Reklama

Jan Paweł II

Cud za wstawiennictwem Jana Pawła II

Nie ma świętych ani błogosławionych bez cudów. Kościół, zanim ogłosi kogoś błogosławionym lub świętym, wymaga znaku z nieba: tym znakiem jest cud za wstawiennictwem sługi Bożego (w przypadku beatyfikacji) lub błogosławionego (w przypadku kanonizacji). Ks. prał. Sławomir Oder, postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, otrzymał wiele sygnałów domniemanych cudów, które działy się po śmierci Papieża Polaka. Do procesu wybrał te, które wydawały mu się najbardziej znaczące, w tym niewyjaśnione uzdrowienie s. Marie Simon-Pierre Normand z choroby Parkinsona, tej samej, z którą zmagał się Jan Paweł II. Rada lekarska Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych uznała uzdrowienie s. Marie Simon-Pierre Normand za niewytłumaczalne z punktu widzenia medycznego, a komisja teologów potwierdziła, że istnieje związek między modlitwami zanoszonymi w tej intencji do Jana Pawła II (modlitwy siostry) a uzdrowieniem jako objawieniem Bożej łaski. (W. R.)

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Proszę powiedzieć, jak zrodziło się Siostry powołanie do życia zakonnego w świeckiej i zlaicyzowanej Francji?

S. MARIE SIMON-PIERRE NORMAND: – Mogę śmiało powiedzieć, że moje powołanie zrodziło się w domu rodzinnym. Moja rodzina pochodzi z północy Francji, jest katolicka i praktykująca, szczególnie ze strony mamy. Jestem najstarsza z pięciorga dzieci – mam trzy siostry i jednego brata. Od małego w każdą niedzielę chodziłam z moją mamą na Mszę św. Moje dzieciństwo i młodość przeniknięte były głębokim duchem rodzinnym, wielkodusznością i wzajemnym wsparciem. W wieku 12 lat przyjęłam sakrament bierzmowania. Był to dzień szczególnej łaski w moim życiu. Tego dnia w skrytości serca powiedziałam Panu, że mogłabym poświęcić Mu całe swoje życie. W 1977 r. pojechałam po raz pierwszy z pielgrzymką do Lourdes. Tam usłyszałam bardzo wyraźnie wezwanie do życia zakonnego. Podczas ostatniej pielgrzymki przez przypadek, choć zapewne prowadzona przez Pana, udałam się do basenów, by zanurzyć się w wodzie; wyszłam całkowicie przemieniona. Maryja prowadzi nas zawsze do swego Syna, zrozumiałam, że powinnam Ją naśladować.

– Dlaczego Siostra wybrała zgromadzenie Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego?

– Dla mnie wybór był prosty. Moja odpowiedź na wezwanie Pana wynikała z pragnienia naśladowania Go w służbie rodzinie i życiu oraz w obronie życia. Dlatego w 1980 r. pojechałam do Soissons na studia pielęgniarstwa pediatrycznego, które ukończyłam we wrześniu 1981 r. Ponieważ fascynowałam się tym wszystkim, co dotyczyło życia rodzinnego, moim pragnieniem była praca z Małymi Siostrami Macierzyństwa Katolickiego, by lepiej je poznać i zrozumieć, czy to jest właściwe miejsce, do którego Pan mnie posyła. W połowie października zostałam przyjęta do pracy jako asystentka pediatry. W 1982 r. w noc Wielkiego Czwartku odpowiedziałam „tak” na wezwanie Pana: poświęciłam swoje życie dla Życia. 14 września 1982 r. wstąpiłam do postulatu Małych Sióstr, a 6 lipca następnego roku przyjęłam imię Marie Simon-Pierre i rozpoczęłam nowicjat. Od 1988 do 1992 r. studiowałam w Lyonie, aby uzyskać dyplom pielęgniarki. W 1993 r. przyjęłam wreszcie śluby wieczyste.

– Porozmawiajmy teraz o Janie Pawle II. Jak Siostra zareagowała na wybór Papieża z Polski?

– Kiedy został wybrany papież Jan Paweł II, miałam zaledwie 17 lat, a fakt, że został nim Polak, nie wzbudził we mnie żadnej reakcji.

– Jakie znaczenie dla Siostry, jako osoby konsekrowanej, miał pontyfikat Papieża Polaka?

– Jan Paweł II był bliski ludziom, przemierzał świat, aby spotykać się z nimi; podobnie czyni papież Franciszek. Imponujący jest czas trwania pontyfikatu Jana Pawła II. Był on gigantem modlitwy i przykładem wiary dla nas wszystkich. Był całkowicie oddany Bogu i Maryi. Natchniony żarliwością świętych, zainicjował Światowe Dni Młodzieży, Światowy Dzień Życia Konsekrowanego (2 lutego), przygotował adhortację apostolską „Vita consecrata” (25 marca 1996 r.), która jest dla nas prawdziwym światłem na drodze naszego życia oddanego Bogu.

– Ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II były okresem cierpienia, m.in. z powodu choroby Parkinsona. W 2001 r. zdiagnozowano u Siostry tę właśnie chorobę. Co Siostra czuła, dźwigając to samo cierpienie, co Papież?

– Od kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, z trudem patrzyłam na Jana Pawła II w telewizji: jego obraz przypominał mi moją chorobę. Jednak pozostałam mu zawsze bliska w modlitwie, podziwiałam jego pokorę, siłę i odwagę. Jego świadectwo całkowitego oddania się Bogu bardzo mnie wzmocniło, zarówno w wierze, jak i w mojej walce z cierpieniem, które należy przyjąć i ofiarować. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Papież mógł rozumieć to, co ja przeżywałam. Dzisiaj mogę powiedzieć, że była to codzienna walka. Jedynym moim pragnieniem było przyjąć wolę Bożą z miłością i przeżyć ją z wiarą. W Wielkanoc 2005 r. chciałam obejrzeć błogosławieństwo Ojca Świętego na żywo w telewizji. Wiedziałam, że stan jego zdrowia pogarsza się z dnia na dzień, i przeczuwałam, że może to być ostatni raz, kiedy go zobaczę. Przez cały czas przygotowywałam się na to spotkanie, wiedząc, że będzie to dla mnie bardzo trudne. Dawało mi to do zrozumienia, co może mnie spotkać za kilka lat, choć byłam jeszcze stosunkowo młoda. Ale niespodziewanie, zapewne opatrznościowo, okazało się, że nie mogłam go zobaczyć, gdyż musiałam zostać w pracy.

– Pracowała Siostra jeszcze pomimo choroby?

– Tak, choć oczywiście dużo mniej. Nie pracowałam już czynnie jako pielęgniarka na porodówce. Pracowałam przy komputerze, a kiedy tylko mogłam, pomagałam także rodzicom dzieci niepełnosprawnych i karmiącym matkom. Udzielałam im potrzebnych rad i wysłuchiwałam ich zwierzeń.

– Co czuła Siostra 2 kwietnia 2005 r. – w dzień śmierci Papieża?

– 2 kwietnia 2005 r. wieczorem cała nasza wspólnota sióstr oglądała na żywo transmisję telewizyjną na kanale diecezji paryskiej (KTO) z czuwania modlitewnego na Placu św. Piotra. I tak dowiedziałyśmy się o śmierci Jana Pawła II. W tamtej chwili wszystko mi się zawaliło, straciłam przyjaciela, najdroższą osobę, która mnie rozumiała i dawała siły, by iść naprzód. W następnych dniach, do 8 kwietnia, czyli do dnia papieskiego pogrzebu, czułam wewnętrzną pustkę, ale wciąż byłam pewna, że on jest obecny.

– 13 maja 2005 r. Benedykt XVI udzielił specjalnej dyspensy, aby rozpocząć proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. Następnego dnia całe zgromadzenie rozpoczęło modlitwę o uzdrowienie Siostry. Czy wiedziała Siostra o tym?

– Tak, następnego dnia dowiedziałam się, że wszystkie siostry modlą się o moje uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II. Matka przełożona zadzwoniła do mnie z prośbą, bym i ja modliła się za wstawiennictwem Papieża o łaskę uzdrowienia z choroby Parkinsona. Z wielkim wzruszeniem przyjęłam tę prośbę, bo pragnęłam nadal służyć Życiu i wypełniać swoją misję wśród rodzin. To modlitewne wsparcie wszystkich małych sióstr było dla mnie bardzo ważne. Wieczorem 14 maja cała wspólnota rozpoczęła stałą nowennę w intencji mojego uzdrowienia, z nadzieją, że ewentualny cud byłby małym wkładem w proces beatyfikacji Papieża. Od 14 maja, choć byłam wyczerpana, powtarzałam fragment z Ewangelii wg św. Jana: „Jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą” (J 11, 40b).

– Proszę nam opowiedzieć o szczegółach swojego uzdrowienia...

– 1 czerwca nie mogłam znieść bólu, który stawał się coraz mocniejszy, nasiliły się drżenia, z wielkim trudem stałam na nogach i poruszałam się. Zaczęło mi brakować sił. W kolejnych tygodniach po śmierci Jana Pawła II objawy choroby zaczęły się potęgować. 2 czerwca po południu, dokładnie dwa miesiące od śmierci Papieża, poprosiłam matkę przełożoną o zastąpienie mnie w pracy i znalezienie innej siostry na oddział położniczy, gdyż nie miałam już sił. W głębi serca mówiłam Papieżowi, że zaakceptuję wózek inwalidzki, jeżeli mój stan się pogorszy. Nic, nawet choroba, nie mogło mi przeszkodzić w wytrwaniu do końca. Mogłam nadal moje życie ofiarować Życiu. Przełożona poprosiła mnie, abym wytrzymała jeszcze do powrotu z Lourdes, gdzie miałam jechać w sierpniu z pielgrzymką. Powiedziała: „Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa”. Poprosiła, abym napisała na kartce imię Jana Pawła II. Było to dla mnie zbyt trudne, bo ręka mi drżała i nie dałam rady. Przełożona jednak nalegała. Za trzecim razem napisałam: „Jan Paweł II”. Pismo było zupełnie nieczytelne. Pozostałyśmy przez długi czas w ciszy, modląc się.

– Kiedy zorientowała się Siostra, że jest uzdrowiona?

– Tego samego wieczoru, między godziną 21.30 a 21.45, poczułam potrzebę pisania i zauważyłam, że moje pismo było wyraźne i czytelne. Położyłam się spać. Obudziłam się nagle o 4.30 rano, nie czułam żadnego bólu. Zeszłam do kaplicy, gdzie modliłam się przed Najświętszym Sakramentem. Poczułam wewnętrzny pokój i zadowolenie. Później, pozostając wciąż przed Najświętszym Sakramentem, odmawiałam Różaniec, rozważając tajemnice światła, wprowadzone przez Jana Pawła II. Pozostałam na modlitwie do godz. 6. Następnie była wspólna Jutrznia i Msza św. Po przejściu ok. 50 m zauważyłam, że moje lewe ramię, które wcześniej było nieruchome, teraz jest sprawne. Poza tym poczułam lekkość i odprężenie, którego dawno nie odczuwałam. Na Mszy św. moje serce wypełniły wielka radość i pokój. Pod koniec Eucharystii miałam już pewność, że zostałam uzdrowiona: moja lewa ręka (jestem leworęczna) już nie drżała, a twarz wyraźnie się zmieniła. To był poranek 3 czerwca, uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, tak droga Ojcu Świętemu. Zaczęłam na nowo pisać, a w południe odstawiłam wszystkie lekarstwa. Po południu powiadomiłam o moim uzdrowieniu matkę przełożoną. Zdecydowałyśmy, by nikomu nic nie mówić do 7 czerwca, tj. do dnia wizyty u lekarza.

– Jaka była reakcja lekarza?

– Od dłuższego czasu miałam umówioną na 7 czerwca wizytę u neurologa. Kiedy mnie zobaczył i zbadał, stwierdził ze zdumieniem całkowity brak jakichkolwiek oznak choroby. Trudno mu było uwierzyć, że jestem w dobrej kondycji, tym bardziej że od pięciu dni nie przyjmowałam żadnych lekarstw. Wszystkie nasze wspólnoty, powiadomione o tym cudownym wydarzeniu, 7 czerwca rozpoczęły modlitwy dziękczynne. Wszyscy, także moja rodzina, utrzymywaliśmy w tajemnicy przez dwa lata to, co się wydarzyło.

– Jak zmieniło się życie Siostry po 3 czerwca 2005 r.?

– Nie było to tylko uzdrowienie fizyczne, bo zmieniło się całe moje życie. Powtarzałam często: „Byłam chora, a jestem uzdrowiona”. Pozostaję małą siostrą wśród innych, bo ważne jest dla mnie z prostotą i radością pełnić moją służbę dla matek i ich dzieci. Sam fakt, że Pan pozwolił mi przeżyć tamtą noc dzięki wstawiennictwu Jana Pawła II, jest wielką tajemnicą, trudną do wyjaśnienia. Było to drugie narodzenie, do nowego życia. Już nic nie jest tak jak dawniej. Moje życie duchowe doznało wstrząsu i pogłębiło się. Jeszcze bardziej ujmuje mnie Eucharystia i adoracja Najświętszego Sakramentu, a z różańcem nigdy się nie rozstaję. Każdego drugiego dnia miesiąca od godz. 21 pozostaję dłużej na modlitwie, aby dziękować Bogu za to, co otrzymałam, i modlić się za innych (prośby o modlitwę przychodzą z całego świata). Pan daje mi dużo miłości i wrażliwości, szczególnie na potrzeby najbiedniejszych i najsłabszych, jak chociażby dzieci niepełnosprawne, które świat z taką łatwością odrzuca, a które były tak bardzo kochane przez Jana Pawła II. To uzdrowienie stało się ważnym wydarzeniem dla Kościoła i świata, nasze zgromadzenie utwierdziło zaś w przekonaniu, że nie możemy ustawać w misji służenia i głoszenia „Ewangelii życia” we Francji i Senegalu – krajach naszej posługi. To również wielka zachęta do apostolatu miłosierdzia wśród młodzieży i rodzin. Ja w sposób szczególny noszę też w sercu wszystkie rodziny dotknięte chorobą Parkinsona.

– Co oznacza dla Siostry bycie „aktywną częścią” procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II?

– Od chwili, kiedy całe zgromadzenie zaczęło modlić się o moje uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II, zawsze powtarzałam, że muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, niezależnie od procedur, aby nasze modlitwy zostały wysłuchane, a Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym i równie szybko świętym. Aby świat mógł uwierzyć, aby życie ludzkie było szanowane, aby wszystkim, którzy bronią życia, dodać odwagi. Mój kraj – Francja bardzo potrzebowała tej nowej „wizyty” Jana Pawła II, by nie utracić swoich korzeni.

– Jak przyjęła Siostra wiadomość o rozpoznaniu nowego cudu za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II, który zdecydował o jego kanonizacji?

– Z wielką radością i głęboką wdzięcznością. Moje serce śpiewa „Magnificat” z radością i dziękczynieniem.

2014-04-28 14:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież Franciszek rekordzistą kanonizacji: 898 nowych świętych

2020-01-03 14:55

[ TEMATY ]

papież

kanonizacja

święci

papież Franciszek

rekord

Vatican News

Papież Franciszek

Papież Franciszek pobił wszelkie rekordy kanonizacji. W ciągu niespełna siedmiu lat swego pontyfikatu ogłosił 898 nowych świętych, więcej niż wszyscy papieże razem wzięci z ostatnich 421 lat historii Kościoła, z Janem Pawłem II włącznie.

Od czasu, gdy w 1588 r. papież Sykstus V ustanowił Kongregację Obrzędów (poprzedniczkę dzisiejszej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych) i zdecydował, że akt ogłoszenia kogoś błogosławionym lub świętym będzie poprzedzony ściśle uregulowanym procesem, Kościół otrzymał 1726 świętych.

Od 1592 do 1978 r., a więc w ciągu 386 lat, ogłoszono ich 302, z czego większość w okresie 1864-1978, gdyż przed 1864 r. wyniesiono ich na ołtarze 64. W tym okresie tylko za pontyfikatu Benedykta XIII (1724-1730) ogłoszono ich 10, inni papieże z tamtych czasów ogłaszali ich kilkoro, zaś w latach 1644-1655, 1676-1689 i 1769-1800 ani jednego.

Dopiero Pius IX (1848-1878) kanonizował 52 świętych, Leon XIII (1878-1903) - 18, Pius XI (1922-1939) - 34, a Pius XII (1939-1958) - 33. Dotychczasowy rekordzista Jan Paweł II (1978-2005) ogłosił aż 482 świętych, dzięki czemu ich liczba się podwoiła i wynosiła 784. Benedykt XVI (2005-2013) dodał 44 kolejnych.

Tymczasem Franciszek w ciągu nieco ponad sześciu lat osiągnął bezprecedensową liczbę 898 nowych świętych, a więc większą niż 828 świętych Kościoła katolickiego wyniesionych na ołtarze w ciągu 421 poprzednich lat. Stało się tak głównie za sprawą jednoczesnej kanonizacji w 2013 r. ponad 800 męczenników z Otranto, zabitych przez Turków w 1489 r.

Ogólna liczba świętych jest trudna do ustalenia, gdyż aż do 1234 r. Kościoły lokalne mogły same ich wynosić na ołtarze. Dopiero papież Grzegorz IX zastrzegł to prawo biskupom Rzymu, a w 1483 r. Sykstus IV wprowadził rozróżnienie między świętymi (kult w całym Kościele powszechnym) i błogosławionymi (kult lokalny).

Martyrologium Romanum, jedno z najbardziej autorytatywnych źródeł w tej dziedzinie, w swym ostatnim wydaniu z 2004 r. wymienia 13 539 świętych i błogosławionych. Doliczając kanonizacje i beatyfikacje z lat 2004-2019, ich liczba wynosi obecnie niemal 15 tys.

Warto zauważyć, że Martyrologium zawiera jedynie 6588 imion świętych, gdyż pozostałe 6881 dotyczy nie zawsze znanych z imienia tzw. towarzyszy, a więc osób, które poniosły wraz z nimi śmierć w masowych prześladowaniach ludzi wierzących.

CZYTAJ DALEJ

Oświadczenie świdnickiej kurii: ksiądz oskarżany o sprowokowanie bójki ma status pokrzywdzonego

2020-01-28 20:53

[ TEMATY ]

kapłan

kapłan

wikipedia.org

W nawiązaniu do informacji medialnych nt. bójki z udziałem ks. Andrzeja A. na terenie Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości „Maryja Śnieżna” na Górze Iglicznej świdnicka kuria podkreśla, że w związku z wydarzeniem toczy się postępowanie karne, w którym ksiądz ma statut pokrzywdzonego. W oświadczeniu przesłanym KAI kuria wyraża też ubolewanie, że w licznych relacjach medialnych dotyczących sprawy przedstawia się jej przebieg w sposób odmienny, niż został ustalony przez organy ścigania, usiłując przypisać winę księdzu kustoszowi.

Publikujemy oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej:

Oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej ws. toczącego się postępowania karnego wobec czynów dokonanych w sanktuarium na Górze Iglicznej.

Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, że przed Sądem Rejonowym w Kłodzku toczy się postępowanie karne w sprawie sygn. akt II K 521/19 przeciwko Bartoszowi H. o czyn z art. 157 § 2 k.k. Akt oskarżenia w tej sprawie wniosła Prokuratura Rejonowa w Bystrzycy Kłodzkiej.

Zarzucany oskarżonemu czyn obejmuje spowodowanie w dniu 25 grudnia 2016 r., po zakończonej Mszy Świętej, na terenie Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości „Maria Śnieżna” na Górze Iglicznej obrażeń ciała u księdza kustosza. Ksiądz ten ma w ww. sprawie status pokrzywdzonego i korzysta z uprawnień procesowych takich, jakie przepisy prawa przewidują dla wszystkich obywateli Rzeczpospolitej Polskiej.

Do Sądu Rejonowego w Kłodzku Prokuratura Rejonowa w Bystrzycy Kłodzkiej skierowała też akt oskarżenia obejmujący zarzut obrazy uczuć religijnych w trakcie wspomnianego zajścia z 25 grudnia 2016 r. Według informacji Kurii, przewód sądowy w tej sprawie nie został jeszcze otwarty.

Kuria Biskupia z ubolewaniem przyjmuje przy tym liczne relacje medialne dotyczące tych spraw, w których przedstawia się przebieg zajścia w sposób odmienny niż został ustalony przez organy ścigania, i w których winę za spowodowanie zajścia usiłuje się przypisać księdzu kustoszowi sanktuarium na Górze Iglicznej.

Kuria w Świdnicy liczy na to, że obie wyżej wskazane sprawy zostaną wyjaśnione przez Sąd i oświadcza, że nie będzie ich w żaden sposób komentowała.

Ks. dr Daniel Marcinkiewicz rzecznik prasowy Świdnickiej Kurii Biskupiej

---

Przypomnijmy, że bójka z udziałem ks. kustosza Andrzeja A. na terenie Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości „Maryja Śnieżna” na Górze Iglicznej miała miejsce po pasterce 2016 r.

CZYTAJ DALEJ

Andrychów: pogrzeb Stefana Jakubowskiego, budowniczego papieskiego Gronia

2020-01-28 21:45

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

pogrzeb

Wikipedia/Jerzy Opioła

Kaplica na Groniu Jana Pawła II

„Życie otrzymał, życie dał, a z jego życia wypływają następne pokolenia. Pomnożony talent” – tak o zmarłym inicjatorze budowy i opiekunie kaplicy górskiej na Groniu Jana Pawła II w Beskidzie Małym śp. Stefanie Jakubowskim mówił 28 stycznia na pogrzebie w Andrychowie ks. Grzegorz Gruszecki – proboszcz konkatedralnej parafii w Żywcu. Pożegnanie przewodnika górskiego i inicjatora nazwania imieniem papieża górskiego szczytu w Beskidzie Małym odbyło się podczas koncelebrowanej liturgii pogrzebowej w andrychowskim kościele św. Macieja. Eucharystii przewodniczył bp Roman Pindel.

Zmarłego w wieku 87 lat opiekuna górskiej kaplicy na beskidzkim Groniu żegnali członkowie najbliższej rodziny, kapłani, goprowcy, przewodnicy, reprezentanci władz parlamentarnych, samorządowcy ziemi andrychowskiej i wadowickiej, przedstawiciele organizacji społecznych i instytucji oraz liczne grono górskich pielgrzymów – uczestników nabożeństw na papieskim Groniu.

Podczas Eucharystii kazanie wygłosił ks. Grzegorz Gruszecki. Kapłan zauważył, że życie śp. Stefana Jakubowskiego spełniło się w sposób ewangeliczny. „Życie otrzymał, życie dał, a z jego życia wypływają następne pokolenia. Pomnożony talent” – zauważył, nawiązując do przypowieści o talentach i zauważył, że zmarły otrzymał od taty legionisty dar miłości do Ojczyzny. Przypomniał, że był represjonowany przez władze komunistyczne i trafił na 3 lata do niewolniczej pracy w kopalniach.

„Drogi Panie Stefanie, dziękujemy, że pozwoliłeś inspirować się dobremu Bogu. Życia nie zmarnowałeś. To, co najlepsze przekazałeś innym. Niech trwa to piękne dziedzictwo. Niech ten szczególny ślad, jakim jest Groń Jana Pawła II, będzie znakiem twojego życia. Odpoczywaj w pokoju” – zakończył kaznodzieja.

Słowa pożegnania nad trumną wypowiedział częsty uczestnik Mszy na Groniu, kapelan przewodników turystycznych z archidiecezji katowickiej ks. Piotr Wenzel. „Bóg zapłać, Panie Stefanie za pot, który wylewałeś, wnosząc na plecach worki z cementem, gwoździe i inne materiały, by kościół budować. I tak osobiście dziękuję ci za świadectwo pobożności. Dziękuję ci za świadectwo miłości - do Boga, człowieka i gór, za miejsce, które stworzyłeś, abyśmy wszyscy byli bliżej nieba” – podkreślił, zapewniając, że zmarły na zawsze pozostanie w sercach i pamięci modlitewnej kapłanów związanych z papieskim Groniem.

Ks. prałat Stanisław Czernik wyraził wdzięczność zmarłemu w imieniu parafii. Przywołał konkretne wspomnienia związane z długoletnią znajomością ze Stefanem Jakubowskim. Przytoczył niektóre słowa papieża Jana Pawła II z korespondencji z budowniczym górskiej kaplicy. „Przy Pana dziele moja praca to doprawdy odrobina” – napisał Jan Paweł II.

Przed Mszą wiele osób złożyło osobiste świadectwo, opowiadając o tym, jaką inspirację czerpali z aktywności zmarłego przewodnika. Jego córka Maria Jakubowska-Szczotka podziękowała za wsparcie, jakie jej ojciec otrzymywał w ostatnich latach życia, przepełnionych chorobą.

Na prośbę rodziny uczestnicy pogrzebu złożyli datki na Hospicjum Domowe w Andrychowie.

Śp. Stefan Jakubowski spoczął na andrychowskim cmentarzu, w grobowcu obok swej żony Danuty, zmarłej 6 lat temu. Wspólnie przeżyli 56 lat. Razem w latach 80. ub. wieku postanowili upamiętnić górskie miejsca związane obecnością Karola Wojtyły. W 1981 r. wspólnie z Grupą Modlitewną i członkami Koła PTTK „Szarotka” zorganizowali pierwszy rajd „Szlakami Jana Pawła II”, który od 1990 r. ma swoją stałą metę na Groniu Jana Pawła II. Doprowadzili do zmiany nazwy tego sąsiadującego z Leskowcem szczytu nazywanego wcześniej Jaworzyną. W 2002 r. papież Polak wyraził zgodę na taką formę uhonorowania jego osoby, a w 2003 r. MSWiA wydało odpowiednie rozporządzenie i nowa nazwa mogła być oficjalnie stosowana. Państwo Jakubowscy wznieśli także kamienny krzyż poświęcony ludziom gór.

Po śmierci papieża Jana Pawła II Stefan Jakubowski – radny powiatu wadowickiego – zainicjował modlitwę i palenie górskich watr w Beskidach. Na Groniu trwała modlitwa w intencji kanonizacji Karola Wojtyły, a po wyniesieniu go na ołtarze dziękczyniono za świętość papieża Polaka. Po beatyfikacji Jana Pawła II trafiły tu jego relikwie.

Stefan Jakubowski zmarł 23 stycznia w szpitalu w Wadowicach.

Groń Jana Pawła II w Beskidzie Małym to jedyny szczyt górski w Polsce noszący imię polskiego papieża. Wzniesienie liczy 890 metrów n.p.m. W kaplicy stoi m.in. fotel, na którym Jan Paweł II siedział podczas wizyty w Skoczowie w 1995 r., a także podarowane przez niego różańce. Nieopodal znajduje się Droga Krzyżowa z rzeźbionymi stacjami, kilka mniejszych kapliczek, dzwonnica i pomnik Jana Pawła II. Cyklicznie odprawiane są tu Msze św. dla różnych grup pielgrzymów i turystów. Dziś tutaj kończy się co roku także „Rajd Szlakami Jana Pawła II”.

Beskidzkie „sanktuarium” stanowi wotum za ocalenie papieża. Dlatego ma symboliczne wymiary – 13 na 5 metrów – nawiązujące do daty zamachu na życie Jana Pawła II (13 maja 1981). We wrześniu 1995 kaplicę poświęcił biskup bielsko-żywiecki Tadeusz Rakoczy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję