Reklama

Opóźnianie przez poszerzanie

2013-12-03 15:58


Niedziela Ogólnopolska 49/2013, str. 36-37

Dominik Różański

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Na niedawno zakończonym w Warszawie szczycie klimatycznym ONZ często powtarzano, że Polska jest największym trucicielem Europy. Chyba nie potrafimy się już przed tym zarzutem bronić?

DR PIOTR NAIMSKI: – Można powiedzieć, że nie robimy wszystkiego, by wykazać, że to zarzut nieuprawniony, niesprawiedliwy. Dziwne, że tego rodzaju atak jest zogniskowany akurat na Polsce, mimo że statystycznie biorąc, emisja CO2 jest u nas niższa niż w wysoko rozwiniętych krajach europejskich. W tych oskarżeniach o trucicielstwo dopatrywałbym się więc raczej walki konkurencyjnej. Warto tu przyjrzeć się powiązaniom finansowym pewnych organizacji ekologicznych, które chcą zlikwidować wykorzystanie naszego węgla, doprowadzić do tego, żeby energia w Polsce była równie droga jak w całej Europie. Nietrudno dostrzec strategiczną współpracę tych organizacji z przemysłem związanym z odnawialnymi źródłami energii np. w Niemczech. Na Polskę przypada zaledwie 9 proc. CO2 emitowanego w UE!

– W odpowiedzi na powyższe oskarżenia ze strony polskiego rządu padły optymistyczne zapewnienia, że Polska ma wiele pomysłów na konkretne przeciwdziałania zmianom klimatu, ograniczenia emisji CO2. Analizując rządowe deklaracje, trudno jednak ostatecznie powiedzieć, czy – i do jakiego stopnia – będziemy odchodzić od węgla jako głównego źródła energii i „truciciela”, czy też nie.

– Rzeczywiście, w rządowych deklaracjach na ten temat widoczny jest rozdźwięk, a nawet można doszukiwać się objawów pogłębiającej się schizofrenii. Niektórzy ministrowie zapewniają, że Polska nie będzie rezygnowała z węgla – uważam te deklaracje za jak najbardziej zasadne – ale jednocześnie polski rząd włącza się do działań narzucanych z zewnątrz, które mają doprowadzić do zaostrzenia reżimów emisji CO2, co siłą rzeczy oznacza rezygnację z taniej energii węglowej.
W Warszawie zakończyła się konferencja COP19 poświęcona właśnie „walce ze zmianami klimatycznymi”. Ministerstwo Środowiska stosuje taktykę „opóźniania przez poszerzenie”, deklaruje poparcie dla strategii ograniczania emisji, co jest dla Polski groźne i próbuje warunkować całość porozumienia udziałem w nim wszystkich członków ONZ. Wiadomo, że Chiny, Indie i wiele innych „wschodzących gospodarek” nie chce restrykcyjnej polityki emisyjnej. Nie jest jednak pewne, czy taktyka chowania się za nimi okaże się dla Polski wystarczająca. W UE mamy problem z próbami zaostrzania tzw. celu emisyjnego z 20 do 30 proc. Tym planom Polska powinna zdecydowanie przeciwstawiać się. Niestety, olbrzymia większość dokumentów dotyczących stanowiska rządu polskiego na forum UE zaczyna się od rytualnego zaklęcia, że w zasadzie polski rząd popiera unijne propozycje, a zastrzeżenia pojawiają się dopiero w dalszych fragmentach dokumentów. Trudne to jest do obrony w dyskusjach na unijnych forach.

– Można powiedzieć, że w sprawie redukcji emisji CO2 Polska na forum UE jest „za”, a nawet „przeciw”?

– Może nawet „przeciw”, ale w zasadzie okaże się, że „za”. Rezultat jest taki, że grozi nam zaostrzanie tych groźnych dla Polski przepisów. Powstaje zasadnicze pytanie: Gdzie jest ten punkt, w którym polski rząd powinien zdecydowanie powiedzieć: „Nie!”?

– Czy Polska mogłaby bardziej stanowczo zawalczyć o swój węgiel?

– Zdecydowanie tak, ponieważ sytuacja polskiej energetyki jest szczególna w Europie. Powinniśmy o tym mówić i nie wstydzić się z tego powodu. I trzeba mówić twardo, że nie mamy zamiaru rezygnować z węgla jako naszego dobra narodowego. Ale oczywiście powinno się robić wszystko, aby użycie węgla było jak najbardziej efektywne. Chodzi tu o nowoczesne technologie spalania węgla, żeby elektrownie miały sprawność powyżej 45 proc., a nie zaledwie nieco ponad 30 proc. Niestety, musimy te przestarzałe elektrownie szybko zamykać.

– Przede wszystkim dlatego, że ponadnormatywnie zanieczyszczają środowisko?

– Nie, nie tylko dlatego, że narzuca nam to pakiet klimatyczno-energetyczny, lecz dlatego, że są technologicznie zużyte. Musimy budować nowe elektrownie, a jeżeli przy okazji ktoś zauważy, że wiąże się z tym mniejsza emisja CO2 do atmosfery, to tym lepiej.

– Nowe elektrownie w Polsce – to ciągle brzmi jak bajka, Panie Pośle!

– To prawda, że nowe inwestycje w tym sektorze idą jak po grudzie… Na podstawie dzisiejszych rynkowych przesłanek zarząd spółki PGE stwierdził, że planowana od dawna budowa elektrowni w Opolu przynosiłaby tej spółce straty. Wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób szukać kompromisu – niezbędnego przy budowie tego rodzaju systemowej elektrowni – pomiędzy interesem państwa i bezpieczeństwem energetycznym kraju a interesem spółki – inwestora.

– Wydaje się, że strategia i polityka energetyczna jest w Polsce kojarzona wyłącznie z unijnym przymusem przechodzenia na inne niż węgiel źródła energii.

– To błędne podejście, bo przecież dla Polski nie jest ważny spór, czy budować elektrownie jądrowe, farmy wiatrowe, czy odchodzić od węgla itp. W naszej sytuacji to strata czasu. Istotna jest fundamentalna zgoda, że punktem wyjścia w energetycznych planach Polski są wielkie zasoby węgla, z których nie powinniśmy w żadnym razie rezygnować, jako że energia z węgla należy do najtańszych (po energii nuklearnej). Nie jest przypadkiem, że tuż za polską granicą Niemcy budują dziś elektrownie węglowe. Oczywiście, dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju potrzebna jest również rozsądna dywersyfikacja źródeł energii.

– Jak daleko należałoby posunąć ów proces dywersyfikacji źródeł energii?

– A o tym muszą zadecydować dokładne analizy. Przede wszystkim należałoby dążyć do produkcji taniej energii. Aby kiedyś ją mieć, już dziś trzeba ponieść niemałe koszty i potraktować je jako niezbędną inwestycję w bezpieczeństwo energetyczne i dobrobyt następnych pokoleń. Tak trzeba na to patrzeć. We Francji obecne pokolenie może cieszyć się tanią energią dzięki poniesionym przez poprzednie pokolenie kosztom budowy energetyki nuklearnej… To właśnie trzeba brać pod uwagę, formułując strategię państwa.

– Na jakie źródła poza węglem powinniśmy dziś stawiać?

– Szansą dla Polski jest oczywiście gaz z łupków. Dziś wielu rzeczy w tej sprawie jeszcze nie wiemy, choć optymistycznie patrząc, możemy się spodziewać nawet rewolucji w polskiej energetyce. Równocześnie trzeba pamiętać, żeby bezpieczeństwo energetyczne Polski nie padło ofiarą tego spodziewanego sukcesu.

– Abyśmy z węgla nie przestawili się euforycznie na gaz?

– Przychodzi mi tu na myśl przypadek Norwegii, gdzie w latach 70. ubiegłego wieku nastąpił wielki przełom po odkryciu złóż ropy i gazu na Morzu Północnym. W ciągu ok. 15 lat Norwegia zaczęła czerpać ogromne dochody z eksportu tych złóż. Rząd norweski jednak nie przestawił całej energetyki opartej na elektrowniach wodnych na te nowe źródła. Postanowiono nie tylko pozostać przy naturalnej w tym kraju hydroenergetyce, ale nawet ją rozwijać. To jest właśnie myślenie strategiczne.

– A istotą polskiego myślenia strategicznego powinno być pozostanie przy węglu jako najtańszym dziś w Polsce źródle energii?

– Tak, mimo nadziei na własny gaz w pełni pokrywający nasze potrzeby, a być może także na jego eksport. Siła i bezpieczeństwo polskiej energetyki muszą być oparte na racjonalnym zróżnicowaniu wykorzystywanych surowców energetycznych. Powinniśmy także, po poważnych konsultacjach społecznych, zdecydować już dziś, czy w Polsce będziemy budować elektrownię jądrową.

– Uważa Pan, że powinniśmy?

– Uważam, że to jest racjonalne i dobrze byłoby w Polsce zbudować jedną lub dwie elektrownie jądrowe. Właśnie po to, żeby zróżnicować ten niezbędny „mix energetyczny”.

– UE domaga się zwiększenia udziału tzw. odnawialnych źródeł energii. Czy powinniśmy ulec tej ekologicznej tendencji?

– Już dziś staje się jasne, że nie. Mniej więcej 10 lat temu część europejskiej gospodarki i europejskich polityków uwierzyła, że będzie można zdobyć przewagę konkurencyjną, inwestując w odnawialne źródła energii, a w sferze publicznej posłużono się argumentacją ideologiczno-ekologiczną. Teraz okazuje się, że ci, którzy zainwestowali bardzo duże pieniądze w ten sektor, obawiają się, że nie uda się wyciągnąć z tego spodziewanych zysków. Aby odzyskać swój kapitał, bronią tamtej niedobrej decyzji, usilnie przekonując innych np. do zalet energetyki wiatrowej budowanej na wielką skalę. Należałoby więc wreszcie odideologizować to unijne podejście do tego rodzaju alternatywnych źródeł energii. W żadnym razie nie powinniśmy do nich dopłacać z naszych podatków. Dziś UE i poszczególne kraje z powodów pozaracjonalnych, pozaekonomicznych dotują określone odnawialne źródła energii.

– I naprawdę nie chodzi tu o względy ekologiczne i klimatyczne?

– To tylko zasłona dymna. Bo w istocie dotowani są producenci tych kosztownych urządzeń. Dlatego wobec promowania tej gałęzi energetyki jestem bardzo sceptyczny. Godne uwagi wydaje się natomiast rozwijanie tzw. rozproszonych źródeł energii. Gdybyśmy stworzyli odpowiednie warunki dla mikroźródeł produkcji prądu elektrycznego, to można by uzyskać tyle energii, ile wytwarza jedna elektrownia systemowa. Choć więc nie rozwiązywałoby to problemu energetycznego Polski, to z pewnością poprawiałoby bezpieczeństwo. Rozproszenie źródeł energii sprawia, że trudniej w taki system energetyczny ingerować z zewnątrz. Cały system staje się ponadto bardziej elastyczny, czego wymaga przyłączenie wielu małych źródeł energii. Szeroko rozumiana elastyczność, czyli zdolność adaptacji do nowych technologii, nowych źródeł energii, powinna być dziś podstawową cechą strategii energetycznej.

– Polska polityka energetyczna taka nie jest? Jak się wydaje, nie ogarnia dziś nawet tak realnej alternatywy, jaką mogą tworzyć polskie złoża gazu łupkowego. Dlaczego?!

– Z pewnością to, co się dzieje w sprawie ustawowych regulacji dotyczących gazu łupkowego, jest horrendalne. Ciągle ich nie ma. Naprawdę trudno to pojąć. Donald Tusk do tej pory nie chciał lub nie potrafił skoordynować pracy swoich ministrów w tym zakresie. Jak będzie teraz, po rekonstrukcji rządu, zobaczymy.

– Co dla tej sprawy oznacza ostatnia dymisja ministra środowiska i zastąpienie go przez dotychczasowego wiceministra finansów?

– Nowy minister środowiska deklaruje, że jego głównym zadaniem będzie „przyspieszenie” prac nad uruchomieniem wydobycia gazu ze złóż łupkowych. Niestety, pamiętamy, że to m.in. długie spory z Ministerstwem Finansów reprezentowanym przez min. Grabowskiego spowodowały opóźnienie prac nad rządowym projektem ustawy łupkowej. Zobaczymy, kiedy i w jakim ostatecznie kształcie rząd Donalda Tuska projekt zatwierdzi?!

– A czego się spodziewać w zakresie polityki energetycznej w razie przejęcia rządu przez PiS? Zaprzestania realizacji zobowiązań wynikających z pakietu klimatyczno-energetycznego, kategorycznego oprotestowania kolejnych unijnych zaostrzeń w sprawie redukcji emisji CO2?

– Z pewnością w Prawie i Sprawiedliwości uważamy, że przepisy wynikające z realizacji pakietu klimatyczno-energetycznego są dziś szkodliwe dla polskiej gospodarki. Podzielam opinię tych, którzy uważają unijną kampanię walki ze zmianami klimatycznymi za narzędzie, które służy innym celom niż ekologiczne. Dlatego zasadne wydaje się maksymalne ograniczanie negatywnego wpływu tych przepisów o redukcji emisji CO2 i handlu emisjami, które będą wprost uderzały szczególnie właśnie w polską gospodarkę.

– I w bezpieczeństwo energetyczne, na które PiS ma lepszą receptę?

– W tej sprawie wiele zależy i będzie zależało od racjonalnego, ale jednoznacznie twardego stanowiska każdego polskiego rządu. Trzeba pamiętać, że bezpieczeństwo energetyczne nie jest nam dane raz na zawsze. Jeżeli nie zbudujemy w Polsce nowych elektrowni i będziemy zmuszeni do importu energii elektrycznej, rozpocznie się proces uzależniania polskiej gospodarki od decyzji zewnętrznych. Gdy Prawo i Sprawiedliwość dojdzie do władzy, zadba o to, by tak nie było.

– Nawet kosztem kategorycznej niezgody na rozwiązania narzucane przez Unię Europejską?

– Jeśli będzie to konieczne, to tak. Ale przede wszystkim trzeba przekonywać, że nie ma sprzeczności między dbaniem o interesy własnego kraju a troską o dobro całej Europy. Europa będzie silna tylko siłą państw europejskich. A Unia Europejska nie stanie się znaczącym graczem w skali globalnej, jeśli osłabione będą gospodarki jej krajów członkowskich.

* * *

Dr Piotr Naimski – polityk, biochemik, nauczyciel akademicki, działacz opozycji w okresie PRL-u, publicysta, były wiceminister gospodarki, poseł na Sejm VII kadencji

Tagi:
wywiad polityka

Ks. Ptasznik dla KAI: potrzeba mobilizacji w przygotowaniach do obchodów 100-lecia urodzin Jana Pawła II

2019-10-23 17:18

azr / Rzym (KAI)

Potrzeba mobilizacji na poziomie ogólnopolskim, aby jak najlepiej przygotować obchody stulecia urodzin Jana Pawła II i aby dać całemu Kościołowi i światu świadectwo o naszym przywiązaniu do jego osoby i dziedzictwa tu, w Rzymie - mówi w rozmowie z KAI ks. prałat Paweł Ptasznik, kierownik Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej.

Margita Kotas

KAI: W tym roku już po raz 6 Kościół katolicki wspominał w liturgii św. Jana Pawła II w rocznicę rozpoczęcia jego pontyfikatu. Do czego zaprasza nas to wspomnienie? Jakie wyzwania widzi Ksiądz dziś w związku z upamiętnianiem nauczania papieża-Polaka?

Ks. prał. Paweł Ptasznik: Przede wszystkim należy dostrzec to, że w różnych regionach świata Jan Paweł II rzeczywiście jest wspominany i pozostaje żywy w pamięci ludzi. Sam często jestem tego świadkiem, m.in. w ubiegłą niedzielę, kiedy odwiedzałem parafię pod jego wezwaniem na Sycylii – jedyną na całej wyspie. Nie tylko osoby, które pamiętają go osobiście, ale też ludzie młodzi chętnie o nim słuchają. Liturgiczne wspomnienie jest i powinno być okazją do tego, by wracać do jego postaci i nauczania.
Myślę, że dziś trzeba to nauczanie przypominać. To zadanie przede wszystkim dla nas, którzy mieliśmy okazję poznać go osobiście, albo słuchać go „na żywo”. Ważne są także filmy, książki, artykuły w prasie, zarówno te, dotyczące jego nauczania, jak mówiące po prostu o nim, jako człowieku. Nawet przysłowiowe opowiadania o kremówkach są ważne, bo pokazują jego prostotę, szczerość, człowieczeństwo. Choć oczywiście należy też wracać do tych ważnych wydarzeń, które miały miejsce w Kościele i na świecie w czasie jego pontyfikatu, a z których młodzi ludzie coraz mniej zdają sobie sprawę.

- Czy według Księdza są tematy papieskiego nauczania, które w szczególny sposób należy dziś przypominać, które być może zostały najbardziej zapomniane?

- Myślę, że jednym z tematów, któremu należałoby poświęcić uwagę odwołując się do nauczania św. Jana Pawła II, jest ewangelizacja. Mówiąc o ewangelizowaniu, musimy wracać w naszym nauczaniu do centralnej roli Chrystusa i Jego zbawczego dzieła, żeby nie ograniczać się jedynie do oczekiwań i pragnień współczesnego człowieka, nie dostosowywać do nich przesłania Ewangelii, ale w prawdzie prowadzić do spotkania ze Zbawicielem. To nauczanie zawarte jest w encyklice „Redemptor hominis”.
Trzeba też na nowo odczytać nauczanie Jana Pawła II o Bożym miłosierdziu, aby nie ulegać pokusie spłycania go do sentymentalnej czułości, która wszystko wybacza i toleruje pogrążanie się człowieka w złu. Jan Paweł II, zwłaszcza w encyklice „Dives in misericordia”, uczył, że Bóg jest miłosierny, nie dlatego, że toleruje zło, ale dlatego, że odpowiada z miłością na pragnienie dobra, które jest w grzesznym człowieku, na jego prośbę o przebaczenie, i odpowiada z mocą wymagającej miłości, która wyprowadza ze zła, otwiera na działanie łaski, daje nadzieję, zbawia…
Z kolei w kwestiach społecznych dobrze byłoby powracać do tego, co Jan Paweł II mówił - choćby w siedzibie ONZ - na temat praw narodów. Musimy być czujni, by nie ulec pokusie globalizacji, która często stawia ekonomię i technikę ponad prawa osoby i konkretnego społeczeństwa. Jeśli w imię globalizacji rezygnuje się z solidarności i pomocniczości wobec słabszych, czy też w oparciu o ideologię niczym nieskrępowanej wolności wszystko ujednolica, zatracając bogactwo i odrębność poszczególnych nacji, to grozi to degradacją podstawowych wartości jak życie, rodzina, godność osoby ludzkiej, czy też dziedzictwo kulturowe narodu.
Podobnie, jeśli chodzi o jedność Europy. Jan Paweł II mówił bardzo stanowczo, że Europa wyrasta na fundamentach chrześcijańskich, że te fundamenty należy pielęgnować, a wartości chrześcijańskie przekazywać kolejnym pokoleniom. To jest zadanie dla nas, którzy mieliśmy okazję słuchać tych przemówień. Musimy przypominać sobie nawzajem, że te słowa wciąż są aktualne.

- A wezwanie do Polaków?

- Myślę, że w aktualnej sytuacji powinniśmy wracać do papieskich wezwań do jedności, do wspólnego budowania przyszłości ojczyzny, z całym poszanowaniem wielkiej, wspaniałej tradycji, kultury i duchowości polskiej. Zdaje się, że dziś za mało doceniamy fakt, że Opatrzność Boża dała Kościołowi Piotra z polskiej ziemi, który przygotował nas do obecnych przemian w świecie i w naszym kraju; za mało wracamy do jego encyklik, przemówień, choćby tych, które papież wygłosił w Polsce. Gdybyśmy do nich powracali, to może sytuacja społeczna i nastroje polityczne byłyby u nas inne.

- Okazją do przypomnienia papieskiego nauczania może być też jubileusz 100-lecia urodzin Karola Wojtyły. Jak w Rzymie wyglądają przygotowania do tego wydarzenia?

- Czas przygotowań do tego jubileuszu powinniśmy wykorzystywać jak najlepiej, aby przypomnieć postać św. Jana Pawła II, jego dzieło, i na nowo odkryć jego nauczanie. Jednak, jeśli chodzi o konkretne przygotowania, to tu, w Rzymie i w Watykanie nie dostrzegam na razie żadnych szczególnych wysiłków w celu przypomnienia i uczczenia tej rocznicy. My, jako środowisko polskie, staramy się włączać w inicjatywy Kościoła w Polsce, dlatego oczekujemy na impuls ze strony Episkopatu Polski i innych środowisk, które z pewnością podejmą różne działania w związku ze stuleciem.
Nie brak natomiast sygnałów z różnych stron Włoch, gdzie trwają już przygotowania do tego wydarzenia. Docierają do mnie takie zapowiedzi np. z regionów Mediolanu, z Wenecji, czy Bari. Te regiony wydają się być bardziej zaangażowane, niż Rzym.
Wiem, że Ojciec Święty został poproszony o odprawienie Mszy świętej w dniu 18 maja, ale jego obecność w bazylice watykańskiej czy też na Placu Św. Piotra z pewnością będzie zależała od liczebności przybyłych wiernych, zwłaszcza z Polski. Na tę chwilę zapowiadają swoją obecność grupy polskie: parafialne oraz organizowane przez ruchy i stowarzyszenia. Pielgrzymkę przygotowuje także archidiecezja krakowska, choć - jak się zdaje - odbędzie się ona w nieco wcześniejszym terminie. Potrzeba jednak większej mobilizacji na poziomie ogólnopolskim, aby jak najlepiej przygotować obchody stulecia urodzin Jana Pawła II i aby dać całemu Kościołowi i światu świadectwo o naszym przywiązaniu do jego osoby i dziedzictwa tu, w Rzymie.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Dorota Abdelmoula

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kościół stanął w ogniu

2019-08-13 12:55

Z kard. Robertem Sarahem rozmawiał Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 10-12

Prezentacja najnowszej książki – wywiadu pt. „Ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił” jaki Nicolas Diat przeprowadził z kard. Robertem Sarahem, prefektem Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, odbyła się w Paryżu, w kościele św. Franciszka Ksawerego. Zarówno dla stolicy Francji, jak i dla całego chrześcijańskiego świata był to bardzo dramatyczny okres – tuż po pożarze katedry Notre Dame. Dlatego rozmowę z kard. Sarahem zacząłem od wspomnienia tego tragicznego wydarzenia.
O kryzysie wiary w Europie z kard. Robertem Sarahem rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch
Kard. Robert Sarah

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Czym była dla Eminencji wizyta w spalonej katedrze Notre Dame?

KARD. ROBERT SARAH: – Kiedy wszedłem do wnętrza zniszczonej świątyni i zadumałem się nad jej zawalonym sklepieniem, pomyślałem, że jest to niejako symbol sytuacji cywilizacji zachodniej i Kościoła w Europie. Kościół stanął w ogniu.

– Co to za ogień?

– Ogień, który niszczy Kościół, szczególnie w Europie, wydaje się o wiele bardziej destrukcyjny niż ten, który zniszczył katedrę Notre Dame. To ogień intelektualnego, doktrynalnego i moralnego zamieszania, to strach przed głoszeniem prawdy o Bogu i człowieku oraz przed przekazywaniem wartości moralnych i etycznych tradycji chrześcijańskiej i bronieniem ich; to utrata wiary, ducha wiary, utrata poczucia obiektywizmu wiary, a tym samym utrata wrażliwości na Boga.

– Jan Paweł II w „Evangelium vitae” napisał, że „tracąc wrażliwość na Boga, traci się także wrażliwość na człowieka, jego godność i życie”, co – według Papieża – „prowadzi stopniowo do swoistego osłabienia zdolności odczuwania ożywczej i zbawczej obecności Boga”.

– To prawda. Katedra Matki Bożej miała na dachu sygnaturkę, która była jak palec wyciągnięty w stronę nieba. Ta sygnaturka symbolizowała jedyną rację bytu świątyni – doprowadzić nas do Boga. Kościół, który nie jest zorientowany na Boga, jest Kościołem, który się wali i umiera. Wieża katedry w Paryżu zawaliła się – to nie przypadek! Notre Dame z Paryża symbolizuje cały Zachód, który odwracając się od Boga, wali się.

– Dlaczego Eminencję tak bardzo niepokoi kryzys na Zachodzie?

– Moje bicie na alarm jest wyrazem miłości i współczucia dla Europy i Zachodu. Zachód, który wyrzeka się swojej wiary, historii, chrześcijańskich korzeni, skazuje się na odrzucenie i śmierć. Podobnie jak w czasach upadku Rzymu, dzisiejsze elity troszczą się wyłącznie o powiększenie własnego bogactwa, a narody są „znieczulane” przez coraz bardziej wulgarne rozrywki. Więc ja, jako biskup, muszę mówić, że zagraża nam ogień nowego barbarzyństwa!

– A kim są współcześni barbarzyńcy?

– Barbarzyńcami są ci, którzy nienawidzą ludzkiej natury i szydzą z sacrum. Barbarzyńcy to ci, którzy pogardzają życiem i manipulują nim. Kraj, który przywłaszcza sobie prawo do życia i śmierci najmniejszych i najsłabszych, który pozwala na mordowanie nienarodzonych dzieci w łonie matki, idzie w kierunku barbarzyństwa! Zachód jest zaślepiony pragnieniem bogactwa. A tymczasem w ciszy trwa tragedia aborcji i eutanazji, pornografia i ideologia gender zadają rany i niszczą dzieci i młodzież. Niestety, przyzwyczailiśmy się już do tego barbarzyństwa!

– Podważając istnienie Boga, redukując człowieka jedynie do jego wymiaru horyzontalnego, ziemskiego, podważyliśmy fundamenty ludzkiej cywilizacji...

– Jeśli Bóg traci swoje centralne miejsce w życiu człowieka, to i człowiek traci należne mu miejsce wśród stworzenia i w relacjach z innymi. Odrzucenie Boga zamyka nas w nowym totalitaryzmie – totalitaryzmie relatywizmu, który nie uznaje żadnego innego prawa poza własną przyjemnością i korzyścią. Musimy zerwać łańcuchy, które ta nowa ideologia totalitarna próbuje na nas nałożyć! Odmawianie Bogu możliwości wejścia we wszystkie aspekty ludzkiego życia jest równoznaczne ze skazaniem człowieka na samotność. Staje się on odizolowaną istotą, bez korzeni i przeznaczenia. Wędruje po świecie jak koczownik niezdający sobie sprawy z tego, że jest synem i dziedzicem Ojca, który stworzył go z miłości i zaprasza do podzielenia się z Nim wiecznym szczęściem.

– Czy kryzysem duchowym dotknięty jest tylko Zachód?

– Kryzys duchowy dotyczy całego świata, ale ma swoje źródło w Europie. Odrzucenie Boga narodziło się w świadomości Zachodu. Duchowy upadek ma więc cechy czysto zachodnie. Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na zjawisko odrzucenia ojcostwa (Boga). Przekonano współczesnego człowieka, że aby być wolnym, nie trzeba być zależnym od nikogo. Jest to tragiczny błąd, gdyż każdy cywilizowany człowiek jest dziedzicem – otrzymuje historię, kulturę, rodzinę, język, religię, wiarę, tradycję, ojczyznę. I to odróżnia go od barbarzyńcy. Ponieważ współczesny człowiek nie chce być dziedzicem, skazuje się na „piekło” liberalnej globalizacji.

– Jakie są konsekwencje tej odmowy dziedzictwa, odmowy ojcostwa Boga?

– Otrzymujemy od Boga naszą naturę jako mężczyzna i kobieta. Ale słowa Biblii: „Stworzył wie?c Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27), stają się nie do zniesienia dla ducha naszych czasów. Ideologia gender jest odmową otrzymania od Boga natury seksualnej. Niektórzy na Zachodzie buntują się i walczą z Bogiem, sprzeciwiają się Stwórcy i Ojcu, a prawo naturalne jest brutalnie odrzucane i zwalczane przez współczesną filozofię.

– Są ludzie, którzy twierdzą, że Kościół katolicki już się zestarzał, przestał być wiarygodny, więc trzeba go zmienić, dostosować do naszych czasów. Czy potrzeba nam „nowego” Kościoła?

– Rzeczywiście, ludzie mówią, że celibat kapłański jest zbyt trudny w naszych czasach, więc należy go uczynić prywatnym wyborem. Moralne nauczanie Ewangelii wydaje się zbyt wymagające, więc trzeba je „rozwodnić” w relatywizmie i permisywizmie, a lepiej jest się zająć problemami społecznymi. Doktryna katolicka jest źle postrzegana w mediach – trzeba więc ją zmienić, dostosować do mentalności i moralnych perwersji naszych czasów. Radzą nam, byśmy się dostosowali do nowej, globalnej etyki promowanej przez ONZ i do ideologii gender. Ale nikt wierzący nie jest zainteresowany takim Kościołem!
Kościół interesuje ludzi, jeżeli pozwala im spotkać się z Jezusem. Jest użyteczny, gdy staje się „drzwiami”, które prowadzą w głąb Boskiej tajemnicy, i pozwala nam spotkać Boga twarzą w twarz, jeżeli głosi nam objawienie. Gdy Kościół jest przeciążony ludzkimi strukturami, uniemożliwia promieniowanie Bożego blasku.

– Co musimy zrobić, aby wyjść z kryzysu, który dotyka Kościół?

– Musimy upaść na kolana! Najważniejsze jest ponowne odnalezienie znaczenia adoracji! Utrata sensu adoracji Boga jest źródłem wszystkich kryzysów, które nękają dzisiaj świat i Kościół. Świat umiera, bo brakuje czcicieli Boga! Odzyskamy poczucie godności osoby ludzkiej, gdy uznamy transcendencję Bożą. Człowiek jest wielki i osiąga swą najwyższą godność tylko wtedy, gdy klęczy przed Bogiem. Człowiek na kolanach wstrząsa dumą Szatana!
Aby ludzie adorowali Boga, kapłani i biskupi muszą być Jego pierwszymi czcicielami. Są wezwani, aby trwać nieustannie przed Bogiem. Ich istnienie ma się stać nieustanną i wytrwałą modlitwą. Niestety, nie jest rzadkością, że biskupi i kapłani zaniedbują kult Boży, koncentrują się bardziej na sobie i ludzkich rezultatach swej posługi. Nie znajdują czasu dla Boga, ponieważ stracili poczucie Boga. Jestem przekonany, że w sercu kryzysu Kościoła jest kryzys życia kapłańskiego. Kapłani zostali pozbawieni swej prawdziwej tożsamości. Przekonano ich, że muszą być biznesmenami, ludźmi aktywnymi, skutecznymi i wszechobecnymi. A kapłan powinien być w zasadzie kontynuacją wśród nas obecności Chrystusa. Powinno się go definiować nie przez to, co robi, ale przez to, kim jest: „Ipse Christus” – samym Chrystusem.

– A co z kryzysem seksualnych nadużyć wobec nieletnich?

– Odkrycie licznych nadużyć seksualnych kapłanów wobec nieletnich ujawnia głęboki kryzys duchowy. Oczywiście, istnieją czynniki społeczne: kryzys lat 60. ubiegłego wieku i erotyzacja społeczeństwa miały wpływ również na Kościół. Jak ostatnio powiedział Benedykt XVI, korzenie tego kryzysu są duchowe. Ostatecznym powodem nadużyć lub życia moralnego niezgodnego z celibatem kapłańskim jest brak Boga w życiu kapłanów. Takie fakty są możliwe tylko wtedy, gdy wiara nie określa już działań człowieka. Jak przypomina nam Benedykt XVI, „ważne jest, aby zrozumieć, że stałą i żywą podstawą naszego celibatu jest Eucharystia (...). Celibat jest oczekiwaniem, które jest możliwe dzięki łasce Pana «przyciągającej» nas do Niego, do świata zmartwychwstania”. Wymaga to jednak ciągłego życia w intymnej modlitwie.

– Poświęcił Eminencja swoją książkę właśnie kapłanom. Dlaczego?

– Ponieważ wiem, że cierpią. Wielu czuje się porzuconymi. My, biskupi, ponosimy wielką odpowiedzialność za kryzys kapłaństwa. Czy byliśmy dla kapłanów ojcami? Czy słuchaliśmy ich, rozumieliśmy, kierowaliśmy nimi? Czy byliśmy dla nich przykładem? Diecezje często stają się strukturami administracyjnymi. Mnożą się spotkania, konferencje, komisje, podróże. Ale biskup powinien być przede wszystkim wzorem kapłaństwa. Miejsce księdza jest na krzyżu. Kiedy celebruje Mszę św., jest u źródła całego swojego życia, tzn. na krzyżu. Celibat jest jednym z konkretnych sposobów, w jaki możemy przeżywać tajemnicę krzyża w naszym życiu. Celibat „wpisuje” krzyż w nasze ciało. Dlatego dla współczesnego świata celibat jest czymś nie do zniesienia. Celibat kapłana jest skandalem dla współczesnych, tak jak skandalem jest krzyż.
W tej książce chciałem dodać odwagi kapłanom i powiedzieć im: Kochajcie swoje kapłaństwo! Bądźcie dumni z bycia ukrzyżowanymi z Chrystusem! Nie bójcie się nienawiści świata! Chciałem wyrazić moją sympatię, jako ojca i brata, kapłanom na całym świecie, często pracującym w cieniu i zapomnianym, którymi społeczeństwo nierzadko pogardza. Chciałem im powiedzieć: Jeżeli będziecie wierni obietnicom waszych święceń, możecie wstrząsnąć mocami tego świata.

– Mówił Ksiądz Kardynał o kryzysie kapłaństwa. Ale mamy również do czynienia z kryzysem doktrynalnym, który stwarza podziały w Kościele...

– Myślę, że doktryna katolicka otrzymana od Apostołów jest jedynym solidnym fundamentem. Jeśli każdy będzie bronił swojej opinii, tez teologicznych, nowości lub podejścia duszpasterskiego, które zaprzecza wymaganiom Ewangelii i Magisterium Kościoła, to podziały będą się szerzyć wszędzie. Jedność wiary zakłada jedność Magisterium w przestrzeni i czasie. Kiedy jest nam dane nowe nauczanie, zawsze należy je interpretować zgodnie z poprzednim. Jeśli wprowadzamy „pęknięcia” i rewolucje, łamiemy jedność, która utrzymywała Kościół święty przez wieki. Nie oznacza to, że jesteśmy skazani na „skamienienie”, jednak każda ewolucja musi być lepszym zrozumieniem i pogłębieniem przeszłości. Hermeneutyka reformy w ciągłości, której Benedykt XVI tak jasno nauczał, jest warunkiem sine qua non – koniecznym, nieodzownym – jedności. Ci, którzy ogłaszają z krzykiem zerwanie z przeszłością, są fałszywymi prorokami!

– Problemem jest też to, że katolicy nie znają już prawdziwej doktryny...

– Brak znajomości katechizmu prowadzi wielu chrześcijan do „rozmycia” prawd wiary lub do synkretyzmu religijnego. Chciałbym wezwać chrześcijan, aby doceniali dogmaty wiary i kochali katechizm. Nie możemy deklarować się jako wierzący i żyć jak ateiści. Wiara powinna oświecać całe nasze życie rodzinne, zawodowe, kulturalne, a nie tylko nasze życie duchowe. Na Zachodzie widzimy, że tolerancja lub sekularyzm narzucają formę schizofrenii między życiem prywatnym i publicznym. Wiara powinna mieć miejsce w debacie publicznej. Musimy mówić o Bogu – nie narzucać Go, ale ujawniać i proponować. Bóg jest niezbędnym światłem dla człowieka.

– Często mówimy o potrzebie reformy Kościoła. Jakie reformy należałoby przeprowadzić?

– Przede wszystkim musimy dokonać „reformy” naszych serc. Polega ona na tym, abyśmy nie szli na układy z kłamstwami „płynnego” ateizmu. Wiara jest równocześnie skarbem, którego powinniśmy bronić, i siłą, która pozwala nam jej bronić. Musimy stworzyć przestrzenie, gdzie będziemy mogli oddychać zdrowym powietrzem, gdzie po prostu będzie możliwe życie chrześcijańskie. Nasze wspólnoty muszą umieścić Boga w centrum! W centrum naszego życia, myśli, działania, naszej liturgii i naszych katedr. Gdy zalewa nas lawina kłamstw, musimy znaleźć miejsca, gdzie prawda jest nie tylko głoszona, ale i przeżywana. Musimy po prostu żyć Ewangelią.
Wiara jest jak ogień – święty ogień! Niech ogrzewa nasze serca w ten czas „zimy” Zachodu. Kiedy ogień pali się w ciemnościach nocy, ludzie stopniowo gromadzą się wokół niego. Ja mam taką nadzieję...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XXX Olimpiada Teologii Katolickiej

2019-10-23 22:52

Agata Pieszko/inf.org.

W imieniu Wydziału Katechetycznego Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej, zachęcamy wszystkie szkoły do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej „Dumni z Ewangelii i z Polski".

mat.org.

Etap szkolny olimpiady należy przeprowadzić 20 listopada 2019 r., natomiast zgłoszenia udziału należy dokonać do 10 listopada 2019 r. drogą elektroniczną. Formularz zgłoszenia oraz wszelkie niezbędne informacje można znaleźć na stronie: OTK.

Po zgłoszeniu, szkoły otrzymają od Wydziału Katechetycznego komplet materiałów potrzebnych do przeprowadzonego etapu szkolnego. Organizatorzy informują, że do etapu diecezjalnego zostają zakwalifikowani uczestnicy Olimpiady, którzy zdobyli co najmniej 50% punktów w etapie szkolnym.

-Regulamin

-Harmonogram olimpiady.

Zapraszamy wszystkich katechetów, nauczycieli oraz uczniów do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej, która będzie miała swój finał w 2020 r. w Przemyślu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem