Reklama

Niedziela Sandomierska

Dwa oblicza żałoby

2013-11-07 12:54

Niedziela sandomierska 45/2013, str. 4-5

[ TEMATY ]

żałoba

Graziako

Rzeczywistość żałoby jest z jednej strony powszechna, jak powietrze i ogólnie znana, a z drugiej jest czymś bardzo eterycznym, ulotnym, wręcz intymnym. Można ją przeżywać indywidualnie – po stracie bliskiej nam osoby, a można w grupie – gdy chodzi o żałobę narodową. Polacy mieli wiele okazji, by przeżywać tę ostatnią w sposób powszechny i niewyobrażalnie skondensowany. Tak było w okresiach powstań narodowych, po obu światowych wojnach, w stanie wojennym, a ostatnio po katastrofie smoleńskiej. Każdego 11 Listopada na grobach narodowych bohaterów płoną znicze pamięci.

Czym jest żałoba?

Wśród wielu ujęć tego stanu, zależnie od położonych akcentów, religijnych, psychologicznych, czy nawet społecznych, zauważyć trzeba, że jest to przeżywanie i uzewnętrznienie bólu po stracie bliskiej osoby. Realizuje się ona jako proces wielu doznań rozciągniętych w czasie. Uwidacznia się też jako czas modlitwy za tych, których zabrała śmierć i refleksji nad własnym życiem, jego sensem i celem. To doświadczenie utraty jest swoistą wyrwą we własnym człowieczeństwie. Ubytkiem, z którym przynajmniej przez pewien czas nie da się i nie powinno się żyć jak poprzednio.

Czas żałoby to pewien proces, który obejmuje różne stany i napięcia w ludzkiej uczuciowości. Żałoba uczy dystansu do siebie i właściwej miłości własnej, odsłania nasze osierocenie po stracie bliskich, pozwala odkryć głębię sensu istnienia oraz wartość Boga w naszym życiu i nadziei zmartwychwstania.

Reklama

Z racji posługi katechetycznej kapłani często są pytani o czas trwania żałoby. O ile istnieją pewne prawne uregulowania dotyczące żałoby narodowej, to w kwestii czasu żałoby osobistej takich reguł prawnych nie ma. Kościół nie daje tutaj jakichś zasad ani w Prawie Kanonicznym, ani w Katechizmie. Czas żałoby wynika jedynie ze zwyczaju. Można przyjąć uogólnienie, że jeżeli utracona osoba była bardzo bliska, to żałoba trwa zazwyczaj rok, a jeżeli relacja ze zmarłym była mniej zażyła, to krótszy okres. Dla zdrowia psychicznego ważne jest, by ten czas przeżyć należycie. Wiele osób, poza noszeniem żałobnego stroju, czy powstrzymaniem się od udziału w weselach, zabawach i innych formach rozrywki, podejmuje w tym czasie intensywniejsze życie religijne. Uczestniczą częściej, nawet codziennie we Mszy św., korzystają z częstej spowiedzi i Komunii św., bardzo często odwiedzają grób zmarłej osoby i podejmują rozmaite praktyki pomocy zmarłym. Zapewne trzeba unikać pojawiających się współcześnie zachowań świadczących o odczłowieczeniu, w których przechodzi się po utracie bliskich do postaw jak gdyby nic się nie stało.

Gdy płacze naród

Znamienną dla cywilizowanych społeczeństw, nawet tak wielokulturowych jak USA, jest instytucja żałoby narodowej. W Polsce jest ona wprowadzana na podstawie art. 11 Ustawy z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych. „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej może, w drodze rozporządzenia, wprowadzić żałobę narodową na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Rozporządzenie w szczególności powinno określać przyczyny wprowadzenia oraz czas trwania żałoby narodowej, uwzględniając uwarunkowania kulturowe i historyczne oraz przyjęte w tym zakresie zwyczaje. W czasie trwania żałoby narodowej flagę państwową opuszcza się do połowy masztu”. Historycy obliczają, że od 1918 r. żałobę narodową ogłaszano 25 razy, z czego 15 razy po 1989 r.

Po raz pierwszy wprowadzono ją w 1924 r. po śmierci w USA prezydenta Wilsona, który w swoim pokojowym programie postulował utworzenie państwa polskiego z dostępem do morza. Naturalnie przyjęto żałobę narodową ogłoszoną po śmierci Józefa Piłsudskiego w dniach 16-18 maja 1935 r. Podejmowano ją nawet w czasie II wojny światowej, np. po śmierci gen. Władysława Sikorskiego w katastrofie gibraltarskiej. Trwała w okresie 7 lipca – 1 sierpnia i była najdłuższą w najnowszej historii Polski. Polacy niechętnie, a często z nieukrywanym dystansem przyjmowali decyzje władzy ludowej, o faktach narodowej żałoby, które wiązały się z honorowaniem osób traktowanych jako narzucone Narodowi. Spośród czterech decyzji o żałobie w PRL-u, tylko tę związaną ze śmiercią Prymasa kard. Wyszyńskiego w dniach 28-31 maja 1981 r. Polacy przeżywali naturalnie głęboko ze względu na niekłamaną miłość do swojego Pasterza. Decyzję o jej ogłoszeniu podjęto na Komisji Wspólnej Episkopatu i Rządu. Władza ludowa nie ogłaszała żałoby narodowej po różnych tragicznych wydarzeniach losowych czy politycznych, by nie dawać sposobności do patriotycznych manifestacji. W 2005 r. decyzję o żałobie narodowej podjęto aż trzykrotnie: 5 stycznia ze względu na tsunami na Oceanie Indyjskim – około 290 tys. ofiar, po śmierci Jana Pawła II – od 3 do 8 kwietnia oraz 14 lipca po zamachu w Londynie, gdzie zginęły 52 ofiary, w tym 3 Polaków. W dniu 10 kwietnia 2010 r. ogłoszono wielodniową żałobę, której przyczyną była katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem, w której zginął Prezydent RP i 95 innych osób.

Warto, w związku z przeżywaną 150. rocznicą wybuchu Powstania Styczniowego, zauważyć, że żałoba narodowa nie jest wydarzeniem najnowszej historii Polski. Czas utraty niepodległości w czasie rozbiorów, a także restrykcje związane z próbami jej odzyskania zrodziły manifestację uczuć narodowych w takiej właśnie formie. Przed Powstaniem Polki nosiły ciemne suknie, a po nim żałoba stała się czymś obowiązkowym i wyrażała się dodatkowo w noszonej patriotycznej biżuterii. Nawiązywała ona w swych kształtach do kajdan, łańcuchów jako symboli zniewolenia. Używano symboli narodowych i religijnych takich jak krzyż, serce i kotwica, które oznaczają wiarę, nadzieję i miłość. Ozdoby wykonywano ze zwykłego metalu, laki lub drewna, a następnie malowano je na czarno. Biżuteria była prosta, gdyż tę ozdobną i wartościową wyprzedano dla zdobycia broni i organizacji Powstania. Żałoba narodowa wykreowała nawet pewien styl w modzie. Ten okresowy trend był tylko formą tego co dla człowieka stałe w jego duchowości i czego domaga się miłość do siebie, bliźnich, Ojczyzny i Boga.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Psycholog: brakuje w nas przestrzeni do rozmawiania o śmierci

2019-11-02 11:29

[ TEMATY ]

wywiad

śmierć

żałoba

psychologia

Graziako

Często po śmierci kogoś bliskiego powstają w nas emocje, które mogą być społecznie nieakceptowalne. Brakuje w nas przestrzeni do rozmawiania o przemijaniu – powiedział w rozmowie z KAI Paweł Grochocki, psycholog zajmujący się problematyką żałoby i śmierci oraz śpiewak tradycyjnych pieśni pogrzebowych.

Damian Burdzań (KAI): Najnowsze badania pokazują, że średniowieczne wołanie „Memento mori” nie straciło na aktualności. Co trzeci Polak nigdy nie myślał o śmierci…

Paweł Grochocki: Wcale mnie to nie dziwi. Dla mnie zajmowanie się śmiercią jest zajmowaniem się życiem, ale paradoksalnie ludzie coraz mniej zajmują się śmiercią, bo coraz mniej żyją. Żeby zastanowić się nad przemijaniem trzeba złapać oddech. Nie chcę tutaj przesadnie krytykować konsumpcjonizmu i materializmu, ale ciągle jesteśmy trochę obok tego życia, ciągle szukamy nowych bodźców, z jednego serwisu VOD przechodzimy na platformę do słuchania muzyki. Brakuje w nas przestrzeni do rozmawiania o przemijaniu, przez co często uciekamy w dwie skrajności: albo idziemy w stronę wulgaryzacji śmierci i jej widowiskowości, co dobitnie pokazuje liczba wyświetleń pod filmem przedstawiającym śmierć przywódcy Państwa Islamskiego, albo próbujemy śmierć obśmiać.

Czyli brak refleksji nad śmiercią jest nie tyle ze skrywanego lęku, ile z pewnego zaniedbania?

- Lęk przed śmiercią towarzyszy nam przez całe życie i mamy wiele rodzajów tego lęku. Przed śmiercią własną, rodziców, partnera, dziecka, przed cierpieniem własnym lub cudzym, przed unicestwieniem, przed tym, że istnieje życie pośmiertne albo wprost przeciwnie, że go nie ma. Te lęki mogą włączać się i wyłączać na różnych etapach życia. Zdrowy lęk jest wtedy, gdy zamiast wzbudzać trwogę i niemożność, jest uświadomiony, pobudza i kontaktuje nas z ważnymi dla nas potrzebami i wartościami

- Trudno jest uświadamiać sobie słuszność lęku przed śmiercią, kiedy w dzieciństwie się o tym nie rozmawia…

- Często jestem pytany o to, jak rozmawiać z dziećmi o śmierci. Możemy skorzystać z tego jak działa przyroda, chociażby pory roku pokazują jak wygląda przemijanie, albo spotkane na spacerze zdechłe zwierzę. Można obok niego przejść udając, że się go nie widzi, można też kazać dziecku odwrócić wzrok. Próbując w ten sposób chronić małego człowieka, pozostawimy w nim pytanie bez odpowiedzi.

- Wbrew temu co nam, dorosłym, się wydaje, dzieci widzą i słyszą wszystko co my robimy.

- Ogromnie wierzę w mądrość dzieci, dlatego zamiast samemu decydować czy zabierać dziecko na pogrzeb warto się spytać, po wcześniejszym wytłumaczeniu czym ten obrzęd jest, czy chciałoby wziąć w nim udział. I proszę nie traktować tej odpowiedzi jako ostatecznej. Kiedy dziecko pięć minut przed wyjściem z domu, czy dwa metry przed kościołem, rozmyśli się, to musimy uszanować jego emocje. Widząc płacz i smutek ludzi wokół, może sobie z tym nie poradzić. Musimy znaleźć w sobie tę przestrzeń dla mówienia o śmierci, by szczerze odpowiedzieć dziecku, że serce np. babci już nie bije, a także przekazać wartości, w które sami wierzymy, jak chociażby wiara w niebo.

- Ewentualnie, można powiedzieć, że babcia śpi…

- Wtedy nie dziwmy się, że dziecko nie będzie chciało kłaść się do łóżka. Albo inny eufemizm, że babcia poszła do szpitala i coś jej się tam stało. Może to poskutkować tym, że jeśli przyjdzie potrzeba podjęcia leczenia w szpitalu, nasza latorośl wpadnie w histerię. Czasami też słyszę o tym, jak kogoś w dzieciństwie podniesiono do otwartej trumny i kazano mu pocałować zwłoki na pożegnanie. Jeśli nie było przyzwolenia ze strony dziecka, to jest to pewna forma agresji wobec niego. Opisujmy rzeczywistość taką, jaka ona jest, używając do tego odpowiednich narzędzi.

- Czy takim narzędziem może być śpiew pieśni pogrzebowych?

- Początkowo nie traktowałem mojego zainteresowania wiejskimi pieśniami pogrzebowymi w kategoriach metody, raczej jako ratowania czegoś, co dotychczas było powszechną tradycją. Dzisiaj zauważam wielką potrzebę uwolnienia głosu, i wcale nie chodzi mi o funkcję estetyczną. Źródło tych pieśni wynika z potrzeby upływu emocji i ekspresji głosowej. Te pieśni udrażniały to, co siedziało w uczestnikach. Dobry śpiewak wiedział, kiedy repertuarem podkręcić atmosferę albo ją rozluźnić. To w pewien sposób fenomen, że istnieją pieści pogrzebowe oparte na rytmie trójkowym, czyli oberkowym, albo pieśni durowe, jasne, radosne. Zdarza mi się pracować głosem, jeśli chodzi o wykrzyczenie tego, co siedzi w ludziach przeżywających żałobę. Często pojawiają się w nich emocje, na przykład złość na kogoś, kto zginął w wypadku.

- Pretensje do ofiary wypadku?

- Emocje nie są racjonalne, a często po śmierci kogoś bliskiego powstają w nas emocje, które mogą być społecznie nieakceptowalne, jak właśnie złość na zmarłego. W naszej kulturze istnieje zasada, by o zmarłym mówić dobrze albo wcale. Natomiast jeśli kobieta traci z dnia na dzień męża, bo ten pojawił się w złym miejscu i w złym czasie, to ona ma prawo czuć złość lub opuszczenie. Osobie, która zostaje, zawala się świat, i to nie tylko w znaczeniu utraty bliskiej osoby, ale czasami też stabilności finansowej. Z tym, co w nas powstaje, musimy coś zrobić, bo prędzej czy później to z nas wyjdzie, chociażby w formie objawów depresyjnych czy dolegliwości psychosomatycznych.

- Co jeszcze pojawia się w osobach przeżywających żałobę, czego się wstydzą?

- Kiedy umiera bliska osoba, która długo cierpiała, mamy prawo czuć ulgę, a nawet i radość. Często ukrywamy nasze intencje w sformułowaniu „przynajmniej już nie cierpi”. Jasne, jeśli chodzi o perspektywę zmarłego, zupełnie się zgodzę, ale pod spodem czuć komunikat „mam już spokój”. Nawet to, że osoba w żałobie ma prawo czuć smutek, też jest coraz bardziej podważane. Szczególnie widać to w życiu zawodowym, gdzie teamy mają swoje targety i deadline’y. Człowiek przeżywający stratę powinien mieć prawo czasami się zawiesić, czy być mniej efektywny.

- Czego najbardziej oczekują od otoczenia osoby po stracie?

- Normalności. Tyle i aż tyle. Aby nie odwracać wzroku, aby nie bać się mówić „dzień dobry, jak zdrowie?”. Często boimy się składać kondolencje, bo nie wiemy jak powiedzieć, że jest nam przykro z powodu czyjejś śmierci. Za tym zaś stoi znowu nasz lęk przed śmiercią lub nieumiejętność przyjmowania smutku drugiej osoby, towarzyszenia jej w tym.

- Czy osoby, którym pomagasz pytają Cię, jak wygląda niebo?

- Często słyszę pytanie „dlaczego Boże?”, które dla mnie jest pytaniem o sens straty. To normalne, że katolicy zadają sobie pytanie o to, czy ich bliski zmarły jest w niebie, czy gdzieś indziej, ale ja nie jestem specem od Pana Boga. Nie znaczy to, że dwie płaszczyzny się wykluczają, a wręcz przeciwnie. Perspektywa psychologiczna i teologiczna mogą się wzajemnie wspierać. Dlatego nie mam nic przeciwko współpracy z kierownikiem duchowym.

***

Paweł Grochocki – psycholog, psychotanatolog, specjalista muzykoterapii, śpiewak. Twórca Lubelskiego Komitetu Pożegnalnego, zajmującego się wykonywaniem tradycyjnych pieśni pogrzebowych. Inicjator corocznych Zaduszkowych Zgromadzeń Śpiewaczych. Uczeń Jana Wnuka ze Zdziłowic i Genowefy Lenarcik ze Słotwin. Uczestnik wielu projektów etnograficznych.

CZYTAJ DALEJ

Watykan: zakończono prace nad rewizją Księgi VI Kodeksu Prawa Kanonicznego

2020-01-24 17:59

[ TEMATY ]

Watykan

prawo kanoniczne

kary w Kościele

Vatican News

Papieska Rada ds. Tekstów Prawnych zakończyła rewizję Księgi VI Kodeksu Prawa Kanonicznego (KPK) z 1983, mówiącej o sankcjach i karach w Kościele.

Obecnie biskupi i przełożeni generalni zakonów i zgromadzeń zakonnych będą mieli zmniejszony margines tajności i dyskrecji w decydowaniu o nakładaniu kar kanonicznych na duchownych winnych przestępstw.

Prace nad rewizją tej części KPK trwały ponad 10 lat, a uczestniczyli w nich także przedstawiciele różnych Episkopatów, wyżsi przełożeni zakonni oraz liczni eksperci. Nowe ujęcie niektórych przepisów dotyczy różnych rodzajów przestępstw: od atakowania jedności Kościoła i godności sakramentów po wykorzystywanie seksualne nieletnich przez duchownych.

Hiszpańska gazeta „Vida Nueva” zapowiedziała, iż zmiany w Kodeksie Prawa Kanonicznego będą przedmiotem obrad posiedzenia plenarnego Papieskiej Rady w lutym br. Po bardzo prawdopodobnym zatwierdzeniu jej przez to gremium nowy tekst otrzyma do przejrzenia Franciszek. I to do papieża będzie należało oficjalne ogłoszenie nowego brzmienia tej części Kodeksu, która z tą chwilą zacznie obowiązywać w całym Kościele.

„Intencją tych zmian jest przypomnienie, że na biskupie, oprócz przepowiadania i innych jego zadań, ciąży też obowiązek czuwania nad dyscypliną prawną w Kościele w swej diecezji. Jeśli opóźnia on podejmowanie decyzji i nie stosuje kar, niektóre sprawy pogarszają się, wdaje się «gangrena» i w końcu jedynym wyjściem jest wydalenie [winnego] ze stanu kapłańskiego” – powiedział hiszpańskiej gazecie sekretarz Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych, bp Juan Ignacio Arrieta.

Wyjaśnił, że rewizja ma za zadanie właśnie „zapobiegać takim sytuacjom” i pragnie, aby „władze kościelne podejmowały środki, które w takich sytuacjach mogą mieć charakter kar, aby przywrócić sprawiedliwość i aby winny naprawił swe życie, a nie doprowadzał do sytuacji, w których trzeba stosować środki skrajne i ostateczne”.

Przygotowane obecnie zmiany winny zmniejszyć tajność w sprawach karnych ze strony biskupa diecezjalnego lub przełożonego zakonnego, który dotychczas „znajdował się w sytuacji bardzo trudnej”. Teraz dla odmiany jest jasne, że „ma uciec się do sankcji i jaka ona ma być, z uwzględnieniem okoliczności łagodzących lub obciążających” – oświadczył biskup. Zwrócił uwagę, że w świetle nowych przepisów niektóre kary, które dotychczas miały charakter fakultatywny, obecnie stają się obowiązkowe, np. w razie powtórzenia się danego przestępstwa. Ożywią one także procesy administracyjne, aby przyspieszyć działanie wymiaru sprawiedliwości, przewidując przy tym sankcje dla biskupów i przełożonych zakonnych, zwlekających ze stosowaniem kar wobec sprawców.

Jednocześnie bp Arrieta przestrzegł przed „demonizowaniem prawa karnego”, dodając, że obecna reforma dąży do zmiany myślenia w Kościele katolickim tak, aby prawo to było postrzegane nie jako „coś negatywnego”, ale jako jeszcze jeden sposób duszpasterskiego zarządzania Kościołem, „aby pomagać ludziom”.

Inny duchowny, ks. Eduardo Baura, profesor prawa kanonicznego na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie, wskazał, że „kary kanoniczne chcą poprawić przestępcę, usunąć skandal i przywrócić sprawiedliwość”. Zauważył, że są pewne działania o szczególnie dużej szkodliwości dla Kościoła, a których społeczeństwo cywilne nie karze, ale na które trzeba odpowiadać i prawo karne „próbuje chronić wspólnotę”.

Sekretarz Papieskiej Rady wskazał ponadto, że nowa redakcja Księgi VI nie zmienia całego Kodeksu, ale uwzględnia całe ustawodawstwo, zatwierdzone w ostatnich latach przez św. Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka nt. przypadków pedofilii w Kościele.

„Sprawa ta sprowadza się do dwóch kanonów, bardzo zwięzłych i obejmujących wszystkie aspekty: wiek [ofiar], kary, obowiązek informowania o takich przypadkach. Wszystkie te wymagania zawierają obecne normy” – stwierdził bp Arrieta. Dodał, że istnieją ponadto normy szczególne, pozostające w zgodzie z KPK.

CZYTAJ DALEJ

Święty Krzyż: oblaci świętowali 204. rocznicę powstania swojego zakonu

2020-01-25 17:37

[ TEMATY ]

Święty Krzyż

oblaci

Jakub Hałun/ pl.wikipedia.org

Oblaci wraz z pracownikami i podopiecznymi Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej świętowali 204. rocznicę powstania Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Uroczystość odbyła się w liturgiczne święto nawrócenia świętego Pawła Apostoła, 25 stycznia w sanktuarium na Świętym Krzyżu.

Świętokrzyska wspólnota Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej podczas wspólnej modlitwy z pracownikami i podopiecznymi Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej z Nowej Słupi dziękowała Bogu przy relikwiach swego założyciela św. Eugeniusza de Mazenoda, za swoje zgromadzenie zakonne oraz za wszystkich przyjaciół misji oblackich, honorowych oblatów oraz dobrodziejów sanktuarium i klasztoru.

Uroczystej Mszy św. przewodniczył o. Sławomir Dworek OMI, wikariusz prowincjalny i mistrz nowicjatu. Homilię wygłosił o. Dariusz Malajka OMI, rektor świętokrzyskiej bazyliki, który nawiązując do liturgicznego święta Nawrócenia Pawła Apostoła zwrócił uwagę na to, że dzisiaj dla Kościoła powszechnego jest bardzo ważne nawrócenie św. Pawła oraz równie ważna dla oblatów jest także rocznica założenie ich wspólnoty zakonnej.

– Wpatrując się w dwie postaci, które Kościół nam dziś przedstawia, nie pytaj siebie, co potrzeba światu. Zapytaj się co i kto ożywia ciebie. I idź, ponieważ światu potrzeba ludzi żywych! A w moim sercu - nowicjusza, brata zakonnego, kapłana – oblata, a także męża, żony, ojca, matki, dziecka, młodego człowieka, babci, dziadka - kto żyje? Kto i co ożywia moją codzienność? Obyśmy wszyscy mogli powtórzyć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus!” – mówił o. Dariusz Malajka OMI.

Po Eucharystii zebrani ucałowali relikwie św. Eugeniusza de Mazenoda. We wspólnej modlitwie uczestniczyli również m.in.: ks. Andrzej Górnik – proboszcz parafii w Nowej Słupi; o. Jan Wlazły OMI, dyrektor sekretariatu powołań w Poznaniu wraz z młodzieńcami i braćmi juniorystami oraz przedstawiciele władz Miasta i Gminy Nowa Słupia.

W liturgiczne święto nawrócenia świętego Pawła Apostoła, mija 204. rocznica powstania Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, które m.in. od 84. lat posługuje w najstarszym polskim sanktuarium na Świętym Krzyżu. Założycielem był Eugeniusz de Mazenod, który wraz z pierwszymi towarzyszami 25 stycznia 1816 roku zamieszkał w starym, pokarmelitańskim klasztorze w Aix, na południu Francji.

W Polsce aktualnie oblaci są obecni w 21 placówkach: Poznaniu, Obrze, Świętym Krzyżu, Bodzanowie, Gdańsku, Gorzowie Wielkopolskim, Grotnikach, Iławie, Katowicach, Kędzierzynie-Koźlu, Kodniu, Laskowicach, Lublinie, Lublińcu, Kokotku, Opolu, Siedlcach, Warszawie, Wrocławiu, Łebie i Zahutyniu. Dom Prowincjalny znajduje się w Poznaniu. W Obrze znajduje się Wyższe Seminarium Duchowne, a na Świętym Krzyżu - Nowicjat.

W tym roku Polska Prowincja Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej przeżywa jubileusz 100 – lecia obecności na polskiej ziemi. Liczy ponad 400 członków pracujących w Polsce a także Kanadzie, Francji, Ukrainie, Białorusi, Rosji, Syberii, Turkmenistanie, Kamerunie, Madagaskarze i Skandynawii.

Święty Krzyż to najstarsze polskie sanktuarium. Przechowywane są w nim relikwie Drzewa Krzyża Świętego. Opactwo benedyktyńskie zainicjował tu Bolesław Chrobry w 1006 r. Obecnie opiekę nad nim sprawuje Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję