Reklama

„Archiwum Byrskich” w Gorzowskiej PWSZ im. Jakuba z Paradyża

Odnaleziona partytura

2014-01-23 11:53

Veneta i Andrzej Pierzchałowie
Edycja zielonogórsko-gorzowska 4/2014, str. 7

Archiwum Autorów

W roku minionym zarówno globalnie, jak i lokalnie obchodziliśmy 100-lecie urodzin Witolda Lutosławskiego m.in. poprzez parlamentarnie zadekretowany rok wielkiego kompozytora. Natomiast już całkiem lokalne, acz ważne dla gorzowskiej kultury 50 lat od objęcia dyrekcji Teatru im. Juliusza Osterwy przez Irenę Byrską, a właściwie małżeństwo Ireny i Tadeusza Byrskich minęło raczej bez echa mimo wysiłków nielicznych. Ale te trzy niezwykłe osoby łączyło „coś”, co mimo lokalnej kulturalnej indolencji ma walor trwały, a i… sensacyjny poniekąd. Poza przyjaźnią, artystyczną współpracą i korespondencją była to tzw. zaginiona partytura.

Osiem lat temu pamiątki, ale też dokumenty, korespondencje, fotografie i dokumentacje artystyczne po tym wybitnym teatralnym małżeństwie dzięki staraniom Janusza Dreczki, zaprzyjaźnionego z Ireną Byrską i jej rodziną, niegdysiejszego dyrektora Wydziału Kultury gorzowskiego Urzędu Wojewódzkiego, znalazły swoje godne miejsce w Bibliotece Głównej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Jakuba z Paradyża. Wśród tej niezwykłej, ważnej i bogatej spuścizny, która pod okiem dyrektora tej książnicy Sławomira Jacha systematycznie jest porządkowana (dochodzą nowe) i dygitalizowana, można znaleźć m.in. bogatą korespondencję z ważnymi osobistościami polskiej i światowej kultury. Listy m.in. Czesława Miłosza, Alberta Camusa, Witolda Gombrowicza, Jerzego Grotowskiego, Konstantego I. Gałczyńskiego, Antoniego Uniechowskiego, Zbigniewa Herberta (był za czasów Byrskich kierownikiem literackim gorzowskiej sceny) i Jarosława Iwaszkiewicza czy Witolda Lutosławskiego obok scenariuszy, plakatów, zdjęć, programów teatralnych, wycinków prasowych, ale też notatek i np. rachunków stanowią istotną zawartość owego „archiwum Byrskich”. W korespondencji tej przeplatają się zarówno, co oczywiste, wątki artystyczne, jak i osobiste, ale też finansowe i techniczne, a nawet całkiem codzienne i przyziemne. I tu pora na opowiedzenie przypadku zgoła sensacyjnego, jaki stał się udziałem dyrektora Jacha, który swego czasu natrafił na szarą kopertę z partyturą (rękopis + kopia) muzyki do spektaklu „Nie igra się z miłością” Alfreda de Musseta, oryginalnego utworu autorstwa Witolda Lutosławskiego. Skojarzył to z treścią jednego z listów kompozytora do Tadeusza Byrskiego, w którym ów dopytuje o jedyny egzemplarz partytury utworu (muzyka na flet solo) stworzonego na zamówienie Byrskiego w 1959 r. Z dalszej korespondencji dowiedział się, że adresat prośby owych nut u siebie nie odnalazł. Toteż trudno się dziwić reakcji dyrektora uznającego odnalezienie po latach partytury za swoistą sensację, tym bardziej że naturalną koleją rzeczy również dla ZAIKS-u i Towarzystwa im. W. Lutosławskiego był to utwór zaginiony, a oryginalnych rękopisów maestra i tak jest u nich niewiele. Tak więc Biblioteka Główna gorzowskiej PWSZ im. Jakuba z Paradyża, instytucja względnie młoda, ale nowoczesna nad wyraz, szczyci się obok funkcjonalnego wnętrza i technicznego wyposażenia również rzeczonym „archiwum” jako jednym ze swoich największych skarbów.

Reklama

PS1 Warto przypomnieć, że ówczesne władze Gorzowa w 1966 r. pozbawiły Irenę Byrską dyrektorskiego stanowiska m.in. za „ostentacyjną religijność” (jak zanotował pewien funkcjonariusz) polegającą na codziennym udziale przed pracą na porannej Mszy św.

PS2 28 stycznia przypada 17. już rocznica śmierci śp. Ireny Byrskiej.

Tagi:
muzyka

Reklama

Do wszystkiego się dorasta

2019-08-06 09:21

Piotr Iwicki, muzyk, publicysta
Niedziela Ogólnopolska 32/2019, str. 53

Wikipedia
„Nie można wątpić w ludzkość, wiedząc, że Mozart był człowiekiem”

Ludzkie życie jest drogą. Wiecznym poszukiwaniem w każdym aspekcie naszej ziemskiej bytności. Kiedy mówimy: wierzę, zbliżamy się do prawdy, ona jest w nas, wychodzi z nas. Staje się motorem działania, natchnieniem, celem. Bo „wierzę”, to nie jest słowo rzucane na wiatr.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Portoryko: tragiczna śmierć polskiego misjonarza

2019-08-19 14:19

vaticannews / San Juan (KAI)

W Portoryko tragicznie zginął polski misjonarz ks. Stanisław Szczepanik ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Wiele wskazuje na to, że poniósł śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Okoliczności bada jednak policja, ponieważ nieprzytomnego kapłana znaleziono leżącego na chodniku z rozbitą głową. Obok stał rower, którym misjonarz jechał na poranną Eucharystię. Nie było żadnych świadków zdarzenia. Do wypadku doszło 16 sierpnia w Ponce, gdzie ostatnio pracował. Dwa dni później zmarł w miejscowym szpitalu. Zgodnie z ostatnią wolą ks. Szczepanika, zawartą w testamencie napisanym zakonnym zwyczajem przed wyjazdem na misje, jego narządy przekazano do przeszczepu.

pixel2013/pixabay.com

„Był człowiekiem niezwykle przyjacielskim, otwartym na ludzi, którym służył, ale i braci, z którymi dane mu było pracować” – mówi Radiu Watykańskiemu ks. Jarosław Lawrenz, którego zmarły kapłan wprowadzał w realia pracy misyjnej w Zairze. Następnie w 2000 r. razem zakładali placówkę misyjną na Haiti.

"Ks. Stanisław przede wszystkim był otwartym człowiekiem, poszukującym zawsze najlepszego rozwiązania dla dobra drugiego. Był bardzo pracowity i bardzo od siebie wymagał. Zawsze chciał się dobrze przygotować do pełnionej funkcji. Pamiętam, jak kończył pracę w terenie i poproszono go, żeby poprowadził kierownictwo duchowe w seminarium w Kinszasie. Zwrócił się wówczas do przełożonych, by wysłali go na studia. I w Paryżu u jezuitów skończył duchowość. Z kolei gdy szedł do buszu uczył się lokalnego języka, by móc z się porozumiewać z ludźmi, którzy zostali mu powierzeni. Pamiętam, że gdy w 2000 roku razem wyjechaliśmy na Haiti, zajął się klerykami będącymi na początku formacji. Pierwszą rzeczą, od której zaczął tych ludzi przygotowywać do kapłaństwa i otwierać na sens i bogactwo powołania było Słowo Boże i liturgia. Dla niego Eucharystia była bardzo ważna i myślę, że ktokolwiek go z tego czasu pamięta, to będzie wskazywał na znaczenie kaplicy w jego życiu. Dla niego miejsce spotkania z Panem było bardzo ważne. Zawsze odwoływał się do łaski Pan. Mówił, że jeżeli Bóg nas tutaj wysłał i jeżeli Bóg chciał byśmy tu byli, to On nam pomoże” - wspomina w rozmowie z papieską rozgłośnią ks. Lawrenz.

Ks. Szczepanik miał 63 lata. W 1981 r. wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, a w 1985 r. przyjął święcenia kapłańskie. Rok potem wyjechał na misje najpierw do dawnego Zairu (obecnie Demokratyczna Republika Konga), a następnie na Haiti, Dominikanę i do Portoryko. Współbracia wspominają go jako oddanego ludziom kapłana, niestrudzonego spowiednika i kierownika duchowego. Był też wielkim promotorem kultu Bożego Miłosierdzia. Wolą misjonarza było zostać skremowanym i spocząć w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wyszogród: wizyta Flisa Obojga Narodów w rocznicę Unii Lubelskiej

2019-08-20 21:13

eg / Wyszogród (KAI)

Flis Obojga Narodów, czyli 80-metrowa tratwa, płynąca po Polsce w 450. rocznicę Unii Lubelskiej, gościł w Wyszogrodzie w diecezji płockiej. Flisacy wykonali flisacką pieśń i strzał ze specjalnej armaty. Płyną historycznym szlakiem, łączącym Litwę i Polskę.

festiwalwisly.pl

Flis Obojga Narodów, to 80-metrowa tratwa, wykonana z 56 metrów sześciennych drewna, a dokładnie z 13-metrowych bali podsychających świerków, specjalnie na ten cel wybieranych w Puszczy Knyszyńskiej. Drewniane bele wiązane są tradycyjnymi sposobami.

Współcześni flisacy, pod kierunkiem retmana Mieczysława Łabęckiego, wyruszyli z Goniądza, aby dopłynąć do Torunia, przez: Warszawę, Nowy Dwór Mazowiecki, Czerwińsk nad Wisłą, Wyszogród, Włocławek, Ciechocinek. Tratwa płynie przez trzy rzeki: Biebrzę, Narew i Wisłę.

Trasa nie była przypadkowa: jest to szlak łączący Polskę z Litwą, służący do spławiania drewna z Polesia. Tratwa płynie więc historycznym szlakiem, łączącym Litwę i Polskę, w 450. rocznicę powstania Unii Lubelskiej, czyli Powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

W Wyszogrodzie flisacy zaśpiewali pieśń i oddali strzał ze specjalnej armaty. Wyjaśnili, że chcą tym spływem przybliżyć wszystkim dawną tradycję spławiania drewna.

1 lipca 1569 r. w Lublinie dwa suwerenne narody Litwy i Polski wolą swoich przedstawicieli w niezawisłych sejmach utworzyły Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Ogromne, największe państwo ówczesnej Europy rozwijało się wzbogacając przenikaniem wzajemnym kultur Litwy i Polski oraz wszechstronną współpracą gospodarczą. Dużą rolę w łatwej i taniej wymianie towarowej spełniały rzeki. Transportowano nimi płody rolne i leśne, głównie zboża i drewno. Spławiane wodą drewno, jako niezbędny budulec domów i statków, wiązane w tratwach było częstym widokiem rzecznych pejzaży. Flis Obojga Narodów został pomyślany jako ekspedycja, która przypomina zanikłą zupełnie tradycję flisacką spławu drewna rzekami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem