Reklama

Nazwać, wyobrazić sobie, pokonać! (2)

2014-03-06 11:05

Ks. Grzegorz Bartko
Edycja zamojsko-lubaczowska 10/2014, str. 7


Kuszenie Chrystusa, Gustave Dore

W Piśmie Świętym można odnaleźć całe mnóstwo obrazów, które pomagają w wyobrażeniu sobie działania szatana. Podobnie wielu trafnych porównań używali Ojcowie Kościoła i pisarze duchowi, wśród których na szczególną uwagę w tej dziedzinie zasługuje Ewagriusz z Pontu. To właśnie on opracował i opisał strategię walki ze złym duchem, polegającą na „beznamiętności”, czyli wolności od jakiegokolwiek grzechu na płaszczyźnie wyobraźni. Wielkie wrażenie wywołują obrazy Hieronima Boscha ukazujące kuszenie św. Antoniego, czy też wizję sądu ostatecznego Hansa Memlinga, na których widnieją straszliwe demony. Dobrze jest jednak sięgnąć również do bardziej współczesnych metafor ukazujących działania złego ducha, które są być może bliższe mentalności współczesnego człowieka.

Wspaniałe odnowienie apologetyki chrześcijańskiej dokonało się w środowisku pisarzy anglojęzycznych na przełomie XIX i XX wieku. Nie można przejść obojętnie obok nazwisk takich pisarzy jak John Henry Newman, Gilbert Keith Chesterton czy w końcu J.R.R Tolkien i C.S. Lewis. Jedna z najbardziej znanych książek C.S. Lewisa „Listy starego diabła do młodego” poświęcona jest w całości ukazywaniu metod działania szatana. Pomysłowa konstrukcja książki oparta na korespondencji pomiędzy kusicielami sprawia, że jest ona niezwykle intrygującą lekturą. Znakomity autor wskazywał na nienawiść jako na główny motor działania szatana. Pokazał także jego bezsilność wobec mocy Bożej. Wuj Krętacz, po klęsce kusicielskich podstępów Piołuna, pisał do niego: „Pozwoliłeś duszy ludzkiej wyrwać się z twych rąk. Wycie podrażnionego głodu odbija się w tej chwili echem po wszystkich regionach Królestwa Hałasu, w dół aż do samego Tronu” (Listy starego diabła do młodego, Warszawa 1990). Angielskiemu pisarzowi udało się pokazać istotę relacji, a właściwie zaprzeczenie wszelkiej relacji, jakie zachodzą między demonami – jest nią nienawiść, która dąży do tego, aby zataczać coraz szersze kręgi.

Zasadzki szatana prowadzące do pogrążania się w chaosie i ciemności zostały bardzo ciekawie pokazane przez tego samego autora w trzecim tomie „Opowieści z Narnii” – „Podróż wędrowca do świtu”. Bohaterska załoga narnijskiego okrętu po wielu przygodach dotarła w końcu do Wysypy Ciemności. Wyspa jest miejscem, w którym ożywają koszmary. Ciemność jak złowieszcza mgła wsącza się do wnętrza człowieka i budzi najtajniejsze lęki. Autor pokazał, że tak właśnie działa kusiciel, który wyolbrzymia problemy i paraliżuje działanie. Trzeba więc stoczyć bitwę z własnym lękiem. Ten motyw ciemności został rozwinięty w ekranizacji dzieła Lewisa („Podróż Wędrowca do Świtu” – 2010) wyreżyserowanej przez Michaela Adepta. W filmie pojawia się zielona mgła, która zatruwa myśli i uaktywnia największe lęki. Z książki i filmu wypływa następujący wniosek: trzeba stoczyć bitwę z lękiem podsycanym przez szatana.

Reklama

Niezwykle przekonujący obraz kuszenia udało się stworzyć J.R.R Tolkienowi. Olśniewająca wizja fikcyjnej krainy Śródziemia poruszyła w XX wieku wyobraźnię milionów czytelników. Symbolem najsilniejszej pokusy był pierścień władzy, czyli motyw przewodni genialnej trylogii „Władca Pierścieni”. W Polsce zostały niedawno wydane Listy Tolkiena. W jednym z nich autor streszcza przesłanie swojego dzieła nawiązując do pierścienia władzy. Został on wykuty, aby zarządzać innymi pierścieniami. Pierścienie miały mieć same dobre właściwości. Dobre elfy dały się zwieść podstępom złego Saurona, podobnie jak Ewa uległa podszeptom szatana. Tolkien w następujący sposób opisywał w swoich listach naturę podstępu Saurona, który wmawiał elfom, że: „Pomagając sobie nawzajem, mogliby uczynić zachód Śródziemia tak pięknym jak Valinor. W rzeczywistości był to ukryty atak na bogów, zachęcenie do próby utworzenia oddzielonego, niezależnego raju” (J R.R. Tolkien, Listy, Warszawa 2010, s. 291). Pisząc w dużym uproszczeniu można stwierdzić, że skutkiem tego działania okazały się długotrwałe wojny i wielkie nieszczęścia, jakie spadały na Śródziemie. Tragedie zakończyły się jednak dopiero wraz ze zniszczeniem pierścienia. Ten oryginalny symbol potęgi zła można odnieść do wielu wymiarów realnego świata. Ważne jest jednak, aby chrześcijanin podobnie jak bohater powieści, hobbit Frodo, bez żalu zniszczył wszelkie punkty zaczepienia, które może wykorzystać zło (pragnienie władzy, nałogi, brak zawierzenia swojego życia Bogu).

Tolkien w swojej mitologii ukazał również imponującą wizję stwarzania świata. Na początku dzieła „Silmarilion” czytamy o tym, że wszystko powstało z jednej melodii. Zły Melkor wprowadził jednak w tę piękną muzykę fałszywy akord, od którego rozpoczęły się wszelkie nieszczęścia w świecie. Powstało wiele opracowań interpretujących chrześcijańskie motywy w twórczości J.R.R Tolkiena. To niesamowite dzieło wymyka się jednak wszelkim klasyfikacjom. Z lektury „Władcy Pierścieni” płynie wiele pouczających treści. Chociażby na przykładzie Golluma widać, że podążanie za złem prowadzi do deformacji osobowości. A jednocześnie w literaturze Tolkiena ukryta jest głęboko prawda o tym, że jednak dobro jest silniejsze.

Warto jeszcze zajrzeć do książki dla dzieci i dla dorosłych autorstwa Michaela Endego „Momo”. Bohaterką książki jest mała dziewczynka, przy której wszyscy czują się bardzo dobrze. Momo to symbol pierwotnej niewinności i zachwytu. Jej przeciwieństwem są „szarzy panowie”, którzy pewnego dnia pojawili się w miasteczku. Szarzy panowie chodzą w szarych ubraniach i ciągle palą cygara. Są dyskretni i ciągle rozmawiają z ludźmi. Właśnie oni wsączają w umysł ludzi zwątpienie mówiąc im o tym, że już nie mają czasu, że muszą się śpieszyć, że do tej pory jeszcze niczego nie osiągnęli. Właśnie w ten sposób kradną ludziom czas i radość. Mała dziewczynka musi im stawić czoła. Michael Ende stworzył znakomitą metaforę procesu kuszenia i radzenia sobie z nim. Ratunkiem dla świata okazała się niewinna, mała dziewczynka. Motywy i myśli niemieckiego autora odnoszą się bardzo wyraźniej do Ewangelii.

W literaturze światowej można odnaleźć wiele takich obrazów, które pomagają zrozumieć pokusy, pomagają także bronić się przed nimi. Trzeba nazwać i wyraźnie umiejscowić pokusę, aby móc ją pokonać. Najważniejsze jest jednak to, aby nieustannie wierzyć w potężną moc Boga, który sprawia, że: „rozpraszają się Jego wrogowie” (Ps 68, 2).

Tagi:
szatan

Prof. Sojka: dla Lutra diabeł jest oskarżycielem

2019-10-25 16:34

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

U Lutra pojawia się myśl absolutnie niespotykana w dotychczasowej historii teologii, a mianowicie zaczyna pisać o szatanie jako o doktorze, pocieszycielu, czyli tak jak się zawsze pisało o Duchu Świętym - mówi w rozmowie z KAI dr hab. prof. ChAT Jerzy Sojka, teolog ewangelicki z Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Z okazji zbliżającego się Święta Reformacji (31 października) oraz budzących kontrowersje tematów związanych z szatanem i opętaniami, publikujemy rozmowę prezentującą luterańską perspektywę.

pl.wikipedia.org

Prof. Jerzy Sojka: – Z pewnością w zakonie nie miał głębokiej formacji teologicznej w tym zakresie. Znał podstawowe klasyczne dzieła, np. jakieś fragmenty Lombarda. Myślę jednak, że istotniejszy jest kontekst miejsca, z którego Luter się wywodził. To była warstwa społeczna, jak byśmy dziś powiedzieli, aspirująca do klasy średniej - przedsiębiorstwa górnicze, bardzo mocno przeniknięte świadomością obecności bytów ponadnaturalnych. Stałe niebezpieczeństwo towarzyszące doświadczeniom górników powodowały, że z jednej strony był tam bardzo mocny kult św. Anny, a z drugiej strony bardzo silne przekonanie, że jest jakieś zagrożenie, jakaś rzeczywistość demoniczna.

Luter wspominał w mowach stołowych – oczywiście wiarygodność tych wspomnień jest różna, ale to oddaje pewien stan ducha – pewne wydarzenie związane z matką. Miała znajomą, którą podejrzewano o wykorzystywanie mocy demonicznych. I on to faktycznie traktował całkiem poważnie, bo dla ludzi jego czasów to było całkiem normalne. Zresztą są też doniesienia z jego pobytu w klasztorze w Erfurcie, gdzie różne odgłosy, dźwięki, jakieś przeszkadzanie mu w lekturze Pisma interpretował, że to diabeł się gdzieś za piecem chowa. To element takiego bardzo tradycyjnego, ludowego obrazu diabła, z którym Luter wchodzi w okres reformacyjny.

- A czy pod wpływem jego badań nad Pismem Świętym, potem też bardziej krytycznego podejścia do katolickiej doktryny, w stosunku do diabła coś się co zmieniło?

– Pewnie ciężko byłoby mówić o jakiejś systematycznej demonologii Lutra, ale z pewnością można mówić o osobie diabła czy szatana. To nie przypadek, że jedna z najważniejszych biografii Lutra jest zatytułowana „Marcin Luter. Człowiek między Bogiem a diabłem”. Heiko Oberman, świetny badacz Lutra, pokazał jego związki ze średniowieczem. Najważniejszym faktorem, który zmienił postrzeganie diabła przez Lutra, była lektura Pisma i dostrzeżenie, że na jego gruncie z jednej strony oczywiście diabeł potrafi być eschatologicznym wrogiem Boga, ale jest też oskarżycielem chrześcijan na dworze Bożym.

- Badania nad Pismem rzuciły też Lutrowi demoniczne światło na papiestwo...

– Miał taką, powiedzmy, językową manierę, która jest postrzegana jako jego grubiańska bezczelność, a tak naprawdę jest po prostu oceną teologiczną. Luter wydaje 95 tez, one oczywiście trafiają do Rzymu, zaczyna się proces i właściwie nikt mu na początku nie odpowiada. Są jakieś próby, w Lipsku dysputa, spory w czasie kapituły zakonu w Heidelbergu, jednak wszystko na gruncie niemieckim, Rzym nie reaguje. Pierwsza reakcja przychodzi w początkach 1519 r. od teologa domu papieskiego Silvestro „Prieras” Mazzolini OP, który po pierwsze identyfikuje rzeczywisty przedmiot sporu, czyli pytanie o autorytet w Kościele, a także formułuje ekstremalnie papocentryzną koncepcję autorytetu. W dialogu o władzy papieża Prierasa jest wizja współśrodkowych kręgów autorytetów w Kościele. Centralnym kręgiem jest papież i to co on legitymizuje swoim autorytetem – nieważne czy to będzie jakiś dokument, czy to będzie sobór – obowiązuje jako doktryna wymagana do zbawienia. To był dla Lutra absolutny szok. Zaczyna widzieć Kurię Rzymską z papieżem na czele, przez pryzmat tekstów o antychryście z Listu do Tesaloniczan – fragmentów eschatologicznie ukazujących szatana jako tego, który wejdzie do świątyni Bożej, zburzy ją i będzie ostatecznym zagrożeniem, być czy nie być chrześcijaństwa. Stąd się bierze cała narracja Lutra o papieżu jako antychryście.

- Na szczęście ekumenizm sprawił, że po dwóch stronach takich demonicznych analogii już się nie robi... A wracając do teologii - czy diabeł jest równym przeciwnikiem Boga? Jak działa w świecie?

– Diabeł w żadnym wypadku nie jest równy Bogu. Pozwolono mu działać w ten sposób, że jest takim oskarżycielem, jak w Księdze Hioba. Luter zaczyna widzieć szatana jako tego, który chce by zbawienie z łaski dane w Chrystusie przez jego cierpienie, nie docierało do człowieka. I robi to na bardzo różne sposoby. Z jednej strony atakuje Kościół, np. przez papiestwo jako antychrysta. Z drugiej strony atakuje porządek społeczny. To wyszło bardzo mocno przy wojnie chłopskiej. Dla Lutra państwo było pewnym porządkiem zapewniającym sprawiedliwość i pokój, które są niezbędne do zwiastowania ewangelii; czasami z użyciem przemocy trzeba zapewnić pokój, który umożliwi działanie misyjne. I dla niego Thomas Müntzer, który domagał się zmian społecznych motywowanych Ewangelią, był narzędziem szatana, szczególnie, że przynosiło to krwawe skutki.

- A czy jest u Lutra jakaś nauka o indywidualnej walce duchowej?

– Oczywiście, tym zmaganiom indywidualnego chrześcijanina poświęcił sporo miejsca. Występuje u niego słynny obraz, że człowiek jest ujeżdżany albo przez Chrystusa, albo przez diabła. To nie jest deklaracja jakiegoś dualizmu gnostyckiego, jak niektórzy chcieliby to czytać, tylko egzystencjalna diagnoza tego, co się dzieje z człowiekiem zniewolonym mocą grzechu. Człowiek dla Lutra nie ma wolności i wyboru działania w dowolną stronę. Albo jest pod ponad panowaniem mocy grzechu i to jest ten obraz ujeżdżania go przez szatana, albo jest pod panowaniem Ducha Świętego i jest w stanie faktycznie zmierzać ku zbawieniu. Albo raczej – ‘być niesionym ku zbawieniu”, jak to Luter opisuje. W związku z tym u Lutra pojawia się myśl absolutnie niespotykana w dotychczasowej historii teologii, a mianowicie zaczyna pisać o szatanie jako o doktorze, pocieszycielu, czyli tak jak się zawsze pisało o Duchu Świętym. To świetnie widać w „Dużym katechizmie” – Luter interpretując Modlitwę Pańską przy słowach „nie wódź nas na pokuszenie” pokazuje, że jest, jak ja to nazywam, taka „nieświęta trójca”. To są trzy pokusy, które człowieka dotyczą – ciało, świat i sam diabeł. Ciało to wszystkie pożądliwości cielesne związane np. z erotyką.

- W końcu Luter był augustianinem, więc mu się pewne seksualne intuicje czy uprzedzenia św. Augustyna mogły udzielić...

- – Tak, tu tradycja augustyńska mocno rezonuje, mimo zasadniczo pozytywnego przewartościowania teologii małżeństwa przez Lutra. Swoją drogą Reformator także w celibacie widział szatańskie uderzenie na porządek świata, bo obok państwa jest jeszcze rodzina, a podważanie jej wartości i znaczenia też było dla niego dziełem diabelskim.

- Wróćmy do pokus. Pierwsza to ciało, a kolejne?

– Drugą jest świat z jego blichtrem z ofertą, wszystko co może odciągnąć człowieka od Boga i myślenia o sprawach Bożych. Natomiast ci, którzy wierzą i są w stanie dać odpór dwóm pierwszym pokusom, są skazani na konfrontację z samym diabłem, którego istotą nie jest to, co często w kreskówkach widzimy – że przy uszach bohatera jest aniołek i z drugiej strony diabełek. To nie jest takie rozumienie grzechu i pokusy. Pokusa po niemiecku to „Anfechtung”, od czasownika, który znaczy „podważać, zaatakować fundamenty”. O to dokładnie chodzi szatanowi – jego zadaniem jest podważyć wiarę. Dlatego w Modlitwie Pańskiej ostatnią prośbą jest „zbaw nas od Złego”. Luter podkreśla, że „Złego” trzeba pisać wielką literą, bo chodzi o diabła, który nas atakuje na różnych zastawia zasadzki.

- A czy Luter daje jakieś rady na pokusy?

– Zanim o radach – ze względu na to rozumienie pokusy jako podważenia fundamentów, u Lutra jest ciekawy zestaw narzędzi teologa. On mówi, że żeby być teologiem, trzeba studiować Pismo Święte, medytować je, właściwie czytać je sobie na głos, żeby ono wybrzmiało. Medytacja i modlitwa, żeby Duch Święty nas oświecił i żebyśmy odczytali to Pismo zgodnie z Jego intencją, a nie tłumaczyli je sobie dowolnie na swoją modłę. Ale to jeszcze nie wystarczy - jest trzeci element tego wszystkiego - to jest właśnie pokusa, tentatio po łacinie, Anfechtung po niemiecku. I to jest moment, gdy ja z tym, czego z tej mojej lektury, medytacji się dowiem, wychodzę w świat i zostaję z tym skonfrontowany egzystencjonalnie. I dopiero wtedy, kiedy tę próbę egzystencjalną przejdę, mogę powiedzieć, że ja to wiem jako chrześcijanin. I dlatego wydaje mi się, że jedną z największych zasług Lutra dla teologii jest wprowadzenie właśnie za pomocą pracy z postacią diabła, możliwości wątpliwości w życie chrześcijańskie. W tej logice wątpliwość w życiu chrześcijańskim nie jest czymś, przed czym powinniśmy uciekać. Oczywiście nie powinniśmy jej szukać dla samej zasady, ale jeśli ona się już pojawi to to znaczy, że coś już jest na rzeczy. Że diabeł uznał, że jemu się opłaca atakować taką osobę, bo jest coś co można podważyć. Jak nie ma wiary to wystarczy, że on się skupi na blichtrze świata, na doświadczeniach erotycznych. Mamy problem z głowy - dla szatana, który chce człowieka pozbawić zbawienia, taki ktoś jest już załatwiony. Jednak kiedy on zaczyna wierzyć, to trzeba zacząć uderzać w niego pokusą. Życie chrześcijanina jest życiem pośród pokus. Zawsze. I stąd się biorą te słynne obrazy – np. zamekw Wartburgu i rzucanie kałamarzem.

- Czyli nie chodziło o dosłowne demoniczne prześladowania?

– To bardzo ładny motyw reinterpretacji Lutra. Przez długie lata w tej izbie Lutra na Wartburgu, w której zresztą nie wiadomo czy przebywał, była na ścianie plama. Mówiono, że to po tym kałamarzu, którym Luter miał rzucić w diabła. Plamę trzeba było co paręnaście czy parędziesiąt lat odmalowywać, bo ludzie ją zeskrobywali. Taka pewna predylekcja do relikwii się u protestantów pojawia. Natomiast dzisiaj plamy już nie ma. Dzisiaj na ścianie wisi taka delikatnie zrobiona metalowa małpka i to też się odnosi do jeszcze jednego wątku, który pojawia się w późnych pismach eklezjologicznych, gdzie Luter pisze o szatanie jako małpie Pana Boga. Co robi małpa? Małpuje, udaje, nieskładnie stara się naśladować wzorzec. I to jest jedna ze strategii szatańskich, którą Luter demaskuje w przestrzeni Kościoła. Bóg dał sakramenty. Te sakramenty były zgodnie z jego wykładnią dwa - chrzest i Wieczerza Pańska. Co robi szatan? Wie, że nie może Bożych sakramentów unieważnić. Więc co wymyślił - całą listę innych zewnętrznych ceremonii, które usiłuje sprzedać na tym samym poziomie co sakrament. A ludzie dają się nabrać na tę całą maskaradę i jest problem, bo ta maskarada jest bardzo cwana, także Ci którzy w dobrej wierze krytykują rzeczy zewnętrzne, zaczynają uderzać nie tylko w jakieś tam święcenie ziół, o których Luter wspomina, ale również w chrzest i w Wieczerzę Pańską. To jest pokłosie doświadczeń z lat dwudziestych, sporów o sakramenty ze Szwajcarami, z anabaptystami, którzy bardzo często atakowali wszystko, co zewnętrzne w Kościele.

- To ciekawe, że w Kościele i ludzkiej mentalności są pewne stałe mechanizmy. Współcześnie też wśród katolików mamy problem np. z tym, że wierni chętniej wybiorą się na duży religijny event, uwielbieniowy koncert czy nabożeństwo z cudownym olejkiem, zamiast na Mszę, co teologowie oczywiście próbują prostować, ale idzie opornie…

– Nic nie dziwi. W tak zarysowanym kontekście jest jeszcze jeden ładny argument odnoszący się do ciągłości Kościoła. W sporze z anabaptystami pojawia się taki zarzut, że Luter utrzymując praktykę chrztu niemowląt właściwie przyznaje się do praktyki rzymskiego Kościoła, który nie był uznawany za Kościół. Bo, lekko upraszczając, wizja anabaptystyczna była taka, że Kościół gdzieś po drodze zniknął. Luter mówi, że ciągłość Kościoła została zachowana i paradoksalnie wykorzystuje zarzut, który mu stawiali. Anabaptyści mówili, że papież jest antychrystem, a Luter go naśladuje. I co odpowiada Luter? Że jeśli papież ma być prawdziwym antychrystem, to musi bezcześcić prawdziwą świątynię. Więc Kościół, w którym działa papież, jest prawdziwym Kościołem. Więc w takim razie ten Kościół, niezależnie od papieży, od tego jak my go oceniamy w tym konkretnym momencie, zachował elementy, które pozwalają nam odnowić chrześcijaństwo – np. Pismo, sakramenty, Modlitwę Pańską, wyznanie wiary, doświadczenie prześladowania etc. Luter się podpisuje pod tymi właśnie elementami i chce je oczyścić z tego, co uznał za wspomnianą „szatańską maskaradę”.
Luter doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie można ot tak zanegować wszystkiego i wrócić do wyobrażeń o pierwszym wieku chrześcijaństwa, bo po drodze jest historia i tradycja, które też są dowodem na Boże działanie. Broniąc chrztu niemowląt w „Dużym Katechizmie” wskazuje, że w historii były osoby, które zostały ochrzczone jako niemowlęta i swoim życiem dowiodły, że żyją zgodnie z Duchem Świętym. I, co ciekawe, na tej jego liście jest oczywista dla Lutra postać – Jan Hus, ale obok jest Jean Gerson. I co tu zrobić z takim zestawem - praski heretyk kontra absolutnie ortodoksyjny rektor Sorbony? Luter to godził.

- Lutrowi niektórzy zarzucają pewne gnostyckie, dualistyczne tendencje, zrównywanie Boga z diabłem...

– Żeby odnieść się do tych zarzutów o dualizm u Lutra, trzeba wrócić na chwilę do obrazu człowieka niczym tej szkapy, ujeżdżanego przez Boga albo diabła. Luter z zasady myśli dialektycznie. I teraz trzeba trochę poważnej filozofii. Luter tak naprawdę jest odpowiedzią nie na systemy wysokiej scholastyki takiej jak Tomasz z Akwinu. Wychowany został na nominalizmie późnośredniowiecznym i to z nominalistami w dużej mierze dyskutuje. Zasadniczym wkładem nominalistów w myśl filozoficzną - poza samym sporem o powszechniki - jest ockhamowskie rozróżnienie na wiarę i wiedzę. Ockham, wychodząc z logiki interpretacji słów, zanegował podstawową strukturę, która pozwala trzymać w całości system filozoficzno-teologiczny Tomasza z Akwinu. Spekuluje on w oparciu o łańcuch przyczynowo-skutkowy. Natomiast według Ockhama, jeśli mówimy, że Bóg jest wszechmocny, to musimy powiedzieć, że jest w stanie zanegować ten łańcuch przyczynowo-skutkowy. W tym momencie cały piękny gmach Tomasza staje się murem z cegieł bez zaprawy. Mając tego świadomość, możemy zobaczyć, na co próbowała reagować Reformacja. Próbuje ona poradzić sobie z tym, że jest pewna rzeczywistość wiary i wiedzy. One między sobą nie są przekładalne. To nauczyło Lutra myślenia dialektycznego, myślenia dwiema kategoriami, przeciwieństwami w napięciu. Całą teologię Lutra da się w takich dialektycznych napięciach pokazać. One są różne - raz jest to ostre napięcie, raz mniej więcej zgodna współpraca.
Hans-Martin Barth parę lat temu wydał znakomitą teologię Marcina Lutra - „Die Theologie Martin Luthers. Eine kritische Würdigung/ The Theology of Martin Luter: a critical assessment”. Całą tę książkę skonstruował wokół takich przeciwieństw. Każdy rozdział to napięcie między jedną a drugą kwestią, w ten sposób omawia całą teologię Reformatora. Uważam, że to podejście jest bardzo trafne. Mając to na uwadze trzeba pamiętać jeszcze jedno: Luter jest w swoim myśleniu bardzo egzystencjalny. Nie formułuje metafizyki jak Tomasz czy scholastycy. On nie próbuje odpowiadać na pytania metafizyczne, tylko na pytania przejętego swoją egzystencją chrześcijanina. I, mówiąc brutalnie, temu przejętemu swoją egzystencją, swoją grzesznością chrześcijaninowi, pomocą nie jest teoretyczny gmach odpowiadający na wszystkie wątpliwości metafizyczne. Oczywiście nie chodzi o to, że sprowadzamy całą scholastykę do przysłowiowego sporu o ilość diabłów na łebku od szpilki. Chodzi o to, że cała ta dyskusja porządkująca nam kwestie boskie, jak chociaż wspomniana tu angelologia Tomasza z Akwinu, bardzo ładnie układa nam wszystko. To w sensie intelektualnym jest absolutnie genialna systematyzacja. Luter jednak zastanawiał się nad konkretnymi duszpasterskimi zastosowaniami.

- Przecież Tomasz też był świetnym kaznodzieją, czuł słuchaczy, znał ich problemy...

– Oczywiście, ja nie mówię, że Tomasza nie da się sensownie zinterpretować duszpastersko, ale współcześni Lutrowi kaznodzieje na pewno tego nie robili. I gdy Luter siada do apostoła Pawła, który też myśli takimi napięciami, myśli w pewnych dualizmach, to po prostu przyjmuje ten sposób mówienia, opisując pewne napięcia egzystencjonalne, które są w człowieku. Te wszystkie wyrwane z kontekstu cytaty z Lutra, które gdzieś kursują w przestrzeni publicznej i różnych dyskusjach, np. o Bogu, który musi stać się szatanem, trzeba odczytywać w duchu tego dialektycznego napięcia. Nie chodzi o jakąś metafizyczną deklarację, że mamy dwie walczące siły. Chodzi o doświadczenie wiary, które mierzy się z Bożym sądem. Jest więc tą ostateczną pokusą, ostatecznym „Anfechtung”, doświadczenie tego oskarżycielskiego działania szatana. Dla Lutra szatan w sposób oczywisty wykorzystuje figurę sprawiedliwości Bożej, żeby człowieka pogrążyć. Tymczasem Bóg tylko po to jest sprawiedliwy, żeby człowieka otworzyć na swoje działanie, żeby pokazać, że Go potrzebuje. Natomiast szatan tę sprawiedliwość wykorzystuje przeciwko człowiekowi. Po prostu batoży go przykazaniami; potęguje doświadczenie bycia grzesznikiem, bycia wykluczonym przez Boga.
Drugi etap to oczywiście Chrystus. Dla Lutra jest oczywiste, że żeby pójść do Chrystusa i zrozumieć znaczenie krzyża, trzeba przejść ten pierwszy etap – trzeba doświadczyć własnej grzeszności. I z egzystencjalnej perspektywy osoby, która przez to oskarżenie przechodzi, naprawdę nie jest istotne, czy to jest słowo Boga czy jakaś działalność szatańska. Metafizyczna odpowiedź na pytanie jak działa system nie jest tu istotna. Ważne jest moje egzystencjalne doświadczenie i to, żebym ja uwierzył, że po pierwsze Bóg chce mnie w ten sposób przygotować na dalszy etap, a potem żebym się uchwycił obietnicy, że On mnie z tego wyciągnie. W żadnym wypadku Luter nie próbuje tu opracować żadnego systemu teologicznego. Ci, którzy próbują w ten sposób interpretować jego myśl, pokazują, że kompletnie nie rozumieją, do czego służy metodologia w teologii.

- A jak po ewangelickiej stronie wygląda kwestia opętań i egzorcyzmów?

– Z tym jest bardzo różnie. Współcześnie bardzo dużo zależy od kontekstu. Na pewno europejska teologia przeszedłszy przez oświecenie podchodzi z pewnego rodzaju dystansem do tego obrazu. Chociaż we współczesnych podręcznikach do dogmatyki trzeba docenić np. próby interpretacji szatana jako mocy grzechu, o której pisał św. Paweł – takie doświadczenie pewnej ponadindywidualnej siły, która mnie odciąga od Boga.

- Występują gdzieś egzorcyzmy?

– Tak, zdarzają się próby egzorcyzmów. Do dzisiaj część luterańskich liturgii chrzcielnych zachowuje egzorcyzm. Co ciekawe, Polska liturgia czy w Stanach Zjednoczonych, są bardzo mocno reformacyjne. Nie ma w niej wszystkich zewnętrznych rytuałów, np. z solą, ale sam akt wyrzeczenia się szatana jest obecny. Zresztą do dzisiaj w Polsce przysięga konfirmacyjna zawiera ten element wyrzeczenia się szatana, jego spraw i czynów, taka bardzo klasyczna starokościelna formuła. Ciekawiej jest, gdy popatrzymy na szerszy globalny obraz. Trzeba pamiętać, że najbardziej liczebne jednostkowe Kościoły luterańskie są dzisiaj w Afryce, w Tanzanii i Etiopii. Np. na Madagaskarze Kościół ma około dwóch milionów wiernych, rozwija się dość dynamicznie. Mają tam bardzo mocno rozwiniętą praktykę liturgiczną związaną z egzorcyzmami, z tego względu, że w tamtejszym kontekście, w tamtejszej kulturze, element mierzenia się ze złymi duchami jest czymś niezwykle mocnym wśród ludzi i Kościół, szukając odpowiedzi na to zapotrzebowanie, musiał sięgnąć do tych tradycyjnych chrześcijańskich zwyczajów i je podtrzymać. I tu można odwołać się np. do samego Lutra – zachowały się np. jego listy, w których pociesza kobietę po samobójstwie jej męża, rozważając jakąś ingerencję demoniczną w tej kwestii. To nie jest tak, że on szukał demona za każdym rogiem, mimo tej świadomości obecności demonicznej i szatana. Ta świadomość stałej obecności pokusy jako szatana nie budowała w nim takiego ludowego przekonania, że np. jakieś rzeczy są przeklęte i trzeba je egzorcyzmować, ale w sytuacjach w których egzystencjalnie dochodziło się do pewnej granicy, nie wahał się stosować tego typu interpretacji, wskazując na realne działanie Złego. I te interpretacje wciąż sobie w pewnych kręgach luterańskich żyją, zwłaszcza tam, gdzie kontekst kulturowy temu sprzyja.

- A czy te rytuały egzorcyzmów tam stosowane są jakoś podobne do obecnych w Kościele rzymskokatolickim?

– Na pewno zasadnicza różnica będzie taka, że będą one bezpośrednio oparte na Biblii. Tam nie będzie żadnej gestykulacji, żadnych elementów zewnętrznych, tylko przywołanie słów z Pisma. Bo w tym głębokim reformacyjnym rozumieniu właściwie każde słowo Boże jest par excellence działaniem egzorcyzmującym, bo ma potencjał uwolnić człowieka od mocy grzechu, którym jest on zniewolony. Tak naprawdę w pewnym sensie każde kazanie jest egzorcyzmem. Każde zwiastowanie Ewangelii jest egzorcyzmem. W przypadku wąsko pojętego aktu egzorcyzmu na osobie, z którą dzieją się rzeczy wymykające się naszej współczesnej wiedzy, naszym interpretacjom psychologicznym, oczywiście jest obowiązek angażowania psychologów, żeby po prostu komuś nie zrobić krzywdy. Bo dziś już wiemy, że wygodna kalka, że wszystko co jest dla nas niezrozumiałe, jest od razu opętaniem, to robienie ludziom krzywdy. Ale tam, gdzie jest to konieczne, realizuje się rozumienie słowa Bożego jako tego elementu egzorcyzmującego, które wypowiadane ma moc.

- W tych klasycznych katolickich egzorcyzmach z Rytuału Rzymskiego też nie ma nic takiego, żadnych dialogów z demonami, etc. – treść utkana jest z fragmentów Biblii, zwłaszcza Psalmów…

– W katolicyzmie dziś to ogromne zainteresowanie egzorcyzmami, opętaniami, demonami, wyzwoleniami, jest przykładem na to, jak można bez większej refleksji teologicznej przejmować motywy promowane w protestantyzmie fundamentalistycznym ze Stanów Zjednoczonych…

- Czego Luter i Reformacja uczą o radzeniu sobie z osobowym złem, jakie narzędzia dają do tej walki duchowej?

– Odpowiedź jest prosta - to narzędzia, które są dane każdemu chrześcijaninowi do zwyczajnej chrześcijańskiej egzystencji. „Duży katechizm” Lutra do dzisiaj bywa czytany jako swoisty podręcznik życia chrześcijańskiego, wyposażający człowieka do drogi do zbawienia, co można przełamać przez stwierdzenie „walka z szatanem”. Oczywiście ważniejsze jest to pierwsze, to drugie jest logiczną konsekwencją i nie należy tej kolejności mylić. Narzędzia są proste – studiowanie Pisma, czyli szukanie w nim słowa Bożego dla nas, czekanie aż Duch Święty oświeci nas o co w Piśmie chodzi. Tu trzeba pamiętać, że u Lutra jest rozróżnienie na wewnętrzną i zewnętrzną jasność Pisma. Zewnętrzną jest ta gramatyczno-literacka, a wewnętrzną przekonanie, które Duch Święty w człowieku buduje. Kolejnym narzędziem jest oczywiście modlitwa. Objaśnienie Modlitwy Pańskiej w Katechizmie ma potężny wstęp, który uzasadnia konieczność modlenia się między innymi tym, że żyjemy w świecie, w którym ta moc Złego czy osobowe zło jest obecne. I chrześcijanie dlatego powołani są do modlitwy, żeby w tej próbie móc się ostać. I oczywiście na gruncie luterańskim, co jest pewną specyfiką w świecie protestantyzmu, jest mocny akcent na sakramenty jako obiektywne działanie Boże.

- Była już mowa o chrzcie...

– Bardzo lubię dodatek z liturgią chrzcielną do „Małego katechizmu”, niestety ciągle nie jest dostępny po polsku. Jest w nim ciekawy wstęp, który napisano z perspektywy innej niż definicja katechizmowa. Definicja katechizmowa wychodzi od obiektywizmu działania Bożego w sakramencie, tu mamy polemikę z np. anabaptystami. Natomiast w książeczce chrztu jest mowa o pewnej chrzcielnej praktyce liturgicznej, tam ten wątek obiektywności jest oczywiście w założeniu, ale nie jest wypchnięty na pierwszy plan. Postawiono tam wyraźne wymagania co do chrzczącego, przynoszących dziecko do chrztu i tych, którzy są świadkami tego aktu. Bo oczywiście słowo Boże nie jest uzależnione od tego, kto je wypowie, bo ono będzie działać, ale powaga tego sakramentu i pewien pedagogiczny wymiar całego tego działania wymaga, żeby je traktować poważnie. Wymaga, żeby słowo ustanowienia Chrztu i modlitwy zostały wypowiedziane porządnie, w sposób zrozumiały, dlatego np. nacisk na język narodowy w tej liturgii. Luter ujął w niej modlitwy np. zbudowane na motywie Arki Noego, gdzie chrześcijanin przez chrzest jest jakby wciągany na Arkę, z prośbą by dotrwał na jej pokładzie do końca. I pisze, że wszystkie te modlitwy są po to, żebyśmy byli z tym chrzczonym, bo my mu przez chrzest, włączając go w obietnicę, nakładamy na kark tego najgorszego przeciwnika, czyli szatana z jego pokusami. I nie chodzi o to, że od naszego czynu jest zależne zbawienie tego człowieka, który jest chrzczony, ale o naszą odpowiedzialność jako wspólnoty, że my się teraz mamy za niego modlić, żeby on w tym co otrzymał wytrwał, żeby znalazł wiarę w tę obietnicę.

- W luteranizmie jest jeszcze sakrament Ołtarza, Eucharystia.

– Tak, tu w podobnej logice jest zinterpretowana relacja pomiędzy chrztem a Wieczerzą Pańską. Zarówno przy jednym, jak i przy drugim sakramencie jest wymienione uwolnienie od grzechu, śmierci i szatana. Luter pisał, że w momencie, kiedy przyciskają cię pokusy, kiedy czujesz, że jest ci egzystencjalnie trudno, to szukaj pocieszenia w sakramencie Wieczerzy Pańskiej. On jest dany jako posiłek w drodze. Wracają tu oczywiście starokościelne obrazy np. kosztownego lekarstwa, które ma nas uleczać duchowo, i cieleśnie, albo posiłku w drodze, który chrześcijanie w swojej pielgrzymce ziemi dostają, żeby móc ją kontynuować i nie upaść. Czyli te narzędzia do walki duchowej to studium Pisma Świętego, modlitwa, bycie we wspólnocie, akty wspólnotowe jak chrzest i Wieczerza Pańska rozumiane jako sakramentalne zbawcze działanie. To jest absolutny kanon życia chrześcijańskiego. To jest nam dane nie jako obciążenie, ale jako pomoc, żeby w tym egzystencjalnym doświadczeniu mierzenia się ze sobą, walki z grzechem móc się czegoś uchwycić.

- To ciekawe, że pod tym wszystkim, co zostało powiedziane o walce duchowej, o obecności zła w świecie, może bez rozstrzygania w kwestii osobowego zła, mógłby się pewnie podpisać katolicki teolog, że to są treści i obrazy patrystyczne…

– Oczywiście. Takie wrażenie, że może zaskakująco dużo nas łączy, często występuje na spotkaniach ekumenicznych. Wszyscy jesteśmy spadkobiercami niepodzielonego Kościoła, idziemy w tej samej pielgrzymce czy toczymy tę samą walkę i nie dziwi, że chcemy sięgać po narzędzia, które już zostały uznane za skuteczne.
*** Jerzy Sojka pochodzi z Cieszynia. Polski teolog protestancki, doktor habilitowany nauk teologicznych, profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Jego zainteresowania naukowe to m.in. teologia luterańskiej Reformacji XVI wieku i jej współczesna recepcja i interpretacja, a także ewangelicka teologia systematyczna XX wieku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Historyczny triumf Polek

2019-12-13 20:36

Zespół wPolityce.pl

Marlena Karwacka i Urszula Łoś wygrały sprint drużynowy podczas zawodów o Puchar Świata w kolarstwie torowym w australijskim Brisbane. Drugie miejsce w zmaganiach mężczyzn w tej konkurencji zajęli Krzysztof Maksel, Mateusz Rudyk i Maciej Bielecki.

wPolityce.pl/youtube TEL-KAB Telewizja Kablowa Pruszków
Urszula Łoś

Karwacka i Łoś, rekordzistki Polski (32,791), miały najlepszy czas w kwalifikacjach (33,189), a w pierwszej rundzie wygrały z Ukrainkami Ołeną Starikową i Liubow Basową. W finale Polki minimalnie zwyciężyły Rosjanki Jekaterinę Rogową i Anastazję Wojnową, choć obu parom zapisano jednakowy wynik - 33,029.

Z kolei Rudyk, Bielecki i Patryk Rajkowski kwalifikacje zakończyli na czwartej pozycji, a w pierwszej rundzie Biało-czerwoni, już z Makselem w miejsce Rajkowskiego, okazali się lepsi od zespołu z Trynidadu i Tobago. W finale uzyskali 45,408 i byli wyraźnie słabsi od Japończyków, do których stracili prawie dwie i pół sekundy.

Wcześniej w wyścigu drużynowym Daria Pikulik, Nikol Płosaj, Katarzyna Pawłowska i Łucja Pietrzak miały ósmy czas kwalifikacji, ale w pierwszej rundzie uległy reprezentantkom Francji. Zostały sklasyfikowane na ósmej pozycji. Zwyciężyły Australijki, które w finale pokonały ekipę Nowej Zelandii.

W rywalizacji mężczyzn w tej konkurencji również najlepsi okazali się reprezentanci gospodarzy, a drugie miejsce zajęła Nowa Zelandia. Polacy nie startowali.

Zawody w Brisbane to przedostatnia runda o PŚ. Ostatnia odbędzie się w kanadyjskim Milton 24-26 stycznia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem