Reklama

Chrześcijaństwo w symbiozie z Europą

2014-01-29 07:58

Ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 5/2014, str. 42-43

O debacie związanej z obecnością krzyża w przestrzeni publicznej jest głośno co najmniej od kilku lat. Obrona krzyża traktowana jest przez niektórych jako wyraz zaściankowości i klerykalizmu. Okazuje się jednak, że u jej podstaw leżą wartości, z których zbudowana jest wspólna Europa

W europejskiej debacie wiele zmieniło się po wydarzeniach związanych z rodziną Albertin. Dwaj synowie Finki Soile Lautsi chodzili do szkoły w Abano Terme. Ich ojciec, Włoch, w 2002 r. podczas zebrania rodziców złożył wniosek o zdjęcie krzyża ze ścian szkoły, do której uczęszczali synowie. Dyrekcja i rodzice stanowczo odmówili, co sprowokowało członkinię towarzystwa agnostyków i ateistów do wniesienia sprawy do sądu administracyjnego o „pogwałcenie zasad laickości państwa”. Powołała się ona przy tym na Europejską Konwencję Praw Człowieka. Sąd przychylił się do jej wniosku, uznając, że obecność krzyża na ścianie uniemożliwia jej wychowanie dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

Na tym jednak sprawa się nie skończyła. Najpierw wypowiedział się Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, przyznając rację włoskiej rodzinie. W drugiej jednak instancji, obradując w pełnym składzie, uchylił swoje poprzednie rozstrzygnięcie, a wniosek zaskarżający obecność krzyża w szkole oddalił, a więc wycofał się z poprzedniego nakazu zdjęcia krzyży ze ścian szkół publicznych we Włoszech.

Sąd nad krzyżem

W sprawie krzyża 21-osobowy międzynarodowy skład sędziowski wysłuchał wystąpień dwóch przedstawicieli pozywającej Soile Lautsi i dwóch przedstawicieli strony włoskiej. W trakcie posiedzenia głos zabrał profesor prawa międzynarodowego na Uniwersytecie w Nowym Jorku – ortodoksyjny Żyd amerykański Joseph Halevi Horowitz Weiler, reprezentujący 14 państw, które w ramach procedury odwoławczej wspierają włoski rząd.

Reklama

Występując w jarmułce, Weiler mówił o świeckości państw w Europie. Zwrócił szczególną uwagę na różnorodność sposobów rozumienia laickości oraz nawiązał do historii Europy i jej tożsamości kulturowej. Według niego, czym innym jest „zmuszanie do aktów religijnych”, a czym innym „krzyż na ścianie czy portret królowej angielskiej, która jest głową Kościoła”.

Weiler stwierdził, że „wolność pozytywna i negatywna w sprawie wiary jest wielką lekcją pluralizmu w Europie”. Zaznaczył, że to nie Trybunał, ale każde państwo powinno ustalać „ramy świeckości według swoich zwyczajów i kultury”. „Świeckość nie może być kolejną nietolerancją wobec własnej tożsamości” – podkreślił żydowski naukowiec.

Jego uwagi z powodzeniem mogłyby przydać się polskim politykom, którzy niedawno oburzali się na, ich zdaniem, katolicki czy religijny charakter obchodów państwowych. W dyskusji można było nawet usłyszeć postulat, by nie organizowano pogrzebów państwowych z udziałem osób duchownych, wówczas świecki rytuał byłby obowiązkowy. Aż dziw bierze, jak w tego typu postulatach brakuje elementarnej wyobraźni. Przecież także ludzie pełniący w Polsce najwyższe stanowiska bywają praktykującymi katolikami. Jak zatem należałoby wyobrazić sobie pochówek prezydenta, który ma prawo do katolickiego pogrzebu, będąc katolikiem? Tym bardziej prawo to mają jego najbliżsi, którzy wręcz nie wyobrażają sobie innego pochówku. A zatem powyższe postulaty wiążą się z jawnym gwałtem na wolności religijnej.

Godności się nie depcze

Ukazała się właśnie książka Carlo Cardii pt. „Tożsamość religijna i kulturowa Europy. Sprawa krzyża”. Publikacja została wydana przez Spółdzielczy Instytut Naukowy w Sopocie na zlecenie Polskiego Instytutu Katolickiego Sursum Corda. We wstępie do polskiego wydania senator Grzegorz Bierecki pisze: „Należy zadać pytanie, czy współczesne prawo powinno chronić przed bluźnierstwem zarówno jednostkę, jak też i społeczeństwo? Brutalność ataków ze strony środowisk ateistycznych, których celem jest usunięcie z przestrzeni publicznej symboli religijnych, prowadzi do ekstremalnych zachowań. Zachowań wytwarzających napięcia społeczne i w tym sensie naruszających interes ogólny. Mniejszość przecież nie może domagać się tolerancji jedynie dla swoich poglądów, ale musi także tolerować postawy większości”.

Senator Bierecki wspomina wprawdzie o bluźnierstwie, bo w ostatnim czasie popkultura odnotowała takie przypadki w ilości niepokojącej. Należałoby jednak postawić pytanie o inne zjawisko – o profanację. Od wieków chrześcijanie dzięki inkulturacji przenoszą pewne pojęcia czy znaczenia ze sfery laickiej do sfery sacrum. Kiedy te przedmioty czy pojęcia staną się dla nich święte, w jakimś sensie zaczynają do nich należeć.

A zatem nie można tolerować sytuacji, w której na sakralny grunt wchodzą z butami np. twórcy i zaczynają używać Biblii do pseudoartystycznych praktyk. Jakim też prawem wypowiedź artystyczna ma być wspierana widokiem profanowanego krzyża? Przecież zarówno Biblia, jak i krzyż są przez niektórych ludzi pisane z dużej litery, mają więc dla nich wyjątkowe znaczenie. A zatem gardząc tymi przedmiotami, tak naprawdę gardzi się ludzką godnością.

Nie można być trochę wolnym

Włoski prawnik Carlo Cardia napisał książkę, która w Polsce może być skutecznym przewodnikiem dla wszystkich chcących bronić krzyża w przestrzeni publicznej. Najkrócej jego poglądy można streścić w następującej konstatacji: albo ktoś cieszy się wolnością religijną i może manifestować swoje przekonania na zewnątrz, albo zabrania się komuś manifestowania przekonań na zewnątrz, w takiej sytuacji jednak nie ma mowy o wolności religijnej. Dodatkowym walorem książki jest przegląd najważniejszych wyroków w podobnych sprawach w całej Europie. Niestety, różnie wygląda orzecznictwo w różnych krajach, natomiast – zdaniem włoskiego prawnika – jedna zasada powinna być respektowana wszędzie. Otóż każdy kraj ma swoją historię i powinien do tematu religii podchodzić w sposób adekwatny. Byłoby nieporozumieniem zmuszać ludzi w Polsce do uczęszczania na Mszę św. w niedziele i święta, to jest kwestia sumienia. Ale byłoby także nieporozumieniem nakazywanie zdejmowania krzyża ze ściany szkoły, do której chodzą katolickie dzieci, jeśli ich rodzice takiej obecności krzyża sobie życzą. Przecież żyjemy w kraju, który początki swej państwowości wiąże z przyjęciem chrztu św. Wejście do wspólnoty narodów wyznających chrześcijaństwo oznaczało ponad tysiąc lat temu wstąpienie do cywilizacji. Różnie wyglądały w historii relacje pomiędzy Kościołem a władzą, ale zawsze mieliśmy do czynienia z symbiozą i tego nie można wyrugować.

Z książki włoskiego prawnika wyłania się jeszcze jeden bardzo ważny wniosek. Otóż mimo ustawicznych prób wmawiania nam idei państwa światopoglądowo neutralnego trzeba raz na zawsze ustalić, że takiej neutralności zwyczajnie nie ma. Albo jakieś społeczeństwo przyznaje się do wartości chrześcijańskich, bo – jak to ma miejsce w przypadku Polaków – zdecydował o tym kontekst historyczny, albo przyjęte będą inne wartości: lewicowe czy liberalne, ale też faszystowskie czy komunistyczne. W świecie wartości nie ma bowiem próżni.

Tagi:
książka

Reklama

Opinie o Jezusie

2019-11-26 12:17

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 48/2019, str. 22-23

Napisałem tę książkę, zwracając się przede wszystkim do ludzi, którzy byli tacy jak ja, zanim odkryłem Ewangelię – wyjaśnia Vittorio Messori w rozmowie z Włodzimierzem Rędziochem

vittoriomessori.it
Vittorio Messori

W ostatnim półwieczu wielki, światowy sukces literacki odniosło dwóch włoskich pisarzy: Umberto Eco i Vittorio Messori. Dwie równoległe, ale bardzo różne historie życia. Obaj studiowali na Uniwersytecie Turyńskim. Eco zaczynał studia jako osoba wierząca, zaangażowana w działalność Akcji Katolickiej, Messori – jako niewierzący wychowany w rodzinie antyklerykalnej. Paradoksalnie, pierwszy stał się antykatolickim agnostykiem, drugi ukończył uniwersytet jako wierzący; pierwszy stracił wiarę („jestem apostatą” – powtarzał), drugi odkrył Jezusa Chrystusa i został katolikiem. Ich dwie najbardziej znane książki – odpowiednio: „Imię Róży” i „Opinie o Jezusie” – najlepiej odzwierciedlają jakże różne dusze. Uniwersytet nauczył Messoriego rygoru badań naukowych, z rozumu korzystał więc również w odkryciu religii. Mówi jednak – „Zrozumiałem za Pascalem, że ostatnim posunięciem rozumu jest uznanie, iż poza jego możliwościami jest tajemnica”. Rezultatem jego ponaddziesięcioletnich poszukiwań Jezusa przeprowadzonych naukową metodą była wspomniana książka „Opinie o Jezusie”, która ukazała się w 1976 r. i w krótkim czasie stała się światowym bestsellerem. W październiku br. nowe, zaktualizowane wydanie książki, która przeszła już do historii, ukazało się nakładem włoskiego wydawnictwa Ares i stało się pretekstem do rozmowy z Messorim.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Jak powstała Pańska najbardziej znana książka – „Opinie o Jezusie”?

VITTORIO MESSORI: – Przed moim nawróceniem nic nie wiedziałem o religii. Musiałem studiować, aby odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy Ewangelie opowiadają prawdziwe historie, czy też jest to zbiór mitów Bliskiego Wschodu? Aby móc poważnie traktować Ewangelię, musiałem być dobrze poinformowany. Moje badania trwały wiele lat, a ich rezultaty zebrałem w książce, której tytuł odzwierciedla jej treść – „Opinie o Jezusie” (włoski tytuł jest nieco inny: „Ipotesi su Gesu”, tzn. Hipotezy nt. Jezusa – przyp. W. R.). Moja książka została wydana przez wydawnictwo Salezjanów SEI (Societa Editrice Internazionale). Wydawca powiedział mi, że książki apologetyczne (apologetyka – rodzaj teologii i literatury zajmujący się obroną wiary – przyp. W. R.) nie są już modne, więc postanowił wydrukować tylko 3 tys. egzemplarzy. Tymczasem pierwszy nakład rozszedł się w ciągu kilku dni, podobnie jak kolejne 3 tys. egzemplarzy. W ciągu niecałych 3 lat nakład książki we Włoszech przekroczył milion egzemplarzy i została ona przetłumaczona na kilkadziesiąt języków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Post w intencji ks. Piotra Pawlukiewicza

2019-11-29 09:16

Red.

Ks. Piotr zmaga się z chorobą w ogromnej pokorze. Przez wiele lat robił to po cichu – nic o niej nie mówiąc, nie czekając na politowanie. W tej chwili wszyscy wiemy, że choroba jest nieustępliwa, powoduje coraz większe cierpienie. Potrzebne jest leczenie, operacje. Ksiądz Piotr też coraz więcej o niej mówi. Społeczność zgromadzona na Facebooku rozpoczyna post w intencji kaznodziei!

Nagranie „Łagiewnicka »22«, spotkanie z ks. Piotrem Pawlukiewiczem, maj 2016”, Faustyna 2016

„Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej”. („Idę po śmierć, idę po życie” Krzysztof Tadej)

Organizatorami inicjatywy są profile Dopóki walczysz - Konferencje ks. Piotra Pawlukiewicza i Kazania inne niż wszystkie, które ewangelizują na portalu Facebook.

Organizatorzy zapraszają:

Proponujemy tutaj formułę: post i modlitwa w określony dzień – 2 grudnia – w dowolnej formie. Może o chlebie i wodzie, a może odmawiając sobie mięsa/słodyczy?

Pościć można także i w inne dni, również wcześniej (do czego zachęcamy), ale 2 grudnia zarezerwujmy sobie jako szczególny dzień w modlitwie i poście za ks. Piotra. 2 grudnia to dzień szczególny – początek adwentu - okresu, który kończy się narodzinami Chrystusa. Wierzymy, że i nasza modlitwa może wiązać się z narodzinami.

„Niektórzy mówią mi o cudzie. Tak, rzeczywiście byłby to spektakularny cud, gdybym z tego wyszedł i rozstał się z panem Parkinsonem”. („Spowiedź ks. Pawlukiewicza” Paweł Kęska)

O cudzie być może nie mamy śmiałości mówić, ale o uldze w cierpieniu - tak. To dobry moment, aby dobry Bóg dał dużo zdrowia i siły.

---

Boże Ojcze Wszechmogący

oto My Twoje dzieci

urzeknięci słowami Jezusa,

Twojego jednorodzonego Syna

"O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje,

Ja to spełnię." J14,14

Prosimy Cię, abyś dał księdzu Piotrowi Pawlukiewiczowi

zdrowie i siłę oraz uświęcał Duchem Świętym,

aby mógł pełnić Twoja wolę tak,

aby nadal mógł poruszać nasze serca,

abyśmy mogli bardziej rozumieć Twoje słowa,

abyśmy mogli być lepszymi Twoimi dziećmi,

aby na ziemi nastała jedna rodzina.

---

Jako tygodnik "Niedziela" zachęcamy serdecznie do włączania się w akcję modlitewną w intencji ks. Piotra!

strona wydarzenia: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ona by tak chciała służyć ze mną - ministranci stworzyli muzyczny hit!

2019-12-09 09:40

Red.

“Ona by tak chciała służyć ze mną” to pierwsza amatorska superprodukcja Ministranckiej Wytwórni Muzycznej - która od wczoraj podbija Internet! Zrealizowana została na terenie parafii pw. św. Szczepana w Katowicach - Bogucicach i parafii pw. św. Antoniego z Padwy w Dąbrówce Małej.

youtube.com

Utwór w jeden dzień zdobył 120 tyś wyświetleń na serwisie Youtube. Jak piszą sami twórcy ministranckiego hitu: Nasza parodia została stworzona w celach humorystycznych przez prawdziwych ministrantów, a nie jakichś podrabiańców i nie ma na celu nikogo obrazić.

Ministranci stworzonym hitem ukazują, że nie wstydzą się wiary i służby liturgicznej. W humorystyczny sposób dają piękne świadectwo radosnego życia w Kościele.

Utwór "Ona by tak chciała służyć ze mną" spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem słuchaczy, poniżej zamieszczamy kilka ciekawych komentarzy:

- Chciałbym to oficjalnie ustanowić hymnem Ministrantów

- chłopaki mam nadzieje ze to dopiero poczatek i jeszcze cos nagracie!

- A jednak ktoś mnie jeszcze zaskoczył XD

- Nooo takie "Ona by tak chciała" to ja rozumiem. Po prostu rewelacja! Świetna robota kochani gratulacje!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem