Reklama

Nowe łupkowe nadzieje

2014-06-24 16:47

Z dr. Piotrem Naimskim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 26/2014, str. 38-39

DOMINIK RÓŻAŃSKI

O regulacjach prawnych wydobycia gazu z łupków, naprawianiu błędów i skomplikowanych przepisach podatkowych z dr. Piotrem Naimskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Kilka lat temu przeżywaliśmy w Polsce wielką euforię w związku z domniemaniem istnienia wielkich zasobów gazu w polskich skałach łupkowych. Były śmiałe plany, rozdano koncesje poszukiwawcze, po czym zapadła grobowa cisza i nastąpił sceptycyzm. Teraz rząd reanimuje sprawę, gaz z łupków ponownie staje się naszą nadzieją.

DR PIOTR NAIMSKI: – Polskie łupki rzeczywiście mają już swoją historię. Gdy w 2007 r. w Stanach Zjednoczonych zaczęto wydobywać gaz ze złóż łupkowych na skalę przemysłową, firmy poszukujące węglowodorów zainteresowały się także Polską i w tym też roku wydano u nas pierwsze próbne koncesje poszukiwawczo-rozpoznawcze kilku małym firmom. Po wygranych przez PO wyborach nastąpiło niezwykłe przyspieszenie, szybko rozdzielono ponad 100 koncesji – według ówczesnego prawa, ale bez żadnego pomysłu i planu, w „dziwny” sposób.

– To znaczy?

– Gdy po kolejnych wyborach w 2011 r. ABW weszła do udzielającego koncesji departamentu Ministerstwa Środowiska, zastała krajobraz niczym po bitwie: koncesje zostały beztrosko i chaotycznie rozdane, niejednokrotnie bez właściwego określenia obowiązków koncesjonariusza. Nowy główny geolog kraju musiał zablokować wydawanie kolejnych koncesji i właściwie dopiero wtedy zaczęto mówić, że będą przygotowane nowe regulacje prawne, które odpowiednio zabezpieczą interesy państwa. Niestety, dopiero po rozdysponowaniu koncesji nasze Ministerstwo Środowiska doszło do wniosku, że potrzebna jest tu nowa ustawa. Kiedy odkryto złoża węglowodorów u wybrzeży Izraela, to natychmiast zablokowano tam wydawanie jakichkolwiek koncesji, do czasu przygotowania odpowiedniego prawa, co trwało kilka lat. W Polsce zrobiliśmy akurat odwrotnie.

– W Polsce to nowe prawo, które wciąż jeszcze rodzi się w wielkich bólach, będzie musiało naprawić popełnione już błędy. Czy to możliwe?

– To bardzo trudne. Przygotowując nowe regulacje, ich autorzy – zarówno ze strony Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie, jak i pierwsi autorzy w Ministerstwie Środowiska – musieli borykać się m.in. z problemem praw nabytych, czyli uprawnień przysługujących tym, którzy dostali już koncesje. Okazało się, że duża część tychże koncesji jedynie w ograniczony sposób zobowiązywała koncesjonariuszy do prac np. związanych z rozpoznaniem złoża, przekazywaniem próbek, danych geologicznych itp. Okazało się też, że sporo koncesji wzięły firmy, które wcale nie miały skonkretyzowanych zamiarów i tylko wyczekiwały, licząc na to, że cena udziałów ich spółek poszybuje w górę, gdy się okaże, że ktoś obok dokopał się do gazu...

– Tymczasem gaz nie płynął, jak tego oczekiwano...

– Przede wszystkim dlatego, że szacunkowa ocena polskich zasobów nie opierała się na współczesnych danych geologicznych, a wynikała tylko z wnioskowania na podstawie doświadczeń amerykańskich oraz wielkości złóż samych skał łupkowych w Polsce, w których, jak można domniemywać, znajdują się także pokłady gazu. Polscy geolodzy są w tej sprawie wciąż bardzo ostrożni. Jednak nawet według najmniej optymistycznych danych szacunkowych, jeśli ten gaz kiedyś popłynie, to z pewnością można mówić o wielkim bogactwie.

– A zwłaszcza o ratunku dla bezpieczeństwa energetycznego kraju?

– Tak. Dlatego trzeba się cieszyć, że rząd wreszcie zdecydował się coś robić w tej sprawie. Od 2012 r. w Ministerstwie Środowiska był przygotowywany projekt ustawy, który potem utknął w konsultacjach międzyresortowych, a Donald Tusk nie potrafił tych prac skoordynować...

– Aż w końcu denerwować zaczęli się sami koncesjonariusze?

– Niektóre firmy rozpoczęły poszukiwania mimo braku jasności prawnej. Efekty wierceń okazały się obiecujące, jednak praktyka pokazała, że warunki geologiczne są w Polsce znacznie trudniejsze niż w Ameryce; wymagają dodatkowej adaptacji i być może nowych rozwiązań technicznych. Duże koncerny, które początkowo angażowały się z impetem, uznały, że w takiej sytuacji lepiej jednak poczekać na wyklarowanie się sytuacji.

– A niektóre po prostu ewakuowały się z Polski.

– Wycofały się trzy duże firmy. Podejmując tę decyzję, każda z nich miała po temu swoje własne, najprawdopodobniej niezwiązane z sytuacją w Polsce powody. Ci, którzy pozostali, nadal cierpliwie czekają na porządne prawo. Dobrze znając swoją branżę, od samego początku doskonale wiedzieli, że każde normalne państwo musi przeprowadzić stosowną korektę przepisów prawnych, dostosowując je do nowej sytuacji. Dotyczy to także Polski.

– Ale podobno bardzo boją się polskich regulacji.

– Nie sądzę. Międzynarodowe firmy mają doświadczenie w bardzo różnym otoczeniu legislacyjnym, do którego zawsze potrafią się miękko dostosować – czy to w Afryce, Azji, Ameryce Południowej, czy też w Europie. Oczywiście, ci, którzy w Polsce rozpoczęli „łupkowy boom”, oczekują dziś promocji, przede wszystkim finansowej. To dotyczy rozwiązań podatkowych.

– Rząd proponuje ponoć niezwykle skomplikowany i jednak dość obciążający przedsiębiorców system podatkowy.

– Nie tyle niezwykle skomplikowany i obciążający, ile przewidujący kilka podatków składających się na całość opłat, co budzi niepokój. Symulacje, którymi posługuje się dziś Ministerstwo Finansów, mówią, że wszystkie opłaty razem wzięte nie będą przekraczały 40-43 proc. Gdyby tak rzeczywiście się stało, to byłyby to bardzo dogodne warunki dla przedsiębiorców, bo np. na szelfie norweskim podobne opłaty wynoszą ponad 60 proc. Jednak nie w ostatecznym kształcie ustaw tkwi problem – najważniejsze jest to, żeby one po prostu wreszcie były! Niestety, o ile ustawa regulacyjna jest już na finiszu sejmowych prac, o tyle równolegle przesłana do Sejmu ustawa podatkowa opóźnia się. Tymczasem w prasie już pojawiają się komentarze o przesadnych obciążeniach fiskalnych.

– Przesadzone?

– Sądzę, że histeria w tej sprawie jest niesłuszna. To raczej ostatnia faza lobbingu zainteresowanych firm. Od początku jednak jestem zdania, że lepszym rozwiązaniem jest to, co zawarliśmy w odrzuconym w pierwszym czytaniu projekcie PiS-u, czyli niepodatkowe podejście do kwestii uzyskiwania dochodów przez Skarb Państwa przez zastosowanie umów cywilno-prawnych.

– Dlaczego to lepsze niż przejrzyste podatki?

– Byłby to bardziej elastyczny i bezpieczniejszy dla obu stron sposób określania i egzekwowania wynegocjowanych warunków dla konkretnej koncesji, rozwiązanie przyjazne dla inwestorów i korzystne dla państwa. Podatek to jednak zawsze danina nakładana ustawą, a ustawodawca może przecież w każdej chwili zmienić zasady opodatkowania. Mimo wszystko uważam, że także przez system podatkowy można osiągnąć pozytywny cel. Trzeba tylko racjonalnie podejść do kwestii pułapów podatkowych, zwolnień itp.

– Opóźnienie ustawy podatkowej wskazuje na to, że są jakieś kłopoty ze zracjonalizowaniem tej kwestii?

– Na to wygląda. Mamy na nowo rozpętaną dyskusję na temat wysokości podatków, ich rodzajów, niezasadności itd. Widać, że wokół tej ustawy trwa silny lobbing, że są rozmaite naciski, w wyniku których być może pojawiły się także jakieś niejasności i niepewność w samym rządzie.

– Mimo istotnych różnic między przedstawionymi obecnie przez rząd projektami regulacji prawnych i wcześniejszymi propozycjami PiS-u, teraz PiS stara się raczej nie przeszkadzać, nie dąży do ich odrzucenia?

– Wręcz przeciwnie, uważamy, że potrzebne jest jak najszybsze wprowadzenie nowych przepisów, choćby nawet nie do końca doskonałych. Nie rezygnujemy oczywiście z prób ich udoskonalenia w trakcie procedury sejmowej. Usiłujemy np. przekonać rząd do odwrócenia złej decyzji o wyjęciu z ustawy zapisu o powołaniu spółki będącej głównym operatorem na złożach kopalin w Polsce. Tego rodzaju spółka była przewidziana w projekcie Prawa i Sprawiedliwości pod nazwą „Staszic S.A.”, a także w pierwotnym projekcie rządowym pod nazwą Narodowy Operator Kopalin Energetycznych (NOKE). Miało to być narzędzie organu koncesyjnego do zarządzania kopalinami, które przecież wciąż pozostają własnością państwa, nawet jeśli udziela się koncesji na długie lata.

– W zaproponowanej przez rząd regulacji państwo traci więc w jakimś stopniu kontrolę nad swą własnością?

– W istocie tak. Tym bardziej to dziwne, że w wielu bardziej doświadczonych w tej dziedzinie państwach – w Norwegii, Danii, Holandii – tacy państwowi operatorzy jednak istnieją. Tymczasem w Polsce zaczął się toczyć bój pomiędzy ministrami właśnie w tej sprawie, co spowodowało, że przez ponad rok ta ustawa nie mogła trafić do Sejmu. Ostatecznie więc wyrzucono tę „kość niezgody”. Paradoks polega na tym, że teraz to PiS zabiega o przywrócenie tej ustawie kształtu projektu rządowego z października 2013 r.

– Dlaczego, Pana zdaniem, rząd postanowił jednak wyrzucić ten akurat zapis?

– Wiele wskazuje na to, że uczyniono to pod naciskiem PGNiG i niektórych ministrów z Kancelarii Donalda Tuska. Obecnie rząd, a w szczególności nowe kierownictwo Ministerstwa Środowiska, twierdzi, że to było żądanie inwestorów. Pytam więc, dlaczego polska administracja państwowa ma ulegać nieuzasadnionym żądaniom inwestorów?!

– Dlaczego ulega?

– Nie jestem pewien, czy naprawdę chodzi tu o żądania wszystkich inwestorów... Może to urzędnicy rządowi wyszli naprzeciw oczekiwaniom niektórych inwestorów...? Skądinąd wiadomo, że poważne firmy dostosowałyby się bez oporu do wymagań narodowego operatora czuwającego nad interesem państwa – są po prostu do tego przyzwyczajone w innych krajach.

– Jakie konkretnie korzyści dla państwa dawałoby istnienie takiej nadrzędnej spółki – narodowego operatora? Rząd zapewnia, że wszelkie funkcje kontrolne spełnią udoskonalone już istniejące służby.

– Dzięki takiemu narzędziu, jakim mogłoby być np. NOKE, organ koncesyjny miałby możliwość reagowania zawczasu (ex ante) na wszelkie nieprawidłowości, ponieważ mógłby obserwować w czasie rzeczywistym, od środka i na bieżąco, co inwestor robi na złożu. Wszystkie inne rodzaje kontroli zapewniają jedynie sprawdzenie sytuacji ex post. Na szczęście, z wniosku PiS-u została przyjęta poprawka polepszająca trochę ten stan rzeczy – daje ona bowiem organowi koncesyjnemu prawo do kontrolowania kwalifikacji koncesjonariuszy w każdym momencie. Jeśli chodzi o samo NOKE, to minister środowiska nie dopuszcza, niestety, żadnych ustępstw. W wielu innych szczegółowych sprawach także. Szkoda, że główny geolog kraju rezygnuje z koniecznych narzędzi. Równocześnie obcinane są pieniądze na finansowanie zadań ministra środowiska w zakresie kontroli wykonywania obowiązków koncesyjnych przez firmy. Brak tu logiki.

– Mimo to jest to ustawa godna poparcia? Głównie dlatego, że lepsza taka niż żadna?

– Po odrzuceniu projektu PiS-u w pierwszym czytaniu uznaliśmy, że trzeba pracować przy projekcie rządowym, mimo że niewiele naszych poprawek zyskuje akceptację. Najważniejsze jest to, że jednak ułatwi ona wydobycie gazu z łupków, co jest dziś interesem narodowym. Uruchomienie tego sektora – nawet w pesymistycznie minimalnej skali – może być dla polskiej gospodarki kołem zamachowym oraz uniezależnieniem się od importu z Rosji. Jednak nie spodziewajmy się w najbliższych latach jakiegoś eldorado!

– Polski gaz łupkowy może napotkać jeszcze wiele przeszkód, nie tylko prawnych, geologicznych czy technologicznych. Jego wydobycie może się okazać nierentowne, gdy Europa zostanie zalana tanim gazem z Ameryki?

– Rzeczywiście, w dużym stopniu podlegamy już globalnej grze rynkowej, co dość dotkliwie odczuwamy w związku z polskim węglem. Nie jest wykluczone, że będziemy mieli w Europie sporą konkurencję w postaci skroplonego gazu pochodzącego z amerykańskich lub innych złóż łupkowych. Kraje europejskie dziś bardzo zabiegają o gaz z Ameryki, jednak w tej najbardziej liberalnej na świecie gospodarce amerykańskiej trzeba zgody państwowej administracji (specjalnych koncesji) na to, żeby jakakolwiek firma mogła eksportować swój własny gaz. A tych koncesji udziela się niechętnie, ponieważ zbyt duży eksport tanich tam obecnie surowców energetycznych nie leży w interesie gospodarki państwa. Nie jest więc wcale pewne, czy ten amerykański gaz kiedykolwiek zaleje Europę...

– Polskie plany wydobycia gazu łupkowego były do niedawna różnymi sposobami – przede wszystkim przez nadregulacje ekologiczne – zwalczane przez UE. Premier Tusk optymistycznie zapewnia, że udało się już ostatecznie zlikwidować te europejskie opory.

– Dobrze byłoby, żeby premier powiedział, na czym dokładnie opiera swój optymizm. Myślę, że to dopiero początek europejskiego sporu na temat uruchomienia eksploatacji węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych. Choć z powodu kryzysu ukraińsko-rosyjskiego i szantażu energetycznego wobec Europy wzrosła moc argumentów za wydobywaniem gazu z łupków, tym niemniej ci, którzy w Europie zainwestowali w odnawialne źródła energii, będą się nadal ostro bronili. Nasi eurodeputowani muszą naprawdę bardzo pilnie monitorować tę niekorzystną dla Polski europejską politykę tzw. klimatyczną.

– Tymczasem prezydent Barack Obama w Polsce wyraził uznanie dla europejskiej walki o klimat. Powiało chłodem w naszą stronę...

– Barack Obama rozmawiał z Donaldem Tuskiem o polityce klimatycznej, a dwa dni wcześniej w USA opublikowano projekt zmiany amerykańskiej polityki klimatycznej według recepty Komisji Europejskiej. Bliższe jest więc globalne porozumienie w tej sprawie, co dla nas, niestety, może się okazać groźne.

* * *

Piotr Naimski – polityk, biochemik, nauczyciel akademicki, działacz opozycji w okresie PRL, publicysta, były wiceminister gospodarki, poseł na Sejm VII kadencji

Tagi:
polityka gaz

Reklama

Kampanijny gazoprom

2015-10-13 11:58

Piotr Naimski

Rząd PO opóźnia o dwa lata w stosunku do własnych planów oddanie gazoportu do eksploatacji i o cztery lata w stosunku do decyzji i planów rządu Prawa i Sprawiedliwości

DOMINIK RÓŻAŃSKI

We wczorajszym wystąpieniu Minister Skarbu Państwa Andrzej Czerwiński zapowiedział „oddanie” gazoportu w Świnoujściu. Ewa Kopacz ma sfotografować się na tle instalacji i ogłosić przedwyborczy sukces. Minister Czerwiński stwierdził, że „budowa zakończona jest w 100%, wszystkie tzw. elementy krytyczne są wykonane i sprawdzone przez nadzorującego inżyniera katarskiego”. Rzecznik PLNG Maciej Mazur powiedział PAP, że „zakończył się bardzo ważny etap mechanicznego montażu systemów krytycznych” i „że prace budowlane zostały praktycznie zakończone”.

Według obowiązującego Aneksu nr 2 do umowy z wykonawcą zakończenie montażu mechanicznego wszystkich systemów terminala przewidziane jest do 11 grudnia 2015. Do 10 października 2015 przewidziano zakończenie montażu mechanicznego systemów krytycznych. Różnica między krytycznymi mechanizmami a wszystkimi mechanizmami jest mniej więcej taka jak między autostradą i „autostradą przejezdną”. PO oddawała do użytku „przejezdne” odcinki, które następnie były przez wiele miesięcy rozgrzebane grożąc bezpieczeństwu ludzi i pojazdów. Z gazoportem premier Ewa Kopacz dokonuje podobnej operacji. Uzgodniony z wykonawcą grudniowy termin zakończenia prac montażowych postanowiono pominąć milczeniem. Co ciekawe, katarski dostawca gazu zgodził się przysłać statek z gazem koniecznym do przeprowadzenia testów instalacji w okresie od 11 grudnia 2015 do 9 stycznia 2016. Audyt prowadzony na budowie przez Katarczyków doprowadził do rezygnacji z wcześniejszego październikowo-listopadowego terminu.

Przygotowanie placu budowy gazoportu do dzisiejszej wizyty premier Ewy Kopacz obejmowało m.in. usunięcie z pola widzenia kamer telewizyjnych wszystkich elementów, które mogłyby świadczyć o tym, że prace montażowe są w toku. Kamera przemysłowa, która przekazywała obraz z placu budowy na stronie internetowej PLNG została wyłączona wczoraj. Pracujący robotnicy nie maja prawa pojawić się w kadrze. Aneks nr 2 do umowy przewiduje podpisanie protokołu odbioru do użytkowania gazoportu 31 maja 2016. Gazoport rozpocznie prace w najlepszym razie za 7,5 miesiąca. Opóźnienie w stosunku do nowego harmonogramu z Aneksu nr 2 wynosi dzisiaj tydzień…

Dla propagandowego przedwyborczego sukcesu PO po raz kolejny po prostu oszukuje Polaków. Do wykonania jest m.in. montaż pozakrytycznych a koniecznych przecież systemów gazoportu, wstępne schłodzenie instalacji ciekłym azotem, ogrzanie instalacji i usunięcie usterek, test 72-godzinny instalacji nie wcześniej niż w marcu przyszłego roku po odebraniu drugiego statku z gazem technicznym. Można mieć już tylko nadzieję, że politycy PO dla potrzeb swojej kampanii wyborczej trwale nie uszkodzą z trudem kończonej inwestycji w Świnoujściu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trybunał w Strasburgu stanął po stronie ojca, któremu niesłusznie odebrano dzieci

2019-08-19 15:53

Ordo Iuris

Trybunał w Strasburgu stanął po stronie ojca, któremu niesłusznie odebrano dzieci (informacja prasowa)

BOŻENA SZTAJNER

Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że pozbawienie ojca możliwości kontaktów z córką z powodu fałszywego oskarżenia o przemoc domową stanowi pogwałcenie jego prawa do poszanowania życia rodzinnego. W toku sprawy hiszpańskie sądy pominęły wiele istotnych okoliczności. Władze Hiszpanii powinny teraz ponownie rozpatrzeć sprawę tej rodziny.

W 2012 roku W. Haddad, ojciec trójki dzieci, w tym półtorarocznej córki, został oskarżony przez swoją żonę o rzekome stosowanie przemocy w domu. W odpowiedzi na zarzuty sąd karny wydał zarządzenie tymczasowe, na mocy którego odebrał ojcu prawa rodzicielskie oraz zakazał mu kontaktów z żoną oraz dziećmi. Kilka miesięcy później, małoletni zostali wbrew ich woli odseparowani od ojca oraz skierowani do domu opieki społecznej. W 2013 roku sąd oczyścił mężczyznę ze wszystkich zarzutów. Mimo to synowie wrócili do ojca dopiero w 2016 roku, natomiast córka została przekazana przez sąd rodzinny do pieczy zastępczej. Apelacje obojga rodziców od ostatniego rozstrzygnięcia zostały oddalone.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu stwierdził, że działanie sądu rodzinnego było pochopne i stanowiło pogwałcenie prawa ojca do poszanowania jego życia rodzinnego (art. 8 Konwencji). Sąd rodzinny powinien był uwzględnić okoliczność, że zarzuty, które stanowiły podstawę odebrania ojcu prawa kontaktów z córką, okazały się bezzasadne. Trybunał podkreślił, że władze hiszpańskie decydując się na jej umieszczenie w opiece zastępczej ani razu nie rozważyły takich okoliczności jak bardzo młody wiek dziewczynki (półtora roku), istniejąca więź między córką a jej rodzicami, upływ czasu od momentu separacji rodziców, konsekwencje odizolowania dla kontaktów między całą trójką rodzeństwa. Ponadto, sąd oddalający skargę ojca na decyzję o umieszczeniu dziewczynki w rodzinie zastępczej nie zbadał czy występują problemy w relacjach ojca z córką ani też jakie zdolności emocjonalne i edukacyjne reprezentuje mężczyzna. Nie wziął również pod uwagę zdrowia dziecka, sytuacji materialnej, ani warunków w jakich żyje. Trybunał zauważył również, że hiszpańskie władze powinny rozważyć najpierw mniej radykalne środki niż umieszczanie córki w opiece zastępczej.

Trybunał przypomniał, że z art. 8 Konwencji wynika prawo rodzica do ponownego zjednoczenia z dzieckiem, które mu bezprawnie odebrano. Hiszpańskie władze odpowiedzialne za opiekę społeczną nie wywiązały się z obowiązku zagwarantowania mężczyźnie tego prawa. Zdaniem Trybunału urzędnicy są odpowiedzialni za zerwanie kontaktów ojca z córką, co najmniej od momentu kiedy zarzuty o stosowanie przemocy przez ojca okazały się bezzasadne. Ponadto, władze jedynie powielały swoje pierwotne decyzje bez opierania ich na aktualnych okolicznościach sprawy i dostępnych dowodach, ukazując tym samym determinację w umieszczeniu dziewczynki w pieczy zastępczej z możliwością jej późniejszej adopcji przez rodzinę zastępczą. Trybunał przyznał, że najlepszą formą słusznego zadośćuczynienia dla skarżącego ojca będzie ponowne rozpatrzenie tej sprawy przez hiszpańskie organy w oparciu o ustalenia niniejszego wyroku, zagwarantowanie prawa do życia rodzinnego skarżącego oraz zabezpieczenie dobra dziecka.

„Wyrok Trybunału w Strasburgu potwierdza, że rodzicowi, któremu bezprawnie odebrano dziecko, przysługuje prawo do przywrócenia władzy rodzicielskiej w sytuacji, gdy zarzuty mu stawiane okazały się bezpodstawne. Dodatkowo opisywany wyrok podnosi jeszcze jedną istotną kwestię w sprawach, w których odebranie dziecka zostało zarządzone jako tymczasowy środek. Odmowa przywrócenia kontaktów z dzieckiem oraz decyzja o jego umieszczeniu w opiece zastępczej nie może być poparta tłumaczeniem, że kontakty z dzieckiem nie są już utrzymywane od dłuższego czasu. Inaczej, każde odpowiednio długie odseparowanie dziecka od rodzica prowadziłoby do odebrania mu władzy rodzicielskiej” – skomentowała Rozalia Kielmans-Ratyńska Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Instytutu Ordo Iuris.

https://ordoiuris.pl/ochrona-zycia/trybunal-w-strasburgu-stanal-po-stronie-ojca-ktoremu-nieslusznie-odebrano-dzieci

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Proponowane w Polsce standardy edukacji seksualnej WHO

2019-08-19 17:36

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

- Dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów – napisał dziś bp Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, w apelu skierowanym do rodziców w związku z planowanym wprowadzeniem ich przez niektóre samorządy. Postulowane przez niektóre samorządy programy edukacji seksualnej w szkołach mają opierać się na standardach i wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). W poniższej analizie prezentujemy ich główne założenia.

Bożena Sztajner/Niedziela
Dary dla dzieci z Białorusi

Wytyczne te zostały przedstawione w dokumencie „Standardy edukacji seksualnej w Europie”, będącym wspólną publikacją Biura Regionalnego Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy i niemieckiego Federalnego Biura ds. Edukacji Zdrowotnej. Publikacja ta, wydana w 2010 r., zawiera zalecenia dla osób i instytucji odpowiedzialnych za zdrowie i edukację seksualną. Jej polskie tłumaczenie zostało wydane w dwa lata później.

Dokument ten - jak czytamy we wstępie - opiera się na tzw. podejściu holistycznym do seksualności człowieka i ma za cel „pomóc dzieciom i młodym osobom w rozwinięciu podstawowych umiejętności umożliwiających im samookreślenie ich seksualności i związków na różnych etapach rozwoju, (...) w przeżywaniu swojej seksualności oraz partnerstwa w sposób satysfakcjonujący i odpowiedzialny”.

Autorzy dokumentu zaznaczają, że podejście „holistyczne” ma zastąpić modele edukacji seksualnej obowiązujące w wielu krajach. Informują, że pierwsza ich grupa – promowana szczególnie silnie przez Republikanów w USA – bazowała na zapoznaniu dzieci i młodzieży z biologicznymi kwestiami dotyczącymi płci i życia seksualnego, co jednak było połączone z promocją wstrzemięźliwości seksualnej do momentu zawarcia związku małżeńskiego. Druga grupa programów, realizowanych dotąd w większości krajów europejskich, abstynencję seksualną traktuje jako zachowanie opcjonalne, a obok niej przedstawiane są zasady antykoncepcji i tzw. bezpiecznego seksu.

Natomiast program WHO ma charakter znacznie bardziej liberalny, uwzględnia również orientację homoseksualną, a płeć – zgodnie z teoriami gender - traktuje jako zjawisko bardziej społeczne niż biologiczne. Na równi z małżeństwem definiowanym jako związek mężczyzny i kobiety, stawia na równym poziomie inne rodzaje związków.

Konkretne propozycje w zakresie edukacji

Dokument „Standardy edukacji seksualnej w Europie WHO” prezentuje „Matrycę” która stanowi przegląd tematów, które powinny zostać omówione w poszczególnych grupach wiekowych: 0–4 lata, 4–6 lat, 6–9 lat, 9–12 lat i 12-15 lat. Zakłada się, że zajęcia te powinny być obowiązkowe (niezależnie od woli rodziców) już od wieku przedszkolnego, a powinni je prowadzić różni specjaliści, niekoniecznie wychowawcy czy nauczyciele. Przewiduje się zatem możliwość prowadzenia edukacji seksualnej przez organizacje pozarządowe mające taki zapis w statutach, a szkoła pełniłaby rolę koordynacyjną.

0–4 lata

Program przewiduje, że szkolni seksedukatorzy powinni przekazywać dzieciom w wieku poniżej 4 lat podstawową wiedzę o ludzkim ciele i narządach płciowych, o różnicach płciowych oraz pochodzeniu dzieci, czyli ciąży i porodzie.

Ma być również kształtowane „pozytywne nastawienie do własnej płci biologicznej, jak i społeczno-kulturowej” oraz wiedza, że związki natury seksualnej mogą być różnorodne, a tej różnorodności powinna towarzyszyć akceptacja.

Niezależnie od tego mają być przekazywane takie treści jak „radość i przyjemność z dotykania własnego ciała” czy wiedza o „masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa”.

4–6 lat

Dzieci w wieku od 4 do 6 lat mają dalej zgłębiać tę tematykę, włącznie z pozytywnym podejściem do masturbacji pojmowanej jako „radość i przyjemność”.

Zarazem mają być omawiane różnorodne emocje, w tym „pierwsza miłość” jako rodzaj zauroczenia, a także przygotowywanie do radzenia sobie w sytuacji, w której uczucie nie zostaje odwzajemnione.

Dziecko w tym okresie ma być również zapoznawane ze „związkami do osób tej samej płci” oraz kształtowane w pozytywnym podejściu do własnej tożsamości płciowej. Kształtowana być winna postawa, że „moje ciało należy do mnie”, więc mam określone prawa z tym związane. Towarzyszyć temu ma świadomość, że są osoby, które „mogą posunąć się do przemocy oraz, że muszę nauczyć się jak należy się przed nimi chronić”.

6–9 lat

U dzieci w wieku od 6 do 9 lat ma być pogłębiana wiedza o rozwoju fizjologicznym, z uwzględnieniem miesiączkowania, ejakulacji itp. Duży nacisk ma być położony na antykoncepcję. Jest ona proponowana jako jedyna możliwość planowania rodziny. Prezentowane mają być także różnorodne techniki współżycia płciowego. Zaznacza się tylko, że „akceptowalne współżycie/seks, winien być odbywany za zgodą obu osób, ma być on dobrowolny, równy i stosowny do wieku i kontekstu, zapewniający szacunek do samego siebie”. Żadne inne etyczne normy i zasady dotyczące podejmowania współżycia seksualnego nie są proponowane. Za to ma być uświadamiany „pozytywny wpływ seksualności na zdrowie i dobre samopoczucie”.

Prezentowane mają być również „prawa seksualne”, rozumiane jako prawo do informacji i edukacji seksualnej, jak i cielesnej integralności.

Podobnie jak na poprzednich etapach – wobec dzieci w wieku 6–9 lat - proponowana jest masturbacja i autostymulacja seksualna. Mowa ma być również o „seksie w mediach” (włącznie z internetem), oraz o „radzeniu sobie z obrazem seksu w mediach”. Nie pojawia się w tym kontekście pojęcie pornografii jako zjawiska mającego negatywny wpływ na rozwój człowieka.

Jest też mowa o małżeństwie, ale pojęcie to pojawia się wyłącznie w kontekście możliwości rozwodu. Prezentowane mają być także „różne związki rodzinne” w kontekście umiejętności „negocjowania kompromisów, wykazywania tolerancji i empatii”.

9–12 lat

Na etapie od 9 do 12 lat przedmiotem nauczania ma być szczegółowe poznanie różnych (skutecznych i nieskutecznych) metod antykoncepcji oraz „zrozumienie, że antykoncepcja to odpowiedzialność obu płci”. Wiele ma być mowy o przeżywaniu ciąży i poszczególnych jej etapów, włącznie z ciążą „w związkach między osobami tej samej płci”.

Uczniowie mają być również uświadamiani z zakresie niebezpieczeństwa przemocy seksualnej i konieczności obrony przed nią.

Prezentowane mają być różne orientacje seksualne oraz „miłość wobec osób tej samej płci”. Tym dzieciom, które odkryły swą odmienność seksualną - proponowany ma być «coming out», czyli publiczne ogłoszenie tego faktu jeszcze przed ukończeniem 12. roku życia. Zgodnie z teorią gender ma być przekazywane także przekonanie o „różnicach między tożsamością płciową i płcią biologiczną”.

Cel edukacji ma być osiągnięty wraz z ukończeniem 15. roku życia, kiedy młody człowiek powinien już osiągnąć pełną „akceptację, szacunek i rozumienie różnorodności dotyczącej seksualności i orientacji seksualnych”. Nigdzie natomiast nie ma mowy o potrzebie opanowywania popędu seksualnego, nie pojawia się więc pojęcie wstrzemięźliwości. Nie istnieje pojęcie „uczyć wyższych” rozumianych jako rozwój miłości, którym powinny być podporządkowane „uczucia niższe”, w postaci pożycia seksualnego.

Zaznaczyć należy, że tak zarysowany program edukacji seksualnej pozostaje w diametralnej sprzeczności nie tylko z chrześcijańską koncepcją rozwoju osoby ludzkiej, ale także z „integralną wizją ludzkiej seksualności” zawartą w obowiązującej w Polsce podstawie programowej, wprowadzonej rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 14 lutego 2017.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem