Reklama

Bądź wola Twoja

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Był Ksiądz Prymas po wolnych wyborach w 1989 r. pierwszym nuncjuszem apostolskim w Polsce. Proszę powiedzieć, jak do tego doszło, dlaczego nuncjuszem apostolskim w Polsce został polski kapłan?

ABP JÓZEF KOWALCZYK: - Bardzo dziękuję Redaktorowi Naczelnemu zasłużonego tygodnika „Niedziela” za podjęcie w tej rozmowie tematu mojej posługi nuncjusza apostolskiego w Polsce, a obecnie prymasa Polski. Dziś, kiedy patrzę na moją posługę nuncjusza, którą zakończyłem w maju 2010 r., czuję się już bardziej wolny i z większym obiektywizmem mogę spojrzeć na wyjątkowe zaufanie, jakim obdarzył mnie bł. papież Jan Paweł II...
Wracając jednak do pytania. Władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej stopniowo dochodziły do wniosku, że z tak ważnym podmiotem prawa międzynarodowego, jakim jest Stolica Apostolska, ciesząca się w wymiarach światowych ogromnym autorytetem moralnym, należy uregulować wzajemne relacje, szczególnie że przeważająca większość Polaków to katolicy. Nasi rodacy znali zasadę wolności religijnej precyzyjnie zdefiniowaną przez Sobór Watykański II i w różnoraki sposób domagali się, by w imię tej zasady zagwarantować im i określić prawa katolików w rzeczywistości państwa polskiego oraz obowiązki, jakie mają w stosunku do państwa, którego są obywatelami.
Stolica Apostolska, w porozumieniu z Episkopatem Polski, była zawsze pozytywnie nastawiona do uregulowania tych wzajemnych odniesień - oczywiście, po spełnieniu konkretnych warunków. Natomiast władze ówczesnego państwa polskiego coraz bardziej uświadamiały sobie potrzebę takiej normalizacji. Zauważalne to było w połowie lat siedemdziesiątych, kiedy Polskę odwiedzali przedstawiciele Stolicy Apostolskiej i prowadzili w tej sprawie rozmowy z władzami Konferencji Episkopatu Polski i z Urzędem ds. Wyznań. Przedstawiciele władz państwowych także prowadzili podobne rozmowy ze Stolicą Apostolską przy pomocy Ambasady PRL przy rządzie włoskim. W wyniku tych kontaktów doszło do powołania specjalnych zespołów do stałych kontaktów roboczych, które miały doprowadzić do zawarcia umowy bilateralnej między Stolicą Apostolską a PRL i nawiązania stosunków dyplomatycznych. Te zamierzenia zintensyfikowały się po wyborze kard. Karola Wojtyły na papieża Kościoła powszechnego. Władze rządowe ówczesnej Polski realizowały warunki, jakie stawiał kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski i przewodniczący Episkopatu, mające na celu ustawowe zagwarantowanie praw i obowiązków Kościoła katolickiego w Polsce oraz zawarcie ze Stolicą Apostolską umowy o znaczeniu międzynarodowym. Znalazło to swój wyraz w opracowaniu projektu takiej umowy przez powołane do tego celu komisje: rządową i Episkopatu Polski.
Powstanie ruchu społecznego „Solidarność” i całego zespołu zjawisk, jakie miały miejsce w latach osiemdziesiątych, doprowadziło do zmian ustrojowych w naszej Ojczyźnie i tworzenia struktur państwa demokratycznego, co z kolei doprowadziło do nawiązania stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską, ustanowienia ambasadora Polski przy Stolicy Apostolskiej i nuncjusza apostolskiego w Polsce.
O swojej nominacji dowiedziałem się w lipcową niedzielę 1989 r. Papież Jan Paweł II zaprosił mnie do Castel Gandolfo, gdzie przebywał na wakacjach, i po modlitwie „Anioł Pański”, którą zwyczajowo odmawiał z wiernymi w każdą niedzielę i święto, przekazał mi swoją osobistą wolę, abym podjął się misji nuncjusza apostolskiego w nowej rzeczywistości demokratyzującego się państwa polskiego. Swoją decyzję umotywował tym, że z jednej strony znam struktury Stolicy Apostolskiej, albowiem rozpocząłem tam pracę z woli Konferencji Episkopatu Polski podczas umiędzynarodowienia Kurii Rzymskiej w 1969 r., a z drugiej - mam znajomość Kościoła w Polsce, z niego bowiem wyszedłem. Papież uważał, że takie rozwiązanie przyczyni się do spokojnego wprowadzenia w naszej Ojczyźnie instytucji nuncjatury apostolskiej i posługi nuncjusza, który stopniowo przejmie wszystkie przysługujące mu kompetencje, które w okresie jego nieobecności posiadał prymas Polski.
Była to osobista decyzja Jana Pawła II, o której wcześniej poinformował swoich współpracowników z Sekretariatu Stanu i uzyskał ich aprobatę. Znali oni moją osobę, gdyż w latach siedemdziesiątych włączyli mnie do pracy w zespole Stolicy Apostolskiej ds. stałych kontaktów roboczych z podobnym zespołem władz ówczesnej Polski. Tego rodzaju nominacja nie była precedensem w historii Kościoła katolickiego. Wystarczy wspomnieć, że nuncjuszem apostolskim w Italii zawsze jest biskup włoski.

- Czy łatwo było podjąć decyzję o objęciu tego ważnego urzędu?

- Wola Ojca Świętego, wyrażająca się w powierzeniu mi tej misji, była dla mnie prawdziwym zaskoczeniem. Pamiętam, że odpowiedziałem spontanicznie: „Ojcze Święty, to są dla mnie Himalaje”. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak wielkiego wysiłku potrzeba do realizacji tej misji, byłem świadomy różnorakich trudności, wynikających z tak długiej nieobecności nuncjusza apostolskiego w Polsce. Jan Paweł II udzielił mi wówczas następującej odpowiedzi: „Ty, z twoją strukturą osobowościową, która jest mi znana, będziesz realizował zadania przysługujące nuncjuszowi, a ja będę się modlił, i zobaczysz, że coś z tego wyjdzie”. Nie pozostało mi więc nic innego, jak tylko powtórzyć słowa Matki Bożej: „Fiat voluntas Tua”, które stały się mottem mojego biskupiego posługiwania.

- Jak Ksiądz Arcybiskup oceniłby dziś ówczesne władze państwowe i ich przygotowanie do nowej sytuacji?

- Jako nuncjusz apostolski przyjechałem do Polski w listopadzie 1989 r. Wcześniej, 20 października 1989 r., Jan Paweł II udzielił mi święceń biskupich w watykańskiej Bazylice św. Piotra. W liturgii konsekracji brali również udział przedstawiciele demokratycznego już państwa polskiego: premier, przedstawiciele parlamentu, nowy ambasador przy Stolicy Apostolskiej i pracownicy ambasady, co stworzyło pozytywny klimat, ułatwiający uruchomienie nuncjatury i rozpoczęcie misji nuncjusza w naszej Ojczyźnie. Powitano mnie bardzo życzliwie, najpierw na lotnisku w Warszawie, a później w instytucjach kościelnych i rządowo-państwowych. Sekretariat Konferencji Episkopatu Polski wspomagał mnie w zorganizowaniu pracy w nuncjaturze w Warszawie, a kapłani diecezjalni i zakonni, siostry zakonne i niezawodny Lud Boży okazywali mi bardzo wiele przychylności i wsparcia.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych, z którym Stolica Apostolska ma z urzędu bezpośredni oficjalny kontakt, w szczególności ówczesny minister Krzysztof Skubiszewski, jak również protokół dyplomatyczny - wszyscy okazali mi życzliwość. Zgodnie z ich życzeniem i wedle tradycyjnej praktyki jako nuncjusz apostolski zostałem także dziekanem korpusu dyplomatycznego. Były to dla mnie nowe zadania i obowiązki, które z perspektywy czasu wspominam z radością i atencją wobec wszystkich ambasadorów akredytowanych w Warszawie. Jako dziekan korpusu z jednakowym szacunkiem traktowałem wszystkich ambasadorów, witając ich, gdy rozpoczynali swoją misję, i żegnając po jej zakończeniu. Odwdzięczali mi się równym szacunkiem i życzliwą pamięcią. Kilkunastu z nich, którzy do dziś pełnią swoją funkcję, odwiedza mnie co roku w Gnieźnie, dziękując za tamten klimat życzliwości i wzajemnego szacunku. Ufam, że przyczyniło się to również do ukazywania światu Polski i Stolicy Apostolskiej w pozytywnym świetle.
Gdy chodzi o współpracę z instytucjami państwowymi, jakimi są władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza, to muszę przyznać, że również układała się ona dobrze. Szczególnie pragnę podkreślić pozytywną współpracę z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i protokołem dyplomatycznym, zwłaszcza w kontekście organizowania wizyt papieskich w Polsce.

- Jakie priorytety towarzyszyły nowemu nuncjuszowi przy budowaniu stosunków między Stolicą Apostolską a państwem polskim?

- O jednym z priorytetów już wspomniałem - wolą Jana Pawła II było, aby nowy nuncjusz przejmował te funkcje, które w sposób zastępczy sprawował Prymas Tysiąclecia i jego następca, oraz aby wdrażał służebną posługę nuncjatury wobec Kościoła w Polsce i wobec Stolicy Apostolskiej. Za przykład tych obowiązków posłużyć może tutaj cała procedura związana z wyszukiwaniem kandydatów do posługi biskupiej w Polsce oraz zbieranie dokumentów wśród duchownych i świeckich opiniujących zdatność danego kandydata. Była to praca bardzo odpowiedzialna i niełatwa, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę fakt przechodzenia z uwarunkowań, jakie stwarzały struktury minionego systemu, do wymogów i struktur państwa demokratycznego. Prawe sumienia obywateli i ludzi Kościoła bądź też zdeformowane sumienia pomagały bądź utrudniały tę pracę.
Innym ważnym zadaniem nuncjusza było opracowanie i przedłożenie do zatwierdzenia Stolicy Apostolskiej statutów Konferencji Episkopatu Polski oraz statutów Konferencji Wyższych Przełożonych Zgromadzeń Żeńskich i Męskich, a także określenie kompetencji Papieskich Dzieł Misyjnych i rozróżnienie ich od Komisji Episkopatu ds. Misji etc.
Szczególnym zadaniem było przywrócenie ordynariatu polowego Wojska Polskiego, opracowanie i uzgodnienie z wojskowymi władzami Rzeczypospolitej Polskiej statutu tegoż ordynariatu i kapelanów wojskowych pracujących w jego strukturach, a także przygotowanie i przedłożenie Ojcu Świętemu projektu całościowego podziału administracyjnego struktur Kościoła w Polsce, przy współudziale całej Konferencji Episkopatu, co było wydarzeniem bez precedensu w historii Polski. Znalazło to wyraz w bulli papieskiej „Totus Tuus Poloniae populus” z dnia 25 marca 1992 r.
Kolejnym zadaniem priorytetowym było opracowanie konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską oraz negocjacje z rządem polskim poszczególnych zapisów i doprowadzenie tych prac do końca, co uwieńczone zostało podpisaniem konkordatu w 1993 r. i jego ratyfikacją w 1998 r.
Trudnym, ale ważnym zadaniem była również rozbudowa siedziby nuncjatury apostolskiej w Warszawie w pierwszych latach przemian. Praca ta wymagała szczególnych zabiegów i troskliwości w odniesieniu do funduszy i materiałów, o które trzeba było zabiegać, prosząc o pomoc biskupów poszczególnych diecezji, którzy przecież także borykali się z podobnymi brakami i problemami.
Poza tymi zadaniami nie brakowało licznych obowiązków duszpastersko-administracyjnych, takich jak wizytacje w poszczególnych diecezjach i zakonach, posługi liturgiczne, pomoc w rozwiązywaniu różnych nieporozumień i konfliktów wewnętrznych itp. Te wszystkie zadania, zgodnie z wolą papieża Jana Pawła II i z jego modlitewnym wsparciem, udało mi się zrealizować, co - przyznaję z pokorą - zaskakuje mnie samego.

- Jak hierarchowie przyjmowali nowego nuncjusza? Czy polska narodowość sprzyjała pracom podejmowanym przez Ekscelencję w imieniu Stolicy Apostolskiej, czy może je utrudniała?

- Księża biskupi przyjęli mnie bardzo życzliwie i traktowali bardziej jako współbrata niż watykańskiego urzędnika, za co jestem im wdzięczny. Jest sprawą oczywistą, że do nowej instytucji i do zadań nuncjatury polscy biskupi musieli się stopniowo przyzwyczajać, jak to bywa w każdej innej sytuacji związanej z przemianami i wprowadzeniem czegoś nowego. Odnoszę jednak wrażenie, że przyszło im to łatwo. Fakt, że nuncjusz wywodzi się z kraju, do którego zostaje posłany, niesie ze sobą wiele pozytywów, ale niesie również pewne zrozumiałe utrudnienia. Z perspektywy czasu oceniam pozytywnie naszą wspólnie przebytą drogę w służbie Bogu i Kościołowi i dziękuję wszystkim - szczególnie Ludowi Bożemu - za udział w tym pielgrzymowaniu.

- Na pewno sprawą, która leżała na sercu Papieżowi, były uczelnie katolickie. Za czasu pełnienia przez Księdza Arcybiskupa urzędu nuncjusza apostolskiego w Polsce powstało kilka wydziałów teologicznych na państwowych uniwersytetach. Na czym polegały rozwiązania poważnych kwestii, w które zaangażowane były zarówno władze watykańskie, jak i polskie władze cywilne?

- Kard. Karol Wojtyła jako arcybiskup metropolita krakowski w ramach Konferencji Episkopatu Polski był odpowiedzialny m.in. za sprawy nauki i uczelni katolickich w Polsce. Dzięki jego zabiegom i troskliwości powstało kilka papieskich wydziałów teologicznych, powołanych do istnienia zgodnie z wymogami papieskiego dokumentu „Sapientia Christiana”. Wydziały te zostały utworzone przez Stolicę Apostolską, a dyplomy na nich uzyskane były uznawane przez państwo polskie - także z tego powodu, że spełniały wymogi formalne stawiane przez prawo w naszej Ojczyźnie. Na owe czasy było to wielkie osiągnięcie.
W latach dziewięćdziesiątych, w realiach państwa demokratycznego, pojawiła się możliwość stworzenia wydziałów teologicznych w strukturach uniwersyteckich. Wymagało to jednak spełnienia warunków stawianych przez władze państwowe i kościelne. Były to np. wymogi związane z liczbą wykładowców kwalifikowanych, z przestrzeganiem statutu uniwersytetu oraz regulaminem wydziału teologicznego dopracowanym z władzami uniwersyteckimi i zatwierdzonym przez kompetentną władzę państwową. Strona kościelna domagała się natomiast respektowania przepisów Kongregacji Wychowania Katolickiego i powołania biskupa miejsca na stanowisko wielkiego kanclerza wydziału teologicznego, który ma prawo udzielać wykładowcom teologii misji kanonicznej („missio canonica”), a innym - „venia docendi”, czyli zgody na prowadzenie wykładu. Wymagało to pertraktacji nuncjatury z władzami konkretnej uczelni, pewnej nowelizacji statutu uczelni i opracowania regulaminu wydziału teologicznego, który byłby akceptowalny przez władze kościelne i uczelniano-państwowe. Po dopracowaniu tych uzgodnień i spełnieniu obustronnych warunków przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski i minister edukacji podpisali w nuncjaturze, przy współudziale rektora uniwersytetu i wielkiego kanclerza wydziału teologicznego, stosowne dokumenty. Wydział, powołany tą drogą przez Stolicę Apostolską, wchodził w struktury danego uniwersytetu jako pełnoprawny wydział uczelni akademickiej. W ten sposób powstało kilka wydziałów teologicznych, dokonano także przekształcenia Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie w Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, a Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie przekształcono w Uniwersytet Papieski Jana Pawła II.
Pragnę przy tej okazji złożyć wyrazy uznania władzom uczelnianym i państwowym za ich otwartość i przykładną współpracę w realizowaniu tych zamierzeń, które dziś służą wielu osobom zarówno w kraju, jak i za granicą.

- Jakimi sprawami trzeba się było jeszcze zająć w tamtych latach?

- Nuncjatura wniosła wielki wkład w tworzenie nowej świadomości w naszym społeczeństwie, jeśli chodzi o misję i posłannictwo Kościoła, nie tylko w wymiarze posługi religijno-sakramentalnej, ale także w wymiarze społecznej nauki Kościoła, poszanowania godności człowieka oraz jego praw i obowiązków - zgodnie z przewodnią myślą pierwszej encykliki Jana Pawła II „Redemptor hominis”, że „człowiek jest drogą Kościoła”.

- Wielkim sukcesem dla Kościoła i państwa był konkordat. Jakie były geneza konkordatu i jego kulisy? Dlaczego trzeba było czekać z ratyfikacją?

- Negocjacje nad opracowaniem i zawarciem konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską należały do najważniejszych zadań nuncjusza apostolskiego w Polsce, o czym już wspomniałem. Mówiłem również o kontekście historycznym, w jakim do tego doszło. W tym miejscu pragnę dodać, że komisja konkordatowa powołana przez Stolicę Apostolską, której jako nuncjusz przewodniczyłem, przedłożyła projekt konkordatu przygotowany w oparciu o wspomnianą wcześniej konwencję, opracowaną w latach osiemdziesiątych przez przedstawicieli ówczesnego rządu i Episkopatu, a także odwołując się do Ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego w Polsce z dnia 17 maja 1989 r., jak również w oparciu o przepisy Kodeksu Prawa Kanonicznego Jana Pawła II z 1983 r. Projekt ten został przesłany na ręce ministra Krzysztofa Skubiszewskiego 23 października 1991 r. Strona rządowa przygotowała swój projekt konkordatu i przesłała go na moje ręce 12 marca 1993 r. z prośbą, aby przedłożyć go Stolicy Apostolskiej i wyrazić zgodę na to, by negocjacje nad zapisem poszczególnych artykułów przebiegały w oparciu o projekt rządowy. Po dokładnym rozważeniu tego przedłożenia i po konsultacjach ze Stolicą Apostolską, biorąc pod uwagę fakt, że projekt rządowy w swej istocie nie odbiegał od projektu nuncjatury, wyrażono obopólną zgodę, aby uzgodnienia tekstu konkordatu dokonano w oparciu o oba projekty, przy czym podstawowym projektem był rządowy. Prace nad uzgodnieniem tekstu konkordatu rozpoczęły się 3 kwietnia 1993 r. Ostatecznie konkordat został podpisany przeze mnie z upoważnienia Jana Pawła II i przez ministra spraw zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego z upoważnienia ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsy dnia 28 lipca 1993 r. Konkordat ten wymagał żmudnych negocjacji i wielu uzgodnień, które jako nuncjusz apostolski musiałem prowadzić również ze Stolicą Apostolską, niektóre jego zapisy odbiegały bowiem od dotychczasowych zapisów konkordatowych w innych krajach.
Można powiedzieć, że w państwach byłego bloku socjalistycznego polski konkordat jest dokumentem modelowym, zawiera bowiem ogólne zasady normowania wzajemnych relacji między Kościołem a państwem w danym kraju, a szczegółowe rozwiązania poszczególnych problemów pozostawia ustawodawstwu wewnętrznemu danego kraju po uprzednim uzgodnieniu projektu ustaw w tej dziedzinie z Konferencją Episkopatu tego kraju. Można by wyliczyć wiele nowoczesnych rozwiązań, jakie zawiera polski konkordat. Zainteresowanych tą problematyką odsyłam do mojej nowej książki pt. „Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską 1993/1998”.
Ratyfikacja konkordatu, która nastąpiła dopiero po pięciu latach, była spowodowana wieloma przyczynami. Można się z nimi zapoznać we wspomnianej publikacji. Okres, jaki upłynął od podpisania do ratyfikacji konkordatu, nie został jednak zmarnowany. Pozwolił opinii publicznej lepiej zapoznać się z poszczególnymi artykułami tego dokumentu. Otrzymałem również podziękowania od przedstawicieli niekatolickich Kościołów i wyznań, którzy w oparciu o zasadę równości wyznań w RP mogli pośrednio korzystać z konkordatu w tych przestrzeniach, które ich interesowały, domagając się od ustawodawcy stosownych zapisów prawnych.

- Kolejną sprawą jest nowy podział administracyjny Kościoła w Polsce, ogłoszony przez Jana Pawła II bullą „Totus Tuus Poloniae populus”. Czy przygotowania do nowej struktury polskich diecezji były dziełem tylko nuncjusza, czy całego Episkopatu, a także Stolicy Apostolskiej?

- Jednym z priorytetów, jakie przed nuncjuszem apostolskim w Polsce i przed Konferencją Episkopatu Polski stawiał bł. Jan Paweł II - o czym wspomniałem wcześniej - był podział administracyjny struktur Kościoła w Polsce. Świadczy o tym list Ojca Świętego do kard. Józefa Glempa, arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego i warszawskiego, prymasa Polski, z dnia 4 października 1991 r. Fotokopia tego listu znajduje się w książce pt. „Progrediamur oportet in spe”, wydanej z okazji 20-lecia bulli Jana Pawła II „Totus Tuus Poloniae populus”. Nowy podział administracyjny był zadaniem bardzo ważnym i zobowiązującym do współpracy cały Episkopat Polski, dlatego też w krótkim czasie po objęciu funkcji nuncjusza apostolskiego w Polsce zwróciłem się do wszystkich biskupów diecezjalnych o przedłożenie projektu nowego rozgraniczenia diecezji, tak aby można było wyjść naprzeciw współczesnym potrzebom duszpasterskim, a więc aby biskup diecezji mógł łatwo nawiedzić poszczególne parafie, a kapłani i wierni mieli ułatwiony kontakt ze swoim pasterzem. Polscy biskupi okazali żywe zainteresowanie i chęć współpracy, nadsyłając liczne projekty. Jako nuncjusz apostolski zaprosiłem wszystkich biskupów diecezjalnych na specjalną konferencję do nuncjatury, aby wspólnie dopracować projekt podziału struktur administracyjnych Kościoła w Polsce. Następnie - w miarę dalszych konsultacji, jakie biskupi mieli przeprowadzić w swoich diecezjach - nuncjatura dokonywała korekty pierwotnego projektu i tą drogą doszliśmy do ostatecznego opracowania granic dotychczasowych i nowo powstałych diecezji i metropolii. Tak opracowany projekt podziału został przedłożony Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II jako dar na Boże Narodzenie 1991 r. Stolica Apostolska przeanalizowała projekt, nanosząc swoje spostrzeżenia i sugestie, i przekazała go Ojcu Świętemu do ostatecznego zatwierdzenia. Nastąpiło to mocą bulli papieskiej Jana Pawła II „Totus Tuus Poloniae populus”, datowanej w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, dnia 25 marca 1992 r.
Na specjalnej konferencji Episkopatu w Gnieźnie w dniu 24 marca 1992 r. nastąpiło przekazanie listu Ojca Świętego do Kościoła w Polsce oraz dekretu zawierającego istotne treści bulli i dokumentów dotyczących poszczególnych diecezji w oparciu o wspomnianą bullę. W tym miejscu pragnę podziękować wszystkim biskupom za zdyscyplinowanie, lojalność i rzetelną współpracę i podkreślić, że jest to wspólne dzieło nas wszystkich.

- Czy dzisiaj, z perspektywy czasu, Ekscelencja widzi potrzebę zmian strukturalnych dotyczących granic diecezji? Czy wszystko dokonało się słusznie?

- Odpowiadając na to pytanie, muszę z całą wyrazistością stwierdzić, że oceny tego przedsięwzięcia dokonali z perspektywy czasu polscy biskupi w swoich listach, które zostały opublikowane we wspomnianej już książce pt. „Progrediamur oportet in spe”. Ocena biskupów jest jednoznaczna i nie wymaga komentarza. Zawsze jednak można mówić o jakichś udoskonaleniach dotyczących szczegółowych granic konkretnej diecezji. Takiej korekty, gdyby zachodziła uzasadniona potrzeba, można dokonać po uprzednich uzgodnieniach między zainteresowanymi diecezjami i przedłożeniu projektu do zatwierdzenia Stolicy Apostolskiej. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że bardzo trudno dojść do uzgodnień dotyczących granic nie tylko parafii, ale i diecezji - szczególnie jeśli w pamięci Ludu Bożego zaistniały fakty o znaczeniu historycznym, które zostały usankcjonowane tradycją i zwykłym ludzkim przyzwyczajeniem.
Na koniec pragnę powiedzieć, że dzieło reorganizacji struktur administracyjnych Kościoła w Polsce powierzam jej architektowi - bł. Janowi Pawłowi II i proszę za jego wstawiennictwem, aby wydawało jak najlepsze owoce w życiu Kościoła w naszej Ojczyźnie.

2013-10-14 13:05

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kiedy ranne wstają zorze…

2020-01-21 12:48

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 4/2020, str. VII

[ TEMATY ]

wywiad

liturgia

kościelny

Joanna Ruchniewicz-Wywigacz

Adam Ostrowski

Poranne wstawanie jest nieodłącznym elementem posługi kościelnego Adama Ostrowskiego z parafii św. Józefa Oblubieńca NMP w Żarach.

Joanna Ruchniewicz-Wywigacz: Ile lat służy Pan jako kościelny i czy ta praca w jakiś sposób wpłynęła na Pana?

Adam Ostrowski: Posługę kościelnego pełnię już 15 lat – 9 lat w kaplicy przy pl. Inwalidów i 6 lat w kościele parafialnym. Poranne wstawanie, by otworzyć kościół dla wiernych zbierających się ok. 6 rano w dzień powszedni na Mszę, pozwoliło mi uporządkować swoje życie duchowe. Przyjście do kościoła, wykonywanie po kolei czynności przed Eucharystią – przygotowanie kielicha, ampułek, ornatu, zapalenie świec oraz oświetlenia i czasem jeszcze wiele innych czynności, wpłynęły na mój wewnętrzny spokój. Świadomość przebywania w obecności Boga dyscyplinuje i człowiek stara się być lepszy na co dzień.

CZYTAJ DALEJ

Portugalia: kult Matki Bożej z Nazaré kandydaturą UNESCO

2020-01-27 18:28

[ TEMATY ]

Portugalia

UNESCO

Nazare

wikipedia.org

Portugalia przedstawi kandydaturę kultu Matki Bożej z Nazaré jako niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO. Kwestie związane z tą inicjatywą były przedmiotem trzydniowej debaty w portugalskim mieście Nazaré, na wschodnim wybrzeżu tego kraju.

W wydarzeniu, które zgromadziło wspólnoty wiernych oraz instytucje związane z kultem Matki Bożej z Nazaré, wzięli udział m.in. przedstawiciele zgromadzeń maryjnych, a także portugalscy biskupi oraz biskupi z Brazylii oraz kilku byłych portugalskich kolonii w Afryce. Jak poinformował kardynał patriarcha Lizbony Manuel Clemente, spotkanie odbywające się pod hasłem „Dzieląc się dziedzictwem. Wiara na świecie” służyło omówieniu kwestii złożenia kandydatury kultu Matki Bożej z Nazaré do władz UNESCO.

Spotkanie w Nazaré zbiegło się z peregrynacją uważanej za cudowną figurki Matki Bożej z Nazaré z bazyliki w brazylijskim mieście Belém, w stanie Pará, do Portugalii. Pochodząca z przełomu XVII i XVIII w. figurka Maryi odwiedziła m.in. klasztor Hieronimitów w Lizbonie.

Świątynia ku czci Matki Bożej w Nazaré jest najstarszym sanktuarium maryjnym Portugalii. Według legendy, do tej miejscowości w IV w. trafiła drewniana figurka Maryi, przyniesiona przez jednego z mnichów z Ziemi Świętej. Pierwszy kościół powstał w tej portugalskiej miejscowości w XII wieku.

CZYTAJ DALEJ

Batszewa Dagan: "Zabrali mi tę koronę i zrobili ze mnie inne, smutne, żałosne stworzenie"

2020-01-27 20:08

[ TEMATY ]

świadectwo

Auschwitz

Grzegorz Jakubowski

Po przemówieniu prezydenta Andrzeja Dudy, który zabrał głos podczas uroczystości upamiętniających 75. rocznicę wyzwolenia byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau, głos zabrani świadkowie tamtych tragedii, byli więzniowie obozu. Wśród czwórki Ocalałych byli: Elza Baker, Batszewa Dagan, Marian Turski i Stanisław Zalewski.

Batszewa Dagan

Nie miałam pasiaka, bo nie starczyło i dali mi mundur rosyjskiego żołnierza. (…) Co zrobili ze mną jeszcze oprócz numeru, który mi wytatuowali, który mam nadal? (…) Wydaje mi się, że najdotkliwszą dla mnie rzeczą na początku była utrata włosów - dawały mi poczucie bycia kobietą — powiedziała pani Batszewa. Szczegółowo opowiada swoją wstrząsającą historię.

Zobacz zdjęcia: 75. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau

Po moich chorobach dostałam się do komanda „Kanada”. Na górach różnych ubrań całego świata spotkałam fotografię moich nauczycieli z Łodzi, bo w 1944 roku była likwidacja getta łódzkiego —mówiła.

Co mi pomogło przeżyć? To, że sama zdecydowała się zrobić coś dla siebie i to co chcę, a nie to, co mi rozkazują. Nie byłam jednak wyzwolona 27 stycznia, ponieważ słyszeliśmy kanonadę rosyjskiej armii i wtedy nie miało miejsce wyzwolenie, tylko po prostu wygnali nas na marsz - podkreśliła.

„Kanada” miała jeden plus - tam mieliśmy co jeść. Co mogliśmy tam jeść? To, co ludzie przynieśli, bo powiedziano im, że jadą pracować i żeby zabrali ze sobą prowiant. Ten prowiant trafiał do „Kanady” — powiedziała.

Czy nauczanie tego tematu jest konieczne i możliwe? Na oba pytania mam odpowiedź - owszem, jest bardzo konieczne i możliwe — mówiła.

Elza Baker

To dla mnie zaszczyt, że mogę brać udział w tym historycznym wydarzeniu upamiętniającym 75. rocznicę wyzwolenia byłego obozu koncentracyjnego i zagłady przez Armię Czerwoną —powiedziała Elza Baker.

Była więźniarka była niezwykle poruszona, wrażenie wywarły na niej wypowiedziane chwilę wcześniej słowa żydowskiej byłej więźniarki Batszewy Dagan.

Poruszyły mnie pomimo tego, że ja sama byłam w Auschwitz, jako 8-letnia dziewczynka. Jest dla mnie zaszczytem być tu, wśród tylu osób, które tak bardzo wycierpiały; być może bardziej ode mnie — mówiła.

Baker dziękowała Polakom za utrzymywanie byłego obozu Auschwitz i za to, że uczynili z niego miejsce pamięci znane na całym świecie.

Sinti i Romów było tu wielu. Bardzo cierpieli, podobnie jak Żydzi — dodała.

Elza Baker nie była w stanie odczytać całego przemówienia. Była więźniarka ma problemy z wzrokiem. Jej słowa zostały odczytane.

W 1944 r., gdy byłam zaledwie ośmioletnią dziewczynką, zostałam zabrana ze swojego domu w Hamburgu i deportowana do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Jako że moja biologiczna matka była Sinti, naziści uznali mnie za Cygankę i uwięzili wraz z tysiącami innych Sinti i Romów w tzw. obozie cygańskim. Spośród 23 tys. więźniów +obozu cygańskiego+ zamordowanych zostało prawie 90 proc. — brzmiały słowa wystąpienia.

Jej zdaniem, „okrutnie niewyobrażalnym jest fakt, że obóz zagłady Auschwitz był tylko jednym z miejsc, gdzie dokonywano zbrodni przeciwko Sinti i Romom”.

W całej okupowanej przez nazistów Europie (…) byli mordowani w obozach bądź rozstrzeliwani przez oddziały egzekucyjne. Dziś wiemy, że ok. 500 tys. Sinti i Romów stało się ofiarami kampanii systemowej eksterminacji — wskazała.

Baker podkreśliła, że w Auschwitz doświadczyła masowego ludobójstwa.

Przed takimi elementami zbrodniczej infrastruktury, jak komory gazowe, czy krematoria usytuowane w niewielkiej odległości od utrzymywanego pod napięciem obozowego ogrodzenia, stały długie kolejki więźniów. Słyszeliśmy rozdzierające krzyki. (…) Widzieliśmy przepastny teren, a na nim otwarty ogień. Ja, 8-letnia dziewczynka, słyszałam jak dorośli rozmawiali, że musiał się skończyć gaz, skoro palili ludzi żywcem — brzmiało wspomnienie.

Elza Baker przebywała Auschwitz pół roku. Jak zaznaczyła, nawet współcześnie jest jej niezwykle trudno wracać tego miejsca. Podkreśliła, że na własnej skórze doświadczyła skutków prześladowań Cyganów; rasizmu.

Ja przeżyłam Auschwitz wyłącznie dzięki szczęściu oraz wielkodusznych czynach niektórych z moich towarzyszy niedoli —dodała.

Baker później została przetransportowana przez Niemców w bydlęcych wagonach do obozu koncentracyjnego Ravensbreuck.

Ocalona podkreśliła, że „przez dziesiątki lat po 1945 r. ludobójstwo na Sinti i Romach było w dużym stopniu ignorowane”. Z prywatnej inicjatywy Vinzenza Rose, jednego z pierwszych aktywistów ruchu praw obywatelskich Sinti i Romów, został w byłym obozie Birkenau wzniesiony pomnik upamiętniający ofiary tego narodu.

Była więźniarka z narodu Sinti powiedziała, że „ci, którzy zostali zamordowani, oraz ci, którzy przeżyli, nigdy nie mogą popaść w zapomnienie”.

Mam nadzieję, że to miejsce pamięci oraz muzeum będą działać przez wiele kolejnych lat jako ostrzeżenie, by chore ideologie oparte na takich zgubnych naukach, jak na przykład eugenika, nigdy więcej nie doszły do władzy — dodała.

Chciałabym powiedzieć jeszcze o jednej rzeczy, która jest mi bardzo bliska. W obecnych czasach, gdy różne grupy mniejszościowe znów nie mogą zaznać spokoju, mogę jedynie mieć nadzieję, że wszyscy opowiedzą się za demokracją i prawami człowieka — wskazała była więźniarka.

Elza Baker urodziła się w 1935 r. w Hamburgu. Po urodzeniu została adoptowana przez Augustę i Emila Matulatów. Jej biologiczna matka została sklasyfikowana przez nazistów jako „Cyganka”. W marcu 1943 r. została zabrana przez gestapo. Miała zostać przewieziona do Auschwitz, ale jej przybrany ojciec zdołał ją uwolnić. W kwietniu 1944 r. ponownie została zabrana i wysłana do Auschwitz. Spotkała tam czwórkę swoich biologicznych braci i sióstr. Przeżyła w obozie dzięki Romce Wandzie Fischer. 2 sierpnia 1944 r. z jedną z sióstr trafiła do KL Ravensbrueck.

Przybrany ojciec Elzy nieustannie próbował ją uwolnić. W końcu pozwolono mu zabrać dziewczynkę z obozu we wrześniu 1944 r. W 1963 r. wyemigrowała do Wielkiej Brytanii.

2 sierpnia ub.r. Elza Baker uczestniczyła w uroczystościach 75. rocznicy likwidacji przez Niemców tzw. obozu cygańskiego w Birkenau. Przyznała wówczas, że zajęło jej dziesiątki lat, by móc znowu mówić o swoim losie.

Dopiero w latach 90. XX w. znalazłam siłę, by skontaktować się z Centrum Dokumentacji niemieckich Sinti i Romów w Heidelbergu i opowiedzieć swoją historię. Po raz pierwszy mogłam mówić o strasznych doświadczeniach bez załamania. Nawet dziś jest mi trudno powrócić do Auschwitz — mówiła wówczas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję