Reklama

Opóźnianie przez poszerzanie

2013-12-03 15:58


Niedziela Ogólnopolska 49/2013, str. 36-37

Dominik Różański

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Na niedawno zakończonym w Warszawie szczycie klimatycznym ONZ często powtarzano, że Polska jest największym trucicielem Europy. Chyba nie potrafimy się już przed tym zarzutem bronić?

DR PIOTR NAIMSKI: – Można powiedzieć, że nie robimy wszystkiego, by wykazać, że to zarzut nieuprawniony, niesprawiedliwy. Dziwne, że tego rodzaju atak jest zogniskowany akurat na Polsce, mimo że statystycznie biorąc, emisja CO2 jest u nas niższa niż w wysoko rozwiniętych krajach europejskich. W tych oskarżeniach o trucicielstwo dopatrywałbym się więc raczej walki konkurencyjnej. Warto tu przyjrzeć się powiązaniom finansowym pewnych organizacji ekologicznych, które chcą zlikwidować wykorzystanie naszego węgla, doprowadzić do tego, żeby energia w Polsce była równie droga jak w całej Europie. Nietrudno dostrzec strategiczną współpracę tych organizacji z przemysłem związanym z odnawialnymi źródłami energii np. w Niemczech. Na Polskę przypada zaledwie 9 proc. CO2 emitowanego w UE!

– W odpowiedzi na powyższe oskarżenia ze strony polskiego rządu padły optymistyczne zapewnienia, że Polska ma wiele pomysłów na konkretne przeciwdziałania zmianom klimatu, ograniczenia emisji CO2. Analizując rządowe deklaracje, trudno jednak ostatecznie powiedzieć, czy – i do jakiego stopnia – będziemy odchodzić od węgla jako głównego źródła energii i „truciciela”, czy też nie.

– Rzeczywiście, w rządowych deklaracjach na ten temat widoczny jest rozdźwięk, a nawet można doszukiwać się objawów pogłębiającej się schizofrenii. Niektórzy ministrowie zapewniają, że Polska nie będzie rezygnowała z węgla – uważam te deklaracje za jak najbardziej zasadne – ale jednocześnie polski rząd włącza się do działań narzucanych z zewnątrz, które mają doprowadzić do zaostrzenia reżimów emisji CO2, co siłą rzeczy oznacza rezygnację z taniej energii węglowej.
W Warszawie zakończyła się konferencja COP19 poświęcona właśnie „walce ze zmianami klimatycznymi”. Ministerstwo Środowiska stosuje taktykę „opóźniania przez poszerzenie”, deklaruje poparcie dla strategii ograniczania emisji, co jest dla Polski groźne i próbuje warunkować całość porozumienia udziałem w nim wszystkich członków ONZ. Wiadomo, że Chiny, Indie i wiele innych „wschodzących gospodarek” nie chce restrykcyjnej polityki emisyjnej. Nie jest jednak pewne, czy taktyka chowania się za nimi okaże się dla Polski wystarczająca. W UE mamy problem z próbami zaostrzania tzw. celu emisyjnego z 20 do 30 proc. Tym planom Polska powinna zdecydowanie przeciwstawiać się. Niestety, olbrzymia większość dokumentów dotyczących stanowiska rządu polskiego na forum UE zaczyna się od rytualnego zaklęcia, że w zasadzie polski rząd popiera unijne propozycje, a zastrzeżenia pojawiają się dopiero w dalszych fragmentach dokumentów. Trudne to jest do obrony w dyskusjach na unijnych forach.

– Można powiedzieć, że w sprawie redukcji emisji CO2 Polska na forum UE jest „za”, a nawet „przeciw”?

– Może nawet „przeciw”, ale w zasadzie okaże się, że „za”. Rezultat jest taki, że grozi nam zaostrzanie tych groźnych dla Polski przepisów. Powstaje zasadnicze pytanie: Gdzie jest ten punkt, w którym polski rząd powinien zdecydowanie powiedzieć: „Nie!”?

– Czy Polska mogłaby bardziej stanowczo zawalczyć o swój węgiel?

– Zdecydowanie tak, ponieważ sytuacja polskiej energetyki jest szczególna w Europie. Powinniśmy o tym mówić i nie wstydzić się z tego powodu. I trzeba mówić twardo, że nie mamy zamiaru rezygnować z węgla jako naszego dobra narodowego. Ale oczywiście powinno się robić wszystko, aby użycie węgla było jak najbardziej efektywne. Chodzi tu o nowoczesne technologie spalania węgla, żeby elektrownie miały sprawność powyżej 45 proc., a nie zaledwie nieco ponad 30 proc. Niestety, musimy te przestarzałe elektrownie szybko zamykać.

– Przede wszystkim dlatego, że ponadnormatywnie zanieczyszczają środowisko?

– Nie, nie tylko dlatego, że narzuca nam to pakiet klimatyczno-energetyczny, lecz dlatego, że są technologicznie zużyte. Musimy budować nowe elektrownie, a jeżeli przy okazji ktoś zauważy, że wiąże się z tym mniejsza emisja CO2 do atmosfery, to tym lepiej.

– Nowe elektrownie w Polsce – to ciągle brzmi jak bajka, Panie Pośle!

– To prawda, że nowe inwestycje w tym sektorze idą jak po grudzie… Na podstawie dzisiejszych rynkowych przesłanek zarząd spółki PGE stwierdził, że planowana od dawna budowa elektrowni w Opolu przynosiłaby tej spółce straty. Wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób szukać kompromisu – niezbędnego przy budowie tego rodzaju systemowej elektrowni – pomiędzy interesem państwa i bezpieczeństwem energetycznym kraju a interesem spółki – inwestora.

– Wydaje się, że strategia i polityka energetyczna jest w Polsce kojarzona wyłącznie z unijnym przymusem przechodzenia na inne niż węgiel źródła energii.

– To błędne podejście, bo przecież dla Polski nie jest ważny spór, czy budować elektrownie jądrowe, farmy wiatrowe, czy odchodzić od węgla itp. W naszej sytuacji to strata czasu. Istotna jest fundamentalna zgoda, że punktem wyjścia w energetycznych planach Polski są wielkie zasoby węgla, z których nie powinniśmy w żadnym razie rezygnować, jako że energia z węgla należy do najtańszych (po energii nuklearnej). Nie jest przypadkiem, że tuż za polską granicą Niemcy budują dziś elektrownie węglowe. Oczywiście, dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju potrzebna jest również rozsądna dywersyfikacja źródeł energii.

– Jak daleko należałoby posunąć ów proces dywersyfikacji źródeł energii?

– A o tym muszą zadecydować dokładne analizy. Przede wszystkim należałoby dążyć do produkcji taniej energii. Aby kiedyś ją mieć, już dziś trzeba ponieść niemałe koszty i potraktować je jako niezbędną inwestycję w bezpieczeństwo energetyczne i dobrobyt następnych pokoleń. Tak trzeba na to patrzeć. We Francji obecne pokolenie może cieszyć się tanią energią dzięki poniesionym przez poprzednie pokolenie kosztom budowy energetyki nuklearnej… To właśnie trzeba brać pod uwagę, formułując strategię państwa.

– Na jakie źródła poza węglem powinniśmy dziś stawiać?

– Szansą dla Polski jest oczywiście gaz z łupków. Dziś wielu rzeczy w tej sprawie jeszcze nie wiemy, choć optymistycznie patrząc, możemy się spodziewać nawet rewolucji w polskiej energetyce. Równocześnie trzeba pamiętać, żeby bezpieczeństwo energetyczne Polski nie padło ofiarą tego spodziewanego sukcesu.

– Abyśmy z węgla nie przestawili się euforycznie na gaz?

– Przychodzi mi tu na myśl przypadek Norwegii, gdzie w latach 70. ubiegłego wieku nastąpił wielki przełom po odkryciu złóż ropy i gazu na Morzu Północnym. W ciągu ok. 15 lat Norwegia zaczęła czerpać ogromne dochody z eksportu tych złóż. Rząd norweski jednak nie przestawił całej energetyki opartej na elektrowniach wodnych na te nowe źródła. Postanowiono nie tylko pozostać przy naturalnej w tym kraju hydroenergetyce, ale nawet ją rozwijać. To jest właśnie myślenie strategiczne.

– A istotą polskiego myślenia strategicznego powinno być pozostanie przy węglu jako najtańszym dziś w Polsce źródle energii?

– Tak, mimo nadziei na własny gaz w pełni pokrywający nasze potrzeby, a być może także na jego eksport. Siła i bezpieczeństwo polskiej energetyki muszą być oparte na racjonalnym zróżnicowaniu wykorzystywanych surowców energetycznych. Powinniśmy także, po poważnych konsultacjach społecznych, zdecydować już dziś, czy w Polsce będziemy budować elektrownię jądrową.

– Uważa Pan, że powinniśmy?

– Uważam, że to jest racjonalne i dobrze byłoby w Polsce zbudować jedną lub dwie elektrownie jądrowe. Właśnie po to, żeby zróżnicować ten niezbędny „mix energetyczny”.

– UE domaga się zwiększenia udziału tzw. odnawialnych źródeł energii. Czy powinniśmy ulec tej ekologicznej tendencji?

– Już dziś staje się jasne, że nie. Mniej więcej 10 lat temu część europejskiej gospodarki i europejskich polityków uwierzyła, że będzie można zdobyć przewagę konkurencyjną, inwestując w odnawialne źródła energii, a w sferze publicznej posłużono się argumentacją ideologiczno-ekologiczną. Teraz okazuje się, że ci, którzy zainwestowali bardzo duże pieniądze w ten sektor, obawiają się, że nie uda się wyciągnąć z tego spodziewanych zysków. Aby odzyskać swój kapitał, bronią tamtej niedobrej decyzji, usilnie przekonując innych np. do zalet energetyki wiatrowej budowanej na wielką skalę. Należałoby więc wreszcie odideologizować to unijne podejście do tego rodzaju alternatywnych źródeł energii. W żadnym razie nie powinniśmy do nich dopłacać z naszych podatków. Dziś UE i poszczególne kraje z powodów pozaracjonalnych, pozaekonomicznych dotują określone odnawialne źródła energii.

– I naprawdę nie chodzi tu o względy ekologiczne i klimatyczne?

– To tylko zasłona dymna. Bo w istocie dotowani są producenci tych kosztownych urządzeń. Dlatego wobec promowania tej gałęzi energetyki jestem bardzo sceptyczny. Godne uwagi wydaje się natomiast rozwijanie tzw. rozproszonych źródeł energii. Gdybyśmy stworzyli odpowiednie warunki dla mikroźródeł produkcji prądu elektrycznego, to można by uzyskać tyle energii, ile wytwarza jedna elektrownia systemowa. Choć więc nie rozwiązywałoby to problemu energetycznego Polski, to z pewnością poprawiałoby bezpieczeństwo. Rozproszenie źródeł energii sprawia, że trudniej w taki system energetyczny ingerować z zewnątrz. Cały system staje się ponadto bardziej elastyczny, czego wymaga przyłączenie wielu małych źródeł energii. Szeroko rozumiana elastyczność, czyli zdolność adaptacji do nowych technologii, nowych źródeł energii, powinna być dziś podstawową cechą strategii energetycznej.

– Polska polityka energetyczna taka nie jest? Jak się wydaje, nie ogarnia dziś nawet tak realnej alternatywy, jaką mogą tworzyć polskie złoża gazu łupkowego. Dlaczego?!

– Z pewnością to, co się dzieje w sprawie ustawowych regulacji dotyczących gazu łupkowego, jest horrendalne. Ciągle ich nie ma. Naprawdę trudno to pojąć. Donald Tusk do tej pory nie chciał lub nie potrafił skoordynować pracy swoich ministrów w tym zakresie. Jak będzie teraz, po rekonstrukcji rządu, zobaczymy.

– Co dla tej sprawy oznacza ostatnia dymisja ministra środowiska i zastąpienie go przez dotychczasowego wiceministra finansów?

– Nowy minister środowiska deklaruje, że jego głównym zadaniem będzie „przyspieszenie” prac nad uruchomieniem wydobycia gazu ze złóż łupkowych. Niestety, pamiętamy, że to m.in. długie spory z Ministerstwem Finansów reprezentowanym przez min. Grabowskiego spowodowały opóźnienie prac nad rządowym projektem ustawy łupkowej. Zobaczymy, kiedy i w jakim ostatecznie kształcie rząd Donalda Tuska projekt zatwierdzi?!

– A czego się spodziewać w zakresie polityki energetycznej w razie przejęcia rządu przez PiS? Zaprzestania realizacji zobowiązań wynikających z pakietu klimatyczno-energetycznego, kategorycznego oprotestowania kolejnych unijnych zaostrzeń w sprawie redukcji emisji CO2?

– Z pewnością w Prawie i Sprawiedliwości uważamy, że przepisy wynikające z realizacji pakietu klimatyczno-energetycznego są dziś szkodliwe dla polskiej gospodarki. Podzielam opinię tych, którzy uważają unijną kampanię walki ze zmianami klimatycznymi za narzędzie, które służy innym celom niż ekologiczne. Dlatego zasadne wydaje się maksymalne ograniczanie negatywnego wpływu tych przepisów o redukcji emisji CO2 i handlu emisjami, które będą wprost uderzały szczególnie właśnie w polską gospodarkę.

– I w bezpieczeństwo energetyczne, na które PiS ma lepszą receptę?

– W tej sprawie wiele zależy i będzie zależało od racjonalnego, ale jednoznacznie twardego stanowiska każdego polskiego rządu. Trzeba pamiętać, że bezpieczeństwo energetyczne nie jest nam dane raz na zawsze. Jeżeli nie zbudujemy w Polsce nowych elektrowni i będziemy zmuszeni do importu energii elektrycznej, rozpocznie się proces uzależniania polskiej gospodarki od decyzji zewnętrznych. Gdy Prawo i Sprawiedliwość dojdzie do władzy, zadba o to, by tak nie było.

– Nawet kosztem kategorycznej niezgody na rozwiązania narzucane przez Unię Europejską?

– Jeśli będzie to konieczne, to tak. Ale przede wszystkim trzeba przekonywać, że nie ma sprzeczności między dbaniem o interesy własnego kraju a troską o dobro całej Europy. Europa będzie silna tylko siłą państw europejskich. A Unia Europejska nie stanie się znaczącym graczem w skali globalnej, jeśli osłabione będą gospodarki jej krajów członkowskich.

* * *

Dr Piotr Naimski – polityk, biochemik, nauczyciel akademicki, działacz opozycji w okresie PRL-u, publicysta, były wiceminister gospodarki, poseł na Sejm VII kadencji

Tagi:
wywiad polityka

Wotum wdzięczności za 50-lecie istnienia archidiecezji

2019-06-20 10:11

pk / Szczecin (KAI)

Archidiecezja Szczecińsko-Kamieńska chce zbudować kościół i szkołę na Madagaskarze. Ma to być wotum wdzięczności na zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Zbiórka funduszy na ten cel już trwa, a konsekracja kościoła ma nastąpić w 2022 r. W Szczecinie w ostatnich dniach przebywał misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak z Madagaskaru, który opowiadał o całym projekcie. O szczegółach pomysłu i o chrześcijaństwie na Madagaskarze mówi KAI ks. dr. Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej.

Archiwum
Ks. dr Paweł Płaczek

KAI: – Skąd pomysł na kościół na Madagaskarze?

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej: – Wybudujemy szkołę i kościół na Madagaskarze jako wotum wdzięczności za zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Wspomożemy tym projektem ojców oblatów, którzy już od 30 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Będzie to dar naszego serca, a jednocześnie przywrócenie godności dzieciom, które żyją w Kościele pierwszej ewangelizacji. Tytuł kościoła będzie związany z główną patronką naszej Archidiecezji – Matką Kościoła i Jej ten dar dedykujemy. Konsekracja kościoła i otwarcie budynku szkoły planowane są w 2022 r.
Projekt kościoła i szkoły oraz kosztorys przedstawił misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak posługujący 24 lata na Madagaskarze. Budynek kościoła ma mieć wymiary 20 na 10 metrów. Będzie pełnił również funkcję szkoły. Poza tym budynkiem chcemy też wybudować przynajmniej dwie dodatkowe klasy, żeby grupa dziecięca, podstawowa i starsze dzieci mogły się uczyć. Kościół i szkoła kosztowałyby około 15 tys. euro. Taki kościół czy szkołę można wybudować w 4 miesiące, jeśli wszystko idzie według planów. Gdybyśmy wybudowali nowy kościół, który byłby też szkołą, to byłby to prawdziwy cud dla wioski. Budowa takich budynków jest bardzo droga, gdyż wszystko trzeba przywieźć z dużego miasta, którego odległość wynosi od 60 do 100 kilometrów i do tego trzeba przebyć wyschniętą rzekę. W porze suchej jest piaszczysta, a w porze deszczowej ma 7 m głębokości. Oczywiście nie ma mostu. Czasem nawet do 4 miesięcy miejscowi są odcięci od świata. Transporty mogą być tylko od czerwca do grudnia. Te warunki podrażają budowę. Na Madagaskarze są półpustynne warunki.

– Skąd Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej znalazło się na Madagaskarze?

– Przed 1980 r. biskup z Tamatave - największego miasta portowego na Madagaskarze - pojechał do Rzymu szukać misjonarzy, ponieważ przebywający tam monfortani się starzeli i była potrzeba poszukiwania nowych misjonarzy. Pierwsza piątka oblatów na wniosek Generała Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, który jest w Rzymie wyjechała z Polski 3 grudnia 1980 r. Na początku tylko do diecezji Tamatave, potem trafili również do stolicy Antananarywy, dziś są w 4 na 18 diecezji. W sumie jest 90 misjonarzy Zgromadzenia (miejscowych i polskich). Oblaci rozpoczęli misję na Madagaskarze właściwie od zera. Trzydzieści lat temu był mały kościół, który właściwie był ruiną. Najpierw zaadoptowali zdewastowany budynek, aby mieć gdzie mieszkać, na początku spali na workach po cemencie. Do misji przynależy 5 wiosek, w tym 3 duże wioski, czyli z 200 chat. Jedna z wiosek, której chcemy pomóc to Misokitsy. W tym roku zakonnicy rozpoczęli nauczać dzieci w baraku. Jest prawie 70 dzieci. W całej wiosce jest prawie 300 dzieci.
Gdybyśmy jednak chcieli podsumować liczbę misjonarzy na całym Madagaskarze, to jak podaje o. Marek Ochlak, jest około 70 misjonarzy z Polski. To księża, siostry i bracia zakonni. Jest też kilku Polaków misjonarzy świeckich. Ważną rolę w historii Madagaskaru odgrywają jezuici i tu szczególnie należy podkreślić rolę o. Jana Beyzyma, który posługiwał wśród trędowatych. Zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Vincentego a Paolo, franciszkanie, kapucyni i salezjanie też zostawili swój ślad na Madagaskarze.
W sumie, patrząc na religijny przekrój społeczeństwa, 40 proc. to chrześcijanie, w tym 20 proc. to katolicy. Potem luteranie, kalwiniści i anglikanie, którzy, jak dodaje o. Marek Ochlak, stworzyli pierwszy przekład Biblii tłumaczony na oficjalny język malgaski. Najmniej wśród chrześcijan jest prawosławnych. 50 proc. społeczeństwa jednak stanowią animiści, dla których podstawa to oparcie się na wierzeniach plemiennych. Chrześcijaństwo na Madagaskarze to około 150 lat historii i Malgasi są otwarci na wiarę w Jezusa Chrystusa. Przy chorobach i pogrzebie jednak wciąż jeszcze udają się do miejscowych czarowników, by złożyć ofiary.
Na początku września z wizytą do stolicy Madagaskaru udaje się papież Franciszek i jak podkreśla o. Marek, to ma być okazja dla miejscowych, aby ludzie na świecie odkryli, że Madagaskar liczy się w Kościele Katolickim.
KAIŁ Jakie inne inicjatywy podejmują Papieskie Dzieła Misyjne Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej?

– To wsparcie duchowe – modlitwa za misje i o powołania misyjne, budzenie i pogłębianie świadomości odpowiedzialności za misje katolickie w świecie wśród katechetów, a poprzez nich wśród dzieci, młodzieży i rodziców.

– Inne formy pomocy to trzy wyjazdy do Kenii katechetów zaangażowanych w działalność misyjną w parafiach i szkołach posługi (2017, 2018 i 2019), warsztaty metodyczne dla katechetów Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej poświęcone zagadnieniom misyjnym, włączenie się w „Program adopcji ucznia” w Kenii. Obecnie pomocą stypendialną objętych jest 447 dzieci z przedszkoli, szkół podstawowych, średnich i z Niższego Seminarium Duchownego w Isiolo w Kenii, dwie animacje misyjne w szkołach i parafiach przeprowadzone przez ks. Jeremy Kabuga Murithi – proboszcza parafii w Kipsing i s. Mary Casty Kanyaki Kiraithe ze zgromadzenia sióstr felicjanek. Przeprowadziliśmy także akcję pt. „Piórnik i lizak dla ucznia z Kipsing”. W trakcie trwania akcji zebrano około sześciu tysięcy piórników wraz z lizakami. Finansowo wspieramy przedszkole w Kipsing w wysokości 2 tys. dol. rocznie, w ramach akcji „Okulary dla Kenii” zebraliśmy już ok. 28 tys. par okularów.
Kupiliśmy 25 materacy dla internatu przy szkole podstawowej w Kipsing, pompę wodną dla Kipsing oraz sfinansowaliśmy przeszkolenie miejscowego pracownika do jej obsługi. Dzięki funduszom jest też 40 ławek w szkole podstawowej w Kipsing, 15 stołów i 30 ławek do jadalni szkoły podstawowej w Kipsing. Kupiliśmy ok. 1500 kg kukurydzy i 1500 kg fasoli (podczas każdego z 3 wyjazdów do Kenii - dla dzieci ze szkoły w Kipsing), a także wózek inwalidzki. Wspieramy działalność misyjną placówek prowadzonych przez siostry felicjanki (Zgromadzenie Sióstr Św. Feliksa z Kantalicjo), szczególnie misję w Kipsing - najbardziej ubogi z ośrodków. Wsparliśmy misję Missiones w Argentynie – o. Bernardynów; wspieramy obecnie projektem ojców Oblatów z Madagaskaru. Wszystkie dzieła są owocem zbiórek w zachodniopomorskich szkołach, ale także hojności przedsiębiorców i indywidualnych darczyńców.

– To wszystko wpisuje się szczególnie w miesiąc misyjny...

– Niebawem rozpocznie się ogłoszony przez Ojca Świętego Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w całym Kościele. Będzie to październik. Ufam, że ten czas pozwoli nam wszystkim zrozumieć, że misje są dla nas wszystkich zadaniem. Kościół ze swojej natury jest misyjny. Jednym z sześciu zadań katechezy jest wprowadzenie do misji. Misje są sprawą całego Ludu Bożego. Każdy kapłan musi mieć w sobie choć małą cząstkę zapału misyjnego. To jest również wyznacznik jego codziennego powołania. Jestem przekonany, że to nasze wotum na Madagaskarze będzie z jednej strony potwierdzeniem serca, że rozumiemy naturę Kościoła, a z drugiem strony pokazaniem wdzięczności, bo przecież i my 50 lat temu dostaliśmy finansowe wsparcie na budowę struktur pastoralnych w naszej Archidiecezji. I nie było to przecież z Polski. Dlatego czas i teraz na nas, by w ten symboliczny sposób uruchomić pomost materialnej pomocy dla Kościoła na misjach.

– Skąd ta pasja i miłość do misji?

– Z jednej strony z usłyszanego słowa, a z drugiej z doświadczenia Kościoła pierwszej ewangelizacji. Pamiętam jak św. Matka Teresa z Kalkuty apelowała do ludzi: „Jeśli nie potrafisz nakarmić głodnych całego świata, nakarm choć jedno dziecko”. Słowo plus nasze doświadczenie mobilizują nas do działania na rzecz misji. Wszystkie nasze spotkania, zarówno w Kenii, jak i tutaj – to wzajemne ubogacanie się poprzez poznawanie innej kultury, innego sposobu życia, wyznawania wiary i chwalenia Pana Boga. To działa w obie strony: my poznajemy ich, a oni nas. My im dajemy coś materialnego, a oni modlą się za nas. Siostra Casty, felicjanka posługująca w Kipsing powiedziała, żegnając w Kipsing szczecińskich katechetów: „Chociaż Rok Miłosierdzia już się skończył, jesteście dla nas jednym z jego owoców. Dziękujemy za wiarę i nadzieję, którą się z nami podzieliliście. Dziękujemy za wszystko, co przywieźliście, ale jeszcze bardziej dziękujemy za waszą obecność wśród nas”. Grono ludzi zainteresowanych projektami misyjnymi w naszej Archidiecezji stale rośnie. Widać wyraźne ożywienie w tej dziedzinie. Katecheci promują Papieskie Dzieła Misyjne, biorą czynny udział w Orszaku Trzech Króli, uczniowie naszych szkół uczestniczą w konkursach misyjnych i olimpiadzie misyjnej. Zawsze brali udział w akcjach misyjnych, ale były to zadania wyznaczane odgórnie, a więc nie wzbudzały takiego entuzjazmu. Może nie do końca katecheci rozumieli te inicjatywy misyjne. W tej chwili wszelkie inicjatywy dotyczące misji przyjmowane są z pełnym zrozumieniem, wielkim entuzjazmem i chęcią działania.

– Dziękuję za rozmowę.

– Rozmawiał Piotr Kołodziejski
Część pieniędzy jest już zebrane podczas zbiórek szkolnych, parafialnych. Każdy może wesprzeć nowe dzieło ofiarą na specjalne konto misyjne diecezjalnej Fundacji “Szczecińska”:

18 1750 0012 0000 0000 2691 4078 z dopiskiem: budowa szkoły i kościoła na Madagaskarze Bank BGŻ BNP Paribas S.A. Fundacja SZCZECIŃSKA ul. Królowej Korony Polskiej 28E, 70-485 Szczecin

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komunikat kurii gliwickiej w związku z zatrzymaniem proboszcza z Pawonkowa

2019-06-17 18:18

ks. sw / Gliwice (KAI)

Kuria gliwicka poinformowała w przesłanym KAI komunikacie, że z głębokim ubolewaniem i zaskoczeniem przyjęła informację o zarzutach postawionych proboszczowi parafii św. Katarzyny w Pawonkowie oraz prowadzonym dochodzeniu prokuratorskim. Wobec księdza podejrzanego o przestępstwa seksualne wobec osoby małoletniej niezwłocznie wszczęto postępowanie kanoniczne, a proboszcz został zawieszony we wszelkich obowiązkach duszpasterskich.

pixabay.com

Kuria odnosi się w komunikacie do sprawy ks. Waldemara C., proboszcza z parafii w Pawonkowie w powiecie lublinieckim. Kapłan został zatrzymany pod zarzutem przestępstw o charakterze seksualnym, m.in. dopuszczania się tzw. innych czynności seksualnych wobec osoby małoletniej oraz prezentowania jej treści o charakterze pornograficznym. Po przesłuchaniu w prokuraturze w Lublińcu ksiądz został aresztowany na trzy miesiące.

Mieszkanie ks. C. zostało przeszukane w ubiegły czwartek. Został zabezpieczony sprzęt komputerowy, który zostanie zbadany przez biegłego z zakresu informatyki. Tego samego dnia zatrzymano księdza.

Poniżej pełny tekst komunikatu:

Gliwice, 17 czerwca 2019 roku

KOMUNIKAT KURII DIECEZJALNEJ W GLIWICACH W ZWIĄZKU Z ZATRZYMANIEM PROBOSZCZA PARAFII W PAWONKOWIE

Z głębokim ubolewaniem i zaskoczeniem przyjęliśmy informację o zarzutach postawionych proboszczowi parafii św. Katarzyny w Pawonkowie oraz prowadzonym dochodzeniu prokuratorskim. Po otrzymaniu tej informacji została niezwłocznie wszczęta procedura kościelna, zaś proboszcz parafii został zawieszony we wszelkich obowiązkach duszpasterskich.

Równocześnie Kuria Diecezjalna deklaruje wszelką pomoc instytucjom publicznym w wyjaśnieniu sprawy oraz osobom poszkodowanym. Deklarujemy ponadto, że ze strony kościelnej zostaną dołożone wszelkie starania w celu wyjaśnienia okoliczności sprawy.

Kuria Diecezjalna w Gliwicach Kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zabawa: młodzi zamieszkają w namiotach przy sanktuarium bł. Karoliny

2019-06-26 10:02

eb / Tarnów (KAI)

Miasteczko Modlitewne to wakacyjna propozycja dla młodzieży. Uczestnicy rozbiją namioty w Zabawie przy sanktuarium bł. Karoliny - dziewicy i męczennicy. Do udziału zaproszeni są młodzi z całej Polski. Miasteczko to jedna z największych modlitewnych inicjatyw Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, zainspirowana życiem i świadectwem życia bł. Karoliny.

Grażyna Kania
Sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie

„Bł. Karolina to osoba - magnes. Ma w sobie coś co przyciąga ludzi z całej Polski. Wiele osób nie zna Karoliny i przyjeżdża na Miasteczko, by poznać patronkę KSM-u. Szczególnie mocnym doświadczeniem jest dla nich udział w drodze krzyżowej szlakiem męczeństwa bł. Karoliny w Wał - Rudzie” - mówi Grzegorz Opioła, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Diecezji Tarnowskiej.

Hasło tegorocznego spotkania brzmi „Listy do K.” W programie m.in. modlitwa, spotkania w grupach, pogodne wieczory. Miasteczko Modlitewne odbędzie się w Zabawie od 27 lipca do 2 sierpnia. Więcej informacji na http://miasteczkomodlitewne.pl/ Formularz zgłoszeniowy należy wysłać do 18 lipca.

Ubiegłoroczne Miasteczko Modlitewne zgromadziło ok. 120 osób. Młodzi przyjechali z różnych rejonów kraju. Były też dwie osoby mieszkające w Hiszpanii.

Karolina Kózkówna urodziła się 2 sierpnia 1898 r. w wielodzietnej rodzinie w podtarnowskiej wsi Wał-Ruda. Mimo młodego wieku i braku specjalistycznego wykształcenia prowadziła bardzo aktywne działania na rzecz społeczności lokalnej. Była animatorką i liderką życia religijnego.

Należała do stowarzyszeń religijnych, angażowała się w tworzenie i formowanie nowej wspólnoty parafialnej powstałej z połączenia dwóch miejscowości, gdy została utworzona nowa parafia w Zabawie. Uczyła katechizmu dzieci z wioski, organizowała dla nich zajęcia, przygotowywała do przyjęcia Komunii św. chorych współmieszkańców. Pomagała w prowadzeniu prywatnej biblioteki wujowi Franciszkowi Borzęckiemu, umożliwiała dorosłym dostęp do literatury religijnej.

Wrażliwa na potrzeby chorych i biednych, odwiedzała ich w domach i wspierała w potrzebach. Była przykładem pracowitości i uczciwości oraz poczucia odpowiedzialności za rodzinę. Swoją postawą zdobyła powszechne uznanie i szacunek wśród współmieszkańców, którzy mówili, że jest „pierwszą duszą do nieba”.

Zginęła heroicznie, broniąc swej godności i honoru 18 listopada 1914 r., gdy została zaatakowana przez rosyjskiego żołnierza, który w bestialski sposób ją zamordował.

Jan Paweł II beatyfikował Karolinę Kózkównę 10 czerwca 1987 r. w Tarnowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem