem dziewcząt w swoim wieku założyła Stowarzyszenie Wynagrodzicielek Najświętszego Serca Pana Jezusa. Codziennie adorowały Jezusa Eucharystycznego.

Z korespondencji ze swoim bratem, uczącym się w seminarium duchownym w Paryżu, i z listów misjonarzy Paulina dowiedziała się o niezwykle trudnej sytuacji finansowej na misjach i tragicznej sytuacji dzieci w Chinach, które umierały z głodu. Myśl ta nie dawała jej spokoju. Zaczęła więc szukać pomocy. Wtedy właśnie ujawnił się jej geniusz organizacyjny. Utworzyła koła, w które chętnie zaangażowały się robotnice zakładu przemysłowego, odkładając drobne sumy z tygodniowych zarobków. Z dziesiątek kół wyłaniały się nowe koła i rosły w setki, tworząc fundusz na działalność misyjną Kościoła i rozkrzewianie wiary.

Kiedy Paulina miała 23 lata, jej dzieło, już w pełnym rozkwicie, przeszło pod zarząd Specjalnej Rady i wówczas podjęła inną, duchową formę wspierania Dzieła. Otoczyła je modlitwą różańcową. W ten sposób powstał Żywy Różaniec.

Dziełu modlitewnemu Pauliny Jaricot udzieliło poparcia wielu biskupów oraz generał Zakonu Dominikanów, który w 1836 r. przyłączył Stowarzyszenie Żywego Różańca do dominikańskiej Rodziny Różańcowej. Papież Grzegorz XVI wydał breve aprobujące stowarzyszenie. Objęło ono najpierw Lyon, potem całą Francję, a wreszcie inne kraje. Róże Różańcowe istnieją w parafiach na całym świecie do dziś, obejmując modlitwą miesięczne intencje misyjne, które papież wyznacza na każdy rok.

Tymczasem wobec pogarszającej się sytuacji społecznej we Francji Paulina zaczęła szukać systemu rozwiązania problemu zubożałych rodzin robotniczych. Cały swój majątek zainwestowała w budowę gmachu, który miał być idealnym ośrodkiem przemysłowym, gdzie robotnicy z rodzinami mieli cieszyć się pracą roztropnie kierowaną i sprawiedliwie wynagradzaną. Inwestycja upadła wskutek oszustwa nieuczciwych ludzi. Paulina do końca życia spłacała długi, pogrążona w ubóstwie, chorobie i całkowitym opuszczeniu.

Odeszła do Boga 9 stycznia 1862 roku ze słowami: Boże mój, wybacz im i obdarz błogosławieństwem, na miarę cierpień, jakie mi zadali…

Założone przez Paulinę Jaricot Dzieło Rozkrzewiania Wiary już po trzech latach liczyło 2 tys. członków. Od 1922 r. ma ono status Dzieł Papieskich; dzisiaj obecne jest w 144 krajach całego świata. Natomiast koła Żywego Różańca po kilku latach działania liczyły ponad milion uczestników. Choć Paulina uważała się tylko „za zapałkę wzniecającą ogień”, to jednak stała się założycielką jednego z największych misyjnych dzieł w Kościele.

Proces beatyfikacyjny Pauliny Jaricot otwarty został w 1910 r., heroiczność jej cnót ogłoszona została przez papieża św. Jana XXIII w 1963 r.

Kolejne dwa dekrety dotyczą autentyczności męczeństwa (do beatyfikacji).

Włoskich cystersów z opactwa Casamari, zabitych przez wojska napoleońskie w 1799 roku – Symeona Cardon i 5 towarzyszy oraz włoskiego franciszkanina (Zakon Braci Mniejszych), Kosmy Spessotto zabitego w Nikaragui w 1980 roku. Spessotto – podobnie jak arcybiskup San Salvador Óscar Romero – wypowiedział się przeciwko niesprawiedliwości ze strony junty Salwadoru. Otrzymał szereg pogróżek śmierci. Został zabity przed mszą świętą w 1980 roku. Starania o jego beatyfikację rozpoczęła się w 1999 roku za papieża Jana Pawła II, który nazwał go Sługą Bożym.

CZYTAJ DALEJ

Mundurowi dla hospicjum

2020-05-28 13:17

Mariusz Marek

Uczniowie klas mundurowych z Zespołu Szkół nr 3 w Puławach wraz z wychowawcą oraz przedstawicielami Komendy Powiatowej Policji w Puławach przekazali blisko 300 maseczek na rzecz puławskiego Hospicjum im św. Matki Teresy z Kalkuty.

Pierwotny pomysł zakładał, że mundurowi pomogą mundurowym i uszyją maseczki dla policjantów, którzy w ówczesnym czasie mieli dużo pracy z nadzorowaniem osób na kwarantannie. Wtedy jeden z uczniów - Tomasz Wosik - na własny koszt uszył 40 czarnych maseczek dla puławskich policjantów. Młodzi kadeci: Katarzyna Łysoniek, Weronika Suszek Jakub Woliński, podchwycili pomysł i też chcieli pomóc, ale wspólnie z policjantami zdecydowali, że tym razem maseczki posłużą pracownikom i podopiecznym puławskiego hospicjum. Była to już wspólna inicjatywa, gdyż policjanci zakupili materiał, jeden z nauczycieli ZS nr 3 zakupił gumkę, a uczniowie, pod okiem rodziców i babć, wykorzystali swój wolny czas i umiejętności krawieckie, aby uszyć kolorowe maseczki. Pokazali w ten sposób, że w trudnej sytuacji potrafią myśleć o najbardziej potrzebujących i dzielić się z nimi tym, co mają najlepszego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję