Reklama

Cud za wstawiennictwem Jana Pawła II

2014-04-28 14:24


Niedziela Ogólnopolska 18/2014, str. 14-15

GRZEGORZ GAŁĄZKA

Nie ma świętych ani błogosławionych bez cudów. Kościół, zanim ogłosi kogoś błogosławionym lub świętym, wymaga znaku z nieba: tym znakiem jest cud za wstawiennictwem sługi Bożego (w przypadku beatyfikacji) lub błogosławionego (w przypadku kanonizacji). Ks. prał. Sławomir Oder, postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, otrzymał wiele sygnałów domniemanych cudów, które działy się po śmierci Papieża Polaka. Do procesu wybrał te, które wydawały mu się najbardziej znaczące, w tym niewyjaśnione uzdrowienie s. Marie Simon-Pierre Normand z choroby Parkinsona, tej samej, z którą zmagał się Jan Paweł II. Rada lekarska Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych uznała uzdrowienie s. Marie Simon-Pierre Normand za niewytłumaczalne z punktu widzenia medycznego, a komisja teologów potwierdziła, że istnieje związek między modlitwami zanoszonymi w tej intencji do Jana Pawła II (modlitwy siostry) a uzdrowieniem jako objawieniem Bożej łaski. (W. R.)

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Proszę powiedzieć, jak zrodziło się Siostry powołanie do życia zakonnego w świeckiej i zlaicyzowanej Francji?

S. MARIE SIMON-PIERRE NORMAND: – Mogę śmiało powiedzieć, że moje powołanie zrodziło się w domu rodzinnym. Moja rodzina pochodzi z północy Francji, jest katolicka i praktykująca, szczególnie ze strony mamy. Jestem najstarsza z pięciorga dzieci – mam trzy siostry i jednego brata. Od małego w każdą niedzielę chodziłam z moją mamą na Mszę św. Moje dzieciństwo i młodość przeniknięte były głębokim duchem rodzinnym, wielkodusznością i wzajemnym wsparciem. W wieku 12 lat przyjęłam sakrament bierzmowania. Był to dzień szczególnej łaski w moim życiu. Tego dnia w skrytości serca powiedziałam Panu, że mogłabym poświęcić Mu całe swoje życie. W 1977 r. pojechałam po raz pierwszy z pielgrzymką do Lourdes. Tam usłyszałam bardzo wyraźnie wezwanie do życia zakonnego. Podczas ostatniej pielgrzymki przez przypadek, choć zapewne prowadzona przez Pana, udałam się do basenów, by zanurzyć się w wodzie; wyszłam całkowicie przemieniona. Maryja prowadzi nas zawsze do swego Syna, zrozumiałam, że powinnam Ją naśladować.

– Dlaczego Siostra wybrała zgromadzenie Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego?

– Dla mnie wybór był prosty. Moja odpowiedź na wezwanie Pana wynikała z pragnienia naśladowania Go w służbie rodzinie i życiu oraz w obronie życia. Dlatego w 1980 r. pojechałam do Soissons na studia pielęgniarstwa pediatrycznego, które ukończyłam we wrześniu 1981 r. Ponieważ fascynowałam się tym wszystkim, co dotyczyło życia rodzinnego, moim pragnieniem była praca z Małymi Siostrami Macierzyństwa Katolickiego, by lepiej je poznać i zrozumieć, czy to jest właściwe miejsce, do którego Pan mnie posyła. W połowie października zostałam przyjęta do pracy jako asystentka pediatry. W 1982 r. w noc Wielkiego Czwartku odpowiedziałam „tak” na wezwanie Pana: poświęciłam swoje życie dla Życia. 14 września 1982 r. wstąpiłam do postulatu Małych Sióstr, a 6 lipca następnego roku przyjęłam imię Marie Simon-Pierre i rozpoczęłam nowicjat. Od 1988 do 1992 r. studiowałam w Lyonie, aby uzyskać dyplom pielęgniarki. W 1993 r. przyjęłam wreszcie śluby wieczyste.

– Porozmawiajmy teraz o Janie Pawle II. Jak Siostra zareagowała na wybór Papieża z Polski?

– Kiedy został wybrany papież Jan Paweł II, miałam zaledwie 17 lat, a fakt, że został nim Polak, nie wzbudził we mnie żadnej reakcji.

– Jakie znaczenie dla Siostry, jako osoby konsekrowanej, miał pontyfikat Papieża Polaka?

– Jan Paweł II był bliski ludziom, przemierzał świat, aby spotykać się z nimi; podobnie czyni papież Franciszek. Imponujący jest czas trwania pontyfikatu Jana Pawła II. Był on gigantem modlitwy i przykładem wiary dla nas wszystkich. Był całkowicie oddany Bogu i Maryi. Natchniony żarliwością świętych, zainicjował Światowe Dni Młodzieży, Światowy Dzień Życia Konsekrowanego (2 lutego), przygotował adhortację apostolską „Vita consecrata” (25 marca 1996 r.), która jest dla nas prawdziwym światłem na drodze naszego życia oddanego Bogu.

– Ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II były okresem cierpienia, m.in. z powodu choroby Parkinsona. W 2001 r. zdiagnozowano u Siostry tę właśnie chorobę. Co Siostra czuła, dźwigając to samo cierpienie, co Papież?

– Od kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, z trudem patrzyłam na Jana Pawła II w telewizji: jego obraz przypominał mi moją chorobę. Jednak pozostałam mu zawsze bliska w modlitwie, podziwiałam jego pokorę, siłę i odwagę. Jego świadectwo całkowitego oddania się Bogu bardzo mnie wzmocniło, zarówno w wierze, jak i w mojej walce z cierpieniem, które należy przyjąć i ofiarować. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Papież mógł rozumieć to, co ja przeżywałam. Dzisiaj mogę powiedzieć, że była to codzienna walka. Jedynym moim pragnieniem było przyjąć wolę Bożą z miłością i przeżyć ją z wiarą. W Wielkanoc 2005 r. chciałam obejrzeć błogosławieństwo Ojca Świętego na żywo w telewizji. Wiedziałam, że stan jego zdrowia pogarsza się z dnia na dzień, i przeczuwałam, że może to być ostatni raz, kiedy go zobaczę. Przez cały czas przygotowywałam się na to spotkanie, wiedząc, że będzie to dla mnie bardzo trudne. Dawało mi to do zrozumienia, co może mnie spotkać za kilka lat, choć byłam jeszcze stosunkowo młoda. Ale niespodziewanie, zapewne opatrznościowo, okazało się, że nie mogłam go zobaczyć, gdyż musiałam zostać w pracy.

– Pracowała Siostra jeszcze pomimo choroby?

– Tak, choć oczywiście dużo mniej. Nie pracowałam już czynnie jako pielęgniarka na porodówce. Pracowałam przy komputerze, a kiedy tylko mogłam, pomagałam także rodzicom dzieci niepełnosprawnych i karmiącym matkom. Udzielałam im potrzebnych rad i wysłuchiwałam ich zwierzeń.

– Co czuła Siostra 2 kwietnia 2005 r. – w dzień śmierci Papieża?

– 2 kwietnia 2005 r. wieczorem cała nasza wspólnota sióstr oglądała na żywo transmisję telewizyjną na kanale diecezji paryskiej (KTO) z czuwania modlitewnego na Placu św. Piotra. I tak dowiedziałyśmy się o śmierci Jana Pawła II. W tamtej chwili wszystko mi się zawaliło, straciłam przyjaciela, najdroższą osobę, która mnie rozumiała i dawała siły, by iść naprzód. W następnych dniach, do 8 kwietnia, czyli do dnia papieskiego pogrzebu, czułam wewnętrzną pustkę, ale wciąż byłam pewna, że on jest obecny.

– 13 maja 2005 r. Benedykt XVI udzielił specjalnej dyspensy, aby rozpocząć proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. Następnego dnia całe zgromadzenie rozpoczęło modlitwę o uzdrowienie Siostry. Czy wiedziała Siostra o tym?

– Tak, następnego dnia dowiedziałam się, że wszystkie siostry modlą się o moje uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II. Matka przełożona zadzwoniła do mnie z prośbą, bym i ja modliła się za wstawiennictwem Papieża o łaskę uzdrowienia z choroby Parkinsona. Z wielkim wzruszeniem przyjęłam tę prośbę, bo pragnęłam nadal służyć Życiu i wypełniać swoją misję wśród rodzin. To modlitewne wsparcie wszystkich małych sióstr było dla mnie bardzo ważne. Wieczorem 14 maja cała wspólnota rozpoczęła stałą nowennę w intencji mojego uzdrowienia, z nadzieją, że ewentualny cud byłby małym wkładem w proces beatyfikacji Papieża. Od 14 maja, choć byłam wyczerpana, powtarzałam fragment z Ewangelii wg św. Jana: „Jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą” (J 11, 40b).

– Proszę nam opowiedzieć o szczegółach swojego uzdrowienia...

– 1 czerwca nie mogłam znieść bólu, który stawał się coraz mocniejszy, nasiliły się drżenia, z wielkim trudem stałam na nogach i poruszałam się. Zaczęło mi brakować sił. W kolejnych tygodniach po śmierci Jana Pawła II objawy choroby zaczęły się potęgować. 2 czerwca po południu, dokładnie dwa miesiące od śmierci Papieża, poprosiłam matkę przełożoną o zastąpienie mnie w pracy i znalezienie innej siostry na oddział położniczy, gdyż nie miałam już sił. W głębi serca mówiłam Papieżowi, że zaakceptuję wózek inwalidzki, jeżeli mój stan się pogorszy. Nic, nawet choroba, nie mogło mi przeszkodzić w wytrwaniu do końca. Mogłam nadal moje życie ofiarować Życiu. Przełożona poprosiła mnie, abym wytrzymała jeszcze do powrotu z Lourdes, gdzie miałam jechać w sierpniu z pielgrzymką. Powiedziała: „Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa”. Poprosiła, abym napisała na kartce imię Jana Pawła II. Było to dla mnie zbyt trudne, bo ręka mi drżała i nie dałam rady. Przełożona jednak nalegała. Za trzecim razem napisałam: „Jan Paweł II”. Pismo było zupełnie nieczytelne. Pozostałyśmy przez długi czas w ciszy, modląc się.

– Kiedy zorientowała się Siostra, że jest uzdrowiona?

– Tego samego wieczoru, między godziną 21.30 a 21.45, poczułam potrzebę pisania i zauważyłam, że moje pismo było wyraźne i czytelne. Położyłam się spać. Obudziłam się nagle o 4.30 rano, nie czułam żadnego bólu. Zeszłam do kaplicy, gdzie modliłam się przed Najświętszym Sakramentem. Poczułam wewnętrzny pokój i zadowolenie. Później, pozostając wciąż przed Najświętszym Sakramentem, odmawiałam Różaniec, rozważając tajemnice światła, wprowadzone przez Jana Pawła II. Pozostałam na modlitwie do godz. 6. Następnie była wspólna Jutrznia i Msza św. Po przejściu ok. 50 m zauważyłam, że moje lewe ramię, które wcześniej było nieruchome, teraz jest sprawne. Poza tym poczułam lekkość i odprężenie, którego dawno nie odczuwałam. Na Mszy św. moje serce wypełniły wielka radość i pokój. Pod koniec Eucharystii miałam już pewność, że zostałam uzdrowiona: moja lewa ręka (jestem leworęczna) już nie drżała, a twarz wyraźnie się zmieniła. To był poranek 3 czerwca, uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, tak droga Ojcu Świętemu. Zaczęłam na nowo pisać, a w południe odstawiłam wszystkie lekarstwa. Po południu powiadomiłam o moim uzdrowieniu matkę przełożoną. Zdecydowałyśmy, by nikomu nic nie mówić do 7 czerwca, tj. do dnia wizyty u lekarza.

– Jaka była reakcja lekarza?

– Od dłuższego czasu miałam umówioną na 7 czerwca wizytę u neurologa. Kiedy mnie zobaczył i zbadał, stwierdził ze zdumieniem całkowity brak jakichkolwiek oznak choroby. Trudno mu było uwierzyć, że jestem w dobrej kondycji, tym bardziej że od pięciu dni nie przyjmowałam żadnych lekarstw. Wszystkie nasze wspólnoty, powiadomione o tym cudownym wydarzeniu, 7 czerwca rozpoczęły modlitwy dziękczynne. Wszyscy, także moja rodzina, utrzymywaliśmy w tajemnicy przez dwa lata to, co się wydarzyło.

– Jak zmieniło się życie Siostry po 3 czerwca 2005 r.?

– Nie było to tylko uzdrowienie fizyczne, bo zmieniło się całe moje życie. Powtarzałam często: „Byłam chora, a jestem uzdrowiona”. Pozostaję małą siostrą wśród innych, bo ważne jest dla mnie z prostotą i radością pełnić moją służbę dla matek i ich dzieci. Sam fakt, że Pan pozwolił mi przeżyć tamtą noc dzięki wstawiennictwu Jana Pawła II, jest wielką tajemnicą, trudną do wyjaśnienia. Było to drugie narodzenie, do nowego życia. Już nic nie jest tak jak dawniej. Moje życie duchowe doznało wstrząsu i pogłębiło się. Jeszcze bardziej ujmuje mnie Eucharystia i adoracja Najświętszego Sakramentu, a z różańcem nigdy się nie rozstaję. Każdego drugiego dnia miesiąca od godz. 21 pozostaję dłużej na modlitwie, aby dziękować Bogu za to, co otrzymałam, i modlić się za innych (prośby o modlitwę przychodzą z całego świata). Pan daje mi dużo miłości i wrażliwości, szczególnie na potrzeby najbiedniejszych i najsłabszych, jak chociażby dzieci niepełnosprawne, które świat z taką łatwością odrzuca, a które były tak bardzo kochane przez Jana Pawła II. To uzdrowienie stało się ważnym wydarzeniem dla Kościoła i świata, nasze zgromadzenie utwierdziło zaś w przekonaniu, że nie możemy ustawać w misji służenia i głoszenia „Ewangelii życia” we Francji i Senegalu – krajach naszej posługi. To również wielka zachęta do apostolatu miłosierdzia wśród młodzieży i rodzin. Ja w sposób szczególny noszę też w sercu wszystkie rodziny dotknięte chorobą Parkinsona.

– Co oznacza dla Siostry bycie „aktywną częścią” procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II?

– Od chwili, kiedy całe zgromadzenie zaczęło modlić się o moje uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II, zawsze powtarzałam, że muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, niezależnie od procedur, aby nasze modlitwy zostały wysłuchane, a Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym i równie szybko świętym. Aby świat mógł uwierzyć, aby życie ludzkie było szanowane, aby wszystkim, którzy bronią życia, dodać odwagi. Mój kraj – Francja bardzo potrzebowała tej nowej „wizyty” Jana Pawła II, by nie utracić swoich korzeni.

– Jak przyjęła Siostra wiadomość o rozpoznaniu nowego cudu za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II, który zdecydował o jego kanonizacji?

– Z wielką radością i głęboką wdzięcznością. Moje serce śpiewa „Magnificat” z radością i dziękczynieniem.

Tagi:
Jan Paweł II cuda kanonizacja beatyfikacja

Reklama

Kraków: spacer śladami Karola Wojtyły przygotowaniem do Spływu 100-lecia

2019-12-06 15:16

luk / Kraków (KAI)

Już jutro grupa 200 studentów uczelni krakowskich zrzeszonych w duszpasterstwach akademickich wyruszy na spacer śladami Karola Wojtyły. Wydarzenie jest inicjatywą w ramach przygotowań do „Spływu 100-lecia” - świętowania okrągłej rocznicy urodzin Karola Wojtyły.


Ojciec Święty Jan Paweł II na spacerze w górach Lorenzago, lipiec 1987

„Spływ 100-lecia” organizują studenci krakowskich duszpasterstw akademickich. Ma to być wspólne świętowanie okrągłej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II poprzez spływ kajakowy na Mazurach, czyli tak, jak sam Karol Wojtyła spędzał wakacje z młodzieżą.

- Między 9, a 15 lipca przyszłego roku Spychowo stanie się spływowym miasteczkiem. Tam będą odbywały się spotkania i koncerty, ale będzie to też miejsce noclegu i wspólnych posiłków. Każdego dnia ponad 600 osób weźmie wiosła w dłonie i wypłynie na Krutynię, gdzie w 1953 i 1966 roku pływał Karol Wojtyła - opisała Katarzyna Skoczeń.

Miesiące poprzedzające wyjazd wypełnione będą nie tylko intensywnymi przygotowaniami, ale też mniejszymi akcjami, które mają przybliżyć postać Jana Pawła II i zintegrować między sobą grupy z różnych duszpasterstw. Jedną z nich jest właśnie grudniowy spacer krakowskimi śladami Karola Wojtyły. W jego ramach uczestnicy odwiedzą miejsca szczególnie bliskie papieżowi Polakowi, związane z czasami jego pracy naukowej i prowadzonego przez niego duszpasterstwa młodych. Przystankami trasy będą m.in. kaplica Biskupów Krakowskich w kurii, Wawel czy Muzeum Archidiecezjalne Kardynała Karola Wojtyły przy ul. Kanoniczej. Wszystko rozpocznie się o godz. 8:15 na Rynku Głównym.

Ostatnim punktem sobotniego spaceru będzie Wyższe Seminarium Duchowne w Krakowie. Będzie to czas na modlitwę i zadumę w miejscu, gdzie Karol Wojtyła przygotowywał się do kapłaństwa. Tam studenci zasiądą przy wspólnym stole, aby zjeść obiad, porozmawiać i rozpocząć pierwsze wspólne międzyduszpasterskie przygotowania do „Spływu 100-lecia”. Szczegółowe informacje o całej akcji dostępne będą na stronie www.splyw100lecia.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona

2019-04-30 09:16

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 18/2019, str. 6

Dobrze znają go ci, którzy poszukują odpowiedzi na kwestie praktyki wiary w życiu codziennym. Ks. Piotr Pawlukiewicz daje teraz swoim życiem odpowiedź na najtrudniejsze pytanie – o sens krzyża i cierpienia

Artur Stelmasiak
Ks. Piotr Pawlukiewicz wycofuje się z dotychczasowych form duszpasterzowania

Znany kaznodzieja i rekolekcjonista w rozmowie z Pawłem Kęską ze Stacji 7 swój krzyż nazwał wprost – pan Parkinson. – Zawitał w moim domu po cichu. Kiedy się o nim dowiedziałem, to już się trochę rozgościł. Na razie ta choroba da się jeszcze jakoś zepchnąć na bok, da się pracować – mówił kapłan, który o swojej chorobie dowiedział się w 2007 r. Nie poddaje się jej jednak.

Ks. Pawlukiewicz uważa, że krzyż od Jezusa jest pomocą w osiągnięciu nieba. – Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona i przyjąłem tę wycenę. Robię co mogę, co będzie, zobaczymy. Co tu się martwić jutrzejszym dniem, jeżeli dzisiejszy może się skończyć przed północą – powiedział rekolekcjonista. – Chrystus daje ci krzyż doważony do ciebie, lekarstwo na zamówienie.

Były duszpasterz parlamentarzystów przyznał, że obecnie robi dużo badań medycznych i wycofuje się ze sposobów duszpasterzowania, które prowadził, poszukując innych. – Chciałbym zmienić akcenty homiletyczne. Mówić o rzeczach, których kiedyś się bałem, o tym, kiedy człowiek jest bezradny, bezsilny, kiedy słyszy, że choroba jest nieuleczalna. Dopóki mnie ludzie rozumieją, dopóki rozumieją moje słowa, to w imię Chrystusa będę głosił Ewangelię – podkreśla.

Ks. Pawlukiewicz stara się teraz nie odprawiać Mszy św. publicznie, ponieważ choroba ma różne kaprysy. Eucharystię odprawia sam u siebie.

Choroba Parkinsona należy do najpoważniejszych schorzeń ośrodkowego układu nerwowego. Jej objawy to przede wszystkim ograniczenie ruchu oraz drżenie. Leczenie choroby Parkinsona jest możliwe, jednak nie da się wyleczyć jej całkowicie. Po pewnym czasie doprowadza do inwalidztwa. Zmagał się z nią św. Jan Paweł II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem, pamiętam, czuwam – dziś 66. rocznica Apelu Jasnogórskiego

2019-12-08 13:46

it / Częstochowa (KAI)

Dziś przypada 66. rocznica Apelu Jasnogórskiego. W tej formie jako wieczorna modlitwa kierowana do Maryi, Królowej Polski i Matki Kościoła w intencji Ojczyzny i Kościoła rozpoczęła się 8 grudnia 1953 r. Dziś to jedna z najbardziej znanych jasnogórskich modlitw, gromadząca każdego wieczoru o godz. 21.00 tysiące pielgrzymów w Kaplicy Matki Bożej i kolejne tysiące dzięki transmisji na cały świat.

Marcin Mazur/episkopat.pl

Genezy Apelu jasnogórskiego można dopatrywać się w wydarzeniach z 4 listopada 1918 r. kiedy polscy żołnierze z 22. Pułku Piechoty, dowodzeni przez podporucznika Artura Wiśniewskiego, wyzwolili Jasną Górę spod okupacji austriackiej i o godz. 21.15 stanęli, wraz z paulinami przed Cudownym Obrazem Królowej Polski, dziękując za odzyskaną wolność po 123 latach niewoli narodowej i zaborów.

Inny przekaz mówi o kapitanie Władysławie Polesińskim, pilocie zmarłym w 1939 r., trochę „wadzącym się z Bogiem”, który podczas próbnego lotu usłyszał nagle jakby wewnętrzny rozkaz: „zniż lot, ląduj!” Wylądował szczęśliwie. Po opuszczeniu samolotu nastąpiła jego eksplozja. Była godzina 21.00.

Gdy po powrocie do domu opowiedział swojej żonie o tym wydarzeniu, ona zapytała go, którego to było dnia i o której godzinie to się stało? Okazało się, że właśnie tego dnia o godz. 21.00 polecała go Matce Bożej. Kapitan stanął „na baczność”, zasalutował i zwrócił się do Matki Bożej Jasnogórskiej, meldując się Jej jako swemu Dowódcy, od którego otrzymał ten wewnętrzny nakaz ratujący go od śmierci. Odtąd czynił to codziennie.

Kapitan Władysław Polesiński nawrócił się, zmienił życie i założył wśród oficerów polskich katolicką organizację - „Krzyż i Miecz”. Członkowie tej organizacji mieli w zwyczaju codziennie o godzinie 21.00 meldować się na apel przed Matką Bożą Częstochowską.

Podczas okupacji hitlerowskiej ks. Leon Cieślak, pallotyn, szerzył tę praktykę w Warszawie wśród młodzieży akademickiej na tajnych kompletach i w sodalicjach mariańskich. O godzinie 21.00 młodzież modliła się do Matki Bożej Jasnogórskiej i odmawiała akt zawierzenia się Maryi.

W tym samym czasie na Jasnej Górze o. Polikarp Sawicki, paulin, gromadził różne grupy akademickie, najczęściej członków sodalicji mariańskiej, na wieczorową modlitwę przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej.

Po otrzymaniu wiadomości o internowaniu kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski w późnych godzinach nocnych 25 września 1953 r., paulini na Jasnej Górze podjęli z pielgrzymami specjalne modlitwy o jego rychłe uwolnienie.

Prymas podczas swego internowania w Stoczku Warmińskim – w okresie stalinowskiego terroru – postanowił dokonać osobistego Aktu oddania się w niewolę miłości Matce Bożej, zawierzając Jej całkowicie swój los. Oddał się Maryi w uroczystość Jej Niepokalanego Poczęcia 8 grudnia 1953 r. W tym samym dniu rozpoczęto na Jasnej Górze wieczorową modlitwę, zwaną Apelem, w jego intencji o godz. 21.00.

Papież Pius XII w tym czasie ogłosił początek Maryjnego Roku Jubileuszowego.

Na Jasnej Górze z tej okazji ks. biskup Zdzisław Goliński, ordynariusz częstochowski, w otoczeniu kapituły katedralnej, paulinów i licznie zgromadzonych wiernych celebrował Mszę św. pontyfikalną 8 grudnia 1953 r. wieczorem - w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Podczas tej Mszy św. kazanie wygłosił przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński, w którym między innymi zapowiedział: „Staniemy dziś wszyscy na jasnogórski apel. Co to jest? Nic trudnego! Codziennie o godz. 9.00 wieczorem przeniesiemy się myślą i modlitwą na Jasną Górę, do cudownej kaplicy. Są rodziny, które o tej porze przerywają rozmowę, pracę i stają w milczeniu albo na czele ze swym ojcem odmawiają dziesiątkę różańca. Są całe zastępy polskiej młodzieży akademickiej, które to czynią. Gdy powiedziano o tym Księdzu Prymasowi Kardynałowi Wyszyńskiemu, odniósł się życzliwie do tego, potem jednak, kiedy przemyślał tę sprawę, powiedział parę miesięcy temu, że codziennie o godzinie 9 wieczorem przenoszę się myślą na Jasną Górę, modlę się i błogosławię całemu Narodowi. Wszyscy, jak nas jest przeszło 30 milionów na całym świecie; wszyscy o jednej godzinie, gdziekolwiek będziemy, czy w pracy, czy na ulicy, czy w kinie, czy na zabawie; wszyscy zbratani jedną myślą, jednym polskim sercem, staniemy przy naszej Pani i Królowej, przy Matce i Pocieszycielce, aby prosić i żebrać za Polskę, za Naród...”.

Zgodnie z tą zapowiedzią i pod jego przewodnictwem zgromadziła się w kaplicy Matki Bożej o tej wieczornej porze grupka osób, w tym paulini – o. Teofil Krauze, o. Aleksander Rumiński oraz kilka pań z Instytutu Prymasowskiego z Marią Okońską na czele, by polecić szczególnej opiece Maryi internowanego Prymasa Polski. Postanowili zbierać się codziennie o godzinie 21.00, by odmawiać modlitwy do Matki Bożej przed zasłoniętym Cudownym Obrazem.

To było oficjalne zapoczątkowanie jasnogórskiego Apelu. Paulini wzywali rodaków, by sercem, myślą i modlitwą stawać przed Obliczem Jasnogórskiej Pani o godz. 21.00 i modlić się o uwolnienie Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Nowe impulsy dla apelu jako wieczornego nabożeństwa maryjnego dały Jasnogórskie Śluby Narodu złożone 26 sierpnia 1956 r., zawierające program religijno-moralnej odnowy życia narodowego. Odtąd Apel jasnogórski stał się modlitwą wieczorną w intencji Narodu. Prymas Wyszyński o godz. 21.00 błogosławił całej Polsce, a za jego przykładem czynili to inni biskupi, a zwłaszcza ks. biskup Lucjan Biernacki, biskup pomocniczy prymasowskiej archidiecezji gnieźnieńskiej, który za wierność współpracy z kard. Wyszyńskim został usunięty przez władze komunistyczne z Gniezna i przebywał na wygnaniu na Jasnej Górze.

Do upowszechnienia praktyki Apelu jasnogórskiego przyczyniła się przede wszystkim peregrynacja kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej (od 1957 r.). We wszystkich parafiach, gdzie był Obraz Nawiedzenia, utrwalała się praktyka Apelu jasnogórskiego o godzinie 21.00. Paulini, prowadzący misje przed nawiedzeniem kopii Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w Człuchowie i okolicy, zaczęli wprowadzać już w 1961 r. praktykę jasnogórskiego apelu każdego wieczora. Spotkało się to z ogromnym zainteresowaniem, bo wierni wypełniali świątynie po brzegi. Niektórzy z nich urozmaicali apel przeźroczami o tematyce jasnogórskiej.

Apel jasnogórski miał różne melodie i był śpiewany w różnych wersjach. Autorem najbardziej znanej i rozpowszechnionej melodii jest ks. Stanisław Ormiński, salezjanin, który skomponował ją w 1956 r.

W późniejszych latach melodię do apelu skomponował także ks. Marian Michalec CM. Młodzież zwykle śpiewa swój własny apel, nawiązujący w swej treści do jej zadań na nowe Tysiąclecie i wyrażający prośbę uświęcenia siebie i rodziny.

Jak wynika z zapisów kronikarskich, Apel wszedł już na stałe do programu nabożeństw maryjnych na Jasnej Górze, zwłaszcza w uroczystości odpustowe - od 1960 r.

Z okazji rozpoczęcia tzw. „Czuwań soborowych” w 1962 r. ówczesny przeor Jasnej Góry o. Anzelm Radwański podjął decyzję, aby tę praktykę wieczorowego spotkania z Królową Polski jeszcze bardziej ożywić i pogłębić. Postanowiono więc na tę szczególną chwilę spotkania z Maryją odsłaniać Cudowny Obraz i nadać temu nabożeństwu bogatszą oprawę. Najczęściej od Apelu zaczynały się czuwania modlitewne wiernych w intencji prac ojców Soboru Watykańskiego II. Tak pomyślana i zaplanowana modlitwa maryjna zaczęła gromadzić nie tylko pielgrzymów przybyłych na „Czuwania soborowe”, ale także mieszkańców Częstochowy.

Po powrocie kard. Stefana Wyszyńskiego na stolicę prymasowską (28 X 1956 r.), Apel wzbogacił się o specjalne modlitewne rozważania i intencje. Odtąd Prymas Polski błogosławił o godz. 21.00 całej Polsce, a także Polonii rozsianej po wszystkich kontynentach.

Do spopularyzowania modlitwy Apelu jasnogórskiego przyczynił się przede wszystkim kard. Wyszyński. Prymas Polski, który nie tylko na Jasnej Górze, ilekroć był obecny, ale wszędzie, nawet w swojej prywatnej kaplicy, gromadził domowników na to wieczorne spotkanie z Matką Bożą, Królową Polski i osobiście prowadził rozważania i modlitwy apelu. Wiele z nich zostało nagranych na taśmę magnetofonową i stanowi dziś bogaty zbiór modlitw w intencji aktualnych spraw Kościoła i Ojczyzny. Te modlitwy i rozważania ks. Prymasa pogłębiły znaczenie i wartość apelu. Przypomniał on, że Maryja, Królowa Polski, jest nam dana jako skuteczna pomoc i obrona dla naszego Narodu. Kard. Wyszyński wciąż zaświadczał, że wszystko postawił na Maryję. Apel jasnogórski - w ujęciu Prymasa - to modlitwa zawierzenia się w opiekę macierzyńską Maryi. Jego rozważania nawiązują do najbardziej aktualnych problemów społecznych w Polsce, do potrzeb Narodu zagrożonego w swej wierze i suwerenności, a także do zwykłych, codziennych spraw ludzkich. Ich treść wyrastała przede wszystkim z Jasnogórskich Ślubów Narodu, z duchowych mocy Wielkiej Nowenny, z owoców nawiedzenia kopii Obrazu Jasnogórskiego, a w następnych latach z Milenijnego Aktu Oddania w macierzyńską niewolę Maryi, z przeżyć Tysiąclecia Chrztu, „Społecznej Krucjaty Miłości” i przygotowań do jubileuszu 600-lecia Jasnej Góry.

Kard. Stefan Wyszyński rozmiłował się w tej maryjnej modlitwie, nadał jej właściwy charakter i treść oraz stał się jej szczególnym propagatorem. On pozostawił pewien model rozważania modlitewnego przy Apelu. - Jest to godzina czuwania przy Pani Jasnogórskiej, godzina rachunku sumienia i składania u Jej królewskich stóp naszego dorobku. Jest to godzina modlitwy, zjednoczenia przez miłość i błogosławieństwo – mówił podczas jednego z Apeli kard. Wyszyński.

Wzorując się na przykładzie kard. Stefana Wyszyńskiego i jego sposobie prowadzenia Apelu, przeor jasnogórski o. Józef Płatek wprowadził od 1975 r. krótkie rozważania modlitewne - spontaniczną modlitwę do Królowej i Matki Polaków, nawiązując do aktualnych potrzeb Ojczyzny. Następnie od 28 marca 1978 r. jako generał zakonu, przez kolejne 12 lat osobiście prowadząc Apel, utrwalił już na stałe taki styl prowadzenia jasnogórskiego Apelu, nadając mu przez to charakter serdeczny i zarazem rodzinny. Podobnie jak w dobrej rodzime wszyscy wieczorem gromadzą się wokół matki, tak samo czciciele Maryi stają po dziś dzień przed Nią jako Matką i Królową.

Największym promotorem i animatorem Apelu jasnogórskiego stał się św. Jan Paweł II. On bowiem ukazał najgłębszą treść ewangeliczną i zarazem narodową, zwłaszcza podczas swych pielgrzymek na Jasną Górę, ale i także podczas swych spotkań z Polakami. Chętnie śpiewał Apel ze swymi rodakami i nawiązywał do jego zobowiązującej treści. Wskazywał na historyczny i rycerski charakter Apelu i jednocześnie ukazał, że śpiewając czy odmawiając go, stajemy jakby „na baczność”, meldując się Maryi z oświadczeniem swego oddania: jestem cały Twój i do Twej dyspozycji! Jest to więc spotkanie z Maryją ubogacające i zarazem zobowiązujące.

Wielką zasługą papieża z Polski pozostanie na zawsze to, że jasnogórskiemu Apelowi VI Światowego Dnia Młodzieży na Jasnej Górze nadał charakter uniwersalny i zarazem eklezjalny. Jak podkreśla o. Józef Płatek, paulin „nie była to próba jakiejś polonizacji, ale raczej chrześcijańska postawa dzielenia się tym, co nasze z innymi w ich własnym języku i kulturze”. Papież w swym przemówieniu (14 sierpnia 1991 r.) zwrócił uwagę młodzieży na trzy słowa: jestem – pamiętam – czuwam. Są to kluczowe słowa apelu, które stały się programem życia dla młodego pokolenia całego świata. Dzięki inspiracji wypływającej z Ewangelii apel nabrał charakteru międzynarodowego, światowego i uniwersalnego i stał się nie tylko programem, ale i modlitwą do Maryi Matki Kościoła i Królowej świata.

Po Światowym Dniu Młodzieży z udziałem Jana Pawła II na Jasnej Górze, w dniach 14-15 sierpnia 1991 r., swą działalność rozpoczęło archidiecezjalne częstochowskie Radio „Fiat”. Ono pierwsze podjęło transmisję Apelu z Kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej.

Od 25 marca 1995 r. przekazuje Apel już na stałe i codziennie Radio „Jasna Góra”.

Radio „Maryja” podjęła początkowo transmisję we wszystkie soboty od adwentu 1996 r. Na mocy umowy tej rozgłośni z Radiem „Jasna Góra”, od 2 lutego 1997 r. Radio „Maryja” transmituje codziennie Apel na całą Polskę i poza jej granice bezpośrednio z kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej.

Od 5 grudnia 1997 r.- dzięki „Radiu Jasna Góra” - tysiące osób może w godzinie Apelu jasnogórskiego przekazywać swoje intencje kierowane do Jasnogórskiej Bogarodzicy Maryi. Jedni czynią to za pomocą telefonu (w godz. 20.30-21.00), a inni przesyłają swoje intencje drogą mailową, sms-ową lub pocztową.

W specjalnej księdze, którą nazwano „księgą modlitwy apelowej”, są zapisywane prośby i podziękowania. Księga ta jest też po części obrazem religijności Polaków, którzy bezgraniczną ufność pokładają w przemożnym wstawiennictwie Maryi i pragną się łączyć w modlitwie Apelu, stając duchowo przed obliczem Jasnogórskiej Królowej Polski. Tę księgę modlitwy apelowej składa się w czasie Apelu na ołtarzu. Księga pozostanie dla potomnych świadectwem miłości naszych rodaków z Polski i zagranicy – do swojej Matki i Orędowniczki.

Na to niepowtarzalne spotkanie modlitewne z Królową Polski składają się: pradawna pieśń „Bogurodzica Dziewica”; trzykrotnie śpiewany hejnał: Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!; modlitewne rozważanie na tle tajemnic życia Maryi, Jej udziału w misterium Chrystusa, Kościoła i Narodu; dziesiątka różańca; antyfona „Pod Twoją obronę”; wezwania: „Królowo Polski, módl się za nami!”; błogosławieństwo, którego udziela prowadzący rozważanie, albo któryś z dostojników kościelnych; pieśń do Matki Bożej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem