Reklama

To Opatrzność dawała znaki

2014-04-22 14:51


Niedziela Ogólnopolska 17/2014, str. 18-20

GRZEGORZ GAŁĄZKA

Z ks. prał. Sławomirem Oderem – postulatorem w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym Jana Pawła II – rozmawia Andrzej Tarwid

ANDRZEJ TARWID: – Przed nami kanonizacja bł. Jana Pawła II. Gdzie w tak ważnym dniu będzie Postulator procesu Papieża Polaka?

KS. PRAŁ. SŁAWOMIR ODER: – Jeśli Pan Bóg pozwoli, to w dniu kanonizacji będę na Placu św. Piotra. Ryt kanonizacyjny przewiduje, że w trakcie sprawowania Liturgii będę miał możliwość podejścia do Ojca Świętego Franciszka dla wymiany znaku pokoju.

– Czyli tak samo, jak podczas Mszy św. beatyfikacyjnej Jana Pawła II w dniu 1 maja 2011 r. Jak Ksiądz Prałat zapamiętał tamto wydarzenie?

– To było wielkie święto Kościoła. Plac św. Piotra wypełniony był wiwatującą i radującą się rzeszą ludzką. Wiedziałem, że wśród wiernych są także osoby, które wspierały mnie w mojej pracy modlitwą, osobistą zachętą czy też swoim cierpieniem. Kiedy wymieniałem znak pokoju z Ojcem Świętym Benedyktem XVI, widziałem, jak jego oczy emanowały wielką i autentyczną radością. Papież tę radość wyraził wprost, mówiąc w kazaniu: „Nasz umiłowany Jan Paweł II jest wreszcie błogosławionym”.
Myślę, że takie samo wielkie święto Kościoła jak w dniu beatyfikacji przeżyjemy również 27 kwietnia.

– Można chyba powiedzieć, że kanonizacja Jana Pawła II będzie ostatecznym spełnieniem próśb tych wiernych, którzy 9 lat temu wołali: „Santo subito!” – Święty natychmiast! Z kolei Benedykt XVI na rozpoczęcie procesu zachęcał Księdza słowami: „Pracuj szybko, ale dobrze”. Proszę powiedzieć, co w praktyce najmocniej wpływało na tempo pracy Księdza?

– W procesie beatyfikacyjnym trzeba brać pod uwagę dwa elementy, które wyznaczają tempo pracy i postępu procesowego. Z jednej strony jest to sprawność organizacyjna i dyspozycyjność świadków, z drugiej – element Boży. Najkrócej mówiąc, chodzi o to, że po przeprowadzeniu procesu dotyczącego heroiczności cnót nie można postąpić dalej z pracą, jeśli nie ma cudu, który mógłby być przedmiotem dyskusji w kongregacji.

– W przypadku procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II nie trzeba było długo czekać na cud…

– (uśmiech) Wspomniane przynaglenie na szybsze tempo pracy przyszło… z samej „Góry”. Przypadek uzdrowienia s. Marie Simon-Pierre z choroby Parkinsona miał bowiem miejsce na początku czerwca 2005 r. Było to w niecały miesiąc po śmierci Ojca Świętego, a jeszcze przed rozpoczęciem procesu diecezjalnego. Innymi słowy, zanim rozpoczęło się dochodzenie diecezjalne heroiczności cnót, już Opatrzność dała znak, aby przyspieszyć pracę.

– A jak było w trakcie procesu kanonizacyjnego?

– Tym razem okazało się, że znak z „Góry” został dany w chwili beatyfikacji.

– Podczas sprawowania Mszy św. beatyfikacyjnej?

– W tym samym czasie na drugiej stronie kuli ziemskiej, a dokładniej – w Kostaryce, na łożu śmierci leżała Floribeth Mora Diaz. Ta 47-letnia kobieta miała w głowie krwawiącego tętniaka. Miejscowi lekarze po konsultacjach z kolegami z Meksyku orzekli, że nie mogą go zoperować. Zdecydowano się na terapię farmakologiczną. Jednak i ta metoda w ocenie specjalistów nie dawała kobiecie żadnych szans na powrót do normalnego życia i bardzo znikome szanse na przeżycie.
W dniu beatyfikacji Jana Pawła II rodzina chorej poszła na stadion, gdzie transmitowano Mszę św. z Watykanu. Przy łóżku Floribeth pozostał tylko mąż. Mężczyzna ten w przeszłości był ochroniarzem, miał okazję poznać Jana Pawła II w trakcie jego pielgrzymki do Kostaryki. W dniu beatyfikacji oboje modlili się. Mąż Floribeth modlił się słowami: „Janie Pawle, ja Ciebie chroniłem, chroń teraz moją żonę”. Po transmisji kobieta zasnęła, a kiedy obudziła się rano i spojrzała na obrazek Jana Pawła II przy swoim łóżku, usłyszała wewnętrzny głos: „Nie lękaj się, podnieś się, jesteś uzdrowiona”. Kobieta wstała i zaczęła normalnie żyć. A my dostaliśmy od Opatrzności kolejny bardzo mocny znak, aby nie tracić czasu.

– Co na to wszystko lekarze?

– Kilka dni po uzdrowieniu poddali Floribeth Morę Diaz szczegółowym badaniom i stwierdzili, że po tętniaku nie ma najmniejszego śladu.

– Z tego, co wiemy, świadectwo pani Diaz nie było jedynym, jakie wpłynęło do biura Księdza. Ile podobnych dokumentów wpłynęło do postulacji i dlaczego nie zostały wzięte pod uwagę?

– O cudach możemy mówić tylko wtedy, kiedy Kościół tak zdecyduje. W innych przypadkach można mówić o łaskach otrzymanych przez wstawiennictwo kandydata na ołtarze.
Jeśli zaś chodzi o pierwszą część pytania, to w korespondencji, która napływała do naszego biura z całego świata, było w sumie kilkadziesiąt tysięcy świadectw. Większość z nich dotyczyła otrzymanych łask. Przypadków, które po wstępnych analizach wskazywały na nadprzyrodzone uzdrowienie, było kilkanaście.

– Jak w praktyce bada się nadprzyrodzone uzdrowienia, które potem mogą być uznane przez Kościół za cud?

– Postępowanie takie ma dwa aspekty – medyczny i teologiczny. W aspekcie medycznym badane wydarzenie, aby zostało uznane za nadprzyrodzone uzdrowienie, musi mieć charakter natychmiastowy, całkowity i trwały. Ponadto trzeba jednoznacznie określić punkt wyjścia.

– Czyli co?

– Zanim nastąpi uzdrowienie, to wcześniej trzeba mieść pewność, że rozpatrywany przypadek był nieuleczalny. Czyli tym punktem wyjścia jest jednoznaczna diagnoza lekarzy specjalistów, do których trafił chory.

– A aspekt teologiczny badania cudu?

– Postępowanie w tym zakresie polega na wykazaniu związku między modlitwą zanoszoną do Pana Boga przez wstawiennictwo osoby będącej kandydatem na ołtarze a odpowiedzią, jaką uzyskuje osoba modląca się.

– Analizował Ksiądz dokładnie wspomniane kilkadziesiąt tysięcy świadectw. Jakie wnioski z tej tak wyjątkowej lektury płyną dla wiernych?

– Najważniejszy wniosek to ten, że podoba się Panu Bogu ufna modlitwa. Po drugie – trzeba pamiętać, że nie każda prośba musi zakończyć się w taki sposób, w jaki człowiek się spodziewa. Ale jeśli odpowiedź jest inna niż oczekiwana, to odczytanie jej w perspektywie wiary jest również znakiem Bożej łaski.

– A można pokusić się o wnioski co do świętości samego Jana Pawła II?

– Na podstawie zgromadzonego w obu procesach materiału można powiedzieć, że Jan Paweł II w swoim orędowaniu przed Bogiem w intencjach ludzkich patrzy z dużą przychylnością na wszystko, co dotyczy rodziny, dzieci i życia nienarodzonego. To, oczywiście, nie oznacza, że można mówić o jakiejś „specjalizacji świętych”, niemniej jednak te tematy, które były bliskie Ojcu Świętemu w trakcie pontyfikatu, pozostają aktualne w jego obecnej rzeczywistości.

– Wróćmy do tej części pracy postulatora, kiedy musiał Ksiądz przesłuchać świadków życia Jana Pawła II. Wśród nich byli premierzy, prezydenci i królowie. Jak oni postrzegali Papieża z Polski?

– Generalnie odbiór Jana Pawła II był pozytywny. I to nawet wśród osób, które ze względów politycznych, ideologicznych czy religijnych nie podzielały poglądów Ojca Świętego. Uważam, że szacunek, jaki powszechnie wzbudzał Jan Paweł II, brał się stąd, że Ojciec Święty potrafił rozmawiać z ludźmi, widząc w każdym z nich człowieka obdarzonego godnością. I to pomimo grzechów, błędów czy zachowań, których Papież nie podzielał.

– Jan Paweł II szanował każdego człowieka, ale byli też tacy ludzie, jak np. Ali Agca, którzy Ojca Świętego uważali za wroga czy przeciwnika. Mimo to ich opinie również były badane. Dlaczego?

– W procesie zbiera się materiały dotyczące świętości, a ona ujawnia się m.in. także w reakcji na nieprzychylność czy też nieakceptację. Co więcej, to właśnie w tych sytuacjach, które po ludzku są najbardziej trudne, wychodzi zdolność patrzenia na drugiego człowieka przez pryzmat wiary i miłości.

– Postulator nie może bezpośrednio odnosić się do zeznań konkretnych świadków. Czy może Ksiądz jednak powiedzieć, jakie rozmowy pozaprocesowe z tzw. VIP-ami zrobiły na Księdzu największe wrażenie?

– Pamiętam dobrze rozmowy z królową Fabiolą, Helmutem Kohlem czy Vaclavem Havlem. W przypadku Kohla i Havla były to wspomnienia mężów stanu, którzy słuchali Jana Pawła II na płaszczyźnie, która później determinowała bieg historii. Natomiast cała trójka została mi w pamięci również dlatego, że ci wielcy i ważni ludzie mają niezwykle ciepłe i osobiste wspomnienia ze spotkań z Papieżem.

– Dzięki pracy postulatora poznawał Ksiądz Jana Pawła II przez pryzmat innych osób. Ale przecież wcześniej osobiście miał Ksiądz okazję spotykać się z Papieżem. Jak te spotkania kapłana z kapłanem, będącym następcą św. Piotra, wpłynęły na Księdza formację?

– W Rzymie mieszkam od 1985 r. Bez żadnej przesady mogę powiedzieć, że każde spotkanie z Ojcem Świętym było wyjątkowe właśnie dlatego, że wpływało na moją formację.
Pierwszy obraz, jaki chciałbym przywołać, sięga Wielkiego Czwartku w 1992 r., kiedy byłem wśród kapłanów, którym Papież obmywał nogi podczas Eucharystii „in coena Domini”. Jego pocałunek złożony na naszych stopach był nie tylko gestem liturgicznym, ale też wyrazem prawdziwej miłości do kapłaństwa i do kapłanów. Pamiętam również wcześniejsze spotkania w seminarium. W trakcie jednej z takich wizyt z naszej strony padło pytanie, czy trudno być wikariuszem Chrystusa. Papież odpowiedział, że byłoby to niemożliwe, gdyby nie działać „in persona Christi” (w osobie Chrystusa – przyp. A.T.).
Innym razem, rozważając słowa: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie”, Ojciec Święty powiedział, że odpowiedzieć na pytanie Chrystusa – to znaczy ciągle się uczyć, doświadczać na nowo Jego miłości. I na nowo uczyć się dawania tej odpowiedzi.
Te przykłady pokazują, jak autentyczne było kapłaństwo Jana Pawła II. A także to, że źródłem radości bycia kapłanem dla Ojca Świętego było doświadczenie jego relacji z Panem Bogiem.

– To, co Ksiądz powiedział, jest kolejnym świadectwem, że Jan Paweł II był Bożym człowiekiem i – jak zgodnie piszą biografowie – wielkim papieżem. Ale ta wyjątkowość Ojca Świętego jest tak nietuzinkowa, że onieśmiela...

– Jan Paweł II kochał Kościół i kochał ludzi. Miał pełną świadomość, że Kościół nie jest jedynie instytucją, która ma towarzyszyć ludziom tutaj, na ziemi, bo głównym celem tego towarzyszenia jest doprowadzenie ludzi do świętości. Dlatego przez cały swój pontyfikat głośno wzywał do świętości. Podczas beatyfikacji Karoliny Kózkówny powiedział, że „święci mają nas zawstydzać, ale też pocieszać i wzbudzać nadzieję”. Dlatego słuchając opowieści świadków życia Jana Pawła II, powinniśmy odbierać to z nadzieją. A także ufać, że jego życzliwość i bliskość będą nam towarzyszyć w kroczeniu do świętości.

– Na początku rozmowy powiedział Ksiądz, że kanonizacja będzie wielkim świętem Kościoła. Ale za jakiś czas może się okazać, że my, wierni, odstawimy Jana Pawła II „na półkę ze świętymi”. Co robić, aby tak się nie stało?

– Rzeczywiście, najgorszą rzeczą byłoby, gdyby po kanonizacji święci znaleźli się w jakiejś niszy Kościoła – przypominalibyśmy sobie o nich przy okazji święta liturgicznego lub w razie jakiejś szczególnej potrzeby. Na szczęście w przypadku Jana Pawła II większość Polaków ma swoją historię, w którą wpisana jest jego obecność. Myślę nawet, że dla milionów wiernych, którzy uczestniczyli w spotkaniach z Ojcem Świętym w trakcie jego pielgrzymek do kraju, Jan Paweł II stał się częścią ich rodzin. A przecież osoby bliskie się wspomina. I to trzeba czynić, szczególnie ze względu na młode pokolenia.
Nie możemy też zapomnieć, że Papież pozostawił po sobie spuściznę wielkiej myśli i wielkiego przesłania. Encykliki, listy apostolskie, itd. – to jest wielki dar i wielki zasób dóbr duchowych, z których możemy i powinniśmy czerpać, aby formować nasze sumienia i serca po kanonizacji.

Tagi:
Jan Paweł II ksiądz kanonizacja

Reklama

Fala nienawiści wobec chrześcijan po próbie zamordowania księdza. Ordo Iuris zawiadamia prokuraturę

2019-06-19 14:49

Fotolia.com

Po brutalnym ataku na księdza we Wrocławiu, w Internecie pojawiło się wiele komentarzy pochwalających to przestępstwo i nawołujących do nienawiści ze względu na wyznanie. Nie spotkały się one z żadną reakcją administracji stron, na których zostały zamieszczone, m.in. portali „Gazety Wyborczej” i „Gazety Wrocławskiej” oraz Facebooka i Twittera. Instytut Ordo Iuris zawiadomił w tej sprawie Prokuraturę Okręgową we Wrocławiu.

Ks. dr Ireneusz Bakalarczyk został ugodzony nożem rano 10 czerwca w drodze na Mszę w kościele na wrocławskim Piasku. Po tym wydarzeniu na portalach internetowych „Gazety Wyborczej” i „Gazety Wrocławskiej”, a także na Facebooku i Twitterze pojawiły się komentarze naruszające prawo, w tym pochwalające popełnioną zbrodnię, co stanowi przestępstwo z art. 255 § 3 Kodeksu karnego. Mowa m.in. o agresywnych komentarzach takich jak: „szkoda ze ten klecha nie zdechl”, „jak padnie to pójdzie do bozi, więc i społeczeństwo wygrywa i koleś w sukience”, „klecha, tłusty pasożyt dostał kosą” oraz „Dobry s... to martwy s…” (pisownia oryginalna).

Pojawiły się również inne komentarze nawołujące do nienawiści ze względu na wyznawaną religię katolicką, co wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 256 K.k. We wpisach znieważano także chrześcijan. Stanowi to przestępstwo z art. 257 k.k. Ponadto komentujący dopuszczali się wielokrotnej obrazy uczuć religijnych zakazanej w świetle art. 196 k.k. Istotne jest, że łamiące prawo wpisy pojawiły się na portalach, gdzie istnieje nadzór ze strony administratora.

Komentarze pochwalające czyny zabronione i nawołujące do nich nie wpisują się w zakres wypowiedzi chronionych wolnością wyrażania poglądów. W ramach europejskiego systemu praw człowieka, art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz orzekający na jego podstawie Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznają zakres ochrony wolności wypowiedzi, który nie może naruszać godności osoby ludzkiej oraz innych gwarantowanych w prawie międzynarodowych wolności, w tym wolności sumienia i wyznania. W podobny sposób granice wolności wyrażania poglądów określił również polski Trybunał Konstytucyjny, m.in. w wyroku z 6 października 2015 r.

„Komentarze po ataku na księdza to przykłady przestępstw z nienawiści wobec chrześcijan. W ostatnim czasie w Polsce odnotowaliśmy wiele tego typu przypadków, a liczba zgłoszeń od osób pokrzywdzonych do Instytutu systematycznie wzrasta. Jesteśmy przekonani, że zdecydowana reakcja prokuratury oraz Policji pozwoli ustalić i ukarać sprawców tych niedopuszczalnych wpisów umieszczonych w Internecie z nienawiści” – skomentował adw. dr Bartosz Lewandowski, Dyrektor Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.

„Należy z całą stanowczością wyciągnąć konsekwencje wobec osób łamiących prawo poprzez pochwalanie przestępstw i nawoływanie do nich. Tolerowanie i akceptacja wypowiedzi jednoznacznie nawołujących do nienawiści i pochwalających przestępstwa buduje atmosferę przyzwolenia dla aktów przemocy” – zaznaczył dr Tymoteusz Zych, Wiceprezes Ordo Iuris.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komandosi w habitach

2019-01-23 11:27

Iwona Flisikowska
Niedziela Ogólnopolska 4/2019, str. 16-18

Niedawno zaskoczył wszystkich fakt brutalnego aresztowania czterech Szarych Braci z Bronksu za... wręczanie czerwonych róż kobietom przed kliniką aborcyjną Planned Parenthood w Trenton w stanie New Jersey, z prośbą, aby nie zabijały swoich dzieci, tylko je urodziły. „Nowe życie, jakkolwiek maleńkie, przynosi obietnicę niepowtarzalnej radości” – można było przeczytać na karteczce dołączonej do każdej róży

Jeffrey Bruno
Na ulicach Nowego Jorku z Matką Bożą z Guadalupe

W czasie cichego protestu zakonników jedna z par, która wypełniała dokumenty przed zaplanowaną aborcją, po rozmowie z braćmi opuściła budynek. – To było dla nas zwycięstwo. Nie wiemy, czy wrócą. Wszystko, co możemy powiedzieć, to to, że bardzo nas to zachęciło do dalszych protestów. Gdyby nas tam nie było, to dziecko pewnie już by nie żyło – powiedział aresztowany br. Fidelis Moscinski, którego dziadek był Polakiem. Kiedy policja zażądała, aby protestujący opuścili teren kliniki, bracia oznajmili, że nie mogą odejść. Powiedzieli: – Niewinne nienarodzone dzieci zaraz umrą, a my postanowiliśmy zostać razem z nimi.

Akcja „Czerwona Róża Ratuje” została rozpoczęta przez środowiska pro-life w 2017 r. Nie pierwszy raz członkowie tego zgromadzenia opuszczają siedzibę aborcyjnego molocha w policyjnych kajdankach. Inicjatywa ruchów pro-life od początku ma wsparcie „Braci z Bronksu”. W oficjalnym oświadczeniu przełożeni zakonu potwierdzili, że „(...) bracia nie wahają się uczestniczyć w aktach sprzeciwu sumienia wobec działań, które są wymierzone w nienaruszalność ludzkiego życia i niszczą wspólną więź ludzkiej solidarności”.

Nie dziwi więc fakt, że patronką Franciszkanów Odnowy jest Matka Boża z Guadalupe, opiekunka i patronka nienarodzonych.

Opowieść o Szarych Braciach

Pod tak swojsko brzmiącą nazwą bracia są znani w Polsce, zwłaszcza po ukazaniu się książki Luca Adriana pt. „Bracia z Bronksu”. Pełna nazwa zgromadzenia Szarych Braci to: Wspólnota Franciszkańskich Braci Odnowy (Community of the Franciscan Friars of the Renewal). Zostało ono założone w latach 80. ubiegłego wieku w Nowym Jorku. Bracia mieszkają m.in. w dzielnicach Harlem i Bronx i przebywają wśród najuboższych z ubogich – wyrzuconych, jak się często krzywdząco mówi, na „margines życia społecznego i nic więcej”.

O niezwykłych franciszkanach opowiada Roman Zięba, który razem z Wojtkiem Jakowcem przez pół roku pielgrzymował pieszo w misji „aCross America” przez Stany Zjednoczone:

– Nowojorscy (szarzy) Franciszkanie Odnowy gościli nas w swoim klasztorze na Manhattanie, gdzie kończyliśmy półroczną pielgrzymkę „Krzyż Ameryki”. Bracia zaczynają dzień o 5 rano od godzinnej adoracji, potem w planie dnia mają: Jutrznię, Mszę św., śniadanie i wyruszają na miasto, aby służyć bezdomnym. Byliśmy świadkami, jak przyprowadzili do klasztoru osobę o takim zapachu i w tak złym stanie, że wymagała pilnej interwencji medycznej. Od razu się o tego człowieka zatroszczyli...

Szarzy Bracia w swojej duchowości – kontynuuje Roman Zięba – odwołują się bezpośrednio do naszych współczesnych świętych: Matki Teresy z Kalkuty i Jana Pawła II. W większości nie mają prywatnych maili (posługują się zbiorczym) i korzystają z tradycyjnej centrali telefonicznej. Wielu zdobyczy cywilizacyjnych nie mają, ale za to są ciągle uśmiechnięci i mają drzwi cały czas otwarte dla potrzebujących. Jeżeli gdzieś w 6-miesięcznej pieszej drodze przez USA widziałem żywy Kościół Chrystusowy, to właśnie tam, na Manhattanie, w Harlemie. Nie mówią o reformach, oni są żywą reformą – opowiada Zięba.

Z wielką sympatią mówi też o Braciach z Bronksu ks. Piotr Wiśniowski, dyrektor EWTN Polska:

– Z Szarymi Braćmi z nowojorskiego Bronksu miałem okazję się spotkać w gościnnej parafii św. Bernadetty na Brooklynie. To było opatrznościowe spotkanie z prawdziwymi „Komandosami Pana Boga”, a wśród nich także z Polakiem, br. Sebastianem Marią Kajko, który jest praprawnukiem legendarnego Bartosza Głowackiego spod Racławic... Warto wiedzieć, że Szarzy Bracia z wielkim oddaniem zajmują się ludźmi będącymi w bardzo trudnych warunkach życiowych, materialnych czy moralnych. Pamiętajmy o nich w modlitwie i opowiadajmy o tych fantastycznych ludziach, powiedziałbym – Szarych Aniołach.

Stan Fortuna, rapujący Szary Brat

Wielu z nas na pewno słyszało niezwykle charyzmatycznego rapera Stana Fortunę – rodem z nowojorskiego Harlemu, gdzie powstał pierwszy klasztor Szarych Braci – i jego chyba najbardziej znany teledysk „Everybody Got 2 Suffer”. Miłą dla mnie niespodzianką w czasie przygotowywania tego artykułu była wiadomość, że br. Stan bardzo polubił Polskę i choć w swoim muzycznym grafiku ma mnóstwo spotkań i koncertów ewangelizacyjnych na całym świecie, to stara się do nas, a zwłaszcza do Częstochowy, przynajmniej dwa razy w roku przylecieć. Ostatnio gościł w Polsce jesienią – zaproszony przez znanego muzyka Marcina Pospieszalskiego brał udział m.in. w koncercie z okazji 40-lecia pontyfikatu św. Jana Pawła II w Rzeszowie i w koncercie promującym płytę „Dekalog” w Gdyni.

– Po raz pierwszy o niezwykłym rapującym franciszkaninie usłyszałem ponad 10 lat temu od braci Tadeusza i Macieja Syków, którzy mieli możliwość usłyszeć i zobaczyć br. Stana w czasie Światowych Dni Młodzieży w Toronto w 2002 r. – mówi dominikanin o. Andrzej Bujnowski, duszpasterzujący muzykom w Polsce, który od 27 lat tworzy Strefa Chwały Festiwal i współtworzy Song of Songs Festival oraz legendarny Magazyn Muzyczny „RUaH”. – Tadeusz i Maciej w tak entuzjastyczny sposób opowiadali o niezwykłym rapującym franciszkaninie, że kilka lat temu namówiłem dyrektora Song of Songs Festival, żeby zaprosić Stana do Polski. I tak się stało. Miłym akcentem dla naszego zespołu Deus Meus było to, że w jednym z utworów w czasie festiwalowego koncertu wystąpił gościnnie z nami „raper w habicie”, czyli Stan Fortuna! – wspomina o. Andrzej. Wśród Szarych Braci jest też br. Luis, który kiedyś był saksofonistą w zespole Bruce’a Springsteena i mimo że materialnie „miał świat u stóp”, porzucił swoje życie milionera i stał się ubogim wśród ubogich. Niebywałe, ale w szeregach Szarych Braci są także byli menadżerowie firm czy też osoby, które zajmowały się modą. To, co mnie najbardziej urzekło w tej niezwykłej opowieści o Komandosach z Harlemu i Bronksu, to wyjątkowość, a zarazem prostota ich życia, entuzjazm i szczery, niewymuszony uśmiech na twarzy w codzienności.

Specjalne podziękowania kieruję do Jeffreya Bruno – nowojorskiego fotografika, który towarzyszy Szarym Braciom i zapisuje ich życie obrazem.

Iwona Flisikowska
Dziennikarka, współpracuje z Aleteia i Catholic Journalists Association. Z zamiłowania fotograf, autorka wystaw zdjęć, m.in. „Dzieci z Betlejem” i „Shalom Salam. Pokój w oczach dziecka”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zaproszenie na pielgrzymkę

2019-06-26 23:44

Anna Majowicz

W ostatnią sobotę sierpnia odbędzie się jubileuszowa, 10. Pielgrzymka Osób Niepełnosprawnych, ich Rodzin i Przyjaciół do Henrykowa.

mat. prasowe

Każdego roku do Opactwa Cystersów przybywa ok. 1000 pątników. Pielgrzymka umożliwia integrację osób starszych i niepełnosprawnych, zwłaszcza tych przebywających na co dzień w Warsztatach Terapii Zajęciowej, Domach Pomocy Społecznej, ośrodkach Caritas i szkołach integracyjnych. Podobnie jak w latach ubiegłych w trakcie pikniku po Mszy św. na scenie wystąpią niepełnosprawni artyści oraz zespoły muzyczne i teatralne. Występy przed licznym gronem uczestników są zawsze dla artystów powodem do dumy oraz okazją do wspólnej zabawy, jednocześnie przypominając wszystkim, jak produktywne może być życie mimo choroby. Podobne wydarzenia są organizowane również w innych diecezjach, ale jedynie w Archidiecezji Wrocławskiej chęć udział zgłasza ponad setka wolontariuszy z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, która dzieli się uśmiechem i radością z uczestnikami pielgrzymki. 

Serdecznie zachęcamy do uczestnictwa w jubileuszowej 10. Pielgrzymce Osób Niepełnosprawnych Archidiecezji Wrocławskiej. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem