Reklama

Kryzys w rodzinie czy kryzys rodziny?

2013-12-03 15:58

Abp Józef Michalik
Niedziela Ogólnopolska 49/2013, str. 28-29

lorenkerns / Foter.com / CC BY

Księże Arcybiskupie, 12 października 2013 r. odbyła się połączona sesja Rady Duszpasterskiej i Rady Społecznej Archidiecezji Przemyskiej na temat „Wiara w rodzinie”. Jakie motywy powodowały Księdzem Arcybiskupem, aby wyznaczyć taki temat, i jakie konstatacje dla pasterskiej posługi wynikły z tego spotkania?

Ks. Zbigniew Suchy



Na początku krótkie sprostowanie: to nie biskup wyznacza temat kolejnych spotkań rad archidiecezji, ale poszczególne rady podczas swoich spotkań sugerują, jaki temat będzie przedmiotem ich zainteresowania podczas kolejnej sesji. Jednak osobiście bardzo się ucieszyłem, że ten właśnie temat uznano za istotny.

Reklama

Było to bardzo pouczające spotkanie. W swoim interesującym wystąpieniu prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Przemyskiej – p. Kazimierz Kryla przedstawił pewien socjologiczny obraz współczesnej rodziny. Myślę, że warto spojrzeć na niektóre wskaźniki, o których mówił.

Prawda statystyki

„W badaniach statystycznych CBOS z 2008 r., w porównaniu z sytuacją z 1996 r., prawdopodobne przyczyny odkładania decyzji młodych ludzi o małżeństwie uległy istotnym zmianom. To już nie trudności materialne czy problemy mieszkaniowe, jak w badaniu z 1996 r., stanowią – zdaniem Polaków – podstawowy powód przedłużającego się panieństwa czy kawalerstwa, ale raczej czynniki psychologiczne oraz prowadzony tryb życia, związany chociażby ze sferą zawodową (zwłaszcza w przypadku współczesnych kobiet). Badania wskazują, że kobiety odkładają decyzję o małżeństwie z powodu obawy, że będzie ono nieudane lub że pokrzyżuje ich plany zawodowe. 36 proc. osób jest przeświadczonych, że kobiety, które mogłyby założyć rodzinę, nie podejmują decyzji o małżeństwie, ponieważ wybierają tzw. wolność. Mężczyźni wybierają «życie bez zobowiązań» (53 proc.) lub deklarują «brak gotowości do podjęcia obowiązków» (37 proc.). Zmienia się na niekorzyść także społeczne przyzwolenie na odkładanie przez młodych ludzi – z różnych względów – decyzji o zawarciu małżeństwa lub na niezdecydowanie się przez nich na założenie rodziny. Ponad połowa ankietowanych (57 proc.) akceptuje tego typu postawy.

Zmiany w obyczajowości skutkują zmianą postaw. Do języka wkradły się pojęcia «singla» i «singielki», wiodących niezobowiązujący tryb życia, który sprowadza się do robienia szybkiej kariery, skupiania się na własnych potrzebach, na konsumpcji i wypełnianiu czasu przyjemnościami. Konsekwencja obyczajowych fascynacji widoczna jest w statystykach. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku kobiety chętnie wychodziły za mąż w wieku 22 lat, a mężczyźni – 24, natomiast w 2007 r. średnia dla mężczyzn przekroczyła już 27 lat, a dla kobiet – 25. Przesunęła się także granica wieku, w którym panie decydują się na macierzyństwo. W 2000 r. było to ok. 27 lat, a w 2007 r. już rok więcej.

Co trzeci respondent (33 proc.) wychodzi z założenia, że najważniejszy jest ślub kościelny, który niesie ze sobą skutki prawne, czyli tzw. konkordatowy. Jednak niemal tyle samo osób (32 proc.) uważa, że tak naprawdę rodzaj ślubu jest bez znaczenia, a decyzja o nim powinna należeć wyłącznie do osób, które zawierają związek małżeński. W badaniach czynnikiem, który w największym stopniu wpływa na opinie respondentów w tej kwestii, jest poziom religijności mierzony częstotliwością uczestnictwa w praktykach religijnych. Osoby praktykujące kilka razy w tygodniu najczęściej (53 proc.) twierdzą, że najważniejszy jest ślub kościelny ze skutkami prawnymi. Taka opinia przeważa również wśród praktykujących raz w tygodniu (42 proc.). Ci, którzy mniej regularnie uczestniczą w nabożeństwach i spotkaniach religijnych, pozostawiają pobierającym się decyzję o rodzaju ślubu. Autonomię w tej kwestii szczególnie mocno akcentują respondenci w ogóle niepraktykujący religijnie: dwie trzecie z nich (65 proc.) sądzi, że rodzaj ślubu nie ma istotnego znaczenia”.

Potrzeba refleksji, modlitwy i działania

Wobec takiego obrazu zapatrywań współczesnego człowieka na rodzinę potrzebne są głębsze refleksje i działania. Na pierwszy plan wybija się potrzeba wewnętrznej formacji zarówno tych, którzy zamierzają wstąpić w związek małżeński, jak i tych, którzy już w małżeństwie trwają. W swoich ostatnich wystąpieniach Ojciec Święty Franciszek w sposób dość obrazowy – co jest dość charakterystyczne dla jego przemówień – wskazał na modlitwę jako drogę zachowania wierności Panu Bogu. Ci, którzy śledzą jego wypowiedzi, pamiętają owe słowa skierowane do małżonków, że mogą się oni kłócić, nawet tłuc talerze, ale niech nigdy wieczorem nie kładą się do snu bez przeproszenia i wspólnej modlitwy. W podobnym tonie wypowiadał się w czasie homilii 13 października, w dniu zawierzenia świata Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Trzy słowa: proszę, dziękuję, przepraszam są siłą, która cementuje małżeństwo i pozwala mu się właściwie rozwijać.

Drugim lekarstwem jest tworzenie wspólnoty. Wrogowie zdrowego małżeństwa niemal spontanicznie organizują się w stowarzyszenia i związki, promując zachowania nakłaniające do przyjęcia różnych laickich ideologii. Obserwacja czyniona chociażby w czasie wizytacji ujawnia pewien niepokojący symptom. Coraz mniej ludzi uczestniczy w tym ważnym dla parafii wydarzeniu. Ponieważ wizytacja kanoniczna zwykle wiąże się z udzieleniem sakramentu bierzmowania, nierzadko zdarza się, że w świątyni są jedynie zainteresowani. Bp Adam Szal doliczył się w parafii, do której należy 1000 wiernych, zaledwie 180 uczestników liturgii eucharystycznej. Następuje swoistego rodzaju zatomizowanie wspólnoty kościelnej, co sprawia, że zamknięta w domu przed telewizorem rodzina przesiąka treściami, które promuje się w telewizyjnych programach. Brak kontaktu z innymi ludźmi, brak rozmów na ważne tematy powoduje, że ludzie nie mają okazji skonfrontować swoich – czasem błędnych i zmanipulowanych – poglądów z innymi.

Prognostyki nie są optymistyczne. Oto w parafii, w której jeszcze do niedawna było ponad 80 ministrantów, w niedzielę 13 października na Sumie posługiwał zaledwie 1, a ogólna liczba ministrantów zmniejszyła się do 15. Nie wszystko można tłumaczyć tylko demografią. Należałoby zapytać: Dlaczego już dzieci ze szkoły podstawowej nie uczęszczają na niedzielną Eucharystię? Pewnie jedną z przyczyn jest to, że i rodzice coraz częściej zwalniają się z obowiązku (i przywileju!) świątecznej Mszy św. W naszej diecezji, jak podał Dyrektor Wydziału Nauki Katolickiej, na 90 proc. katechizowanych aż 40 proc. nie uczestniczy w niedzielnej Eucharystii.

Społeczne skutki emigracji

Kolejną sprawą, która niepokoi, jest dezintegracja rodziny. Warunki w naszej Ojczyźnie sprawiają, że następuje masowa emigracja. Szczęśliwie – o ile można użyć takiego słowa – czasami jest to emigracja całych rodzin, ale w przeważającym procencie emigrują sami mężczyźni-ojcowie oraz kobiety-matki. Dziecko czuje się osamotnione, brakuje mu wsparcia jednego z rodziców. Potrzeba bliskości z ojcem i matką w poszczególnych okresach rozwoju dziecka jest bardzo silna i kiedy nie jest zaspokojona, dziecko staje się bardziej kruche i narażone na niebezpieczeństwo ze strony ludzi, którzy uczą je życiowego cynizmu lub mogą jego ufność bezwzględnie i okrutnie wykorzystać. W tym właśnie znaczeniu wypowiedziałem słowa, które, wyrwane z kontekstu, spowodowały taką burzę krytyki. Masowa emigracja, a co za tym idzie – rozbicie polskich rodzin, jest dziś faktem, który, niestety, został już zaakceptowany przez opinię publiczną, co świadczy o społecznej chorobie w dziedzinie wartości. Przyczyn jest wiele. Często bywa to skutkiem długoletniej, złej polityki rządu i jeżeli ona się nie zmieni, ten dramat będzie się pogłębiać. Potrzebne jest powszechne obudzenie woli przemiany, poczynając od strukturalnych działań, aby umożliwić ludziom w naszym kraju życie w pełnych rodzinach.

Stop pornografii w Internecie!

Świeccy członkowie rad duszpasterskiej i społecznej wystosowali także apel o przeciwdziałanie powszechnej dostępności do pornografii w Internecie. Warto postawić pytanie o rosnącą liczbę portali i forów internetowych, na których prowadzi się rozmowy na tematy seksualne, a dziewczyny rozbierają się przed kamerami internetowymi. Wiele nieszczęść związanych z pedofilią znajduje swój początek na tychże forach. Warto przemyśleć ów apel przemyskich uczestników Rady Społecznej i Rady Duszpasterskiej:

„Jako członkowie Rady Duszpasterskiej i Społecznej Archidiecezji Przemyskiej uznaliśmy za naszą powinność wsparcie słów Pasterzy odnoszących się do toczonej walki z Kościołem, inspirowanej przypadkami zjawiska pedofilii. Jako rodzice mamy głębokie pragnienie przekazania naszym dzieciom właściwego spojrzenia na dar ludzkiej płciowości, która jest wielkim bogactwem osoby ludzkiej, wówczas gdy jest odpowiednio rozumiana. Korzystanie z niej powinno uwzględniać integralny wymiar osoby ludzkiej oraz wiekowe doświadczenia pokoleń. Z niepokojem dostrzegamy podejmowane, a nawet intensyfikowane, próby niwelowania naszych wysiłków. Jednym ze szczególnie groźnych zjawisk jest postępujący proces epatowania seksem. Silny trend niwelujący wszelkie reguły moralne rządzące tą sferą życia ludzkiego oprócz miło brzmiących słów o wolności ma również ciemną stronę. Zwalczanie patologii, takich jak pedofilia wymaga zmierzenia się z ich faktycznymi przyczynami. Jedną z nich jest zupełnie niekontrolowany dostęp do pornografii w Internecie. Apelujemy do Pana Marka Biernackiego, ministra sprawiedliwości, by zrealizował zapowiadane ograniczenie rozprzestrzeniania się pornografii drogą internetową. To pornografia powoduje szczególnie demoralizujące skutki. Nie jest przypadkiem, iż w większości informacji o ujęciu pedofila w następnym zdaniu pojawia się również kolejna – o zabezpieczeniu przez policję na jego komputerze olbrzymich ilości treści pornograficznych. Zrealizowanie zapowiedzi Pana Ministra stałoby się milowym krokiem dla zwalczania skutku w postaci pedofilii. Konieczność ochronienia zwłaszcza dzieci i młodzieży przed internetową pornografią jest powszechnie dostrzegana. Niedawno wiele o tym mówił premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Seksualne skandale, które wstrząsnęły w ostatnim czasie opinią publiczną w Polsce, sprawiają, iż musimy się z tym problemem zmierzyć również w naszym kraju – o ile chcemy faktycznie rozwiązać problem, a nie jedynie wykorzystywać ujawnione przypadki patologii dla wywołania sensacji”.

Rodzina to bardzo delikatna, żywa komórka, która wymaga troski ze strony wszystkich podmiotów społecznych w kraju. Zachęcam zatem do włączania się w akcje inicjowane przez rodziców, którzy walczą z ideologią gender, promującą rozbudzanie seksualności dzieci już od wieku przedszkolnego. Rodzice ci słusznie walczą o prawo rodziny do wychowania dzieci według wyznawanych przez siebie wartości. Sprawie będzie w stanie zaradzić przebudzenie ludzi świeckich, którzy nie tylko wesprą Kościół i jego pasterzy w walce o zdrowe rodziny i bezpieczeństwo dzieci, ale sami podejmują już liczne inicjatywy indywidualne i zbiorowe, aby obronić tylko im przynależne prawo do wychowania własnych dzieci. Tych inicjatyw jest już w Polsce wiele.

Tagi:
komentarz

Reklama

Wątpliwości wokół sprawy Szymonka

2019-06-19 10:59

Dr Błażej Kmieciak - dyrektor Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris

Śmierć dziecka wywołuje w pełni zrozumiałe reakcje emocjonalne. Tym bardziej, w celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości, konieczne jest odwołanie się do ustalonych faktów, w tym zwłaszcza wiedzy medycznej oraz informacji dotyczącej poszanowania bądź też naruszenia praw dziecka jako pacjenta oraz jego rodziców.

Analizując sprawę 11-miesięcznego Szymonka leczonego na terenie szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. trzeba w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę, iż jako opinia publiczna nie posiadamy w tej sprawie zbyt licznych, zweryfikowanych informacji:

- Nie wiemy jaki był stan dziecka przed odłączeniem od aparatury podtrzymującej życie. 10 czerwca szpital stwierdził w Komunikacie: „ze względu na tajemnicę lekarską nie możemy jej upublicznić, natomiast pełne informacje są w posiadaniu Rodziców”.

- Ze strony rodziców nie przedstawiono oficjalnych informacji dotyczących sposobu traktowania dziecka oraz jego ostatecznego rozpoznania klinicznego. Pełnomocnik rodziny zaznaczył jedynie, że postępowanie dotyczące działań w jednej z placówek w Radomiu, w której przebywał chłopiec przez przewiezieniem do Warszawy, posiada charakter niejawny.

- Nie znamy również opinii poszczególnych komisji oraz konsyliów jakie zbierały się w ciągu ostatnich tygodni. W tym zakresie nie tylko nie wiemy, jakie były ustalenia lekarzy ze wspomnianego szpitala, ale również nie posiadamy informacji dotyczącej ustaleń jakie poczynili lekarze-konsultanci zaproszeni na wspomniane powyżej diagnostyczne konsylia.

W większości dostępne informacje odnoszące się do stanu Szymonka bazują na wpisach członków rodziny na portalach społecznościowych, co nie stanowi weryfikowalnego źródła danych medycznych. Pojawiały się również informacje organizacji pozarządowych, w tym zwłaszcza „Stowarzyszenia STOP NOP”, które nie jest uprawnione do stawiania medycznych diagnoz odnoszących się do stanu niespełna rocznego pacjenta.

Jedyne informacje, jakie posiadamy odnoszą się do ogólnego stanu zdrowia dziecka. W szpitalnym Komunikacie z 10 czerwca przypomniano, że „Pacjent przebywa w naszym Szpitalu na Oddziale Intensywnej Terapii od 22 stycznia 2019 r. w stanie skrajnie ciężkim z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego”. W ostatnich godzinach, w mediach pojawiły się również dwie kluczowe informacje - pierwsza, w której rodzice dziecka wskazali, iż odłączono je od aparatury podtrzymującej życie bez ich obecności, wbrew wcześniejszym ustaleniom oraz druga, w której minister zdrowia, prof. Łukasz Szumowski wskazuje, „że nikt nie odłączył aparatury przed stwierdzeniem, że pacjent zmarł”.

Śmierć dziecka

Ostatnia wypowiedź w sposób wyraźny wskazuje nam na prawdopodobny scenariusz działania w omawianej sprawie. W podobnych przypadkach klinicznych polskie przepisy prawne wprowadziły konkretny scenariusz postępowania, jaki winien być zrealizowany. Po pierwsze, mówimy tutaj o komisyjnym stwierdzeniu „trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu (śmierci mózgu),” bądź „nieodwracalnego zatrzymania krążenia”. Po drugie, trzeba dodać, iż szczegółowe działania w tym zakresie podejmowane są przez lekarzy na podstawie odrębnego „Obwieszczenia” Ministra zdrowia. Omawiany tutaj proces stwierdzania śmierci składa się z dwóch etapów. W pierwszym wysunięte zostaje przez komisję lekarską podejrzenie odnoszące się do śmierci człowieka. Bada się w tym czasie, czy nie zaistniały sytuacje, które wprowadzać mogą w błąd odnośnie oceny stanu klinicznego pacjenta: m.in. hipotermia, określone postaci zatrucia, spożycie określonych substancji psychoaktywnych. Do drugiego etapu przystępuje się natomiast po potwierdzenia diagnozy dotyczącej śmierci. Bada się np. odruchy źreniczne na światło. Warto również przypomnieć, cytując polskie przepisy ustawowe, że „trwałe nieodwracalne ustanie czynności mózgu (śmierć mózgu) stwierdza jednomyślnie dwóch lekarzy specjalistów posiadających II stopień specjalizacji lub tytuł specjalisty, w tym jeden specjalista w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii lub neonatologii, a drugi w dziedzinie neurologii, neurologii dziecięcej lub neurochirurgii”.

Wątpliwości i wyjaśnienia

Bez względu na w pełni zrozumiałe emocje w całej sprawie, nie można obecnie analizowanej sytuacji Szymona porównać do sprawy Alfirgo Evansa, jak czynią to wielokrotnie polskie media. Wskazany tutaj brytyjski casus odnosił się przede wszystkim do stanu, w którym z niezrozumiałych względów klinicznych, personel brytyjskiego szpitala zdecydował się odłączyć dziecko od aparatury podtrzymującej życie, zaprzestać jego karmienia i pojenia oraz nie wyrazić zgody na podjęcie działań diagnostyczno-leczniczych na terenie innego szpitala. Podobne działania miały miejsce przy jednoczesnym braku postawienia ostatecznej diagnozy oraz wyraźnie dostrzeganych reakcjach dziecka nawiązującego kontakt z rodzicami. Polska sprawa ze szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie oddaje inną rzeczywistość. Mowa bowiem o pacjencie, u którego – jak podawały media oraz wspomniana placówka - stwierdzono obrzęk mózgu oraz nieodwracalne uszkodzenie centralnego układu nerwowego. Minister Zdrowia powiadomił opinię publiczną ponadto, iż odłączenie od respiratora nastąpiło po stwierdzeniu śmierci mózgu. Sprawa Szymona oraz sprawa Alfiego Evansa nie mogą być w tym zakresie porównywane.

W omawianej sprawie wielokrotnie pojawiają się informacje kojarzące stan chłopca z podaną wcześniej szczepionką przeciwko pneumokokom: „cztery dni później wystąpiła u niego gorączka oraz drgawki. Ostatecznie, 21 stycznia dziecko zostało przyjęte do szpitala. Było reanimowane, wykonano kolejne TK głowy, powstał obrzęk mózgu - opisywał tygodnik „Wprost”. Podobne stwierdzenia nie mają jednakże żadnego oparcia w rzetelnej diagnozie lekarskiej wyrażonej przez lekarzy ze szpitala, bądź też przez którego z konsultantów także wskazanych przez rodzinę małego pacjenta. Opinie prezentowane przez taką czy inną organizację pozarządową nie stanowią rzetelnej oraz weryfikowalnej diagnozy lekarskiej. Nie wiemy jaka była przyczyna pojawienia się tak dramatycznego stanu chłopca. Kojarzenie szczepienia oraz omawianej sytuacji nie jest efektem oceny medycznej, a jedynie opinii wyrażonej przez osoby do tego nieuprawnione.

Kontekst uprawnień kieruje as w stronę relacji istniejącej na linii pacjent - lekarz - rodzina. W szpitalnym komunikacie z 10 czerwca wskazywano, iż rodzice mają zapewniony dostęp do informacji medycznej, konsultacji z innymi specjalistami oraz możliwości proponowania innych form wsparcia terapeutycznego. Szpital zatem zapewniał o realizacji prawa pacjenta do informacji, konsultacji z innym lekarzem oraz świadczeń zdrowotnych odpowiadających aktualnemu stanowi wiedzy medycznej. Ze strony rodziców dziecka, innych przez nich upoważnionych osób lub ich pełnomocnika nie pojawiły się dotąd oficjalne stanowiska podważające realizację wskazanych tutaj praw pacjenta oraz praw jego rodziców, jako opiekunów prawnych.

Istotne wątpliwości wzbudza natomiast informacja wskazująca o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe bez obecności jego rodziców.- przedstawiali ja rodzice dziecka w mediach. Do informacji tej dotąd nie odniósł się szpital w odrębnym komunikacie lub stanowisku. Jej potwierdzenie jednak wskazywać może na istotne naruszenie praw rodziców oraz naruszenie prawa dziecka jako pacjenta. Polskie przepisy konstytucyjne oraz ustawowe w sposób wyraźny wskazują na prawa rodziców zobowiązanych do sprawowania szczególnej troski nad rozwojem dziecka, w tym rozwojem zdrowotnym. Krajowe ustawodawstwo prawno-medyczne w sposób jednoznaczny zwraca ponadto uwagę na prawo rodziców lub opiekunów prawnych do uczestnictwa w świadczeniach zdrowotnych podejmowanych względem pozostającego pod ich opieką dziecka. Odłączenie pacjenta od respiratora bez obecności, w podobnych działaniach, jego rodziców, stanowić może przykład całkowicie niezrozumiałego postępowania medycznego naruszającego podstawowe standardy deontologiczne oraz normy ustawowe, w tym zwłaszcza prawo pacjenta do umierania w spokoju i godności. Jak wskazano powyżej, kierownictwo resortu zdrowia zaznaczało, iż w omawianej sytuacji mowa jest o odłączeniu pacjenta, u którego wcześniej stwierdzano śmierć. Powyższe nie może być jednak traktowane jako jakiekolwiek wytłumaczenie potencjalnego wprowadzenia w błąd oraz podjęcia unikalnych dla sytuacji rodzinnych działań medycznych, w których możliwości udziału rodzice zostali w sposób nieuzasadniony pozbawieni.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż obecnie konieczne jest uszanowanie dramatu doświadczanego przez rodziców. Ze strony mediów oraz komentatorów niezbędne jest bazowanie na faktach, a nie opiniach i domniemaniach. Bezsprzecznie niezbędnym jest wyjaśnienie niepokojących obaw jakie pojawiły się w związku z ostatnimi momentami życia Szymonka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chodzenie do kościoła wydłuża życie

2016-06-15 21:52

Artur Stelmasiak

Trwające aż 16 lat badania Uniwersytetu Harvarda wskazują, że chodzenie do Kościoła i uczestniczenie w uroczystościach religijnych wydłuża życie aż o 33 proc. Wyniki badań zostały opublikowane przez jedno z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie.

Małgorzata Młynarska
Uroczystości jubileuszowe w jarosławskiej świątyni pw. Trójcy Przenajświętszej

Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda przeanalizowali dane na temat stylu życia 74 534 kobiet, które w latach 1992-2012 brały udział w Nurses' Health Studies. Wszystkie badane kobiety były w roku 1992 wolne od chorób krążenia i nowotworów. Uczestniczki odpowiadały na pytania dotyczące diety i zdrowia, a także dotyczące uczestnictwa w obrzędach religijnych. Okazało się, że u kobiet, które brały udział w obrzędach religijnych, stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu.

- Jak się okazuje, największym propagatorem zdrowego trybu życia jest prosty proboszcz parafii, który swoich parafian zachęca do relacji z Jezusem i udziału w nabożeństwach – twierdzi ks. Sławomir Abramowski, proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Warszawie, który jest z wykształcenia także lekarzem.

Wynika badań jednoznacznie wskazują, że w ciągu 16 lat trwania badania stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu u kobiety uczestniczące w nabożeństwach, w porównaniu z tymi, które do kościoła nie chodziły. Kobiety religijne o wiele rzadziej umierały na choroby układu krążenia i nowotworowe. Badanie pokazało też większy optymizm kobiet uczestniczących w nabożeństwach i mniejszą podatność na depresję.

- Do tej pory wszyscy myśleli, że zachęcając do chodzenia do kościoła zachęcam tylko do życia wiecznego. Teraz jest już medycznie udowodnione, że jestem również po prostu propagatorem zdrowego stylu życia – pisze na profilu facebookowym parafii ks. Abramowski. - Który z lekarzy, moich kolegów po fachu może się pochwalić taką skutecznością w profilaktyce poważnych schorzeń układu krążenia i nowotworów.

To jedne z największych badań tego typu. Spośród 74 534 kobiet w przeciągu 16 lat odnotowano 13 537 zgonów, w tym 2721 zgonów z powodu sercowo-naczyniowych i 4479 zgonów z powodu raka. Po wielu zmiennych i uwzględnieniu głównych czynników ryzyka okazało się, że kobiety uczestniczące w nabożeństwach częściej niż raz w tygodniu wykazały o 33 proc. mniejszą śmiertelność.

Wyniki badań prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda zostały opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie JAMA Internal Medicine. „Religia i duchowość może być niedoceniana przez medycynę czynnikiem w tym, aby lekarze mogli odpowiednio diagnozować swoich pacjentów” - piszą autorzy badania na stronie The Jama Network.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

DR Konga: biskupi zaniepokojeni umacnianiem dżihadu

2019-06-19 16:57

vaticannews / Kinszasa (KAI)

Biskupi Demokratycznej Republiki Konga wyrazili zaniepokojenie umacnianiem islamskiego dżihadu na wschodzie tego afrykańskiego kraju. Wskazali, że w rzeczywistości to fundamentaliści pełnią władzę na tym terenie, ponieważ instytucja państwa jest tam praktycznie nieobecna. Odbija się to negatywnie na życiu miejscowej ludności.

Wikimedia Commons

Niekończące się masakry i grabieże, ataki na wioski, gwałty i porwania dla okupu to codzienna praktyka grup przestępczych działających w regionie Kiwu Południowego. Biskupi na tym terenie są jednak szczególnie zaniepokojeni powstaniem nowej organizacji zbrojnej, której członkowie nazywają siebie bojownikami Nowego Państwa Islamskiego. Przybyli z terenu Ugandy i Nigerii i działają głównie w regionie Butembo i Beni dopuszczając się wyjątkowo krwawych masakr, które następnie ogłaszają na swojej stronie internetowej. Walka toczy się o ziemię, a także nieograniczony dostęp do bogactw mineralnych. Wszystko to negatywnie odbija się na lokalnej gospodarce.

„Nie może dalej tak być, że bogactwa naszej ziemi wzbogacają jedynie kieszeń złoczyńców i zagraniczny kapitał, a Kongijczycy nadal cierpią biedę” – podkreślają biskupi. Wzywają władze w Kinszasie do przejęcia realnej kontroli nad tym zapomnianym przez państwo terenem. Zauważają, że niekończące się ataki generują falę kolejnych uchodźców, którzy opuszczając swe domy nie mają z czego żyć, co pogłębia i tak już potężny kryzys humanitarny w tym regionie. Biskupi przypominają też o konieczności przeprowadzenia przejrzystych wyborów samorządowych i oddania władzy w Kiwu w ręce praworządnych polityków, którym leży na sercu dobro wspólne, a nie, jak ma to miejsce obecnie, nastawionych wyłącznie na własny interes i skorumpowanych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem