Reklama

Niezwykły ojciec papieża

2014-06-16 13:56

Milena Kindziuk
Niedziela Ogólnopolska 25/2014, str. 12-14

Archiwum autorki
Karol Wojtyła w mundurze austriackim

„Mojego Ojca uważam za niezwykłego człowieka” – wyznał kiedyś św. Jan Paweł II. Wspominał go często, przez całe życie, nawet jeszcze kilka dni przed śmiercią. Dlaczego? Jakim ojcem był Karol Wojtyła senior?

Ojciec strzelił gola

Nie wytrzymał jednak próby, jaką była śmierć żony Emilii w 1929 r. Wprawdzie, jak wynika z relacji sąsiadów i rodziny Wojtyłów, Karol Wojtyła nie był zaskoczony jej śmiercią – chorowała bowiem długo i z pewnością spodziewał się jej odejścia – ale było to dla niego i tak nad wyraz bolesne przeżycie.

Pierwszym zadaniem, jakie go czekało, było poinformowanie 9-letniego Lolka o odejściu mamy. Mimo że z zawodu był wojskowym, nie znalazł w sobie tyle sił, by oznajmić to chłopcu osobiście. Poprosił nauczycielkę Lolka, by delikatnie, po kobiecemu, przekazała mu tę tragiczną wieść. Tylko Edmunda powiadomił sam.

Po pogrzebie Emilii zabrał obu synów na pielgrzymkę do sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej. – Ojciec Święty przez całe życie to pamiętał i nieraz wspominał, stanowiło to dla niego ważne doświadczenie – opowiada kard. Stanisław Dziwisz.

W Wadowicach powszechne było przekonanie, że po odejściu Emilii zarówno Karol Wojtyła, jak i jego syn Lolek boleśnie odczuwali tę stratę. Zaobserwowali to koledzy Lolka. Jeden z nich, Jan Kuś, na zawsze zapamiętał scenę, gdy przed lekcjami wstąpił na chwilę do kościoła. – Wtedy zobaczyłem starszego pana, nieco pochylonego, z siwą jak gołąbek brodą, prowadzącego za rękę mojego kolegę Lolka. Na ich twarzach malował się smutek – był to rok 1929.

W domu przy Kościelnej mieszkali teraz ojciec i syn, już tylko we dwóch. Na nowo musieli zorganizować sobie życie. I zorganizowali. Przede wszystkim zamknęli salon, w którym umarła Emilia. Przestali go używać, jakby wyłączając to pomieszczenie z mieszkania.

Eugeniusz Mróz, ówczesny sąsiad, mówi: – Po śmierci matki całymi latami nie wchodzili do salonu. Ilekroć zaglądałem do Lolka, siedzieliśmy w kuchni albo w małym pokoiku.

Zamknięty salon wspominał też Antoni Bohdanowicz, szkolny kolega Karola Wojtyły, który nieraz z Lolkiem odrabiał lekcje. – Zawsze w kuchni, do której wchodziło się z wewnętrznego balkonu na pierwszym piętrze. Skromne mieszkanie państwa Wojtyłów składało się z trzech izb, poza kuchnią w amfiladzie była sypialnia, a trzeciego pokoju w czasach, gdy tam bywałem, nie używano.

Zbigniew Siłkowski przyznał, że po śmierci Emilii raz tylko widział, jak pokój ten został otwarty, by posłużyć za boisko:

– Przechodząc nieopodal mieszkania Karola, postanowiłem wpaść na chwilę. Pukam do drzwi, nikt nie odpowiada. Słyszę śmiechy, pokrzykiwania i towarzyszą temu tępe odgłosy uderzenia. Przeszedłem pierwszy pokój i w momencie, kiedy uchylam jedno z dwuskrzydłowych drzwi, w to zamknięte skrzydło idzie soczysty strzał szmacianką i rozlega się okrzyk: jeeest! To ojciec strzelił gola w światło bramki, którą stanowiły owe drzwi, bramki, której bronił nasz reprezentacyjny bramkarz klasowego teatru, Karol. Ten drugi pokój, chwilowo zamieniony na boisko sportowe, to był salonik rodziny Wojtyłów. Od śmierci pani Emilii Wojtyłowej zatracił swój charakter. Dywan zrolowany leżał pod ścianą, salonowe mebelki zsunięto pod ścianę i nakryto narzutą, pod ścianami stało kilka drobnych sprzętów i cały środek był wolny.

Ale to był wyjątek. Po śmierci Emilii ojciec Lolka przeniósł się na stałe do pokoju syna.

Nie ożenił się po raz drugi

Zastanawia, co było powodem decyzji o zamknięciu salonu i jaki wpływ wywarło to na osobowość przyszłego papieża. Jak twierdzą psychologowie, wskazuje to wyraźnie, że ojciec z synem nie poradzili sobie z trudnym doświadczeniem śmierci Emilii, co więcej – że tę śmierć wyparli. Tak jakby nigdy jej wewnętrznie nie uznali, jakby Emilia pozostała wciąż obecna w tym zamkniętym salonie. Oni jakby nie pozwolili jej odejść, nie pogodzili się z tym, że jej już nie ma – tak tłumaczy to dzisiejsza psychologia. Znamienne jest też, ale w tym kontekście bardziej zrozumiałe, milczenie Papieża o Emilii, całkowity niemal brak wspomnień o matce. Ojciec z synem nie rozmawiali bowiem o niej ani między sobą, jak wskazują świadectwa ludzi, którzy ich znali, ani z osobami postronnymi.

Karol Wojtyła senior nie ożenił się po raz drugi. Pozostał wdowcem, mocno skupił się na wychowaniu Lolka. Tak jak chciałaby tego Emilia. Był zawsze blisko. Dobry, łagodny, cierpliwy. Właściwie można powiedzieć, że ojciec zastępował Lolkowi również matkę. Z żelazną konsekwencją wypełniał rodzicielskie obowiązki. W oczach sąsiadów stanowił wzór rodzica. Mężczyzna silny, ale jednocześnie po macierzyńsku opiekuńczy. Kształtował charakter Lolka, dbał o jego wszechstronny rozwój, o edukację. Uczył go nawet języka niemieckiego w domu – stąd przyszły papież będzie mówił tym językiem z ojcowskim, austriackim akcentem.

Kiedy Lolka odwiedzali w domu koledzy, „pan kapitan” wyjmował z biblioteczki ilustrowaną książkę do historii i opowiadał im o bohaterskich dziejach Polski. Streszczał „Trylogię” Sienkiewicza albo czytał na głos wiersze Norwida. – Uczył nas patriotyzmu, a także porządku, systematyczności i poczucia obowiązku – wspomina Eugeniusz Mróz.

Karol Wojtyła senior zupełnie sam prowadził gospodarstwo domowe, nie prosił nikogo o pomoc. Taką troskliwość o dom, jak opowiadali starsi mieszkańcy Wadowic, rzadko w ogóle można było spotkać.

Eugeniusz Mróz: – Uszył nawet kiedyś ze swoich starych mundurów garnitur dla Karola. Także on przyrządzał śniadania i kolacje. Na obiady chodzili z synem do jadłodajni, którą naprzeciw ich domu prowadziła sąsiadka – Maria Banaś.

Każda czynność miała swój czas i swoje miejsce. Karol Wojtyła senior przestrzegał regularnego rytmu dnia, który wyznaczały: posiłki, wspólne odrabianie lekcji, wieczorne spacery nad Skawą. I systematyczna modlitwa. A także codzienna poranna, zawsze o 7, przed lekcjami szkolnymi Lolka, Msza św. w parafialnym kościele. Razem z synem Wojtyła czytał też w domu Biblię, co w tamtych czasach nie było tak powszechne. Razem odmawiali Różaniec i śpiewali Godzinki do Najświętszej Maryi Panny. Jan Paweł II tak wspominał ojca z tamtych czasów: „Mogłem na co dzień obserwować jego życie, które było życiem surowym. Z zawodu był wojskowym, a kiedy owdowiał, stało się ono jeszcze bardziej życiem ciągłej modlitwy. Nieraz zdarzało mi się budzić w nocy i wtedy zastawałem mego Ojca na kolanach, tak jak na kolanach widywałem go zawsze w kościele parafialnym”.

Znów ojciec prowadził dom

W 1938 r. Lolek zdał maturę i ojciec przeprowadził się z nim do Krakowa. Kiedy we wrześniu 1939 r. wybuchła II wojna światowa, tak jak reszta mieszkańców miasta zaczęli uciekać na wschód. Dotarli do Sanu, za Tarnów, ale kiedy się dowiedzieli, że 17 września Polskę od wschodu zaatakowali Sowieci, wrócili do Krakowa, który był już pod okupacją niemiecką. Wtedy też Lolek zaczął pracować. W 1940 r., z kartą pracy (Arbeitskarte) w ręku, zatrudnił się w zakładach chemicznych Solvay, w kamieniołomach, jako robotnik. Z tej pracy utrzymywał siebie i ojca. Przynosił do domu pożywienie. Takie, jakie udało mu się zdobyć: trochę ziemniaków, fasolę, czasem kapustę.

Jak w Wadowicach, tak teraz w Krakowie ojciec prowadził dom, jakby wciąż jeszcze pragnął zastąpić synowi matkę. Przygotowywał posiłki, cerował skarpety, reperował nawet Karolowi buty. W niedzielę razem chodzili do kościoła, przeważnie na 12 do Franciszkanów. Przekuwali cierpienie na wiarę. Dużo rozmawiali.

– Między nimi wywiązała się prawdziwa, głęboka przyjaźń – opowiada kard. Stanisław Dziwisz.

W Boże Narodzenie 1940 r. Karol Wojtyła senior zachorował. Syn wezwał lekarza, wykupił lekarstwa. Dbał o to, aby ojciec się teraz oszczędzał. Dlatego na nowo zorganizował codzienne życie, chcąc go w ten sposób odciążyć od domowych obowiązków. Poprosił, by obiady gotowała im mieszkająca w pobliżu Aleksandra Kydryńska. Kiedy Karol wracał z pracy, wstępował do niej po jedną porcję dla ojca i zabierał ją w blaszanej menażce. Pewnego dnia przyszedł z tą menażką do domu i zobaczył, że ojciec nie żyje. Rozpłakał się jak dziecko. Całą noc klęczał przy ojcu i modlił się. Było to 18 lutego 1941 r.

Kard. Stanisław Dziwisz opowiada, że Papież wiele razy powracał wspomnieniami do tego tragicznego dnia. – Ojciec Święty opowiadał, że po powrocie z fabryki zastał w domu martwego ojca, siedzącego na krześle, z głową opuszczoną wraz z rękami na stole. Obok stała szklanka niedopitej herbaty.

Publicznie zaś Papież tak mówił o swoim ojcu: „Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią Ojca, którego życie duchowe po stracie żony i starszego syna niezwykle się pogłębiło. Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem, jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał już wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełniania własnych obowiązków. Mojego Ojca uważam za niezwykłego człowieka”.

Tagi:
ojcostwo

Reklama

Aktywne ojcostwo, to jest to!

2019-06-17 13:28

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 25/2019, str. 8

– Nie musisz zabierać dziecka na wycieczkę dookoła świata, aby zbudować z nim dobre relacje. Czasami wystarczy wziąć wędkę i pójść na ryby – przekonuje Andrzej Cwynar, prezes Fundacji dla Rodziny, trener Tato.net i założyciel Ojcowskiego Klubu w Oławie

Archiwum Andrzeja Cwynara
Jeden z biwaków ojców i synów

Dwudziestego trzeciego czerwca obchodzimy Dzień Ojca. Andrzej Cwynar, na co dzień mąż i tata trójki dzieci, zadaje sobie sprawę z tego, jak ważne jest budowanie relacji z dzieckiem. Do aktywnego ojcostwa zachęca innych rodziców organizując warsztaty, biwaki i wędrówki ojców z dziećmi. – Chcę pomóc budować rodziny silne obecnością ojców i małżonków. Przekonać ludzi, że można to zrobić, że warto zawalczyć – i są na to sposoby. Wystarczy podjąć decyzję i być konsekwentnym. To się opłaca – mówi.

Spełniony tata

Każda inicjatywa, która zbliża tatę do rodziny jest dobra. Nie trzeba stawać na głowie i organizować dzieciom nadzwyczajnych rozrywek, potrzeba ze sobą po prostu poprzebywać. To ważne, aby być ze sobą i się zaangażować. Tato.net prowadzi różnego rodzaju warsztaty, które mają usprawnić rolę taty i sprawić, że ojcowie będą spełnieni w swojej roli. – Wśród warsztatów Tato.net bardzo ciekawą propozycją są te dla ojców i córek „Tato & Córka”. To jeden dzień spędzony z córkami (powyżej 13 lat), a zostaje w pamięci na długie lata – zaznacza Andrzej Cwynar. Wśród klasycznych warsztatów, które proponuje Tato.net są: „Bliżej – pełna łączność” i „7 sekretów efektywnego ojcostwa”.

Ojcowie trzymają się razem

Tato.net patronuje Ojcowskim Klubom. To miejsca, w których ojcowie mogą poprzebywać ze sobą, porozmawiać o swoich dzieciach, o ich wychowaniu, o tym co im wychodzi, a nad czym muszą jeszcze pracować. Andrzej Cwynar prowadzi taki Ojcowski Klub w Oławie. – To miejsce, gdzie raz w miesiącu spotykamy się i rozmawiamy, przerabiamy jakiś temat, formujemy się, ale też dajemy sobie wyzwania, aby być jak najlepszymi ojcami, by pokazać dzieciom, że są dla nas ważne. To klub, który wymusza pracę nad sobą – zaznacza założyciel oławskiego klubu. Raz na trzy miesiące uczestnicy spotkań organizują różne przedsięwzięcia dla swoich pociech.

Warkocz taty

Tak nazywał się warsztat dla ojców z córkami. – Wynajęliśmy salon fryzjerski i panią fryzjerkę, która przez godzinę uczyła ojców, jak robić warkocze swoim córkom. Tej umiejętności może nam dziś pozazdrościć niejedna mama – śmieje się Andrzej Cwynar.

Biwak ojców i synów

– Biwaki organizuję z kolegą Michałem (efektywneojcostwo.pl). To dwie doby pod namiotem, z synami w wieku od 8 do 12 lat, gdzie palimy ognisko, jest gra terenowa, chodzimy po górach, strzelamy z łuku. Chętnych na biwaki nie brakuje. Zaczynaliśmy od 8 par, dziś liczba chętnych jest na tyle duża, że musimy ograniczać liczbę miejsc. To pokazuje, że istnieje potrzeba podnoszenia kondycji ojcostwa w rodzinie – puentuje i zachęca każdego tatę do aktywnego włączenia się w życie swoich dzieci.

Tato, nie zatrzymuj się

Andrzej Cwynar zaprasza na warsztaty: „Ojcostwo a praca” – 19 października oraz „7 sekretów efektywnego ojcostwa” – 6-7 grudnia – szczegóły i zapisy na stronie www.dlarodziny.eu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Matka Dawida dziękuje służbom i prosi o modlitwę

2019-07-22 08:41

PAP

Matka 5-letniego Dawida Żukowskiego, którego ciało „z prawdopodobieństwem graniczącym prawie z pewnością” znaleziono w sobotę pod wiaduktem przy węźle Pruszków na autostradzie A2, podziękowała służbom, które prowadziły akcję poszukiwawczą.

screenshot/TVN
Ciało dziecka odnaleziono w sobotę w okolicach węzła Pruszków

„Składam podziękowania Służbom, które z ogromną determinacją, nie szczędząc środków i wysiłku prowadziły akcję poszukiwawczą” – napisała.

– Dziękuję lokalnej Społeczności, Mediom i wszystkim tym, którym los mojego Synka nie był obojętny, którzy do końca okazywali wsparcie wierząc w szczęśliwe zakończenie – dodała kobieta, prosząc pod koniec swego oświadczenia „o modlitwę”.

Jej oświadczenie – przekazane w niedzielę – zostało opublikowane przez magazyn reporterów Uwaga! emitowany na antenie TVN24. Kopię listu matki Dawida zamieszczono na stronie internetowej magazynu Uwaga!.

W sobotę stołeczna policja poinformowała, że na trasie A2 między Warszawą a Grodziskiem Mazowieckim, w okolicach węzła Pruszków, znaleziono ciało dziecka. – Z prawdopodobieństwem graniczącym prawie z pewnością jesteśmy przekonani, że jest to 5-letni Dawid – przekazał w sobotę dziennikarzom asp. sztab. Mariusz Mrozek z Biura Prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Poszukiwania 5-letniego Dawida z Grodziska Mazowieckiego trwały od 10 lipca, kiedy to utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina.

Dawid został zabrany przez ojca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17.00 w środę. Według ustaleń policji tego samego dnia przed godz. 21.00 ojciec odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: Netflix stracił na aborcyjnym szantażu

2019-07-22 18:40

Vaticannews.com

Netfilix stracił w minionym kwartale 126 tys. subskrybentów w USA. Obrońcy życia wiążą te wyniki z bojkotem amerykańskiego giganta show biznesu, po tym, jak podjął się on bezpardonowej walki o aborcję w stanie Georgia.

W minionym kwartale Netflix odnotował najgorsze wyniki w swej historii. Po raz pierwszy od ośmiu lat ubyło mu subskrybentów, podczas gdy prognozy przewidywały wzrost o 352 tys.

Warto pamiętać, że pod koniec maja do bojkotu Netflixa wezwali obrońcy życia. Amerykańska firma szantażowała bowiem władze stanu Georgia, który przyjął nowe antyaborcyjne prawo. Ogranicza ono aborcję do momentu, w którym wykrywalne jest bicie serca dziecka, czyli do ok. 6 tygodnia ciąży. Netflix zapowiedział, że jeśli prawo wejdzie w życie, to zaprzestanie tam swoich produkcji i wycofa inwestycje. Przemysł filmowy ma tymczasem wielkie znaczenie dla stanu Georgia. Zatrudnia on 92 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem